Mieście doskonałości, gdzie ideał jest religią, a każdy odstający od normy płaci za to wysoką cenę.
Płomyk, niskorosły elf i świątynny skryba, wie aż za dobrze, że do ideału mu daleko. Gdy los rzuca go w sam środek szalonej przygody u boku równie „nieidealnej” poszukiwaczki przygód, odkrywa, że jego przeznaczenie sięga znacznie dalej niż mury Świątyni Piękna.
Przed nim pierwsza wyprawa, krwiożercze bestie, zagadka zaginionych kosztowności, bardzo rozrywkowy cmentarz i poszukiwania legendarnej Świecy Narodzin – artefaktu, którego moc może zmienić wszystko… za odpowiednią cenę.
Pełna humoru opowieść o przyjaźni, marzeniach i podróży, która okazuje się ważniejsza niż cel. Bo ideał bywa złudzeniem, a prawdziwa magia rodzi się tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy.
Powiem tak… dupy nie urywa🥱 nawet jakoś nie chce mi się szczególnie rozpisywać bo chyba niewarto. Część wydarzeń była spoko i śmieszna ale główny cel przygody zszedł na drugi plan, przed beznadziejnym, nierealnym wątkiem trójkątu miłosnego🙄😩
ta książka jest uosobieniem nijakości xd fabuła mnie w ogóle nie porwała, bohaterowie są mi totalnie obojętni, a niektórzy z nich uważam, że byli strasznie dziwni... wymęczyłam te ponad 500 stron, gdyby nie audiobook to rzuciłabym to po kilku pierwszych rozdziałach 🙈
Przecież nikt nie umieściłby zakończenia książki w tytule, prawda? Prawda?! A tak serio, w przypadku niektórych historii to nie zakończenie, a droga, która do niego prowadzi, jest najważniejsza. Historia Płomyka to właśnie ten przypadek. Ale od początku…
W warstwie fabularnej mamy tutaj przede wszystkim trójkę głównych bohaterów: tytułowego Płomyka — wstydliwego skrybę oraz Sali i Maksa — parę awanturniczych poszukiwaczy przygód. I cyk, trójkąt miłosny murowany! Ale to nie wszystko. Poza dumką na trzy serca mamy tutaj prawdziwą historię drogi!
A skoro mowa o drodze… jestem absolutnie zauroczona światem przedstawionym! O MATKO! Czego tam nie było! Sama nie wiem, o czym wspomnieć, żeby nie zdradzić zbyt wiele, ale po prostu łapcie to: imprezowy cmentarz, na którym co wieczór odbywa się takie party hard, że przy bramie musi stać grabarka i obstawiać wejście.
Szczerze? Gdybym dostała dosłownie każdą inną historię w tym świecie, to byłby dla mnie easy win i 10/10. Niestety, bohaterowie pierwszoplanowi, choć napisani w sposób konsekwentny, w ogóle ze mną nie rezonowali. Za to wszyscy stojący w ich cieniu?! Cóż to za plejada gwiazd?! Czy to w ogóle legalne pisać tak dobre postaci drugo- i trzecioplanowe? O każdym z nich z miłą chęcią przeczytałabym osobną historię.
Bardzo doceniam także humor, którym zręcznie posługuje się autor. Tutaj absolutnie bez zaskoczeń, wiedząc, jak dobrym scenarzystą komiksowym jest Maciej Kur, nie spodziewałam się niczego mniej. Żart i autoironia zdają się być wpisane w DNA tego świata fantasy. I ja to tak bardzo doceniam! Niech to wybrzmi: humor i światotwórstwo to naprawdę mocne strony tej historii!
Niestety, zastosowane przez autora onomatopeje absolutnie wybijały mnie z rytmu. Myślę, że ich pojawienie się w narracji jest mocno związane ze scenariuszami, z których do tej pory autor był znany. Niestety, książka, jako medium inne niż komiks, nie sprawdziła się (przynajmniej u mnie) jako dobry grunt dla ich bezpośredniego wykorzystania.
Obawiam się też, że ze względu na brak dookreślonej grupy docelowej historia może mieć trudność ze znalezieniem swojej odbiorczej niszy. Ja zostałam przy niej do końca dla humoru, który bardzo mi odpowiadał, jednak absolutnie zrozumiałe będzie dla mnie, jeśli część czytelników odpadnie, sfrustrowana momentami infantylnymi zachowaniami głównych bohaterów.
Tak jak zwykle w przypadku innych historii, które z różnych względów wywołują u mnie mieszane uczucia i rozdarcie, mogę tylko polecić osobiste przetestowanie historii na żywym organizmie (tj. na sobie samym).
Jestem ogromną fanką cosy fantastyki, dlatego gdy tylko widzę nowe tytuły z tego podgatunku, od razu chcę po nie sięgnąć. Tak było i tym razem i muszę przyznać, że ta książka całkowicie mnie oczarowała.
Matusik to miasto doskonałości, w którym ideał urasta do rangi religii, a każdy, kto odstaje od normy, ponosi tego konsekwencje. Płomyk jest niskorosłym elfem i świątynnym skrybą, który doskonale zdaje sobie sprawę, że daleko mu do wyznaczonego ideału. Los jednak rzuca go w sam środek przygody u boku równie „nieidealnej” poszukiwaczki przygód. W trakcie tej wyprawy odkrywa, że jego przeznaczenie sięga znacznie dalej niż mury świątyni piękna. Przed nim pierwsza podróż pełna bestii, zagadek i poszukiwań legendarnej świecy narodzin.
Książka wciągnęła mnie od pierwszej strony, głównie za sprawą świetnie wykreowanego świata. Magia wręcz z niej emanuje, a różnorodność postaci, które spotykamy na drodze bohaterów, robi ogromne wrażenie. Szczególnie urzekła mnie kreacja samego Płomyka. Jego charakter jest niezwykle sympatyczny i autentyczny, dzięki czemu towarzyszenie mu w tej przygodzie było czystą przyjemnością.
Fabuła jest rozbudowana i dynamiczna, nie ma tu miejsca na nudę. Bohaterowie mają jasno określony cel, ale droga do jego osiągnięcia pełna jest przygód i spotkań z nowymi postaciami. Jednocześnie książka niesie ze sobą ważne przesłanie. Porusza tematy tolerancji, samoakceptacji, wiary w siebie oraz radzenia sobie z przeciwnościami losu.
Jak przystało na cosy fantasy, z tej historii bije ciepło i poczucie komfortu. To jedna z tych książek, które otulają niczym miękki koc. Całość dopełnia świetne poczucie humoru oraz relacje między bohaterami, oparte na wsparciu i zaufaniu.
Styl autora jest lekki i bardzo przyjemny, dzięki czemu książkę czyta się szybko i z dużą przyjemnością.
To wyjątkowa historia i już teraz nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Ma w sobie wszystko to, co kocham w cosy fantastyce. Zdecydowanie polecam!
„Vicious. Nikczemni” V.E Schwab to historia, która od początku wyróżnia się na tle klasycznych opowieści o superbohaterach. Zamiast walki dobra ze złem dostajemy coś znacznie bardziej niejednoznacznego – opowieść o ambicji, obsesji i zemście. Fabuła skupia się na Victorze i Eli – dawnych przyjaciołach ze studiów, których połączyła fascynacja nadnaturalnymi zdolnościami. Ich wspólne badania nad tym, jak trauma i doświadczenia bliskie śmierci mogą wywołać niezwykłe moce, szybko wymykają się spod kontroli. Eksperymenty prowadzą do tragicznych wydarzeń, a ich relacja zamienia się w pełną napięcia rywalizację.
To, co szczególnie przyciąga uwagę, to sposób prowadzenia narracji. Historia nie jest opowiadana liniowo – autorka przeplata teraźniejszość z przeszłością, stopniowo odkrywając kolejne elementy układanki. Dzięki temu czytelnik przez długi czas nie ma pełnego obrazu sytuacji, co tylko zwiększa ciekawość.
Victor i Eli to postacie dalekie od ideału – inteligentni, charyzmatyczni, ale też moralnie niejednoznaczni. To nie są bohaterowie, których łatwo polubić, ale właśnie dlatego są tak interesujący. Ich relacja opiera się na rywalizacji, obsesji i wzajemnym zrozumieniu, które z czasem przeradza się w coś znacznie bardziej destrukcyjnego.
Krótkie rozdziały oraz częste zmiany perspektywy sprawiają, że książkę czyta się szybko i trudno się od niej oderwać. Autorka umiejętnie dawkuje informacje, budując napięcie i utrzymując czytelnika w ciągłej niepewności. Jednocześnie pojawiają się momenty refleksji nad naturą człowieka, władzy i moralności, co nadaje historii głębi.
Podsumowując – „Vicious. Nikczemni” to świetna propozycja dla osób, które lubią mroczniejsze, bardziej psychologiczne historie z nutą fantastyki. To książka o zemście, wyborach i konsekwencjach, która pokazuje, że granica między bohaterem a złoczyńcą bywa bardzo cienka.
[współpraca reklamowa @sqn_imaginatio @maciejkurmaik ] Dziękuję za zaufanie 🫶🏽
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Macieja Kura i muszę przyznać, że czuję się pozytywnie zaskoczona. Autora kojarzę głównie ze światem komiksu, po który niestety nie sięgam.
Książka przenosi nas do niezwykłego miasta Mirasol. To miejsce, gdzie dążenie do doskonałości stało się wartością nadrzędną, a ci, którzy nie pasują do ideału, są spychani na dalszy plan. Właśnie tak poznajemy Płomyka, niskorosłego elfa i skrybę, który swoją nieidealnością natychmiast budzi sympatię. To bohater, z którym łatwo się utożsamić, bo kto z nas nie czuł kiedyś, że nie dorasta do narzuconych standardów?
Największą siłą tej książki są jednak bohaterowie i humor. Płomyk to postać, której nie da się nie polubić, jest autentyczny w swoich obawach i niezwykle ludzki. Towarzysząca mu ekipa poszukiwaczy przygód tylko dopełnia całości, tworzą oni relacje oparte na wsparciu i akceptacji własnych dziwactw. To właśnie przesłanie najbardziej do mnie trafiło, to nasze nieidealne cechy czynią nas wyjątkowymi i pozwalają osiągnąć rzeczy ważne.
To nie jest typowe fantasy. To raczej ciepła, momentami zwariowana opowieść, która otula czytelnika jak ulubiony kocyk. Choć w środku nie znajdziecie ilustracji, opisy są tak świetnie dopracowane, że każdą scenę, od krwiożerczych bestii po absolutnie genialny „imprezowy cmentarz”, możemy sobie bez trudu zobrazować w głowie.
Jeśli szukacie czegoś dobrego, pełnego bystrego humoru i mądrej, ale nienachalnej lekcji akceptacji, ta książka będzie naprawdę idealna.
[ współpraca reklamowa @sqn_imaginatio ] Dziękuję za zaufanie ❤️
Książka „Płomyk, który zgasił świecę” autorstwa Macieja Kura to naprawdę fascynująca powieść fantasy, która przenosi nas do niezwykłego miasta Mirasol. To miejsce, gdzie wszyscy dążą do doskonałości, a ci, którzy różnią się od normy, są traktowani z niechęcią. Już sam pomysł na ten wykreowany świat bardzo mnie urzekł, bo jest nietypowy i skłania do refleksji nad tym, czy naprawdę trzeba być idealnym, by mieć wartość jako człowiek.
Głównym bohaterem tej książki jest Płomyk, elf o niewielkim wzroście, który pracuje jako skryba w świątyni i nie spełnia społecznych oczekiwań. To właśnie ta cecha czyni go interesującą postacią, którą łatwo polubić. W trakcie swojej podróży przeżywa różnorodne przygody, stawia czoła licznym niebezpieczeństwom i odkrywa, że nie trzeba być doskonałym, aby osiągnąć coś naprawdę ważnego. To przesłanie bardzo mi się spodobało, bo pokazuje, że każdy ma swoje słabości, ale mimo to może być wyjątkowy.
Warto również zwrócić uwagę na humor, który przewija się przez tę książkę. Niektóre dialogi i sytuacje były naprawdę zabawne, co sprawiło, że lektura była lekka i przyjemna. Autor wprowadza także ciekawy nastrój przygody oraz zagadki związanej z odnajdywaniem legendarnej Świecy Narodzin.
Jeśli lubicie powieści przygodowe z odrobiną humoru, to myślę, że ta opowieść przypadnie Wam do gustu.
🧙♂️"Płomyk, który zgasił świecę" jest to książka, która ukazuje piękno przyjaźni i to, że nie warto dać się obrażać przez innych. 🧙♂️ Powiem wam tak nie sądziłam, że ta książka będzie aż tak dobra. Już od pierwszych storn pokochałam ją całym sercem (a tym bardziej Płomyka). Wyciągnęła mnie ona do granic możliwości. 🧙♂️ Gdy czytałam tę książkę czułam jak się przenoszę do ich świata oraz to, że jestem razem z nimi w misji. 🧙♂️ Styl pisania pana Macieja jest niesamowity!! Uwielbiam to, że wplatał śmieszne żarciki. Jest on lekki, płynny i wciągający. 🧙♂️ Płomyk jest ogromnie słodki i uroczy. Już od pierwszych storn go pokochałam i wiedziałam, że będzie on moja ulubioną postacią. Jedyny drobiazg, który w nim mnie irytował to to, że był czasami taki nieogarnięty, ale rozumiem że taki był zamysł. 🧙♂️ Sali jest to dzielna bohaterka, która nie boi se niczego jednak są rzeczy, których nawet ona się trochę obawia. Zrobiła jednen BARDZO duży błąd, ale każdy może je popełniać. 🧙♂️ Maks na początku wydawał mi się podejrzany i brałam go z lekkim dystansem, jednak potem zaczełam go powoli lubieć. 🧙♂️ Podsumowując cała lektura ogromnie mi się spodobała i niech was nie zmyli że to książka przeznaczona dla dzieci bo uważam, że każdy będzie się na niej świetnie bawić. Ogromnie polecam🧙♂️🧙♂️
Uwielbiam ten moment, w którym co do książki nie mam żadnych oczekiwań, a ona okazuje się historią tak bardzo wspaniałą, że zostanie w mojej głowie na długi, długi okres. Właśnie tak było w tym przypadku.
Fabuła i świat, który autor zbudował do jej opowiedzenia, jest tak bardzo fascynujący, że aż trudno mi to opisać (za punkt wyjścia przyjmijcie sytuacje, w której nie mogłem przestać się uśmiechać, bo było tak przyjemnie), przez co historia dosłownie pochłania czytelnika.
Świat otula jak najlepszy koc, humor jest pokręcony tak bardzo, jak logika czarnych elfów, a całość książki w pełni trafi między innymi do fanów Mortki. Jednak wszystko to jest niczym, w porównaniu z tym, jak napisani zostali bohaterowie, oni są po prostu cudowni... a raczej jakby to powiedziała Sali, są uroczy! Dokładnie to słowo w pełni definiuje tę książkę, jest ona urocza.
Styl pisania autora ma w sobie dużo elementów z opowiadania bajek, tego, jak pisane były baśnie, a także dość niekonwencjonalnego humoru. Elementem, który mi średnio spasował, jest zakończenie, gdyż jest zbyt fantastyczne, nawet jak na świat fantasy, ale kto co lubi.
Książkę polecam bardzo mocno i obiecuje Wam, że się nie zawiedziecie, a ja szczerze liczę, że jeszcze wrócę do tego świata i to szybko!
Luźna książka która miała być TYLKO luźną książką a strasznie mnie uderzyła emocjonalnie
Niby luźna fantastyka a jak ona słodko a za razem smutno ( i nie toksycznie!!) pokazuje odrzucenie w relacjach międzyludzkich
Bardzo się wczułam w sytuację głównego bohatera- nieśmiałego, cichego elfa który doświadcza zakochania w kimś „nie z jego półki”. A jednak nie zapomina o sobie, nie zapomina o wartości samego siebie
I co ważne nie zapomina również o wartości innych ludzi- nie sprowadza osób do „przedmiotu” i tutaj te słowa na końcu książki… Mega siadło, płakałam (PRZYPOMINAM, ŻE TO MIAŁO BYĆ LUŹNE)
Są tu elfy ( a Jadzia kocha elfy), ale przedstawione w tej „zabawnej” formie ( to Jadzia mniej kocha) JEDNAKŻE to mi kompletnie nie zepsuło lektury
Myślę, że ma to dość podobny vibe co „Drużyna do zadań specjalnych” od Marcina Mortki tylko tutaj więcej o uczuciach
Nie mogę się doczekać kolejnej części🥹 a tymczasem idę ryczeć dalej😐
Niby młodzieżowa przygodówka a tak naprawdę bardzo dobrze rozpisany trójkąt miłosny. I jasne jest to podane prosto z nakierowaniem do młodszego czytelnika ale myślę, że tak naprawdę jest to na tyle uniwersalne, że niezależnie od tego ile ma się lat to powinno się spodobać. Osobiście jedynie mam trochę problem z zakończeniem ale też wiem z czego ono wynika i czemu takie jest. No i epilog delikatnie je naprawia.
Niskorosły elf w mieście będącym ucieleśnieniem Instagrama i Tik-Toka. Pomyśl świetny, zakręcony, przezabawny i z dużym potencjałem krytycznospołecznym. Co do wykonania… mam kilka pytań. I zadałam je autorowi. Więc poza standardową recenzją zapraszam do wysłuchania wywiadu z Maćkiem Kurem. W tle przeglądam fajne komiksy i rysuję, jak umiem. https://youtu.be/apvDLf50KVs