Jump to ratings and reviews
Rate this book
Rate this book
Kontynuacja serii Sumienia półszlachetne.

Zapomniany przez Boga i ludzi komisariat w Niezgodzie miał być dla Leona Dekera cichą przystanią, gdzie będzie zajmował się spokojną biurową pracą. Trafia jednak na trop prowadzący do zbrodni sprzed dekad, która okazuje się bardziej skomplikowana, niż wszystkim się wydawało. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych okoliczne bagna stały się scenerią działania seryjnego mordercy. Zbrodniarz uprowadzał młode dziewczyny, więził je i torturował. Czy wydany na niego wyrok więzienia na pewno zakończył sprawę? Okazuje się, że nawet wśród sielskich malachitowych mokradeł Dolnego Śląska zło wyciąga swoje macki.

424 pages, Paperback

First published April 22, 2026

Loading...
Loading...

About the author

Michał Wierzba

4 books2 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
6 (26%)
4 stars
9 (39%)
3 stars
6 (26%)
2 stars
2 (8%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 5 of 5 reviews
Profile Image for KsiazkiUwielbiam.
180 reviews1 follower
May 7, 2026
Wdrapać się na podium nie jest łatwo, ale spaść z niego można bardzo szybko. Komisarz Leon Deker został zdegradowany i zesłany na prowincję. Jego upór w dążeniu do prawdy doprowadził do konfliktu na linii podwładny - przełożony. Tym sposobem komisarz spadł z wysokiego konia i trafił do miejsca, gdzie ręka rękę myje, a nowy przełożony, którego wszyscy zwą Szeryf okazuje się prostakiem z kompleksem boga. Autor sięgnął po najbardziej nie lubiany przeze mnie schemat wioskowego posterunku z policjantami, których zachowanie jest nie tyle żałosne co absurdalne, a do tego nielogiczne, agresywne i chamskie.

Ale wrócimy do pierwszego zdania. Formułując je nie miałam na myśli jedynie sytuacji Leona. Niestety myśl ta przede wszystkim dotyczyła mojej oceny całej książki. Pierwsza cześć serii mnie zachwyciła, "Agat" okazał się nie tylko wciągający, ale przede wszystkim odświeżający. W moim rocznym zestawieniu znalazł się bardzo wysoko. Sięgając po "Malachit" oczekiwałam powtórki emocjonalnej i tym bardziej boli to rozczarowanie. Absurdalny początek historii wynikający z absurdalnego zachowania policjantów zdegustował mnie, na tyle, że pomyślałam nawet o odłożeniu książki.
Wyobraźcie sobie sytuację - z lasu wychodzi ranna, skrajnie wycięczona kobieta potrzebująca pomocy. Zostaje zabrana do szpitala, po czym w związku z tym, że nikt nie wie kim ona jest, sanitariusze przywożą ją na wózku na komisariat i tam ją zostawiają skrajnie wycięczoną i nadal ranną. Jak myślicie co zrobili policjanci? Nic. Druga sytuacja - zdenerwowany policjant przykuwa starszą kobietę na całą noc do krzyża przy grobie jej męża - by dać jej nauczkę. Myślę że każdy absurd ma swoje granice.

Rozumiem koncept prowincjonalnego ignoranctwa i kolesiostwo ale nawet delegacja z Wrocławia na czele z Leonem nie poprawia wizerunku policji. Moment gdy Leon próbuje rozprawić się z policyjną patologią dał mi nadzieję na lepszą jakość dochodzenia. Myślałam, że w końcu coś ruszy w sprawie porwanych kobiet. Szło to jednak bardzo opornie. Zakończenie owszem podbiło nieco mój słupek zadowolenia, lecz tym razem to dla mnie o wiele za mało by móc powiedzieć, że jestem na tak.

Współpraca recenzencka @wydawnictwo_wab
Profile Image for Karolina.
580 reviews8 followers
May 2, 2026
Często spotykasz się z klątwą drugiego tomu? Ja na szczęście nie! I „Malachit” Michała Wierzby podtrzymuje moją dobrą passę do świetnych kontynuacji.

„Malachit” Michała Wierzby to historia, którą nie tyle się czyta co się w nią wsiąka. Powoli, niepostrzeżenie, jak w mokradła, z których nie sposób wyjść suchą stopą. I już na wstępie muszę przyznać, że to nie jest książka, którą odkładasz i po prostu o niej zapominasz. Ona zostaje: w głowie, pod skórą, w tych cichych momentach, kiedy nagle wracają obrazy i pytania bez odpowiedzi.

W tym tomie wracamy do świata Leona Dekera. I jeśli znasz pierwszy tom, to wiesz, że to bohater z bagażem - nie tylko doświadczeń, ale i emocji, których nie sposób łatwo uporządkować. Tym razem trafia do Niezgody. Miejsca, które miało być jego azylem, spokojną przystanią. Taką „ciszą po burzy”. Tylko że życie bywa przewrotne i postanowiło sobie z niego zakpić.

Już od pierwszych stron czuć specyficzny ciężar i duszną atmosferę. Autor świetnie obrazuje komisariat, który bardziej przypomina miejsce zawieszone między przeszłością a teraźniejszością niż realną przestrzeń. Czuć tutaj wilgoć, stagnację, coś niedopowiedzianego unoszącego się w powietrzu. I jeszcze te mokradła, które nie są tylko tłem. One żyją, obserwują, ukrywają prawdę i są niemym bohaterem całej powieści.

Fabuła prowadzi nas do sprawy sprzed lat. Dziewczyny znikały bez śladu, po czym buły torturowane i brutalnie m@rd@wane. Niby sprawca został skazany. Sprawę zamknięto, a teczki odłożono. Tylko że coś tu się nie zgadza… i dokładnie w tym momencie zaczyna się to, co w tej książce jest najlepsze - podważanie wszystkiego, co wydawało się pewne.

Autor prowadzi nas za rękę przez różne tropy… tylko po to, żeby za chwilę nas puścić i zostawić w totalnej niepewności. Ten zabieg działa tutaj perfekcyjnie. Każdy trop wydaje się właściwy, ale tylko do momentu, aż pojawi się kolejny. I nagle orientujemy się, że wiem coraz mniej.

Leon Deker w tej części jeszcze bardziej zyskuje. Jest zmęczony, bardziej wycofany, ale jednocześnie nie potrafi odpuścić. I to w nim najbardziej lubię. To nie jest bohater, który chce być bohaterem. To ktoś, kto po prostu nie umie przejść obojętnie. Nawet jeśli oznacza to wchodzenie coraz głębiej w coś, co powinno zostać zakopane, zapomniane i wiąże się z ogromnym ryzykiem.

Dużym atutem „Malachitu” jest jego klimat. Duszny, lepki, momentami wręcz przytłaczający. To nie jest historia, która pędzi. Ona się sączy. Buduje napięcie powoli, konsekwentnie, bez tanich sztuczek. I kiedy już wciągnie… nie ma odwrotu.

Ocena: 9/10 - „Malachit” to książka, która zostawia z myślą, że zło nie znika. Ono może się ukryć, przycichnąć, zmienić formę. Ale jeśli coś zostało niedopowiedziane, niedomknięte… to prędzej czy później wróci. I czasem w znacznie gorszej odsłonie.

Jeśli lubisz kryminały, które bardziej opierają się o świetny klimat i niepokój, iż akcje i zagadkę to „Malachit” zdecydowanie jest dla Ciebie. Tylko uprzedzam… to nie jest komfortowa lektura. Ale może właśnie dlatego jest tak dobra.
144 reviews1 follower
April 27, 2026
malachitowe sny
rozlewają się po ciszy
zielenią
po przeszłości
którą smutne oczy niosą
cierpieniem szorstkim
bez miary
na ciele i duszy
kobiece istnienia
wyrwane z życia
rozdeptane
bólem spojrzenia

najciemniejsze miejsca
żłobią ślady
przerwanych słów
półgłosem szeptu
i gdzieś tam,
gdzie zieleń mokradeł
błyszczy złym i cierpkim
szarpie się przeszłość
z prawdą zamkniętą
na spusty czyjegoś milczenia
okrutne czyny
rozlane
i słowa wciąż
niezapomniane

ile człowiek
zmieścić może
w sobie zła
że wylewa się z cieni
i z ciemną nastaje nocą
ile prawd unieść może
jedna dusza
że rozpada się
nieprzerwanie
na wyciągnięcie dłoni
ile tych łez wylać może
ile walk stoczyć
by przetrwać

Młode kobiety. Kiedyś były. Kiedyś tu żyły. Teraz ich nie ma. Tyle lat. Uporczywych. Chciwych. Wyrwanych z życia. Poszukiwanie. Czas. I zapominanie. Oddechy w malachitowym kolorze rozkołysane. Gdzieś tam Zielony Król. Włast. Mówią, że legenda. Że czeka na dusze. Przyniesie katusze. Na zielonych mokradłach skąpanych czernią, kroczy. Już jest blisko. Czuje wszystko. Złem oblepione jego ręce. Zostawia cierpienie w podzięce.

Malachitowy naszyjnik lśnił kiedyś na jej skórze. Jakby las w nim zamknięty był. Jakby żył. Ona wróciła. Choć jeszcze inne zostały. Choć ktoś zamknął za sobą rozpierzchłe słowa. Zostały ciche historie. Zdrętwiałe od przerażenia kształty bólu. Coś wchodzi w duszę. Coś rozgrzebuje zachłannie. Coś z przeszłości dłoń wyciąga. Czyjeś winy. Płacz i drwiny. Najciemniejsze miejsca rodzą się z bólu. Przeżyte krzywdy z nienawiścią w parze idą. Nim cisza nastanie, twarze do żywych przestaną należeć.

Leon Deker. Policjant z przeszłością ciężką. Za sobą ma wiele, przed sobą już prawie nic. Tutaj, na posterunku w Niezgodzie, miał spokojnie trwać. Nie wychylać się. Tylko być i już. Ale to Leon. Z nim nie ma tylko. Jest aż. Nie odpuszcza. Jego dusza to rysy niezatarte i szczelnie schowane.

Lubię tę serię. Lubię wyrywać z niej to, co lubię. „Malachit” długo krążył będzie w mojej głowie. Tego jestem pewna. Polecam bardzo.
309 reviews1 follower
August 4, 2026
Q: Jaki jest wasz ulubiony kolor? Opisz emotką.

„Najgroźniejsze tajemnice nie są zakopane w lesie. Noszą ludzkie twarze.”

Malachit nie jest kryminałem, który opowiada wyłącznie o rozwiązaniu zagadki. To historia o tym, jak przeszłość zapuszcza głęboko korzenie, aby zatruwać całą społeczność. Autor prowadzi czytelnika przez świat, w którym cisza staje się wspólnikiem zbrodni, a prawda od lat przegrywa z wygodą, strachem i lokalnymi układami. Atmosfera jest niemal namacalna – ciężka i duszna.

Leon jest bohaterem dalekim od ideału, ale dzięki temu jest autentyczny. Zmaga się z kolejnym śledztwem, ale także z własnym gniewem, rozczarowaniem i świadomością, że uczciwość często bywa największym ciężarem. Autor nie robi z niego niezniszczalnego, ale pozwala mu się gubić, wątpić i popełniać błędy. To człowiek, który uparcie szuka prawdy, nawet jeśli wie, że może ona zniszczyć wszystko, co jeszcze mu pozostało. Dzięki temu jest kimś więcej niż kolejnym bohaterem kryminału.

Akcja rozwija się spokojniej niż można byłoby oczekiwać, ale właśnie w tym tkwi jego siła. Nie opiera się na nieustannych zwrotach akcji, lecz na stopniowym odrywaniu mechanizmów rządzącymi ludźmi. W tle pojawiają się dawne zbrodnie, zmowa milczenia i pytanie, czy zło rzeczywiście znika czy może zmienia miejsce i czas. Autor pokazuje, że największym przeciwnikiem nie zawsze jest morderca. Często są nim ludzie, którzy przez lata odwracali wzrok, bo tak było wygodniej.

Malachit to opowieść o odpowiedzialności, konsekwencjach przemilczeń i cenie, jaką płacą ci, którzy nie godzą się na życie w świecie opartym na układach. Mroczny klimat, świetnie poprowadzona psychologia postaci i wyczuwalne napięcie sprawiają, że trudno odłożyć książkę. Największe potwory bardzo rzadko ukrywają się w lesie. Znacznie częściej siedzą przy wspólnym stole i od lat udają porządnych ludzi.
Displaying 1 - 5 of 5 reviews