Jedna noc. Jedna tajemnica. Jeden list, który po siedemnastu latach burzy spokój małej społeczności.
Na posterunek trafia anonim z opisem zbrodni sprzed lat: pobicie, uprowadzenie, rozczłonkowanie… i ognisko, nad którym sprawcy mieli piec części ludzkiego ciała. Nikt nie zna nazwiska ofiary. Nikt nie chce pamiętać tamtej nocy. A jednak ktoś w końcu pęka.
Prokurator Komorowski i policjant Kozłowski ruszają tropem, który przypomina wiejską legendę – dopóki informacje z podsłuchów, przesłuchań i zeznań nie zaczynają układać się w coś przerażająco spójnego. Rośnie panika. Ktoś kłamie. Ktoś próbuje ratować swoją rodzinę. Ktoś ukrywa prawdę, która może zniszczyć życie wielu osób.
To historia o winie, którą nosi się jak drugą skórę. O kłamstwach, które dojrzewają w ciszy. I o zemście, która smakuje gorzej niż strach.
Jeśli szukacie relacji ze śledztwa z różnych perspektyw, to książka dla was. Jeśli szukacie mrocznego thrillera, szukajcie dalej. Nie wiedziałam, czego spodziewać się po tej książce, ponieważ Wydawnictwo Otwarte kusiło w swoich mailach i materiałach promocyjnych, dając tylko szczegóły i nie wspominając o konkretach, jak np. tytuł czy osoba autorska. I to świetne! Niby wiesz, na co się piszesz, a jednak nie, utrzymano tajemniczy vibe, za co bardzo doceniam wydawnictwo. To jednak tyczy się recenzentów, nie samych czytelników, więc pomimo wybitnej promocji, skupię się głównie na książce. Czy warto? Zależy czego szukacie. Jestem wręcz przewrażliwionym czytelnikiem - często płaczę i boję się na lekturach, kocham to XD ale tutaj nie było żadnej emocjonującej sceny. Robiło się niedobrze, gdy ktoś po raz milionowy wspominał, o co oskarżono głównego bohatera, ale to tyle. Żadnych plot twistów, żądnych szybszych uderzeń serca. Poza tym bohaterowie strasznie szybko zmieniają opinię na temat głównego bohatera. Najbardziej irytowały mnie tam jego żona i adwokatka. Żadnej refleksji, żadnego rozważania, czy może być niewinny. A potem nagła zmiana zdania, NA PEWNO JEST NIEWINNY. A najbardziej rozwaliło mnie to, gdy żona, która dopiero, co rozważała, czy się nie rozstać, teraz stwierdziła, że nieważne, czy zabił, nieważne nawet czy zjadł. Bo ona będzie z nim na zawsze, tak bardzo go kocha... girl. Ew. Nie jestem jedną z osób, które słuchają podcastów true crime, jednak sądzę, że ta książka może im się spodobać. Komu jeszcze? Ludziom, którzy lubią poznawać takie sprawy kyminalne od tej bardziej technicznej strony. Jeśli interesuje was coś w stylu fabularyzowanego reportażu, to to jest właśnie coś w tym stylu. Sam zamysł też był bardzo dobry. Nie mogłam się na początku oderwać, trochę ta książka dawała mi vibe "Procesu" Kafki. Potem moja opinia się zmieniała, ale nadal twierdzę, że tą surowość da się lubić. Po prostu ja chyba jestem zbyt dramatyczna, żeby coś takiego mnie usatysfakcjonowało. Ocena: 3,5/5 [współpraca reklamowa z wydawnictwem]
2/10 Fajnie, że autorka zapowiedziała koniec eksperymentów literackich. Szkoda tylko, że powstał ten...
Jest to fabularyzowana historia kanibali z Choszczna. O sprawie, którą podobno żyła cała Polska, nic nie słyszałam. Dopiero po przeczytaniu powieści przeczytałam 3 artykuły na ten temat. W posłowiu autorka podaje, że z prawdziwej sprawy kanibali inspirowała się jedynie dwoma elementami, ale ja po przeczytaniu tych trzech artykułów mam problem ze znalezieniem różnic między książką a historią, która wydarzyła się naprawdę. Oczywiście personalia bohaterów zostały zmienione, inna jest też nazwa wsi, w której działy się makabryczne wydarzenia, ale obie historie są podobne nawet w szczegółach takich jak to, że jeden z oskarżonych był w lekkim stopniu upośledzony umysłowo i miał chorobę alkoholową, a inny wydał polecenie zabicia ofiary, wypowiadając słowa: "Wiesz, co masz robić.". Autorka napisała, że "wszyscy bohaterowie oraz opisane wątki stanowią wytwór wyobraźni.". Mogę się zgodzić jedynie z pierwszą częścią zdania, bo faktycznie fabuła została ubrana w obyczajową warstwę. Jest przedstawiona pierwszoosobowo z perspektywy kilku postaci, poprzecinana artykułami i programami w mediach, protokołami z przesłuchań lub stenogramami z podsłuchów. Największy jednak problem miałam ze szczegółowością powieści. Nie potrafię zliczyć, ile razy były przytaczane słowa aktu oskarżenia. Dosłownie kopiuj — wklej, wraz z paragrafami. Prócz prawniczego bełkotu było też kilka innych np. opinie biegłych. Rzadko mi się to zdarza, ale nie mogłam tego przetrwać i musiałam omijać strony powieści. Był w niej też zbyt szczegółowy opis charakterologiczny i wizualny każdej postaci występującej na sali sądowej. Przebieg kariery zawodowej i historie rodzinne osób nieistotnych dla fabuły. Dokładne przedstawienie notatek, protokołów. Informacje czy oskarżeni podtrzymują zeznania, czy będą odpowiadać na pytania, czy biegli podtrzymują wnioski, jak brzmią opinie itp.
"Aktualnie w Polsce obowiązuje jeszcze ICD-10, klasyfikacia ICD-11 jest wciąż na etapie wdrażania. Podkreślam, żeby nie było dodatkowych wątpliwości. W każdym razie w klasyfikacji chorób ICD-10 sadyzm kwalifikujemy jako F65.5 w ramach zaburzeń preferencji seksualnych określanych jako sadomasochizm. Sam kanibalizm również jest zaburzeniem preferencji seksualnych i według ICD-10 zostałby zakwalifikowany jako podtyp sadyzmu. Można przywołać choćby przypadek Armina Meiwesa, u którego kanibalizm miał podłoże seksualne." Nie był to koniec opinii, a biegła została jeszcze poproszona o rozwinięcie.
W mojej ocenie był to fabularyzowany reportaż, który autorka chciała wzbogacić o warstwę obyczajową, ale właśnie ta warstwa spowodowała, że książka jest potwornie nudna.
Czy da się naprawdę uciec od przeszłości, jeśli całe życie stoi na kłamstwie? „Anonim” pokazuje, że sprawiedliwość potrafi wrócić nawet po siedemnastu latach. I robi to w najmniej wygodnym momencie, kiedy wszystko wydaje się już poukładane. Zaczyna się niewinnie, jeden anonimowy list trafia na policję i nagle w małej społeczności coś zaczyna pękać. To miała być dawno zapomniana historia, taka wiejska legenda, o której lepiej nie mówić. Przez lata brakowało wszystkiego: ciała, świadków, konkretów. Były tylko przypuszczenia, ale tym razem śledczy nie odpuszczają.
Główny bohater, Adam, to przykładny mąż, ojciec i szanowany właściciel firmy i nagle policja wyciąga go z domu i stawia przed prokuratorem. To początek emocjonalnego rollercoastera. Dużym plusem tej książki jest to, jak wiarygodnie pokazany jest świat prawa. Autorka zna temat od środka, więc dostajemy realistyczne przesłuchania, dokumenty, podsłuchy, wszystko brzmi bardzo prawdziwie, bez udawania.
Bardzo mocnym elementem książki są emocje ludzi uwikłanych w tę historię. Śledzimy losy pięciu mężczyzn, którzy lat temu zawarli pakt milczenia, wtedy młodzi chłopcy teraz zdążyli ułożyć sobie życie, wybudować domy i założyć rodziny, jakby tragiczny wieczór nigdy się nie wydarzył. Brzezińska genialnie kreśli portrety ich bliskich, żony, które nagle muszą zmierzyć się z mroczną stroną swoich mężów oraz dzieci stające się ofiarami plotek. Zaufanie zostaje napięte do granic wytrzymałości. Główne pytanie: czy to możliwe, by pamięć wymazała jeden makabryczny wieczór, zachowując wszystkie inne wspomnienia? Adam upiera się, że „urwał mu się film”, choć w pamięci został mu jeden przerażający obraz: pobudka z kawałkiem mięsa w czapce... W tle wszystkiego krąży sprytna dziennikarka, która niczym sęp wyciąga od mieszkańców najmroczniejsze smaczki, dolewając oliwy do ognia.
To historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i czyta się ją szybko, bo napięcie nie siada. Po drodze zostaje jednak coś więcej, myśl o tym, jak daleko można się posunąć, żeby chronić własne życie i czy naprawdę da się zamknąć przeszłość na zawsze.
Literacka dekapitacja historii zbrodni pióra Diany Brzezińskiej, tak bym określiła powieść „Anonim”. Autorka stworzyła powieść oparta nie na dynamice i zwrotach akcji, a bardziej na niedopowiedzeniach i zmowie milczenia, a to podoba się dla mnie.
Anonimowy list opisujący niewyobrażalnie brutalna zbrodnie z przeszłości jest czymś, co już moje czytelniczko kryminalne sensory wprowadza na wysokie obroty, a gdy doda się do tego nieuniknioną konfrontację z przeszłością, to jestem już całkowicie kupiona.
Duet Komorowski i Kozłowski wprowadzili mnie do hermetycznego świata małej społeczności i są tylko łącznikiem miedzy mnąca ludźmi ukrywającymi tajemnice. Każda rozmowa, nasłuch, zeznanie krok po kroku ujawnia to co znajduje się za zmową milczenia, czyli strach, desperacja i wina. Tutaj próżno szukać postaci czarno białych, tutaj nic nie jest jednoznaczne jak w prawdziwym życiu. Motyw winy zawsze mnie intryguje, jednak tutaj, Brzezińska pokazała jak trauma i poczucie winy mogą zmieniać życie, jak je deformują, jak brniecie w kłamstwa zmienia ludzi sprawiając, że dla nich samych prawda i fikcja są nie do odróżnienia, bo ta alternatywna rzeczywistość zaczyna żyć własnym życiem.
Spodobał mi się klimat całej powieści, bo o ile duchota małej społeczności jest literackim standardem, tak tutaj wyjątkowo mocno uderzało poczucie ego, że każdy coś wie, ale mówić nie chce nikt, bo prawda nie wyzwala, ale zagraża „normalności”. Momentami tak mocno byłam w tej historii, że sama czułam, że może faktycznie te tajemnice powinny zostać pogrzebane i za to dla autorki wielkie uznanie.
„Anonim” jest mroczny, duszny i do bólu analityczny, pokazując przy tym, że procesy zachodzące w ludziach po zbrodni mogą być gorsze niż sam akt zbrodni, mimo że wydaje się to dość absurdalne. Historia, która mnie zdecydowanie pozostawiła z niepokojem zawieszonym na ramieniu.
"Anonim" to powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami autorstwa Diany Brzezińskiej, w której autorka umiejętnie łączy rasowy kryminał z wciągającym dramatem sądowym.
Adam Szczygieł jest jednym z pięciu podejrzanych o zabójstwo i kanibalizm - ofiarą padła osoba, której tożsamości nie ustalono do dziś. Zbrodnia miała miejsce siedemnaście lat temu, a mężczyzna konsekwentnie utrzymuje, że jest niewinny. Oskarża go prokurator Grzegorz Komorowski, a broni jedna z najlepszych karnistek - Monika Wyrwał. To właśnie im między innymi autorka oddaje głos. Zabieg ten sprawia, że czytelnik uczestniczy w wydarzeniach niemal bezpośrednio, krok po kroku odkrywając kolejne warstwy tej niepokojącej historii.
Brzezińska posługuje się lekkim i niezwykle płynnym stylem, co interesująco kontrastuje z duszną, mroczną atmosferą powieści. Z tekstu przebija profesjonalizm - wyraźnie czuć, że środowisko prawnicze nie jest autorce obce.
Niezwykle zagadkowa i niejednoznaczna sprawa, wyraziste postaci, sugestywny klimat oraz precyzyjnie budowane napięcie sprawiają, że od tej historii naprawdę trudno się oderwać.
Ale mam dla Was petardę!🔥 Historia tak (wybaczcie za to słowo) obrzydliwa, że aż wciągająca! A czemu? Bo dotyczy kanibalizmu😬
Choć rozwiązanie sprawy jest bardzo proste i praktycznie od początku jest nam zaserwowane to bawiłam się wybornie. Bo akurat nie o finish tu chodziło, a o całą drogę do zakończenia.
Ileż tu było ciekawostek dotyczących samego śledztwa i całego procesu sądowego🔥 Nigdy chyba aż tak nie zagłębiałam się w ten temat.
Więc jeśli interesuje Was temat sądownictwa i cała ta otoczka to zdecydowanie to dla Was.
Rzadko zdarza mi się dla książek zarywać wieczory, ale tu na samej końcówce nie mogłam sobie odpuścić 🫣😁
Sprawa sprzed lat wypływa na wierzch po dziwnym anonimie. Sprawa, która jest ohydna. Sprawa dotycząca m0rderstwa i kanibalizmu! Grupa chłopaków zostaje oskarżona o zabicie, a następnie zjedzenie ciała. Czy może być coś równie obrzydliwego? Czy wszyscy współmiernie powinni odpowiadać za te czyny? Jak można było żyć tyle lat z taką przeszłością?
Czytajcie! Wciągnie Was! Tylko później nie narzekajcie, że zarwaliście dla niej noc i jesteście niewyspani😁
Książka drastyczna, mroczna i przepełniona drastycznymi opisami. Pomimo tego, że książka jest inspirowana prawdziwymi zdarzeniami i uwielbiam pióro autorki jak i tego typu tematykę, imo jest to najsłabsza książka autorki. Mimo wszystko bardzo szybko się ją czyta i duży plus za pokazanie jak wygląda rozwiązywanie sprawy „od środka”, bez zbędnego romansu w międzyczasie! 3/5⭐️
„Anonim” Diany Brzezińskiej to powieść inspirowana prawdziwą zbrodnią z mocnym wątkiem sądowym, o małomiasteczkowej zmowie milczenia i o tym, że nigdy nie możemy być pewni kiedy błędy z młodości się o nas upomną. Przede wszystkim warto nadmienić, że nie jest to klasyczny kryminał, w którym w wyniku śledztwa poznajemy tożsamość m0rderców, w tym wypadku sprawców mamy podanych na tacy od samego początku, a autorka skupia się na poznaniu prawdy o feralnej nocy sprzed 17 lat jak i emocjach towarzyszących bohaterom kiedy do ich uporządkowanego, szczęśliwego życia zagląda przeszłość. Historię poznajemy z perspektywy bardzo wielu postaci, dzięki czemu mamy możliwość poznania punktu widzenia wielu osób, a co za tym mamy szersze „pole widzenia”. Każdy coś ukrywa, każdy ma swoją wersję wydarzeń, pytanie tylko czyja jest najbliższa prawdy.
Ponadto podoba mi się rozbudowana warstwa psychologiczna tej powieści począwszy od motywu zbrodni na dylematach żony jednego z oskarżonych kończąc. Poza tym autorka utrzymuje dość mroczny i duszny klimat małej społeczności, a jej styl jest lekki, bardzo obrazowy i nieprzesłodzony, myślę też że ze względu na motyw kan!bal!zmu nie każdy tę książkę udźwignie tym bardziej, że jak już wcześniej wspominałam, fabularnie autorka opierała się na prawdziwej zbrodni z Choszczna.
Można się czepiać paru rzeczy między innymi niepotrzebnych ciągłych powtórzeń słów aktu oskarżenia wraz z wszystkimi paragrafami i całym tym prawniczym bełkotem jak i bardzo rozbudowane opinie biegłych jednak ja książkę przeczytałam błyskawicznie, a co najważniejsze po jej odłożeniu chciałam jak najszybciej do niej wrócić, żeby dowiedzieć się co będzie dalej – i to jest dla mnie najlepszy wyznacznik.