Igor Brudny i Julia Zawadzka wyjeżdżają na Hel, żeby odetchnąć i rozpocząć wszystko od nowa. Nie podejrzewają, że na horyzoncie już zbierają się ciemne chmury.
Niedługo po ich przyjeździe we wraku jednego z polskich okrętów policja odkrywa zwłoki młodej kobiety. W dodatku zarówno Brudnego, jak i Zawadzką zaczepia tajemniczy mężczyzna, który chce opowiedzieć im o rozgrywającym się na półwyspie koszmarze. Obydwoje postanawiają zostawić śledztwo trójmiejskiej komendzie.
Szybko okazuje się, że morderca ma inne plany. W makabryczny sposób wciąga Brudnego do swojej chorej gry. Nadchodzi sztorm i nie wiadomo, czy ktokolwiek utrzyma się na powierzchni.
Były dziennikarz sportowy, a potem śledczy w „Gazecie Lubuskiej”. Absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego, studiujący również w Hiszpanii i USA. Kocha podróże i nowe wyzwania. Pasjonat sportu, podróży, geografii i historii. Wychowany na Stephenie Kingu, Grahamie Mastertonie, Connie Igguldenie i Bernardzie Cornwellu. Zadebiutował entuzjastycznie przyjętym thrillerem Kod Himmlera, następnie wykreował mroczny świat w ciężkiej gatunkowo Drodze do piekła. Najnowsza powieść – Radykalni. Terror, pierwsza część cyklu Radykalni – to thriller political fiction, podejmujący niezwykle trudny i kontrowersyjny temat radykalnego islamu. To książka o miłości, stracie, bólu i cierpieniu. I nienawiści, która często kwitnie powoli i niepostrzeżenie, ale zawsze prowadzi nas w otchłań zła.
Po serię sięgnęłam ze względu na lokalizację najnowszej części na Helu, gdzie spędziłam dzieciństwo. Z jednej strony liczyłam na porządny research, z drugiej właśnie tego się spodziewałam, czyli bardzo pobieżnego potraktowania tematu. Nikłe były szanse, żeby autorowi udało się dotrzeć do prawdziwych tajemnic, ale niektóre informacje są faktami historycznymi. Helskie legendy? Była jedna o ukrytych skarbach, ale takie legendy krążą po wielu polskich miastach, więc nie są czymś wyjątkowym. Bunkry i fortyfikacje to nie legendy a fakty. To, że jedynie część jest udostępniona dla zwiedzających, nie powinna dziwić. To, że nadal znajdowane są stare artefakty, również nie jest mitem. Autor podziękował w posłowiu jednemu lokalnemu rybakowi i "jednemu z tych pozytywnie zakręconych zapaleńców, u których w sezonie można kupić wszystko, od poniemieckich mundurów po rdzewiejące pepesze". Coś mało jak na solidny research. Pewnie dlatego opis Helu zamknął się w cytacie:
"Bo Hel to nie tylko piękne plaże, świeże ryby i kajty. Hel to coś więcej… [...] – Hel jest jak królestwo ogrodowego kreta – tłumaczył Koch. – Przeorano go tunelami wzdłuż i wszerz, a bunkry, które ze względu na strategiczne położenie półwyspu budowano od lat dwudziestych ubiegłego wieku, według ostrożnych szacunków liczą nawet kilkaset kilometrów. Nie starczyłoby życia, abym opowiedział wszystko, o czym się tu plotkuje. Poniemieckie skarby, rosyjskie eksperymenty, martwy las. [...] Przeciętny człowiek za wiele tu nie pokopie, bo w lasach jest mnóstwo terenów zamkniętych. I wcale nie dlatego, że wybudowano tam jakieś nowoczesne bazy czy choćby istotne z punktu widzenia obrony kraju radary. To znaczy takie też są, ale większość ogrodzonego obszaru nie ma z nimi nic wspólnego. Stare trepy po prostu przywłaszczyły sobie te tereny. Stworzyły sobie państwo w państwie." Gdyby autor nie zamieścił konkretnej nazwy "Hel", to po opisach nie domyśliłabym się co to za miejscowość, gdyż reszta to już licentia poetica. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... Tu na dobre wyszło historii kryminalnej. Wątek był dobrze poprowadzony i w moim odczuciu nowatorski. Z dziewięciu tomów czytałam trzy, więc osobiście nie przejadł mi się główny motyw serii dotyczący przeszłości Brudnego. Tempo, częstotliwość serwowania nowych tropów i wydarzeń utrzymały oczekiwany poziom napięcia, jak na thriller przystało. Finał nadal nieco sensacyjny, ale nie aż tak, jak w innych powieściach autora, co odbieram na plus. Mimo niedosytu spowodowanego słabym wykorzystaniem potencjału lokalizacji jak na razie ta powieść autora podobała mi się najbardziej. Cóż... pozostaje mi czekać, aż inny autor skusi się na historię np. Starego Helu, tzw. polskiej Atlantydy i legend z nim związanych...
Jestem wybitnie zawiedziona tą książką. Igor brudny kompletnie stracił pazur. Książka bez fabuły, zakończenie płytkie i oczywiste, śledztwo w ogóle nie istniejące, nawet opisy zbrodni były dość tandetne. Dowód na to, że co za dużo to nie zdrowo. Nie kupujesz kolejnej części, a szkoda bo to była najlepsza seria kryminalna polskiej literatury 🥲
Był w tej książce jeden moment, przy którym aż przeklnęłam pod nosem. Jeden. Dosłownie jeden 😅
Reszta niestety była dość nijaka. Mimo że morderca był kreowany na jakiegoś totalnego potwora, wszystko wyszło zaskakująco płasko i bez większych emocji.
Po „Fetyszu” naprawdę myślałam, że ta seria odzyskała swoje „to coś” z pierwszych tomów… ale chyba za szybko się ucieszyłam 🥲
Nie wiem, czy to kwestia niesamowicie sugestywnego pióra autora, czy po prostu złośliwość losu, ale czytaniu towarzyszyło mi bolesne zapalenie ucha. Dzięki temu mogłam łączyć się w bólu z głównym bohaterem, co uczyniło tę lekturę najbardziej realistyczną w moim życiu!
„Markiz” to już dziewiąty tom kultowej serii z komisarzem Igorem Brudnym. I choć to dopiero moje trzecie spotkanie z twórczością Przemysława Piotrowskiego, zdążyłam się już przekonać, dlaczego czytelnicy tracą dla niego głowę. Jego książki charakteryzują się brutalnością, surowym realizmem i tempem, które sprawia, że tętno zdecydowanie przyspiesza.
Wraz z Igorem i Julią Zawadzką wybieramy się na opustoszały po sezonie Hel. I choć to miejsce kojarzy się z wypoczynkiem i szumem fal, w wykonaniu autora zmienia się w prawdziwe „Hell”, bo w świecie Brudnego spokój to pojęcie nieznane. Cel ich wyjazdu szybko z prywatnego zmienia się w służbowy, gdy Igor zostaje wciągnięty w makabryczną rozgrywkę, w której trup ściele się gęsto. A wkrótce sprawa znów nabiera osobistego charakteru, gdy zagrożone są osoby, na którym bohaterowi najbardziej zależy.
Hel odsłania przed nami wiele twarzy. Nie tylko to, co skrywają podziemne bunkry, ale przede wszystkim to, co siedzi w ludziach. Zawsze znajdzie się ktoś, komu wydaje się, że stoi ponad prawem, a w tak małej, hermetycznej społeczności od lat funkcjonują układy skrywające większe i mniejsze brudy. Autorowi udało się zgromadzić na tym skrawku lądu indywidua, o których trudno zapomnieć, oraz opisać zbrodnie, których obrazy zostają pod powiekami na bardzo długo. To jest czyste, psychopatyczne zło.
Ciekawym wątkiem jest postać pisarza Ossowskiego, bogatego, oślizgłego typa, który budzi niechęć nie tylko w Brudnym, ale daje też do myślenia czytelnikowi. Czy autor poprzez tę postać chce nam powiedzieć coś o literackim świecie? Nigdy przecież nie wiemy, kim prywatnie są ludzie, których książki czytamy...
Ta część to mocna rzecz dla osób o silnych nerwach i… żołądkach. Mrok jest w niej niemal namacalny, a brutalne sceny i nagłe zwroty akcji budują stałe napięcie. Ta świetnie dopracowana, mroczna fabuła naprawdę zasługuje na docenienie, a dosadny i bezkompromisowy styl autora totalnie do mnie trafił.
Co tu mówić, to się po prostu dobrze czyta, a serce się zatrzymało tam, gdzie miało się zatrzymać, a q..wy i inne takie poleciały wtedy, kiedy miały polecieć🤭
Nooo stary dobry Brudny w formie! Miało być sielankowo...a wyszło jak zwykle! Historia meega wciągająca. Końcówka czytana na bezdechu! Uwielbiam i czekam na więcej!
Po kilku miesiącach z tej książki będę pamiętała okładkę i to, że główny bohater calusieńką książkę miał zapalenie ucha, z którego wygrzebywał wydzielinę. Raczej nie o to chodzi w kryminale 😆
Jak już wspominałem przy okazji „Fetyszu”, Przemysław Piotrowski pisze powieści cholernie brutalne. Nie oszczędza swoich bohaterów, a zwyrodnienie jego literackich morderców grubo wykracza poza rynkową średnią. Z tego powodu po każdej jego książce potrzebuję kilku tygodni i stosu lekkich czytadeł, żeby dojść do siebie. Tym razem ten okres kwarantanny uległ skróceniu – nie dlatego, że aż tak zatęskniłem za Igorem Brudnym, ale dlatego, że dostałem w prezencie „Markiza” w obłędnym wydaniu kolekcjonerskim z barwionymi brzegami. I z miejsca przepadłem.
„Polski Harry Hole” wraca w wielkim stylu. Pod koniec „Fetyszu” autor wysłał Brudnego i Julkę Zawadzką na zasłużony reset nad polskie morze. Para gliniarzy zeszła się ponownie, a wyjazd na Hel miał być szansą na nadrobienie straconego czasu. Przy okazji Julka miała przejść w tamtejszej klinice operację plastyczną, by pozbyć się szpecących blizn na twarzy.
Zarys fabuły: Pocztówka z piekła
Brudny i Zawadzka meldują się na Helu z planem na święty spokój. Nie podejrzewają jednak, że nad półwyspem już zbierają się czarne chmury. Chwilę po ich przyjeździe, we wraku jednego z okrętów, policja zabezpiecza zmasakrowane ciało młodej kobiety. Ofiara jest potwornie okaleczona. Morderca, niczym psychopatyczny artysta, ewidentnie delektuje się swoim „dziełem”. Zero afektu, czysta premedytacja zaplanowana w najdrobniejszych detalach.
W pierwszej kolejności podejrzenie pada na Sambora Buchenwalda – faceta, który właśnie opuścił celę po odsiadce za zamordowanie własnej córki, Wandy. Podobieństwo do tamtej zbrodni sprzed lat po prostu poraża.
Wkrótce potem z Brudnym i Zawadzką kontaktuje się tajemniczy mężczyzna, desperacko próbując opowiedzieć o koszmarze, który rozgrywa się w cieniu helskich lasów. Żadne z nich nie chce się w to pakować – śledztwo ma prowadzić trójmiejska komenda. Brudny jest poza swoją jurysdykcją, jest tu prywatnie, więc sprawa go nie dotyczy. Morderca ma jednak zupełnie inne plany.
Sława Igora zdecydowanie go wyprzedza. Samo pojawienie się zielonogórskiego nadkomisarza na Helu działa na sprawcę jak płachta na byka – postanawia rzucić mu rękawicę. Przy kolejnej ofierze zostawia dla Brudnego wiadomość, wobec której ten nie może przejść obojętnie. Julka trafia więc do kliniki piękna, a Igor – do zespołu śledczych. Oczywiście na własnych, bezkompromisowych zasadach.
Moje wrażenia: Najlepszy Brudny od lat!
To jest książka z gatunku tych, które hipnotyzują i nie pozwalają się odłożyć choćby na minutę. Piotrowski przyzwyczaił swoich fanów do tego, że z każdym tomem podnosi poprzeczkę i ucieka od utartych schematów. „Markiz” to nie tylko genialnie skrojona intryga z twistami, które łamią kark, ale też niesamowicie dojrzała opowieść o traumie, krwawej zemście i granicach moralnych, po których przekroczeniu nie ma już powrotu.
Wybór Mierzei Helskiej na miejsce akcji to strzał w dziesiątkę. Z jednej strony to klaustrofobiczny skrawek lądu odcięty z trzech stron morzem, z drugiej – autor dał wreszcie odetchnąć mieszkańcom Zielonej Góry (bo ileż trupów może spaść na jedno miasto?). Malowniczy Hel, potworne zabójstwa, bohaterowie, z których każdy ma coś za uszami, i wyjątkowo bezwzględny antagonista. Piotrowski doskonale wie, że klaustrofobia to najlepsza kumpela horroru. Nie ma dokąd uciec: jest tylko morze, tnący wiatr i zamknięta społeczność, w której wojsko strzeże swoich sekretów, a policja i mafia siedzą przy sąsiednich stolikach w knajpie.
Akcja pędzi jak szalona, zalewając nas potokiem brutalnych, krwawych scen. Autor tradycyjnie nie oszczędza naszych żołądków. Co ważne, ta brutalność nie jest tu tanią dekoracją – to kluczowa informacja o naturze sprawcy.
Tytułowy Markiz to jeden z najlepiej napisanych czarnych charakterów w całej serii. Nie zabija dla samego aktu przemocy. Robi to dla spektaklu, poczucia absolutnej kontroli i psychologicznej dominacji. Piotrowski po raz kolejny udowadnia, że potrafi stworzyć potwora, który budzi autentyczny niepokój nie tylko tym, co robi, ale przede wszystkim tym, jak funkcjonuje jego chory umysł.
Dla mnie to absolutny top tej serii. Autor wyrwał swojego bohatera ze znanej, bezpiecznej strefy komfortu, wrzucił w bałtycką mgłę i kazał walczyć z kimś, kto jest równie inteligentny, co pozbawiony skrupułów. Wyszedł z tego kryminał totalny.
Polecam gorąco – i ten tom, i całą serię od początku. Sięgajcie po Brudnego, kiedy macie ochotę na thriller, który nie bawi się w owijanie w bawełnę. Piotrowski zawsze serwuje prawdę prosto w oczy. Tylko niekoniecznie taką, jaką chcielibyście usłyszeć.
Czy koszmary mogą mieć twarz? Lubisz zagłębiać się w umysły m0rderców?
Sięgając po „Markiza”, czyli dziewiąty tom serii o Igorze Brudnym autorstwa Przemysława Piotrowskiego, spodziewałam się mocnego kryminału. Jednak już od pierwszych stron poczułam, że ta historia niesie ze sobą coś więcej niż tylko kolejną brutalną sprawę do rozwiązania. To opowieść o złu, które nie zawsze krzyczy - czasem jest ciche, metodyczne i skryte pod maską normalności.
Tym razem Igor Brudny i Julia Zawadzka próbują zrobić coś, co w ich życiu wydaje się wręcz niemożliwe - odpocząć. Wyjeżdżają na Hel, chcąc zostawić za sobą przeszłość i choć na chwilę złapać oddech. I nawet zaczynałam wierzyć, że chwila oddechu jest im dana. Jednak jeśli znasz tę serię, to wiesz doskonale, że spokój w świecie Brudnego trwa bardzo krótko.
We wraku jednego z okrętów zostaje odnalezione ciało młodej kobiety, a wraz z nim pojawia się ktoś, kto zaczyna snuć historię o koszmarze dziejącym się na półwyspie. Brudny i Zawadzka próbują trzymać się z dala od sprawy, zostawiając ją policji z Trójmiasta. Problem w tym, że morderca ma zupełnie inne plany I w tym momencie zaczyna się prawdziwa gra.
Gra, w której zasady ustala ktoś, kto doskonale wie, jak manipulować ludźmi. Ktoś, kto nie zabija tylko dla samego aktu przemocy, ale dla spektaklu, kontroli i psychologicznej dominacji. Autor ponownie udowadnia, że potrafi stworzyć antagonistę, który budzi niepokój nie tylko tym, co robi, ale przede wszystkim tym, jak myśli. Czytając „Markiza” miałam wrażenie, że napięcie narasta z rozdziału na rozdział jak nadciągający sztorm nad Bałtykiem. Najpierw czułam lekki niepokój, potem zrobiło się duszno, a w końcu nadszedł moment, w którym wszystko wybuchło z pełną siłą.
To, co szczególnie mocno mnie uderzyło w tej części, to emocjonalny ciężar historii. Autor nie oszczędza bohaterów - ani fizycznie, ani psychicznie. Są momenty, w których naprawdę czułam złość, niedowierzanie i napięcie tak duże, że trudno było odłożyć książkę choćby na chwilę.
Oczywiście nie brakuje schematów charakterystycznych dla tej serii. Brudny nadal przyciąga chaos jak magnes, a jego życie przypomina nieustanne pole minowe. Ale paradoksalnie to właśnie jest częścią uroku tej historii. Bo kiedy sięgasz po kolejną część, wiesz, że dostaniesz intensywną, brutalną i emocjonalną jazdę bez trzymanki.
Czy „Markiz” jest najlepszą częścią całej serii? Myślę, że dla wielu czytelników może być jedną z mocniejszych. Szczególnie jeśli ktoś lubi kryminały, w których oprócz śledztwa liczy się też psychologiczna gra między bohaterem a przeciwnikiem. Ja podczas lektury kilka razy łapałam się na tym, że myślałam „Nie… autor tego chyba nie zrobi”. A jednak robił. I właśnie dlatego tak trudno było mi się oderwać od tej historii.
"Ciemność była nieprzenikniona. Miał wrażenie, że pływa w niej jak w smole. Niczym nieznana nauce istota z najgłębszych czeluści oceanów. Nie mógł ocenić, czy porusza się do góry, czy w dół, w lewo czy w prawo. Nie widział swoich kończyn, choć wydawało mu się, że może nimi poruszać. Był jak duch. Bezbarwny i prze- zroczysty. Czy tak wygląda śmierć? Tak, pomyślał. Umarłem. Przed laty, gdy na głowę runęły mu mury sierocińca, też długo błąkał się w mroku, nie mogąc znaleźć wyjścia. Też nie czuł bólu, zmęczenia ani głodu. Nie czuł nic."
Och ten Brudny... Gdzie się nie pojawi, tam staje się gwiazdą. I to nie tylko z powodu jego popularności medialnej, również wśród morderców wzbudza nadzwyczajną ciekawość. Jest dla nich wyzwaniem, godnym (w ich mniemaniu) rywalem. Tak, to zdecydowanie jest przerysowane.
Czy może nas zdziwić kolejna krwawa korespondencja o treści "chcę Brudnego"? Chyba już nie. On po prostu nie może pojechać na urlop i nie znaleźć się w centrum wydarzeń. Ale jak już się w nich znajdzie to klękajcie narody! Czy ironizuję? Trochę tak, ale przyznam jednocześnie, że moje już dziewiąte spotkanie z Igorem i Julią okazała się bardzo udane.
Początkowo obawiałam się, że Julia znowu pójdzie w odstawkę mimo, że na Hel pojechali właśnie z jej powodu. Jednak ostatecznie Igor okazał się zdecydowanie bardziej uczuciowy i troskliwy.
Co do zagadki kryminalnej - mamy tutaj dobrze skonstruowany suspens, który łączy ze sobą teraźniejszość z przeszłością. Ambicja i obsesja stanowią podstawę do stworzenia postaci nadzwyczajnie egocentrycznej z kompleksem mesjasza, który uważa, że może być jeszcze lepszy niż pierwowzór. Pragnie być zapamiętany, pragnie istnieć na kartach historii już zawsze.
Autor sięgnął tutaj po scenariusz w którym nie jest trudno domyślić się kim jest bestia w masce, lecz nie zmniejsza to frajdy i satysfakcji z odkrywania okoliczności i motywów działania. Myślę, że to będzie jedna z tych lepszych części serii i mam nadzieję, że to co spotkało Julię jeszcze bardziej ich do siebie przywiąże. Igor nie spie*dol tego!
„Markiz”, dziewiąty tom serii o Igorze Brudnym, to powrót Piotrowskiego w najlepszym, najbrutalniejszym wydaniu. Autor po raz kolejny udowadnia, że potrafi stworzyć thriller, od którego trudno się oderwać – gęsty od mroku, pełen mocnych scen i emocji, a jednocześnie świetnie skonstruowany fabularnie.
Piotrowski po raz kolejny uderza w to, co stanowi znak rozpoznawczy serii: brutalność, ciężki klimat i silną warstwę psychologiczną. To nie jest kryminał dla wrażliwych – opisy zbrodni i okrucieństwa są sugestywne, niekiedy wręcz szokujące, co potwierdzają także recenzje czytelników, którzy określają je jako „paskudne, ale świetnie działające na wyobraźnię”. Jednocześnie jednak autor znakomicie balansuje te elementy żywymi dialogami, mocnym językiem i dynamiką akcji. Wszystko pędzi tu do przodu: sztorm nadciąga nie tylko nad Hel, ale i nad życie bohaterów. W tej części stawka jest wyjątkowo osobista – przeciwnik uderza w to, co dla Brudnego najważniejsze, a czytelnik instynktownie czuje ciężar zagrożenia. I właśnie w tym tkwi siła powieści: mimo że Brudny to twardziel, który przeszedł już piekło, Piotrowski potrafi sprawić, że znów drżymy o jego losy. „Markiz” prezentuje również solidne tło obyczajowo‑śledcze. Wątki policyjne są prowadzone klarownie, a lokalizacja – Hel oraz okolice Trójmiasta – tworzy duszną, klaustrofobiczną atmosferę idealnie pasującą do opowieści. Autor nie odpuszcza też bogatego psychologicznego portretowania bohaterów, co doceniają liczne opinie podkreślające wysoki, stabilny poziom całej serii. Jeśli ktoś wcześniej pokochał cykl o Igorze Brudnym, „Markiz” absolutnie spełni jego oczekiwania. To książka intensywna, brutalna, mroczna – i właśnie taka, jakiej oczekują fani. A jeśli ktoś dopiero zaczyna przygodę z serią, powinien liczyć się z tym, że Piotrowski nie uznaje półśrodków. Tu wszystko jest „na twardo”: zbrodnia, motywacje, dialogi, emocje.
Igor Brudny is Back i to jak! Kolejna odsłona cyklu, która przesycona jest napięciem, psychologiczną grą i brutalnością, a to wszystko w nadmorskiej scenerii, która tylko podbudowuje towarzyszący powieści niepokój.
Początek „Markiza” nie zapowiada nadciągającej katastrofy, a wręcz przeciwnie, bo jest spokojnie a Julia i Igor odcinając się od przeszłości liczą na nowy start. Jednak znając ich wcześniejsze losy, można się domyślić, że to wszystko to nic innego jak cisza przed burzą. Odnalezienie ciała młodej kobiety sprawia, że cała iluzja spokoju nagle znika. Tytułowy Markiz wciąga w swoją chorą grę Budnego, a ten pozostaje sobą, czyli niejednoznacznym, twardym facetem z całą furą gniewu jako bagaż. Gra stare się czymś w rodzaju psychologicznych szachów, gdzie tytułowy bohater próbuje złamać psychikę Igora.
Postać Markiza przypominała mi największych złoli, jakich w literaturze napotkałam, ponieważ nie jest to klasyczny brutal, to człowiek inteligentny, znakomity manipulator i planuje wszystko na wielu poziomach.
Jeśli jest coś, co zawsze robi książce dobrze, to zdecydowanie klaustrofobiczna atmosfera, bo gdy w tle nadciąga sztorm, czuć chłód morza, a do tego w tle opustoszały półwysep i wraki to trudno nie poczuć nieprzyjemnej izolacji. Autor niezmiennie dla siebie dobrze operuje napięciem, wykorzystując Hel jako plansze do chorej gry swoich bohaterów.
Historia jest niezwykle dynamiczna i intensywna, gdzie namacalnie czuć jak całe napięcie rośnie. Niezmiennie doceniam, że Piotrowski nie zaniedbuje psychologicznych aspektów książek kosztem brutalności. Mogę z czystym sumieniem przyznać, że z dotychczasowych powieści autora to właśnie postać Markiza jest TOPem złoli i potrafi wzbudzać prawdziwy niepokój. Polecajka, czytajta i zachwycajta się…
„Markiz” @przemyslawpiotrowski współpraca reklamowa @wydawnictwoczarnaowca to 9(!) tom z serii z Igorem Brudnym.
Jestem fanką tej serii, tej postaci, jak i samego autora. Tu po prostu wszystko do siebie pasuje i nie wyobrażam sobie mojego czytelniczego życia, bez książek Pana Piotrowskiego!
Ale, żeby nie było za kolorowo to muszę przyznać, że ta część, choć mocno brutalna( ja zawsze) dosadnie opisana, nie wywołała we mnie ciarek, jak pozostałe. Czy się uodporniłam? Być może. Czy przez to oceniam ją gorzej niż pozostałe? Zdecydowanie nie.
To nadal ten sam Brudny, którego kłopoty kochają, a on rozjeżdża je jak walec. I po drodze oczywiście mierzy się z wielkimi trudnościami, ale zawsze wychodzi z tego cało (no może nie zawsze, tak do końca cało 🤭).
„Markiz”, przedstawia nam kolejną doskonałą historię kryminalną. Moje przypuszczenia co do mordercy okazały się nie trafne, ale gdzieś po drodze myślałam o kimś , jednak porzuciłam te myśli, a mogłam tego nie robić 🙈🤦♀️ wtedy bym odgadła 😆
Jak przystało na tę serię, autor zabiera Nas w różne zakątki Polski. Tym razem trafiamy na Hel. O ile kojarzył mi się on z wakacjami i odpoczynkiem, tak po lekturze moje wspomnienia zostały nieco zmodyfikowane . W tej historii jest to miejsce mroczne i niepokojące, a mieszkańcy nie wydają się przyjaźni. Co nadaje powieści fajnego thrillerowego vibe’u.
Niektórzy piszą, że chyba wszystko zostało już w tej serii powiedziane i można ją zakończyć. Ale ja nie probsuje tego pomysłu i czekam na kolejnego Brudnego, a wiem że taki dzień na pewno nadejdzie 😁
Czy zło potrzebuje maski czy wystarczy mu nazwisko, które brzmi jak legenda?
Markiz to historia, która nie tyle opowiada o zbrodni, co ją celebruje. W sposób chłodny, precyzyjny i niepokojąco wyrafinowany. Już sam tytuł niesie skojarzenia z postacią markiza de Sade — symbolem wynaturzonej wolności, przekraczania granic i fascynacji cierpieniem. Hel, zamiast być miejscem odpoczynku, staje się sceną teatru, w którym ktoś reżyseruje ból z niemal artystyczną precyzją.
Fabuła rozwija się jak dobrze zaplanowany rytuał. Nie ma tu przypadków — są tylko kolejne kroki prowadzące do czegoś większego, bardziej przerażającego. Autor nie śpieszy się z odpowiedziami, zamiast tego buduje napięcie poprzez atmosferę i poczucie, że ktoś cały czas jest o krok przed wszystkimi. Miejsce akcji odgrywa tu kluczową rolę. Zimne, wilgotne przestrzenie, zamknięte tunele i odcięcie od świata potęgują wrażenie osaczenia.
Najmocniej uderza jednak warstwa psychologiczna. To opowieść o kontroli, obsesji i granicach, które przestają istnieć, gdy ktoś zaczyna traktować innych ludzi jak element własnej wizji. Zło w nie jest chaotyczne. Ono ma strukturę, sens, a nawet estetykę. Bohaterowie poruszają się w tej rzeczywistości jak pionki, próbując zrozumieć reguły gry, w której stawką nie jest tylko życie, ale coś znacznie bardziej osobistego.
Markiz to historia, która nie szuka akceptacji czytelnika, nie łagodzi przekazu i nie daje komfortu. Zamiast tego prowadzi w miejsca, gdzie moralność przestaje być oczywista, a granice człowieczeństwa zaczynają się zacierać. Być może właśnie dlatego działa tak skutecznie, bo nie pozwala odwrócić wzroku.
„Markiz” to już dziewiąty tom cyklu. Z przyjemnością wracam do tej serii i bohaterów. Odnajduje dużą przyjemność w lekturze mimo, że nie zawsze autor opisuje przyjemne rzeczy.
Julka i Igor wybierają się na Hel. Tym razem do tego miejsca nie przyciągnęła ich zbrodnia tylko pobyt Julki w specjalistycznej klinice zajmującej się bliznami. A dokładniej ich pozbywaniem się. Oczywiście tych dwoje nie może spędzić urlopu spokojnie, gdyż w miejscu gdzie się znajdują dochodzi do morderstwa, a zabójca wyraźnie zaprasza do zabawy Igora Brudnego oznajmiając mu to pisząc wiadomość na ciele ofiary… Jak tym razem potoczy się śledztwo i czy morderca zostanie złapany?
Od początku ten tom wciągnął mnie bez reszty. Część fabularna interesowała mnie tak samo jak ta kryminalna. Bardzo lubię Julkę i Igora i od początku mocno im kibicuję. Jeśli chodzi o samo śledztwo autor trzyma nas mocno w napięciu. Co prawda zaczęłam się domyślać trochę rozwiązania całej zagadki, ale to i tak nie popsuło mi przyjemności z czytania. Zakończenie było taką kulminacją napięcia, że nie sposób się było oderwać. Faktem jest, że te kolejne tomy serii są już dość przewidywalne, a sam Brudny nie dość że jest wręcz niezniszczalny to dodatkowo nieskazitelny. Jednak mnie to jakoś nie przeszkadza. Mogłabym się przyczepić do kilku scen, jednak mi się to wszystko składa na ciekawą i wciągającą całość. Ta seria to jedna z tych co mogłaby się nigdy nie kończyć i zawsze po nią z ciekawością chwycę.
9 tom z nadkomisarzem Brudnym w roli głównej i nadal nie mam dość.
Bardzo cieszy mnie, że w końcu autor pozwolił Brudnemu „dorosnąć”. Nasz nadkomisarz może być nadal świetnym śledczym, a przy tym mieć szczęśliwy związek oraz przepracowane traumy. Markiz jest tego najlepszym przykładem.
Ponadto Brudny nie musi działać sam. Jak sam wspomina, Julka i Mściwój przygotowują teren, a on niczym miotła, wymiata z niego wszelkiej maści kryminalistów. I ten nowy układ bardzo mi się podoba. Niech Igor Brudny będzie tajną bronią na najgroźniejszych psychopatów, ale może też być członkiem zespołu, a nie jednoosobową armią.
Kolejny plus dla autora za zmianę miejsca akcji. Mam ogromny szacunek dla Przemysława Piotrowskiego, że nie pisze tomów Brudnego od sztancy, tylko za każdym razem chce wpuścić powiew świeżości oraz wgryźć się w lokalną historię oraz losy mieszkańców miejsca, do którego los zaprowadzi nadkomisarza.
Nie była to najbardziej emocjonująca część serii, ale w jednym momencie zabiło mi mocniej serce i autentycznie bałem się o nadkomisarza oraz Julkę. Zagadka kryminalna była ciekawa, ale nie był to poziom chociażby Smolarza. Mógłbym rzec, że na tle serii to był taki najbardziej „spokojny” kryminał niż miks grozy, horroru, makabry, sensacji i kryminału.
Niemniej, Brudny to już marka na naszym rynku wydawniczym i ja niezmiennie ją polecam.
Są serie o których cokolwiek byśmy nie powiedzieli to byłoby za mało 🔥 Są bohaterowie o których powiedzielibyśmy cokolwiek, a i tak nie opisaloby ich to w pełni🔥
Seria o Igorze Brudnym to moje odkrycie roku. Niepewnie w styczniu włączyłam pierwszy tom w audio. Później drugi i trzeci... I przepadłam🖤
Są tomy lepsze i gorsze, ale wszystkie utrzymujące się na poziomie 4,5 i 5⭐
Do tej pory numer 1 był "Smolarz", aż tu nagle pojawia się ON- zło pod maską - Markiz🔥
W moim odczuciu, najbardziej brutalna i najbardziej przejmująca. Trzymała za gardło swoją intensywnością i nie chciała puścić do ostatniej strony🔥
Siedziałam jak na igłach, brzydzilam się, zakrywałam oczy, trzymałam kciuki, uśmiechałam się i chciałam rzucić książką o ścianę. A ktoś by powiedział: Kaśka, to tylko książka, skąd te emocje! Nie, moi drodzy, to nie tylko książka. To historia, która trafia w najgłębsze zakamarki serca🔥 Nie mogłam się oderwać... A gdy dotarłam do ostatniej strony ze smutkiem zamknęłam książkę, bo nie chciałam żeby to był koniec.
Czytajcie! Nie wahajcie się! Zresztą całą serię nadróbcie jeśli nie znacie🔥🖤
Można "Markiza" czytać niezależnie od całej serii, ale po co odbierać sobie tę przyjemność?🤭
Naprawdę nie wiem, co takiego robi z moim umysłem Igor Brudny (oraz jego twórca), że każda historia z udziałem zielonogórskiego komisarza jest tak wciągająca.
Zbr*dnia goni Igora. Czy to w Zielonej Górze, czy w górach, czy tak jak w “Markizie”- klimaty nadmorskie nie pozwalają policjantowi odetchnąć. Nawet jeśli Igor wraz z Julią pojawiają się na Helu w celach prywatnych, trup ściele się gęsto, a od niektórych opisów naprawdę może zrobić się niedobrze.
Czy słynny helski pisarz ma coś wspólnego z okropnymi z@bójstwami? Jego postać jest tak odpychająca, że po ledwie kilku zdaniach od wprowadzenia miałam ochotę wejść między karty powieści tylko po to, by pyszałkowatemu autorowi pokazać, gdzie jego miejsce.
Piotrowski jak zwykle nie uznaje półśrodków. Jest mocno, jest brutalnie. Ale przede wszystkimi jest z pomysłem. Możnaby pomyśleć, że po tylu częściach do serii zacznie wkradać się powtarzalność i sztampa, ale w “Markizie” tego nie doświadczymy. Rozwój relacji z Julią, nieporozumienia z helskimi policjantami, morski, lecz deszczowy i brudny klimat - to wszystko jest świeże i to najbardziej mnie cieszyło podczas lektury. Nie wiem, kiedy minęły te trzy godziny czytania, ale byłam szczerze zdziwiona, gdy dotarłam do ostatniej strony. I trochę smutna, że znowu trzeba czekać.
„Markiz” to kolejna odsłona losów nadkomisarza Brudnego i o ile sama postać Igora z biegiem kolejnych tomów zmienia się i ewoluuje o tyle klimat powieści niewątpliwie pozostaje taki sam. Jest intensywnie, brutalnie, duszno i nie brakuje emocji, co wielu czytelnikom o słabszych nerwach na pewno nie przypadnie do gustu, a fani stylu autora jak zwykle się nie zawiodą. Co więcej, Piotrowski jest dla mnie mistrzem budowania napięcia - chłop nie zwalnie tempa i od czasu do czasu regularnie podnosi sobie poprzeczke, poza tym uwielbiam w jego książkach to, że pomimo tematyki i dosyć mocnych opisów jego styl sprawia, że historie czyta się z lekkością. Kiedyś w którejś z recenzji napisałam, że bardzo chciałabym wiedzieć czym on się inspiruje, ale z każdym kolejnym tytułem dochodzę do wniosku, że chyba jednak nie chcę 🤣, a kiedy wydaje mi się, że już brutalniej i „dziwniej” być nie może Przemek udowania, że jestem w błędzie.
„Markiz” to świetna kontynuacja serii, która w mojej opinii powinna być must read każdego fana gatunku i pomimo wielu absurdalnych sytuacji i zbiegów okoliczności, o których często przy recenzjach tej serii wspominam, to czyta mi się ją świetnie. Można zarzucać Piotrowskiemu, że stworzył nieśmiertelnego cyborga, a Brudny jest Chuckiem Norrisiem polskiego kryminału, ale wiecie co? Mam to w dup.ie, bo przy każdej z kolejnych części doskonale się bawię, a do bohaterów wracam jak do długo niewidzianych przyjaciół.
„Markiz” to kolejny w dorobku autora bezkompromisowy i brutalny kryminał dla czytelników o mocnych nerwach, lubujących się w mrocznych historiach, którzy nie wzdrygają się na widok krwi. Gdybym miała podsumować go jedynie dwoma słowami byłoby to - przerażająco fantastyczny.
Igor Brudny to zdecydowanie mój ulubiony bohater literacki. Przez osiem tomów byłam jego największą fanką, choć w prawdziwym życiu raczej nie przepadam za takimi egoistycznymi draniami. Jednak w książce, w roli podkomisarza taki charakter sprawdza się idealnie.
Niestety przy 9 tomie trochę się zawiodłam. Sam klimat nad morzem był ciekawy — można nawet podpiąć książkę pod wyzwania czytelnicze typu „bohater w podróży”. Coś co powiedziałam po skończeniu książki do mojego męża: Na Helu naprawdę często mocno wieje, a mnie ta historia nie porwała.
Sam pomysł, że Igor Brudny ma złapać mordercę inspirującego się książkami pewnego autora, wydał mi się dość dziwny i momentami przekombinowany. Najciekawsze w tym wszystkim było właściwie pytanie: kto tu naprawdę kogo inspiruje? Czy morderca wzoruje się na książkach, czy może autor czerpie pomysły z prawdziwych zbrodni? (Ja już wiem, ale oczywiście spojlerować nikomu nie chce)
Cieszę się miłością Igora, ale zaślepiony uczuciami albo zmęczony kolejnym morderstwem Igor Brudny stracił pazur. Chciałabym dać wiekszą ocenę, ale nie mogę..
Już od pierwszych stron książki zostajemy wciągnięci w mocną historię, która sprawia, że nie wiesz co masz myśleć. Wiele wątków, które jednocześnie łączą się i nijak do siebie nie pasują, sprawiają, że nie mogłam oderwać się od niej. To jak jednocześnie wszystko tutaj ma sens i się ze soba łączy, jest zwykłym mistrzostwem. Naprawdę jeden z lepszych kryminałów!
A jeśli chodzi o postać samego Brudnego to aż miło patrzeć na jego przemianę bohatera od pierwszej powieści. Dalej jest tym twardym, zimnym i nieustraszonym policjantem, a jednocześnie kochającym partnerem, który jest gotów zabić, aby jego Julii nie spadł włos z głowy. Takiego nadkomisarza Brudnego lubię najbardziej.
Coraz większa sympatia pałam też do Mściwoja, który jest skutecznym policjantem, dobrym człowiekiem i najlepszym przyjacielem na jakiego Igor i Julka mogli zasłużyć.
Nie mogę się doczekać kontynuacji tej serii, a znając Piotrowskiego na 10 część przeszukuje coś fenomenalnego.
W przypadku Igora Brudnego nawet urlop z partnerką kończy się śledztwem i pogonią za brutalnym mordercą. Tym razem zło dociera na Hel i jeśli ta nadmorska miejscowość przywodzi Wam na myśl szum fal, słońce, letnią błogość i zapach gofrów, to nie uświadczycie tego u Piotrowskiego. W przypadku "Markiza" Hel zmienia się w miejsce z piekła rodem. Pełne tajemnic, skąpane w listopadowym mroku, z szalejącym na morzu sztormem, który nie zwiastuje niczego dobrego.
Seria o komisarzu Brudnym chyba nigdy mi się nie znudzi i chociaż niektóre odsłony podobają mi się bardziej, a inne nieco mniej, to zawsze będę ją polecać fanom gatunku, bo od lat trzyma poziom.
"Markiza", jak i również wszystkie książki z tego cyklu, doceniam za to, że autor niczego nie ugrzecznia i nie wygładza. Przemysław Piotrowski pokazuje zbrodnie taką jaka ona naprawdę jest-krwawa, brutalna, bezlitosna, często przepełniona bezsensownym okrucieństwem. Ktoś mógłby powiedzieć, że tak szczegółowe opisy są niepotrzebne, ale to one właśnie nadają historii tego brudnego, mrocznego klimatu i pozwalają zagłębić się w chory umysł mordercy. Nie ma większego potwora niż człowiek i "Markiz" to udowadnia.
Ostatnia część książki i tożsamość mordercy były dla mnie dość przewidywalne. Może dlatego, że taki dobry ze mnie detektyw, a może z powodu tego, że trochę już poznałam tok rozumowania autora i jego schemat budowania historii. Nie zmienia to jednak faktu, że bawiłam się bardzo dobrze i z niecierpliwością będę czekać na kolejne śledztwa Igora Brudnego.
Brutalne i przewidywalne - bo jak sądzicie, kto będzie ostatnią ofiarą sadysty? Tak, dokładnie, to dla niej Brudny zrobi wszystko. Czyta się łatwo i szybko, a omijając opisy wymyślnych tortur - jeszcze szybciej. Niezrozumiały jest dla mnie wątek zapalenia ucha komisarza, nic nie wnosi, więc po co pisać o woskowinie? Epilog zapowiada część dziesiątą, ale może warto by było już Igorowi odpuścić. Na koniec cytat: "O sprawie ... pisano w mediach poza Polską (...). Przeminęła jak tsunami w Indonezji, rzezie w Darfurze czy powtarzające się hybrydowe ataki Rosji (...). Odbiorcy znudzili się równie szybko, jak każdym z powyższych, bo natłok informacji przykrywał kolejne epidemie, katastrofy, masakry i mordy (...) Ludzi nie ruszało już praktycznie nic i to w ocenie Brudnego było najgorszym świadectwem powolnego upadku naszej cywilizacji." (s.336). I właściwie tyle zostanie mi w pamięci po lekturze.
Bez dwóch zdań rewelacyjny ciąg dalszy przygód Igora Brudnego. Wartka akcja, wszechobecne poczucie zagrożenia i niepokoju oraz świetna ekspozycja głównych bohaterów. Do tego zmiana lokalizacji na okolice morza i przedwojennych bunkrów dodatkowo dodała historii smaku. To chyba jedna z niewielu serii kryminalnych, która przy 9 tomie trzyma poziom, a nawet potrafi zaskoczyć czy wzbudzić w czytelniku emocje. Zwłaszcza kiedy obserwujemy jak Igor Brudny zmienia się wewnętrznie pod wpływem Julki i jak z kompletnie wyniszczonego, obojętnego twardziela zmienia się w istotę, która jak się okazuje potrafi czuć i kochać. A to czyni go jeszcze bardziej bezwzględnym, gdy w grę wchodzi jej bezpieczeństwo.