Madryt jest pięknym miastem, ale o tym nie wie – twierdziła pisarka Almudena Grandes. I miała na myśli piękno szorstkie, dwuznaczne. Jak wtedy, gdy różowawa barwa fasady niepokojąco współgra z kolorem świńskich nóg w witrynie mięsnego.
Stolica Hiszpanii nie stała się nigdy najbogatszym, najnowocześniejszym ani najbardziej turystycznym miejscem na Półwyspie Iberyjskim. I choć reszta mieszkańców Hiszpanii twierdzi, że Madryt jest miastem wymysłem, Klaudia Pieszczoch pokazuje, że jego historia i charakter są co najmniej tak ciekawe jak Barcelony czy Toledo.
Autorka prowadzi nas przez place, na których starsze panie w różowych loczkach wygrzewają się, popijając clara con limón. Opisuje Lavapiés, najbardziej wielokulturowy kwartał Madrytu. Odwiedza dzielnice, które stały się kolebkami ruchów sąsiedzkich, i gejowską Chuecę, w której sercu stoi Kościół Świętego Antoniego otwarty dla wszystkich – ludzi i zwierząt. Analizuje fenomen madryckiej movidy – najsłynniejszego ruchu kontrkulturowego w Hiszpanii.
Z gęstej od faktów i literackich odniesień opowieści wyłania się miasto eklektyczne i pełne kontrastów oraz jego mieszkańcy – gościnni, otwarci, bezpretensjonalni. Tylko po to, aby być czymkolwiek, będę Madrytczykiem – mówi oficjalny hymn Wspólnoty Madry