Posłuchaj kołysanki o przeklętym domu i o krwi, która próbowała go odzyskać. Była sobie Amiri van Hamprose. Dorastała w moich czterech ścianach, nieustannie podziwiając swój rodowy witraż. Bardzomnie kochała, swój stary dom, a ja kochałem ją równie mocno. Niestety, ze względu na epokę, w której żyła, jako kobieta nie mogła posiadać nic na własność. Jej wściekłość odciśnie na mnie piętno przekleństwa. Była sobie Mariposa Verlare. Urodziła się z pustką tam, gdzie powinna mieć serce. Tańczyła na przyjęciach, odziana w najlepsze suknie, wikłając się w skandale z rewolwerem w dłoni i ciągle za czymś tęskniąc. Odnajdzie zaginioną część siebie w moich ramionach. I była też Sarina Willcasa. Po przekroczeniu moich progów odkrywa tragiczną przeszłość własnej rodziny. Zrozumie, dlaczego wszyscy nazywają mnie przeklętym. Bo sama zacznie tracić zmysły. Trzy kobiety. Trzy pokolenia. Trzy epoki. Jedna krew. Jedno przekleństwo. Jeden dom, który je łączy.
“Nie istnieje nic bardziej fascynującego od ludzkiego cierpienia. Jednakże, by ci nie było żal naszych głównych bohaterów, zdradzę ci sekret, dziecino ukochana. Nikt w tej historii nie umiera. Od początku wszyscy są martwi.” ______________________________
nie jestem w stanie określić, w którym momencie pracy nad tą historią, zaczęłam nudzić kołysankę. powoli poprawiałam strony, zmieniałam szyki zdań, dodawałam interpunkcję usuwałam literówki, a w tle cicho wybrzmiewało: „Był sobie król, był sobie paź i była też królewna…”
to był ten moment, w którym zaczęłam powoli rozumieć, że czytanie jej zaczyna przekraczać bariery fikcji i rzeczywistości. wydawało mi się, że sama jestem potomkinią bohaterek tej powieści, że tak jak one powoli odnajduję porozrzucane skrawki ich historii oraz że dom istnieje naprawdę, a ja właśnie skazuję się na ich los.
najbardziej jednak podobało mi się to, jak bardzo ta książka jest Justyny. jak jej osoba wybrzmiewa na każdej stronie tej historii. jest jej głosem, który nareszcie może zostać usłyszanym. i mam nadzieję, że również wysłuchanym i zrozumianym.
pokochałam bohaterki, które stworzyła, ale przy okazji również je znienawidziłam, przez to jak bardzo jesteśmy do siebie podobne. każda z nich ma w sobie cechy, które z łatwością mogę odnaleźć w sobie: samotność i bezsilność Amiri. egocentryzm i ślepotę Mariposy. niepewność i wolę walki Sariny. te kobiety zdecydowanie nie są idealne i zdecydowanie nie wszystkie mają czyste intencje, jednak łączy je jedno: wszechogarniająca chęć zostania usłyszaną i posiadania czegoś na własność.
to opowieść o kobiecości w najczystszej postaci. to głos wszystkich tych osób, które na przestrzeni lat były uciszane, wykorzystywane, zmuszane do robienia rzeczy, których nie chciały, a także wytykane palcami ze swoją inność, brawurowość, wyjątkowość.
być kobietą, to mierzyć się z niesprawiedliwością. to nieustanna walka o swoje istnienie. oraz siła, która nie pozwala nam upaść.
“Nie ma, wszakże, niczego potężniejszego niż prastara wściekłość, z którą rodzą się kobiety.”
Klimat tej książki jest niesamowity! Kocham dziwne i mroczne książki i “kołysanka o przeklętym domu” wędruje na liście ulubieńców.
Trzy kobiety, trzy różne epoki i narratorem jest dom. Wciągnęła mnie ta książka! Już na początku tej historii wiemy, że to się nie skończy dobrze. Bardzo byłam ciekawa jak to się wszystko skończy.
Jedyny taki mały minusik to, że czasami mi się bardzo dłużyła.
180 stron za mną, a ja jestem zła, bo się nudzę. Domyślam się, że później akcja może pójść do przodu, ale nie mam ochoty czekać na to x stron. Jeśli czegoś nie czuję po tylu stronach, to chyba trzeba odpuścić. Na ten moment dnf 🤷♀️.
„Kołysanka o przeklętym domu” by @justeeneruston, czyli mój dumny patronat.
Co mnie urzekło w książce to prostota, która wręcz mnie pochłonęła. To świadczy o umiejętnościach autorki, żeby z dość prostej fabuły, w większości po prostu opisów życia, zrobić dobrą opowieść.
Trzy dziewczyny, trzy historie w różnych czasach. Połączone przez pokrewieństwo i klątwę przyciągania domu. Czy to nie brzmi tajemniczo? Oczywiście, że tak. Musicie wiedzieć, że mimo, że książka to głównie obyczajówka, ma elementy grozy i to właśnie to najbardziej mi się w niej podobało.
Z tyłu głowy cały czas mamy na uwadze, że bohaterki książki nie skończą dobrze. Wiemy, że nie ma miejsca na happy end. „Dom zabija”. I to nie jest spojler, to fakt, który mam nadzieję was zachęci do czytania.
Kocham wszystkie trzy bohaterki. Spokrewnione, wspaniałe, ale najważniejsze, że tak bardzo różne od siebie. Nie da się ich pomylić. Czytelnik może utożsamiać się z nimi, na pewno któraś przypomni wam, was samych. Poznacie je dogłębnie, poznacie ich najgłębsze pragnienia i sekrety.
A co do tytułowego domu. Dla mnie ten zwykły budynek, który łączy historie dziewczyn to jakby czwarty bohater. Dom opowiada nam historię, słucha dziewczyn, pilnuje i wpływa na odwiedzających go gości. Kobiety go kochają i zrobią wszystko, żeby go chronić. Niezwykle ciekawy zabieg.
„Kołysanka o przeklętym domu” to również historia o dorastaniu i walce o dobro kobiet na przestrzeni lat.
Jeżeli jakaś książka powoduje, że cały czas o niej myślę, a jak już czytam to zupełnie odpływam, a oprócz tego wbija mnie w fotel tak, że trudno wziąć mi głęboki oddech i czuję dreszcze podczas jej czytania, to nie mogę jej ocenić inaczej, niż 5 gwiazdek...
Nie powiem ta książka mnie zaintrygowała od kiedy o niej słyszałam, a okładka przyciąga mój wzrok na targach książki w Poznaniu. Historia trzech kobiet, w trzech epokach tak różne, a zarazem tak podobne i mierzące się z podobnymi problemami tylko w trochę innych czasach. Dodatkowo nietypowo bo narratorem staje się dom który obserwuje i słucha tego co dzieje się w jego murach. I powiem wam, że jego charakterystyczne wstawki zaczynające się np. “Dziecino ma ukochana” dodawały niesamowitego klimatu całej książce która była trochę mroczna, tajemnicza usiana niesprawiedliwością jaką czuły bohaterki. Czytałam tą książkę również w podróży i nie ważne gdzie ją otwierałam momentalnie przenosiłam się wtedy do Różanego dworu tak klimatyczna ona jest! Zaimponowało mi również to jak jest napisana i w jaki sposób przeplatają się w niej historię i czasy bohaterek. Na początku trochę się bałam jak będzie mi się ją czytać w momencie gdy perspektywa umie się zmieniać co stronę, ale! To zadziałało genialnie! Nie czułam się zagubiona, wręcz przeciwnie łatwiej było zobaczyć powiązania ponieważ np. gdy jedna bohaterka była w ciąży, druga też się o niej dowiadywała. Ukazywało to jednocześnie podobieństwa jak i różnice w ich czasach i historiach, ale również były takie momenty gdzie to przedmioty grały ważny element. Gdzie to np. pojawiała się taka siekiera i łączyło się fakty dopiero jak przechodziło się do perspektywy innej bohaterki, albo rozumiało się czemu któraś odczuwała coś od danego przedmiotu. Takie połączenia były niesamowite! A same bohaterki i nie tylko one, ale i drugoplanowe postacie wykreowane świetnie! Zaskoczyło mnie, że najbardziej polubiłam chyba Maripose chodź była najbardziej kontrowersyjna i najczęściej nie zgadzam się moralnie z tym jak postępowała. Każda z bohaterek jednak była inna i każdą polubiłam na swój sposób, a na koniec było mi szkoda nie tylko ich ale i np. Vincenta. Bo od początku książki mamy świadomość tego jak ona się skończy i wiemy, że nieważne co by się stało klątwa znalazłaby sposób by dopiąć swego, a jednocześnie czujemy jakie to jest niesprawiedliwe. Chodź Posie sobie grabiła i sam dom nawet to przyznał XD. Jeszcze jedna kwestia na którą muszę zwrócić uwagę to fakt do jakiej kołysanki nawiązuje tytuł. Mianowicie do utworu “Był sobie król” co mnie poruszyło ponieważ pamiętam jak mi mama śpiewała ją wieczorami, a tu ona tak znakomicie pasuje. Nie mogę również nie napomknąć o tym jak pięknie jest wydana cała książka od okładki po grafiki, spisy ważnych postaci, drzewo genealogiczne czy rzuty dworu które bardzo doceniam z zawodowego punktu widzenia! Było to ponad 600 przeczytanych stron ale przez tą historie i te trzy epoki po prostu się płynęło! Chciałam by ta ksiażka mnie zaskoczyłą i dokładnie to zrobiła! Jeśli chcecie coś tajemniczego, trochę mrocznego, nietypowego i owianego klątwą to zapraszam was w progi Różanego Dworu.
„Nie ma, wszakże, niczego potężniejszego niż prastara wściekłość, z którą rodzą się kobiety.”
"Kołysanka o przeklętym domu" jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i podejrzewam, że nie ostatnie. Jej styl pisania niesamowicie wciąga, super buduje napięcie i sprawia, że książka nie może wyjść z głowy.
Opowiada o trzech kobietach, które pochodzą z trzech różnych pokoleń i epok. Mimo to łączy je jedna krew, jedno przekleństwo i jeden dom. Amiri van Hamprose zacisnęła w pięści ziemię, która niebawem miała ją przykryć. Mariposa Verlare poczuła zapach prochu po wystrzale rewolweru. A Sarina Willcasa stała w kałuży własnej krwi. Jednak żadna z nich nie umarła... One od początku były martwe.
Książka jest fajnie podzielona na trzy części, które pokazują od początku całą historię naszych głównych bohaterek. To w jakich czasach przyszło im żyć, jak zmieniały się pod wpływem życiowych wyborów i jak potem przez nie skończyły. Czytałam całość z zapartym tchem i w wielu aspektach poczułam się zrozumiana. Jakbym trafiła do domu.
"Kołysanka o przeklętym domu" jest przesiąknięta kobiecą energią i jej wściekłością, która aż pali czytelnika. Pokazuje ona jak dawniej kobieta była uzależniona od mężczyzny i jak działała arystokracja. Co ma również po części nadal miejsce w naszym życiu. Czułam całą sobą ten bunt, którym emanowała i wręcz miałam ochotę wrzeszczeć. To opowieść o ludzkich słabościach i potknięciach. O wszelkich przywilejach i straconych szansach. O bitwie, którą toczymy z naszymi myślami.
Jednak największe zrozumienie przyszło mi po skończeniu epilogu. Wtedy też całość nabrała głębszego znaczenia i mimowolnie uroniłam łzę.
Mimo to brakowało mi w tej książce jeszcze głębszego mroku i opętania. Myślę, że większa ilość scen z duchami, mrugającego światła czy większych interakcji dworu załatwiłaby sprawę. Przez to też momentami trochę się wynudziłam i książkę czytało mi się dłużej niż planowałam. Dlatego ocena jest nieco niższa.
Polecam Wam ją z całego serca ❤️ na pewno będziecie się przy niej świetnie bawić 🤪
To nie jest tylko historia, która ma straszyć. Jest tu dużo emocji, napięcia i takich momentów, które zostają w głowie jeszcze długo po odłożeniu ksiąžki.
Poznajemy trzy kobiety żyjące w różnych epokach, które łączy jedno - bunt wobec świata, w którym kobiety mają być „jak trzeba": ciche, posłuszne, idealne żony i matki. Każda z nich wyróżnia się siłą, choć nie zawsze widać ją na pierwszy rzut oka. To bohaterki złožone, pełne emocji i wewnętrznych konfliktów, a przez to bardzo prawdziwe. Na swój sposób mierzą się z trudną rzeczywistością i pokazują, że odwaga to nie tylko wielkie czyny, ale też codzienne przetrwanie i działanie mimo strachu.
Sam dom pełni rolę narratora i to robi naprawdę duże wrażenie. Nie odsłania wszystkiego od razu - zamiast tego stopniowo odkrywa kolejne elementy historii, budując napięcie i aurę tajemnicy. Bardzo podobało mi się to, że w trakcie pojawiają się dodatkowe wstawki, w których narrator zwraca się bezpośrednio do czytelnika, co jeszcze bardziej wciąga w całą opowieść.
Autorka dobrze prowadzi powieść. Wszystko dzieje się bez pośpiechu, ale ani przez chwilę nie ma nudy - wręcz przeciwnie, cały czas chce się czytać dalej. Do tego dochodzi ten lekko poetycki styl, który świetnie podkręca klimat.
Jeśli lubicie książki z klimatem, który powoli wchodzi pod skórę i zostaje tam na długo, to ta książka zdecydowanie powinna trafić na Waszą listę!
Już pierwsze strony sprawiły, że zakochałam się w stylu pisania autorki. Pióro to jest magicznie poetyckie i nie miałam jeszcze okazji nic takiego przeżyć. Wspomnieć jednak warto, że należy on bardziej do tych trudniejszych stylów. Czasami akcja przyśpiesza tym samym zapierając dech w piersi, ale czasami bardzo spowalnia, co może wpłynąć na zaangażowanie czytelnika. Losy głównych bohaterek jak i decyzje podejmowane przez nie zostały bardzo ciekawie napisane. Czytelnik jest w wielu momentach skłaniany ku refleksji, co jest ogromnym plusem i osobiście bardzo mi się to podobało! Mimo tego, że oczekiwałam czegoś innego to książka mi się naprawdę spodobała i polecam ją z całego serca. Kołysanka ta od pierwszych nut melodii zaprasza do odwiedzenia Różanego Domu jak i sprawia poczucie niepokoju związanego z faktem - czy ściany dookoła nas nie mają oczu oni uszu…
Nie wiem jak mam ja ocenic dluzyla mi sie niesamowicie CZYTALAM JA PONAD MIESIAC ale jednoczesnie doceniam za klimat i pomysl na fabule ale jednoczesnie przez cala ksiazke czekalam na ta klatwe na to przeklestwo na ta smierc ktora mi przez cala ksiazke zapowiadano tak naprawde ostatnie 50 stron sa najlepszymi ale czy warto czytac pozostale 550 dla nich? nie wiem Nienawidze teasowania jakis wydarzen daj mi sie zaskoczyc narratorze po co mam wiedzieć ze kazdy umiera skoro przez cala ksiazke NIC SIE NIE DZIEJE TAKIEGO? Siegnelam po ta ksiazke z duzymi oczekiwaniami a koncze ja z mysla o zmarnowanym potencjale bo ja wiem ze to moglo byc wspaniale
Przyznam bez bicia, podeszłam do niej bardzo sceptycznie - sama w sumie nie wiem dlaczego, może obawiałam się jej grubości? Ale tego co znajdę w środku? Sama nie wiem.
Ale teraz wiem że nie miałam czego się obawiać.
TO BYŁA TAK DOBRA KSIĄŻKA.
Akcja, klimat, historia i cały pomysł! - WOW widać że była to bardzo dobrze zaplanowana historia. Widać było jak autorka solidnie nad tym pracowała.
Te wszystkie trzy perspektywy, te trzy historie, niby inne ale z tym samym przekleństwem i finałem - NO WOW.
Jestem ZAKOCHANA w tej historii Z A K O C H A N A.
WOW. Literatura najwyższej klasy. Połączenie literatury pięknej z grozą w takim wydaniu to coś, czego potrzebowałem. Zdecydowanie trafi do ścisłej topki tego roku!
Wiedziałam, że pokocham tę historię już w momencie, gdy zobaczyłam jej opis. Byłam o tym przekonana po przeczytaniu pierwszej strony, a każda kolejna tylko mnie w tym przeświadczeniu utwierdzała.
Bo „Kołysanka o przeklętym domu” jest zbiorem świetnych elementów połączonych w jeszcze lepszą całość - od intrygującego pomysłu, przez cudownie mroczny klimat i ciekawą budowę, nawiązującą do kołysanki “Był sobie król”, po fascynujące, nieidealne postaci i odniesienia do społecznych konstruktów, do historii, do patriarchalnego porządku świata.
Zacznijmy od tego, że narratorem w tej opowieści jest dom (how cool is that?) - i to nie byle jaki dom, tylko dom nawiedzony, związany klątwą z krwią kobiet. Kobiety są trzy, a my towarzyszymy im na przestrzeni lat, obserwujemy jak dorastają, mierzą się z przeciwnościami i konsekwencjami swoich wyborów i nieubłaganie zdążają na spotkanie swojego przeznaczenia.
Autorka wykreowała trzy różne bohaterki o całkowicie innych charakterach, a jednak bardzo podobne pod pewnymi względami. Łączy je klątwa, z której istnienia nie zdają sobie sprawy, ale również ta nieuchwytna tęsknota za swoim miejscem oraz pragnienie wyrwania się z narzuconych im przez społeczeństwo ram, pragnienie czegoś więcej i tak przepyszny female rage. Są to równocześnie bohaterki nieidealne do tego stopnia, że czasami już naprawdę nie wiadomo, czy im kibicować, czy się o nie martwić, czy jednak niekoniecznie.
Klimat tej historii jest budowany subtelnie, niespiesznie, a autorka wprawnie żongluje wydzielanymi informacjami, przez co opowieść z sekundy na sekundę rodzi coraz więcej pytań i budzi coraz więcej emocji. Napięcie rośnie powoli, ale z każdą kolejną stroną czuć, jak wszystko coraz bardziej się rozpędza, jak nasze postaci coraz szybciej osuwają się w obłęd (czy na pewno?), jak następne elementy wskakują na swoje miejsce, a niepokój zagnieżdża się pod naszą skórą aż w końcu docieramy do punktu kulminacyjnego. I o matko, kocham go i nienawidzę równocześnie!
Jeszcze długo po przeczytaniu tej historii obracałam ją w głowie na wszystkie strony, łączyłam ze sobą fakty i doceniłam na nowo kunszt, z jakim została stworzona. Są takie książki, które nie potrafią wyjść z głowy i “Kołysanka” zdecydowanie do nich należy. Wciągnie Was bez ostrzeżenia i zanim się obejrzycie, zaczniecie nieświadomie nucić pod nosem jej melodię.
Q: Czy są takie historie, w których dom wydaje się skrywać więcej sekretów niż sami bohaterowie? 🌙🖤
„Kołysanka o przeklętym domu” od Justeene Ruston to jedna z tych książek, które najmocniej działają klimatem. Już od pierwszych stron czuć tutaj niepokój, tajemnice i to charakterystyczne wrażenie, że za każdymi drzwiami może kryć się coś, czego lepiej nie budzić. To historia, która nie próbuje od razu zdradzić wszystkich swoich sekretów, tylko powoli wciąga czytelnika w mrok skrywany przez stary dom i ludzi z nim związanych.
Nie ukrywam, że na początku potrzebowałam chwili, żeby odnaleźć się w tej opowieści. Trzy bohaterki, trzy epoki i wiele powiązań sprawiły, że przez dłuższy czas próbowałam poukładać sobie wszystkie elementy tej układanki. Jednak kiedy już zaczęłam rozumieć, jak ich losy się ze sobą przeplatają, coraz bardziej angażowałam się w odkrywanie kolejnych tajemnic.
Bardzo spodobał mi się motyw trzech kobiet połączonych jedną krwią i jednym przekleństwem. Amiri, Mariposa i Sarina są zupełnie różne, pochodzą z innych czasów i mają własne marzenia, lęki oraz problemy, ale każda z nich wnosi do tej historii coś ważnego. To właśnie dzięki nim stopniowo poznajemy przeszłość domu i odkrywamy, jak bardzo wydarzenia sprzed lat potrafią wpływać na kolejne pokolenia.
Największą siłą tej książki jest jednak atmosfera. Mroczny dom, rodzinne sekrety, klątwa i ciągłe poczucie, że coś czai się tuż pod powierzchnią. Momentami miałam wręcz wrażenie, że sam dom jest jednym z bohaterów tej historii - obserwuje, pamięta i nie pozwala zapomnieć o tym, co wydarzyło się w jego murach. To właśnie ten klimat sprawiał, że nawet spokojniejsze fragmenty czytałam z zainteresowaniem.
Podobało mi się również to, że autorka bardziej skupia się na emocjach, relacjach i odkrywaniu prawdy niż na nieustannej akcji. Dzięki temu książka ma bardzo gotycki, melancholijny charakter. Jest w niej coś jednocześnie pięknego i niepokojącego, co sprawia, że trudno pomylić ją z innymi historiami fantasy.
Nie była to dla mnie książka idealna. Były momenty, kiedy czułam się trochę zagubiona i potrzebowałam więcej czasu, żeby wszystko sobie uporządkować. Mimo to bardzo doceniam jej oryginalność, sposób prowadzenia historii i klimat, który zostaje z czytelnikiem na długo po odłożeniu książki.
Dla mnie 4/5 ✨ To opowieść, która najbardziej zachwyca atmosferą, tajemnicami i poczuciem, że za każdą odkrytą odpowiedzią kryje się jeszcze kolejne pytanie.
🇬🇧 English version „Kołysanka o przeklętym domu” by Justeene Ruston is a dark, atmospheric fantasy filled with family secrets, mystery and an ancient curse. It took me some time to connect all the pieces, but once I did, I found myself deeply immersed in the story. The three women’s intertwined lives and the haunting presence of the house create a beautifully eerie reading experience. A perfect choice for readers who love gothic and mysterious fantasy 🖤✨