Przez rok poznawałam świat nowej duchowości, by sprawdzić, co naprawdę kryje się pod obietnicami poznania sensu, zyskania sprawczości i "zmiany życia", które zalewają Instagram i nasze głowy. Siadałam w kręgach kobiet, brałam udział w szamańskich ceremoniach, ustawieniach hellingerowskich i kursach manifestacji. Rozmawiałam z duchowymi przewodnikami z internetu i z ludźmi, którzy im zaufali. Widziałam ulgę, ekstremalne emocje, poczucie wspólnoty, ale manipulację udającą wsparcie i duchowość opakowaną jak towar.
To strefa cieni. Wejście do tego świata czasem naprawdę pomaga: daje język do opisu cierpienia i chwilowe ukojenie. Innym razem balansuje na granicy psychologii i magii albo bezceremonialnie ją przekracza. A po drugiej stronie zamiast odpowiedzialności pojawia się "energia", realne problemy przykrywa zaś obietnica, że Wszechświat zdecyduje za nas.
Sprawdzałam to wszystko na własnej skórze. Przyglądałam się wierze w radykalne wybaczanie, w wysokie wibracje i działanie technik, które szybko i bezboleśnie mają naprawić nam życie. I zadawałam sobie pytanie: kto tak naprawdę zyskuje na sprzedaży nadziei.
To książka o głodzie sensu w świecie wypalenia i lęku. O nadziei, która czasem ratuje, i o tej, na której się zarabia. O duchowości, która nie zawsze jest niewinna, i o tym, że czasami naprawdę dzieje się magia.
„W dzisiejszych czasach, gdy NFZ zawodzi, mamy rzeszę zdesperowanych ludzi. Łatwo ich wciągnąć w sekty, a jeszcze łatwiej namówić na magię. Bo nic nie daje tyle obietnic co magia. W dodatku te obietnice działają – jeśli w nie wierzysz”.
Po reportaż Moniki Sobień-Górskiej „Rok, w którym szukałam sensu i ukojenia. Między wiarą, terapią a biznesem” sięgnęłam z wielką ciekawością. Autorka podjęła się trudnego zadania – postanowiła zbadać polski rynek nowej duchowości. Co sprawia, że tysiące osób zawierzają swoje problemy i potrzeby różnej maści nauczycielom duchowym i decydują się zapłacić często niemałe pieniądze za warsztaty, kursy czy sesje, które mają pomóc przeprogramować podświadomość tak, by osiągnąć zdrowie, szczęście i spokój? Manifestacje, szamanizm, ustawienia hellingerowskie, medytacje, kręgi kobiet, uzdrawianie przez myśli czy radykalne wybaczanie mogą dawać nadzieję i poczucie przynależności, a przecież bycie częścią grupy jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Łakniemy uwagi i tego, by w końcu ktoś nas wysłuchał, stąd wspólnoty z plemiennym sznytem stają się atrakcyjną ucieczką, a setki szkół, metod i nauczycieli rosną jak grzyby po deszczu. Fajnie, jeśli nadzieja i praca nad własną duchowością staje się pretekstem do zmiany myślenia i przyczynia się do poprawy jakości życia. Gorzej jednak, gdy scamerskie praktyki przyciągają ludzi na zakręcie, którzy łykają poppsychologiczny bełkot w charyzmatycznym opakowaniu, wierząc, że wystarczy tylko nastroić się na przyjmowanie tej najlepszej wersji rzeczywistości i praktykować wdzięczność za rzeczy, które jeszcze się nie wydarzyły. Przeciekawy temat i bardzo rzetelny reportaż zwracający uwagę na potrzeby duchowe Polaków, którzy odchodząc od religii wciąż czują potrzebę, by w jakiś sposób realizować się duchowo. Polecam!
Autorka wnikliwie przygląda się różnym formom terapii, rozwojowi duchowemu, szamanizmowi i innym metodom poszukiwania ukojenia. To temat dość odległy od moich doświadczeń, dlatego lektura była dla mnie szczególnie interesująca.
Książka jest świetnie napisana – wciąga jak dobra powieść, a jednocześnie odsłania kulisy świata influencerów i popularnych dziś trendów związanych z samorozwojem.
Nie ocenia opisywanych metod, lecz rzetelnie je przedstawia. Dla wielu osób może być inspiracją do poszukania wsparcia czy drogi, która pomoże im poradzić sobie z własnymi problemami.
Ja jednak po tej lekturze nie czuję potrzeby testowania ustawień, medytacji czy innych alternatywnych praktyk. To po prostu nie moja droga.
W czasach nieustannego poszukiwania siebie, pracy nad traumami i rozwoju osobistego warto sięgnąć po tę książkę. To ciekawy i rzeczowy obraz zjawisk, które coraz mocniej wpływają na naszą codzienność.