W mroźną zimę, która spowija miasteczko, kłamstwa są jak cienka warstwa lodu – wystarczy jedno pęknięcie, by odsłonić to, co miało nigdy nie wypłynąć na powierzchnię.
Szymon, skazany przed laty za brutalne morderstwo przyjaciela, opuszcza więzienie i wraca do rodziny, próbując odzyskać normalność. Ale przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć – jego wnuk Patryk zostaje znaleziony martwy, a stare sprawy budzą się do życia. Ci, którzy wiedzą o wydarzeniach sprzed lat, milczą, jakby każde słowo miało skruszyć cienki lód pod ich stopami.
Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, rozpoczyna prywatne śledztwo, kiedy odkrywa, że także jej rodzina utkwiła w lodowatej sieci sekretów…
W świecie, gdzie każdy ma mroczną tajemnicę, jedno pytanie ma szczególne znaczenie: Gdzie przebiega cienka granica przebaczenia?
Chłód to opowieść o przeszłości, która nie zamarza. O prawdzie jak ciemna woda pod lodem. I o tym, że czasem najgroźniejsze jest to, co wszyscy starają się ukryć – nawet przed najbliższymi.
Ta Pani szybko wyrasta na jedną z moich ulubionych polskich autorek! Kolejna bardzo dobra książka (tylko trzeba pamiętać, że to bardziej obyczajówka, z wątkiem kryminalnymi, niż taki klasyczny kryminał. Do mnie akurat to bardzo przemawia).
Twórczość Weroniki Mathii śledzę od jej debiutu „Żar” i z każdą kolejną książką utwierdzam się w przekonaniu, że mamy do czynienia z jedną z najciekawszych i najbardziej konsekwentnych autorek polskiego thrillera. Weronika Mathia nie tylko buduje intrygujące fabuły, ale przede wszystkim potrafi stworzyć gęstą, duszną atmosferę, która zostaje z czytelnikiem na długo po odłożeniu książki. Jej historie zawsze mają w sobie coś więcej niż tylko zagadkę kryminalną — to opowieści o ludziach, emocjach i wyborach, które rzadko bywają czarno-białe.
W mroźną zimę, która spowija niewielkie miasteczko, kłamstwa przypominają cienką warstwę lodu — wystarczy jedno pęknięcie, by odsłonić to, co przez lata skrywano pod powierzchnią. Szymon, skazany przed laty za brutalne morderstwo przyjaciela, wychodzi z więzienia i wraca do rodziny, próbując na nowo poukładać swoje życie. Jednak przeszłość szybko daje o sobie znać — jego wnuk Patryk zostaje znaleziony martwy, a dawne wydarzenia zaczynają powracać z niepokojącą siłą. Ci, którzy pamiętają, milczą, jakby każde wypowiedziane słowo mogło doprowadzić do katastrofy. Karolina Rawa, technik kryminalistyczny, rozpoczyna własne śledztwo, gdy odkrywa, że również jej rodzina może być powiązana z dawną tragedią. W świecie, w którym każdy coś ukrywa, granica między winą a niewinnością zaczyna się zacierać.
„Chłód” autorstwa Weroniki Mathii to kolejny thriller, w którym autorka z dużą wprawą angażuje czytelnika w fabułę, której mroczna i duszna atmosfera niemal niezauważalnie oplata czytelnika swoimi mackami. Od pierwszych stron czuć tu przenikliwy chłód — nie tylko ten zimowy, fizyczny, ale przede wszystkim emocjonalny. To chłód relacji, niedopowiedzeń i tajemnic, które przez lata narastały pod pozornie spokojną powierzchnią codzienności. Weronika Mathia buduje napięcie z ogromną precyzją. Nie znajdziemy tu taniej sensacji ani przesady — największą siłę mają cisza, spojrzenia i to, co pozostaje niewypowiedziane. Relacje między bohaterami są popękane, naznaczone dawnymi krzywdami i brakiem zaufania, a każdy z nich skrywa coś, co może zmienić bieg wydarzeń. Na pierwszy plan wysuwa się Szymon — człowiek naznaczony przeszłością, który po latach próbuje odnaleźć się w świecie, który zdążył o nim zapomnieć. Jest zamknięty w sobie, chłodny, a jednocześnie nosi w sobie ciężar winy i poczucie niesprawiedliwości. Jego obecność działa na innych jak przypomnienie o czymś, co miało zostać pogrzebane na zawsze. Klaudia to postać pełna napięcia — z pozoru opanowana i zdystansowana, w rzeczywistości skrywająca silne emocje i lęk przed tym, co może wyjść na jaw. W jej zachowaniu czuć ciągłą walkę między potrzebą prawdy a chęcią zachowania pozorów. Maja wnosi do historii subtelność i wrażliwość, ale nie jest wolna od własnych tajemnic. To bohaterka, która uważnie obserwuje, często więcej rozumie niż mówi, a jej milczenie bywa bardziej wymowne niż słowa. Z kolei Patryk — młody, pozornie zwyczajny chłopak — staje się osią tragedii, która uruchamia lawinę zdarzeń. Jego śmierć nie jest tylko dramatem rodzinnym, ale punktem zapalnym, który zmusza wszystkich do konfrontacji z przeszłością. Na szczególną uwagę zasługuje również Karolina — wyrazista, autentyczna, momentami krucha, ale jednocześnie niezwykle zdeterminowana. Jej osobiste zaangażowanie sprawia, że śledzenie jej drogi staje się czymś więcej niż tylko obserwowaniem śledztwa — to emocjonalna podróż przez strach, wątpliwości i potrzebę odkrycia prawdy, nawet jeśli ta okaże się bolesna. Intryga w „Chłodzie” rozwija się powoli, warstwa po warstwie, odsłaniając kolejne fragmenty układanki. To nie jest thriller oparty na gwałtownych zwrotach akcji — tutaj wszystko ma znaczenie, a napięcie wynika z narastającego poczucia, że prawda jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Każde odkrycie nie przynosi ulgi, a raczej pogłębia niepokój. „Chłód” to powieść dojrzała, przemyślana i skonstruowana w taki sposób, że trudno o niej szybko zapomnieć. To historia o przeszłości, która nigdy nie zostaje naprawdę pogrzebana, o prawdzie czającej się tuż pod powierzchnią oraz o tym, jak daleko można się posunąć, by chronić najbliższych. Książka ta w pełni potwierdza znakomitą formę i literacką wrażliwość autorki, a także jej umiejętność podtrzymywania napięcia od pierwszej do ostatniej strony. Fabuła rozwija się niespiesznie, lecz to właśnie ta powolność pozwala w pełni wybrzmieć emocjom i buduje gęsty, niemal namacalny klimat. „Chłód” to thriller, który nie tylko trzyma w napięciu, ale również dotyka czegoś znacznie głębszego — lęku przed prawdą, ciężaru przeszłości oraz kruchości relacji międzyludzkich. Jeśli szukasz historii o dusznej atmosferze, silnym tle emocjonalnym i tajemnicy, która stopniowo zaciska się wokół bohaterów, „Chłód” będzie zdecydowanie trafnym wyborem.
"Chłód" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Weroniki Mathii. Myślę, że po tej lekturze sięgnę po pozostałe powieści autorki.
Szymon Biały po trzydziestu latach odsiadki za zabicie kolegi wychodzi na wolność. Wprowadza się do przygotowanego dla niego pokoju w domu syna Przemka i jego rodziny. Mężczyzna jest już stary i schorowany, wiecznie smutny, cichy i skryty. Wielu mieszkańców Pasymia obserwuje go i wygłasza nieprzychylne uwagi. Praktycznie cała społeczność podchodzi do niego z dystansem, nawet własna rodzina do końca mu nie ufa. Wszyscy lokalsi wciąż żyją tragedią sprzed lat, której miejsce, ośrodek wypoczynkowy Rudka, teraz stoi opuszczone, jak wyrzut sumienia.
Najwięcej czasu z dziadkiem spędza jeden z jego dwóch wnuków, Patryk. Od dziecka wyszydzany przez rówieśników za bycie innym i odwagę wyrażania siebie poprzez fryzurę, makijaż czy stroje, które kompletnie nie pasują do chłopięcego stylu. Drugi wnuk, Dawid, stroni od dziadka, a wnuczka, Magda, bliźniaczka Patryka, choruje na porażenie mózgowe, więc to dziadek odwiedza ją, by zagrać dziewczynie na akordeonie.
Mijają kolejne dni od wyjścia Szymona z więzienia, a powietrze wydaje się gęstnieć. Tajemnica morderstwa sprzed lat nie daje spokoju, napięcie rośnie, aż w końcu staje się coś, co zmienia wszystko. Na terenie ośrodka Rudka zostają znalezione zwłoki Patryka. Wygląda na to, że chłopak popełnił samobójstwo, jednak możliwe, że ktoś mu pomógł pożegnać się z życiem. Zagadkę śmierci Patryka postanawia rozwiązać Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, której babcia Nina mieszka w Pasymiu. Kobieta rozpoczyna prywatne śledztwo. Interesujące jest to, że starsza pani jest zamieszana w tragedię sprzed lat. Wkrótce zostaje znalezione drugie ciało. Możliwe, że obie zbrodnie są ze sobą powiązane, jednak Karolina potrzebuje czasu, aby rozwikłać tę makabryczną zagadkę. Rzecz jasna, podejrzenia natychmiast padają na Białego seniora. Jednak czy mężczyzna podniósłby rękę na wnuka? Czy w ogóle w jego wieku dałby radę nastolatkowi? Kim jest druga ofiara znaleziona w leśnym bunkrze nieopodal miasteczka? Do poszukiwań mordercy dołącza Dawid, a także Klaudia, siostra drugiej ofiary. Jakie tajemnice odkryją? Czy dramat sprzed lat wiąże się z obecnymi zgonami? Pytania mnożą się podczas lektury.
Mała miejscowość, którą autorka wybrała na miejsce akcji, idealnie pokazuje mechanizm tworzenia się przez lata klaustrofobicznej atmosfery i napięcia, które budują mieszkający tam ludzie, zamieszani we wspólną tajemnicę. Autorka pisze krótko, acz treściwie, chociaż nie spodziewajcie się informacji podanych na tacy. Trzeba się tu trochę nakombinować, spróbować poukładać podrzucone przez nią klocki. Nie zdziwcie się jednak, jeśli Wam się to nie uda, bo niedopowiedzeń i niejasności, które zaburzają obraz, jest tu całe mnóstwo. I chyba o to chodzi. Śledztwo ujawnia fakty powoli, a i tak nie otrzymujemy odpowiedzi na część pytań.
Stworzone przez autorkę postacie są wielowymiarowe, do bólu realistyczne, pełne niepewności i rozterek. Można stwierdzić, że pisarka wystawiła swoich bohaterów na ciężką próbę. Poza tym każdy z nich zbudowany jest inaczej. Mamy tu cały wachlarz charakterów. Jest człowiek, który po trzydziestu latach za kratami musi nauczyć się żyć na nowo i stawić czoła obserwującemu go światu, chłopak, który wciąż zbiera cięgi za to, że odstaje od tradycyjnego wizerunku mężczyzny, starsza kobieta, która chciałaby zbawić cały świat, małżeństwo, które zmaga się między innymi z chorobą dziecka, rodzina naznaczona piętnem morderstwa... Każdy z bohaterów nosi w sobie coś, co go wyróżnia, przy czym nie są to niestety pozytywne cechy, a raczej coś, z czym muszą się zmagać każdego dnia. Ciężaru całej tej opowieści dodają więc nie tylko wątki fabularne, ale także charaktery postaci oraz ich wzajemne relacje, które wciąż się przeplatają.
Książka podzielona jest na rozdziały, których tytuły ukierunkowują czytelnika. Bardzo pomogło mi to uporządkować sobie całość tej historii. Dostajemy tutaj różne perspektywy, które wzajemnie się uzupełniają.
Jedynym minusem było dla mnie to, że nie mogłam się wystarczająco mocno skupić na tej historii. Dlatego pewnie było mi trudno ogarnąć powiązania między bohaterami, a co za tym idzie - poszczególne wątki i konsekwencje kolejnych zdarzeń. Jednak czytało mi się świetnie i z pewnością sięgnę po pozostałe powieści autorki.
Niektórzy autorzy piszą kryminały. Weronika Mathia pisze przeszywający chłód.
„Chłód” zaczyna się tam, gdzie kończy się oddech – w miejscu, w którym powietrze jest tak zimne, że pali płuca. Zima w Pasymiu nie jest porą roku. To stan umysłu. Gruba pokrywa lodu na jeziorach, na wspomnieniach, na sumieniach. I wystarczy jedno pęknięcie, by wszystko, co przez trzydzieści lat leżało zamrożone, wypłynęło na powierzchnię czarne i obrzękłe.
Szymon Biały, „Rzeźnik z Pasymia”, wychodzi z więzienia. Trzy dekady odsiadki za brutalne morderstwo przyjaciela. Wraca do domu, w którym ściany pamiętają każdy krzyk z tamtej sylwestrowej nocy. Nikt go nie wita ciepło. Tylko chłód. Ten sam, który nigdy tak naprawdę nie odszedł.
A potem lód pęka po raz drugi.
Na terenie opuszczonego ośrodka wczasowego Rudka – miejsca, które samo wygląda jak trup po sezonie – znajduje się ciało jego wnuka. Patryka. Chłopaka, który malował paznokcie w kolorze, jakiego w Pasymiu się nie wybacza. Ślady na jego ciele mówią więcej niż ktokolwiek chce usłyszeć. Czy skoczył? Czy ktoś mu pomógł upaść? A może po prostu w końcu pękł pod ciężarem tego samego mrozu, który dławi całe miasteczko?
Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, przyjeżdża niby służbowo, a zostaje wciągnięta w coś znacznie głębszego. Bo w Pasymiu nie ma obcych. Są tylko ci, którzy jeszcze nie zdążyli się zdradzić. I ci, którzy wiedzą za dużo od lat.
Mathia nie buduje napięcia strzałami i pościgami. Ona obniża temperaturę stopniowo. Powoli. Bezlitośnie. Opisuje upadły ośrodek tak, że czuje się wilgoć na ścianach, słyszy skrzypienie desek pod butami i czuje się, jak z każdym krokiem temperatura spada o kolejny stopień. Rudka nie jest tłem. Rudka jest raną, która nigdy się nie zagoiła. Martwym sercem miasteczka, w którym nawet powietrze wydaje się zgniłe od sekretów.
To nie jest książka, którą czytasz. To jest odmrożenie.
Postaci nie proszą o sympatię. Są sztywne z zimna, połamane, naznaczone. Rodzina, na której ciąży piętno morderstwa. Dziecko z porażeniem mózgowym, które widzi więcej niż powinno. Babcia, która milczy tak długo, że jej milczenie samo stało się lodem. I Szymon – człowiek, który wyszedł z celi, ale nigdy tak naprawdę nie wyszedł z tamtej nocy.
Styl autorki jest ostry jak szron na szybie. Żadnych ozdobników. Żadnego ciepła. Tylko precyzyjne, zimne zdania, które wchodzą pod skórę i zostawiają tam odmrożone ślady. To, czego nie mówi, boli najbardziej. Niedopowiedzenia ważą tu więcej niż wyznania. Milczenie ma smak metaliczny posmak.
Zakończenie nie rozgrzewa. Nie daje katharsis. Zostawia nas w tym samym mrozie, tylko teraz wiemy dokładnie, jak głęboko pod lodem leży prawda – i jak bardzo jest czarna.
„Chłód” to zdecydowanie najlepsza książka Weroniki Mathii. Najzimniejsza. Najbardziej bezlitosna.
Jeśli chcecie kryminału, który Was przytuli i wszystko ładnie wyjaśni – omińcie. Jeśli chcecie książki, po której będziecie długo chodzili z uczuciem, że coś zimnego zostało Wam pod żebrami i nie chce odpuścić – właśnie ją trzymacie!
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @czwartastronakryminalu (współpraca reklamowa) 🩷.
a kiedy śnieg ślady zagubionych dróg przykryje pojawi się jeleń biały jak puch a kiedy czas łzy z nieułożonych słów rozmyje pojawi się jak cud i będzie trwał jak dobrych myśli stróż
twardy lód głaszcze przeszłość dłonią zimną i kruchą a dusze popękane! krew cierpka smutna i jedyna twardy lód muska ciemność a życia złamane! aż zostanie modlitwa ze słów rozsypana jak Nadzieja odnaleziona najpiękniejsza z dróg
utul ten chłód niech cię okryje niech trwa jak przypomnienie że kruchy ten lód a ślady przykryte i łez zawodzenie bo puste jego oczy tylko zostały o białym jeleniu wspomnienie
na szarym niebie kolorowy chłopiec malował swój świat i oddał z siebie nieszczęśliwe słowa i rozkwitał jak wyjątkowy kwiat
Mogło się zdarzyć życie piękne. I pełne. Ciepłych chwil. Przepięknych. Mogły się przecież dobre dni zdarzyć. A przyszedł chłód. Na zamarzniętym jeziorze los się człowieka dokonał. Ktoś odszedł. Ktoś uczynił zło. Ktoś sprawił, by cierpienie w oczach zgasło. Przeszłość ślady na śniegu krwawą smugą osnuła. A dziś na zamarzniętym jeziorze już tylko łzy i modlitwy szeptane. Ręce do Boga składane. Już tylko tyle zostało. Płakać i krzyż na szyi nosić. I płakać. I płakać.
A łzy niech będą ukojeniem.
I tylko noc pamięta. Tylko ona. Zimna. Zagubiona. Wtedy dziewczynka rączką drżącą rysowała ból, a kartka pochłaniała potwora. A oni nie widzieli. Nie słyszeli. Ta noc pamięta, że biały jeleń odszedł, a z nim cud. I dobre wszystko. Ucichł wtedy las. Jezioro zastygło. Siekiera. Krew. Krew. Dużo krwi. I potem już nic nie zostało. Wszystko zmarniało.
Miejsce, którego nie dotknął czas. Prawda, którą trzymasz w garści. Pamiętasz. Nosisz w sobie. Na ramionach noc ci osiadła. Miałeś żyć. Nie masz nic. Żałuj. Płacz. Za grzechy płać.
Wsiąkłam w tę historię duszą calutką. Wzięłam wszystko, co mi dała. Nieukojone wrażliwości. Słowne miękkości. Więcej aniżeli można brać, czytając. Bo u niej zawsze jest więcej. Weronika daje z siebie tyle emocji, że po brzegi człowiek wypełniony. Czytajcie, czujcie. Polecam najmocniej.
„Chłód” to mroczny thriller, który zamiast dynamicznej akcji stawia na klimat, emocje i powoli narastające napięcie. Historia rozgrywa się w niewielkiej społeczności, gdzie powrót człowieka z trudną przeszłością uruchamia lawinę skrywanych latami tajemnic. Gdy dochodzi do kolejnej tragedii, okazuje się, że przeszłość wcale nie została pogrzebana - a mieszkańcy mają znacznie więcej do ukrycia, niż chcieliby przyznać.
Autorka świetnie buduje napięcie - cisza, niedopowiedzenia i emocjonalny dystans bohaterów są tu bardziej przerażające niż sama zbrodnia. Postacie są niejednoznaczne, a granica między winą a niewinnością szybko się zaciera.
Zimowa sceneria działa tu symbolicznie - lód staje się metaforą ukrywanych emocji i tajemnic. Kłamstwa bohaterów przypominają cienką taflę lodu, która może pęknąć w każdej chwili, odsłaniając to, co miało pozostać ukryte.
„Chłód” to dojrzały thriller psychologiczny, który udowadnia, że kryminał może być jednocześnie literaturą refleksyjną. Weronika Mathia tworzy historię nie tylko o zbrodni, lecz przede wszystkim o konsekwencjach przemilczanych wydarzeń i o tym, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość.
⭐2,5/5 Mogłabym podsumować tę książkę jednym słowem: przypadek. Jest tu zbyt wiele zbiegów okoliczności, a wraz z nimi pojawia się dużo intryg, które sugerują interesujące rozwiązania, lecz ostatecznie nie prowadzą do niczego satysfakcjonującego. Postać funkcjonariuszki jest dość papierowa i trudno było mi się w nią zaangażować. Wbrew pozorom samego śledztwa nie ma tu zbyt wiele - znacznie więcej miejsca poświęcono przeszłości bohaterów. Na plus mogę zaliczyć poruszenie tematu dziecięcego porażenia mózgowego, jednak sam ten wątek nie jest w stanie obronić całości. Książka ostatecznie mnie zawiodła.
Pierwszy większy miss także od Mathi. Trochę już jej książek przeczytałem, ale w tej czułem się jakby pokazanie nowych problemów społecznych jak np nagrywanie livów przemocowych na tiktoka w szkołach grało tu pierwsze skrzypce nad główną intrygą oraz samą fabułą. Autorka ewidentnie chciała coś przekazać, a jeśli fabuła nie szła jej w tym kierunku, tym gorzej dla fabuły. Liczyłem na znacznie więcej.
Moje pierwsze zetknięcie z autorką. Kurcze przez całą książkę miałam poczucie takich dzwonów bijących w kościele. Wszystkie wątki i zabiegi znałam z innych książek. Zabrakło mi czegoś, co utkwiło by mi w pamięci. Bo mogę się założyć, że za 3 dni zapomnę że ja w ogóle tę książkę czytałam.