Przedsiębiorczy i ambitny, aspirujący do statusu superpotęgi. Skorumpowany i zachłanny, żądny zasobów i ziemi. Naród zaklinaczy węży, który przepoczwarza się w zaklinaczy komputerowych myszek. Indie XXI wieku są krajem wielkich ambicji i groźnych frustracji. Stara cywilizacja odradza się w nowym wcieleniu, by przeżyć swój „pozłacany wiek”. To ta sama dziecięca choroba, przez którą musiało przejść USA, zanim stało się supermocarstwem. Jej symptomy są podobne: drapieżna industrializacja, masy migrantów napierające na wielkie miasta, skandale korupcyjne i upadek autorytetu starych elit.
Rośnie już nowa wielkomiejska klasa średnia. Na razie liczy tyle, ile niecałe pół Europy, ale za dziesięć lat sześćset milionów nowych konsumentów ruszy po wyższy standard życia. Teraz przeciętny Hindus to łaknący dobrobytu człowiek na dorobku. Jego aspiracje i marzenia sięgają o wiele dalej niż rodzinne opłotki i odwieczne tradycje. Czego pragnie? Co robi z pieniędzmi? Czy jest religijny? Kto jest jego idolem, a kto wrogiem?
Autorka portretuje indyjskich Kowalskich i Oburzonych, ambitnych „yuppies” i niedotykalnych, którzy stali się milionerami, nacjonalistów wierzących w telepatię i żarliwych ekofundamentalistów. Pokazuje Hindusów, którzy biorą udział w epokowych przemianach (a bywa, że są ich sprawcami), i tych, którzy się im opierają (choć czasem czują się rozdarci między tradycją a nowoczesnością).
Tematyka bardzo ciekawa, niestety napisane bardzo chaotycznie. Nie mając głębokiej wiedzy o Indiach, ciężko się połapac co i jak. Po przeczytaniu czuję niedosyt, bo autorka wybrała bardzo ciekawe tematy ( jak na przykład aranżowane małżeństwa, rosnący wpływ niedotykalnych, zbiorowy gwałt w Delhi i ruch obrony rzeki Narmada)ale mogła bardziej uporządkowac i rozwinąc.
Nowe Indie, gdzieś między świętą krową na błotnistej lub zapylonej ulicy i szklanymi domami, jak ze znanej nam rodzimej literatury. Joanna Irzabek zaprasza do Indii, gdzie po dość długim pobycie zostawiła przyjaciół i znajomych. Pokazali jej Indie z wielu skrajnie różnych stron. Ścieki i smętne uliczki slumsów, znajdujące się w samym centrum Mumbaju. Miejsca, które narodziły się nagle i nie pozwalają się zlikwidować, rządząc się swoimi zasadami i będąc doskonale zorganizowanym przedsiębiorstwem. To miejsce utylizacji niechcianych odpadów z całego świata. Gigantyczne przedsięwzięcie wzbogacające posiadaczy specjalistycznych warsztatów, którzy po opuszczeniu tegoż molocha zaszywają się w świecie szklanych domów, wyposażonych jak te w najbogatszych dzielnicach świata. Jakby po drugiej stronie – absolwenci IIT, indyjskiego odpowiednika Massachusetts Institutes of Technology, prowadzący szlachetne dyskusje i wymyślający nowe technologie, oprogramowania i „tratwy ratunkowe” dla nieprzewidzianych problemów, tj. jak „pluskwa milenijna”. Drapieżnie zmieniające się Indie, o wielkim potencjale ludzkim i inwestycyjnym.