Pierwszy tom kryminalnego cyklu Komisariat wyrzutków.
Kryminalna atmosfera, tajemnice, zamknięta społeczność i trudne relacje w niewielkiej policyjnej ekipie.
Komisarz Kruk zostaje warunkowo przywrócony do służby i wysłany do Nawidowa, gdzie zmowa milczenia kryje oprawcę. Tu każdy nowy jest obcy, a mieszkańcy zamykają przed nim drzwi, usta i duszę. Tajemniczy przestępca ma jeszcze jedną potężną broń – legendy. W Nawidowie zła nie czyni człowiek, lecz słowiański demon. Mamuna, leszy, szeptucha, wieszczy, a może sam diabeł, z zemsty dla zemsty. Według mieszkańców to demony stoją za ich tragedią, dlatego by ich bardziej nie rozzłościć, akceptują swój los. Choć dzieją się niepokojące rzeczy, nikt nie prosi o pomoc.
Kto tajemnic szuka, ten diabła spotyka.
Komisarz Kruk nie tylko chce go spotkać, ale i złapać, co nie podoba się zarówno mieszkańcom, jak i miejscowym stróżom prawa. To komisariat policyjnych wyrzutków, do którego trafiają funkcjonariusze i funkcjonariuszki z przeszłością. W dodatku Sęp, teraz na służbie w BSW, chce przyskrzynić Kruka, dawnego przyjaciela z dzieciństwa.
Mamuna to powieść o tym, jak zło wpływa na ludzi, jak zatruwa ich umysły i jak pochłania tych, którzy go doświadczyli.
Krystian Stolarz przychodzi z nową książką (i cyklem!), która na pewno Was zaskoczy. “Mamuna” jest mniej brutalna niż poprzednie tytuły, za to więcej tu nieuchwytnego mroku i zła czającego się w na pozór spokojnej okolicy.
Akcja dzieje się w małej wsi gdzieś na zachodzie Polski. Na tutejszym komisariacie lądują policyjne “wyrzutki” - osoby, które mają coś na sumieniu albo muszą się ukryć i przeczekać. Nie brzmi to jak dream team, który rozwiąże kryminalne zagadki, ale tych za wiele tu nie ma - kradzież roweru, bójka pod sklepem, nic wielkiego. No może poza jedną rzeczą - w okolicy co roku o tej samej porze ginie dziecko. Przepada bez śladu. Dzieje się to od 10 lat. Czemu więc nikt z tym nic dotąd nie zrobił? To dlatego, że mieszkańcy są święcie przekonani, że za tajemniczymi zaginięciami stoi… Mamuna. Mamuna, czyli złośliwy słowiański dem0n żeński. Kiedy więc pod wpływem nowego komendanta śledczy próbują przyjrzeć się sprawie na nowo, nie mają łatwego zadania. Mieszkańcy boją się bowiem cokolwiek mówić w obawie przed zemstą Mamuny, do tego stopnia, że komendant otrzymuje pogróżki, żeby nie grzebać więcej w tej sprawie. Wokół niego zaczynają się dziać naprawdę dziwne rzeczy.
Tutaj mrok miesza się z sielskością, a religijność z wiarą w słowiańskie gusła. Bardzo dobrze jest tu oddany klimat pogańskich wierzeń, które przysłaniają mieszkańcom rozsądek i wyłączają logiczne myślenie. Każdy boi się tego, czego nikt nie widział - choć niektórzy twierdzą, że widzieli. Do tego podoba nam się konstrukcja postaci w zespole wyrzutków, z których każdy jest inny, każdy ma swoje tajemnice i nie każdemu do końca chce się grzebać w starych sprawach, kiedy można by po prostu nic nie robić. Autora bardzo dobrze żongluje wskazówkami, przez co mieliśmy wrażenie, że co chwilę podejrzewamy kogoś innego i za każdym razem byliśmy pewni, że to na pewno on. A zakończenie jest naprawdę satysfakcjonujące. 💪
Bardzo nam się podoba Krystian Stolarz w takim wydaniu - zresztą podobnie jak i w poprzednich 😀. Jesteśmy pewni, że ta historia Was wciągnie i obłapi jak słowiański dem0n.
Od pierwszego spotkania z twórczością Krystiana Stolarza polubiłam jego styl, który, choć lekki w odbiorze, jest niezwykle sugestywny. Nie przytłacza formą, lecz przenika czytelnika treścią. To właśnie ta umiejętność sprawia, że jego powieści, mimo obecności mocnych, czasem brutalnych scen, czyta się niemal jednym tchem. Krystian Stolarz potrafi tworzyć historie trudne, momentami przerażające i wstrząsające, a jednocześnie uderzająco autentyczne. Jego opowieści nie są jedynie konstrukcją fabularną — mają w sobie coś głęboko ludzkiego, prawdziwego, wręcz namacalnego. Zło, które opisuje, nie jest oderwane od rzeczywistości, lecz zakorzenione w ludzkich emocjach, traumach i relacjach. To właśnie ta autentyczność sprawia, że lektura jego książek pozostawia ślad na długo po odłożeniu ostatniej strony.
„Mamuna” to pierwszy tom kryminalnego cyklu „Komisariat wyrzutków”, który od samego początku wprowadza czytelnika w gęstą, niepokojącą atmosferę. Akcja powieści rozgrywa się w Nawidowie — niewielkiej miejscowości, gdzie pozorny spokój skrywa mrok, tajemnice i głęboko zakorzenioną zmowę milczenia. Głównym bohaterem jest komisarz Sokół, który zostaje warunkowo przywrócony do służby i trafia do Nawidowa. Szybko okazuje się, że to nie jest zwykłe miejsce — to społeczność zamknięta, nieufna wobec obcych, gdzie każdy pilnie strzeże swoich sekretów. Mieszkańcy nie tylko nie chcą współpracować, ale wręcz aktywnie odcinają się od prawdy, zamykając przed Sokołem nie tylko drzwi, ale i własne sumienia. Tajemniczy sprawca, którego Sokół próbuje schwytać, zdaje się korzystać z niezwykłej „broni” — lokalnych wierzeń i legend. W Nawidowie granica między rzeczywistością a folklorem zaczyna się zacierać. Mieszkańcy tłumaczą tragedie działaniem sił nadprzyrodzonych: mamuny, leszego, szeptuchy czy innych demonów słowiańskich. Wierzą, że to nie człowiek stoi za złem, lecz coś znacznie potężniejszego i nieuchwytnego. Ta wiara staje się wygodnym mechanizmem wyparcia — pozwala zaakceptować rzeczywistość i uniknąć konfrontacji z prawdą. Komisarz Sokół nie zamierza jednak poddać się tej narracji. Jego determinacja, by odkryć prawdę i schwytać sprawcę, budzi niechęć zarówno mieszkańców, jak i lokalnych funkcjonariuszy. Trafia bowiem do komisariatu, który nie bez powodu nazywany jest „komisariatem wyrzutków” — pracują tam ludzie z trudną przeszłością, często zepchnięci na margines policyjnego świata. Sytuację dodatkowo komplikuje postać Sępa — dawnego przyjaciela Sokoła z dzieciństwa, który obecnie pracuje w BSW i próbuje go pogrążyć. . „Mamuna” autorstwa Krystiana Stolarza to powieść kryminalna, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Wciągnęła mnie od pierwszych stron i nie pozwoliła odetchnąć aż do samego finału. Fabuła została skonstruowana w sposób, który sprawił, że czytałam ją z zapartym tchem i pełnym zaangażowaniem — kończyłam jeden rozdział i natychmiast sięgałam po kolejny, pragnąc jak najszybciej dowiedzieć się, jak zakończą się poszukiwania dzieci. Najmocniejszym elementem książki jest jej atmosfera: gęsta, duszna, momentami wręcz klaustrofobiczna. Nawidów jawi się jako miejsce odcięte od świata, rządzące się własnymi, nie do końca zrozumiałymi zasadami. Miasteczko przestaje być jedynie tłem — żyje własnym rytmem, skrywa tajemnice i coś trudnego do uchwycenia, ale wyczuwalnego na każdej stronie. To przestrzeń zamknięta, nieufna wobec obcych, w której czytelnik szybko zaczyna czuć się jak intruz — obserwowany i niepożądany. Tego typu historie szczególnie do mnie trafiają, ponieważ przypominają, że groza nie zawsze kryje się w odległych światach — często jest tuż obok, w codzienności, w milczeniu i niedopowiedzeniach.
Na uwagę zasługuje sposób, w jaki autor łączy klasyczną intrygę kryminalną z elementami słowiańskiego folkloru. Nie są one jedynie ozdobą, lecz integralną częścią opowieści, pełniącą istotną funkcję psychologiczną. Wierzenia mieszkańców stają się odbiciem ich lęków i mechanizmów obronnych, ukazując, jak łatwo sięgamy po irracjonalne wyjaśnienia, gdy rzeczywistość okazuje się zbyt trudna do przyjęcia. Dużym atutem powieści są bohaterowie, zwłaszcza komisarz Sokół — postać wyrazista, niejednoznaczna i daleka od ideału, co czyni ją bardzo wiarygodną. Jego determinacja ściera się z wewnętrznymi konfliktami i ciężarem przeszłości, co nadaje mu głębi. Relacja z Sępem dodatkowo komplikuje jego portret, wprowadzając osobisty wymiar wykraczający poza samą zagadkę kryminalną. „Mamuna” to książka, która wywołuje niepokój, napięcie, a momentami nawet dyskomfort — ale jest to dyskomfort twórczy, skłaniający do refleksji. To nie tylko historia o zbrodni, lecz także opowieść o naturze zła i o tym, jak łatwo ulegamy jego wpływowi. Najnowsza powieść Krystiana Stolarza wyraźnie przekracza ramy gatunku. To nie tylko intryga do rozwiązania, ale przede wszystkim przenikliwe studium człowieka — jego lęków, wyborów i sposobów radzenia sobie z tym, co niewytłumaczalne. Pokazuje, jak zło potrafi stopniowo zatruwać rzeczywistość i wpływać na ludzkie postrzeganie świata. Z niecierpliwością czekam na kolejną część i dalsze losy bohaterów. To jedna z tych książek, które warto polecić każdemu, kto w kryminale szuka czegoś więcej niż tylko dobrze skonstruowanej zagadki.
#współpracarecenzencka Dzisiaj swoją premierę ma najnowsza powieść Krystiana Stolarza pt. Mamuna. Jest to pierwszy tom przygód policjantów z Komisariatu wyrzutków.
Pierwsze wrażenia po przeczytaniu: po prostu WOW. Ta książka była genialna i trzymała w napięciu do ostatniej strony. Wraz z zagłębianiem się w powieść ilość tajemnic i sekretów narastała. Autor zostawiał pojedyncze okruszki - niektóre trafne, inne fałszywe, by namieszać w głowach czytelnikom (oczywiście w pozytywnym sensie!). Dzięki temu, że wcześniej miałam przyjemność wziąć udział w grze kryminalnej zorganizowanej przez wydawnictwo, znałam już głównych bohaterów i niektóre poszlaki, co jeszcze bardziej urozmaicało mi czytanie.
Co do samej fabuły:
Akcja powieści dzieje się w Nawidowie - zapomnianym przez świat miejscu, którym rządzą słowiańskie legendy. To właśnie tam znajduje się Komisariat wyrzutków, do którego za karę zesłani zostali policjanci i policjantki, którzy w jakiś sposób komuś podpadli. Na początku książki dołączył do nich także komisarz Bożydar Sokół, który za swój główny cel postawił sobie rozwiązanie tajemniczej sprawy ginących dzieci.
Sprawa ta nie jest jednak prosta. Od dziesięciu lat znikają dzieci, a mieszkańcy milczą, gdyż obawiają się słowiańskiego demona Mamuny. Pomimo tego komisarz decyduje się za wszelką cenę dowiedzieć się prawdy. W przeciwieństwie do mieszkańców jest świadomy, że Mamuna, szeptucha, wieszczy, leszy to tylko legendy, które porywacz sprytnie wykorzystał, by siać panikę.
Ktoś ukrywa swoją tożsamość. Ktoś torpeduje śledztwo.
Czym głębiej Sokół zagłębia się w dochodzenie, tym coraz groźniej się robi. Pamiętać bowiem należy, że...
To jest główna sprawa, z którą będzie musiała się zmierzyć ekipa śledczych, która do tej pory nie posunęła się z jej rozwiązaniem nawet o krok. Dopiero pojawienie się na komisariacie nowego przełożonego sprawia, że pojawia się iskierka nadziei, że uda się zaprzestać cyklicznym zaginięciom dzieci, trwającym od dziesięciu lat. Nikt nie łudzi się, że uda się zwrócić rodzicom ich pociech, ale być może znajdą przynajmniej sprawcę całego tego nieszczęścia.
Wraz z rozwojem fabuły nie tylko główny wątek nabiera rozpędu, ale na jaw wychodzą inne tajemnice skrywane przez Ekipę Wyrzutków. Co sprawiło, że trafili do Nawidowa, niewielkiej wioski, której mieszkańcy nie chcą, by policja wtrącała się do ich życia. Ludzie już dawno pogodzili się z utratą dzieci i doskonale zdają sobie sprawę, kto za tym stoi. Mamuna.
Stolarz świetnie oddał klimat małej miejscowości, w której każdy zna każdego i która tak mocno żyje słowiańską mitologią. Te wszystkie nawiązania do niej zostały tak umiejętnie wkomponowane w fabułę, że w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy nadal czytam książkę k*yminalną, a może autor próbuje swoich sił w fantastyce. Niemniej jestem mile zaskoczony “Mamuną”.
Odniosłem wrażenie, jakbym odkrywał nową twarz autora. Ta historia nie jest tak b*utalna, surowa, ani wulga*na, jak pierwsze książki. Nie jest też tak dynamiczna. Rozwija się swoim tempem, ale to też w tej konkretnej opowieści było ważne, bo w końcu mowa o zagadce, której nikt nie był w stanie rozwiązać przez 10 lat. W każdym razie ta niespieszność jest równie angażująca. Dzięki fabule, która serwuje mocne zwroty akcji.
"Rzygam już tą wsią i tymi ludźmi! Wiele z nich to stare prukwy, stare dziady lub mlodzi debile..."Oprócz nich jest jeszcze ktoś - Mamuna...
Nawidów na co dzień to wieś pełna mrocznych sekretów i ludzi ich pilnujących.
Komisarz Bożydar Sokół jest człowiekiem czynu a praca sensem jego życia przynajmniej od czasu , gdy stracił córeczkę Jowitę, czego zresztą nie potrafił sobie wybaczyć, ani ttm bardziej pogodzić się z sytuacją. Niestety ucieczka w służbowe obowiązki nie przyniosła mu profitów czy upragnionego awansu, a jedynie zesłanie na niewielki posterunek , a właściwie komendę w Nawidowie. Mężczyzna wraz z zespołem śledzczych, którzy podobnie jak on zostali skazani na banicję,ma za zadanie rozwikłać zagadkę zaginięć dziesięciorga dzieci , w dużej mierze pochodzących z tak zwanych trudnych rodzin. Kto i dlaczego blokuje jakiekolwiek kroki prowadzące do rozwikłania zagadki? Kto zna prawdę na temat minionych wydarzeń i co ma z tym wspólnego słowiańska mitologia? Załoga komisariatu wyrzutków jest bardzo ciekawym towarzystwem - Borys Kowalski zwany Kowalem na pierwszy rzut oka nie jest zbyt lotny i świetnie odnalazłby się w klatce walcząc ćwiczenia MMA.. Weronika Zielińska to ta ładna i miła, a jednak komuś podpadła. Kasia Szymańska z kolei zawsze gotowa nieść ponoc i o dobrym sercu, w dodatku mogłaby szybko awansować. Co zatem ją powstrzymuje? Oprócz nich poznajemy jeszcze Kacpra Maliniaka- ten z kolei mógłby z powodzeniem zastąpić Leniwca w Zwierzogrodzie oraz byłego przełożonego tego przybytku Stanisława Grabca , który mimo emerytury wciąż przebywa w miejscu pracy. Mieszkańcy wsi delikatnie mówiąc nie są nowemu komendantowi przychylni - nie chcą z nim rozmawiać , a przeszłość wolą pogrzebać tak jakby minione wydarzenia nigdy nie miały miejsca. Wyjątkiem zdaje się być dyrektorka miejscowej podstawówki Waleria Sikorska. Czy kobieta rzeczywiście pomoże stróżom prawa? A może plotki o Leszym czy tajemnicy Szeptuchy okażą się kluczem? Pozostają jeszcze prokurator Maksymilian Wyrębski - przyjaciel Sokoła z Wrocławia i Bartosz Zamojski zwany Sępem. Co się wydarzyło i jeszcze wydarzy? Autorowi po raz kolejny udało się po prostu kupić uwagę , bo gdy zaczęłam czytać po prostu nie potrafiłam przestać. Duszny klimat, mylne tropy a przede wszystkim ciekawość - najpierw wywołuj�� ją poszczególni bohaterowie, potem sama sprawa dzieci i tego co je spotkało. Fabuła nie pędzi, ale z każdą stroną się zagęszcza. Mrok jest oblepiający , ciężki do udźwignięcia. Szczególnie że autor bardzo umiejętnie balansuje na granicy kryminału, thrillera psychologicznego i słowiańskiej grozy. W pewnym momencie człowiek sam zaczyna się zastanawiać, gdzie kończą się ludzkie okrucieństwo i zabobony, a zaczyna coś… trudnego do wyjaśnienia. I właśnie to działa tutaj najlepiej — niepewność. Nawidów jest miejscem dusznym, brudnym emocjonalnie i przesiąkniętym strachem. To jedna z tych literackich wsi, z których chciałoby się uciec… ale jednocześnie nie sposób przestać obserwować jej mieszkańców. Każdy coś ukrywa, każdy wydaje się podejrzany i każdy może mieć związek z tragedią dzieci. Ogromnym plusem są bohaterowie — niedoskonali, poturbowani przez życie, momentami wręcz irytujący, ale przez to bardzo prawdziwi. Sokół nie jest typowym „nieomylnym gliną”, a jego osobista tragedia wpływa na sposób prowadzenia śledztwa i relacje z ludźmi. Także reszta komisariatu tworzy specyficzną, trochę rozbitą ekipę, którą mimo wszystko zaczyna się lubić. Ich dialogi często rozładowują napięcie, ale nigdy nie odbierają historii ciężaru. Bardzo spodobało mi się również wykorzystanie słowiańskich motywów. Leszy, Szeptucha czy sama Mamuna nie są tutaj jedynie ozdobnikami wrzuconymi dla klimatu. Autor sprawia, że stare wierzenia stapiają się z rzeczywistością mieszkańców Nawidowa i wpływają na ich decyzje, lęki oraz milczenie. Dzięki temu książka ma własny charakter i wyróżnia się na tle wielu współczesnych kryminałów. To historia o stracie, poczuciu winy, przemocy i o tym, jak daleko potrafią posunąć się ludzie, by chronić własne sekrety. Mroczna, momentami brutalna, ale jednocześnie bardzo wciągająca. I już zupełnie na koniec przyznam ,że ostatnie - dosłownie ostatnie zdanie tej powieści mnie rozbroiło , ale więcej nie zdradzę.
Male miasteczko. Zamknięta społeczność. Zmowa milczenia. Kłamstwa sprzed lat.
W Nawidowie, małej wiosce, od kilku lat dzieją się makabryczne sytuacje. Co roku ginie jedno dziecko. Po prostu nagle znika z domu. Nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. Jest to stara wieś, więc można zapomnieć o jakimkolwiek monitoringu. Mieszkańcy twierdzą, że porwań dokonuje Mamuna - demon z wierzeń słowiańskich, który porywa dzieci. A z demonami się nie zadziera.
Miejscowa policja nie radzi sobie z tą sprawą (a może nie chce sobie poradzić?). Zesłany do Nawidowa zostaje Bożydar, który obejmuje stanowisko nowego komendanta. Ma on rozwiązać sprawę tych zaginięć. Czy mu się uda? Czy mieszkańcy zaczną współpracować? Co jeszcze kryje ta mała wioska? Może Mamuna naprawdę istnieje?
Krystian Stolarz w świetny sposób operuje tradycjami i słowiańskością. Legendy, wierzenia i zabobony. Któż z nas, nawet i nieświadomie, nie zrobił czegoś co jest związane z zabobonem? Mamuna jest słowiańskim demonem. Legendą.
Wierzycie w czerwone wstążki? Ochronią was i wasze dzieci?
Zamknięta społeczność i wszyscy podejrzani. Od dziesięciu lat giną dzieci i nikt z tym nic nie robi. Wniosek nasuwa się sam - coś tutaj śmierdzi. Coś jest nie tak. Wszyscy milczą. Stworzenie historii zbudowanej na małej społeczności i ograniczonej w liczbie bohaterów jest trudne. Trudne dlatego, że nie jest łatwo stworzyć różnorodność. Z mieszkańców łatwo jest zrobić pijaczków i biedotę. Z policjantów nudziarzy z marną historią w tle. Stolarz jednak stanął na wysokości zadania. Bohaterowie, szczególnie w Komisariacie Wyrzutków są różnorodni. Każdy z nich ma za sobą jakąś historię. Nie są oklepani i nudni. Mają uczucia. Czy największy twardziel i „zabijaka” może pokazać swoją delikatną stronę. Ano może. Czy ta cicha, przerażona policjantka może być twarda, trzeźwo myśląca i pełna odwagi? Ano może! Krystian Stolarz stworzył grupę osób, którzy mając za sobą historię i doświadczenia, którzy popełniają błędy pokazują, że są normalnymi ludźmi i w których czytelnik może odnaleźć siebie.
Czułam momentami, że ociera się to trochę o wątki paranormalne. Ale czy nie tym jest słowiańskość? Eliksiry, obrzędy i rytuały. Na tym to polega. Od samego początku czytelnik zostaje z ogromem pytań i niedopowiedzeń. Tutaj tajemnica goni tajemnice. Przez to, że każdy z komisarzy skrywa w sobie jakiś sekret, całość jest jeszcze bardziej tajemnicza. Świetnie to współgra z zaginięciami dzieci. Tak naprawdę KAŻDY wydaje się być podejrzanym, winnym czy współwinnym całej tej sytuacji. Nikomu nie można ufać. Nawet skromnej Kasi ;) I pomimo tego, że nie ma tutaj szalonych i spektakularnych zwrotów akcji to przez tajemnice i niedopowiedzenia tempo jest niesamowicie szybkie. I do samego końca nie zwalniamy tempa.
Jeśli czytaliście już wcześniej książki Krystiana Stolarza to zapomnijcie o nich. To jest coś całkiem innego i nowego. Eksperyment? Zdecydowanie udany. Więc czytajcie! Bo to dopiero początek i pierwsza część z serii o Komisariacie Wyrzutków.
„Mamuna” to historia o śledztwie w miejscu, gdzie ludzie przestali wierzyć, że cokolwiek da się jeszcze wyjaśnić. W Nawidowie od lat znikają dzieci. Mieszkańcy mówią o demonach, o klątwach, o starych wierzeniach. O policję nikt nie prosi. Najbardziej uderza to, że ten brak reakcji nikogo już nie dziwi.
Historia zaczyna się od powrotu komisarza Sokoła do służby i wysłania go do Nawidowa. To komisariat dla policjantów z problemami, ludzi z bagażem, którzy nigdzie nie pasują. Komisarz Sokół trafia tam jako ktoś z zewnątrz i od początku jest traktowany jak intruz. To nie jest typowa sytuacja miasto kontra przyjezdny. W tej książce czuć, że mieszkańcy naprawdę nie chcą pomocy. Zamykają się w sobie, unikają rozmów, reagują niechęcią albo milczeniem. To milczenie jest jednym z najważniejszych elementów całej historii. Nie chodzi tylko o tajemnicę kryminalną, ale o atmosferę miejsca, w którym wszyscy wiedzą, że wydarzyło się coś złego i uznali, że tak już musi być.
Śledztwo dotyczy dawnych zaginięć dzieci, ale z czasem przestaje chodzić wyłącznie o rozwiązanie sprawy. Pojawia się obraz społeczności, która nauczyła się żyć obok zła. Ludzie funkcjonują normalnie, pracują, rozmawiają, prowadzą codzienne życie, a jednocześnie akceptują, że obok istnieje coś, czego lepiej nie ruszać. Jest w tym coś naprawdę niepokojącego. Nie same zbrodnie robią największe wrażenie, tylko ta obojętność i przyzwyczajenie.
Bardzo dobrze wypada w książce motyw słowiańskich wierzeń. Mamuna, szeptuchy, leszy to realny element życia mieszkańców. Legendy tłumaczą zachowania ludzi, usprawiedliwiają brak działania, pozwalają odsunąć odpowiedzialność. W pewnym momencie pojawia się pytanie, czy te opowieści są dla ludzi wygodnym alibi. Autor długo nie daje jednoznacznej odpowiedzi i dzięki temu napięcie utrzymuje się przez większość książki. Sami w końcu zaczynamy się zastanawiać, ile w tym zabobonu, a ile zwykłego ludzkiego okrucieństwa.
Komisariat wyrzutków to kolejny ważny element powieści. Policjanci z tej jednostki są zmęczeni, poranieni, mają problemy i przeszłość, od której nie da się odciąć. Relacje między nimi wypadają wiarygodnie, a widać to szczególnie w dialogach. Często pojawia się w nich frustracja, zmęczenie i poczucie, że trafili do miejsca, do którego nikt nie chce trafić. To pomaga uwierzyć w tę historię. Klimat jest w powieści duszny, ciężki, momentami przytłaczający. Nawidów jest miejscem odciętym od świata, a czas płynie tam wolniej. Rozmowy są krótkie, spojrzenia znaczą więcej niż słowa. Czytając, ma się wrażenie, że coś jest tu stale nie tak, nawet kiedy nic konkretnego się nie dzieje.
Książka wciąga. Czyta się ją szybko, z rosnącym napięciem i ciekawością. Najbardziej zostaje w głowie obraz miejsca, w którym ludzie przestali wierzyć, że prawda cokolwiek zmieni. To historia o zbrodni, ale jeszcze bardziej o strachu, przyzwyczajeniu i o tym, jak łatwo zaakceptować rzeczy, których nawet przez chwilę nie powinno się uważać za normalne. „Mamuna” zdecydowanie robi wrażenie, gorąco polecam 🖤
Małe miasteczko gdzieś w Polsce. Komisariat z policyjnymi wyrzutkami. Sprawa która trwa od dziesięciu lat, ani jej nikt nie rozwiązał, ani ona sama się nie zakończyła.
„Mamuna” to najnowsza książka Krystiana Stolarza, a zarazem pierwszy tom nowej serii. Ale jest to też druga książka w maju od której trudno było mi się oderwać.
W tej kryminalno – emocjonalnej powieści poznajemy bardzo wyrazistych bohaterów. Każdy z nich ma swoje tajemnice, a niektórzy nawet nie są tymi za kogo się podają. Trudno poznać ich prawdziwe intencje, które nimi kierowały przy sprawie zaginięć dzieci. Bo to właśnie te zaginięcia stanowią główny wątek „Mamuny”. Kto za nimi stoi? Dlaczego przez tyle lat nie poznano prawdy? Kto sabotuje śledztwo ? Pytania które towarzyszą nam przez niemal całą książkę.
Są jeszcze mieszkańcy wioski, którzy sprawiają, że coś wiedzą, ale jak to w takich miejscach jest, nie powiedzą nic, bo może to właśnie któryś z nich stoi za tymi porwaniami.
Wszystko się zmienia kiedy na komisariat trafia komisarz Sokół. Z tajemnicami, z przeszłością, a przede wszystkim z zadaniem znalezienia sprawcy zaginięć. Swoje zadania zaczyna z przytupem co nie wszystkim się podoba, poznaje, sprawdza, węszy. Musi też zmierzyć się z lokalnymi wierzeniami i duchami, na które wielu zrzuca winę. To właśnie mamuna miała porywać dzieci, ale jak złapać ducha i wsadzić go do więzienia. I gdzie ukrywa dzieci.
Krystian Stolarz kolejny raz udowodnił, że potrafi w historię kryminalną wpleść emocje które u czytelnika wywołają łzy. W „Mamunie” siła ciężkości powieści według mnie rozłożona jest na trzy aspekty. Po pierwsze tajemnice naszych bohaterów, które wynikają z trudnych przeżyć czy też nieumiejętności radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Po drugie to trudne relacje między mieszkańcami, a przede wszystkim nieufność w stosunku do Sokoła. Po trzecie Sokół i jego przeszłość.
Kiedy w książkach pojawia się wielu bohaterów, czasem ma problem z zapamiętaniem kto jest kim, kto jaką ma historię. Tutaj są tak dobrze przedstawieni, że nie mam takich problemów. Czasami kiedy przeszłość łączy się z teraźniejszością, gubi się gdzieś ten wspólny mianownik, tutaj wszystko jest spójne i jasne.
„Mamuna” to historia w której prowadzone jest śledztwo, ale przed wszystkim rządzą tutaj trudne emocje, których nikt z nas nie chciałby poznać. Krystian Stolarz oddał w nasze ręce kolejną spójną, ciekawą historię. Jestem bardzo ciekawa kolejnych tomów w których poznamy dalsze losy naszych bohaterów. Polecam.
P.S. Muszę też wspomnieć tutaj o zabawie kryminalnej jaką przygotowało wydawnictwo przed premierą książki, to była gra która wyzwalała emocje i ciekawość. Już wiem, że moje typy po części się zgadzały. Jest jednak pewna myląca sprawa dotycząca Kasi – w zagadce jest informacja, że w służbie jest krótko i że ma 20 lat, w książce pojawia się wzmianka, że służy od lat dziewięciu...? Osiem lat to szkoła w wieku 12lat zaczynała?
Interesujesz się słowiańskimi legendami, dawnymi wierzeniami?Lubisz, gdy wplatane są do fabuły książek, czy filmów?
„Mamuna” Krystiana Stolarza to książka, która od pierwszych stron wciągnęła mnie w świat duszny, niepokojący i… dziwnie realny. Bo choć mówimy tu o słowiańskich wierzeniach, o demonach czających się w lesie i o legendach przekazywanych szeptem - to ja przez całą lekturę miałam wrażenie, że największe zło wcale nie kryje się w tym co nadprzyrodzone.
Trafiamy do Nawidowa razem z komisarzem Krukiem i odrazu czuć, że nie jest to miejsce, które chce być odnalezione. To wieś zamknięta, nieufna, odpychająca. Tu każdy patrzy spode łba, każdy coś wie, ale nikt nie powie tego na głos. I właśnie ten klimat zrobił na mnie ogromne wrażenie. Czułam się, jakbym sama była intruzem, który zadaje o jedno pytanie za dużo. Jednak jak nie pytać skoro są zaginięcia dzieci, nie ma rządnych odpowiedzi, a ludzie milczą latami?
Jednak nagle pojawia się wyjaśnienie, które dla mieszkańców jest wystarczające - Mamuna. Demon. Coś, czego nie da się złapać, oskarżyć ani ukarać. I tu zaczyna się dziać coś naprawdę mocnego. Czytając tę historię, cały czas zastanawiałam się czy oni naprawdę wierzą? Czy może po prostu… chcą wierzyć? Bo to wygodniejsze i wtedy nie trzeba szukać winnego wśród siebie?
Komisarz Kruk jest w tym wszystkim jak ciało obce. Niewygodny, uparty, z przeszłością, która ciągnie się za nim cieniem. I właśnie to w nim polubiłam najbardziej - nie jest bohaterem „czystym”. To człowiek po przejściach, który sam balansuje gdzieś na granicy dobra i zła. A jednak to on jako jedyny nie godzi się na milczenie.
Jednak najważniejsze jest to, że ta książka nie jest tylko kryminałem. To historia o społeczności, która nauczyła się żyć ze złem. O ludziach, którzy wolą zamknąć oczy, niż zmierzyć się z prawdą. O strachu, który z czasem staje się wygodny.
Ogromnym plusem jest też warstwa klimatyczna. Las, bagna, noc, cisza, która aż dzwoni w uszach. Miałam momentami wrażenie, że ta historia dzieje się gdzieś poza czasem. Jakby Nawidów był miejscem wyjętym z rzeczywistości. I ta niepewność… czy to naprawdę człowiek? Czy może coś wi��cej?
Autor bardzo sprytnie gra tą granicą. Osobiście do samego końca nie byłam pewna, w którą stronę pójdzie finał. I właśnie to napięcie - między racjonalnym wyjaśnieniem a czymś, czego nie da się logicznie ogarnąć - zrobiło na mnie największe wrażenie.
Nie powiem Ci, czego się spodziewać po zakończeniu. Jednak to dopiero początek i już wiem, że chcę więcej.
Ocena: 9/10 - „Mamuna” to mroczna, ciężka i wciągająca historia, która zostawia w głowie więcej pytań niż odpowiedzi. Serdecznie polecam!
Klimat jaki stworzyła ta książka wokół na pozór zwykłej zagadki kryminalnej był całkowicie unikatowy. Nie spotkałam się nigdy wcześniej z tak wplecionym motywem wierzeń słowiańskich.
"Mamuna" to pierwszy tom z serii kryminalnej 'Komisariat Wyrzutków'. Główna oś całej książki, czyli wyrzutkowie, to zbiór pięciu policjantów, którzy za swoje wcześniejsze przewinienia (albo podpadnięcie komuś wyżej) trafili na komisariat do Nawidowa. Wioska ta to relikt przeszłości z małą, zamkniętą na obcych społecznością, która bardziej wierzy w legendy niż prawdziwego przestępcę.
Do Nawidowa zostaje wysłany również komisarz Sokół, który za cel wziął rozwiązanie sprawy, która ciąży nad mieszkańcami od ponad 10 lat, każdego roku znikają dzieci, a winą obarczona zostaje mamuna, słowiański demon.
'Kto tajemnic szuka, ten diabła spotyka.'
Niesamowite jest dla mnie jaki ta książka świetny klimat zrobiła. Jest to zdecydowanie jej najmocniejsza strona i nawet dla niego samego warto sięgnąć po tą pozycję. Dzieje się każdego roku niezwykła tragedia, znikają dzieci, a jednak społeczność jest tak przestraszona legendami, że nawet nie chce ich szukać. Boją się, że wtedy demon przyjdzie też po nich. Niezwykle duszna atmosfera małej mieściny, gdzie każdy o wszystkim wie.
Przechodząc do głównych postaci. Fabuła się kręci wokół szóstki policjantów, którzy pracują na tutejszym komisariacie. Każdy z nich jest całkowicie inną osobą, mają swoje przeróżne wady, nawet bardzo dużo, ale jednak kiedy przychodzi co do czego, to można zauważyć, że jest to ich powołanie. Czy polubiłam się, z którąś z postaci? No tak średnio. Jednak ta ilość wad jest naprawdę spora, ale równocześnie nie jest tak, że są mocno denerwujący.
Skupiając się na zagadce kryminalnej, to niestety dla mnie najsłabsza część tego kryminału. Naprawdę szybko dało się domyślić rozwiązania, a sama sprawa w cale nie była aż tak głęboka, jak próbowała udawać. Powodowało to pewien przestój gdzieś w drugiej połowie książki. Nic nowego się nie działo, a akcje były mocno rozwleczone. Wiemy też od początku, że gdzieś wśród policjantów czai się ktoś kto sabotuje całą sprawę, niestety też to było do bólu oczywiste.
Jednak mimo tych kilku wad, zdecydowanie polecam tą książkę dla tego dusznego klimatu oraz na wiązań do legend.
„Chodź ze mną, mama na nas czeka. Lampion zapalony. Pomogę ci znaleźć nowy dom. Lepszy dom” - szepty, które 10 lat temu zbagatelizowano. Przypisano Mamunie i przyjęto, że tak musi być.
„Mamuna” zdecydowanie nie jest książką wpisującą się w szablon. Stolarz zabiera nas do Niewidowa, czyli wygwizdowa, jakich istnienie nie mieści się w głowie w obecnych czasach. To wioska zdala od wszystkiego - od cywilizacji, ludzi, nowoczesności i przede wszystkim zdrowego rozsądku. Wioska, której istnienie wydaje się zależeć od zastraszenia i starych legend. Tu nie ma wiele radości, a zamiast tego przemoc, patologia, margines. No i Mamuna - słowiański demon, będąca przyczyną i jednocześnie skutkiem patologii wioski.
Co roku giną dzieci, a mieszkańcy przyjmują to trochę, jakby tak miało być. Nawet policjanci pracujący na komisariacie, zwanym komisaristem wyrzutków. Kowal, Kasia, Weronika, Piksel - oni nie są tu są przypadku, a za karę. Tylko emerytowany Grabiec jest tu od początku. Sokół - nowy komendant, też nie jest tu w nagrodę. Powinien siedzieć w więzieniu, a został wysłany do Niewidowa. Tylko czy to nie gorsze niż więzienie?
To, co nieszablonowe w tej książce to mocno wybrzmiewający motyw kobiecości. I to nie takiej pięknej, ale tej zniszczonej, zranionej, spaczonej, uciszonej. Mamuna jako demon sama w sobie miała budzić silny lęk i emocje - porywała dzieci, wszystko co najcenniejsze, ale samo jej istnienie związane było z traumą po utracie dziecka. Mieszkańcy Niewidowa woleli przyjąć taką wersję niż faktyczną ofiarę tragedii żyjącą wśród nich i porywającą dzieciaki. Kobiety są uciszone, nie mają głosu i cierpią w samotności znosząc pomiatanie przez przemocowych mężów i w ukryciu płacząc po swoich pociechach. Najgorsze jest to, że nic się nie zmienia - matki uczą tego córki i tak to się toczy. To naprawdę smutny i jednoczeście prawdziwy wydźwięk książki.
Pros and cons: ✅ nieszablonowe motywy: kobiecości, słowiańskie ✅ autentyczny język bez wydziwiania ✅ świetne postaci z komisariatu wyrzutków ✅ wciągająca akcja pełna tajemnic i zmieniających się podejrzanych ⛔️ pospieszone zakończenie, brakowało mi rozwinięcia historii Sandry, kluczowej ofiary zaginięcia
❓A Wy jak myślicie — co jest bardziej przerażające: nadprzyrodzone zło czy to, które tworzą ludzie❓
📚Główny bohater, Bożydar Sokół, trafia do Nawidowa – miasteczka niemal odciętego od świata, gdzie działa tzw. komisariat wyrzutków. To miejsce dla policjantów z „bagażem”, którzy z różnych powodów zostali odsunięci na boczny tor. Już sam ten pomysł tworzy świetne tło dla historii – pełne napięcia, niedopowiedzeń i ludzi, którzy mają coś do ukrycia. Nawidowo od pierwszych stron budzi niepokój. To przestrzeń duszna, zamknięta, rządząca się własnymi prawami. Mieszkańcy zdają się funkcjonować według niepisanych zasad, a ich spojrzenie na rzeczywistość jest przesiąknięte wiarą w słowiańskie demony. Najbardziej przerażające jest jednak to, że ta wiara wpływa na ich reakcje – lub raczej ich brak. Co roku znika jedno dziecko. I co roku nikt go nie szuka. Dlaczego? Bo wszyscy „wiedzą”, że to sprawka mamuny.
📚 „Mamuna” autorstwa Krystiana Stolarza to pierwszy tom cyklu „Komisariat wyrzutków”, który łączy w sobie kryminał, thriller i wyraźne inspiracje słowiańską mitologią.
📚Jako mama trójki dzieci szczególnie mocno odczułam wątek zaginięć. Trudno przejść obojętnie obok historii, w której dzieci znikają, a dorośli odwracają wzrok. To właśnie ten element wywołał u mnie największy niepokój – bardziej niż same demony. Autor bardzo umiejętnie pokazuje, że prawdziwe zło nie zawsze ma nadprzyrodzoną naturę.
📚Na duży plus zasługuje klimat powieści. Hermetyczna społeczność, tajemnice, niedopowiedzenia i narastające poczucie zagrożenia tworzą naprawdę wciągającą atmosferę. Słowiańska mitologia nie jest tu tylko ozdobą – stanowi integralną część świata przedstawionego i ma realny wpływ na zachowania bohaterów.
📚Warto też wspomnieć o języku – jest dosadny, momentami surowy, ale dzięki temu bardzo autentyczny. Widać, że Krystian Stolarz czerpie z własnych doświadczeń zawodowych, co nadaje historii wiarygodności i charakteru.
📚Krystian Stolarz zdecydowanie mnie przekonał — to jedna z tych książek, które zostają w głowie na dłużej. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom 🔥
MAMUNA Komisariat wyrzutków tom 1 @policjant_czytaipisze @proszynski.emocje
"Powiadam wam, powiadam, ona przyjdzie znów. Upomni się o imię, które do nas należy, a gdy odejdzie, zostanie jeno pusta kołyska. A przychodzi po nocach cicho jak oddech lasu. Suknią jej mech i płacz matki, a włosy, rzadkie i tłuste, utkane z imion, które już nie wrócą. Ręce jej, długie niczym grabie chłopa, sięgną tam, gdzie pamięć słabnie. Nie ujrzysz jej w dzień, nie ujrzysz w nocy, ale gdy usłyszysz jej szept, o dziecko swe zamartwiaj się. Grabiec"
MAMUNA to kryminał, który od początku buduje ciężki, duszny klimat. To nie jest typowa historia o policji i przestępcy. Tutaj wszystko jest bardziej niepokojące miejsce, ludzie i to, w co wierzą.
Głównym bohaterem jest komisarz Sokół, który dostaje drugą szansę i trafia do małej miejscowości Nawidowo. Już od pierwszych stron czuć, że to nie jest zwykłe miejsce. Mieszkańcy są zamknięci w sobie, nie ufają obcym i nie chcą mówić o tym, co się dzieje. Każdy coś wie, ale nikt nie chce powiedzieć prawdy.
Najciekawsze w tej książce jest połączenie kryminału z elementami słowiańskich wierzeń. Pojawiają się takie postacie jak mamuna czy leszy, a mieszkańcy naprawdę wierzą, że to one stoją za złem.
Dużym plusem są bohaterowie. Sokół nie jest idealny, ma swoją przeszłość i problemy, przez co wydaje się bardziej prawdziwy. Równie ciekawa jest sama policyjna ekipa to ludzie "z odzysku”, którzy trafili tam nie bez powodu. Relacje między nimi są napięte, czasem trudne, ale dzięki temu historia jest bardziej wiarygodna.
Książka porusza też ważny temat jak zło wpływa na ludzi. Pokazuje, że strach potrafi zamknąć usta całej społeczności i sprawić, że ludzie wolą milczeć niż walczyć. To daje do myślenia.
Nie jest to bardzo szybki kryminał. Bardziej skupia się na budowaniu atmosfery niż na ciągłych zwrotach akcji. Dla jednych to będzie plus, dla innych może być momentami zbyt wolno.
MAMUNA to ciekawy i klimatyczny kryminał z nutą tajemnicy i słowiańskiej grozy. Nie jest to lekka książka, ale zdecydowanie zostaje w głowie na dłużej.
Zanim w ogóle otworzyłam pierwszą stronę, byłam już częścią świata stworzonego przez Krystiana Stolarza. Akcja promocyjna tej książki to czyste złoto. Znalezienie się w gronie 200 osób wybranych przez wydawnictwo oznaczało zabawę w prawdziwe śledztwo: analizowanie akt osobowych, typowanie podejrzanych i tropienie Mamuny. Dzięki temu narodziła się niesamowita społeczność, która trzyma się razem nawet po zamknięciu sprawy ♥️
„Mamuna” to prawie 500 stron mięsistego kryminału, który wciąga tak mocno, że te setki stron uciekają nie wiadomo kiedy. Przenosimy się do Nawidowa, miejsca, w którym czas płynie inaczej, sąsiedzi rozmawiają przez płoty, a w powietrzu wisi ciężka aura tajemnicy sprzed lat.
Głównym bohaterem jest komisarz Bożydar Sokół, kwadratowa szczęka, sylwetka boksera i szpecąca twarz blizna. Wysłany do Nawidowa „za karę”, musi odnaleźć sprawcę zaginięć dziesięciorga dzieci, które znikały nocą w ciągu ostatniej dekady. Do pomocy dostaje ekipę wyrzutków, ludzi, którzy tak jak on, mają sporo za uszami.
W Nawidowie kodeks karny przegrywa z wierzeniami. Sokół wkracza w świat mokradeł, zjawisk na pograniczu jawy i snu oraz dusznej atmosfery nadchodzącej Nocy Kupały. Mieszkańcy nie chcą prawdy, oni się jej boją. Wolą wierzyć w Mamunę niż przyjąć do wiadomości ludzkie okrucieństwo.
„Nie budzi się przeszłości, gdy śpi spokojnie”.
W tej książce jest wszystko, co kocham: sabotaż, praca pod przykrywką i mroczny klimat, gdzie bieda miesza się z mistycyzmem. Czuć, że autor jest policjantem, fachowa wiedza i sposób prowadzenia narracji sprawiają, że historia jest niezwykle wiarygodna.
Po przeczytaniu książki okazało się że udało mi się poprawnie wskazać Mamunę! Jednak Stolarz i tak mnie przechytrzył, nie odgadłam, kto z grupy wyrzutków (Kasia, Kowal, Weronika, Grabiec czy Piksel) ukrywał fałszywą tożsamość. To tylko pokazuje, jak genialnie utkana jest ta intryga 👀
Każdy z nas ma w sobie coś, czego nie chce ujawnić światu, pod warstwą codzienności czai się mrok. To dopiero pierwszy tom, a ja już z niecierpliwością czekam na kolejne spotkanie z Bożydarem Sokołem.
Dziś o książce, o której w ostatnim czasie jest naprawdę głośno - i to nie tylko za sprawą samej fabuły, ale także za sprawą gry kreatywnej przygotowanej przez wydawnictwo wraz z autorem dla recenzentów. Na podstawie dołączonych akt osobowych i fragmentów tekstu mieliśmy wcielić się w śledczych i zgadnąć, kto w tej historii jest tym "złym" i kto ma coś du ukrycia. To była świetna zabawa i muszę przyznać, że w dwóch przypadkach trafiłam bezbłędnie, dlatego tym bardziej żałuję, że nie udało się rozszyfrować wszystkiego. Mowa oczywiście o "Mamunie" Krystiana Stolarza.
Fabuła przenosi nas do Nawidowa, gdzie "za karę" do służby zostaje przywrócony komisarz Sokół. Szybko okazuje się, że to nie jest zwykła prowincjonalna miejscowość, bo od lat owiana jest tajemnicą zaginięć dzieci. Co najbardziej niepokojące, mieszkańcy zdają się akceptować ten stan rzeczy, tłumacząc wszystko obecnością Mamuny - demona znanego ze słowiańskich wierzeń, który porywa najmłodszych. Sokół, nieprzekonany do ludowych wyjaśnień, zaczyna drążyć temat i próbuje rozwiązać sprawę, która przez lata pozostawała nierozwiązana. Sytuację komplikuje fakt, że jego każdy ruch obserwuje agent BSW, a stawka tej rozgrywki szybko okazuje się znacznie wyższa, niż mogłoby się wydawać.
To wciągający i dobrze skonstruowany thriller kryminalny, który stopniowo odsłania kolejne elementy układanki, skutecznie podtrzymując napięcie. Bardzo podobało mi się połączenie realistycznego śledztwa z klimatem wiejskich wierzeń - ta aura niepewności i balansowania między racjonalnym a irracjonalnym nadaje historii wyjątkowego charakteru. Sokół i jego dość nietypowa Ekipa Wyrzutków z komisariatu robią wszystko, by dotrzeć do prawdy, ale autor konsekwentnie pokazuje, że w tej historii nic nie jest oczywiste. Jeśli miałabym wskazać minus, to początkowy natłok bohaterów może być lekko przytłaczający - gdyby nie wspomniane wcześniej akta osobowe, łatwo byłoby się w tym pogubić. Mimo to całość wypada bardzo dobrze, a zakończenie tylko zaostrza apetyt na więcej, dlatego już teraz z niecierpliwością czekam na tom drugi.
Na początek powiem - bomba, rewelacja, sztos, petarda. Jestem fanem twórczości Krystiana Stolarza i czekałam na nowość z wielką niecierpliwością. Spodziewałam się czegoś mocnego - i dostałam. Dostałam najlepszą książkę Autora. W małej wiosce giną dzieci. Od lat. Policja niby coś robi, ludzie niby szukają, niby jest wielki smutek i rozpacz. Wszystko się zgadza oprócz tego, że od lat wieś traci dzieci. Kto je uprowadza? Czy żyją? Kto porywacza kryje? Czy to możliwe, że sąsiad? Dlaczego policja zamyka usta? Kiedy wydaje się, że marazm dopadł wszystkich i nikt nie ma ochoty poznać prawdy na komisariat policji wkracza On - Komisarz Sokół. Chłop po wielkich przejściach, który ma w Nawidowie tylko przetrwać. Uparty do granic, postanawia rozwiązać zagadkę przy pomocy swoich współpracowników - bandy policjantów wyrzutków, którzy swoimi tajemnicami mogliby obdarzyć niejedną osobę. Czy taka ekipa ma w ogóle szanse na jakikolwiek sukces, kiedy ich przeciwnikiem jest Mamuna - słowiański demon, leszy, szeptucha, wieszczy, a może nawet sam Zły? Przed czym mieszkańcy czują strach? Przed prawdą czy Mamuną? Czy są w stanie zaakceptować, że zło czai się w człowieku? Historia fantastyczna ze zwrotami akcji, idealnie skrojoną zagadką, która wcale nie jest taka oczywista. Dodatkowo mamy wrzuconą szczyptę słowiańskich wierzeń - nie za dużo i nie za mało. Idealnie w punkt. Dużym plusem są bohaterowie. Sokół, Borys, Rudy, Kasia... każdy chce chronić siebie i uciec z komisariatu wyrzutków. Czy Mamuna im na to pozwoli? Dużo pytań, mało odpowiedzi. Musicie przeczytać i sami się dowiedzieć. Czy warto? Jak najbardziej. Czyta się tak, że nie chcesz iść spać...I przewracasz kolejne strony. Nie pożałujesz ani minuty poświęconej na poznanie tej historii. Znajdziesz tu wszystko - dobrą historię, policjantów z krwi i kości, kłamstwo, wyrazisty język. Jedynym minusem jest to, że 500 stron przeczytałam w 2 wieczory i nie mogę się doczekać kontynuacji. Jeśli nie znacie Mamuny ani innych książek Krystiana Stolarza (jak to możliwe?) - wchodźcie w ten świat. Nie pożałujecie.
„Mamuna” autorstwa Krystiana Stolarza to wciągający kryminał z nutą słowiańskiej grozy, który od pierwszych stron buduje napięcie i nie pozwala się oderwać aż do samego końca.
Fabuła skupia się na grupie „wyrzutków” – policjantów przeniesionych do Nawidowa za wcześniejsze przewinienia. To miejsce wydaje się być ich ostatnią szansą, ale też swoistym zesłaniem. Na czele stoi komisarz Sokół, znany przez kolegów jako Rysa, który postanawia wrócić do spraw zapomnianych i zamiecionych pod dywan. Jedną z nich są tajemnicze zaginięcia dzieci, najstarsze sprzed dziesięciu lat. Mieszkańcy przypisują je działaniu Mamuny – słowiańskiego demona – a także innych nadprzyrodzonych istot, takich jak leszy czy szeptucha. Jednak czy rzeczywiście za wszystkim stoi coś nadnaturalnego, czy raczej człowiek?
Autor świetnie buduje atmosferę niepokoju. Nawidów to miejsce pełne sekretów, gdzie dziwne wydarzenia są akceptowane bez sprzeciwu, a mieszkańcy zamiast szukać pomocy, godzą się z losem. To właśnie ten klimat, duszny i tajemniczy, jest jednym z największych atutów książki.
Styl Krystiana Stolarza jest płynny i konkretny – bez zbędnych opisów, dzięki czemu historia rozwija się dynamicznie i nie nuży. Mimo dużej liczby bohaterów łatwo się w nich odnaleźć, co świadczy o dobrej konstrukcji postaci. Książka, choć obszerna jest przejrzyście podzielona na rozdziały.
Historia trzyma w napięciu niemal do końca, choć w połowie można zacząć domyślać się, kto stoi za wydarzeniami i jakie są jego motywy. Nie odbiera to jednak przyjemności z lektury – wręcz przeciwnie, potęguje ciekawość i chęć poznania rozwiązania. To bardzo udana książka, która łączy kryminał z elementami słowiańskiego folkloru w świeży i intrygujący sposób. Jeśli ktoś lubi mroczne historie z tajemnicą i lokalnym klimatem, „Mamuna” zdecydowanie jest warta uwagi.
Na komisariacie w Nawidowie pojawia się nowy komendant. Tajemniczy, skupiony ale przede wszystkim zdeterminowany by działać. Ma coś do udowodnienia a nie ma lepszego miejsca niż to. Od lat wiadomo, że coś się dzieje w okolicy, znikają dzieci ale nigdy nikt nie podjął działań. Wiejska społeczność jest mocno zamknięta i spowita dziwną zmową milczenia. Nawet i miejscowi policjanci temu ulegli. Teraz jednak musi się to zmienić. Tylko, że nie wszyscy są tym kim się wydają. Każdy skrywa jakieś tajemnice i ma własny plan działania a gdzieś obok nich czai się Mamuna.
,,Mamuna" to moja pierwsza książka Krystiana Stolarza i to taka, która intrygowała długo przed premierą. Wydawnictwo rozkręciło świetną akcję promocyjną i po czymś takim oczekiwania były ogromne. Czy się sprawdziły? Trzeba przyznać, że powieść ma coś co skupia uwagę już od pierwszych stron. Świetnie nakreślony klimat niedopowiedzeń i tajemnic, podwójnych tożsamości i sekretów, które najlepiej by nigdy nie wyszły na jaw. Przez to wszystko musi przedrzeć się komisarz Bożydar Sokół, który też nie do końca z własnej woli znalazł się na ,,Komisariacie Wyrzutków". Śledztwo rusza bardzo szybko i agresywnie,brnąc przez narosłą zmowę milczenia pomieszaną ze słowiańskimi gusłami.
Lubię kryminały z motywem zamkniętej społeczności. Zawsze pozwala to na zdzieranie warstw i powolne dochodzenie do prawdy. Tutaj jest to wszystko a dodatkowo szybka akcja, wyraziści bohaterowie i nieoczekiwane zwroty fabularne, które tylko podkręcają, już i tak kipiącą adrenalinę. Nie spodziewałam się, że właściwie pochłonę ,,Mamunę" na raz. Tego nie da się inaczej czytać.
Dzisiaj o nietypowym kryminale, łączącym współczesną zbrodnię z metaforyczną mitologia słowiańską, czyli o "Mamunie" od Krystiana Stolarza.
I zacznę właśnie od tej mitologii słowiańskiej, bo nie jest tak, że ona jest tutaj tak tylko żeby zachęcić, a potem okazuje się, że jej praktycznie nie ma. Tutaj jest inaczej, cała powieść przesiąka tą mitologią i odniesieniami do niej, co jest bardzo przyjemne. Sama już nazwa miejscowości, w której toczy się akcja, czyli Nawidów odnosi się do Nawii, a wśród mieszkańców mamy szeptuchę i leszego. No i oczywiście tytułowa Mamuna...
Co do fabuły, czyli rozwiązywania sprawy zaginięć dzieci, jest naprawdę intrygująco i śledztwo trzyma nas w napięciu prawie do samego końca. Mówię prawie, bo akurat w pewnym momencie zorientowałem się, w którą stronę to zmierza, choć nie ze wszystkimi wątkami. Też czułem, że nie wszystkie wątki zostały satysfakcjonująco zakończone, choć jestem w stanie zrozumieć taki obrót spraw.
Jako że była to pierwsza książka autorstwa Krystiana Stolarza po jaką sięgnąłem, to nie wiedziałem czego spodziewać się po stylu. I jest to na pewno specyficzny styl, do którego trzeba się przyzwyczaić i może nie podpasować każdemu. Mamy tu sporo nawiązań do współczesności, do popkultury czy nawet memów.
Co do bohaterów, miałem wrażenie, że są przehiperbolizowani i nieco stereotypowi, ale było to fajne, naprawdę wyszło to dobrze. Bardzo ciekawią mnie dalsze losy tych wyrzutków.
Oczywiście porównywałem tę powieść do "Kulawych koni" Micka Herrona, ale jest to jednak coś innego, choć także bardzo dobrego.
A, i ostatnie zdanie na pewno zostanie Wam na długo w głowie.
Książka miała fantastyczny pomysł na promocje, bo wydawnictwo wysyłało recenzentom przed premierą książki grę kryminalną, w której mogliśmy wykazać się instynktem śledczym. Muszę przyznać że fantastycznie się przy niej bawiłam, no i całkiem niezły ze mnie detektyw gdyż wytypowałam kto jest mamuną, a kto ma fałszywą tożsamość. Jeśli chodzi o samą historię, to lekkie pióro autora sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Fabuła wciąga od pierwszych stron, a słowiańskie wierzenia dodają całości mrocznego i niepokojącego klimatu. To właśnie ten element wyróżnia tę historię i sprawia, że nie jest to zwykły kryminał, ale coś znacznie bardziej klimatycznego. Książka została dobrze skonstruowana ani przez chwilę nie czułam nudy. Oprócz zaginięcia dzieci próbujemy rozwikłać, kto sabotuje śledztwo i czyja tożsamość okazuje się fałszywa. Dzięki temu napięcie utrzymuje się praktycznie do samego końca. Bohaterowie są wielowymiarowi i ciekawi, a klimat małej, biednej polskiej wsi został oddany naprawdę bardzo dobrze. Największym plusem był dla mnie zwrot akcji na końcu, który sprawił, że od razu pojawiła się chęć sięgnięcia po kolejny tom. Nie obyło się jednak bez drobnych minusów zabrakło mi trochę więcej informacji o Leszym (mam nadzieję, że będzie o nim coś więcej w kolejnej części),a także nie do końca zrozumiałam, w jaki sposób matka Irenki została zmuszona do przywiezienia jej do ojca. Mimo tego całość oceniam bardzo wysoko. To dobrze napisany, klimatyczny kryminał z nutą słowiańskiej tajemnicy, który naprawdę potrafi wciągnąć. Moja ocena: 9/10
„Mamuna” to pierwszy tom nowej serii Krystiana Stolarza „Komisariat wyrzutków” Akcja książki dzieje się w niewielkiej miejscowości Nawidowa, w której to zmowa milczenia kryje oprawcę. W miejscowości tej zło nie czyni człowiek lecz słowiański demon. Legendy mówią o Mamunie, która porywa dzieci. W ostatnich 10 latach zaginęło dziesięcioro dzieci, a sprawy nigdy nie zostały rozwiązane. Komisarz Sokół zostaje warunkowo przywrócony do służby w policji i pragnie rozwiązać tę sprawę. Nie koniecznie to podoba się lokalnej społeczności jak i pozostałym stróżom prawa. Książka posiada ciekawy pomysł na fabułę. Mamuna, leszy, szeptucha i inne słowiańskie gusła sprawiają, że kryminał ten wyróżnia się na tle innych kryminałów. Do tego mamy funkcjonariuszy, którzy posiadają przeszłość. Każda z tych osób wydaje się, że coś ukrywa i każda wzbudza niepokój. A sama akcja poprowadzona jest tak, że do końca nie wiadomo komu można ufać a komu nie. Książka posiada ciekawy klimat. Zarówno kryminalny jak i słowiański. Znajdziemy w niej wiele tajemnic i trudnych relacji, które dostarczają niemałych emocji. Książkę czyta się bardzo szybko. Podążanie za prawdą i zmierzenie się z przeszłością jednego z bohaterów sprawia, że od książki nie można oderwać się ani na chwilkę. Zakończenie na pewno Was zaskoczy i myślę, ze podobnie jak ja będziecie wyglądać kolejne części z „Komisariatem wyrzutków”.
Jest to moje pierwsze spotkanie z Krystianem i jadę udane. Ta książka to jedna wielka tajemnica, która od wielu lat spowija Nawidów Ale to nie jest książka tylko o szukaniu odpowiedzi i dążeniu do prawdy to przede wszystkim książka o szukaniu siebie o odkryciu sensu i konsekwencjach popełnionych czynów, z którymi niekiedy ciężko się pogodzić.
Ogromne brawa dla autora za stworzenie tak doskonałych postaci i nie mówię tu tylko o wyrzutkach ale również o mieszkańcach wsi. Ich barwność sprawia, że doskonale można wczuć się w klimat panujący w Nawidowie. Aura tajemniczości, wszędzie skrywane sekrety oraz słowiańskie demony i legendy sprawiają, że odnalezienie prawdy jest trudne ale nie niemożliwe.
Książka udowadnia jak krzywdy wyrządzone przed laty i skrywane tajemnice potrafią zniszczyć życie nie jednego człowieka. Czytając ją razem z Sokołem i jego ekipą wyrzutków powoli odkrywamy prawdę stając się częścią tej historii, gdzie mroczne legendy zdarzają się z rzeczywistością a odnalezienie siebie pomaga w dotarciu do celu.
Co do zabawy to muszę przyznać, że kilka wątków potoczyło się tak jak zakładałam niestety fałszywej tożsamości nie odgadłam ale frajda była przednia, także warto było pogłówkować 🙃
Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom (ach te ostatnie zdanie) bo dla mnie to zdecydowanie mój strzał w 🎯 a Wam ogromnie polecam "Mamunę" i jej tajemnice
„Mamuna” Krystiana Stolarza to pierwszy tom serii kryminalnej, który od początku stawia na tajemnicę, napięcie i mroczny klimat. Tytuł może sugerować wątki związane z folklorem i trochę też tak jest, bo w historii dużo jest mówione o legendach i przekonaniach. Nie jest to więc tylko historia kryminalna, w której liczy się śledztwo. Autor dobrze wykorzystuje niepokojącą aurę, dzięki czemu książka wyróżnia się na tle bardziej klasycznych kryminałów. Fabuła wciąga już od pierwszych stron. Sprawa, wokół której toczy się akcja, została poprowadzona w sposób angażujący, a kolejne tropy skutecznie podsycają ciekawość. To kryminał, który nie opiera się jedynie na samym rozwiązaniu zagadki, ale też na atmosferze i emocjach bohaterów. Jako początek serii „Mamuna” dobrze spełnia swoje zadanie. Wprowadza świat przedstawiony, przedstawia ważne postacie i zostawia przestrzeń na rozwój kolejnych części. Bohaterowie mają potencjał, by czytelnik chciał wrócić do nich w następnych tomach, co w serii kryminalnej jest bardzo ważne. Nie obyło się bez drobnych słabszych momentów. Tempo czasami zwalnia, a niektóre elementy można było mocniej rozbudować. Nie chcę jednak aż tak narzekać, bo wiem, że to dopiero początek i mogę zostać jeszcze zaskoczny. Całość czyta się z zainteresowaniem i trudno odmówić autorowi pomysłu na własny styl. „Mamuna” zdecydowanie zostawia apetyt na więcej.
„Mamuna” jest pierwszą częścią cyklu „Komisariat wyrzutków”. O co tu chodzi? Komisariat w Nawidowie jest swoistym czyśćcem, do którego trafiają policjanci nieidealni. Tacy co to mają swoje za uszami, nie płyną z prądem. A kim jest Mamuna? To słowiański demon porywający dzieci. A w Nawidowie dzieci giną od dziesięciu lat i nikt nie wie kto za tym stoi. A mieszkańcy wierzą, że to Mamuna i w ramach stwierdzenia „Kto tajemnic szuka, ten diabła spotyka”, przyjmują ten stan rzeczy. Pytanie tylko czy rzeczona Mamuną jest rzeczywiście demon? Czy może raczej człowiek?
„Mamuna” jest świetnie stworzoną historią. Mamy tu całą gamę wyrazistych i charakternych postaci. Sama wioska też jest idealna do takich historii. Mała, na końcu świata, ze swoimi zasadami i tajemnicami i zamkniętym gronem. Czytało mi się genialnie. I nie mogę się doczekać kolejnych części.
Mocne 4,5/5 Historia wciągająca od samego początku. Mała miejscowość, ludzie związani tajemnicą sprzed lat. Wszystko świetnie przeplatane słowiańskimi wierzeniami. Nie wszystko jest takie, jak się wydaje. Rozwiązanie zagadki, a w zasadzie jej części można już mniej więcej w połowie poskładać w całość. Nie ujmuje to nadal całej historii. Świetna książka, doskonałe pierwsze spotkanie z piórem autora. Mamuna trafia do polecajek. Czekam na dalsze losy bohaterów.
Doskonały obraz pracy policjantów na tle maleńskiej społeczności trawionej ludowymi, słowiańskimi wierzeniami, które przez lata odwracały uwagę od ludzkich źródeł zła.
Zakończenie epilogu wcisnęło mnie w fotel, co rzadko się zdarza, bo trudno mnie zaskoczyć! Must-read dla każdego, kto kocha kryminały policyjne i / lub powieści, których akcja toczy się w hermetycznych środowiskach.