W Nie przeproszę, że urodziłam Karolina Domagalska sięga po temat, który budzi wiele kontrowersji, wywołuje lęk, stawia trudne pytania o wartości etyczne. Zwłaszcza w Polsce, gdzie brak szczegółowych regulacji prawnych dotyczących zapłodnienia in vitro.
Autorka odmalowuje szeroki i społecznie zróżnicowany obraz tego zjawiska. Sięga po historie i doświadczenia rodzin "klasycznych", czyli heteroseksualnych, ale też "nowych": lesbijskich lub gejowskich, pisze także o kobietach, które pragnęły mieć dziecko, mimo że nie miały partnera. Rozmówców szuka autorka również za granicą: podróżuje do Izraela, Holandii, Wielkiej Brytanii, Skandynawii, dzięki czemu czytelnik ma szansę poznać wiele odmiennych rozwiązań prawnych: zasady działania banków spermy, dawstwa anonimowego i nieanonimowego, poznaje samych dawców i ich motywację. Równie ważne stają się spotkania, w trakcie których autorka rozmawia o tym, co czują rodzice, którzy decydują się na ten typ rodzicielstwa, kobiety, które przechodzą proces zapłodnienia in vitro, wreszcie dzieci, które nie znają tożsamości biologicznych rodziców.
Książka Karoliny Domagalskiej to niezwykle cenny głos w dyskusji o współczesnych modelach rodziny. Napisana z delikatnością i taktem, mówi jednak wyraźnie: rodzicem nie jest ten, kto rodzi czy płodzi, tylko ten, kto wychowuje i obdarza miłością.
Po 50 stronie zrozumiałam, że ta książka jest ludziom potrzebna. Pokazuje in vitro z przeróżnych stron. Dostajemy rozmowy z rodzinami heteroseksualnymi oraz homoseksualnymi, które skorzystały z tej metody. Dostajemy rozważania na temat anonimowości i nieanonimowości dawców. Dostajemy rozmowy z psychologami oraz dziećmi poczętymi metodą in vitro. Możnaby stwierdzić, że wszystko jest idealnie, ale dla mnie momentami było za dużo chaosu. Skakanie z jednej historii na drugą, potem powrót do tej pierwszej. Czytanie zajęło mi ponad tydzień, bo autentycznie męczyłam się, mimo że temat został przedstawiony naprawdę ciekawie. Czegoś zabrakło...
najbardziej w czytaniu reportaży lubię sytuację, kiedy już w sumie od lat mam wyrobioną opinię na jakiś temat, a potem książka i tak zmusza mnie do jej przemyślenia jeszcze raz.
Faktycznie momentami bywa dość chaotycznie, jednak nie przeszkadza mi to aż tak bardzo i rozumiem czym było to spowodowane. Przekrój różnych historii i sytuacji związanych z tematyką, szanuję bardzo za ukazanie nie tylko samych pozytywnych stron in vitro, lecz także tych bardziej kontrowersyjnych i problematycznych, na przykład związanych z sytuacją prawną. Oddanie głosu rodzinom pozwala jeszcze bardziej wczuć się w ich sytuację, przez co ich motywacje są jeszcze bardziej widoczne.
Otwieranie sobie głowy i sposobu myślenia, jest potrzebne, ale bardzo często niekomfortowe, a dowiadywanie się rzeczy, o których nie miało się pojęcia, bez próby ich oceniania jest zawsze wyzwaniem. Ja bardzo się cieszę że to wyzwanie podjęłam, bo to tak chciałabym poznawać świat, zawsze z otwartą głową! Dowiedziałam się dzięki tej książce całej masy rzeczy. Bardzo rzetelny reportaż, mimo że nieco chaotyczny (to chyba jedyna wada).
„Za polem bitewnym ideologicznych Grunwaldów mieści się pole walki, które toczą kobiety. Stoją tam ze swoimi partnerami, partnerkami albo same i podejmują decyzje. Odpowiadają na nowe pytania, kiedy zaczyna się życie, czy to moralne, aby skorzystać z badań preimplantacyjnych, co zrobić z zamrożonymi zarodkami, czy adopcja zarodka to dobre rozwiązanie, czy powinny oddać komórki jajowe innej kobiecie. Są moralnymi pionierkami, pionierkami mimo woli”.
W reportażu „Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro” Karolina Domagalska przedstawia historie pojedynczych osób i rodzin (także tęczowych), które mierzą się z szeroko rozumianą niepłodnością. Za każdą opowieścią kryje się ogrom bólu, rozczarowań, wątpliwości i cierpienia, niezależnie od tego, z której części świata pochodzą bohaterowie, którzy zgodzili się porozmawiać z autorką o ich trudnej drodze do spełnienia marzeń o potomstwie. Rozwój medycyny reprodukcyjnej przyczynił się do zgłębienia tajemnicy powstania życia i dla wielu stał się drogą do posiadania dziecka, a przy tym niełatwym wyzwaniem dla społeczeństw na całym świecie. Mamy tutaj m.in. historie solo mam, dawców nasienia, surogatek i dzieci, które urodziły się dzięki in vitro. Poznajemy ich perspektywę na obowiązujące prawo, wady i zalety korzystania z pomocy dawców anonimowych i otwartych, możliwości leczenia za granicą. Nie brak tu tematów do skomplikowanych rozważań prawnych i etycznych. Książka została wydana w 2015r. i jedyne czego mi brakowało, to informacji jak obecnie wygląda sytuacja i uregulowania prawne w tym zakresie. Mam nadzieję, że wiele się zmieniło na lepsze i przynajmniej część uprzedzeń i obaw odeszła do przeszłości.
Definitywnie potrzebna i ważna. Warta przeczytania.
Uświadomiła mnie, że to całe in vitro to wcale nie jest prosta sprawa. To proces mogący być wykańczający fizycznie i psychicznie.
Pokazała mi, że surogacja jest na prawdę niesamowita. Zawsze wydawało mi się, że każda osoba z którą rozmawiam podchodzu do tego negatywnie, co więcej w mediach pokazuje się to jako coś niemoralnego, a tu proszę pokazanie tego jako altruizm i piękny gest.
Nie raz, nie dwa myślałam podczas czytania o psychicznym aspektem jeśli chodzi o dzieci. I wiecie co? Doszłam do wniosku, że te dzieci będą kochane w 100%. I to jest najważniejsze. Dzieciaki będą dorastać w kochającym i wspierającym otoczeniu.
Cieszę się, że przeczytałam tę lekturę. Mimo, że krótka to jest warta uwagi.
3,5 ⭐️ Był chaos, który widać w skokach między historiamii i próba łapania wielu srok za ogon, co momentami dawało efekt traktowania niektórych bohaterów bardzo płytko. Nie mniej jednak temat bardzo ważny, a książka potrzebna. Duży plus za brak stronniczości autorki, która prawie wgl (bo można policzyć na palcach jednej ręki) nie pojawia się w swoim repo, oddaje głos ludziom i stabilnie się tego trzyma.
zaczęłam od rozdziału o tęczowych rodzinach, myślałam, że skoro książka jest polska, to będzie o polskich: jest o rodzinach izraelskich
cytuję wypowiedź bohaterki „Zachęcanie do posiadania dzieci, finansowanie zabiegów medycznych to wszystko część państwowej polityki demograficznej. Żydzi powinni być w Izraelu wiekszością, demograficzny pojedynek z Arabami trwa.„ obrzydliwe
Ocena: 4 Wrażenia: Ciekawy, mało stronniczy reportaż o in vitro, surogatkach (surykatkach :D) i różnorodności rodzin. Trochę o Polsce, trochę o Izraelu, trochę o USA i trochę o Ukrainie. Dla kogo: Dla zainteresowanych tematyką, dobra lektura.
Nie odczułam tutaj chaosu, ale próbę ukazania tematu ze wszystkich możliwych stron, co dla mnie jest zdecydowanie dużym plusem tej książki. Jest to rzetelny reportaż i na pewno bardzo potrzebny.
3.75 "Nie przeproszę, że urodziłam" to książka, która pozostawia w refleksji. Niektóre historie zaskakują swoją szczerością i głębią, wprawiają w zadziwienie. Autorka prowadzi narrację z niezwykłą delikatnością: nie ocenie, nie komentuje, ale pozwala bohaterom mówić własnym głosem. Właśnie taka forma, pełna szacunku i otwartości, wydaje się szczególnie cenna, gdy mowa o tematach trudnych, osobistych, często kontrowersyjnych. To reportaż, który nie tylko informuje, ale przede wszystkim daje przestrzeń do zrozumienia.
W naszym kraju in vitro jest tematem budzącym wiele kontrowersji, a także stawiającym mnóstwo pytań, na które niełatwo jednoznacznie odpowiedzieć. Każdy ma prawo do wyrażenia własnego zdania na ten temat, o ile nie stara się na siłę przekonać kogoś, że zupełnie nie ma racji, a do tego nie zna życia i jest pozbawiony jakiejkolwiek wiedzy czy wyższych uczuć. Jedno jest pewne - łatwo stawiać wyroki, kiedy samemu nie miało się większych problemów z zajściem w ciążę...
Agnieszka od zawsze marzyła o posiadaniu sześciorga dzieci, które byłyby jej oczkiem (i to nie jednym) w głowie. Niestety los bywa bardzo przewrotny, często toczy się zupełnie innym torem, niż byśmy tego oczekiwali. Kobieta po nieudanym małżeństwie nie potrafiła znaleźć odpowiedniego partnera nadającego się na dłuższy związek, a tym bardziej wychowywanie wspólnego dziecka. Z tego względu Agnieszka zdecydowała się na in vitro - aktualnie ciesząc się 3-letnią córeczką Anią, a do tego planując kolejnego maluszka. Nie może pozwolić sobie na ciążę bez poważnej ingerencji, ponieważ cierpi na poliendokrynopatię (jej organizm wytwarza antyciała atakujące tarczycę, trzustkę oraz jajniki), chorobę Hashimoto, w wieku dwudziestu lat przeszła przedwczesną menopauzę, a do tego posiada dość znaczną nadwagę.
"Życie Agnieszki przypomina grę Tetris. Klocki o różnych kształtach spadają z góry, trzeba je szybko umiejscowić tak, żeby dopasowały się do reszty i zrobiły miejsce dla nowych. Odkąd urodziła się Ania, klocki przyśpieszyły, Agnieszka przeszła do kolejnego etapu, ale nie nadąża. Jeden nieprawidłowy ruch i klocki spadają bezładnie jeden na drugi, zlepiają się jak jej krwinki czerwone i blokują oddech." *
Postronni obserwatorzy mogliby stwierdzić - jesteś młoda; jeszcze znajdziesz odpowiedniego mężczyznę; wyluzuj, wszystko w swoim czasie. Niestety kobieta, tak jak wiele innych w aktualnych czasach, ma problemy zdrowotne, które utrudniają, a niejednokrotnie uniemożliwiają, zajście w ciążę w sposób naturalny. Czy to od razu oznacza, że kobieta jest mniej wartościowa i, skoro jej organizm nie pozwala na ciążę, to ma zrezygnować z posiadania upragnionego dziecka? Jak można oceniać kogoś po tym, że pragnie potomstwa? Najwięcej do powiedzenia mają ci, którym wystarczyła chwila uniesienia, aby doszło do zapłodnienia. Szczęściarze... którzy nie powinni dyskredytować tych, którzy takowego farta nie mają.
Pokuszę się o stwierdzenie, iż bezpłodność oraz niepłodność (tak, to dwa różne pojęcia medyczne!) to błyskawicznie postępująca choroba cywilizacyjna, o której nie było tak głośno kilkadziesiąt lat temu. Chroniczny stres, nieustanny pęd za wszystkim, sztucznie modyfikowana żywność czy zanieczyszczenia powietrza i wody sprawiają, że nasze organizmy przestają funkcjonować tak, jak należy. Niestety skutki bywają opłakane, a problemy z zajściem w ciążę mogą dotknąć również młodych ludzi, wydających się idealnymi okazami do bycia mamą i tatą.
Pierwsze dziecko poczęte w Polsce przy wykorzystaniu metody in vitro urodziło się 12 listopada 1987 roku w Białymstoku, co napawa mnie dumą, bo to "moje" miasto. W tych czasach zapłodnienie pozaustrojowe było wykonywane nieodpłatnie, jednak od 1991 roku wymaga ono ogromnych nakładów pieniężnych ze strony potencjalnych rodziców. W naszym kraju problemem jest brak regulacji prawnych dotyczących medycyny reprodukcyjnej. Ponadto ogrom osób przeciwnych in vitro wytacza solidny argument jakoby zarodki były niszczone w klinikach. Wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy, że większość klinik wymaga zgody rodziców na opłacanie przechowywania zamrożonych zarodków - kiedy pieniądze przestaną wpływać, to lekarze mają prawo przekazać zarodki do adopcji prenatalnej, a nie do niszczenia ich! Niektórzy również nie mają pojęcia o istnieniu ministerialnego programu, który wprowadził ograniczenie liczby zapładnianych komórek jajowych do sześciu (u młodych kobiet) bądź niewielu więcej (u kobiet starszych po trzeciej próbie leczenia). Cóż poradzić na te niesprawiedliwe życie - jednym wystarcza jedna impreza, aby doszło do zapłodnienia, a innym nie udaje się po kilkunastu latach starań...
Przeciwnicy in vitro argumentują swój wybór, zarzucając, że jest to projektowanie dziecka, z czym nie do końca można się zgodzić, wszak większość cech i umiejętności zależy od środowiska wychowawczego, a nie od tego, z jakiego nasienia skorzysta kobieta... Ponadto, czy przypadkiem nawiązując bliższą relację z mężczyzną, nie wybieramy go na podstawie wyglądu czy cech charakteru, mając gdzieś z tyłu głowy myśl, iż byłby dobrym potencjalnym ojcem naszych dzieci? Zatem, jak możemy obwiniać kobiety, korzystające z zapłodnienia pozaustrojowego, o to, że chcą stworzyć sobie idealne dziecko? Nie trafiają do mnie również stwierdzenia typu: przecież tyle dzieci czeka w domu dziecka, zaadoptuj jakieś i daj mu szczęśliwy dom. Okej, w porządku, to dlaczego Ty, posiadając własne dzieci, nie weźmiesz pod opiekę potrzebującego, biednego i smutnego malucha, który z pewnością będzie Ci wdzięczny za to? Błagam, nie bądźmy hipokrytami...
Nie będę wchodzić w dyskusje z osobami, które są stanowczo na nie, jedynie dlatego, że są utwierdzone w przekonaniu, że to nieetyczne bądź niezgodne z ich wiarą. Uważam, że porozmawiać o tym można z kimś, kto głębiej wszedł w temat i poznał zarówno zdanie za, jak i przeciw, a do tego podaje konkretne i racjonalne argumenty oparte na faktach, a nie tym, co gdzieś się usłyszało czy przeczytało, a w zasadzie jest zupełnie wyrwane jest z kontekstu. Nie cierpię prowokacji oraz rzucania półsłówkami, aby tylko zdenerwować tych, którzy mają pełną świadomość tego, iż niekiedy in vitro jest jedyną możliwością posiadania dziecka.
Zatem może czasami warto wziąć sobie do serca przysłowie, według którego mowa jest srebrem, a milczenie złotem i nie oceniać ludzi, kiedy nie posiada się zielonego pojęcia o tym, co przeszli w swoim życiu, a także ile wysiłku wnieśli w to, aby w ich domu można było usłyszeć śmiech dziecka...
różne historie, różne punkty widzenia. jest różowo, ciężko, niepewnie, boleśnie. jest szczęście, rozpacz, załamanie. dopracowana książka, dobra narracja. warto.
Reportaż poruszający kwestie prawne, etyczne i zwyczajnie ludzkie, dotyczące in vitro, przeplatany historiami osób starających się o upragnione potomstwo. Są tu pary dotknięte bezpłodnością, samotne matki, nowe rodziny. Jest wprowadzenie do procedury medycznej i kwestie pojawiające się w debacie politycznej. Są surogatki, kwestia setek dzieci od jednego dawcy, ból podczas niekończących się zabiegów medycznych, dyskryminacja społeczna i religijna. Autorka oddaje głos rodzicom, którzy za wszelką cenę chcą mieć własne dzieci oraz samym dzieciom, które naturalnie pragną poznać swoje korzenie. Jak przyznaje jedna z matek: " Chęć posiadania dziecka jest tak obezwładniająca, że nie jesteś w stanie jej zwalczyć. (...) Wydaje ci się, że zadajesz wszystkie pytania, które trzeba zadać, ale potem okazuje się, że nie zadałaś najważniejszych. Tych, które zada twoje dziecko." (s. 63) Reportaż nie formułuje wniosków, za to zaznacza kierunek, w którym będzie szedł przemysł a wraz za nim zmiany społeczne i ustawodawstwo.
STRASZNY CHAOS…. 1.75🌟 przykro mi, bo naprawdę interesował mnie ten temat, nigdy szczególnie się nad nim nie rozwodziłam ale pomyślałam, że ta książka przybliży mi problemy ludzi którzy walczą z bezpłodnością i pośrednio pokaże mi jak wygląda proces in vitro Jednak ta książka jedynie mnie zmęczyła. Kto wpadł na taki słaby pomysł podzielenia historii Agnieszki? Przez te fragmenty byłam wybijana z rytmu… Poza tym miałam nadzieję że dowiem się więcej o emocjach tych ludzi, o czasie w którym zdecydowali się na in vitro czy inseminacje A zamiast czegoś głębokiego dostałam milion akapitów o prawie in vitro w Szwajcarii, Danii itd itd o dawcach otwartych, anonimowych bla bla bla Wolałabym żeby to było drugoplanowe; fajnie że się coś o tym dowiedziałam, ale mam wrażenie że jakby to było bardziej na drugim planie, a na pierwszym historie ludzi, to jak się czuli w tracie, jak wyglądał moment w którym się udało zajść w ciążę itp to wtedy książka dostałaby ode mnie wyższą ocenę Tą cała otoczka kultury Agnieszki mnie nudziła; szkoda że nie było więcej historii polskich par
4.8 Wspaniały reportaż. Dużo informacji przekazanych w przystępny sposób. Wkradło się tutaj troszkę chaosu. Mam wrażenie że mało było informacji o in vitro w Polsce ale to może być tylko moje subiektywne wrażenie ze względu właśnie na ten chaos. Historia Agnieszki całkiem niepotrzebnie tak podzielona. Po skończeniu tematycznego rozdziału musiałam od nowa zagłębiać się w jej historię i fakty mieszały mi się z faktami życia innych wcześniejszych kobiet. Polecam z całego serducha! ⭐⭐⭐
Dnf 57% Nigdy nie czytałam tak chaotycznej książki, a w przypadku reportażu uważam to za niedopuszczalne. To wygląda tak, jakby ktoś wrzucił akapity i rozdziały do maszyny losującej i wstawił je w dowolnej kolejności. Zmarnowany potencjał. Kto wpadł na pomysł podzielenia historii Agnieszki w ten sposób?
Ważne i ciekawe historie, momentami są opisane zbyt skrótowo. Wolałabym aby historie zostały bardziej rozwinięte. Plus za zawarcie wielu różnych perspektyw: zarówno osoby w związkach, jak i samotne matki, dawcy, lekarze, surogatki czy tęczowe rodziny. To wszystko wpływa na bardzo szeroki obraz in vitro