Madryt jest pięknym miastem, ale o tym nie wie – twierdziła pisarka Almudena Grandes. I miała na myśli piękno szorstkie, dwuznaczne. Jak wtedy, gdy różowawa barwa fasady niepokojąco współgra z kolorem świńskich nóg w witrynie mięsnego.
Stolica Hiszpanii nie stała się nigdy najbogatszym, najnowocześniejszym ani najbardziej turystycznym miejscem na Półwyspie Iberyjskim. I choć reszta mieszkańców Hiszpanii twierdzi, że Madryt jest miastem wymysłem, Klaudia Pieszczoch pokazuje, że jego historia i charakter są co najmniej tak ciekawe jak Barcelony czy Toledo.
Autorka prowadzi nas przez place, na których starsze panie w różowych loczkach wygrzewają się, popijając clara con limón. Opisuje Lavapiés, najbardziej wielokulturowy kwartał Madrytu. Odwiedza dzielnice, które stały się kolebkami ruchów sąsiedzkich, i gejowską Chuecę, w której sercu stoi Kościół Świętego Antoniego otwarty dla wszystkich – ludzi i zwierząt. Analizuje fenomen madryckiej movidy – najsłynniejszego ruchu kontrkulturowego w Hiszpanii.
Z gęstej od faktów i literackich odniesień opowieści wyłania się miasto eklektyczne i pełne kontrastów oraz jego mieszkańcy – gościnni, otwarci, bezpretensjonalni. Tylko po to, aby być czymkolwiek, będę Madrytczykiem – mówi oficjalny hymn Wspólnoty Madry
Reportaże o Hiszpanii z Wydawnictwa Czarnego nigdy nie zawodzą. Kolejna świetna pozycja!
Widać, że autorka doskonale rozumie Madryt i potrafi przelać jego wyjątkowy klimat na papier. Mimo że coś tam o Madrycie wiem, bo byłam i poczułam ten klimat a do tego widziałam większość filmów Almodóvara („Ból i blask" jest moim ulubionym!), dowiedziałam się masy nowych rzeczy i poznałam mniej znane dzielnice i zakątki tego miasta.
Ciesze się, że zostały też pokazane ciemne strony takie jak wpływ turystki na wynajem mieszkań, z którym Hiszpania ma aktualnie gigantyczmy problem.
Wielki plus za wspomnienie Resi i mojej ukochanej trójki – Lorki, Dalego i Buñuela ♥️
Przyznam szczerze, że nie mogłam się wkręcić w ten reportaż i na początku czytało mi się to jakoś opornie - choć nie do końca umiem wskazać powód. Później na szczęście coś przeskoczyło i zaczęłam czerpać przyjemność z lektury.
Nigdy nie byłam w Madrycie, a po tym reportażu nabrałam ochoty na podróż do hiszpańskiej stolicy, trochę śladami autorki, trochę poodkrywać na własną rękę.
Podobało mi się to, że reportaż nie jest laurką dla Madrytu, a stara się być całościową opowieścią o tym mieście. Jest więc trochę historii, tak ważnej dla zrozumienia losów miasta, codzienności, powiązań kulturowych, różnic, jest o dobrych stronach, ale również o tych gorszych i problematycznych. O biedzie, problemie z nieruchomościami, turystyką, zarządzaniem miastem.
W moim odczuciu lektura powinna być przeciwieństwem miasta: niespieszna i skupiona. Dobrze mi się czytało tę książkę, podobała mi się podróż z autorką i odkrywanie miasta, kolejnych dzielnic, okolic i ulic. Dawkowałam sobie reportaż, poznawałam Madryt po kawałku i to chyba była dobra opcja - nie przytłoczył mnie, ale wzbudził zainteresowanie.
Bardzo się cieszę, że Klaudia Pieszczoch opisuje Madryt taki, jaki jest: prawdziwy, żywy, oddolny, trochę na przekór, a głównie ludzki. Wprawdzie zaczynamy od Plaza Mayor, ale zaraz uciekamy z Madrytu turystycznego, monumentalnego, historycznego i od opisywania zabytków (na szczęście!). Lądujemy na obrzeżach, w dzielnicach peryferyjnych, robotniczych. Jesteśmy w barze ze ścianami obitymi boazerią, na pustej parceli, gdzie powstaje ogród społeczny, pod drzewem w parku i nad rzeką, z ludźmi. I podoba mi się jak płynie ta opowieść: w dwóch akapitach przechodzimy od tertulii literackich do sklepów z aparatami słuchowymi i rosnącej głuchoty Madrytczyków, a przy okazji zahaczamy o przymusową konwersję Żydów i Morysków w XIV i XV wieku :) No i jeszcze bukszpan i męskie stringi. Taką książkę o Madrycie chciałam właśnie przeczytać!
Fragmenty opisujące życie codzienne mieszkańców Madrytu były bardzo ciekawe i dały wgląd w "lokalny" Madryt. Niestety większość książki czytało się ciężko przez chaotyczne, nadmiernie poetyckie części, na przykład kilkudziesięciostronicowy opis rzeki. Rozdział o movidzie też wydał mi się bardzo nieuporządkowany, pełen cytatów innych twórców, ale merytorycznie niewiele tłumaczący ten ważny fenomen społeczny i kulturowy.
Opowieść o tożsamości miasta, potrzebie wspólnoty i bycia u siebie. Madryt tej książki może nie zawsze kocha siebie, ale nieprzerwanie kocha żyć.
Nie znam dobrze historii Hiszpanii, ani samego Madrytu, więc początek książki był dla mnie wyzwaniem i wymagał dużego skupienia, jednak wraz z każdym kolejnym „spacerem”, doświadczenie powolnego odkrywania hiszpańskiej stolicy coraz bardziej mnie wciągało. I ten Madryt jest cholernie inspirujący.
Bardzo osobisty, poetycki, może trochę chaotyczny portret Madrytu, tej najzwyczajniejszej ze stolic. To jest właśnie największa siła tego miasta. Dużo o stosunkach społecznych, przyrodzie miejskiej i ruchach kulturowych. 6.5/10