Romans mafijny autorki powieści Król południa z motywem age gap.
Bailey dorasta w cieniu tragedii – po stracie rodziców jej życie wypełniają bieda, strach i nieustanna walka o przetrwanie. Mimo trudności trzyma się jedynej osoby, która nigdy jej nie opuszcza – przyjaciółki. Może na nią liczyć w każdej chwili.
Jedna noc, jedna decyzja i jedno spotkanie wystarczą, by znany jej świat przestał istnieć. W dniu dwudziestych pierwszych urodzin Bailey pozwala uwieść się nieznajomemu mężczyźnie, a skutkiem upojnej nocy okazuje się ciąża.
Wkrótce wychodzi na jaw, że ojcem dziecka jest trzydziestoczteroletni Greyson Cole Arden, boss Umbry, bezwzględnej organizacji, przed którą drży całe Las Vegas. A Bailey wie, że ludzie tacy jak on nie lubią niespodzianek.
Dziewczyna zostaje wciągnięta w rzeczywistość pełną tajemnic, przemocy i zasad niezrozumiałych, lecz dających szybką lekcję, że w tym świecie nie ma miejsca na słabość.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
3,5⭐️ Początek był dla mnie słaby, fabuła taka nijaka i oklepana. Ale im dalej w las tym bardziej mnie wciągnęło. Pomijając całe otoczenie i główny punkt wokół którego kręci się fabuła, podoba mi się relacja głównych bohaterów. To ona podnosi moją ocenę tej książki. Dobry romans mają:)
To było po prostu…poprawne. Trochę dziwna ta mafia, nie do końca w moim stylu, ale rozumiem, ze taki zamysł miała autorka. O dziwo bardziej polubiłam Bailey niż Greysona. Z ciekawości przeczytam następny tom
Historia, która mnie pochłonęła i zabrała w świat zasad, pełen emocji i wciągającej fabuły.
Nadal nie mogę uwierzyć, że mogę być częścią tej historii i na zawsze będę wdzięczna Kasi za daną mi szansę 🥹. To ogromny zaszczyt być patronką losów Bailey oraz Greysona.
Jedno spotkanie, jedna noc niesie konsekwencje, o jakich Bailey nawet nie śniła. Życie jej nie oszczędzało, a bieda towarzyszyła jej od najmłodszych lat. Gdy w dzień swoich urodzin postanawia razem z przyjaciółką wyjść do klubu, jeden mężczyzna na zawsze zmienia jej życie. Ciąża, której żadne z nich się nie spodziewało. Ojcem dziecka okazuje się Greyson Cole Arden - boss Umbry i niebezpieczny człowiek rządzący całym Las Vegas. Bailey zostaje wciągnięta w świat zasad, nakazów i zakazów oraz nową rzeczywistość pełną niebezpieczeństw.
Ta historia to nie tylko romans mafijny, ale przede wszystkim opowieść o dwojgu ludzi, którzy odnaleźli w sobie oparcie. Nowe życie rozwijające się w brzuchu Bailey daje im nadzieję na nowy początek.
Autorka stworzyła mafijny świat, który się wyróżnia oraz ma swoje zasady. To nie jest mafia do której się przyzwyczailiśmy. Tutaj panują zasady, istnieje kodeks a miejsce w jakim odbywają się najważniejsze wydarzenia jest zimne, ciemne i przerażające.
Nie brakuje sprzeczek i wzajemnych docinków między bohaterami. Dziewczyna zostaje wciągnięta w świat, którego wcześniej nie znała, a Greyson wcale nie ułatwia jej odnalezienia się w nim. Bailey jednak potrafi się mu przeciwstawić i walczyć o swoje.
Chemia między nimi była niezwykle intensywna. Namiętność i przyciąganie towarzyszyły bohaterom od samego początku.
Autorka stworzyła silną bohaterkę, która mimo trudności nie poddaje się i potrafi zawalczyć o swoje szczęście. Uwielbiam motyw ciąży, a tutaj został on poprowadzony fenomenalnie. Nie brakowało wzruszających momentów, które chwytały za serce, a oddanie Bailey i jej miłość do dziecka były widoczne na każdej stronie.
Kobieta swoją odwagą i dobrym sercem zdobyła także serce Greysona, który potrzebował partnerki równej sobie. Mężczyzna, który przez lata tłumił emocje, nagle zaczyna się zakochiwać i robi wszystko, by zapewnić im jak najlepsze życie.
Końcówka książki to prawdziwy rollercoaster emocji. Autorka zdecydowanie nas nie oszczędziła, a moje serce z każdą kolejną stroną biło coraz szybciej.
Ta historia zostanie ze mną na zawsze, będę do niej wracać nie raz i na nowo przeżywać emocje po wejściu w świat Umbry.
Czuję się trochę oszukana, bo zachęcona rolkami i tik tokami, myślałam że będzie to coś ekstra. Niestety, pomyliłam się. Początek faktycznie był super, ale im dalej to gorzej niestety 🥲
Bailey od dziecka nie miała łatwo, rodzice dziewczyny bardzo szybko się poddali i Bailey została na świecie całkiem sama. Tylko przy pomocy najbliższej przyjaciółki, dwie młode kobiety zaczęły wspólnymi siłami radzić sobie z dorosłymi problemami. Od początku Bailey musi ciężko pracować na swoje utrzymanie i nie może się poddawać. Jedna noc, która miała okazać się dla dziewczyny chwilą wytchnienia i rozrywki zmienia wszystko...
Podczas wizyty w klubie Bailey wpada w ramiona starszego od niej mężczyzny. Greyson pochodzi z zupełnie innego świata niż młodsza od niego dziewczyna. Bezlitosny, silny i nieznoszący sprzeciwu boss Umbry - mafijnej organizacji. Wspólna noc, o której oboje długo nie mogą zapomnieć okazuje się być brzemienna w skutkach. Co dla tej dwójki początkowo okazuje się dużym szokiem..
Greyson na początku nie wierzy Bailey, ma wrażenie, że to kolejna kobieta, która przyszła naciągnąć go na dziecko. Dla dziewczyny, która sama jest w bardzo trudnej sytuacji dziecko to dodatkowe obciążenie i sama nie wie, jaką podjąć decyzję. Jednak Greyson ostatecznie postanawia stanąć na wysokości zadania i przyjąć konsekwencje swojego zachowania, nie ma jednak pojęcia, że wiąże się to z przyjęciem pod swój dach kobiety, która nie będzie ustępować mu na każdym kroku.
Bailey ciężko znosi nową sytuację, nagle musi zaakceptować nowe życie u boku kogoś takiego jak boss przestępczej organizacji, który na każdym kroku rządzi jej życiem. Pomimo tego, co mówi jej Greyson dziewczyna, dostrzega także to jak może być traktowana jako kobieta w tej relacji, dlatego też postanawia pokazać Greysonowi, że wcale nie będzie miał tak łatwo. Bailey jest wykreowana na dość silną młodą kobietę, do tej pory radziła sobie ze wszystkim sama. Kobieta bardzo boi się tego, że nie poradzi sobie z macierzyństwem, jej rodzice nie podołali jej wychowaniu. Co nie do końca podobało mi się w zachowaniu bohaterki to chociaż podkreślała, że nie ulegnie zachowaniu Greysona zdecydowanie zbyt szybko mu się poddawała.
Greyson to dla mnie dość toksyczny bohater i choć bardzo lubię całą historię to ta jego przemiana jest dla mnie mało wiarygodna. Na początku po prostu nie postępuje zbyt dobrze z Bailey, taki z niego pan i władca, wszystko ma być tak jak on chce. Bardzo ciężko czytało mi się też o tych zasadach panujących w Umbrze, np. podczas ślubu, czy te przyjęcia zaręczynowe, z okazji narodzin dziecka, mafia to jednak dość toksyczne środowisko i zasady. Dodatkowo relacja głównego bohatera z jego matką od początku była bardzo podejrzana.
Podziwiam główną bohaterką, że tak łatwo daje się przekonać do zasad panujących w świecie Umbry. Jednak cała historia ma też swój urok, cała tajemniczość zdecydowanie na duży plus. Dodatkowo bardzo podobała mi się końcówka, która mocno trzymała w napięciu i tutaj na plus zachowanie głównego bohatera, który potrafił wreszcie odpowiednio się zachować. Jeśli lubicie mafijne klimaty polecam 🔥 A po zakończeniu jestem bardzo ciekawa historii Nerio i będę z niecierpliwością czekać na drugi tom.
Gdy tylko zobaczyłam, że w książce pojawia się połączenie świata mafijnego z wątkiem cięży wiedziałam, że ta książka będzie dla mnie. Po jej przeczytaniu podtrzymuję swoje zdanie i już nie mogę się doczekać następnego tomu…
Polubiłam zawziętość głównej bohaterki, wiele w życiu przeszła, a nowa sytuacja w której się znalazła też nie była za dobra. Cieszyła się z najmniejszych rzeczy, była bardzo empatyczna ale też stanowcza, w szczególności względem Cienia, który swoimi słowami ją zranił. Pojawił się moment gdy jego dotyk ją zamroczył, lecz bardzo długo się na niego gniewała i testowała jego cierpliwość, co bardzo doceniam.
Bardzo podobało mi się jak autorka przedstawiła organizację. Honor którym kierowali się jej członkowie, ale też surowe kary dla których którzy okazywali się być niegodnymi. Czytając tę książkę byłam bardzo zaintrygowana wszystkimi zasadami jakie tam panowały, bo zdecydowanie wyróżniają się na tle innych romansów mafijnych.
Relacja Bailey i Greysona nie pozwalała na chwilę nudy, z początku się obawiałam, że starszy mężczyzna i sytuacja w której się znalazła dziewczyna bardzo ją przytłoczą brutalnością i siłą charakteru mężczyzny, lecz Bails się nie dała, umiała okazać swoje pazurki. Pomiędzy nimi widać duże napięcie, bezwzględny mężczyzna jak chce potrafi okazać swoje dobre serce, ale nie brakuje też pikanterii.
Świetnie się bawiłam przy tej książce, pióro autorki jest lekkie i wciągające. Choć moim jedynym spostrzeżeniem jest popularne sformułowanie, jakby w życiu codziennym czy w internecie nie mam z tym problemu, ale jakoś czytając tę książkę i widząc „to nie było w moim bingo” bardzo rzucało mi się to w oczy.
Zawiodłam się :// opis brzmiał mega fajnie, połączenie moich ulubionych motywów, mafii i ciąży, ale im dalej byłam tym bardziej się krzywiłam. Strasznie żenujące teksty tu były, a najbardziej te, które wypowiadano w ramach jakiś przysiąg, albo innych taki gowien. Ogólnie największym moim problemem było to, że to zamiast być super mafią to było jakąś dziwną żenującą sektą, z dziwnymi rytuałami. Potężny chłop, który podczas torturowania ubierał jakąś pelerynkę? No ludzie święci. Jedynym plusem tej książki było to, że mega szybko się ją czytało i nawet przyjemnie, więc gdyby tylko zrobić z tego zwykłą klasyczną mafię, pozbyć się tych skręcających tekstów oraz trochę dopracować część olanych wątków i ogólnie trochę całość to mogłoby z tego wyjść coś nawet spoko, ale niestety.
★ 4.75/5 ★ To byla moja pierwsza stycznosc z tworczoscia tej autorki i z pewnoscia nie ostatnia!! Nie wiedzialam ze az tak mi sie spodoba ta ksiazka 🫢 Bardzo mile zaskoczenie, okropnie sie wkrecilam i potrzebuje kolejnego tomu na juz!!
Uwaga, ta recenzja zawiera drobne spoilery bym mogła lepiej ją omówić.
“Umbra” Katarzyny Małeckiej to romans mafijny, który bardzo mnie zaciekawił opisem. Ze względu na to, że romanse mafijne nie są gatunkiem, po który sięgam często, nie miałam wobec tej książki wysokich oczekiwań. Podchodziłam do tej lektury bardzo neutralnie, bez oczekiwań, bez presji. Po prostu chciałam zobaczyć, co z tego wyjdzie.
Zanim przejdę do samej historii, chciałabym wspomnieć o wydaniu, bo naprawdę robi ono bardzo dobre wrażenie. Okładka jest piękna, a wyklejka w środku również przyciąga uwagę i sprawia, że całość prezentuje się bardzo estetycznie.
Chciałabym zacząć od bohaterów, czyli Greysona i Bailey. Greyson to boss Umbry, czyli mafii, wokół której toczy się fabuła. Z założenia ma być postacią poważną, groźną i dominującą. Tak przynajmniej odbieram zamysł autorki. Problem pojawia się jednak w jego wewnętrznych przemyśleniach, gdzie od czasu do czasu pojawiają się bardzo młodzieżowe teksty. Przykładowo pada tam określenie „dostanie bana”. Oczywiście każdy rozumie, co to znaczy, ale w zestawieniu z jego wizerunkiem poważnego, mafijnego bossa brzmi to dla mnie zwyczajnie niepasująco. Gdyby bohater był luźniejszy przy znajomych, a poważny przy obcych, miałoby to sens, jednak tutaj te wstawki pojawiają się nagle i bez wyraźnego uzasadnienia. Dla mnie było to wybicie z klimatu i zaburzenie spójności postaci. Wiem, że to może być czepianie się szczegółów, ale osobiście jestem na takie rzeczy bardzo wyczulona.
Jeśli chodzi o Bailey, mam wobec niej mieszane odczucia. Z jednej strony bardzo podobało mi się to, jaka jest silna i uparta. Nie daje się Greysonowi, jest wobec niego obojętna i potrafi postawić na swoim, co naprawdę doceniam. Lubię bohaterki, które nie stają się nagle uległe, zwłaszcza w tak trudnej i przerażającej sytuacji, jaką jest porwanie. Z drugiej strony pojawiają się pewne niespójności w jej zachowaniu co mi przeszkadzało. Na początku poznajemy ją jako osobę, która nie lubi przygód na jedną noc i nie jest typem kobiety, która sypia z obcymi mężczyznami. Tymczasem bardzo szybko dochodzi do sytuacji, w której idzie do klubu i spędza noc z nieznajomym, bo jest atrakcyjny. Rozumiem, że fabuła wymagała doprowadzenia do ciąży, która jest kluczowym elementem historii, ale moim zdaniem można było rozwiązać to w bardziej spójny sposób. Tutaj wygląda to tak, jakby wydarzenie zostało napisane pod fabułę, kosztem charakteru bohaterki i jej wcześniej przedstawionych zasad.
Po porwaniu Bailey dostaje książkę: kodeks zasad Umbry, z której dowiaduje się, że jest teraz własnością Greysona, nie tylko w sensie formalnym, ale również w kontekście intymnym. Jak można się spodziewać, reaguje na to bardzo emocjonalnie. I to jest w pełni zrozumiałe, ponieważ jest to bardzo poważna, niespodziewana i przytłaczająca informacja. Natomiast nie podobało mi się to, co dzieje się później. Bohaterka, pod wpływem emocji wychodzi do swojego nowego pokoju i zasypia, prawdopodobnie z wyczerpania. I to jest w porządku. Problem pojawia się kilka godzin później, kiedy przychodzi do niej Greyson i sytuacja nagle zmienia kierunek. Dochodzi do tego, że Bailey dopuszcza do zbliżenia, mimo że chwilę wcześniej się z nim kłóciła i jasno zaznaczała, że nie będzie niczyją własnością. To zachowanie jest dla mnie bardzo sprzeczne. Rozumiem, że emocje mogą brać górę i że ludzie nie zawsze zachowują się racjonalnie, zwłaszcza w tak ekstremalnych sytuacjach, ale tutaj ten przeskok był dla mnie zbyt nagły i mało przekonujący. To wygląda tak, jakby bohaterka najpierw go odtrącała, a chwilę później całkowicie zmieniała podejście, co sprawia, że całość wydaje się niespójna i po prostu nielogiczna.
A skoro już jesteśmy przy relacji głównych bohaterów, niestety bardzo mi się ona nie podobała. Wydawała się nienaturalna i wymuszona. W pewnym momencie oni po prostu zaczęli się akceptować i ja szczerze nie wiem, kiedy i jak do tego doszło. Z rozdziału na rozdział było wrażenie: nienawidzę cię, gardzę tobą, a chwilę później nagle wszystko się zmienia. Jest niby jakaś akceptacja, jakieś uczucie, ale to przejście jest zdecydowanie zbyt gwałtowne i niewystarczająco rozwinięte. Dla mnie ten przeskok był po prostu za duży i przez to mało wiarygodny.
Kolejną rzeczą, która była dla mnie niezrozumiała, jest główny konflikt i sposób, w jaki zostaje rozwiązany. Głównym powodem niechęci Bailey do Greysona jest to, że ją porwał, ogranicza jej wolność, nie pozwala jej normalnie funkcjonować i decyduje za nią. Ona się od niego odsuwa, co jest całkowicie logiczne. Później pojawia się scena kolacji z jego rodzicami, podczas której Bailey podsłuchuje rozmowę Greysona z jego matką. Słyszy, jak mówi o niej w bardzo raniący sposób, przez co jeszcze bardziej się od niego odsuwa. Następnie Greyson tłumaczy, że jego matka jest chora i mówił tak tylko po to, żeby ją uspokoić, bo ma problemy z separacją. Bailey to rozumie, przyjmuje jego wyjaśnienie i w pewnym sensie mu wybacza. Tylko że problem polega na tym, że ich konflikt zaczął się od czegoś znacznie poważniejszego: od porwania i odebrania jej kontroli nad własnym życiem. A zostaje rozwiązany przez jedno wyjaśnienie dotyczące zupełnie innej sytuacji. To sprawia, że całość wydaje się bardzo uproszczona i niewystarczająco rozwinięta. Uważam też, że ich relacja nie była jeszcze na takim etapie, żeby iść w tym kierunku, w jakim poszła.
Powiem szczerze, że przez dużą część książki bardziej interesowały mnie wątki poboczne niż główna fabuła. Początek był naprawdę ciekawy, bardzo spodobały mi się fragmenty o jej przeszłości, o rodzinie i życiu w biedzie, a także o tym, jak poznała swoją przyjaciółkę. Później, gdy pojawia się wątek ciąży, moje zainteresowanie zaczęło spadać. Wraca dopiero pod koniec, kiedy pojawia się większy konflikt związany z matką Greysona. W międzyczasie dużo bardziej zaciekawił mnie wątek siostry Greysona. Wiąże się on z relacją z mężczyzną, który ich zdradził, i mimo że nie powinna się z nim spotykać, nadal to robi. Ten motyw wydał mi się naprawdę interesujący i chętnie zobaczyłabym go bardziej rozwiniętego. Być może będzie to wątek na kolejną książkę... jeśli tak, to bardzo chętnie po nią sięgnę, bo widzę w nim duży potencjał emocjonalny.
Mimo wszystkich tych rzeczy nie uważam, że główna fabuła jest zła. Nie mam też kompetencji, żeby jednoznacznie oceniać, co jest dobre, a co złe na poziomie technicznym, bo nie jestem redaktorką ani korektorką. Mogę jedynie mówić o swoich odczuciach jako czytelniczki. A moje odczucia są takie, że mimo błędów naprawdę dobrze się przy tej książce bawiłam.
Jeśli chodzi o sam motyw mafii, mam wrażenie, że został potraktowany dość powierzchownie. Nie jest to coś, co zostało bardzo głęboko rozwinięte. Z jednej strony rozumiem, że trudno zrobić dokładny research w takim temacie, ale z drugiej strony momentami brakowało mi większej wiarygodności.
Mimo wszystko, jeśli pojawią się kolejne tomy, chętnie po nie sięgnę, bo ta historia, mimo swoich wad była dla mnie przyjemna w odbiorze.
Podsumowując: było tu sporo rzeczy, które mi przeszkadzały i wybijały mnie z rytmu, ale jednocześnie książka jako całość jest naprawdę ciekawa. Jeśli nie jesteście bardzo wyczuleni na niespójności i drobne błędy, to myślę, że możecie się przy niej dobrze bawić. Bo nawet jeśli nie jest to historia idealnie dopracowana, to jest po prostu przyjemna i z chęcią sięgnę po następny tom.
No i znowu ryczę! Boże takie emocje to nie dla mnie. Ja się z tego wypisuje!
Chociaż co ja gadam? Oczywiście, że to jest dla mnie! Jak książka rozdziera cię na pół, dosłownie zwęgla od środka, a później koi rany to mam poczucie, że lepiej nie mogłam trafić. Odrobinę masochistyczne zapędy, nie uważacie? Ale walić to! Tego potrzebuje! Książek z takimi wrażeniami mi trzeba!
„Umbra”… mafia, ciąża i tak dalej… Brzmi jakoś znajomo? Otóż NIE! Nic bardziej mylnego. Ogranizacja wykreowana przez autorkę to powiew świeżości. Coś innego. Coś co zarazem stanowi niesamowitą odmianę przez swoje specjalne rytuały, tradycje i zasady, a przy tym zachowuje ten mrok, tą brutalność, tą bezwzględność. Umbra zarządzi się swoimi zasadami, a wszystkie z nich są spisane w jednej wielkiej księdze (której Bailey nadal nie przeczytała 😂). Greyson to typ… z którym się nie dyskutuje i który się nie patyczkuje. Jednak w swoim życiu nie przewidział jednego. Pięknej blondynki z błękitnymi oczami i charakterkiem ostrym jak brzytwa.
Wystarczyła jedna noc. Jedno spojrzenie. Jedna decyzja. I chwila zapomnienia. A losy ludzi z dwóch tak różnych światów splotły się na zawsze.
Bailey była zwykłą dziewczyną, która próbowała jakoś… przetrwać. Poradzić sobie. Wyjść na prostą po utracie rodziców i trudnych przeżyciach. Uważam, że wykreowanie bohaterki, jej zachowań, charakteru, czynów jednoznacznie pokazywało jaka jest, że nie potrzebuje w życiu wiele, chce czuć się po prostu stabilnie, bezpiecznie i być tak po prostu szczęśliwa. Jej skromność niezwykle mnie ujęła. Nie zachwycało ją wystawne życie, luksusowe prezenty, czy wystawne kolacje. Dla niej w drugim człowieku liczyło się to jaki jest, a nie co posiada.
Za to Greyson Cole Arden to typ spad ciemnej gwiazdy. Stoi na czele silnej organizacji. Jest Cieniem. Nie zamierzał się zbyt szybko ustatkować. Jednak los miał zdecydowanie inne plany… a urocza blondynka z klubu miała został w jego życiu już na zawsze, bo nosiła po sercem jego dziecko.
Jezu co to było?!?!? Zdecydowanie polecam jakąś meliske podczas czytania, bo ja nie miałam jej przy sobie i moje tętno prawie wybiło poza skalę! Emocje, emocje i jeszcze raz EMCOJE. To coś czego tam zdecydowanie nie brakowało. Ta chemia między bohaterami, to niewidzialne przyciąganie, przelatujące iskry. Jezu to się nazywa prawdziwe zbudowanie relacji! Chociaż wbrew pozorom rozwijała się ona jednak powoli. Bohaterowie nie mieli łatwego początku. Zwłaszcza Bailey, która trafiła do świata, którego nie zna i nie akceptuje. Nagle miała się podporządkować, przestrzegać zasad, a one niestety moooocno gryzły się z jej ostrym temperamentem. Zdecydowanie nie możemy tu mówić o szybkim wybuchu wielkiej miłości. Przyciągnie? Owszem. Było chole#nie wyczuwalne. A uczucia? Pojawiły się potem. I kuwa! To było zaje#iste! Budowanie relacji, stawianie, granic, potknięcia i wzajemne poznawanie! To właśnie tak powinno wyglądać.
Wrażenia w tej książkę spowodowały jedno… mianowicie ja to wszystko autentycznie CZUŁAM. Czułam jak mnie to boli i ja tu nie mówię o czymś w stylu, że „jeeej to było straszne” tylko o fizycznym ścisku w klatce. Było to w pewnym momencie (kto czytał ten wie, a kto nie to później zrozumiecie o czym mówię) tak mocne, że miałam ochotę rzucić telefonem, a jednocześnie nie mogłam przestać czytać. (I znowu te masochistyczne zapędy…)
A napięcie w tej historii? O Jezu niech ktoś mnie trzyma. Ono tam nie spadało ani na chwilę.
Właśnie TAKIE historie kocham. Takie które mają w sobie milion emocji, niosą za sobą milion przeżyć. A ta książka zdecydowanie przeciągnęła mnie po emocjonalnym asfalcie! (Nie, wcale nie przesadzam) Bo tu nie ma czegoś „po środku”. Tutaj albo czujesz na 100% albo wcale. A ja czułam te 100% i cóż… dostałam w pakiecie rozchwianie emocjonalne i szczęście w jednym.
„Umbra” to istna perełka! Ta książka nawet nie tyle co chodzi po głowie, ona ją totalnie rozwala i potem składa kawałek po kawałeczku!
Zanim sięgnęłam po „Umbrę” myślałam, że w świecie romansów mafijnych widziałam już wszystko, jednak ta historia uderzyła we mnie z siłą, której zupełnie się nie spodziewałam. To nie jest po prostu kolejna opowieść o niebezpiecznym mężczyźnie i zagubionej dziewczynie; to mroczna, duszna i niesamowicie wciągająca podróż do serca Las Vegas, gdzie światło neonów jedynie pogłębia cienie skrywające najmroczniejsze sekrety. „Umbra” to bez wątpienia jedna z najbardziej emocjonalnych i magnetycznych premier tego roku w swoim gatunku. Akcja powieści rzuca nas w sam środek brutalnej rzeczywistości Bailey, młodej kobiety, której los od najmłodszych lat rzucał kłody pod nogi. Po tragicznej stracie rodziców jej codzienność stała się nieustanną walką o każdy kolejny dzień, naznaczoną biedą i lękiem, z którego jedyną ucieczką jest bliskość oddanej przyjaciółki. Wszystko zmienia się w dniu jej dwudziestych pierwszych urodzin, kiedy jedna chwila zapomnienia i noc spędzona w ramionach tajemniczego nieznajomego wywracają jej świat do góry nogami. Skutkiem tej upojnej nocy jest ciąża, a ojcem dziecka okazuje się Greyson Arden, bezwzględny boss potężnej organizacji Umbra, człowiek, którego nazwisko budzi paraliżujący strach w całym mieście. To, co w tej książce urzeka najbardziej, to niesamowicie głęboka kreacja bohaterów. Bailey nie jest bezbronną lalką; to postać o niezwykłej wewnętrznej sile, która mimo przerażenia potrafi walczyć o siebie i nowe życie, które w niej kiełkuje. Jej ewolucja z zastraszonej dziewczyny w kobietę, która musi odnaleźć się w hierarchii pełnej przemocy, jest rozpisana po mistrzowsku. Z drugiej strony mamy Greysona, trzydziestoczteroletniego mężczyznę o lodowatym sercu, który jest ucieleśnieniem mroku. Jego postać jest fascynująca, bo choć budzi lęk, autorka pozwala nam powoli dostrzegać pęknięcia na jego idealnie skrojonej masce bezwzględnego lidera. Relacja tej dwójki jest gęsta od napięcia, a motyw przypadkowej ciąży został tu potraktowany z ogromnym wyczuciem, stając się fundamentem dla budowania trudnego, wręcz bolesnego porozumienia między dwojgiem ludzi z krańcowo różnych światów.
Styl Kasi jest niezwykle sugestywny i plastyczny, a jej język, choć momentami surowy, idealnie oddaje brutalność opisywanego środowiska, przeplatając ją chwilami czystej, niemal poetyckiej emocjonalności. Autorka stawia przed czytelnikiem trudne pytania o granice wolności, cenę bezpieczeństwa i to, czy w świecie rządzonym przez krew i lojalność wobec organizacji jest w ogóle miejsce na autentyczne uczucie. Dynamika fabuły jest bezbłędna. Nie ma tu miejsca na nudę, a każda kolejna strona przybliża nas do nieuchronnej konfrontacji z tajemnicami Umbry. Na tle innych przedstawicieli gatunku mafia romance, ta książka wyróżnia się brakiem schematyczności w relacjach międzyludzkich i niezwykłym klimatem lęku połączonego z fascynacją.
Podsumowując, „Umbra” to lektura obowiązkowa dla każdej kobiety, która w literaturze szuka czegoś więcej niż tylko powierzchownego romansu. Jeśli zachwycałyście się mrocznymi historiami Cory Reilly, to w dziele Kasi odnajdziecie tę samą intensywność, ale podaną w świeży, niezwykle angażujący sposób. To opowieść o przetrwaniu, o tym, jak mrok potrafi kusić i jak trudno jest nie dać się mu pochłonąć, gdy raz przekroczy się próg świata, w którym nie ma powrotu.
To miała być historia o biednej dziewczynie, która podczas jednej nocy w klubie zachodzi w ciążę z niebezpiecznym gangsterem. Problem w tym, że wszystko, co dzieje się później, całkowicie zaprzecza temu założeniu.
Bailey po stracie bliskich zostaje zupełnie sama. Jej jedyną rodziną jest przyjaciółka Tillie. Dziewczyna bezskutecznie poszukuje pracy - najwyraźniej w Las Vegas zdobycie jakiegokolwiek zatrudnienia graniczy z cudem. W efekcie większość kosztów utrzymania ich obskurnego mieszkania spada na Tillie, która zarabia, sprzedając swoje ciało. Trudno mi uwierzyć w taką bierność Bailey - osobiście wolałabym czyścić toalety szczoteczką do zębów, niż pozwolić bliskiej osobie na takie poświęcenie. Tymczasem bohaterka uparcie wierzy, że w końcu znajdzie idealną pracę, która odmieni ich los. Mimo trudnych doświadczeń sprawia wrażenie osoby naiwnej, wręcz dziecinnej.
Dwudzieste pierwsze urodziny to dla wielu ważny moment, więc Tillie zabiera Bailey do klubu, by ta mogła się w końcu oderwać od problemów. I rzeczywiście - dziewczyna szybko daje się ponieść chwili, wdając się w przelotną relację z pierwszym mężczyzną, który zwraca na nią uwagę. To wydarzenie okazuje się przełomowe, bo w jego wyniku Bailey zachodzi w ciążę.
Jak się okazuje, przypadkowy partner nie jest zwykłym mężczyzną, lecz szefem przestępczej organizacji. I tutaj pojawia się kolejny problem - Umbra, której przewodzi Greyson, bardziej przypomina sektę niż mafię. Autorka co prawda zaznacza, że to twór fikcyjny, jednak zasady rządzące tą grupą i ślepa wiara jej członków budzą raczej konsternację niż zainteresowanie. I trochę byłam przerażona, bo temat różnego rodzaju sekt nie mieści mi się w głowie. Tacy ludzie mają sprane mózgi.
Od postaci takiej jak Greyson można by oczekiwać bezwzględności, charyzmy i pewnej brutalności. Tymczasem bohater od samego początku wydaje się zaskakująco uległy. Brakuje tu napięcia i charakterystycznej dla tego typu postaci przemiany - momentu, w którym twardy mężczyzna zaczyna dostrzegać w kobiecie coś wyjątkowego. W tym przypadku ten proces właściwie nie istnieje.
Pewne wątki zostają zarysowane, ale nie rozwinięte - jak chociażby historia byłego szefa Bailey, który znika w tajemniczych okolicznościach po tym, jak się do niej dobierał.
Równie niespójnie wypada sama Bailey. Początkowo przedstawiona jako nieśmiała i delikatna, bardzo szybko zmienia się w osobę pewną siebie i dominującą w relacji z Greysonem. Taka nagła przemiana nie jest wiarygodna i utrudnia zaangażowanie się w historię.
Największym problemem pozostaje jednak relacja głównych bohaterów. Wydaje się ona całkowicie nierealna. Bez ciąży prawdopodobnie nigdy nie byliby razem, a ich związek nie ma solidnych fundamentów. Brakuje rozmów, budowania więzi i stopniowego poznawania się. Odniosłam wręcz wrażenie, że Bailey tworzy silniejszą relację z przyjacielem Greysona niż z nim samym.
Liczyłam także na bardziej zaskakujący plot twist, jednak okazał się on przewidywalny. Już wcześniej przeczuwałam, że motyw syndromu Jokasty nie doprowadzi do niczego dobrego, a mógł to być naprawdę ciekawy wątek.
To niewyobrażalne jak jedna decyzja, jedno spotkanie potrafi zmienić życie człowieka o sto osiemdziesiąt stopni.
Jeden, niezobowiązujący wieczór w klubie doprowadza do tego, że na teście ciążowym Bailey widzi dwie kreski. Początkowo jest niechętna, ale ostatecznie informuje ojca dziecka o tym co zaszło. Greyson, szef stojący na czele Umbry, po namyśle postanawia że kobieta dołączy do jego rodziny i urodzi jego potomka. Jednak ta sytuacja staje się dla Bailey niebezpieczna, gdy pewna osoba nie akceptuje jej obecności w życiu Greya.
Mnie zarazem boli i rozśmiesz, że są kobiety, które na okrągło przeżywają jednorazowe przygody i nie wpadną. Oraz irytuje mnie ten kontrast, że kobieta która chce się zabawić pierwszy raz w życiu zachodzi w ciążę, a przede wszystkim że są kobiety, które latami starają się zajść w ciążę, a nie mogą. Oczywiście nie mam nic do autorki, chodzi mi bardziej o kontrast i niesprawiedliwość życia.
Bohaterowie zostali tak autentycznie napisani, że czułam całą sobą ich emocje. Np bardzo przeżywałam i trzymała mnie w napięciu scena z matką Greysona podczas pierwszego spotkania. Bałam się razem z Bailey i nie miałam pojęcia co powinna zrobić by zarazem nie zatracić siebie, ale także by nikogo nie urazić. Stała między młotem, a kowadłem i było to rozegrane po mistrzowsku.
Wykreowanie postaci i ich priorytetów z pewnością nie sprawiło autorce trudności, gdyż są tak naturalni, jak prawdziwi ludzie. Są oni emocjonalnymi bombami, każdy z nich jest inny - Bailey przepełniona lękiem o życie swoje i dziecka, a Greyson bezlitosny członek mafii, który musi podporządkować sobie nową kobietę.
Greyson był dla mnie niezwykłą zagadka. Nie wiedziałam czy ufać temu co mówi swojej kobiecie czy temu co mówi matce. Chciałam mu ufać, jednak z tyłu głowy cały czas miałam tą świadomość, że jest nieobliczalny i wcale początkowo nie chciał tego dziecka ani kobiety.
Świat mafijny też został fajnie wykreowany. Dostajemy parę porachunków mafijnych, zwrotów akcji i niebezpieczeństwa. Autorka świetnie wplotła codzienne problemy i realne zachowania w książkowy świat.
Pomysł na fabułę z pozoru jest banalnie przewidywalny, ale to jedynie z pozoru! „Umbra” została tak świetnie napisana, a fabuła poprowadzona w interesujący sposób, gdzie niewiadomo komu można zaufać oraz co się wydarzy.
Ta książka to romans trzymający w niepewności przez większość rozdziałów. Bardzo polecam i z chęcią sięgnę po następne tomy, jeśli zostaną napisane.
"Umbra" ~ K.Małecka (współpraca reklamowa z wydawnictwem) 27/100 📚 Ciąża 📚 Trudne relacje rodzinne 📚 Zasady Umbry
[...] Mimo trudności przyjaciółka wierzyła, że jeszcze zaświeci dla nas słońce, przyjdą dobre dni wypełnione uśmiechem i szczęściem. Trudno było w to uwierzyć, skoro los wciąż rzucał nam kłody pod nogi, jednak gdy jej słuchałam, jakaś część mnie miała iskierkę nadziei.
Q: Jaką książkę czytacie przez święta? 🤔
▪️ RECENZJA ▪️ '' Umbra” to burzliwa historia, w której bohaterka, wskutek jednego, pozornie niewinnego szaleństwa, musi stawić czoło potężnemu mężczyźnie. Nie zamierza jednak poddać się bez walki o swoją wolność, dlatego buntuje się przeciwko panującym zasadom. Już sam początek wprowadza czytelnika w niezwykle emocjonującą opowieść o Bailey. Najbardziej poruszyło mnie jednak jej pochodzenie oraz ogromny ciężar, jaki dźwigała na barkach od najmłodszych lat. Autorka, mimo że stworzyła mocną historię, zadbała również o wplecenie w nią momentów wzruszenia. Choć wydarzenia w książce nie zawsze są spektakularne, możemy obserwować liczne wzloty i upadki bohaterów - sprawia to wrażenie realistycznej historii dwojga ludzi. Wyraźnie ukazana jest także różnica poziomów życia oraz pozycja bohatera, którą odczuwamy nie tylko w jego słowach i myślach, ale również w gestach. Na uwagę zasługuje także sam Greyson – mimo swojej pozycji i siły, jaka od niego bije, nie zapomina o szacunku i wartościach, którymi kieruje się w życiu. Ma w sobie zarówno magnetyzm, jak i mrok, który czasem znajduje ujście. Z zapartym tchem śledziłam ogień w oczach bohaterki, a z uśmiechem czytałam, jak Greyson próbuje okiełznać matkę swojego dziecka. Choć duży nacisk położono na budowanie relacji między bohaterami, nie zapomniano o mafijnym klimacie powieści. Doceniam brak wyidealizowanych postaci – autorka wniosła świeżość do romansu mafijnego, czego bardzo mi brakowało. Mogę śmiało powiedzieć, że na nowo pokochałam ten motyw. Równie interesujący okazali się bohaterowie drugoplanowi, którzy wnieśli do historii odrobinę lekkości i uśmiechu, a jednocześnie przemycili wartości takie jak przyjaźń, wierność i lojalność. Książkę czytało mi się bardzo dobrze i z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu. 10/10 ⭐
Bailey jako nastolatka została sama. Po śmierci rodziców musiała robić wszystko, aby przetrwać. Zostaje bez środków do życia, a jedyną bliską jej osobą jest jej przyjaciółka Tills. Z okazji urodzin Bailey dziewczyny wybierają się do klubu, gdzie jedna decyzja zmieni jej dotychczasowe życie.
To moje kolejne spotkanie z autorką i kolejny raz jestem mile zaskoczona. Cieszę się, że to pierwszy tom, bo z wielką chęcią sięgnę po następne!
Bailey to bohaterka, którą polubiłam już od pierwszych stron. Życie ciągle rzuca jej kłody pod nogi, a ona mimo to się nie poddaje. Jej siła i upór naprawdę imponują. Dodatkowo nie boi się powiedzieć tego co myśli, ani zawalczyć o swoje.
Greyson stoi na czele Umbry. Nie bawi się w związki. Jest bezwzględny i stanowczy. Roztacza wokół siebie mroczną aurę i to właśnie ona tak przyciągnęła mnie do jego postaci.
Bohaterowie drugoplanowi są świetnie wykreowani i bardzo dobrze dopełniają historię. Zwłaszcza Tills oraz przyjaciele Greysona. Autorka świetnie ukazuje, jak ważna dla bohaterów jest przyjaźń. Zarówno Greyson jak Bailey mają przy sobie osoby, które są w stanie zrobić dla nich wszystko.
Sama relacja głównych bohaterów to istna sinusoida. Greyson i Bailey ciągle wspinają się na wyżyny, aby nagle cofnąć się w tył i wrócić do punktu wyjścia. Oboje pochodzą z dwóch różnych światów, znajdują się w nowej sytuacji oraz oboje mają silne charaktery. To mieszanka wybuchowa, która zapewnia wiele emocji.
Pojawia się tutaj motyw nieplanowanej ciąży. Rzadko czytam książki z tym wątkiem, jednak bardzo mi się to podobało.
Jeśli chodzi o sam wątek mafijny - nie jest on na pierwszym planie, jednak jest wyczuwalny. Troszkę zabrakło mi tego, ale nie jest to mankament, który by mi przeszkadzał. Z zaciekawieniem śledziłam każdy moment. Miałam jednak wrażenie, że Umbra bardziej przypomina jakąś sektę niż mafię 😂
Jest to historia pełna zwrotów akcji, utrzymana w dość tajemniczym klimacie. Wszystko dopełnione jest świetnym stylem autorki. Z chęcią nadrobię pozostałe książki, a na dalsze losy Umbry czekam z niecierpliwością.
Matko boska, ależ się wciągnęłam!! Moje pierwsze zetknięcie się z piórem Katarzyny i to była jedna z najlepszych decyzji mojego życia, przysięgam. Ta książka była tak świetna, przesiąknięta emocjami i dawką humoru. Oderwanie się od niej graniczyło z naprawdę ogromnym cudem i o zgrozo, najchętniej to nie odchodziłabym od niej w ogóle i czytała ją w kółko.
Kocham to, że Bailey nie była szarą myszką, która po wejściu w świat Greysona boi się własnego cienia, co prawda momentami może sprawiała takie wrażenie, ale im bardziej się zagłębialiśmy w jej historię, to dochodzimy do wniosku, że ta dziewczyna jest znacznie silniejsza, niż nam się wydaje, zresztą życie ją przetestowało i zrobiło z niej kobietę twardo stąpającą po ziemi!! Damn, za każdym razem, kiedy stawiała się Greysonowi, trzymałam za nią mocno kciuki.
Greyson to po prostu był Greyson, tak jak to Bailey mówi gangster. Momentami sama czułam się nie swojo, kiedy przybierał maskę Cienia i o zgrozo, pewnie, gdybym była na miejscu Bailey to sikałabym po gaciach ze strachu, przysięgam… Ten człowiek był ciepły i jednocześnie tak chłodny, że słowa, które wypowiedział do swojej matki, sprawiły, że naprawdę w nie uwierzyłam. Ten człowiek doprowadzał mnie za każdym razem do zawału.
Sceny z matką głównego bohatera tak mocno mi ciśnienie podnosiły, że miałam ochotę wejść do książki i zrobić z niej przecier pomidorowy, ale chciałam zachować klasę, której niestety ona nie potrafiła pokazać, przykre…
Jeśli chodzi o kolejne tomy, chyba najbardziej czekam na historię Caela i mam nadzieję, że będzie ona jedną z kolejnych, chłop dosłownie podbił moje serducho i o zgrozo, jego chętnie bym porwała do swojej piwnicy, jeśli chodzi o Nerio, na niego też czekam z niecierpliwieniem i mocno trzymam kciuki za Tilly, to jest takie słoneczko, które zawsze wychodzi po burzy 🥹🥹
Bailey to zaradna dziewczyna, która w życiu straciła zbyt wiele. Od śmierci rodziców walczy o przetrwanie, często w biedzie. Dzięki własnej serdeczności, ma w życiu przyjaciółkę, która równie dobrze jak Bailey, zna trudy codzienności. Razem tworzą wspaniały duet. W dniu urodzin Bailey, dziewczyny wychodzą zabawić się do klubu, w którym pracuje Tillie. Nasza główna bohaterka pozwala sobie na szaleństwo z nieznanym, szaleńczo przystojnym mężczyzną. Jedna noc skutkuje ciążą. Ojcem dziecka jest mafiozo Grayson stojący na czele Umbry. Życie Bailey zmienia się w mgnieniu oka.
Dość tendencyjny romans, jeśli chodzi o motyw niewinnej, biednej, ale pogodnej dziewczyny, która jest wrzucona w świat bogatego, władczego mężczyzny z mafii. Czy ta tendencja jest zła? Niekoniecznie - akurat miałam czytelnicze ochotę na coś takiego. Nowym dla mnie zabiegiem jest przymus wspólnego koegzystowania w związku z ciążą.
Grayson, potężny boss, który wymaga, żeby kobieta zachowywała się w odpowiedni sposób (kolejna książka, w której kobieta jest ,,laleczką”), wrzuca ją do swojego świata bez wytłumaczenia czegokolwiek. Dziwnie było, kiedy wręczył bohaterce tomiszcze z zasadami Umbry do przeczytania. Za mało konsekwentne widziałam jego zachowanie: Bailey miała żyć według jego wytycznych, pod groźbą kary, ale jednak lubił, jak się mu sprzeciwiała. Obiecuje być bardziej transparentny w wymaganiach? Zapomina o tym bardzo szybko.
Bailey z kolei na początku próbuje walczyć z nowym życiem, ale ten Grayson jest tak przystojny.. 😅
Bardzo podobała mi się tutaj mafia w ujęciu niemalże sekciarskim. Umbra ma kodeks, ma zasady. Ale to również rytualne uśmiercanie, szaty w czerwonym kolorze, stwarzanie pozorów, jakoby mężczyzna był panem i władcą za wszelką cenę.
Zaciekawił mnie motyw choroby matki Graysona.
Myślę, że sięgnę po kolejne części.
Recenzja powstała we współpracy reklamowej z wydawnictwem.
☆RECENZJA☆ ♧Tytuł: Umbra ♧Autor: Katarzyna Małecka ♧Cykl: Synowie Umbry ♧Tom: Pierwszy ♧Wydawnictwo: Wydawnictwo NieZwykłe
♡ “Umbra” to historia Bailey, która dorastała w cieniu tragedii, po starcie rodziców zmagała się z biedą i strachem o następny dzień. Jej jedynym wsparciem jest przyjaciółka. Jednak wszystko się zmienia w jej dwudzieste urodziny, gdy jedna decyzja i noc z nieznajomym prowadzi do nieoczekiwanej ciąży. Wkrótce okazuje się, że ojciec dziecko to nie byle kto, ale Greyson Arden, który jest bezwzględnym bossem organizacji, której boi się całe Las Vegas. Bailey, wbrew własnej woli, zostaje wciągnięta do tego pełnego mroku świata, gdzie szybko musi się nauczyć, że nie może okazywać słabości.
♡ “Umbra” to pierwszy tom cyklu “Synowie Umbry” autorstwa Katarzyny Małeckiej, w którym poznajemy losy Bailey i Greysona. Jest to kolejna historia spod pióra Kasi, po którą sięgnęłam z ogromną ciekawością, bo jej twórczość już od dawna ma u mnie specjalne miejsce. Muszę przyznać, że nie jest to moja ulubiona książka Kasi, ale wciąż bardzo dobrze się przy niej bawiłam.
♡ Jak zawsze ogromnym plusem jest styl pisania autorki: lekki, przyjemny i niesamowicie wciągający. Jestem ogromną fanką tego, jak Kasia buduje swoje historie i jej pomysłów na fabułę, co w “Umbrze” zdecydowanie widać, ten klimat mroku, tajemnic i niebezpieczeństwa było czymś, co wciąga��o od samego początku. Historia Bailey od razu mnie zaciekawiła, jej przeszłość i to, jak szybko jej życie wywraca się do góry nogami, naprawdę fajnie wciąga. Oprócz tego mega fajny jest motyw ciąży, jest to element, który najbardziej mnie tu urzekł. Mimo tego wszystkiego, brakowało mi tego czegoś, co sprawiłoby, że ta książka wydałaby mi się idealna. Było naprawdę dobrze.
♡ Znajdziecie tu: mafię, różnicę wieku, od nienawiści do miłości, jedną noc, która zmienia wszystko, on nazywa ją “laleczko”. Zdecydowanie polecam i czekam z niecierpliwością na kolejne tomy.
Książki Kasi były jednymi z pierwszych przeczytanych przeze mnie romansów mafijnych, mam więc ogromny sentyment do jej twórczości. Kiedy więc zobaczyłam jej najnowszą książkę, nie mogłam jej, nie przeczytać.
Fabuła opiera się na znanym, ale wciąż lubianym schemacie. Zwyczajna dziewczyna zostaje wciągnięta w brutalny świat mafii przez spotkanie z potężnym, starszym mężczyzną. Jednak to, co wyróżnia tę historię, to emocjonalne tło bohaterki. Bailey nie jest jedynie „niewinną dziewczyną w opałach” jej przeszłość nadaje jej charakteru i sprawia, że jej decyzje, choć czasem impulsywne, mają swoje uzasadnienie.
Greyson Arden to z kolei klasyczny mafijny boss. Jego relacja z Bailey opiera się na napięciu, niedopowiedzeniach i stopniowo budowanej chemii. Motyw różnicy wieku został tu dobrze wykorzystany nie jest jedynie dodatkiem, ale wpływa na dynamikę relacji i sposób, w jaki bohaterowie postrzegają świat oraz siebie nawzajem.
Świat mafii przedstawiony jest jako bezwzględny, pełen zasad i niebezpieczeństw, które nie zawsze są jasno wyjaśnione. Autorka umiejętnie buduje napięcie, przeplatając sceny emocjonalne z momentami niepewności.
Nie obyło się jednak bez drobnych minusów. Momentami fabuła idzie w stronę schematów typowych dla gatunku, co było dla mnie bardzo przewidywalne.
Mimo to książka spełnia swoją rolę dostarcza emocji, napięcia i historii, od której trudno się oderwać.
“Mam wrażenie, że coś we mnie pęka, jakby niewidzialna lina, która trzymała mnie przy zdrowych zmysłach, właśnie się zerwała.”
[Współpraca reklamowa @wydawnictwoniezwykle ]
🖤Po pierwsze: Kasia tworzy takich bohaterów, że nawet pomimo dylematów moralnych nie da się ich nie uwielbiać 😂. Chociaż ten sławetny “Kodeks Umbry” rozłożył mnie na łopatki 🙈. 🖤Bailey nie spodziewa się, że jedna szalona noc tak bardzo zmieni jej życie. Rozumiem jej dylematy, tym bardziej patrząc na to, w jakiej była sytuacji finansowej. Żodyn się nie spodziewał, że “facet na raz” aż tak się finalnie…zaangażuje…😂. 🖤Greyson jest człowiekiem pełnym sprzeczności. Ma dwie (lub więcej twarzy) i fascynowało mnie to, jak przechodził z wersji “domowej” do bycia Cieniem. Nie będę ukrywać, że relacje w jego rodzince są lekko…spaczone 😂. 🖤OCZYWIŚCIE, że uwielbiam bohaterów pobocznych. Wyczekiwałam momentów, kiedy pojawiał się Cael, Nerio i Tillie. I chciałabym wymazać z głowy każdą scenę z matką Greysona… 😂 🖤Czy wszystkie sytuacje i zachowania głównych bohaterów mi się podobały? Nie. Zmiany zdania Bailey czasami mnie frustrowały, chociaż tłumaczę sobie, że starała się dostosować do tej specyficznej sytuacji. Chyba mocniej zaskoczyły mnie niektóre sytuacje w organizacji, z drugiej strony kontrowersja sprawiała, że bardziej można się było wczuć. 🖤Jeżeli lubicie pióro Kasi lub klimaty mafijne to zdecydowanie polecam! Książka dostarcza całą gamę emocji 😂.
Urodzinowa impreza. [współpraca reklamowa] Bailey to taka bohaterka, z którą od początku łapie się wspólne flow. Samodzielna, zaradna, robiąca wszystko, żeby w swoim położeniu i w swojej sytuacji nie upaść na przysłowiowe samo dno. Silna, charakterna i za to ja pokochałam ja od pierwszych stron. Została pozbawiona całej rodziny i jej substytutem jest jej przyjaciółka, która wyciąga ją na przyjęcie urodzinowe. Tam szturmem zdobywa ją Grayson. Ich wspólna noc jest gorąca jak sam ogień. Fuego! Nie liczy się nic oprócz ich ciał, namiętności i chęci bycia ze sobą. Na tą jedną noc dorośli ludzie się buntują i robią wszystko nie zważając na konsekwencje. Skutki upojnej nocy szybko ich doganiają i wtedy zaczyna się prawdziwa przygoda z Umbrą. Myślę, że Kasia idealnie wyważyła surowe reguły i zasady Cienia, ale przy tym troskę, miłość i oddanie do osoby, która na początku miała być tylko przygodą. Bailey musi zmagać się z wieloma rzeczami, które jej się po prostu nie podobają, zaginać swoje granice i przesuwać ściany, by Grayson postępował tak, ze będzie to akceptowalne i zaczniemy darzyć go sympatią. Bawidamek dostanie niezłego kopa od losu, a wybuch sprawi, że będziemy chcieli koło niego usiąść na krawężniku i go przytulić. Bardzo dobra historia mafijna, a ja mogę wam tylko napisać, że czekam na losy kolejnych bohaterów z cienia.
Niestety, mimo potencjału historii nie byłam w stanie jej dokończyć. Może ta książka po prostu nie była dla mnie. Powodem był główny bohater, który był tak niedojrzałą osobą, że miałam ochotę nim potrząsnąć. Od samego początku kierował się jedynie swoją potrzebą "zaliczenia". Później mamy sytuację, a raczej całą jego relację z mamą. Jest chora, rozumiem to, ale cala sytuacja na pierwszym spotkaniu głównej bohaterki z jego rodzicami to było jakieś nieporozumienie. Jego realcja z glowna bohaterka wcale nie byla lepsza. Następnie mamy podkreślanie jego "sily". Fakt, że mimo tego tyle razy ktos mu zagrażal, mijał się z tym całkowicie. Jak wspomniałam histora miała potencjał, ale nie tak chyba sobie ją wyobrażałam.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Byłam pozytywnie przekonana do tej książki po tik tokach i po przeczytaniu kilku książek tej autorki ale ta książka to szjas. Syndrom sztokholmski pierwsza klasa bohaterka taka niby walczy o siebie a nigdzie tego nie widzimy , a on tylko babe na pokaz chce i ruchac to by było na tyle nie wiem kto stwierdził że tu jesteś jakaś miłość bo jedyne co ja widziałam to chemię do ruchania i nic więcej. I JA ROZUMIEM ŻE TO MAFIA ALE TAM JEST MILION RAZY NAPISANE ON JEST GANGSTEREM ALVO UTEMPERUJĄ JA MUSI PASOWAĆ DO UMBRY. Zrozumiałam NA POCZĄTKU ŻE CZYTAM MAFIE NIE MUSZĄ TEGO POWTARZAĆ DWIEŚCIE RAZY BEZ SENSU I CIĄGLE GROZIĆ BABCE KTÓRA MA NIBY ZOSTAĆ JEGO MIŁOŚCIĄ.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Nie wiem, co autorka dodaje do swoich książek, ale to chyba jakiś uzależniający składnik 🤣 Plan był prosty: przeczytać parę rozdziałów i odłożyć… a skończyło się na czytaniu do późnej nocy i gorączkowym przewracaniu stron, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej. Świetna książka, pełna emocji, która totalnie wciąga 🤭🖤