Wczesna wiosna 2004 roku w Izmirze dla jednych zapowiada upalne wakacje, dla innych zaś oznacza koniec uciekania przed dorosłym życiem i planami, jakie wobec nich mają rodzina, społeczeństwo oraz los. Nazım Kocabıyık, zwyczajny czternastolatek, w głowie ma głównie dziewczyny, kumpli, komiksy i teledyski. Pewnego dnia razem z kolegami idzie na wagary, żeby pograć w piłkę i pobawić się na placu zabaw w komandosów. W drodze do domu czekają na nich przygody i ostatnie beztroskie chwile. Wieść o wybrykach chłopaków dociera do ojca Nazıma, właściciela kawiarni, który uświadamia sobie, że nadszedł już czas, by stojący na progu dorosłości syn wziął wreszcie odpowiedzialność za siebie i przyszłość rodziny.
Niedźwiedź, syn niedźwiedzia to druga powieść Aleksandry Tarnowskiej. Mieszkająca w Turcji autorka doskonale oddaje tamtejszy klimat i obyczaje, wciągając czytelnika od pierwszej strony w świetnie opowiedzianą, przejmującą historię.
Aż do samego końca nie wiedziałam, co o tej książce myśleć i jaką ocenę jej wystawić. Podobała mi się, dobrze się czytała, a jednocześnie historia Nazima zaczęła mnie męczyć i nudzić. Aż przyszło to zakończenie. TO. Wspaniałe, uważam, że lepiej tej powieści zakończyć się nie dało i podbiło ono moją opinię o całości, bo pozwoliło mi trochę inaczej na fabułę spojrzeć.
Myślę, że to nie do końca moja książka, bo bohaterami są nastoletni chłopcy i ich „chłopackie” przygody. Ale to Ola Tarnowska, więc literacko jest świetnie, do tego jako fanka twórczości Elif Shafak miałam dużą przyjemność z tego, że akcja powieści dzieje się właśnie w Turcji.
Wiem, że nie wszystkie dobre książki pokocham, ale szczególnie mi przykro, kiedy marudzę na książkę osoby, której poprzedni tytuł zrobił na mnie ogromne wrażenie. I tak jest z Aleksandrą Tarnowską. Kocham jej debiut „Wniebogłos”, bardzo czekałam na kolejną książkę. I jest, „Niedźwiedź, syn niedźwiedzia”, i przeczytałam i niestety nie pokochałam 😢
Jeśli chodzi o kwestie warsztatowe, to tutaj nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, Tarnowska pisać potrafi, robi to świetnie, ma absolutny talent do literackiego budowania przestrzeni swojej powieści. Obiektywnie więc to bardzo dobra książka, ale sama historia mnie nie porwała, nie była moja. Nie wiem, może była za bardzo chłopacka?
Opowiada historię mieszkającego w Turcji czternastoletniego Nazima, który co chwilę wpada w tarapaty, mierzy się z decyzjami o swojej przyszłości, z finansowymi problemami rodziny, z oczekiwaniami ojca. A pomiędzy perypetiami i kłopotami chłopak tworzy komiks. Mamy więc książkę w książce, historię pisaną młodzieńczymi namiętnościami - fragmenty, których strawić bez zgrzytania zębami nie mogłam.
Nie będę piasać nic więcej, bo te moje wrażenia mocno subiektywne, a tak jak pisałam wyżej, to jest naprawdę zręcznie skonstruowana historia, językowo i stylistycznie świetna. Tylko chłopacki klimat nie mój.
Jeśli pochodzicie z pokolenia wychowanego na powieściach Krystyny Siesickiej, Haliny Snopkiewicz i Ewy Ostrowskiej, koniecznie musicie przeczytać „Niedźwiedź, syn niedźwiedzia”. Ola Tarnowska przywraca dla nas z zapomnienia świetną szkołę polskiej powieści młodzieżowej, tylko bez cenzury podyktowanej wiekiem odbiorcy. Jeśli nie wiecie o czym piszę, nadal musicie przeczytać tę książkę, bo to jest po prostu kawał porządnej literatury, która nie udaje niczego, nie sili się na triki formalne, ale zdobywa serce czytelniczki barwnym światem przedstawionym, autentycznymi bohaterami i nastrojem.
To powieść, w której nie znajdziemy wielkich dramatów, triggerów i katastrof. Ot, kolejne lato w Izmirze i paczka kumpli szlajająca się po rozgrzanych słońcem rewirach. Jego niezwykłość polega na tym, źe jest to prawdopodobnie ostatnie takie lato. Szykują się zmiany, na które nikt nie jest gotowy. Na pewno nie Nazim, główny bohater, który ma w głowie milion fantazji, ale żadna z nich nie dotyczy dorastania. Wraca tu znany z debiutu autorki motyw rozdarcia bohatera pomiędzy ambicjami surowego ojca, a pragnieniem wyrażania się przez sztukę. To też lato inicjacji i iluminacji - kiedy do nastoletniego świata zaczyna przenikać brutalność ludzkiego losu, ale też słodycz odkrywania nowych etapów.
Można by pomyśleć, że to kolejna z wielu podobnych narracji coming-of-age, ale wyróżniają ją dwie rzeczy. Po pierwsze, nie wiem jak Tarnowska to zrobiła, ale jej wgląd w głowę nastoletniego chłopca jest nieprawdopodobny - i mówię to jako matka nastolatka. Niesamowicie jest to prawdziwe i czułe. Pomysł z wpleceniem scenariusza komiksowego do powieści (czy to nie jest marzenie każdego chłopca?) i ten lekko grafomański, egzaltowany język, którym jest napisany, to wspaniały dodatek do portretu Nazima, kocham to! Po drugie, choć jest tu wiele kwestii uniwersalnych, umieszczenie akcji powieści w Turcji i pokazanie „od kuchni” kraju, który większość z nas zna z perspektywy hotelu all inclusive, wnosi bardzo dużo świeżości. To nie tylko klimat, miejski krajobraz, przyroda czy zapachy, ale dynamika życia rodzinnego, komunikacja i relacje. „Niedźwiedź, syn niedźwiedzia” to książka stojąca obok codzienności i zwyczajnego życia, a przez to myślę, że może stać się bliska dla wielu czytelniczek. Dla mnie to była dobra, czasem wzruszająca, czasem zabawna i potrzebna lektura. Stawiam ją na półce z comfort bookami i nie wątpię, źe kiedyś do niej wrócę. Warto było czekać.
Podczas lektury często musiałam sobie przypominać: to napisała Polka! Nie bez przyczyny, bo tu wszystko tureckie - realia, bohaterowie, klimat. Ciekawy wachlarz!
Wchodzenie w dorosłość to temat, który zawsze budzi dreszczyk emocji, a gdy okoliczności czy czas są specyficzne, może to być nawet dreszcz. Grupka przyjaciół: główny bohater Nazim oraz Hüseyin, Süleyman i Cem to nierozłączna brygada. Razem urywają się ze szkoły, kradną, podrywają, rozumieją, czym jest bieda. Turcja w tej powieści to nie jest Orient skrzący się barwami, ale smutna i szara dziura, z której każdy chciałby zwiać, najlepiej na Zachód.
Tytuł brzmi jak echo jakiejś historii o Dzikim Zachodzie, jak imię Wielkiego Wodza, rdzennego Amerykanina. To jednak turecka obelga, obracana w ustach przez ojca Nazima (wspaniała postać!), który urobił sobie ręce po łokcie, a dla syna chciałby lepszego życia. Najlepiej w mundurze. Syn niekoniecznie spełnia marzenia ojca. Ma wyobraźnię, kocha pisać i rysować. Cóż, w oczach ojca nieudacznik. Artysta? Przecież to nawet nie jest zawód! Próbki talentu syna wplecione są w narrację powieści. Z jednej strony super to pomysł, z drugiej - wprowadza lekki chaos. Zresztą, nie ukrywam, trudno mi było na początku wgryźć się w fabułę, trochę się w niej gubiłam, w tej dusznej atmosferze i kłębiących się emocjach.
Turcja różni się od Polski na naprawdę wielu płaszczyznach. Tradycje, religia, relacje rodzinne (tu szczególnie napięte). Kto jednak pamięta polską transformację lat 90., odnajdzie się w Turcji dekadę później. Marzenia o lepszym świecie, o bogactwie, o biznesie przynoszącym krocie, wreszcie - o dziewczynach mdlejących z emocji czy chłopakach drżących z podniecenia... W pewnych kwestiach granice krajów zacierają się.
"Niedźwiedź, syn niedźwiedzia" to bardzo dojrzała powieść o wchodzeniu w dorosłość.
Po "Wniebogłosie" mówiłem: "dobre, może z tej Tarnowskiej coś będzie. Po "Niedźwiedziu" powiadam: "Proszę Państwa, oto Pani Pisarka". Uniwersalny Bildungsroman, każdy kto pamięta jeszcze jakim był nastolatkiem, odnajdzie w tej książce kawałek siebie.
czytając czułam, jakbym oglądała film; żywy język, kontrastowe postacie (choć żałuję, że nie poznaliśmy więcej szczegółów z żyć przyjaciół Nazima), dobrze osadzona akcja, a nad tym wszystkim unosząca się duszna nostalgia.
wielkie pokłony dla autorki za doskonałe stworzenie tureckiego klimatu. człowiek zapominał, że to nie przekład, a polska literatura!
Chociaż Wniebogłos całkowicie rozłożył mnie emocjonalnie, nowa książka Aleksandry Tarnowskiej poziomem wcale nie odstaje od poprzedniczki. Wspaniale napisana, co za niesamowity klimat, czasami zapominałem, że to w istocie nie jest przekład, a dzieło Polskiej autorki
przykład dobrze napisanej, klimatycznej powieści, która kompletnie do mnie nie trafiła. być może to ta turecka otoczka, która nie jest dla mnie atrakcyjna ani ciekawa (chociaż wierzę, że wiernie i dobrze skonstruowana), może ta chłopacka energia, a może po prostu nie klika i nie ma co tutaj debatować. bardzo podobało mi się zakończenie oraz obraz dojrzewania poza kontekstem pierwszych miłości - relacje z rodzicami, nauka odpowiedzialności, patrzenie na świat dojrzalszym spojrzeniem.
Opowieść ze świata, w którym nie przewiduje się dobrych zakończeń, a szczytem marzeń jest być najlepszym z najgorszych. To niby Turcja, ale Polska taka była i coraz częściej niestety jest nadal. 7.5/10