Masaru Mononobe to przyszły cesarz niewielkiego azjatyckiego państwa. Wiedzie idealne życie pozbawione trosk… do momentu, gdy budzi się w miejscu, którego nie zna, a w lustrze dostrzega cudzą twarz.
Kim jest Mike Evans? Co się z nim stało? I dlaczego Masaru znalazł się w jego ciele?
Zdezorientowany trafia pod opiekę przyjaciółki Mike’a, która stara się mu pomóc, przekonana o jego amnezji. Powrót do domu to wyzwanie, a sprawy tylko się komplikują, gdy Masaru lepiej poznaje przeszłość nowego ciała.
Czy można grać cudzą melodię i nie zgubić własnego rytmu?
Zabawna, lekka i pełna nieporozumień komedia romantyczna o poszukiwaniu tożsamości i przeznaczenia, w której miłość potrafi wybrzmiewać w więcej niż jednej tonacji.
Ewa Wnuk, z wykształcenia nauczycielka matematyki i informatyki, zaś z zamiłowania papuziara. Miłośniczka koreańskich dram, filmów o potworach i kuchni azjatyckiej. Pisze w przeróżnych gatunkach, ale ze szczególnym uwielbieniem fantastyki młodzieżowej. Od 2023 r. prowadzi bookmedia pod pseudonimem @ewawnukautorka.
Come Back Home to historia o przyszłym cesarzu - Masaru Mononobe. Prawie cała książka jest z jego perspektywy - i całe szczęście! Jest on tak komiczną i zabawną postacią (śmiejemy się z niego, a nie dzięki niemu 🤣), aż nie mogłam przestać się uśmiechać podczas czytania.
Ta książka to idealna definicja KOMEDII ROMANTYCZNEJ. Relacja między Masaru i Candy rozwija się powoli (mimo, że ona myśli, że Masaru to Mike - jej przyjaciel).
Co byście zrobili, gdybyście obudzili się w innym ciele? I to jeszcze w szpitalu??? Myślę że nikt nie zadawał sobie tego pytania, tak samo jak ja, ale po tej książce naprawdę byłam ciekawa jakbym zareagowała. Masaru jest cesarzem małego państwa w Azji i któregoś dnia porostu obudził się w innym ciele. Nie wiedział co się dzieje a gdy ludzie zaczęli się do niego zwracać Mike on myślał, że z niego żartują. Cały czas mówił, że ma na imię Masaru. Jak myślicie co się stało? Czy chłopak wyjaśnił co się stało i czemu obudził się w innym ciele? Czy może pogodził się ze swoim nowym życiem? Koniecznie przeczytajcie, żeby się dowiedzieć co się stało, bo już wam mogę powiedzieć, że takiego zakończenia się nie spodziewałam. Jeśli chodzi o moje wrażenia to były one bardzo dobre. Nie miałam do tej książki żadnych oczekiwań, więc bardzo miło się zaskoczyłam. Ja jestem w naprawdę dużym szoku pomysłu na historię, bo nigdy nie przyszło mi coś takiego do głowy i porostu to się tak ciekawie czytało. Jak zaczęłam książkę to odrazu się wciągnęłam, szybko czytałam i nie chciałam odkładać książki. Styl pisania autorki był dobry co również ułatwiało mi czytanie. Jeśli chodzi o minusy to jedyne jakie aktualnie przychodzą mi do głowy to brak takiego większego wprowadzenia. Myślałam, że będzie chociaż jeden rozdział z przeszłości Masaru albo Mike, żebym była lepiej wprowadzona w historię. Natomiast to może być tylko moje odczucie i oczywiście nie sprawiło to, że nie wiedziałam o co chodzi. Gdy już mówię o tym, że wiedziałam o co chodzi to muszę przyznać, że niestety końcówki nie rozumiałam. Nie do końca byłam pewna czy dobrze rozumiem o co chodzi i czy napewno zrozumiałam historię, ale podtrzymuję swoje zdanie, że to może być akurat moją winą, a nie autorki. Podsumowując książka była naprawdę bardzo ciekawa i bardzo dobrze się ją czytało. Mimo małych minusów uważam, że książka była jak najbardziej warta przeczytania.
Styl pisania autorki jest bardzo przyjemny i wciągający. Książka nie jest długa i czyta się ją bardzo szybko. Historia za to jest nietypowa i naprawdę ciekawa. Motyw zamiany ciał został fajnie ukazany, nie czytałam jeszcze tego typu książki.
Masauru Mononobe budzi się w ciele Mika Evansa i musi sobie poradzić z nową rzeczywistością. Wszystko jest inne niż to co znał dotychczas. Autorka naprawdę dobrze ukazała nam jakiego emocje, szczególnie to zagubienie. Jest to bohater z jednej strony arogancki i pewny siebie, a z drugiej jest po prostu zdezorientowany. Jest też taki trochę głupkowaty. Rozumiem, że taki był zamysł autorki, jednak chwilami aż za bardzo mnie to denerwowało i wsm to jest jedyna rzecz która mi przeszkadzała w tej historii.
Bardzo spodobał mi się wątek z muzyką. Ukazano jak sława wygląda od środka i że nie zawsze jest to tak kolorowo jak mogłoby się wydawać. Candy również skradła moje serce. To jak dbała o swojego przyjaciela pomimo że zachowywał się jak nie on. Na pewno kosztowało ją to nie mało, a jeszcze też jej kariera nie do końca szła tak jak ona by tego chciała. Za to na uznanie zasługują dogrywki Ashera, typa zakochanego w Candy i Masauru. Uśmiałam się nie raz czytając je.
Zakończenia kompletnie nie spodziewałam się takiego. Co oczywiście na plus bo ja lubię zaskoczenia w książkach. W ogóle nie miałam w głowie, że ta historia może pójść w takim kierunku. Autorka cudownie ukazała jak ciężkie relacje z rodzicami, przeszłość oraz traumy wpływają na nasze życie. Mamy tutaj slow burn, który naprawdę jest dobrze opisany.
Nie można zapomnieć o tym jak ta książka jest ślicznie wydana. Naprawdę widać włożone serce w wydanie tej książki i warto ją mieć u siebie zarówno dla historii jak i wyglądu. Totalnie polecam!
Come back home, skradło moje serce jeszcze zanim miało premierę. Jest to naprawdę bardzo wciągająca i komfortowa książka z plot twistem. Gdybym miała cofnąć czas i decydować czy mam ją przeczytać czy nie, nic bym nie zmieniła. Bo to jest dosłownie idealna książka na jeden dzień. Masaru to postać niemal zagadka, jest to naprawdę dobrze napisana postać. Jak mam być szczera do bólu, to w tym roku na pewno nie znajdziecie lepszej książki do przeczytania. Dlaczego? Bo rzadko (bynajmniej w moim wypadku) spotyka się książki z motywem zamiany ciał, a tutaj to jest tak opisane że normalnie da się kompletnie zatracić w fabule. Weźmy też pod uwagę okładkę i wykonanie, Agadihouse i Ewa Wnuk, autorka zrobiły dosłownie niesamowitą robotę, tworząc okładkę i dbając o każdy detal. Jedna z najpiękniejszych okładek jakie posiadam w swojej kolekcji, więc znalazła specjalne miejsce i jest wyeksponowana. Więc jeśli szukasz komfort książki z tematyką zamiany czas, tak czeka na ciebie tylko i wyłącznie na stronie agadihouse! Miłego czytania!
W książce Ewy Wnuk “Come Back Home” mamy dwójkę, no dobra trójkę głównych bohaterów - Masaru Mononobe, Mike’a Evans’a i jego przyjaciółkę Candy. Masaru to przyszły cesarz niewielkiego azjatyckiego państwa, który żyje w luksusie, nie zna żadnych trosk i jest trochę, co by nie mówić, arogancki. Mike to przeciętny, trochę biedny chłopak, który próbuje żyć na swoich warunkach. Natomiast Candy to piosenkarka o pięknym głosie i ogromnym sercu, która stara się wspierać swojego przyjaciela Mike’a na tyle na ile jej pozwoli. I tu rodzi się pytanie: co może łączyć Masaru z pozostałą dwójką?
Wyobraźcie sobie sytuację, w której budzicie się i nie poznajcie: miejsca w którym przebywacie, ciała, które jest teoretycznie wasze oraz ludzi, którzy Was otaczają. To właśnie przytrafiło się Masaru. A dokładniej Masaru i Mike’owi, ponieważ ten pierwszy trafił do ciała tego drugiego. Oczywiście reakcja w takiej sytuacji mogła być jedną 😅
“Chciałem się schować i poczekać (...) Kryjówka okazała się łazienką. (...) Zbliżając się do umywalki, zbliżyłem się też do luster ściennych. (...) Lustro nie pokazało mnie. Kolor włosów może i się zgadzał, ale reszta? (...) Nie rozumiałem, co się ze mną stało. “Nie” – to była jedyna myśl, jaka narodziła się w mojej głowie. Powtarzałem to słowo raz za razem niczym zaklęcie mogące cokolwiek zmienić”
Same okoliczności, które poprzedziły tę chwile też nie należy do zbyt przyjemnych dla wysoko urodzonego.
“Zaskoczył mnie brak jedwabnej pościeli, w której zwykle sypiałem, ale w tym momencie nie miałem do tego głowy. Zamiast zbyt długo się zastanawiać, podniosłem materiał. Poczułem ból. Dłoń, której użyłem, była odrażająco posiniaczona, a szybkie poruszanie nią potęgowało okropne pulsowanie. Jednak większy problem stanowił gips otulający prawą nogę od stopy aż do połowy łydki.”
To jest jednak dopiero początek tego co wydarzy się w książce. Candy jako cudowna przyjaciółka postanawia zająć się Mike’m/Masaru i pomóc mu wrócić do zdrowia. Zabiera go do domu i roztacza nad nim opiekę. Nie zaniedbuje jednak przy tym swoich zawodowych obowiązków. Nie zachowuje się również tak jakby wierzyła, w to co próbuje przekazać jej przyszły cesarz, co nie spotyka się z jego zadowoleniem. Według informacji od lekarza Mike ma amnezję i to właśnie ją Candy chce pomóc przezwyciężyć przyjacielowi.
Z każdą kolejną stroną coraz lepiej poznajemy całą trójkę. Ich życie, motywacje i pragnienia. Obserwujemy zmagania Masaru, jego próby poradzenia sobie w obecnej sytuacji, zracjonalizowania zachowań i emocji. Nie raz jego przemyślenia bawiły mnie czy wręcz doprowadzały do śmiechu.
Cała opowieść to naprawdę cudowna, piękna i wspaniała cosy story z zakończeniem, którego raczej na pewno się nie domyślicie, a przynajmniej nie przez większość książki. Mnie nawet przez chwilę nie przyszło ono do głowy 😅 Czytając miałam przed oczami różne opcje jej finału, no ale serio - nie tę 🤭
Nie sposób też nie wspomnieć o jakości wydania. Sięgając po książkę Ewy Wnuk dostajemy: ▪️egzemplarz w twardej oprawie z dopracowaną okładka z miejscowym laminatem, dzięki czemu się pięknie mieni, ▪️wklejki z cudownymi ilustracjami oraz ornamenty rozpoczynające i zmieniające się z każdym rozdziałem autorstwa Zofii Lange (ps. okładka to też jej projekt 😊), ▪️barwione brzegi w nutki wśród gałązek kwitnącej wiśni, ▪️ porządny papier, nie jakieś tam cienkie coś 😅 oraz ▪️szycie, dzięki któremu możecie być pewni że książka się nie rozpadnie. W skrócie widać, że Wydawnictwo dba o jakość. Książkę można zakupić tylko i wyłącznie na stronie Wydawnictwa.
Zamiana ciał, azjatyckie klimaty, motyw grumpy and sunshine, do tego spora dawka muzyki? Czyż nie brzmi to niesamowicie intrygująco? Kiedy tylko pierwszy raz usłyszałam o tej książce na profilu autorki, to wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. Debiut Ewy "Do nadejścia ciemności" chociaż nie był idealny, to pozostawił po sobie bardzo miłe wspomnienia i pewność, że autorka ma jeszcze naprawdę sporo do zaoferowania.
W powieści poznajemy Masaru Mononobe, przyszłego cesarza państwa zwanego Eshamarem, który obudził się w ciele innego mężczyzny, w obcym kraju. Nie rozumie on zupełnie, co się stało, ale zrobi wszystko, by znaleźć odpowiedź, jak naprawić tę pomyłkę. Nie jest to jednak łatwe, szczególnie gdy nikt ci nie wierzy, a pieczę nad tobą sprawuje przyjaciółka mężczyzny, w którego ciele teraz przebywasz.
Candy jest piosenkarką i wieloletnią przyjaciółką Mike’a Evansa. Razem przeżyli wiele wspaniałych, ale również trudnych chwil. Jednak opieka nad jej przyjacielem po utracie pamięci jest dla niej prawdziwym wyzwaniem. Nie dosyć, że mężczyzna po wypadku zachowuje się jak ktoś całkowicie obcy i nie pamięta, kim ona jest, to jeszcze jego charakter jest nie do wytrzymania. Stał się nadętym bufonem, któremu się wydaje, że wszystko mu się należy, a najlepiej, jakby świat padł mu do stóp. Arogancki, zadufany, z ego sięgającym księżyca. Nowa codzienność i opieka nad nim zdecydowanie nie są proste.
Jednak z czasem, coś się zaczyna zmieniać. Sprawy coraz bardziej się komplikują, a bohaterowie poznają się bliżej i odkrywają, że nawet pomimo amnezji łączy ich coś naprawdę wyjątkowego.
„Come Back Home” to historia, która wpłynęła na mnie dużo mocniej, niż sądziłam. Niesamowicie podobało mi się połączenie dwóch tak odmiennych od siebie charakterów. Kontrast między nimi jest ogromny i wydaje się nie do przeskoczenia, a jednak z czasem są w stanie wypracować jakieś porozumienie, a nawet spędzić przyjemne chwile.
Masaru to bohater z trudnym charakterem, który myśli tylko o sobie, za to Candy jest jego zupełną przeciwnością.
Tak duży kontrast między bohaterami idealnie tutaj pasował, bo dawał spore pole dla humoru, jak również silnych emocji. Obserwowanie, jak Masaru z buca, bardzo powoli zaczyna przekonywać się do opiekującej się nim dziewczyny, jak również tego, jak zaczęli się do siebie zbliżać, mimo bariery amnezji było dla mnie cudownym doświadczeniem. Nie da się zaprzeczyć, że łącząca ich relacja miała w sobie coś bardzo wyjątkowego i w naturalny sposób zaczęła dojrzewać.
Uwielbiam motyw grumpy and sunshine w powieściach i w tym przypadku został zrealizowany bardzo dobrze. Jednocześnie, zdaję sobie sprawę, że nie każdy czytelnik będzie w stanie wytrzymać charakter naszego przyszłego cesarza Eshamaru. Ale zdecydowanie warto wytrzymać te kilka pierwszych stron, bo rozwiązanie tej historii jest bardzo zaskakujące i satysfakcjonujące.
To bardzo prosta i lekka historia, idealna na jeden wieczór, która szturmem wdziera się do serca czytelnika, pozostawiając po sobie mocny ślad. Nie sądziłam, że będzie dla mnie aż tak dużym zaskoczeniem. Choć skupiamy się tak naprawdę na jednym wątku, to jednocześnie nie zabrakło tutaj cięższych tematów, które nadają powieści ciężaru i realności. Prawdziwe życie nie jest usłane płatkami wiśni i autorka zadbała o to, by jej bohaterowie byli pełni charakteru i prawdziwi.
Autorka nie zatrzymała się tylko na tym, napisała nawet kilka tekstów piosenek, a samą bohaterkę postawiła w trudnej sytuacji, o której dowiecie się, gdy sięgniecie po książkę.
Początek powieści jest bardzo intensywny, później fabuła trochę zwalnia, by ponownie przyśpieszyć na ostatnich 50 stronach. Bardzo mocno odczuwalny jest jej klimat, jak również budowane stopniowo napięcie. Jednak mam tutaj pewien zarzut, który skupia się głównie na samej akcji. Spora część książki skupia się na powolny dostosowaniu Masaru do nowej rzeczywistości, w tym również poznawaniu Candy, przez większość powieści siedzimy wraz z nim w jej mieszkaniu.
Spodziewałam się, że chłopak szybko się otrząśnie i będzie robił wszystko, by znaleźć sposób, jak wrócić do swojego ciała, jak odwrócić tę sytuację. A wyszło na to, że nie zrobił w tym kierunku praktycznie nic, a ja zaczęłam odczuwać niewielkie znużenie lekturą, przez co jej przeczytanie zajęło mi dużo dłużej, niż myślałam.
Dodatkowo humor był dużo lżejszy, niż myślałam, że będzie, ale nawet przy moim specyficznym poczuciu humoru, zdarzyło mi się prychnąć kilka razy pod nosem.
Mimo że nie była idealna, „Come Back Home” to historia, która jest przepiękna i wzbudza w czytelniku mnóstwo silnych emocji. Praktycznie wszystko mi się w niej podobało, z tym jednym wyjątkiem, o którym pisałam wyżej. Wątek muzyczny, backstage pracy młodej rozchwytywanej piosenkarki, problemy, z jakimi musi się mierzyć, przeszłość bohaterów, ich nowa codzienność, tworzą angażującą i emocjonalną lekturę.
Jednak to, co było najlepsze, to relacja, którą odkrywamy wraz z każdą kolejną przeczytaną stroną i zakończenie, które wprawiło mnie w osłupienie. Zupełnie się go nie spodziewałam i gdy zrozumiałam, w którą stronę zmierzamy, to nie ukrywam, nie mogłam ukryć podziwu! Było dla mnie niczym powiew świeżego powietrza.
"Come Back Home" to historia, która wychodzi poza utarte schematy, by pójść własną drogą. W każdym napisanym przez autorkę słowie widać, że tworzy z pasją i prosto z serca. Ewa kolejny raz wykazała się ogromną kreatywnością i pomysłowością. W porównaniu z „Do nadejścia ciemności” widać, że jej warsztat bardzo się rozwinął i dojrzał. To książka przede wszystkim dla fanów lekkich historii na jeden wieczór, które mają w sobie głębię i nie boją się poruszać trudnych tematów, w sposób subtelny i z wyczuciem. Jak również dla osób, które świetnie odnajdują się w koreańskich dramach i szukają ich odpowiednika w wersji papierowej. Bardzo polecam i już z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki <3
🌸 Jak zawsze na wstępie z ciekawością zapytam: co byście zrobili, gdybyście obudzili się w cudzym ciele, ale z własnymi wspomnieniami i uczuciami? 🌸 „Come Back Home” autorstwa Ewy Wnuk to historia, która naprawdę nie pozwoliła mi się od siebie oderwać. Obudziła we mnie ogromną ciekawość. Łapałam się na tym, że chcę wiedzieć więcej i szybciej. Ostrzegam - to jedna z tych książek, które wciągają tak bardzo, że z niecierpliwością czeka się na każdy kolejny rozwój wydarzeń. 🌸 Od pierwszych stron czułam się jak ktoś, kto razem z bohaterem budzi się w obcym świecie. Bo przecież dokładnie to się dzieje. Otwieram oczy razem z nim i próbuję zrozumieć, kim właściwie jest. Czy to Mike? Czy jednak Masaru? I choć wszystko wokół krzyczy, że to jest jego obecna rzeczywistość - to jego dusza uparcie szepcze coś zupełnie innego. Ten rozdźwięk był dla mnie absolutnie hipnotyzujący. Na każdym etapie historii dosłownie czułam jego zagubienie oraz frustrację. 🌸 Właśnie to zderzenie światów kupiło mnie najbardziej. Z jednej strony Masaru - wychowany w luksusie, przyzwyczajony do tego, że świat się do niego dopasowuje. Z drugiej Mike - zwyczajny, trochę zagubiony, żyjący skromnie, ale z sercem, które okazało się o wiele większe, niż początkowo widać. Obserwowanie, jak te dwie tożsamości zaczynają się przenikać, było jak pozorne patrzenie na przeciwieństwa, a jednak siłą rzeczy stanowili jedną całość. 🌸 Następnie jest ona. Cornelia. Candy. I powiem wprost: to nie jest bohaterka „cukierkowa”, mimo swojego pseudonimu. To dziewczyna, która nauczyła się nosić maski, ale w środku jest delikatna jak płatki kwitnącej wiśni, które pojawiają się tylko na chwilę. Jej relacja z Mike’iem (a może Masaru?) jest pełna napięcia, niedopowiedzeń i cichej bliskości, którą ciężko zinterpretować. 🌸 Polubiłam ich małe momenty - wspólne gotowanie, sprzeczki o jedzenie, nieudane próby zaimponowania, które zamiast zachwycać - raniły. To właśnie w tych scenach czułam najwięcej prawdy. Bo ta historia wcale nie opiera się na wielkich gestach, tylko na drobiazgach, które powoli składają się w coś bardziej istotnego. 🌸 Styl autorki? Niebezpiecznie wciągający. Mówię naprawdę poważnie - to jeden z tych tekstów, przy których „jeszcze jeden rozdział” kończy się o drugiej w nocy. (Wczoraj skończyłam o 00:30). Wszystko płynie naturalnie, lekko, dialogi są żywe, a emocje niewymuszone. Śmiałam się, irytowałam, ale też łapałam się na tym, że zatrzymuję się na chwilę, żeby poczuć to, co właśnie przeczytałam. 🌸 Zakończenie? Budowałam w głowie dziesiątki scenariuszy, kombinowałam, szukałam drugiego dna. A odpowiedź okazała się prostsza, niż przypuszczałam. I właśnie dlatego tak bardzo mnie poruszyła. Bo czasem „powrót do domu” wcale nie oznacza miejsca. Czasem oznacza człowieka. 🌸 Podsumowując: to piękna historia o odnajdywaniu siebie w chaosie i o relacjach, które dają oparcie nawet wtedy, gdy wszystko się sypie. O cichej trosce, niewypowiedzianych emocjach i muzyce, która w tle mówi za bohaterów. A motyw kwitnącej wiśni? Jest tu delikatny i ulotny, ale zostanie ze mną na długo, jak cała ta historia.
To książka, która bardzo mnie zaskoczyła i jednocześnie totalnie ominęła moje pierwotne oczekiwania. Byłam przekonana, że pewne rzeczy potoczą się w konkretny sposób, a autorka obrała zupełnie inną ścieżkę. I wiecie co? To była niesamowicie komfortowa, przyjemna i cudowna do czytania powieść, że jeju, aż nie wiem co napisać, żeby jednocześnie nic Wam nie spoilerować. Zacznę od wydania. Wiem, nie powinno się oceniać książki po okładce... ale tutaj totalnie temu uległam. I w sumie nie żałuję. Spodziewałam się przyjemnej historii z cudownym klimatem i muzyką w tle - więc naprawdę wydanie oddaje vibe historii. ,,Come Back Home" przyciąga wzrok już samą oprawą - piękna okładka, zdobienia, wyklejki, dopracowane detale przy rozdziałach... a do tego grubsze strony, przejrzysty układ tekstu i taki drobny smaczek - playlista w formie telefonu. Nie spotkałam się wcześniej z czymś takim i uważam to za świetny dodatek. Styl pisania autorki również bardzo mi się spodobał. Czytanie tej książki to była sama przyjemność - lekko, bez nudy i denerwowania się na jakieś błędy, niedopatrzenia czy na po prostu nieprzyjemną formę pisania. Dodatkowym plusem są teksty piosenek wplecione w historię, kolejny bardzo fajny smaczek. To lekka i zabawna historia, idealna do leżenia i odpoczywania z książką. Sama dosłownie płynęłam przez tekst i nawet długie (jak dla mnie) rozdziały totalnie mi nie przeszkadzały. Humor panujący w książce zdecydowanie trafił w mój gust i bohaterowie potrafili mnie często rozbawiać. Do tego sam wątek zamiany ciał został poprowadzony bardzo ciekawie. Miałam swoje wyobrażenia, ale historia i tak mnie zaskoczyła. Z każdym rozdziałem rosła we mnie ciekawość, a zakończenie okazało się dla mnie bardzo satysfakcjonujące. Jeśli chodzi o minusy, nie ma ich prawie wcale. Zdarzyły się drobne błędy (brak kropki, podwójne spacje, literówki), ale to detale, które nie wpływają na odbiór całości. Zabrakło mi natomiast mocniejszego przywiązania do bohaterów. Polubiłam ich, bawili mnie i ciekawili, ale nie poczułam tej głębszej więzi. Momentami potrafili mnie też lekko zirytować, choć jednocześnie byłam dumna z ich rozwoju, co było na plus. Podsumowując - czas spędzony z książką Ewy Wnuk uważam za świetnie spędzony i nie żałuję ani jednej chwili. Jeśli szukacie lekkiej historii z ciekawym motywem i przyjemnym klimatem - koniecznie przeczytajcie ,,Come Back Home" 💚 [Współpraca reklamowa. Bardzo dziękuję @agadihouse ]
Masaru Mononobe to przyszły cesarz niewielkiego azjatyckiego państwa. Jego życie usłane jest kwitnącą wiśnią, bez problemów oraz trosk. Wszystko zmienia się, gdy zdezorientowany budzi się w szpitalu i odkrywa, że w lustrze widzi zupełnie kogoś obcego. Nie wie kim jest Mike Evans (właściciel ciała) i jakie skrywa tajemnice. Jedyną nadzieją okazuje się być Candy, która ma być kluczowym elementem jego powrotu do domu. "Come back home" to wyjatkowa i ciepła historia, która wciąga od pierwszych stron. Jest przepełniona humorem, absurdem i tajemnicami, które rozwikłać musi nie tylko czytelnik, ale też główny bohater Masaru.
Masaru budzi się poturbowany, na innym kontynencie, w innym mieście i w innym ciele. Jako przyszły Cesarz jest oburzony tym, jak ludzie go traktują i nie okazują mu należytego szacunku. Jest pewny siebie, arogancki i wyrachowany. Jego cel, to jak najszybszy powrót do domu.
Mike jest chłopakiem z trudną przeszłością. Jest ciepły, troskliwy,a dla przyjaźni jest w stanie poświęcić samego siebie. Jego niezdarność i niepewność to cechy skrajnie różne od tych, które cechują Masaru.
Candy to znana i uwielbiana gwiazda muzyki. Jej życie to nie tylko wielka scena i rozdawanie autografów. Pod cekinowym płaszczykiem kryje się o wiele więcej. Dba o swojego przyjaciela mimo wszystko i stara się mu pomóc, a jej cierpliwość do Masaru jest godna podziwu.
Relacja Masaru i Candy to powolny proces budowania relacji, w której istotnym elementem jest cierpliwość i stopniowe docieranie się nawzajem, poprzez poznawanie wzajemnych zachowań. Wynika z tego wiele nieporozumień i nietypowych sytuacji. Muszę przyznać, że na początku bardzo, ale to bardzo nie polubiłam postaci Masaru. Jego zachowanie wobec wszystkich, a w szczególności Candy, budziło we mnie uczucie zwątpienia w całą ludzkość. Jednak dałam mu szansę, a mimo jego absurdalnych zachowań zaczęłam go darzyć sympatią i doceniać to, jaki zabawny jest w odbiorze. Cała historia jest niesamowicie wyjątkowa i jeszcze nie czytałam czegoś tak pięknego. Pióro autorki jest lekkie, dynamicznie, a narracja jest prowadzona w taki sposób, że nie można oderwać się od tej historii, a finał wbija w fotel i zastanawiasz się co ze sobą zrobić.
Ta książka jest po prostu niesamowita. Otuli was ciepłym kocem o zapachu kwitnącej wiśni i puddingu robionego późno w nocy. Jeśli jeszcze nie znacie tego tytułu, gorąco polecam.
Zgłosiłam się do tej recenzji „Come back home”, bo jak dobrze wiecie, ja kocham k-dramy, więc kiedy tylko zobaczyłam tytuł, który gdzieś tam był promowany w tym klimacie, wiedziałam, że to coś dla mnie i nawet się nie zastanawiałam 🤭
Historia zaczyna się naprawdę mocno, bo poznajemy Masaru, przyszłego cesarza, który nagle budzi się… w obcym ciele, w zupełnie innym miejscu i życiu, którego kompletnie nie zna. Wszyscy zwracają się do niego Mike, traktują jak zwykłego chłopaka, a on sam próbuje zrozumieć, co właściwie się wydarzyło i jak wrócić do swojego świata. Trafia pod opiekę przyjaciółki Mike’a, która jest przekonana, że chłopak po prostu stracił pamięć i próbuje mu pomóc odnaleźć się w tej „jego” rzeczywistości. I tak zaczyna się całe zamieszanie, bo Masaru musi funkcjonować w cudzym życiu, jednocześnie próbując odzyskać swoje. I powiem Wam, że to była naprawdę przyjemna przygoda czytelnicza.
Przyznaję jednak bez bicia, że liczyłam na trochę więcej humoru, chyba przez to, że w głowie miałam klimat typowej komedii romantycznej w stylu k-dram i jakieś takie większe rozbawienie, a tutaj ten humor jest bardziej subtelny, delikatny, niż taki, który faktycznie wywołuje śmiech na głos, więc po prostu moje wyobrażenie było trochę inne. Jeśli miałabym określić, czym ta książka dla mnie jest, to najbliżej jej do młodzieżówki i naprawdę świetnie by się w tym odnalazła, gdyby nie jedna scena, która już dla mnie tą kategorie wiekowa zmienia.
Styl autorki bardzo na plus, czyta się to szybko, lekko i bez żadnego wysiłku, to jest dokładnie ten typ książki, przy której nie musisz się zatrzymywać ani analizować, tylko po prostu płyniesz dalej i dobrze się bawisz. Zresztą książka towarzyszyła mi w chorobie i umiliła mi ten paskudny czas. No i wydanie, ja się zakochałam, naprawdę, bo o ile brzegi są przepiękne, to wyklejki w środku to już totalny majstersztyk i aż chce się tę książkę mieć na półce nie tylko dla historii, ale też dla samego wyglądu.
Wracając do treści zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło, bo owszem, miałam jakieś swoje przypuszczenia, coś tam mi świtało w jakim kierunku to może pójść, ale jednak nie trafiłam, autorka fajnie to rozegrała. Ogólnie to jedna z tych książek, które dają poczuje lekkości, trochę śmiechu i po prostu przyjemny czas z książką 🫶
Motyw zamiany ciał od razu mnie zaciekawił. Masauru Mononobe budzi się w nie swoim państwie i w nie swoim ciele, co samo w sobie jest już ciekawe. Na początku jest typowym bohaterem, który myśli głównie o sobie i patrzy z góry na innych, ale z czasem zaczyna się zmieniać. Dużą rolę odgrywa tu Corin i to dzięki niej widać jego przemianę. Nie staje się ideałem, ale zdecydowanie bardziej zaczyna zwracać uwagę na innych niż tylko na siebie. Bardzo podobał mi się też wątek świata sławy. Z jednej strony mamy pieniądze, popularność i luksus, a z drugiej ogromne ograniczenia. Corin jako Candy ma wszystko, ale jednocześnie jest zamknięta w kontrakcie. Musi śpiewać piosenki, których nie czuje, ubierać się w określony sposób i nawet udawać związek. Ten temat zawsze mnie interesował i tutaj tylko utwierdziłam się w tym, że ten świat jest bardzo sztuczny i momentami wręcz przytłaczający.
Były też momenty lżejsze i zabawne, ale książka ma w sobie też takie małe „lekcje”. Jedna z nich jest bardzo prosta, ale trafna, czytaj dokładnie umowy 😅
Zakończenie kompletnie mnie zaskoczyło. Serio, nie spodziewałam się tego, co spotkało Corin, Masauru i Mika. Nawet przez chwilę nie przeszło mi to przez myśl, więc za to duży plus dla autorki.
Na osobny plus zasługuje też wydanie. Okładka jest przepiękna, brzegi stron robią wrażenie, a motyw gałęzi kwitnącej wiśni, który rozwija się z każdym rozdziałem, to naprawdę piękny detal.
To książka, która ma w sobie coś więcej niż tylko rozrywkę i zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
Musimy najpierw porozmawiać o wydaniu książki, oprócz pięknej okładki to są jeszcze barwione brzegi, wyklejki i detale na konkretnych stronach. Najbardziej w wydaniu zdziwiły mnie grubość kartek, serio, czasami myślałam, że pominęłam stronę, a okazywało się to jedną kartką. Jest niewyobrażalna różnica pomiędzy takim wydaniem, a np wydawnictwa niezwykłego. Teraz do treści, na początku trudno było mi się wciągnąć, akcja rozkręca się raczej powoli, wlekąc się dopóki nie weszłam w ten klimat. Przyznam, że męczyło mnie to odwlekanie przez głównego bohatera znalezienia swojego ciała, przez 1/3 książki praktycznie nie robi z tym nic, z marnymi wymówkami. Rozumiem, że fabuła musi płynąć i ten romans musi zaistnieć, ale fajnie byłoby mieć lepszy powód nic samo “nie mam telefonu” w mieście z tyloma możliwościami. Masaru nie słynie z miłego charakteru, traktuje ludzi z pogardą (czasem na tyle przesadnie, wypadając dziecinnie i nierealistycznie) więc postawienie Candy jako tej miłej i bezinteresownej dobrze współgra, dając pole do różnych sprzeczek. (I również przeciwieństwa się przyciągają, prawda?) Styl pisarki nie jest nadzwyczaj skomplikowany, nie mamy obszernych opisów, które mogłyby by wydłużać książkę. Natomiast końcówka bardzo mnie zaskoczyła, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i ostatnie 100 stron było najlepsze. Był to ogromny zwrot akcji, który wpłynął na moją ocenę całej książki (oczywiście pozytywne), wytłumaczył niektóre wątki, na które narzekałam w tej recenzji, gdy jeszcze nie znałam końca.
Jestem chyba największą fanką tego wydawnictwa. Bardzo się cieszę, że mogłam poznać ich na targach. (są wspaniali)
Come back home... Nie oczekiwałam wiele, a dostałam... WOWOWOWOWOWOW!!! Nie chcę dawać spojlerów, więc w skrócie: Masaru to przyszły cesarz, który budzi się w ciele zwykłego gościa z Ameryki. Serio, Mike niczym się nie wyróżnia (po za tym, że ma wyjątkową i sławną przyjaciółkę).
Rzadko śmieję się podczas czytania, ale tutaj - naprawdę czuć, że jest to KOMEDIA romantyczna.
Przeczytałam w jeden dzień, co uznaję za duży plus!
Mam już na liście pozostałe książki tej autorki, ponieważ bardzo podoba mi się jej styl pisania. Lekki, bez zbędnych opisów.
A samo wydanie? Mam wrażenie, że to wydawnictwo podnosi poprzeczkę z każdą kolejną książką.
Szczerze nie spodziewałam się tego zakończenia. Książka bardzo przyjemna i płynęłam przez nią nie mogąc się oderwać od lektury. Ciężko mi coś więcej napisać, bo tak jestem zszokowana końcówka. Ogólnie polecam!
Bardzo miło i szybko się czytało. Podobał mi się humor w tej książce. Nie raz zaśmiałem się w głos, a to nie zdarza się nader często. Lekka, na jeden/dwa wieczory książka. Wydanie, jak zawsze w tym wydawnictwie, jest na najwyższym poziomie.