Czy można obronić męża, gdy wszystko wskazuje na jego winę? Kim naprawdę jest człowiek, z którym dzieliła życie? I jak daleko sięga mrok, który przez lata skrzętnie ukrywał?
Laura i Szymon wierzą, że wygrali los na loterii. Tworzą zgodną parę i odnoszą sukcesy zawodowe – ona prowadzi popularną restaurację, a on jest szanowanym przedsiębiorcą. Jedyne, czego brakuje im do pełni szczęścia, to dziecko. Gdy po długim procesie adopcyjnym przyjmują pod swój dach sześcioletnią Amelkę, są przekonani, że ich życie wreszcie stanie się kompletne.
Sielanka trwa jednak tylko kilka tygodni. Pewnego dnia Amelka mówi Laurze w tajemnicy coś, co zmienia wszystko. Laura, która dotąd bezgranicznie ufała mężowi, zaczyna dostrzegać rysy na jego nieskazitelnym wizerunku.
Gdy sekret wychodzi na jaw, a media rozpoczynają bezlitosną nagonkę, Szymon znika, zostawiając Laurę samą z pytaniami, strachem i coraz mroczniejszymi faktami z jego przeszłości.
Zdesperowana kobieta postanawia za wszelką cenę dotrzeć do prawdy – nawet jeśli oznacza to konfrontację z traumami, o których nikt nie chciał mówić.
Marcel Moss to jeden z najpopularniejszych autorów powieści kryminalnych i młodzieżowych w Polsce. Wszystkie jego książki osiągnęły status bestsellerów i stały się impulsem do gorących dyskusji na temat ważnych kwestii społecznych.
W rankingu Biblioteki Narodowej na najpoczytniejszych pisarzy i pisarki w Polsce w 2024 roku zajął 16. miejsce, w tym 2. wśród polskich autorów powieści kryminalnych.
Jest autorem świetnie przyjętej przez czytelników serii thrillerów młodzieżowych „Liceum Freuda”, której fabuła porusza trudne problemy współczesnej młodzieży, takie jak samotność, depresja, przemoc domowa i rówieśnicza, a także brak porozumienia między rodzicami a dziećmi.
Na swoim koncie ma również popularną serię detektywistyczną „ECHO”, z detektywami Igim Sznyderem i Sandrą Milton w rolach głównych. Każdy tom przedstawia nowe, niezależne śledztwo, koncentrując się na temacie tajemniczych zaginięć.
W 2024 roku ukazała się jego powieść „Polana”, która rozpoczęła serię kryminalną z udziałem komisarza Sambora Malczewskiego.
Marcel Moss jest również autorem bestsellerowych thrillerów psychologicznych oraz poruszających powieści młodzieżowych, takich jak „Mój ostatni miesiąc” i jej kontynuacja „Nasz pierwszy rok”.
jedna ze słabszych książek mossa, i mean…….. retrospekcje były bardziej solidne niż właściwa fabuła, która od początku wydawała mi się strasznie nieprzemyślana. i po prostu dziwna. mimo wszystko audiobuczek super sprawdził się jako niezobowiązujący towarzysz sprzątania
„W obronie męża” to thriller psychologiczny, który opiera się na motywie pozornie idealnej rodziny i tajemnic skrywanych za zamkniętymi drzwiami. To historia o zaufaniu, manipulacji i pytaniu: czy naprawdę znamy osobę, z którą żyjemy?
Laura i Szymon prowadzą szczęśliwe życie. Do pełni szczęścia brakuje im tylko dziecka, dlatego decydują się na adopcję sześcioletniej Amelki. Sielanka kończy się, gdy dziewczynka wyznaje Laurze coś, co podważa jej zaufanie do męża. Wkrótce zaczynają pojawiać się kolejne podejrzenia, media nagłaśniają sprawę, a Szymon nagle znika. Laura zostaje sama z pytaniami i zaczyna odkrywać mroczne tajemnice z jego przeszłości.
Powieść przedstawiona jest z perspektywy kilku bohaterów, w dwóch liniach czasowych, co przez całą książkę potęguje napięcie oraz zainteresowanie czytelnika. Początek jest dość sielankowy, ale kiedy główna bohaterka otrzymuje wiadomość od córki, o niedopuszczalnym występku męża, jej świat zatrząsł się w posadach. Kiedy Szymon nagle znika bez śladu, postanawia odkryć jego przeszłość. Stopniowo odkrywa coraz mroczniejsze oblicze swojego męża, choć nie jest pewna czy może wierzyć temu co słyszy, wszak ona poznała go z innej, tej dobrej strony - troskliwego, opiekuńczego męża i ojca. Przeszłość Szymona okazuje się naznaczona traumą, a Laura ma coraz więcej wątpliwości, pojawia się motyw zaufania w związku, a także granice lojalności, w końcu chodzi o dobro upragnionego dziecka. Podobała mi się walka Laury w dochodzeniu do prawdy, na pierwszym miejscu stawia dobro dziecka, jednak z drugiej strony jest partner, któremu nie ma nic do zarzucenia. Autor z precyzją splata wątki psychologiczne z moralnymi dylematami, tworzy historie pełną refleksji - czy można bronić bliskiej osoby, gdy wszystko wskazuje na jej winę? Napięcie wzrasta z każdą stroną i z każdym kolejnym zwrotem akcji, tworząc historię nie odkładalną, a zakończenie satysfakcjonujące i szokujące, choć przeszło mi przez myśl, że może tak właśnie się to skończyć. Krótkie rozdziały, szybkie tempo i temat, który ma zostawić czytelnika z refleksją, czyli wszystko to co charakteryzuje powieści autora.
„W obronie męża” to doskonały thriller psychologiczny o sekretach skrywanych za pozorem idealnej rodziny. Powieść stawia pytanie, komu naprawdę można ufać, i porusza ważne tematy społeczne oraz skomplikowane emocje. Polecam 🖤
Z twórczością Marcela Mossa mam dość skomplikowaną relację. Choć nie czytałam wszystkich jego książek, te, które poznałam, potrafiły zarówno mocno mnie wciągnąć, jak i czasem pozostawić z lekkim niedosytem — bywały momenty, gdy fabuła wydawała się zbyt przewidywalna. Mimo to wciąż sięgam po kolejne tytuły autora, bo wiem, że potrafi zaskoczyć. Po thriller psychologiczny „W obronie męża” sięgnęłam, zaintrygowana okładką i opisem fabuły. Już sam tytuł zapowiada historię pełną emocji, wątpliwości i moralnych dylematów. Motyw pozornie idealnego życia, które nagle zaczyna się rozpadać, zawsze mnie ciekawi — szczególnie gdy w centrum pojawia się pytanie: czy naprawdę znamy ludzi, z którymi dzielimy życie?
Laura i Szymon uchodzą za parę, która osiągnęła w życiu wszystko. Ona prowadzi popularną i dobrze prosperującą restaurację, on jest cenionym przedsiębiorcą. Oboje odnoszą sukcesy zawodowe, mają stabilną sytuację finansową i tworzą pozornie szczęśliwe małżeństwo. Jedyną rzeczą, której brakuje im do pełni szczęścia, jest dziecko. Po długiej i wyczerpującej procedurze adopcyjnej ich marzenie wreszcie się spełnia — do ich domu trafia sześcioletnia Amelka. Laura i Szymon wierzą, że od tej chwili ich życie stanie się kompletne. Początkowo wszystko układa się idealnie, a atmosfera w domu wypełniona jest radością i nadzieją na nowy początek. Sielanka nie trwa jednak długo. Pewnego dnia Amelka mówi Laurze w tajemnicy coś, co burzy dotychczasowy porządek świata. Jedno zdanie wypowiedziane przez dziecko sprawia, że w głowie kobiety zaczynają pojawiać się wątpliwości i pytania, których wcześniej nawet nie dopuszczała do siebie. Laura, która do tej pory bezgranicznie ufała swojemu mężowi, zaczyna dostrzegać rysy na jego nieskazitelnym wizerunku. Sytuacja szybko wymyka się spod kontroli. Gdy sekret wychodzi na jaw, sprawą zaczynają interesować się media, a wokół Szymona rozpętuje się bezlitosna nagonka. Wkrótce mężczyzna znika bez śladu, pozostawiając Laurę samą z rosnącym strachem, licznymi pytaniami i coraz bardziej niepokojącymi faktami z jego przeszłości. Zdesperowana kobieta postanawia za wszelką cenę odkryć prawdę. Rozpoczyna własne śledztwo, które stopniowo odsłania mroczne tajemnice i wydarzenia z przeszłości, o których nikt nie chciał mówić. Im głębiej Laura zagłębia się w historię swojego męża, tym bardziej zaczyna się zastanawiać, czy człowiek, którego kochała, naprawdę był tym, za kogo się podawał.
„W obronie męża” autorstwa Marcela Mossa to jedna z tych powieści, które już od pierwszych stron potrafią wciągnąć czytelnika. Autor bardzo świadomie buduje napięcie — nie wrzuca odbiorcy od razu w wir sensacyjnych wydarzeń, lecz stopniowo odsłania kolejne elementy układanki, umiejętnie operując emocjami i poczuciem niepewności towarzyszącym odkrywaniu prawdy. Dzięki temu historia rozwija się niespiesznie, a napięcie narasta z każdym kolejnym rozdziałem, co sprawia, że trudno oderwać się od lektury. To, co szczególnie doceniam w thrillerach Mossa, to psychologiczne portrety bohaterów. Również w tym przypadku jednym z najmocniejszych elementów powieści jest psychologiczny portret głównej bohaterki. Czytałam tę historię z dużym zaangażowaniem, ponieważ Laura została przedstawiona jako postać bardzo wiarygodna emocjonalnie. Jej reakcje — od niedowierzania, przez narastający lęk, aż po desperację — wydają się autentyczne. W trakcie lektury często zastanawiałam się razem z nią, czy rzeczywiście można do końca poznać drugiego człowieka. Duże znaczenie ma również motyw medialnej nagonki i presji społecznej. Autor trafnie i bardzo obrazowo pokazuje mechanizmy funkcjonowania opinii publicznej — jak szybko potrafi ona wydać wyrok i jak trudno funkcjonować, gdy całe otoczenie zaczyna patrzeć na człowieka wyłącznie przez pryzmat oskarżeń. Ten wątek nadaje historii dodatkowej wiarygodności i sprawia, że fabuła staje się jeszcze bardziej niepokojąca. Na uwagę zasługuje także sposób, w jaki Moss buduje atmosferę tajemnicy wokół postaci Szymona. Czytałam kolejne rozdziały z rosnącą ciekawością, ponieważ przez długi czas nie było jasne, czy mężczyzna jest ofiarą okoliczności, czy rzeczywiście skrywa mroczny sekret. Ta niejednoznaczność sprawia, że powieść czyta się szybko – pojawia się naturalna potrzeba poznania prawdy. „W obronie męża” to bardzo dobrze skonstruowany thriller — mroczny, pełen niedopowiedzeń i skrzętnie skrywanych sekretów. Mam jednak wrażenie, że niektóre wątki mogłyby zostać pogłębione, a część wydarzeń rozwinięta nieco szerzej. Nie zmienia to jednak faktu, że historia pozostaje angażująca i skutecznie utrzymuje napięcie aż do samego finału. Podczas lektury nie brakuje momentów, w których czytelnikowi towarzyszy poczucie niepokoju. Z jednej strony chciałam wierzyć w niewinność Szymona, z drugiej — kolejne odkrycia sprawiały, że zaczynałam coraz bardziej w to wątpić. Ta emocjonalna huśtawka sprawiła, że trudno było mi oderwać się od książki. Doceniam również to, że powieść porusza trudniejsze tematy i skłania do refleksji nad zaufaniem, odpowiedzialnością oraz wpływem przeszłości na teraźniejszość. Marcel Moss oddał w ręce czytelników historię, która nie jest jedynie powieścią sensacyjną, lecz także opowieścią o relacjach, traumach i konsekwencjach ukrywanych tajemnic. Po zakończeniu książki z czystym sumieniem mogę przyznać, że „W obronie męża” należy do bardziej udanych powieści w dorobku Marcela Mossa. Choć nie wszystkie elementy zostały rozwinięte w równym stopniu, całość pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie i satysfakcję z lektury. To thriller, który potrafi wciągnąć, wzbudzić emocje i sprawić, że jeszcze długo po przeczytaniu czytelnik wraca myślami do historii bohaterów. Jeśli ktoś lubi thrillery psychologiczne oparte na tajemnicach rodzinnych, niepewności i stopniowym odkrywaniu prawdy, „W obronie męża” może okazać się naprawdę interesującą propozycją.
Nie mogłam się całkowicie wciągnąć w fabułę przez pojawiające się co jakiś czas bezsensowne zdania, które totalnie wybijały z rytmu idącej akcji (moje ulubione to rozmyślanie na temat tego czy wino powinno się pić z kostkami lodu czy to profanacja tego trunku, babo chłop ci zaginął a ty się zastanawiasz nad tym co ludzie pomyślą na temat tego że wrzucasz lód do wina 😆) momentami dialogi były bardzo nienaturalne. Nie rozumiem w jakim celu wprowadzono wątek Filipa i zasiano ziarno niepewności czy jest dobry czy zły, skoro od razu zaraz jest ta wątpliwość rozwiana i wszystko zostaje wytłumaczone. Nie dowiadujemy się też co spotkało Amelkę, możemy się domyślać a to byłaby akurat fajna historia do wplecenia i rozwinięcia. Ogolnie jakbym miała podsumować to historia nie była zła, jednak nie sięgałabym po nią drugi raz i raczej nikomu bym nie poleciła, są lepsze pozycje, tutaj była fajna wizja, ale można było lepiej poprowadzić i rozwinąć niektóre wątki.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Czy stanęłabyś w obronie swojego męża, gdyby wszystko - absolutnie wszystko - zaczęło wskazywać na jego winę?
„W obronie męża” Marcela Mossa to thriller psychologiczny, który zaczyna się jak historia o idealnym życiu… a z każdą kolejną stroną coraz mocniej pokazuje, jak kruche potrafią być pozory.
Laura i Szymon wydają się parą, która naprawdę wygrała życie. Ona prowadzi dobrze prosperującą restaurację, on jest szanowanym przedsiębiorcą. Mają stabilność, pieniądze i związek, który z zewnątrz wygląda na naprawdę silny. Jedyną rysą na tym perfekcyjnym obrazie jest brak dziecka. Dlatego kiedy po długim procesie adopcyjnym do ich domu trafia sześcioletnia Amelka, wszystko wydaje się wreszcie układać dokładnie tak, jak powinno. Sielanka trwa jednak bardzo krótko…
Pewnego dnia dziewczynka mówi Laurze coś w tajemnicy. Jedno zdanie. Jednak tych kilka słów sprawia, że świat bohaterki zaczyna się powoli rozpadać. Nagle pojawia się pytanie, którego wcześniej nigdy sobie nie zadawała: czy naprawdę znam człowieka, z którym dzielę życie?
Od tego momentu atmosfera w książce zaczyna się zagęszczać. Laura próbuje zachować spokój, ale z każdą kolejną sytuacją coraz trudniej jej ignorować pojawiające się wątpliwości. A kiedy sprawą zaczynają interesować się media, wokół nazwiska jej męża rozpętuje się prawdziwa burza… Szymon po prostu znika. I tutaj tak naprawdę zaczyna się najciekawsza część tej historii.
Laura zostaje sama z pytaniami, strachem i coraz bardziej niepokojącymi informacjami z przeszłości męża. Kobieta, która do tej pory bezgranicznie mu ufała, zaczyna prowadzić własne śledztwo. Szuka ludzi z jego przeszłości, próbuje połączyć fakty, analizuje wspólne lata i momenty, które wcześniej wydawały się zupełnie normalne. Sama wiele razy łapałam się na tym, że chciałabym poznać więcej szczegółów chociaż nie do końca mi się one podobają. I muszę przyznać, że Marcel Moss naprawdę potrafi bawić się podejrzeniami czytelnika i wodzić go za nos. Co chwilę miałam wrażenie, że już wiem, jak ta historia się skończy. Że już ułożyłam sobie w głowie cały scenariusz. A potem pojawia się nowy szczegół i wszystko znowu się rozsypuje jak domek z kart.
Ogromnym atutem tej książki jest sposób prowadzenia narracji. Autor stopniowo odkrywa kolejne elementy przeszłości Szymona, pokazując, że dzieciństwo i doświadczenia z młodości mogą zostawić w człowieku ślady na całe życie. W tej historii przeszłość naprawdę ma znaczenie i momentami jest znacznie bardziej mroczna, niż można by się spodziewać.
Podobało mi się też to, że bohaterowie nie są jednoznaczni. Laura momentami budzi współczucie, ale chwilami mam ochotę nią potrząsnąć. Szymon z kolei przez całą książkę pozostawał dla mnie ogromną zagadką. Nie potrafiłam go jednoznacznie ocenić. I właśnie ta niepewność sprawiła, że czytałam tę historię z rosnącym napięciem.
Nie można też pominąć tematów społecznych, które Moss często porusza w swoich książkach. W „W obronie męża” pojawia się między innymi wątek medialnej nagonki i internetowego hejtu. Autor bardzo trafnie pokazuje, jak szybko w sieci rodzą się osądy i jak trudno później odzyskać dobre imię, nawet jeśli prawda okazuje się zupełnie inna.
To thriller, który czyta się błyskawicznie. Krótkie rozdziały, liczne zwroty akcji i ciągłe poczucie niepewności sprawiają, że trudno odłożyć tę książkę „na później”. A kiedy docieram do końca i wydaje mi się, że wszystko już zostało wyjaśnione… pojawia się epilog, który znowu wywraca wszystko do góry nogami. I właśnie za to uwielbiam książki Marcela Mossa.
Ocena 8/10 - „W obronie męża” to historia o zaufaniu, które może okazać się iluzją. O tym, jak niewiele czasem wiemy o osobach, które są najbliżej nas. I o pytaniu, które po tej lekturze naprawdę długo zostaje w głowie: czy można w pełni znać drugiego człowieka?
...Ciemność jest łagodniejsza niż ostre światło. Łatwiej w niej schować zmęczenie, żal i tę coraz trudniejszą do udźwignięcia bezradność. A ja nie mam już siły. Nie mam siły walczyć o Szymona, o nas… Mam już dość tej gonitwy myśli i prób zrozumienia, co właściwie się wydarzyło. W którym momencie moje życie zaczęło się sypać..."
"... pewne demony nigdy nie odpuszczają i zamiast od nich uciekać, trzeba nauczyć się z nimi żyć?... Uwiera mnie to ciągłe balansowanie między normalnością a niepewnością. A może po prostu takie jest wychowywanie dorastającego dziecka?
"Potrzebuję dziś pochwał. Nie dlatego, że jestem niepewna, ale dlatego, że uczciwa i ciężka praca zasługuje na docenienie." Laura i Szymon mają wszystko, co może definiować szczęście- piękny dom , sukcesy zawodowe- ona prowadzi świetnie prosperującą restaurację , on natomiast ma własną firmę przynoszącą coraz większy zysk. Mimo to w ich codzienności jest wyrwa - nie mają dzieci , mimo ,że oboje bardzo ich pragną, lecz ich to ma się wkrótce zmienić ponieważ adoptują sześcioletnią dziewczynkę. Amelka wnosi do ich życia promyk radości, jednak sielanka nie trwa długo. Mała bowiem wyjawia nowej opiekunce, że tata dotykał ją wbrew jej woli. Pani Gryza przeżywa szok. Czy te oskarżenia i późniejszy artykuł w internecie po którego publikacji mężczyzna znika są prawdziwe? Czy Laura jest gotowa zmierzyć się z mroczną przeszłością swojego ukochanego? Ta opowieść niesie ze sobą ciężar. Przemocy, strachu , niepewności i ciągłego napięcia. Laura staje przed wyborem, który nie ma dobrego rozwiązania. Z jednej strony stoi mężczyzna, którego kocha, z którym zbudowała życie i który nigdy nie dał jej powodów do zwątpienia. Z drugiej – słowa dziecka, kruche, ale przesiąknięte strachem, którego nie da się zignorować. Każda kolejna strona to narastające napięcie i pytania, na które czytelnik razem z bohaterką próbuje znaleźć odpowiedź: czy można naprawdę znać drugiego człowieka? czy miłość może przysłonić prawdę? i wreszcie — co jeśli największy koszmar czai się tuż obok, w miejscu, które miało być bezpieczne? Autor mistrzowsko prowadzi narrację, stopniowo odsłaniając kolejne warstwy tej historii. Nie daje łatwych odpowiedzi, za to zmusza do konfrontacji z własnymi przekonaniami i lękami. Atmosfera niepewności i dusznego napięcia towarzyszy czytelnikowi aż do samego końca. To opowieść o tym, jak cienka jest granica między prawdą a kłamstwem. O tym, że czasem najbardziej przerażające nie jest to, co się wydarzyło — ale to, w co zaczynamy wierzyć. I o tym, że są sytuacje, w których cokolwiek wybierzesz… i tak coś w Tobie pęknie.
Czy zawsze bronilibyście bliskiej osoby? Nawet wtedy, gdy pojawia się cień wątpliwości? Nawet wtedy, gdy serce mówi jedno, a lęk drugie? Marcel Moss znowu wciąga w historię, która nie daje prostych odpowiedzi. Najpierw zasiewa niepewność. Potem powoli ją podlewa. Aż w końcu zostawia nas z pytaniem: jak dobrze naprawdę znamy tych, których kochamy? Laura i Szymon mają życie, którego wielu mogłoby im zazdrościć. Dom. Stabilizację. Pieniądze. I marzenie o posiadaniu dziecka, które właśnie się spełnia. Adopcja Amelki, to miał być nowy początek. Czuły. Bezpieczny. Rodzinny. Ale zamiast bliskości pojawia się napięcie. Zamiast spokoju pęknięcia. Marcel Moss pokazuje, co trauma robi z człowiekiem. Jak wchodzi w relacje. Jak zmienia sposób patrzenia na innych. Jak każe widzieć zagrożenie tam, gdzie powinno rodzić się zaufanie.
Amelka i Szymon są jak dwa lustra odbijające ból. Oboje jako dzieci doświadczyli zła. Oboje noszą w sobie rany. I oboje próbują przetrwać. To opowieść o tym, że krzywda nie znika. Zostaje w ciele. W pamięci. W odruchach. W lęku. Ofiara często nie umie już żyć spokojnie. Jest czujna. Wycofana. Czasem agresywna. Bo kiedy świat raz odebrał ci bezpieczeństwo, zaczynasz walczyć o nie za wszelką cenę. Nawet kosztem innych. I jest jeszcze Laura. Pomiędzy nimi. Żona. Matka. Kobieta, która kocha. Empatyczna, ale bezradna. Bo są takie rany, których nie da się pojąć z zewnątrz. Można je próbować otulić. Można przy nich być. Ale nie da się ich naprawdę zrozumieć, jeśli samemu nigdy nie dotknęło się ciemności.
Ta książka mocno dotyka tematów: traumy, przemocy, manipulacji, lęku i mechanizmów obronnych. Pokazuje też, jak łatwo osądzać. Jak łatwo uwierzyć temu, kto mówi głośniej. Jak łatwo pomylić miłość z lojalnością. I jak trudno odróżnić prawdę od strachu. To nie jest tylko historia o tym, kto mówi prawdę. To historia o tym, co robi z nami zło, kiedy nie zostało przepracowane. Polecam, jeśli lubicie thrillery psychologiczne, które poza napięciem zostawiają też miejsce na refleksję o człowieku. O jego ranach. O pamięci. O tym, jak przeszłość potrafi zatruć teraźniejszość.
Jak zawsze u Marcela w książce wygrywa klimat mroku i tajemnicy, często stworzony dzięki świetnej fabule. „W obronie męża” jest historią kobiety sukcesu, w której życie załamuje się przez jedno zdanie i jedną rozmowę. Po stracie dziecka kobieta zatraciła się w rozwijaniu restauracji. Z czasem decydują się wraz z mężem na adopcje. Jest to ostatni krok, który ma dopełnić ich życie oraz rodzinę. Okazuje się jednak, że będzie to pierwszy krok do rozpadu ich idealnego świata, a Laura będzie musiała sama zmierzyć się z demonami przeszłości swojego męża. Ta książka od samego początku porusza bardzo trudny temat jakim jest utrata dziecka, ale nie jest to jedyny problematyczny wątek w tej historii. Mamy tutaj znęcanie się, wykorzystywanie S dzieci, przemoc wobec dzieci i dorosłych, romans z nieletnim i wiele więcej. Dlatego jeśli nie lubicie takich trudnych tematów w książkach, to nie sięgajcie po tę pozycję. „W obronie męża” jest thrillerem psychologicznym, gdzie wraz z główną bohaterką mierzymy się z ogromem trudnych emocji, tajemnic i doświadczeń. Zabrakło mi jednak w tej książce emocji Laury, które powinny jej towarzyszyć na OGROMNĄ skalę, a zostały tutaj potraktowane trochę po macoszemu. Główna bohaterka ma różne przemyślenia na każdy dotykający ją temat, jednak w sytuacji, w której się ona znalazła, plus po tragicznych doświadczeniach ze stratą dziecka, te emocje powinny być bardziej głębokie i wręcz haotyczne. Zabrakło mi tutaj właśnie tego haosu i bałaganu, który pojawiłby się w głowie każdego z nas będąc na jej miejscu. Jest to jak dla mnie trochę niewykorzystany potencjał. Nie zmienia to jednak tego, że fabuła jest tutaj świetna, a zagadka intrygująca i skomplikowana. Przez tą historię się po prostu płynie!
Książki Marcela Mossa są jak kraina osobliwości - nigdy nie jesteś w stanie przewidzieć, co tym razem cię w nich spotka. Zaskakujące plot twisty i nieszablonowa intryga fabularna mają w tym ogromny udział.
"W obronie męża" to opowieść o z pozoru idealnej rodzinie, której do pełni szczęścia brakuje tylko wymarzonego dziecka. Para decyduje się więc na adopcję. Sielanka trwa jednak tylko do momentu, gdy kilka słów maleńkiej dziewczynki o jej nowym tatusiu uruchamia prawdziwy życiowy armageddon.
Stylowo - bez zarzutu. Książkę czyta się lekko i z dużą przyjemnością. Historia od samego początku wciąga i intryguje, napięcie narasta powoli, aż jedno kluczowe wydarzenie zmienia dynamikę całej opowieści o 180 stopni. Nagle nie wiemy już, komu i w co wierzyć.
Szymon doświadczył w swoim życiu wiele zła. Nie ominęło ono także zaledwie sześcioletniej Amelki. Zaczynamy się zastanawiać, w jaki sposób te traumatyczne wydarzenia mogły na nich wpłynąć - i do czego tak naprawdę są zdolni.
Moss ma zadziwiające pomysły fabularne i potrafi tworzyć nietuzinkowe postacie. Być może właśnie dlatego wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością - bo przy jego książkach po prostu nie sposób się nudzić.
„W obronie męża” @marcelmoss.autor współpraca reklamowa @filiamrocznastrona to thriller psychologiczny, który ukazuje jedną z lepszych odsłon autora. Po takie książki spod jego pióra chce sięgać.
Idealna para małżonków, ustawieni zawodowo , którym do szczęścia brakuje jednego- dziecka. Gdy udaje im się adoptować sześcioletnią Amelkę , wydaje się że nic więcej nie trzeba. Jedak to właśnie pojawienie się dziewczynki burzy spokój i wprowadza serię niepokojących zdarzeń.
Autor buduje napięcie od samego początku. Z pozoru rozwijająca się po mału fabuła, z każdym rozdziałem wprowadza w nas niepokojący klimat. Czuć , że za chwilę może się wydarzyć coś co zmieni bieg historii. Takich zabiegów mamy sporo, a każdy kolejny powoduje że gubimy się w świecie kłamstw i manipulacji. Choć w pewnym momencie zaczęłam rozgryzać, co mogło się wydarzyć w przeszłości, tak to co zaserwował mi autor było od tego dalekie🙈 i tu muszę przyznać, że miałam lekki zgrzyt, że coś tu nie pasuje, że trochę zbyt przekombinowane. Ale cierpliwie czytałam do końca i jednak muszę przyznać, ze ziarnko do ziarnka i uzbierał się finał, który mi wszystko wynagrodził.
Mam mieszane uczucia. Pierwsza połowa książki była cholernie irytująca. Głupie i naiwne dywagacje głównej bohaterki, kompletne infantylne rozterki i masa bezsensownych opisów pięknie błyszczących jabłek czy starannie wyprasowanych i pachnących łąką obrusów, które strasznie mnie odrzucały. Pierwszy raz w życiu miałem myśli, aby porzucić książkę w trakcie.
Na szczęście przebrnąłem najgorsze i od drugiej połowy zaczął się już rollercoaster - pojawiła się akcja, intryga, zagadka do rozwiązania. Szybko, sprawnie, bez zbędnych opisów i lania wody. Liczyłem, że będzie tak do końca, ale finał okazał się mocno spłaszczony. Nagle cała budowana intryga rozsypała się tak naprawdę w dwóch zdaniach i tyle. Finał, koniec, wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Przynajmniej epilog uratował nieco sytuację.
Cała książka moim zdaniem jest mocno nierówna i może rozczarować. Sam wahałem się w trakcie od DNF, przez mocną 8, żeby spaść do 6 i ostatecznie podbić wynik do 7 samym epilogiem. Mimo wszystko czuję niedosyt i chyba muszę sobie zrobić przerwę od twórczości Marcela, może po prostu mi się przejadła :)
„W obronie męża” od samego początku wprowadza duszny klimat niepokoju. Niby szczęśliwa rodzinka, niby spełnia swoje marzenie, ale czytelnik już czuje, że niedługo ta bańka pęknie i to z wielkim hukiem. I tak też się dzieje… Kiedy adoptowana dziewczynka mówi swojej nowej mamie, że tata przyszedł do niej w nocy i ją dotykał… Cały świat się wali. No bo komu wierzyć? Dlaczego ojciec i dobry mąż, który pragnął dziecka miałby to zrobić? Ale dlaczego też dziecko miałoby kłamać? Żona postanawia zacząć dochodzenie na własną rękę, a odkrycie przeszłości męża niekoniecznie jej się spodoba…
I tutaj zaczyna się rollercoaster.
To jedna z tych historii gdzie wkręcasz się od początku bo musisz poznać zakończenie. Zastanawiasz się, czy to wszystko będzie tak proste i przewidywalne czy jednak autor zaserwuje nam plot twist, którego się nie będziemy spodziewać?
No i tutaj się nie zawiodłam. Zakończenie sprawiło, że miałam takie 😱😱 a ostatni rozdział to była wisienka na torcie…
Uwielbiam w przerwie od fantastyki takie historie. Jestem na tak i uważam, że warto rozważyć przeczytanie „W obronie męża”.
Kolejna książka Marcela Mossa, która miała okazję przeczytać to „W obronie męża”. Jest to książka, w której nic nie jest takie jakby mogło się wydawać. Laura i Szymon to małżeństwo, które ma wszystko poza jednym. Dziecka. Dlatego postanawiają adoptować 6 -letnią Amelkę. Dziewczynka wcześniej nie miała łatwego życia. Po paru tygodniach wspólnego życia, Amelka wyznaje coś swojej mamie, co sprawia, że Laura inaczej patrzy na swojego męża. Jak się okazuje później, mężczyzna skrywa mroczną przeszłość. Laura postanawia ją odkryć. Książka od początku posiada mroczny klimat. Czuć, że będzie się w niej wiele działo, a napięcie nie będzie nas opuszczało ani na chwilkę. Do samego końca nie wiadomo komu i w co można wierzyć, a same zakończenie sprawia, że szczęka Wam opadnie. Tempo akcji tutaj jest raczej umiarkowane. Idealne by wzbudzić w czytelniku napięcie i sprawić, by nie opuszczało ono nawet na chwilkę. Komu polecam tę książkę? Na pewno tym, którzy lubią thrillery psychologiczne. Tym, którzy lubią skomplikowaną intrygę i zaskakujące zakończenia.
"Mówię sobie, że to tylko słowo. Lecz słowa, wiem to aż za dobrze, mają wagę cegieł. Budują, ale i niszczą. Czasem wystarczy jedno nieodpowiednie, by cała mozolnie stawiana konstrukcja rozpadła się jak domek z kart."
Pierwsza moja myśl po przeczytaniu książki to, że jest wyjątkowo przewrotna. Wielokrotnie zmieniałam zdanie o bohaterach powieści. Biłam się z myślami, podobnie jak Laura. Kobieta, która po stracie córeczki walczy o to, by być matką. Taką możliwość daje jej adopcja. Po krótkim czasie sześciolatka wyznaje mamie coś, co wywraca uporządkowane życie Laury do góry nogami. Kobieta zadaje sobie pytanie, czy to możliwe, żeby aż tak pomyliła się do swojego męża, czy mógł ją aż tak zmanipulować, być tak dobrym kłamcą. Szymon znika po tym, jak w mediach pojawiają się informacje o jego molestowaniu córki. Laura zadawała sobie pytania, a ja byłam podobnie zagubiona, jak ona. Finał zmienił całkowicie optykę. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.
Laura, główna bohaterka, staje w obronie męża tuż po tym, jak sama wciąga go w bagno kolejnych wydarzeń. Nie konfrontuje oskarżeń córki, zamiast tego mieli wszystko w głowie, stwarza nowe scenariusze, opowiada przyjaciółce o obawach. Nadal nie rozmawia z mężem. "Przyjaciółka" na podstawie zwierzeń kręci inbę roku. Wydaje się, że gorzej być nie może. Wszyscy się nakręcają, mąż znika. Laura odkrywa jego przeszłość. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że chłop jednak niczego złego nie zrobił. Policja zaczyna akcję. Odnajdują typa. Wszystko kończy się dobrze. No, prawie. Zakończenie ratuje historię.
This entire review has been hidden because of spoilers.
I recently found your story and I really enjoyed reading it. The way you write makes the scenes easy to imagine, almost like watching them unfold visually. Because of that, I feel like your story would translate really well into a webtoon or comic format.
I’m a commissioned comic artist, and I’d love the chance to create visual scenes based on your story if you’d ever be interested in that. No pressure at all, I just thought it could be a fun and creative collaboration.
If you'd like to talk more about it sometime, you can reach me on Instagram (lunaartsoul).
Laura i Szymon wiodą bajeczne życie, oboje spełniają się zawodowo, a ich marzenie o posiadaniu dziecka spełnia się gdy w ich domu pojawia się adoptowana Amelka. Jednak sielanka nie trwa długo, a słowa dziewczynki już na zawsze odmieniają relacje małżonków. Mam mieszane uczucia co do książki. Laura nie dała się polubić, wręcz okropnie się dla mnie miotała i nie potrafiła podejmować samodzielnych decyzji. Nie będzie to pozycja, która pozostanie w mojej głowie na dluzej.
Taki no szybki thriller do przesłuchania. To moja pierwsza styczność z autorem, ciężko mi dać ocenę. Trochę się człowiek brzydził słuchać dalej takiej infantylnej głównej bohaterki, która nie traktuje córki adopcyjnej serio, która przeżywa rozterki związane z pokiereszowaną życiem 6latką, czy chce być jej matką czy nie, dziecko ją „wkurza”… historia taka lekko nieprawdopodobna, niemniej dosłuchalam. Plot twist taki trochę kojarzy mi się z Freidą McFadden.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Nie no była dobra, momentami denerwowała mnie główna bohaterka ale rozumiem ją, wdzięczność przywiązanie, końcówki się nie spodziewałam mimo wszystko udało mi się dobrą książkę napisać będę o nie myśleć
Trochę jestem zawiedziona epilogiem, ale całościowo jak najbardziej mocne 4. Historia po wszystkim wydaje się przwidywalna, ale w tracie czytania zaskoczyłam się kilka razy.
Jedna ze spokojniejszych książek Marcela. Generalnie bardzo przyjemnie i szybko mi się przez nią przebrnęło i była jak najbardziej okej, jednak chyba właśnie zabrakło mi w niej trochę charakteru:)