Jump to ratings and reviews
Rate this book

Matka nikt

Rate this book
Ta książka stawia pytania, których nie chcemy sobie zadawać: co jeśli rodzic nie jest świętością? Co jeśli matka nie jest uosobieniem dobra i bezpieczeństwa, tylko źródłem strachu, poczucia winy i systematycznego niszczenia?

Matka nikt to opowieść o relacji, w której miłość zostaje zastąpiona kontrolą, a miejsce bliskości zajmuje pogarda. To historia władzy niepotrzebującej przemocy fizycznej, bo wystarczą jej słowa, powtarzane latami, konsekwentnie, aż zaczynają działać jak prawda objawiona: nie jesteś już moim synem, jesteś nikim, jesteś dnem, do niczego się nie nadajesz, twoje życie to bagno.

Te zdania nie znikają wraz z dzieciństwem. One dorastają razem z bohaterem, zmieniają ton i kontekst, ale nigdy nie tracą mocy. Matka nikt pokazuje, co dzieje się z człowiekiem niszczonym dzień po dniu.

Bezlitosna historia przemocy psychicznej – takiej, która nie zostawia siniaków, ale potrafi obrócić świat w ruinę.

192 pages, Paperback

First published March 25, 2026

Loading...
Loading...

About the author

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
5 (25%)
4 stars
9 (45%)
3 stars
5 (25%)
2 stars
1 (5%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 6 of 6 reviews
155 reviews
April 11, 2026
Zanim zaczęłam pisać tę recenzję, musiałam na chwilę odłożyć tę książkę, wziąć głęboki oddech i pozwolić, by ten duszny, lepki ciężar, który Wojciech Słojkowski zostawił w mojej głowie, nieco opadł. „Matka Nikt” nie jest lekturą, którą się konsumuje - to raczej literacka sekcja zwłok na żywym organizmie, przeprowadzona bez znieczulenia i, co najbardziej bolesne, bez rękawiczek.

To, co uderzyło mnie najmocniej, to fakt, że autor nie próbuje nas uwieść piękną frazą czy literackimi ozdobnikami. Ta opowieść jest surowa, niemal pierwotna w swoim bólu, chaotyczna. Słojkowski pisze tak, jakby wyrzucał z siebie toksyny, które gromadziły się w nim przez lata. Stylistyka tej książki jest intencjonalnie „brudna” - zdania bywają nieskładne, potoczne, gęste od wulgaryzmów. Momentami odnosiłam wrażenie, że nie czytam powieści, a uczestniczę w intymnej, bolesnej spowiedzi, w której autor nie ma już siły na dobieranie subtelnych słów. Ta szczerość dominuje i boli, ale to właśnie ona sprawia, że „Matka Nikt” jest tak autentyczna.

Mocną stroną tej pozycji jest bez wątpienia dekonstrukcja mitu matki-świętości. Słojkowski z ogromną odwagą pokazuje drugą stronę medalu: matkę chłodną, kontrolującą, niszczącą poczucie własnej wartości syna pod płaszczykiem codziennej troski. Genialnym, choć bolesnym zabiegiem, jest ukazanie mechanizmu parentyfikacji - tego tragicznego odwrócenia ról, gdzie dziecko staje się emocjonalnym opiekunem rodzica, który sam nie potrafi udźwignąć własnego życia. Symboliczny arbuz i bazarowe zakupy, które na początku wydają się niewinnym wspomnieniem, szybko nabierają ciężaru rytuału, z którego nie ma ucieczki. To książka o tym, że rany zadane słowem, drwiną i brakiem miłości krwawią tak samo mocno, jak te fizyczne.

Jeśli miałabym wskazać słabsze ogniwa, to z pewnością jest nim nadmiar wspomnianych wulgaryzmów. Rozumiem ich terapeutyczną funkcję i potrzebę oddania surowości emocji, jednak w pewnych momentach miałam poczucie, że ta „brzydota” języka przysłania głębię psychologiczną, którą autor potrafi tak świetnie wydobyć za pomocą metafor czy gier słownych. Czasami mniej znaczy więcej, a tutaj ta agresja słowna bywa męcząca i może odpychać czytelnika szukającego w literaturze nieco większego dystansu. Dodatkowo, forma zapisu - momentami rwana, chaotyczna, przypominająca zbiór luźnych wspomnień i listów - sprawia, że czujemy pewien niedosyt, jakby autor wciąż trzymał w sobie ten ostatni, najgorszy sekret, którego nie odważył się jeszcze wykrzyczeć.

To lektura absolutnie niezbędna, choć potwornie niewygodna. Czytając ją, czułam się jak intruz w czyimś domu, świadek scen, o których wolelibyśmy myśleć, że się nie zdarzają. Najbardziej poruszył mnie ten dualizm: nienawiść do oprawcy wymieszana z rozpaczliwą, niemal psią miłością do matki. To zawieszenie w emocjonalnej próżni jest oddane po mistrzowsku.

„Matka Nikt” to nie jest książka dla każdego. To pozycja dla osób o mocnych nerwach, gotowych na konfrontację z obrazem macierzyństwa, który budzi lęk. To literacki krzyk dziecka, które dorosło, ale wciąż próbuje pozbierać drobne kawałki siebie z podłogi.
289 reviews5 followers
April 6, 2026
Są książki, które się czyta i są takie, które się przeżywa całym sobą. Taka jest #matkanikt
Wyobraź sobie kobietę zamkniętą we własnym świecie.
Pustą. Nieobecną. Zimną.
Rodzi syna. Nie z miłości. Z przeraźliwego lęku przed nicością.
Dziecko ma być plastrem na jej rany. A staje się lustrem jej własnych porażek.
„Matka Nikt” to nie jest zwykła powieść. To literacka spowiedź. Bolesna. Intymna. Szczera do szpiku kości. Autobiograficzny zapis relacji, która zamiast dawać życie powoli je odbiera.
Matka z tej książki żyje w świecie lektur i drobnych kradzieży.
Kąsa. Odrzuca. Gardzi.
Atakuje fizycznie i psychicznie.
A on? Tkwi w tej relacji jak zwierzę w klatce. Zraniony. Niekochany. Szukający sensu tam, gdzie go nie ma.
Pod kątem psychologicznym ta książka to absolutny majstersztyk o uwikłaniu. Widzimy tu odwrócenie ról. Parentyfikację. Syn staje się opiekunem. Miłość miesza się z kontrolą, a bliskość z pogardą. Rodzicielstwo jest tu czystą dysfunkcją, zbudowaną z lęku i poczucia winy.
To trudna lektura, ale o ogromnym potencjale biblioterapeutycznym. Pokazuje mechanizmy zniszczenia. Obrazuje bagno, z którego próbujesz uciec, ale głód bycia kochanym wciąż ciągnie cię na dno. Stawia też okrutnie ważne pytanie: czy dziecko noszące taki ciężar, może jako dorosły zbudować zdrową relację?
To obraz człowieka niszczonego dzień po dniu.
Matka nikt
Matka nikogo
Matka nic niewartego syna
Matka, którą kocham do szaleństwa
I do szaleństwa nienawidzę
Kult matki w naszym społeczeństwie jest niemal nietykalny. Matce wybacza się wszystko.
Ale czy słusznie?
Gdzie kończy się synowski obowiązek, a zaczyna instynkt samozachowawczy?
Czy można porzucić własną matkę, by w końcu ocalić siebie?
Polecam Wam ten tytuł z całego serca. Zostanie w Was na długo.
295 reviews2 followers
May 4, 2026
(...) Jest takie powiedzenie "Pomogłaś mi stać się wszystkim, czym jestem". Ono idealnie odzwierciedla historię jaką przeczytamy w książce Wiktora Słojkowskiego "Matka nikt".

To pełna bólu i emocjonalnego ładunku opowieść będąca niejako krzykiem dorosłego człowieka, w którym wciąż żyje dziecko pozbawione miłości własnej matki. To wręcz uderza z każdej kartki tej książki. Książki, która jest niesamowicie trudna. Czytając ją miałam w sobie wielkie rozdarcie pomiędzy tragedią dziecka i tragedią kobiety.

Mężczyzna odsłania przed czytelnikiem swoją trudną przeszłość, dzieciństwo i młodość naznaczone depresją matki. Choroba niszczy nie tylko ją samą, ale i jej własne dziecko, fundując mu psychiczną przemoc, która często bardziej boli niż fizyczna i pozostawia rany na całe życie. Relacja jaka łączy matkę z synem, to nieustanna huśtawka emocjonalna, słowne uderzenia dzień po dniu, zabijające w młodym umyśle poczucie własnej wartości, brak pomocy z zewnątrz. To mnie najbardziej zastanawiało przez cały czas. Gdzie byli inni, gdy kobieta zapadając się coraz bardziej w sobie, pociągała za sobą dziecko.

Dla mnie ta historia, to nie tylko dramat chłopaka, dziś już w ciele dorosłego człowieka, ale widać, że wciąż to młody chłopak. To też dramat kobiety, pozostawionej z pogłębiającą się chorobą. Czy mogła dać dziecku to, czego sama nie posiadała? Co innego, gdy rodzic niszczy własne dziecko z powodu chorych ambicji, złego charakteru. Ale czy depresję i jej skutki ktoś sam sobie wybiera? Wątpię..

Nigdy jeszcze tak nie miałam, żebym po przeczytaniu książki czuła się psychicznie obciążona. A tak było w przypadku tej historii. Zdecydowanie nie jest ona dla każdego.
Profile Image for ixrosik.
3 reviews
April 27, 2026
Bez owijania w bawełnę i bez zbędnego lukru – Wiktor Słojkowski mówi prosto z mostu o tym, jak wielki (i często trudny) wpływ mają na nas rodzice.

Ta lektura to bolesna lekcja o tym, jak jako dzieci chłoniemy zachowania, opinie i lęki naszych opiekunów, a potem… po prostu je powtarzamy. Często nieświadomie, powielając schematy, które wcale nam nie służą.

Jako rodzica, ta książka totalnie mnie zatrzymała. Skłoniła do głębokiej refleksji nad każdym moim słowem i gestem kierowanym do dziecka. Czy to, co mówię, buduje, czy niszczy? Co tak naprawdę po mnie przejmie?

Jeśli szukacie czegoś, co otworzy Wam oczy na relacje rodzinne i zmusi do rachunku sumienia – to jest pozycja obowiązkowa. Mocna, szczera i potrzebna.
Profile Image for Marta Gąska w książkach.
127 reviews3 followers
March 29, 2026
Czasem trafiam na książki, które są tak poruszające, że nie wiem co napisać. Odnoszę wrażenie, że żadne słowa nie są w stanie oddać emocji, które towarzyszyły mi w trakcie lektury.

Autor podsumowuje rolę matki w jego życiu. Rolę gorzko-gorzką. Sytuacje bolesne, choć przecież nie nadzwyczajne. Nie ma tu bowiem wielkich czynów, kulminacyjnych momentów. Jest mozolna, nieustępliwa, codzienna czynność współoddziaływania. I niszczenia.

I okładka, która po prostu idealnie oddaje tematykę.
Do tego styl, którego ja jestem ogromną fanką, czułam się jakbym rozmawiała z autorem, a nie czytała jego książkę. Niesamowite przeżycie. Piękne w brzydocie doświadczeń.
Profile Image for Bunny.reads.
149 reviews1 follower
April 2, 2026
Książka poruszająca i przygnębiająca, ale zdecydowanie warta poznania
Displaying 1 - 6 of 6 reviews