W mroźną zimę, która spowija miasteczko, kłamstwa są jak cienka warstwa lodu – wystarczy jedno pęknięcie, by odsłonić to, co miało nigdy nie wypłynąć na powierzchnię.
Szymon, skazany przed laty za brutalne morderstwo przyjaciela, opuszcza więzienie i wraca do rodziny, próbując odzyskać normalność. Ale przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć – jego wnuk Patryk zostaje znaleziony martwy, a stare sprawy budzą się do życia. Ci, którzy wiedzą o wydarzeniach sprzed lat, milczą, jakby każde słowo miało skruszyć cienki lód pod ich stopami.
Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, rozpoczyna prywatne śledztwo, kiedy odkrywa, że także jej rodzina utkwiła w lodowatej sieci sekretów…
W świecie, gdzie każdy ma mroczną tajemnicę, jedno pytanie ma szczególne znaczenie: Gdzie przebiega cienka granica przebaczenia?
Chłód to opowieść o przeszłości, która nie zamarza. O prawdzie jak ciemna woda pod lodem. I o tym, że czasem najgroźniejsze jest to, co wszyscy starają się ukryć – nawet przed najbliższymi.
Ta Pani szybko wyrasta na jedną z moich ulubionych polskich autorek! Kolejna bardzo dobra książka (tylko trzeba pamiętać, że to bardziej obyczajówka, z wątkiem kryminalnymi, niż taki klasyczny kryminał. Do mnie akurat to bardzo przemawia).
Twórczość Weroniki Mathii śledzę od jej debiutu „Żar” i z każdą kolejną książką utwierdzam się w przekonaniu, że mamy do czynienia z jedną z najciekawszych i najbardziej konsekwentnych autorek polskiego thrillera. Weronika Mathia nie tylko buduje intrygujące fabuły, ale przede wszystkim potrafi stworzyć gęstą, duszną atmosferę, która zostaje z czytelnikiem na długo po odłożeniu książki. Jej historie zawsze mają w sobie coś więcej niż tylko zagadkę kryminalną — to opowieści o ludziach, emocjach i wyborach, które rzadko bywają czarno-białe.
W mroźną zimę, która spowija niewielkie miasteczko, kłamstwa przypominają cienką warstwę lodu — wystarczy jedno pęknięcie, by odsłonić to, co przez lata skrywano pod powierzchnią. Szymon, skazany przed laty za brutalne morderstwo przyjaciela, wychodzi z więzienia i wraca do rodziny, próbując na nowo poukładać swoje życie. Jednak przeszłość szybko daje o sobie znać — jego wnuk Patryk zostaje znaleziony martwy, a dawne wydarzenia zaczynają powracać z niepokojącą siłą. Ci, którzy pamiętają, milczą, jakby każde wypowiedziane słowo mogło doprowadzić do katastrofy. Karolina Rawa, technik kryminalistyczny, rozpoczyna własne śledztwo, gdy odkrywa, że również jej rodzina może być powiązana z dawną tragedią. W świecie, w którym każdy coś ukrywa, granica między winą a niewinnością zaczyna się zacierać.
„Chłód” autorstwa Weroniki Mathii to kolejny thriller, w którym autorka z dużą wprawą angażuje czytelnika w fabułę, której mroczna i duszna atmosfera niemal niezauważalnie oplata czytelnika swoimi mackami. Od pierwszych stron czuć tu przenikliwy chłód — nie tylko ten zimowy, fizyczny, ale przede wszystkim emocjonalny. To chłód relacji, niedopowiedzeń i tajemnic, które przez lata narastały pod pozornie spokojną powierzchnią codzienności. Weronika Mathia buduje napięcie z ogromną precyzją. Nie znajdziemy tu taniej sensacji ani przesady — największą siłę mają cisza, spojrzenia i to, co pozostaje niewypowiedziane. Relacje między bohaterami są popękane, naznaczone dawnymi krzywdami i brakiem zaufania, a każdy z nich skrywa coś, co może zmienić bieg wydarzeń. Na pierwszy plan wysuwa się Szymon — człowiek naznaczony przeszłością, który po latach próbuje odnaleźć się w świecie, który zdążył o nim zapomnieć. Jest zamknięty w sobie, chłodny, a jednocześnie nosi w sobie ciężar winy i poczucie niesprawiedliwości. Jego obecność działa na innych jak przypomnienie o czymś, co miało zostać pogrzebane na zawsze. Klaudia to postać pełna napięcia — z pozoru opanowana i zdystansowana, w rzeczywistości skrywająca silne emocje i lęk przed tym, co może wyjść na jaw. W jej zachowaniu czuć ciągłą walkę między potrzebą prawdy a chęcią zachowania pozorów. Maja wnosi do historii subtelność i wrażliwość, ale nie jest wolna od własnych tajemnic. To bohaterka, która uważnie obserwuje, często więcej rozumie niż mówi, a jej milczenie bywa bardziej wymowne niż słowa. Z kolei Patryk — młody, pozornie zwyczajny chłopak — staje się osią tragedii, która uruchamia lawinę zdarzeń. Jego śmierć nie jest tylko dramatem rodzinnym, ale punktem zapalnym, który zmusza wszystkich do konfrontacji z przeszłością. Na szczególną uwagę zasługuje również Karolina — wyrazista, autentyczna, momentami krucha, ale jednocześnie niezwykle zdeterminowana. Jej osobiste zaangażowanie sprawia, że śledzenie jej drogi staje się czymś więcej niż tylko obserwowaniem śledztwa — to emocjonalna podróż przez strach, wątpliwości i potrzebę odkrycia prawdy, nawet jeśli ta okaże się bolesna. Intryga w „Chłodzie” rozwija się powoli, warstwa po warstwie, odsłaniając kolejne fragmenty układanki. To nie jest thriller oparty na gwałtownych zwrotach akcji — tutaj wszystko ma znaczenie, a napięcie wynika z narastającego poczucia, że prawda jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Każde odkrycie nie przynosi ulgi, a raczej pogłębia niepokój. „Chłód” to powieść dojrzała, przemyślana i skonstruowana w taki sposób, że trudno o niej szybko zapomnieć. To historia o przeszłości, która nigdy nie zostaje naprawdę pogrzebana, o prawdzie czającej się tuż pod powierzchnią oraz o tym, jak daleko można się posunąć, by chronić najbliższych. Książka ta w pełni potwierdza znakomitą formę i literacką wrażliwość autorki, a także jej umiejętność podtrzymywania napięcia od pierwszej do ostatniej strony. Fabuła rozwija się niespiesznie, lecz to właśnie ta powolność pozwala w pełni wybrzmieć emocjom i buduje gęsty, niemal namacalny klimat. „Chłód” to thriller, który nie tylko trzyma w napięciu, ale również dotyka czegoś znacznie głębszego — lęku przed prawdą, ciężaru przeszłości oraz kruchości relacji międzyludzkich. Jeśli szukasz historii o dusznej atmosferze, silnym tle emocjonalnym i tajemnicy, która stopniowo zaciska się wokół bohaterów, „Chłód” będzie zdecydowanie trafnym wyborem.
Po pierwsze świetnie się to czytało. Po drugie nie mogłam się oderwać. Po trzecie o tyle o ile może sama sprawa kryminalna nie urwała dupy (chociaż była bardzo ok!) to ładunek emocjonalny jakim nafaszerowana jest ta powieść zwala z nóg. To chyba największy atut tej historii. Z czystym sumieniem polecam~
… I am sorry, ale serio?? Właśnie takie rozwiązanie po tym wszystkim serwuje nam autorka? Niedorzeczne niestety i niesatysfakcjonujące… czuję się mocno rozczarowana i kurde, mam poczucie jakbym straciła czas, zdecydowanie podeszłam do tych książek ze złym nastawieniem bo za dużo oczekiwałam i totalnie czego innego…
[kryteria oceny dla „kryminału”] 0,3/1 logiczność i ciągłość wydarzeń 0,7/1 fabuła 0,25/0,5 płynność i przyjemność w odbiorze 0,1/0,5 intryga kryminalna 0,1/0,5 kreacja bohaterów 0,25/0,5 styl pisania autora 0/0,5 „sedno”/ cel/ morał/ rozwiązanie 0/0,25 pozytywny odbiór całości 0/0,25 ✨ to coś ✨
Znowu wyłam na audiobooku. Kocham wrażliwość Weroniki Mathii, żaden inny autor kryminałów nie wzbudza we mnie tylu emocji, żaden nie pisze tak pięknie o ludziach i ich słabościach, o dysfunkcjach relacji rodzinnych i systemu, jednocześnie empatyzując ze swoimi bohaterami i nie wątpiąc w inteligencję czytelnika.
W moich oczach Chłód jest nawet lepszy niż mój dotychczas ulubiony Rój - nie sądziłam, że to się może wydarzyć.
Weronika Mathia to autorka, która szturmem zdobyła polski rynek wydawniczy. Jej debiutancka powieść „Żar” to naprawdę świetna książka - jeśli jeszcze nie mieliście okazji jej przeczytać, gorąco zachęcam. Od tamtej pory minęło już trochę czasu, a w moje ręce trafiła piąta książka spod pióra autorki.
„Chłód” to, moim zdaniem, pierwsza tak rasowa powieść kryminalna w jej dorobku. Wcześniejsze książki zahaczały o różnorodne wątki, nie brakowało w nich także elementów, które można by określić jako metafizyczne. Tutaj jednak autorka stawia na nieco inną formę. Fabuła jest wyraźnie zarysowana, a wydarzenia rozgrywają się na różnych płaszczyznach czasowych. Przeplatanie teraźniejszości z przeszłością buduje niepowtarzalny klimat i skutecznie przyciąga uwagę czytelnika.
Autorka umiejętnie wodzi nas za nos - kiedy wydaje się, że już wiemy, co się wydarzyło i jak zakończy się historia, fabuła szybko wyprowadza nas z błędu. Wyraziści bohaterowie, rodzinne sekrety i mroczne wydarzenia składają się na spójną, wciągającą całość. To wszystko sprawia, że z czystym sumieniem mogę powiedzieć: to bardzo dobra książka.
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji sięgnąć po twórczość Weroniki Mathii, zdecydowanie warto to nadrobić. Pięć książek, pięć różnych historii i pięć świetnych sposobów na spędzenie wolnego czasu. Czego chcieć więcej? Polecam!
3.5 ⭐️ „Chłód” to książka, którą oceniam jako dobrą, ale nie bez zastrzeżeń. Największym wyzwaniem było dla mnie połapanie się w bohaterach i liniach czasowych. Historia przeskakuje między przeszłością a teraźniejszością, pokazując młodszego i starszego Szymona, a także postacie, które poznajemy najpierw jako dzieci, a później jako dorosłych. To sprawia, że książka wymaga skupienia i nie jest typową lekturą „na szybko”. Ja przyznam, że zaczęłam ją w audiobooku i końcowo przerzuciłam się na wersję papierową, bo za bardzo mieszałam się w wątkach. Samo rozwiązanie historii uważam za dobrze poprowadzone btw.! udało mi się przewidzieć, że jedna z osób jest sus i była sus! (poczułam się dzięki temu jak genialny detektyw bhahaha) Aaaa i wiecie co? Mam wrażenie, że lepiej czytałoby mi się ją w zimę. Teraz, kiedy za oknem świeci słońce i słychać ptaki, trudniej było mi w pełni poczuć ciężar tej historii i jej mroźny, duszny nastrój. Ale jeśli lubicie wymagające, nieoczywiste historie, które trzeba sobie poukładać samemu, łączyć fakty i przeprowadzać swoje własne śledztwo, to „Chłód” będzie dla Was naprawdę satysfakcjonującą lekturą.
„Chłód” to thriller psychologiczny, który mocniej opiera się na klimacie, tajemnicach i emocjach niż na samej akcji.
Szymon, niegdyś skazany za brutalne morderstwo przyjaciela, wraca po latach do rodzinnego domu. Wkrótce potem jego wnuk zostaje znaleziony martwy, a dawne wydarzenia zaczynają wypływać na powierzchnię. Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, rozpoczyna własne śledztwo i szybko odkrywa, że jej rodzina również jest uwikłana w tę historię.
Jak każdą książkę autorki, także tę pochłonęłam niemal od razu. Od pierwszych stron intrygowało mnie, w jaki sposób wszystkie wątki połączą się w całość. Autorka ponownie stworzyła historię, która przenika czytelnika i zostaje z nim na dłużej. Małomiasteczkowy klimat, w którym przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, stanowi mocny fundament tej opowieści. To historia o moralnych dylematach, tajemnicach sprzed lat, rodzinnych sekretach, milczeniu i jego konsekwencjach, a także traumie i granicach przebaczenia. Największą siłą powieści jest jej klimat - zimowa aura, duszna, klaustrofobiczna atmosfera oraz zamknięta społeczność, w której każdy coś ukrywa. Bohaterowie są niejednoznaczni, moralnie „szarzy”, a napięcie budowane jest z dużą precyzją - poprzez psychologiczną głębię postaci i nastrój. Autorka skupia się przede wszystkim na psychice bohaterów i relacjach między nimi. Tytułowy chłód nie odnosi się jedynie do aury - to także chłód emocjonalny, milczenie społeczności oraz nieprzepracowana trauma. Śledztwo prowadzone jest wielowątkowo i z kilku perspektyw, a retrospekcje stopniowo rzucają nowe światło na teraźniejsze wydarzenia. Fakty odkrywane są powoli, nie zawsze wprost, dzięki czemu czytelnik sam musi łączyć elementy układanki.
„Chłód” to bardziej opowieść o ludziach niż o samej zbrodni - mroczna, emocjonalna i oparta na napięciu, które narasta powoli 💙
Ciekawy i mocno wciągający kryminał z historią człowieka, który był skazany za morderstwo i właśnie skończył odsiadkę jako starszy pan. Historia jest pisana z podziałem na sceny z różnego okresu czasu i różnych bohaterów. Jednakże nie jest to narracja pierwszoosobowa. Taki sposób opowiadania historii wzbudza ciekawość w tym przypadku, bo dostajemy kawałki, które niekoniecznie składają się w jedną całość. Historia natomiast w całości jest zrozumiała i klarowna oraz niespodziewane jest rozwiązanie zagadki. Natomiast miałam wrażenie że niektóre motywy były nie do końca idealnie pasujące. Pojawiała się u mnie dygresja, czy na pewno to tak ma być. Czemu tak? Na te pytania da się znaleźć odpowiedzi, jednakże są momenty wielkich niedopowiedzeń. Dlatego też rozwiązanie choć zaskakuje, choć intryguje to trochę też wewnętrznie rozczarowuje i boli.
Kolejna książka tej autorki za mną. I jak? Polecajka! Mnie wciągnęła. Historia super! Dużo tajemnic, dużo wątków…zbudowany klimat - bardzo mi podpasował! Jestem na tak ;)
"Chłód" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Weroniki Mathii. Myślę, że po tej lekturze sięgnę po pozostałe powieści autorki.
Szymon Biały po trzydziestu latach odsiadki za zabicie kolegi wychodzi na wolność. Wprowadza się do przygotowanego dla niego pokoju w domu syna Przemka i jego rodziny. Mężczyzna jest już stary i schorowany, wiecznie smutny, cichy i skryty. Wielu mieszkańców Pasymia obserwuje go i wygłasza nieprzychylne uwagi. Praktycznie cała społeczność podchodzi do niego z dystansem, nawet własna rodzina do końca mu nie ufa. Wszyscy lokalsi wciąż żyją tragedią sprzed lat, której miejsce, ośrodek wypoczynkowy Rudka, teraz stoi opuszczone, jak wyrzut sumienia.
Najwięcej czasu z dziadkiem spędza jeden z jego dwóch wnuków, Patryk. Od dziecka wyszydzany przez rówieśników za bycie innym i odwagę wyrażania siebie poprzez fryzurę, makijaż czy stroje, które kompletnie nie pasują do chłopięcego stylu. Drugi wnuk, Dawid, stroni od dziadka, a wnuczka, Magda, bliźniaczka Patryka, choruje na porażenie mózgowe, więc to dziadek odwiedza ją, by zagrać dziewczynie na akordeonie.
Mijają kolejne dni od wyjścia Szymona z więzienia, a powietrze wydaje się gęstnieć. Tajemnica morderstwa sprzed lat nie daje spokoju, napięcie rośnie, aż w końcu staje się coś, co zmienia wszystko. Na terenie ośrodka Rudka zostają znalezione zwłoki Patryka. Wygląda na to, że chłopak popełnił samobójstwo, jednak możliwe, że ktoś mu pomógł pożegnać się z życiem. Zagadkę śmierci Patryka postanawia rozwiązać Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, której babcia Nina mieszka w Pasymiu. Kobieta rozpoczyna prywatne śledztwo. Interesujące jest to, że starsza pani jest zamieszana w tragedię sprzed lat. Wkrótce zostaje znalezione drugie ciało. Możliwe, że obie zbrodnie są ze sobą powiązane, jednak Karolina potrzebuje czasu, aby rozwikłać tę makabryczną zagadkę. Rzecz jasna, podejrzenia natychmiast padają na Białego seniora. Jednak czy mężczyzna podniósłby rękę na wnuka? Czy w ogóle w jego wieku dałby radę nastolatkowi? Kim jest druga ofiara znaleziona w leśnym bunkrze nieopodal miasteczka? Do poszukiwań mordercy dołącza Dawid, a także Klaudia, siostra drugiej ofiary. Jakie tajemnice odkryją? Czy dramat sprzed lat wiąże się z obecnymi zgonami? Pytania mnożą się podczas lektury.
Mała miejscowość, którą autorka wybrała na miejsce akcji, idealnie pokazuje mechanizm tworzenia się przez lata klaustrofobicznej atmosfery i napięcia, które budują mieszkający tam ludzie, zamieszani we wspólną tajemnicę. Autorka pisze krótko, acz treściwie, chociaż nie spodziewajcie się informacji podanych na tacy. Trzeba się tu trochę nakombinować, spróbować poukładać podrzucone przez nią klocki. Nie zdziwcie się jednak, jeśli Wam się to nie uda, bo niedopowiedzeń i niejasności, które zaburzają obraz, jest tu całe mnóstwo. I chyba o to chodzi. Śledztwo ujawnia fakty powoli, a i tak nie otrzymujemy odpowiedzi na część pytań.
Stworzone przez autorkę postacie są wielowymiarowe, do bólu realistyczne, pełne niepewności i rozterek. Można stwierdzić, że pisarka wystawiła swoich bohaterów na ciężką próbę. Poza tym każdy z nich zbudowany jest inaczej. Mamy tu cały wachlarz charakterów. Jest człowiek, który po trzydziestu latach za kratami musi nauczyć się żyć na nowo i stawić czoła obserwującemu go światu, chłopak, który wciąż zbiera cięgi za to, że odstaje od tradycyjnego wizerunku mężczyzny, starsza kobieta, która chciałaby zbawić cały świat, małżeństwo, które zmaga się między innymi z chorobą dziecka, rodzina naznaczona piętnem morderstwa... Każdy z bohaterów nosi w sobie coś, co go wyróżnia, przy czym nie są to niestety pozytywne cechy, a raczej coś, z czym muszą się zmagać każdego dnia. Ciężaru całej tej opowieści dodają więc nie tylko wątki fabularne, ale także charaktery postaci oraz ich wzajemne relacje, które wciąż się przeplatają.
Książka podzielona jest na rozdziały, których tytuły ukierunkowują czytelnika. Bardzo pomogło mi to uporządkować sobie całość tej historii. Dostajemy tutaj różne perspektywy, które wzajemnie się uzupełniają.
Jedynym minusem było dla mnie to, że nie mogłam się wystarczająco mocno skupić na tej historii. Dlatego pewnie było mi trudno ogarnąć powiązania między bohaterami, a co za tym idzie - poszczególne wątki i konsekwencje kolejnych zdarzeń. Jednak czytało mi się świetnie i z pewnością sięgnę po pozostałe powieści autorki.
Niektórzy autorzy piszą kryminały. Weronika Mathia pisze przeszywający chłód.
„Chłód” zaczyna się tam, gdzie kończy się oddech – w miejscu, w którym powietrze jest tak zimne, że pali płuca. Zima w Pasymiu nie jest porą roku. To stan umysłu. Gruba pokrywa lodu na jeziorach, na wspomnieniach, na sumieniach. I wystarczy jedno pęknięcie, by wszystko, co przez trzydzieści lat leżało zamrożone, wypłynęło na powierzchnię czarne i obrzękłe.
Szymon Biały, „Rzeźnik z Pasymia”, wychodzi z więzienia. Trzy dekady odsiadki za brutalne morderstwo przyjaciela. Wraca do domu, w którym ściany pamiętają każdy krzyk z tamtej sylwestrowej nocy. Nikt go nie wita ciepło. Tylko chłód. Ten sam, który nigdy tak naprawdę nie odszedł.
A potem lód pęka po raz drugi.
Na terenie opuszczonego ośrodka wczasowego Rudka – miejsca, które samo wygląda jak trup po sezonie – znajduje się ciało jego wnuka. Patryka. Chłopaka, który malował paznokcie w kolorze, jakiego w Pasymiu się nie wybacza. Ślady na jego ciele mówią więcej niż ktokolwiek chce usłyszeć. Czy skoczył? Czy ktoś mu pomógł upaść? A może po prostu w końcu pękł pod ciężarem tego samego mrozu, który dławi całe miasteczko?
Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, przyjeżdża niby służbowo, a zostaje wciągnięta w coś znacznie głębszego. Bo w Pasymiu nie ma obcych. Są tylko ci, którzy jeszcze nie zdążyli się zdradzić. I ci, którzy wiedzą za dużo od lat.
Mathia nie buduje napięcia strzałami i pościgami. Ona obniża temperaturę stopniowo. Powoli. Bezlitośnie. Opisuje upadły ośrodek tak, że czuje się wilgoć na ścianach, słyszy skrzypienie desek pod butami i czuje się, jak z każdym krokiem temperatura spada o kolejny stopień. Rudka nie jest tłem. Rudka jest raną, która nigdy się nie zagoiła. Martwym sercem miasteczka, w którym nawet powietrze wydaje się zgniłe od sekretów.
To nie jest książka, którą czytasz. To jest odmrożenie.
Postaci nie proszą o sympatię. Są sztywne z zimna, połamane, naznaczone. Rodzina, na której ciąży piętno morderstwa. Dziecko z porażeniem mózgowym, które widzi więcej niż powinno. Babcia, która milczy tak długo, że jej milczenie samo stało się lodem. I Szymon – człowiek, który wyszedł z celi, ale nigdy tak naprawdę nie wyszedł z tamtej nocy.
Styl autorki jest ostry jak szron na szybie. Żadnych ozdobników. Żadnego ciepła. Tylko precyzyjne, zimne zdania, które wchodzą pod skórę i zostawiają tam odmrożone ślady. To, czego nie mówi, boli najbardziej. Niedopowiedzenia ważą tu więcej niż wyznania. Milczenie ma smak metaliczny posmak.
Zakończenie nie rozgrzewa. Nie daje katharsis. Zostawia nas w tym samym mrozie, tylko teraz wiemy dokładnie, jak głęboko pod lodem leży prawda – i jak bardzo jest czarna.
„Chłód” to zdecydowanie najlepsza książka Weroniki Mathii. Najzimniejsza. Najbardziej bezlitosna.
Jeśli chcecie kryminału, który Was przytuli i wszystko ładnie wyjaśni – omińcie. Jeśli chcecie książki, po której będziecie długo chodzili z uczuciem, że coś zimnego zostało Wam pod żebrami i nie chce odpuścić – właśnie ją trzymacie!
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @czwartastronakryminalu (współpraca reklamowa) 🩷.
a kiedy śnieg ślady zagubionych dróg przykryje pojawi się jeleń biały jak puch a kiedy czas łzy z nieułożonych słów rozmyje pojawi się jak cud i będzie trwał jak dobrych myśli stróż
twardy lód głaszcze przeszłość dłonią zimną i kruchą a dusze popękane! krew cierpka smutna i jedyna twardy lód muska ciemność a życia złamane! aż zostanie modlitwa ze słów rozsypana jak Nadzieja odnaleziona najpiękniejsza z dróg
utul ten chłód niech cię okryje niech trwa jak przypomnienie że kruchy ten lód a ślady przykryte i łez zawodzenie bo puste jego oczy tylko zostały o białym jeleniu wspomnienie
na szarym niebie kolorowy chłopiec malował swój świat i oddał z siebie nieszczęśliwe słowa i rozkwitał jak wyjątkowy kwiat
Mogło się zdarzyć życie piękne. I pełne. Ciepłych chwil. Przepięknych. Mogły się przecież dobre dni zdarzyć. A przyszedł chłód. Na zamarzniętym jeziorze los się człowieka dokonał. Ktoś odszedł. Ktoś uczynił zło. Ktoś sprawił, by cierpienie w oczach zgasło. Przeszłość ślady na śniegu krwawą smugą osnuła. A dziś na zamarzniętym jeziorze już tylko łzy i modlitwy szeptane. Ręce do Boga składane. Już tylko tyle zostało. Płakać i krzyż na szyi nosić. I płakać. I płakać.
A łzy niech będą ukojeniem.
I tylko noc pamięta. Tylko ona. Zimna. Zagubiona. Wtedy dziewczynka rączką drżącą rysowała ból, a kartka pochłaniała potwora. A oni nie widzieli. Nie słyszeli. Ta noc pamięta, że biały jeleń odszedł, a z nim cud. I dobre wszystko. Ucichł wtedy las. Jezioro zastygło. Siekiera. Krew. Krew. Dużo krwi. I potem już nic nie zostało. Wszystko zmarniało.
Miejsce, którego nie dotknął czas. Prawda, którą trzymasz w garści. Pamiętasz. Nosisz w sobie. Na ramionach noc ci osiadła. Miałeś żyć. Nie masz nic. Żałuj. Płacz. Za grzechy płać.
Wsiąkłam w tę historię duszą calutką. Wzięłam wszystko, co mi dała. Nieukojone wrażliwości. Słowne miękkości. Więcej aniżeli można brać, czytając. Bo u niej zawsze jest więcej. Weronika daje z siebie tyle emocji, że po brzegi człowiek wypełniony. Czytajcie, czujcie. Polecam najmocniej.
Mroczna, duszna i pełna emocji powieść. Taka, w której zimno nie jest tylko pogodą. Jest stanem duszy. Jest tym, co dzieje się między ludźmi, kiedy brakuje czułości, akceptacji i odwagi, by powiedzieć prawdę. Miasteczko pełne kłamstw, a każda prawda jest jak pęknięcie w lodzie. Powoli, wszystko wydostaje się na zewnątrz i już nic nie da się ukryć. Szymon, kiedyś skazany za zbrodnię straszliwą Teraz powraca do normalności Jednak sekrety z przeszłości nie dają o sobie zapomnieć Ginie jego wnuk ukochany Patryk, dziwakiem zwany Zbyt inny, zbyt widoczny, zbyt niepasujący Z długimi włosami. Z makijażem. Z pragnieniem bycia sobą, a może też kimś więcej. Może sobą i swoją siostrą jednocześnie. Obok niego Maja. Bliźniaczka. Dziewczynka z porażeniem mózgowym. Zamknięta w ciele, którego inni nie potrafili zrozumieć. Jest też Klaudia. Dziewczyna, która chowa świat w kolorowych kalejdoskopach. I w nich zamyka także to, co boli. Odrzucenie. Samotność. Brak matczynej czułości. To książka o tym, jak bardzo człowiek potrzebuje być zauważony. Pokochany. Przyjęty. Nie „naprawiany”. Nie oceniany. Nie uciszany. Bo czasem największa rana nie powstaje od ciosu. Czasem powstaje od spojrzenia. Od śmiechu. Od odwróconej głowy. Od milczenia tych, którzy powinni stanąć obok. Weronika Mathia pisze o przemocy, która nie zawsze zostawia siniaki. O matczynej miłości, która może chronić, ale może też niszczyć. O sekretach, które z czasem zaczynają oddychać za nas. O wspólnym milczeniu, które najpierw łączy, a potem dusi. Bo czy ukrywanie prawdy zawsze jest ochroną? Czy można przebaczyć komuś, kto zniszczył życie? Czy można zapomnieć? A może najtrudniej wybaczyć sobie? „Chłód” to kryminał, ale pod warstwą śledztwa kryje się coś znacznie bardziej bolesnego. Studium odrzucenia. Inności. Zazdrości. Poczucia straty. Potrzeby akceptacji, która potrafi odsłonić najciemniejsze miejsca w człowieku. To powieść o tym, że uprzedzenia oślepiają. Stereotypy upraszczają. Zaściankowość zabija empatię. A człowieka najłatwiej skrzywdzić wtedy, gdy uznamy, że już wszystko o nim wiemy. Mroczna. Esencjonalna. Lodowata. Pełna napięcia i emocjonalnego chłodu.
Od debiutanckiego “Żaru” wiadomo było, że Weronika Mathia potrafi operować słowem w ten wyjątkowy sposób, który sprawia, że zapadasz się w sobie podczas czytania, a ciężar klimatu uciska płuca.
“Chłód” nie jest wyjątkiem. Jest historią inną, jak jej bohaterowie - starszy mężczyzna, który po latach wychodzi z więzienia, nękany przez rówieśników chłopak, oraz jego siostra- zmagająca się z porażeniem mózgowym. Autorka nie idzie na skróty, kreując takie, a nie inne postaci - tworzy bohaterów nieszablonowych, niejednokrotnie trudnych w odbiorze, mających w sobie więcej pytań niż odpowiedzi - taką postacią był dla mnie w “Chłodzie” głównie Szymon.
To, co jest w mojej opinii największym atutem twórczości Weroniki Mathii, to zdecydowanie klimat tworzonych przez nią historii. W “Chłodzie” zima nie jest tylko porą roku - śnieg, ciemność i zimno dotykają bohaterów zarówno w fizyczny, jak i psychiczny sposób. Zbr*dnie łączące przeszłość i wydarzenia teraźniejsze wydeptują w śniegu ślady, których bohaterowie nigdy nie zapomną.
Ta książka jest jednak również inna. Po raz pierwszy odczułam, że nie muszę wierzyć w fabułę i plączące się ze sobą elementy fabuły, by nadal ufać bohaterom. Ich krokom, zachowaniom, przemyśleniom. “Chłód” jest zdecydowanie książką do odczuwania i przeżywania, niż tytułem nastawionym na akcję czy tempo. Spodziewam się, że przez to część czytelników może się odbić, ale dla mnie to kolejny dowód, że Weronika Mathia daje więcej- ale też wymaga od czytelnika więcej.
„Chłód” to mroczny thriller, który zamiast dynamicznej akcji stawia na klimat, emocje i powoli narastające napięcie. Historia rozgrywa się w niewielkiej społeczności, gdzie powrót człowieka z trudną przeszłością uruchamia lawinę skrywanych latami tajemnic. Gdy dochodzi do kolejnej tragedii, okazuje się, że przeszłość wcale nie została pogrzebana - a mieszkańcy mają znacznie więcej do ukrycia, niż chcieliby przyznać.
Autorka świetnie buduje napięcie - cisza, niedopowiedzenia i emocjonalny dystans bohaterów są tu bardziej przerażające niż sama zbrodnia. Postacie są niejednoznaczne, a granica między winą a niewinnością szybko się zaciera.
Zimowa sceneria działa tu symbolicznie - lód staje się metaforą ukrywanych emocji i tajemnic. Kłamstwa bohaterów przypominają cienką taflę lodu, która może pęknąć w każdej chwili, odsłaniając to, co miało pozostać ukryte.
„Chłód” to dojrzały thriller psychologiczny, który udowadnia, że kryminał może być jednocześnie literaturą refleksyjną. Weronika Mathia tworzy historię nie tylko o zbrodni, lecz przede wszystkim o konsekwencjach przemilczanych wydarzeń i o tym, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość.
Ostatnio mam ogromną ochotę na kryminały, ponieważ ten gatunek trochę porzuciłam na rzecz innych książek. Gdy zobaczyłam nową powieść autorki, wiedziałam, że będzie to idealny powrót do tego typu historii.
Szymon, skazany przed laty za morderstwo przyjaciela, opuszcza więzienie i wraca do rodziny, próbując odzyskać normalność. Jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a jego wnuk Patryk zostaje znaleziony martwy. Dawne sprawy ponownie wychodzą na światło dzienne. Karolina Rawa, prywatna techniczka kryminalistyki, rozpoczyna własne śledztwo, gdy odkrywa, że jej rodzina również została uwikłana w lodowatą sieć sekretów.
Twórczość autorki jest mi już dobrze znana i zdecydowanie należy do moich ulubionych, jednak ta książka naprawdę mnie zaskoczyła. Już od pierwszych stron towarzyszy czytelnikowi silne poczucie niepokoju, które z każdą kolejną stroną jedynie narasta. Fabuła jest bardzo złożona, a przeszłość brutalnego morderstwa i teraźniejszość związana z tajemniczą śmiercią nastolatka nieustannie się przeplatają, tworząc gęstą i duszną atmosferę.
Historia ogromnie mnie zaangażowała i od samego początku czytałam ją z wielkim skupieniem. Podczas lektury zadawałam sobie mnóstwo pytań, na które desperacko szukałam odpowiedzi. Autorka jednak skonstruowała tę historię w taki sposób, że każda kolejna odpowiedź rodziła następne wątpliwości. Próbowałam samodzielnie rozwiązać tę zagadkę i miałam naprawdę wiele teorii, ale żadna z nich nawet nie zbliżyła się do finałowego rozwiązania.
Klimat tej książki jest naprawdę mroczny i duszny, a właśnie takie kryminały cenię najbardziej. Styl autorki jest świetny, a liczne zwroty akcji nieustannie trzymały mnie w napięciu i sprawiały, że chciałam czytać dalej. Dosłownie nie mogłam oderwać się od tej książki, ponieważ byłam ogromnie ciekawa, do czego doprowadzi cała ta historia.
To była naprawdę świetna książka i przypomniała mi, za co tak bardzo kocham kryminały. Bardzo głęboka warstwa emocjonalna to coś, co uwielbiam w tego typu historiach. Gorąco polecam!
Bardzo dobra książka. Bohaterowie mają głębię, są wielowymiarowy, praktycznie każdy z nich mnie interesował i byłam ciekawa jego historii. Najmniej podobało mi się przedstawienie dorosłej Doroty, jakoś nie pasowała mi do kreacji jej dziecięcej wersji. Na swoim koncie mam już trochę kryminałów i thrillerów, a z postaciami takimi jak Patryk jeszcze się nie spotkałam. Zaskoczyło mnie również nietypowe stanowisko policjantki Karoliny, zwykle mamy do czynienia w tego typu literaturze z dochodzeniowami, a tu bohaterka jest techniczką kryminalistyczną.
Fabuła rozwija się stopniowo, dzięki czemu podczas czytania miałam w głowie wiele różnych wersji rozwiązania zagadek. Niemniej nie udało mi się przewidzieć, kto stoi za zbrodniami, a zakończenie pozostawiło mnie z miksem emocji, takich jak niepokój, ulga, współczucie.
Książka porusza różne istotne społecznie kwestie, jak wykluczenie z powodu inności, readaptacja społeczna po odsiadce wyroku czy życie w rozbitej rodzinie.
⭐2,5/5 Mogłabym podsumować tę książkę jednym słowem: przypadek. Jest tu zbyt wiele zbiegów okoliczności, a wraz z nimi pojawia się dużo intryg, które sugerują interesujące rozwiązania, lecz ostatecznie nie prowadzą do niczego satysfakcjonującego. Postać funkcjonariuszki jest dość papierowa i trudno było mi się w nią zaangażować. Wbrew pozorom samego śledztwa nie ma tu zbyt wiele - znacznie więcej miejsca poświęcono przeszłości bohaterów. Na plus mogę zaliczyć poruszenie tematu dziecięcego porażenia mózgowego, jednak sam ten wątek nie jest w stanie obronić całości. Książka ostatecznie mnie zawiodła.
Najnowsza powieść Weroniki Mathi "Chłód" to thriller psychologiczny, w którym zamiast głośnych zwrotów akcji autorka proponuje coś znacznie bardziej niepokojącego - powolne, konsekwentne zanurzanie się w przeszłości. Historia zaczyna się od powrotu do rodzinnego miasteczka Szymona, mężczyzny skazanego przed laty za brutalne morderstwo. Jego obecność od razu burzy kruchą równowagę lokalnej społeczności. Kiedy dochodzi do kolejnej tragedii, staje się jasne, że dawne wydarzenia nie zostały ani zapomniane. Prywatne śledztwo prowadzi Karolina Rawa, która zaczyna odkrywać, jak głęboko sięgają ukrywane przez lata tajemnice. Największe wrażenie zrobił na mnie klimat tej książki. To nie jest zwykły „mrok” znany z thrillerów ale chłód, który przenika do szpiku kości. Ta powieść ma w sobie surowość, ciszę i napięcie ukryte pod powierzchnią codzienności. Ten chłód jest niemal namacalny. Czuć go w relacjach między bohaterami, w ich zdawkowych rozmowach, w tym, jak unikają konfrontacji. To nie tylko tło wydarzeń, ale coś, co realnie wpływa na sposób, w jaki ta historia działa na czytelnika. Sama fabuła rozwija się spokojnie, bez pośpiechu. To książka, która bardziej analizuje "dlaczego" niż opowiada "kto jest winny". Skupia się na emocjach, traumach i konsekwencjach dawnych decyzji. „Chłód” to bardzo spójna i przemyślana powieść. Nie epatuje akcją, tylko ciężką, duszną i przejmująco zimną atmosferą. To powieść, którą się przeżywa i która zostawia po sobie wyraźny, niepokojący ślad, ból i smutek.
Znakomity thriller, świetna rozrywka. Weronika Mathia wyrasta na jedno z najciekawszych "kryminalnych" polskich piór. Uwielbiam w jej historiach to, że intrygi nie są przekombinowane - zbrodnie popełniają "zwykli" ludzie - nie porąbani psychopaci - którzy na pewnym etapie życia popełnili błąd. Wszystko tu się pięknie składa, portrety psychologiczne bohaterów są wiarygodne, a autorka potrafi zachować balans między realiami procedur policyjnych a atrakcyjnością fabuły. Do tego Weronika Mathia ma świetny styl. Język jest przystępny, ale nie zupełnie przezroczysty. Plastyczny i opisowy, kiedy trzeba - świetnie buduje nastrój.
Pierwszy większy miss także od Mathi. Trochę już jej książek przeczytałem, ale w tej czułem się jakby pokazanie nowych problemów społecznych jak np nagrywanie livów przemocowych na tiktoka w szkołach grało tu pierwsze skrzypce nad główną intrygą oraz samą fabułą. Autorka ewidentnie chciała coś przekazać, a jeśli fabuła nie szła jej w tym kierunku, tym gorzej dla fabuły. Liczyłem na znacznie więcej.
Był świetny klimat. I dodawanie poszlak i wątków dla zmyły całkowicie mi tę książkę zniszczyło. Nawymyślane a po nic, czas straciła zarówno autorka jak i czytelnik. I nie polecam nawet dla klimatu bo sposób pisania jest mylący, zagmatwany. Musiałam się wracać żeby doczytać kto jest kim, wielokrotnie
Moje pierwsze zetknięcie z autorką. Kurcze przez całą książkę miałam poczucie takich dzwonów bijących w kościele. Wszystkie wątki i zabiegi znałam z innych książek. Zabrakło mi czegoś, co utkwiło by mi w pamięci. Bo mogę się założyć, że za 3 dni zapomnę że ja w ogóle tę książkę czytałam.