Jakie jest prawdopodobieństwo, że weekendowa konferencja historyczna zamieni się w poszukiwanie mordercy, a nawet dwóch morderców? A jeśli w tym równaniu pojawi się duet Miller–Organek?
Linda Miller i Jeremi Organek oddalają się od rodzimego Dolnego Śląska, pewni, że nie grożą im żadne trupy, denaty i zwłoki. Ani żaden zaprzyjaźniony policjant. Tymczasem podwarszawski Teresin, skrywający ponadstuletnią tajemnicę, ma wobec nich swoje plany. Lecząc złamane serce, Jeremi znów znajdzie się w prosektorium, gdzie przyjdzie mu odkryć niejeden sekret, a Linda – jak to Linda – wbrew wszystkim nadepnie komuś na odcisk.
Zapraszamy do poznania zawiłości najgłośniejszego i do dziś nierozwiązanego morderstwa Kongresówki oraz sprawdzenia, skąd wyleciało pewne ciało i kto pomógł mu wylecieć.
Według mnie wszystkie tomy w tej serii są na podobnym poziomie - są to dość solidne cosy kryminały, przy których można przyjemnie spędzić czas. Jedyne co mi bardziej zgrzyta to dialogi - ludzie tak nie mówią. 3,5⭐
Książka ta, jak i pozostałe, zawiera w sobie kryminał, komedię i rys historyczny, które to są ze sobą bardzo dobrze skomponowane i spójne. Historia opisana sama w sobie jest ciekawa i pod tym względem książce nie można nic zarzucić, ale..... No właśnie, pojawia się ale. W porównaniu z poprzednimy częściami ta wypada słabiej. Niby Linda Miller bezsprzecznie nadal jest sobą czyli roztrzebaną, ale przy tym piekielnie inteligentną panią historyk, a Jeremi Organek idealnie ją równoważy swoim stoicyzmem i chwilami gburowoscią, ale czegoś brakowało. Czekam jednak na kolejną część (mam nadzieję, że powstanie), a książkę samą w sobie mogę polecić.
„Skąd wyleciało to ciało?” to czwarty tom cyklu o Jeremim Organku - zabawnej komedii kryminalnej z nutą historii i obyczajówki.
Linda i Jeremi wybierają się na konferencję historyczną do Teresina, jednak okoliczności szybko zmuszają ich do zaangażowania się w śledztwo. W tle pojawia się ponadstuletnia tajemnica z czasów Kongresówki, a współczesne wydarzenia przeplatają się z dawną zbrodnią.
Po raz kolejny bawiłam się świetnie podczas lektury. Lekki, humorystyczny styl, liczne dialogi pełne sarkazmu i przekomarzania między bohaterami to znak rozpoznawczy tej serii. Duet Lindy i Jeremiego jak zwykle jest w formie - ich relacja to jeden z najmocniejszych punktów, naprawdę nie da się ich nie lubić. W tym tomie Linda dodatkowo „zaopiekowała się” serduszkiem Jeremiego, co wypadło wyjątkowo uroczo. Nie tylko dialogi, ale i same sytuacje potrafią być absurdalne - tytuł doskonale oddaje ten ton. Intryga, jak zawsze, wciąga: oprócz poszukiwania sprawcy odkrywamy również zagadki przeszłości, które świetnie łączą się z teraźniejszością. Akcja osadzona w Teresinie i okolicach nadaje historii lekko prowincjonalny klimat - mała społeczność, w której każdy coś wie, ale nie wszystko mówi, dobrze buduje atmosferę tajemnicy. Tempo jest raczej spokojne, co sprzyja stopniowemu odkrywaniu kolejnych elementów układanki. Dużo tu rozmów, tropów i łączenia faktów - autorka wyraźnie stawia na rozwój śledztwa. Motyw przeszłości wpływającej na teraźniejszość to jeden z ciekawszych aspektów tej historii - pokazuje, że dawne wydarzenia mogą mieć bardzo realne konsekwencje po latach.
„Skąd wyleciało to ciało?” to lekki, ale sprytnie skonstruowany kryminał, który łączy humor z zagadką sięgającą przeszłości. Idealny na moment, kiedy chce się czegoś wciągającego, ale bez ciężkiego klimatu - bardziej uśmiech niż dreszcz, ale wciąż z nutą tajemnicy 💛
To była bardzo przyjemna lektura, a raczej słuchowisko, bo sięgnęłam po audiobooka. Co prawda końcówka się nieco rozjechała, dostaliśmy wyjaśnienie po czasie, które nie całkiem wyjaśniło, zamiast finału, ale i tak - po Lindę i Organka warto sięgnąć.
Ktoś jeszcze uwielbia tytuły książek z tej serii? Kolejne spotkanie z Lindą Miller i Jeremim Organkiem. Wiedziałam, że będzie się działo, wiedziałam, że muszę się spodziewać niespodziewanego, czułem też, że bohaterowie mnie nie zawiodą. Kolejna świetna komedia kryminalna w konferencją historyczną w tle.
Linda i Jeremi wyruszają wspólnie na konferencję historyczną, gdzie kobieta ma wygłosić mowę. W planach nie było zgonów, trupów, denatów ani użerania się z policjantami. Wyszło jak zawsze. Kiedy młoda dziewczyna wypada z okna, nasi bohaterowie jak zawsze angażują się w śledztwo, które niespodziewanie poprowadzi jak zawsze komisarz Bączek, który jak się okazało niefortunnie został skierowany do Teresina, na zastępstwo i miał odpocząć od swoich nieszablonowych znajomych.
Bawiłam się świetnie, dostałam nie tylko wyśmienitą komedię, ale też ciekawą zagadkę kryminalną do rozwiązania, a co jeszcze lepsze mamy także w tym wszystkim wątek historyczny, wątek do dziś nierozwiązanego morderstwa, które może budzić ciekawość. Powieść zaczęła się dość prosto i przyjemnie i jak zawsze nic nie wskazywało na to, że pojawią się problemy, choć jeśli już zdążyliście poznać to szalone towarzystwo, nie pytacie czy, tylko kiedy jakiś pojawi się przysłowiowy trup. Tutaj nie trzeba było na niego zbyt długo czekać, bo dosłownie spadł nam pod nos. Choć nasi bohaterowie znaleźli się na cudzym podwórku, to działali i rozrabiali jak zawsze po swojemu.
Autorka zaserwowała nam tutaj dwie zagadki kryminalne, jedną tą współczesną, której ofiarą padła młoda archiwistka, oraz tą historyczną. Czytając mamy nadzieję rozwiązać obie sprawy, a początek dość mocno sugeruje, że tak się stanie, jednak to co dzieje się później sprawia, że zaczynamy wątpić. Oba śledztwa prowadzone są obok siebie, wydaje się że jedno z drugim ma jakieś powiązanie, a do tego na jaw wychodzą nowe fakty, nowe powiązania i poszlaki, które z jednej strony klarują a z drugiej komplikują wszystko.
Książka napisana w bardzo dobrym stylu, autorka wyśmienicie połączyła ze sobą wszystkie wątki, które na końcu bardzo fajnie połączyły się w dość logiczną całość. Jak na komedię kryminalną przystało możemy się tutaj doszukać dozy chaosu, który autorka też w pełni kontrolowała i według mnie nie wymkną on się spod kontroli, choć nie ustawał w próbach. Lektura lekka, przyjemna, z zagadką do rozwiązania. Akcja szybka i dynamiczna, choć z odrobiną chaosu to pełna konkretów i ciekawych zwrotów akcji, przy których nie można się nudzić.
Choć to czwarty tom serii, to śmiało można go czytać bez znajomości tych poprzednich, bo to całkowicie inna historia, która nawet nie bardzo nawiązuje do poprzednich części. Książka mi się podobała, dobrze przy niej spędziłam czas, to idealna lektura na poprawę humoru, czy gdy ma się ochotę na coś lekkiego. Ze swojej strony polecam zarówno tę książkę jak i całą serię przygód Lindy Miller i Jeremiego Organka.
Linda Miller i Jeremi Organek to duet, który działa jak kawa i melisa w jednym czasie. Linda wpada wszędzie z energią huraganu, a Jeremi najchętniej schowałby się w ciszy, w prosektorium i jeszcze najlepiej bez ludzi. Ona jest chaosem. On jest procedurą. Ona działa najpierw, myśli później. On myśli długo, mówi mało i najchętniej wcale. I może właśnie dlatego tak dobrze się to czyta. Bardzo lubię tę serię za to, że pod humorem i kryminalną zagadką jest tu całkiem sporo o człowieku. O jego słabościach. O pęknięciach. O tym, że nawet najbardziej błyskotliwi i ogarnięci potrafią się rozsypać. W tej części bohaterowie opuszczają Dolny Śląsk, ale nuda nawet nie zdążyła się spakować. Mamy Teresin. Mamy ciało wylatujące z okna. Mamy tajemniczą śmierć księcia. Mamy skarb, przy którym ludziom nagle bardzo szybko rośnie poziom zainteresowania historią. I pieniędzmi, oczywiście. A do tego połączenie Arthura Conan Doyle z polskim księciem i Faberge. To jest ten typ fabuły, gdzie niby wszyscy czegoś szukają, ale prawda jak zwykle siedzi cicho w kącie i patrzy, jak ludzie się kompromitują. Najbardziej poruszył mnie tu jednak Jeremi. Bo pod całą jego chłodną, zdystansowaną warstwą widać stratę, zmęczenie i taką pustkę, której nie da się zamieść pod dywan ani przykryć sarkazmem. Momentami naprawdę ma się wrażenie, że człowiek funkcjonuje już tylko siłą rozpędu. I wtedy wchodzi Linda. Cała na rudo. Cała za głośno. Cała za bardzo. I całe szczęście. Bo ona nie jest terapeutką z dyplomem. Ona jest terapeutką z przypadku. Trochę wbrew sobie, trochę przy okazji, a trochę dlatego, że po prostu nie daje Jeremiemu zatonąć we własnym smutku. Bardzo lubię ten ich balans. To, że za przekomarzaniem, irytacją i absurdem codzienności kryje się coś naprawdę ciepłego. Taka opowieść o tym, że czasem drugi człowiek ratuje nas nie wielkimi słowami, tylko samą obecnością. Do tego dochodzi historyczna zagadka, stare sekrety, cenne przedmioty i to przyjemne uczucie, że autorka naprawdę wie, jak połączyć lekki styl i humor z kryminalną zagadką historyczną. To się czyta płynnie. Z uśmiechem. Ale nie bezrefleksyjnie. Bo to nie jest tylko historia o trupie, skarbie i śledztwie. To jest też opowieść o stracie. O wychodzeniu z emocjonalnego lodu. O tym, że nawet jeśli życie trochę człowieka poturbowało, to czasem wystarczy jedna osoba, żeby przypomnieć mu, że jeszcze nie wszystko stracone. I właśnie za to lubię takie książki najbardziej. Za to, że bawią, wciągają, a przy okazji zostawiają coś więcej niż tylko pytanie: „kto zabił?”.
Gdyby Agatha Christie obejrzała Glass Onion i stwierdziła: „Dobra, dorzućmy jeszcze trochę polskiego humoru”, mogłoby wyjść właśnie coś takiego.
📝 O CO CHODZI
Linda Miller i dr Jeremi Organek meldują się w Teresinie. Ona ma mówić o nierozwiązanym morderstwie z 1913 roku, on zamierza w spokoju leczyć złamane serce. Sielanka kończy się gdy z trzeciego piętra pałacu wypada młoda archiwistka. Sprawę przejmuje komisarz Bączek, który do Teresina zwiał dokładnie po to, żeby nie oglądać panny Miller na oczy.
👥 BOHATEROWIE
Linda- inteligentna, błyskotliwa i... dość neurotyczna. Ma milion myśli na minutę, potrafi wyciągać daleko idące wnioski i nie odpuszcza, dopóki nie znajdzie odpowiedzi. Mnie to bawiło, ale jestem przekonana, że nie każdemu przypadnie do gustu. Jeśli irytują Was bohaterowie, którzy są trochę "za bardzo", Linda może kilka razy podnieść Wam ciśnienie.
Jeremi- Medyk sądowy, oaza spokoju, który najchętniej rozmawiałby wyłącznie z nieboszczykami.
Michał Bączek: Policjant z ciągłą migreną, rzucony w sam środek tego absurdu.
Absolutne starcie ognia z wodą. Linda generuje chaos, Jeremi próbuje go pacyfikować, a Bączek po prostu próbuje zachować resztki zdrowia psychicznego.
✨ KLIMAT
To moje pierwsze spotkanie z autorką i od razu udane. Dostałam zgrabny miks w stylu Agathy Christie doprawiony nowoczesnym sznytem Glass Onion. Styl Starosty jest elegancki, momentami świetnie stylizowany, ale nie przeładowany – czyta się to gładko i z uśmiechem. Wielki plus za autentyczne materiały prasowe z czasów Kongresówki. Zamiast epatowania brutalnością dostałam bystrą, retro łamigłówkę.
🎯 DLA KOGO
Dla fanów klasycznego cozy crime, wielbicieli estetyki Glass Onion, miłośników czarnego humoru oraz każdego, kto w kryminale szuka językowej elegancji i zagadek z historią w tle
⚖️ WERDYKT
Ciekawie napisana komedia kryminalna. Lekki styl i lekko absurdalne dialogi sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko. Jeśli szukacie lekkiej, inteligentnej historii na weekend, z humorem i sympatycznym duetem śledczych, warto mieć ten tytuł na oku.
No dobra, nie wiemy, jak to się stało, że dzięki Małgosi Staroście już po raz CZWARTY wracamy do cudownych Jeremiego Organka i Lindy Miller, ale zupełnie nam to nie przeszkadza. 😁 Tym razem wraz z naszymi bohaterami musimy odpowiedzieć na proste, ale zarazem podchwytliwe pytanie: „Skąd wyleciało to ciało?”.
W komediach kryminalnych u Małgosi porywają nas trzy główne elementy. Po pierwsze bohaterowie, bo ci są niezastąpieni i nie do podrobienia. I tak jak już kiedyś wspominaliśmy, mimo iż seria oficjalnie wzięła swoją nazwę od Jeremiego Organka, czyli świetnego patologa, to my uwielbiamy szaloną Lindę, której niewyparzony język i dążenie po trupach do celu (dosłownie!) wzbudzają w nas ogromne pokłady sympatii. Nie można oczywiście zapomnieć o kilku postaciach drugoplanowych takich jak ex-chłopak Lindy czy policjant, którzy też robią świetną robotę! 🔥
Po drugie — humor i język, który ułatwia przyswojenie całej historii, mimo że mamy tu zagadkę kryminalną do rozwiązania. Zawsze jest z wyczuciem, nic nie jest przesadzone i mimo czasem raczej poważnych sytuacji związanych z denatem, i tak śmiejemy się jak podczas dobrego kabaretu. 😅
No i po trzecie — tło historyczne. I tutaj chapeau bas dla Autorki, która zawsze w swoich powieściach robi ogromny research i sprawia, że możemy nieraz przenieść się nawet o 100 lat w przeszłość i śledzić nierozwiązane historie sprzed wieku. Taki zabieg pozwala jeszcze bardziej wciągnąć się w całą opowieść! 🤩
Wisienką na torcie są oczywiście tytuły: „Gdzie są moje zwłoki”, „Komu zginął trup”, „Kto zamawiał denata”, a w końcu „Skąd wyleciało to ciało”. No czy one nie mówią same za siebie? Ciekawi nas, co może przynieść przyszłość — aż chyba sami będziemy kminić, co można wymyślić przy kolejnym tomie. 🤔
Tak więc czytajcie „Skąd wyleciało to ciało” i spędźcie czas w wesoły i angażujący sposób! 💝
❓Lubicie połączenie kryminału z humorem i wątkami historycznymi, czy jednak stawiacie na bardziej mroczne historie❓
📚 Tym razem duet Jeremiego Organka i Lindy Miller trafia na weekendową konferencję historyczną w podwarszawskim Teresinie. A tam, gdzie pojawia się ta dwójka, prędzej czy później pojawia się też tru.p. Żywiołowa historyczka i patolog o anielskiej cierpliwości ponownie wikłają się w kryminalną zagadkę, tym razem sięgającą niemal stu lat wstecz. Czy Organek i Miller znajdą odpowiedź na pytanie: skąd wyleciało to ciało?
📚 „Skąd wyleciało to ciało?” autorstwa Małgorzaty Starosty to czwarty tom cyklu „Jeremi Organek” z gatunku komedia kryminalna. Znajomość poprzednich części nie jest obowiązkowa, ale z pewnością pomaga lepiej zrozumieć relacje między bohaterami i wychwycić wszystkie smaczki oraz nawiązania pojawiające się między postaciami.
📚 Informacja dla tych, którzy znają wcześniejsze tomy — nie zawiedziecie się ani poziomem humoru, ani fabuły. Autorka po raz kolejny świetnie połączyła lekką, momentami wręcz absurdalnie zabawną atmosferę z dobrze poprowadzoną zagadką kryminalną. Dużym plusem są także wątki historyczne, które nadają historii dodatkowego klimatu i sprawiają, że całość wyróżnia się na tle innych komedii kryminalnych.
📚 A dla osób, które jeszcze nie miały okazji poznać serii „Jeremi Organek” — każda część to lekka komedia kryminalna pełna zabawnych sytuacji, błyskotliwych dialogów i sympatycznych bohaterów, do których naprawdę łatwo się przywiązać. Mogłoby się wydawać, że czwarty tom okaże się słabszy, ale nic bardziej mylnego. Seria nadal trzyma równy poziom i po raz kolejny spędziłam bardzo przyjemny wieczór z twórczością Małgorzaty Starosty.
Akcja przenosi nas do podwarszawskiego Teresina, gdzie odbywa się konferencja historyczna. Jeremi przyjeżdża tam z nadzieją, że uda mu się choć trochę podleczyć złamane serce, a Linda… cóż, pozostaje sobą. Jak zwykle z najlepszymi intencjami potrafi nadepnąć komuś na odcisk i wpakować się w sam środek wydarzeń. Na miejscu pojawia się również doskonale znany komisarz Bączek, który zapewne liczył na spokojniejszy wyjazd służbowy ( czyt. bez Lindowy ) Los ma jednak dla niego zupełnie inne plany…
Podczas konferencji dochodzi do tragedii… z okna wypada kobieta. To wydarzenie uruchamia śledztwo, które bardzo szybko okazuje się znacznie bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Linda początkowo liczyła, że uda jej się rozwikłać zagadkę zabójstwa księcia Druckiego-Lubeckiego z 1913 roku, jednak teraźniejszość brutalnie upomina się o uwagę. Czy dawna historia ma związek z nową zbrodnią? A może odpowiedzi od ponad stu lat leżą tuż pod nosem?
To, co uwielbiam w tej serii najbardziej, to oczywiście Linda i Jeremi. Są jak yin i yang – zupełnie różni, a jednocześnie idealnie się uzupełniają. Ich dialogi są błyskotliwe, pełne ironii, drobnych uszczypliwości i humoru, który trafia dokładnie w mój gust. Nie da się ich nie lubić.
Autorka przemyca dużą łyżkę historii. Wśród humoru, błyskotliwych dialogów, ironii i kryminalnej intrygi czytelnik dostaje ciekawostki historyczne. To nie są suche fakty podane jak w podręczniku, ale naturalnie wplecione w fabułę, dzięki czemu można nie tylko świetnie się bawić, ale przy okazji wynieść z lektury coś więcej.
Jestem ogromną fanką twórczości autorki i po raz kolejny bawiłam się znakomicie.
Czy macie jakiś swój ulubiony duet literacki? U mnie to zdecydowanie rudowłosa Linda i patolog sądowy Jeremi!😁 Przyciągają kłopoty, czy też raczej trupy jak magnes.
Tym razem nasi bohaterowie wylądują w podwarszawskim Teresinie. Jeremi leczy zranione serce, a Linda ma wygłosić prelekcję dla miłośników historii na temat niewyjaśnionej zbrodni z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Niestety, przyjemny weekend mający być odskocznią od rzeczywistości i trupów przeobraża się w poszukiwanie... mordercy!😱
O co tu chodzi? Czy rozwiązanie mrocznej zagadki skrywają tajemnicze dokumenty historyczne? Co takiego tym razem Linda wyniucha?
Ależ to jest pokręcona i przezabawna komedia kryminalna! I tak sobie myślę, że to nie lada sztuka trafić w mój gust! Autorce to się udaje po raz kolejny! Nie brakuje tu znakomitej zabawy słowem, gagów sytuacyjnych i dialogów okraszonych genialną ciętą ripostą, które wywołują uśmiech na mojej twarzy.
Bohaterowie to stały punkt, który mnie przyciąga do tego cyklu, gdyż to już czwarty tom. Niezwykle barwni! Niczym starzy znajomi, prostu ich uwielbiam!
Doszłam do ciekawego wniosku, cóż jeszcze takiego przyciąga mnie do tej serii? Miejsca, w których rozgrywa się akcja. Otóż to, one istnieją! I lubię sobie poszperać jak wyglądają i to wszystko zobrazować oczyma wyobraźni.
Na uwagę zasługuje talent Autorki do łączenia w fabułę prawdziwych zdarzeń o zabarwieniu kryminalnym z fikcyjnymi.
Skąd wyleciało to ciało? 🔎🕵️♀️ Czyli moje genialne, choć spóźnione odkrycie tej serii!
Muszę Wam się do czegoś przyznać... zaczęłam tę przygodę dopiero od 4. tomu, ale już teraz wiem, że na pewno nadrobię poprzednie części! Małgorzata Starosta kupiła mnie tą historią całkowicie. A! No i spokojnie, bo nieznajomość poprzednich w niczym nam tutaj nie przeszkadza!
Fabuła kręci się wokół makabrycznego i zagadkowego odkrycia – na terenie pałacu w Teresinie z nieba dosłownie spadają zwłoki. Linda i Jeremi natychmiast ruszają w wir śledztwa, w którym współczesne morderstwo zaczyna niebezpiecznie mocno przeplatać się z rodzinnymi tajemnicami z czasów Królestwa Kongresowego.
Co tu tak idealnie zagrało?
• Genialny motyw – uwielbiam połączenie starego śledztwa z nowoczesnością! Przeplatanie współczesnych zagadek z tajemnicami z przeszłości to dla mnie strzał w dziesiątkę. • Bohaterowie i humor – postaci są niesamowicie barwne i dosłownie od pierwszych stron da się je obdarzyć ogromną sympatią. Wszystko dzięki zabawnym, lekkim dialogom, które genialnie splatają całą fabułę w całość. • TEN klimat – w całej książce fantastycznie czuć taki typowy, swojski, polski klimat. Kto czyta kryminały polskie i zagraniczne, ten doskonale wie, o czym mówię – ta atmosfera jest po prostu nie do podrobienia! 🇵🇱
Jeśli szukacie czegoś angażującego, a jednocześnie lekkiego i z genialnym humorem, to ten komediowy kryminał sprawdzi się idealnie. Dla mnie to ogromne zaskoczenie i odkrycie! Na bank idę po poprzednie części.
Komisarz Bączek ląduje na posterunku w Teresinie, by wspomóc lokalnych funkcjonariuszy. Szybko okazuje się jednak, że nie zazna tam spokoju, bo w ślad za nim rusza Linda Miller (czy mogła sobie odmówić konferencji historycznej poświęconej zagadkom dwudziestolecia międzywojennego?) w towarzystwie doktora Organka (trzeba jakoś wyleczyć to złamane serce…). Oj, będzie ciekawie, a autorka wplecie w akcję przepiękny pałac (o którego istnieniu nie miałam pojęcia), samego Artura Conana Doyle’a, rodzinę Fabergé i przede wszystkim, oprócz współczesnego trupa, prawdziwą zbrodnię z 1913 roku.
Przyznam, że bardzo podoba mi się klimat tej serii, a właściwie nienachalny humor wyzierający z każdej strony powieści. Trzeba przy tym dodać, że stworzone postaci nie są ideałami – mają swoje przywary, a i tak człowiek chętnie spędziłby z nimi czas w prawdziwym życiu.
Kryminał nie musi być mroczny i ponury, żeby dobrze się go czytało, a bohaterowie nie muszą tonąć w miłosnych uściskach. Zdecydowanie coraz bardziej doceniam nasze polskie historie z gatunku cosy crime, a jeśli jeszcze czegoś się z nich dowiem, to już w ogóle. Autorka ma lekkie pióro, nie popada w banały i jakoś udaje jej się przemycić silne emocje bohaterów bądź ich ciemniejsze strony bez rzucania „kurkami” na prawo i lewo. Doceniam styl, doceniam język, ale przede wszystkim (po raz kolejny!) – pomysł.
Jedna z moich ulubionych par kryminalnych wraca ❤️.
Tym razem duet trafia na konferencję historyków w podwarszawskim Teresinie. Wyjazd, który miał być dla Organka odskocznią po rozstaniu, szybko zamienia się w kolejne śledztwo.
Podczas wystąpienia Lindy z jednego z okien wypada młoda stażystka. Sprawa od początku budzi wiele pytań, a odpowiedzi prowadzą nie tylko do uczestników konferencji, ale również do wydarzeń sprzed lat.
Małgorzata Starosta po raz kolejny sprawnie łączy współczesną zagadkę kryminalną z wątkiem historycznym. Tym razem sięga po tajemnicze zabójstwo księcia Druckiego-Lubeckiego, co nadaje historii dodatkowej głębi i wyróżnia ją na tle innych komedii kryminalnych.
Największą siłą tej serii pozostają jednak bohaterowie. Relacja Lindy i Organka jest naturalna, pełna ironii i wzajemnego wsparcia, dzięki czemu czytelnik z przyjemnością śledzi nie tylko śledztwo, ale i ich codzienne interakcje.
To lekka, wciągająca i dobrze skonstruowana komedia kryminalna, która łączy humor z intrygą i ciekawym tłem historycznym. Zdecydowanie warto czytać tę serię po kolei, aby w pełni docenić rozwój relacji między bohaterami.
Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z wydawnictwem Wydawnictwo Mięta.
Czy zwykła konferencja historyczna może być niebezpieczna? Okazuje się, że tak a jak do tego dodamy Jeremiego i Lindę to już możemy być pewni, że trupy będą wpadać z....... okien
Miało już nie być kłopotów, spraw kryminalnych i trupów ale wydaje mi się, że gdzie ta dwójka tam i zwłoki w pakiecie muszą być 🤷♀️ No i co tu dużo mówić ta seria to mój must read i co by @ nie wymyśliła to ja to biorę w ciemno. Ale żeby nie było tym razem ogromnym zaskoczeniem całej historii okazał się Jeremi, który to swoim zachowaniem (a kto czytał ten wie jaki dżentelmen z niego) szokuje wszystkich bo Linda to Linda ona szokuje od zawsze a co za tym idzie to nawet najstarszym filozofom się nie śniło 😝
Po raz kolejny dostajemy świetnie skonstruowaną intrygę z genialnym tłem historycznym, które idealnie podbija i urozmaica całość książki aż do tego stopnia, że mamy ochotę poszukać więcej i całkowicie zagłębić się w tej sprawie. Jak zawsze niezawodni bohaterzy, którzy swoimi dialogami potrafią wywołać uśmiech, sprawiają, że opowieść nabiera kolorów i to właśnie dzięki nim zawsze mam ochotę całkowicie dać porwać się lekturze. Tym razem Małgosia wprowadziła trochę zmian, które powodują nie byle jakie zamieszanie a to sprawia, że książkę czyta się z jeszcze większą ciekawością. Mam nadzieję, że to nie koniec i jeszcze nie jeden trup stanie (albo położy się) na drodze tej dwójki, czasami spędzony w ich towarzystwie to dla mnie dosłownie miód na duszę, dlatego też gorąco polecam Wam całą serię.
Jeśli dobrze zrozumiałem w audiobooku, to jest to ostatnia część serii z Organkiem i Miller. A szkoda, bo bardzo przyjemnie się jej słuchało.
Ta część miała chyba drugą najciekawszą sprawę kryminalną, zaraz po tej z pierwszego tomu. Niestety brakowało mi tutaj humoru charakterystycznego dla bohaterów tej serii, co jest sporym minusem. Akcja podążała do przodu całkiem sprawnie, nie nudziłem się. Tylko znowu - kiedy miałem nadzieję na konfrontację zbrodzienia z konsekwencjami dostałem przeskok 7 miesięcy w przód, a opis owych konsekwencji jedynie pobieżny. Tło historyczne całkiem niezłe, ale "wskrzeszania Hitlera" chyba nic nie przebije.
Serię ogólnie polecam do słuchania w audio w trakcie robienia czegoś, chociaż na dłużej ze mną ona nie pozostanie
Rzuciłam się na tę książkę jak Reksio na szynkę. Bardzo polubiłam tę serię i bałam się, że nie będzie miała kontynuacji. Ale niestety bardzo się rozczarowałam i bawiłam się raczej słabo. Zdecydowanie najgorsza część z tej serii. Bardzo brakowało mi Jeremiego, w samym Organku. Brakowało mi poczucia humoru. I też bardzo męczące były dla mnie wszystkie nawiązania i powiązania z innymi seriami autorki. Mam pamięć złotej rybki i absolutnie się w tym gubiłam. I też główna zagadka niezbyt mnie wciągnęła. Nie zmienia to faktu że z chęcią sięgnę po kolejny tom.
Podoba mi się pomysł konferencji, a cała zagadka kryminalna, zarówno ta teraźniejsza, jak i ta z przeszłości są mega ciekawe, ale momentami otoczka jest słabo dopracowana.
Mam wielką sympatię do bohaterów, ale moim zdaniem ta część wypada blado w porównaniu do wcześniejszych. Końcówka jest niesatysfakcjonująca (nie wierzę, że Linda nie próbowałaby bardziej namieszać 😂)
Ogólnie miło spędzony czas, jeśli pojawią się kolejne części to z przyjemnością poznam dalsze przygody Lindy i Jeremiego😇
Kolejna część i… znowu przepadłam. Uwielbiam te dialogi, ten rytm, to jak historia się prowadzi – lekko, ale wciąga jak rozmowa, której nie chcesz kończyć.
Niby jest trup, niby śledztwo, a jednak to jedna z tych książek, które… odprężają. Takie „czytam dla przyjemności, nie dla napięcia”.
Lubię wracać do tych bohaterów – jak do znajomych, którzy zawsze mają dla mnie dobrą historię.
Fajne zakończenie serii, ale ze wszystkich tomów w tym coś mnie irytowało (mógł to być jeden z bohaterów pobocznych) i brakowało mi konfrontacji ze sprawcą na koniec, bo dostajemy tylko przeskok czasowy i rozmowę bohaterów jak wyglądało ujęcie sprawcy.
Małgorzata Starosta znów to zrobiła, dostarczyła kolejną niesamowitą historię Jeremiego i Lindy!
Tym razem nasz przyciągający kłopoty duet wybiera się na prelekcję, podczas której Linda wraca do tajemniczej sprawy sprzed lat, a Jeremi próbuje poskładać złamane serce. Oczywiście bez towarzystwa naszego ulubionego policjanta… przynajmniej taki był plan.
Bo gdy zwłoki wypadają przez okno, a w teresińskiej policji potrzebne jest nagłe zastępstwo, nasze wspaniałe trio musi ponownie połączyć siły i być może rozwiązać aż dwie zagadki. Teresin jeszcze nie wie, co go czeka…