Ale każdy może mieć marzenie, które nada sens nawet przegranej. Dla grupy zagubionych nastolatków Wypożyczalnia Wideo Don Kichot była czymś znacznie więcej niż miejscem spotkań – stała się azylem, w którym mogli po prostu być sobą. Prowadzący ją ekscentryczny pan Don uczył, że kino może stanowić klucz do zrozumienia świata, i uświadamiał im, że warto walczyć o marzenia – nawet jeśli to walka z wiatrakami.
Lata później Sol, zwolniona z dnia na dzień producentka telewizyjna, wraca do rodzinnego miasta i odkrywa, że wypożyczalnia została zamknięta, a jej właściciel zaginął bez śladu. Za namową dawnego przyjaciela bohaterka wyrusza na poszukiwanie człowieka, dzięki któremu pokochała kino. Kiedy poznaje kolejne fakty z jego życia, odkrywa, że to literacka fascynacja pana Dona może jej pomóc rozwiązać zagadkę…
Najnowsza książka Kim Ho-Yeona, autora Nietuzinkowego sklepu całodobowego, jest pełną nostalgii, czułości i pasji opowieścią o wielkich marzeniach, bolesnych upadkach oraz przyjaźniach, które rodzą się w najmniej oczywistych miejscach.
To historia dla wszystkich, którzy potrzebują odnaleźć w sobie Don Kichota – niepoprawnego marzyciela o wielkim sercu.
Associated Names: * 김호연 (Korean) * Kim Ho-yeon (English)
Kim Ho-yeon (1974) is a writer and screenwriter. Winner of numerous literary awards, this novel was the best-selling novel in South Korea in 2021, surpassing one million copies sold.
Jestem w szoku, że tu ma tak niską średnia, WTF xD
Takie urzekające, pełne, satysfakcjonujące, no i wiadomo, że przede wszystkim zostałam kupiona przez Jeju i Sevillę 🤣 kocham to hiszpańsko-koreańskie połączenie!!!
📼🌙 Wypożyczalnia zagubionych marzeń autorstwa Ho-yeona Kima to jedna z tych książek, które nie próbują olśnić gwałtownymi zwrotami akcji czy wielkimi dramatami. Zamiast tego otulają czytelnika ciepłem, nostalgią i cichą refleksją nad tym, jak łatwo po drodze do dorosłości zgubić własne marzenia. To opowieść o ludziach, którzy nie wpisują się w definicję zwycięzców, a jednak każdego dnia próbują odnaleźć sens i odwagę, by iść dalej. Ho-yeon Kim po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać o zwyczajności w sposób niezwykły, dostrzegając piękno tam, gdzie inni widzą jedynie porażkę i rozczarowanie.
📼🌙 Poznajemy Sol, kobietę, której życie właśnie rozsypało się niczym źle przewinięta kaseta VHS. Zwolniona z pracy producentka telewizyjna wraca do rodzinnego miasta z poczuciem przegranej i niepewnością wobec przyszłości. Na miejscu odkrywa, że ukochana wypożyczalnia wideo Don Kichot przestała istnieć, a jej właściciel zaginął bez śladu. To wydarzenie staje się początkiem podróży nie tylko w celu odnalezienia ekscentrycznego pana Dona, ale również w głąb własnych wspomnień. Wraz z kolejnymi tropami Sol zaczyna przypominać sobie, jak ogromny wpływ ten niepozorny człowiek miał na życie wielu zagubionych nastolatków.
📼🌙 Pan Don jest bez wątpienia sercem tej historii. Nie poznajemy go w pełni od razu. Ho-yeon odsłania jego postać stopniowo, poprzez opowieści osób, które zetknęły się z nim na różnych etapach życia. Dla jednych był dziwakiem z głową pełną filmowych cytatów. Dla innych mentorem, który nauczył ich, że kino nie służy wyłącznie ucieczce od rzeczywistości, ale pomaga ją lepiej zrozumieć. To właśnie on pokazywał młodym ludziom, że warto marzyć nawet wtedy, gdy wszyscy wokół mówią, że walka z wiatrakami nie ma sensu. W jego ekscentryczności kryje się ogromna mądrość i czułość wobec ludzkich słabości.
📼🌙 Największą siłą tej powieści jest atmosfera. Czytając, niemal czułam zapach starych plastikowych pudełek po kasetach, słyszałam charakterystyczny szum magnetowidu i widziałam rzędy filmów ustawionych na półkach niewielkiej wypożyczalni. Autor z niezwykłą delikatnością odtwarza świat, który powoli odchodzi w zapomnienie. To nie tylko opowieść o tęsknocie za minioną epoką, ale także o potrzebie autentycznych relacji i miejsc, w których można być sobą bez konieczności udawania kogoś lepszego. Kontrast pomiędzy dawnymi wspomnieniami a współczesnością wypada niezwykle przejmująco. ㅤ 📼🌙 Ho-yeon Kim porusza również temat porażki, pokazując ją z perspektywy zupełnie innej niż ta, do której przywykliśmy. Nie każdy osiągnie sukces rozumiany przez społeczeństwo jako prestiż, pieniądze czy zawodowe spełnienie. Nie każdy zostanie bohaterem własnej historii. Autor pyta jednak, czy przegrana rzeczywiście odbiera człowiekowi prawo do marzeń. Czy można odnaleźć sens nawet wtedy, gdy życie nie potoczyło się zgodnie z planem? To książka o akceptacji własnych błędów, o dawaniu sobie kolejnych szans i o tym, że czasem największą odwagą jest po prostu nie przestać wierzyć. ㅤ 📼🌙 Wypożyczalnia zagubionych marzeń nie jest historią, którą pochłania się w pośpiechu. To opowieść, którą warto smakować powoli, pozwalając jej wybrzmieć między codziennymi obowiązkami. Zostawia po sobie ciepło, wzruszenie i cichą nadzieję, że gdzieś głęboko w każdym z nas nadal mieszka mały marzyciel, który nie przestał patrzeć na świat z zachwytem. Ho-yeon napisał książkę pełną empatii i życiowej mądrości, przypominającą, że nawet jeśli nie rodzimy się zwycięzcami, wciąż możemy odnaleźć marzenie nadające sens naszym wyborom. To piękna, nostalgiczna i niezwykle kojąca lektura, która zostaje w sercu na długo po przewróceniu ostatniej strony.
W życiu bywają chwile, gdy świat zwalnia, jakby ktoś nacisnął pauzę na starym magnetowidzie. Taśma szumi cicho, obraz lekko faluje, a my nagle widzimy kurz na ekranie telewizora, którego nie włączaliśmy od lat. Właśnie tak czułam się, czytając „Wypożyczalnię zagubionych marzeń”.
Kim Ho-Yeon pisze jak deszcz padający na dach starej wypożyczalni wideo – delikatnie, ale uparcie. Nie dramatyzuje, nie podnosi głosu. Po prostu pozwala, by woda ściekała po szybie, zamazując kontury teraźniejszości i odsłaniając to, co pod spodem.
Sol, trzydziestoletnia producentka telewizyjna, wraca do rodzinnego miasta z walizką pełną porażki. Praca, którą kochała, zniknęła. Młodość, którą pamiętała jako jasną, okazała się już tylko blaknącą taśmą VHS. A na końcu ulicy, tam gdzie kiedyś migotał neon „Don Kichot”, teraz są tylko zamknięte drzwi i cisza.
To nie jest jednak typowa historia powrotu do korzeni. To powolne, niemal rytualne odwijanie taśmy wspomnień. Pan Don – ekscentryczny właściciel wypożyczalni – nie jest zwykłym bohaterem drugoplanowym. Jest duchem miejsca. Kimś, kto nauczył grupkę zagubionych nastolatków, że filmy nie są ucieczką od rzeczywistości, lecz kluczem do jej zrozumienia. Że czasem trzeba walczyć z wiatrakami, bo tylko wtedy czujesz, że żyjesz.
Najpiękniejsze w tej książce jest to, jak autor buduje postać pana Dona. Nie dostajemy go wprost. Pojawia się we fragmentach wspomnień, w opowieściach różnych ludzi – jak odbicie w starych kasetach, które każdy oglądał w innym nastroju. Dla jednych był Don Kichotem. Dla siebie samego – czasem Sanchem Pansą, który zrozumiał, że nigdy nie będzie rycerzem. A może po prostu człowiekiem, który za bardzo kochał świat, by pogodzić się z jego regułami.
W tle płynie cicha, melancholijna muzyka koreańskiej codzienności: parujący tteokbokki, szum starych wentylatorów w wypożyczalni, zapach kurzu na plastikowych pudełkach kaset. Kim Ho-Yeon z czułością odtwarza świat, który odchodzi – świat fizycznych przedmiotów, namacalnych wspomnień, relacji twarzą w twarz. Kontrastuje go z zimnym blaskiem YouTube’u, w którym Sol próbuje odnaleźć siebie na nowo.
Jest w tej powieści coś bardzo azjatyckiego w najlepszym tego słowa znaczeniu – ta świadomość przemijania (han), ta delikatna akceptacja smutku jako części życia. Nie ma tu westernowego „walcz i zwyciężysz”. Jest raczej pytanie: co robisz, gdy już przegrałeś? Czy nadal potrafisz marzyć?
Książka rozlewa się powoli, jak herbata zaparzana zbyt długo. Ale ta powolność ma sens. Bo tak właśnie wracają do nas utracone marzenia. Nie biegiem. Tylko cichym, nieśmiałym krokiem, gdy najmniej się ich spodziewamy.
„Wypożyczalnia zagubionych marzeń” to nie jest książka, którą się pochłania. To książka, którą się wdycha. Jak zapach starych kaset. Jak głos pana Dona mówiący cicho: „Nie wszyscy rodzą się zwycięzcami… ale każdy może mieć marzenie, które nada sens nawet przegranej”.
I właśnie za to ją kocham!
Za to, że po jej przeczytaniu chciało mi się włączyć jakiś stary film. Nie po to, żeby uciec. Ale po to, żeby na chwilę znowu poczuć, że życie jest czymś więcej niż listą rzeczy do zrobienia.
Że gdzieś tam, w środku, wciąż mieszka mały Don Kichot. Tylko czasem zapomina, że ma konia.
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @znak_literanova @wydawnictwoznakpl (współpraca reklamowa) 🩷.
"...I nigdy, przenigdy, nie przestawaj marzyć. Ale bacz uważnie, czego sobie życzysz…" —Miguel de Cervantes y Saavedra, Przemyślny szlachcic Don Kichot z Manczy
Nazwałbyś się marzycielem czy raczej realistą? Jak daleko sięgają Twoje marzenia?
Sięgając po ten tytuł, spodziewałam się typowej dla azjatyckiej literatury pokrzepiającej, sztampowej historyjki o jakimś niezwykłym miejscu, które w niemalże magiczny sposób wpływa na bohaterów.
Spodziewałam się grupy mało istotnych epizodycznych postaci, które tworzą fabułę nie mówiąc za wiele o sobie. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego.
Tymczasem autor mocno mnie zaskoczył rozbudowaną fabułą i bohaterami z krwi i kości z konkretnymi charakterami, z którymi możemy się zżyć i którym możemy kibicować.
Sol, była producentka telewizyjna wraca do rodzinnego miasta i odkrywa, że wypożyczalnia kaset, w której spędziła niemalże całe dzieciństwo i młodość została zamknięta, a ekscentryczny właściciel zniknął bez śladu. Za namową przyjaciela młoda kobieta wyrusza na poszukiwania mężczyzny, a całość dokumentuje na nowym koncie na YouTube, który z każdym odcinkiem zdobywa nowych miłośników.
To pełna nostalgii historia o marzeniach, rozczarowaniach i bujaniu w obłokach. A także o sile przyjaźni i przywiązania.
Autor posługuje się tu symboliką. Skupia się mocno na porównaniach do Dona Kichota – ukochanej powieści szefa wypożyczalni, który porównywał się do tej postaci. Dzieciaki korzystające z jego usług nazywały go panem Donem, a sama wypożyczalnia nosiła nazwę Don Kichot.
Wszyscy bohaterowie wykazują cechy tej ikonicznej postaci, powstałej pod piórem Cervantesa. Każdy z nich do czegoś dąży. Sol, wciela się w rolę Sancho Pansy, uważa że miała świetny kontakt z panem Donem i na pewno będzie w stanie go odnaleźć.
Zagłębiamy się w historię naprawdę ciekawej postaci. Aktywisty, najlepszego nauczyciela, redaktora, a w końcu ojca i przede wszystkim nieuleczalnego marzyciela.
Choć historia przypomina o tym, że nie każde marzenie da się zrealizować, autor zwraca uwagę na to jak ważne jest podążanie za pragnieniami mimo że możliwa jest porażka. Nawet sam proces dążenia do realizacji marzeń wiele nas może nauczyć.
Autor tworzy grupkę naprawdę ciekawych postaci. Wielokrotnie żałowałam, że nie było mi dane należeć do Klubu Don Kichota. Choć każdy z jego członków buja w obłokach i jest niepoprawnym marzycielem, łatwo odnaleźć w nich cząstkę siebie.
Język jakim posługuje się Kim Ho-Yeon jest prosty, ale autor posiada niesamowitą łatwość w snuciu interesujących historii, co na pewno wiedzą wszyscy wielbiciele "Nietuzinkowego sklepu całodobowego".
Gdybym miała się do czegoś przyczepić, byłoby to zakończenie. Uważam, że było trochę przeciągnięte, a książka mogła skończyć się nieco wcześniej. Niemniej jednak jest to bardzo wciągająca historia, którą pochłonęłam w dwa wieczory.
Spędziłam z nią mile czas, a Pan Don zainspirował mnie do sięgnięcia po Dona Kichota z Manczy. Dotychczas poznałam tylko fragmenty i to daaawno temu, chodząc do szkoły.
Istnieją opowieści, które nie potrzebują literackiego kunsztu opartego na tanim efekciarstwie, by w pełni zawładnąć wyobraźnią czytelnika. Kim Ho-Yeon w swojej najnowszej powieści udowadnia, że jest mistrzem literackiego "comfort readu", ale w wydaniu dojrzałym, pozbawionym lukrowanej otoczki, która tak często gubi współczesną prozę nastrojową. To książka, która siada obok nas z wyrozumiałością starego przyjaciela i pozwala wybrzmieć pytaniom, od których na co dzień uciekamy w zgiełk obowiązków.
Fabuła, choć osadzona wokół motywu poszukiwań i sentymentalnego powrotu do korzeni, jest w rzeczywistości pretekstem do głębokiej wiwisekcji ludzkich pragnień. Główna bohaterka, Sol, to postać nakreślona z niezwykłą precyzją - jej zagubienie po utracie zawodowej stabilności jest namacalne, niemal fizyczne. Jej powrót do rodzinnego miasta i konfrontacja z zamkniętymi drzwiami starej wypożyczalni kaset VHS staje się metaforą zatrzaśnięcia pewnego etapu życia, w którym pasja była ważniejsza niż pragmatyzm.
Największą siłą tej powieści jest postać nieobecna - pan Don. Autor dokonał tu fascynującego zabiegu: buduje portret człowieka poprzez wspomnienia innych, tworząc figurę współczesnego Don Kichota. To nie jest jednak naiwna laurka dla marzycieli. Kim Ho-Yeon z dużą rzetelnością pokazuje cenę, jaką płaci się za wierność własnym ideałom - samotność, niezrozumienie najbliższych, finansową niepewność. To słodko-gorzka refleksja nad tym, że walka z wiatrakami codzienności bywa heroiczna, ale i wyniszczająca.
Stylistyka autora jest urzekająca w swojej prostocie. Kim operuje oszczędnym, niemal przezroczystym językiem, który pozwala emocjom płynąć naturalnie, bez wymuszonego dramatyzmu. Niezwykle trafne są nawiązania do klasyki literatury i kina - tworzą one swoistą mapę kulturową, która dodaje opowieści głębi i sprawia, że czytelnik czuje się częścią elitarnego, a zarazem bardzo otwartego klubu pasjonatów. Narracja prowadzi nas niespiesznie, pozwalając delektować się nastrojem nostalgii za latami 90., za dotykiem kaset i bezpośredniością relacji, które dziś często gubią się w cyfrowym szumie.
Jeśli miałabym wskazać słabsze strony, to jest nią momentami zbyt mocno wyczuwalne spowolnienie tempa w środkowej części książki. Autor momentami wpada w pułapkę nadmiernej dygresyjności, co może sprawić, że mniej cierpliwy czytelnik poczuje znużenie. Zakończenie również sprawia wrażenie nieco nadmiernie rozciągniętego - odniosłam wrażenie, że finałowa kropka mogłaby zostać postawiona kilka rozdziałów wcześniej, co tylko wzmocniłoby emocjonalny wydźwięk całości.
To lektura absolutnie niezbędna dla każdego, kto czuje się przytłoczony tempem współczesnego świata. Kim Ho-Yeon nie daje łatwych recept na szczęście, ale przypomina, że nawet jeśli zgubiliśmy nasze marzenia, ich poszukiwanie samo w sobie jest wartością, która nas kształtuje. To piękna, mądra i przede wszystkim szczera książka o tym, że warto być "niepoprawnym", nawet jeśli cały świat oczekuje od nas jedynie twardego stąpania po ziemi.
Sol jest byłą producentką telewizyjną. Kiedy traci pracę, kompletnie nie wie, za co się zabrać. Wracając do rodzinnego miasta, przypomina sobie o wypożyczalni wideo i jej właścicielu - pasjonacie, który uwielbia „Don Kichota”. Niestety po tylu latach wypożyczalnia przestała istnieć, a po jej właścicielu - Panu Donie - nie ma ani śladu…
Jakiś czas potem Sol razem z Hanbinem - synem Pana Dona - próbują go odszukać. Jednak ta droga jest długa i wyboista, a główna bohaterka musi zmierzyć się z przeszłością i odnaleźć swoją przyszłość. Dlatego dziewczyna postanawia założyć kanał na YouTube.
Im dłużej razem współpracują, tym odkrywają coraz bardziej zawikłaną przeszłość Pana Dona. Podróże, wywiady z byłymi współpracownikami i przyjaciółmi, wiele przeczytanych książek i nagranych filmów prowadzą do powolnego rozgryzienia zagadki…
𝐑𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐚:
Hej! Witam Was z nową recenzją. „Wypożyczalnia zagubionych marzeń” jest bardzo ciekawym tytułem, w którym autor wielokrotnie odnosi się do „Don Kichota” oraz tworzy ciekawą grupkę znajomych poszukujących byłego właściciela wypożyczalni wideo. Jest to powieść, która nie tylko sprawia, że się śmiejemy, ale również wielokrotnie nas rozczula.
Sol jest trzydziestolatką, która powróciła do rodzinnego miasta. Dziewczyna ma wielkie marzenia i nadal wiąże swoją przyszłość z telewizją, ale wie, że za żadne skarby nie powróci do swojej byłej pracy. Nikt, ale to nikt, nie spodziewał się jednak, że zacznie nagrywać na YouTube. Mając wielką pasję, chęci i wspomnienia, bohaterka stara się odnaleźć swojego ulubionego nauczyciela.
Książka ta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Za każdym razem, kiedy kontynuowałam jej czytanie, wciągałam się na nowo. Ten tytuł to jeden z tych, których historia pozostaje z czytelnikiem na dłużej. Autor wykreował wiele ciekawych postaci. Każda z nich była inna i miała wyjątkowe usposobienie. Niesamowite jest to, jak wiele pobocznych bohaterów łączy się w jedną spójną całość!
Najciekawsze jest porównywanie Pana Dona do bohaterów z „Don Kichota”. Najpierw porównany jest do samego Don Kichota, który tak samo jak on walczy o sprawiedliwość i rzeczy bardzo odległe, a nawet nierealne. Następnie nazywa siebie Sanchem Pansą - giermkiem rycerza - kiedy uświadamia sobie, że on tylko pomaga dzieciom, a sam nigdy niczego nie osiągnął… Ostatecznie porównany został do samego autora, który wykreował wszystkich bohaterów, czyli sprawił, że Sol, Hanbin oraz reszta są tym, kim są - czyli dobrymi i mądrymi ludźmi.
Książka ta wywołała we mnie wiele skrajnych emocji. Często się śmiałam i uśmiechałam, lecz zdarzyło mi się również płakać. Powieść łączy razem ludzi mających wiele pasji, wspierających się nawzajem i poszukujących swojego miejsca. Serdecznie Wam ją polecam. Do usłyszenia!
Utkana z cichej tęsknoty za życiem, które - gdzieś po drodze - utraciło swój dawny blask. Wypełniona emocjami skrywanymi głęboko pod warstwą codziennych obowiązków i przyzwyczajeń. Przeniknięta łagodnym światłem nadziei, które trwa - cierpliwie, uparcie - nawet wtedy, gdy wszystko inne milknie.
„Wypożyczalnia zagubionych marzeń” to powieść delikatna, niemal szeptana, a jednocześnie - uderzająca w najczulsze zakamarki ludzkiej wrażliwości. Pełna refleksji. Zanurzona w emocjach. Napisana z niespotykaną czułością wobec samotności, zagubienia i uśpionych tęsknot, które przez lata, cichną gdzieś w człowieku.
To historia, która nie biegnie - ona się rozlewa. Powoli przenika czytelnika swoją atmosferą i prowadzi przez losy bohaterów noszących w sobie zmęczenie codziennością, utracone nadzieje i odłożone na później marzenia. W tej niezwykłej opowieści zwyczajność przestaje być tłem - staje się przestrzenią emocji. Każda rozmowa, każdy drobny gest i każde spotkanie - zdają się nieść w sobie coś więcej - cichą obietnicę, że nawet pośród szarych dni, można odnaleźć okruchy jasności. To książka, która wypełnia spokojem, a jednocześnie - boleśnie trafia w miejsca, których na co dzień, próbujemy nie dostrzegać…
Kim Ho-Yeon kreśli literacki portret ludzi zagubionych pośród własnych lęków, przemilczeń i niespełnionych pragnień. Opowieść o potrzebie bliskości. O przestrzeni własnych myśli, która potrafi boleć bardziej niż cisza. O tym, że wystarczy jedno spotkanie, jedno spojrzenie lub jeden człowiek, by serce zaczęło na nowo wierzyć w dobro.
Powstała dzięki temu opowieść kojąca, a zarazem przepełniona emocjonalną prawdą. Przejmujący obraz świata w trybie szeptu. Historia przypominająca o nadziei pojawiającej się wtedy, gdy wydaje się już niemal niemożliwa.
To jedna z tych książek, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną. Zostają w myślach jeszcze długo - niczym spokojne pytanie o to, kiedy ostatni raz naprawdę słuchaliśmy własnych marzeń…
Czuła, nostalgiczna i rozświetlająca literacka przygoda! Polecam z całego serca!💙
Kto z was pamięta jeszcze czasy wypożyczalni wideo? Ja pamiętam jak zabrał mnie do niej wujek i mogliśmy wybrać film na wieczór 😁 ależ to była radość.
Mam poczucie, że to historia, która z pozoru jest spokojna i nostalgiczna, ale w środku niesie ogrom emocji i bardzo ważne przesłanie. Ważne w tej książce jest pokazanie, że żyjąc ideałami i broniąc słusznych decyzji i swego zdania możemy zmienić życie wielu ludzi. Gdy Sol wraca do rodzinnej miejscowości po tym gdy jej kariera się skończyła czuję smutek i żal. Przypomina sobie, że będąc nastolatką też się tak czuła, a w odzyskaniu radości pomogła jej wypożyczalnia wideo. Okazuje się jednak że mężczyzna prowadzący wypożyczalnie zniknął. Sol wraz z synem mężczyzny postanawia go odnaleźć i jest to podróż pełna spotkań z ludźmi dla których ten starszy pan odegrał ogromną rolę. Okazało się, że miał on mnóstwo wdzięcznych przyjaciół, którzy jednak w ferworze swego życia o nim zapomnieli. Co się stało z tym wyjątkowym człowiekiem, który był zakochany w książce Don Kichot. Czy jego marzenia które starał się zrealizować przez całe życie się spełniły? Bardzo poruszył mnie wątek jego fascynacji książką Don Kichot. To nie jest przypadek ten bohater również żył według własnych zasad, często niezrozumiany, czasem wręcz wyśmiewany. I tutaj widzimy podobieństwo niezłomność, upór, wierność marzeniom. Ale książka nie idealizuje tej postawy. Z jednej strony pokazuje, jak niezwykłym człowiekiem był „Don” i jak wiele dobra wniósł w życie innych. Z drugiej nie ucieka od tego, że jego najbliżsi często za to płacili. Że życie w cieniu czyichś ideałów bywa trudne i nie każdy chce lub potrafi iść tą samą drogą. To historia o marzeniach, które mają sens tylko wtedy, gdy naprawdę się w nie wierzy. O ludziach, których spotykamy przypadkiem, a którzy zostają z nami na długo. I o tym, że nawet jeśli świat pędzi do przodu, warto czasem się zatrzymać i przypomnieć sobie, co kiedyś dawało nam radość.
Wypożyczalnia zagubionych marzeń Autor: Kim Ho-Yeon Wydawnictwo: Znak Literanova *Współpraca recenzencka* Q: Pamiętacie jeszcze wypożyczalnie filmów? Po zrezygnowaniu z pracy w telewizji jako producentka Sol wraca do rodzinnej miejscowości, gdzie jej dawna przystań - wypożyczalnia przestała istnieć. Jej właściciel Pan Don zaginął bez śladu, bez słowa. Sol postanawia otworzyć kanał na YouTube i przeprowadzić śledztwo w poszukiwaniu Pana Dona. Na przestrzeni poszukiwań poznaje jego losy. Czy ta wyprawa zakończy się sukcesem? ~~ Nie wiem co takiego mają w sobie azjatyckie książki, że potrafią trafić w mój czuły punkt i wywołują wzruszenie. Autor zabiera nas w nostalgiczną podróż, pełną wspomnień, otulająca nas czułością. Przeżywamy marzenia bohaterów, ich wzloty i ciężkie momenty. Ja tak strasznie kibicowałam Sol aby udało jej się osiągnąć sukces i dotrzeć do celu. Książka ukazuje również determinację w dążeniu do spełnienia marzeń. Upór bohaterów był godny podziwu. To jak pan Don na przestrzeni książki się zmienia, jak jego obraz jest ukazywany. Z jednej strony Sol, która trochę go idealizuje, a z drugiej strony jego syn, który patrzy na niego bardziej krytycznie. Jest to też piękna podróż opowiadająca o przyjaźni, która mimo tego, że nie była pielęgnowana przetrwała próbę czasu. To jak wspólny cel łączy bohaterów i na nowo odzywają relacje. To jest jedna z tych książek, która was otuli swoim ciepłem. Czasem was rozbawi, czasem wzruszy. Bohaterów się tutaj lubi, mimo, że bywają niektórzy irytujący. Autor ukazuje nam codzienność Koreańczyków, ich zmagania w pracy, trudne relacje rodzinne. To wszystko opakowane w podróży po marzenia, które każdy z nas ma. Cudowna książka i chyba w ocenach książek azjatyckich jestem mało obiektywna, bo mam do nich totalna słabość. 9/10
🎬 Sol, producencka telewizyjna zostaje zwolniona z pracy. Wraca do rodzinnego miasta i odwiedza nieistniejącą już wypożyczalnię Wideo Don Kichot. Prowadził ją ekscentryczny pan Don, pozwalał też nastolatkom spędzać tam czas, co przerodziło się w Klub La Mancha i amigos. Okazuje się, że pan Don zaginął. Sol postanawia odszukać pana Dona, dzięki któremu pokochała kino. Zakłada kanał na YouTube - Don Kichot Wideo. Na swojej drodze spotyka ludzi, którzy znali pana Dona, coraz lepiej go poznaje przy okazji nagrywając wywiady na swój kanał.
🎬 Czy uda się odnaleźć pana Dona? Czy kanał Don Kichot Wideo stanie się popularny? Czego Sol nauczy się w trakcie swojej drogi?
🎬 „Wypożyczalnia zagubionych marzeń” jest to niepozorna, ale złożona historia ze świetną kreacją bohaterów, pod którą kryje się dużo więcej. Nie ma tu szalonych zwrotów akcji, lecz historia człowieka pełna refleksji i nostalgii. Jest to opowieść o marzeniach i podążaniu za nimi, odkrywaniu siebie i akceptacji niepowodzeń, bo przecież każda porażka to cenna lekcja. Zajdziemy tu pełno odniesień do filmów, kultury koreańskiej i hiszpańskiej, co tworzy bardzo ciekawą mieszankę. Książka uczy, że każdy może marzyć, nie wszyscy rodzą się zwycięzcami lecz możemy walczyć o spełnienie swoich niczym Don Kichot – walcząc z wiatrakami. Główny bohater, żył na własnych zasadach, często niezrozumiany, walczący o swoje - wywarł wpływ na wielu ludzi. Staje się on swoistą inspiracją. Droga jest ważniejsza niż cel, a podczas tej drogi możemy się natknąć na ludzi, którzy zostaną z nami na dłużej. Lektura wzbudza wiele emocji i przemyśleń, każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
„Wypożyczalnia zagubionych marzeń” to pełna przygód historia inspirowana losami Don Kichota. Sol za wszelką cenę próbuje znaleźć pana Dona, którego wypożyczalnia była dla niej w młodości bezpiecznym miejscem. Bardzo spodobał mi się ten nostalgiczny klimat pełen starych filmów na kasetach, ponownych spotkań i powrotu do miejsc z nastoletnich lat. Bohaterka postanawia założyć kanał na YouTube, aby na bieżąco relacjonować przebieg poszukiwań i dzielić się z innymi swoją pasją do kinematografii i literatury. Momentami odnosiłam wrażenie, że czytam lekki kryminał, w którym detektyw (Sol) musi złapać poszukiwanego (pana Dona). Z czasem poznajemy kolejne szczegóły z życia starszego mężczyzny, które pokazują nam, jak walczył z systemem i wstawiał się za innymi. Każda nowo pozyskana informacja przedstawiała mi go w zupełnie innym świetle, ale jedno jest pewne – był to „niepoprawny marzyciel o wielkim sercu”, który wyznawał filozofię Don Kichota. Powiedziałabym, że jego historia w słodko-gorzki sposób pokazuje, do czego może doprowadzić człowieka nieustanna pogoń za marzeniami. Pan Don poświęcił wiele, aby odnieść sukces – rodzinę, stały i pewny zarobek, a także swoje zdrowie. Przez chwilę uwierzyłam w to, że jego liczne upadki spowodowały, że porzucił swój cel. Jednak na przykładzie tej postaci zrozumiałam, że żadna praca nie da nam takiej satysfakcji, jak ta wykonywana z pasji. Każda porażka to lekcja – najważniejsze, abyśmy się nie poddali i nie stracili nadziei. A po drodze możemy spotkać prawdziwych przyjaciół, którzy będą nam nieustannie kibicować i niekiedy wierzyć w nasz sukces bardziej, niż my sami.
„Wypożyczalnia zagubionych marzeń" to książka, która od początku otula spokojnym i nostalgicznym klimatem. Kim Ho-Yeon stworzył historię o emocjach i ludziach, w której odnajdą się wielbiciele literatury azjatyckiej. Motyw starej wypożyczalni VHS sprawia, że całość ma wyjątkową atmosferę. Czuć tutaj tęsknotę za dawnymi czasami, ale nie w przesadzony sposób. To raczej spokojna refleksja nad tym, jak łatwo można zgubić swoje marzenia i samego siebie.
Każdy z bohaterów nosi w sobie jakiś żal, niespełnione plany albo poczucie zagubienia. Sol wracająca do rodzinnego miasta nie szuka tylko zaginionego człowieka, ale też odpowiedzi na pytanie, co dalej zrobić ze swoim życiem. To właśnie ten bardziej emocjonalny i życiowy aspekt historii działa tutaj najlepiej. Bohaterowie są bardzo ludzcy, dlatego łatwo zaangażować się w ich losy.
Dużą rolę odgrywa tutaj kino i wspomnienia związane z filmami. Autor bardzo dobrze pokazuje, jak filmy mogą łączyć ludzi i pomagać im przetrwać trudniejsze momenty. Wypożyczalnia staje się miejscem pełnym wspomnień, marzeń i rozmów, których dziś trochę brakuje w codziennym życiu. Pokazuje to też tęsknotę za takimi miejscami. Bardzo spodobał mi się też motyw Don Kichota przewijający się przez całą powieść. Dobrze pasuje do historii ludzi, którzy mimo rozczarowań nadal próbują wierzyć w coś więcej.
To nie jest książka dynamiczna i chwilami tempo może wydawać się zbyt wolne. Są fragmenty bardziej refleksyjne niż angażujące, więc nie każdemu taki styl przypadnie do gustu. Mi jednak ten spokojny klimat bardzo odpowiadał. To jedna z tych historii, które najlepiej czytać wtedy kiedy można chwilę pomyśleć.
Wypożyczalnia zagubionych marzeń to bardziej spokojna obyczajówka z delikatnym wątkiem tajemnicy niż książka nastawiona na dynamiczną akcję. Poszukiwania pana Dona i odkrywanie śladów jego przeszłości stopniowo staje się dla bohaterki czymś znacznie więcej niż tylko próbą rozwiązania zagadki. To podróż do momentów, które kiedyś pomagały jej lepiej rozumieć świat, a także zobaczenie jak marzenia zderzają się z rzeczywistością. Również zobaczenie pana Dona oczami dorosłego, uświadamia naszej bohaterce w jak wyidealizowany sposób na świat patrzą dzieci.
To historia pełna nostalgii, której dodaje zestawienie dawnych czasów (wypożyczalnie, kasety VHS) z nowoczesnością i współczesnymi mediami. Jest również pełna refleksji - autor bardzo subtelnie przemyca myśl, że warto marzyć i próbować realizować własne pragnienia, nawet jeśli droga do nich okazuje się dużo bardziej skomplikowana, niż początkowo zakładaliśmy. Czasem marzenia po drodze się zmieniają, nabierają innych kształtów i może właśnie wtedy stają się tymi naprawdę „naszymi”.
Podobało mi się wykorzystanie motywu Don Kichota i nawiązań do filmów czy literatury, choć momentami było ich za dużo. Również tempo było dla mnie w niektórych momentach trochę zbyt wolne i miałam wrażenie, że niektóre fragmenty mogłyby być krótsze, ale mimo tego całość pozostawiła mnie z bardzo przyjemnym uczuciem.
To dobra książka dla osób, które lubią historie bardziej do przeżywania i refleksji niż do pochłaniania dla samych zwrotów akcji.
Autor zachęca do wszczęcia poszukiwań Pana Dona, właściciela wypożyczalni kaset wideo w koreańskim miasteczku Daejeon, który zapadł się pod ziemię. Główną bohaterką tej historii zostaje Sol – niegdyś stała bywalczyni wypożyczalni, a dziś dziewczyna, która postanowiła rzucić pracę i zakończyć etap życia, w którym swój czas i talent poświęcała cudzym interesom.
Opowieść wciąga od pierwszych stron. Sol, by rozwiązać zagadkę, sięga po filmy z wypożyczalni, które kiedyś polecił jej pan Don, a ona sama, niczym wierny Sancho Pansa, podążała za swoim ekscentrycznym przewodnikiem. Bohaterka odnajduje osoby, które znały zaginionego, a dzięki ich wspomnieniom stara się odkryć, co się z nim stało. Te relacje pomagają rozwikłać wiele tajemnic, a także zrozumieć, dlaczego Pan Don przed laty opuścił swoją rodzinę.
Warto sprawdzić samemu, czy Sol uda się rozwikłać zagadkę i jakie sekrety odkryje w trakcie poszukiwań. Sama lektura była dla mnie ciekawa, choć niektóre wątki momentami się dłużyły, a fabuła wydawała się dość płaska. Wcześniejsze dwa tomy „Nietuzinkowego sklepu” skradły jednak moje serce, więc trudno było im dorównać. Mimo to książka jest warta polecenia – pozwala na chwilę zanurzyć się w świecie wspomnień, utrzymanym w nieco baśniowym klimacie.
Piękna okładka autorstwa Maria Regucka, tłumaczenie: Łukasz Janik.
ao conhecer o queridíssimo kim ho-yeon, me despertou uma curiosidade sobre suas obras e sobre o próprio, apesar de não ser muito fã de healing fiction. mas, "meu dom quixote coreano" não é bem um clássico livro desses; é uma homenagem aos vínculos humanos e às memórias que fazemos através dos mesmos. é uma homenagem à sensibilidade que nos guia, que é da natureza humana. em muitas partes, me identifiquei com o adorável e encantador jang yeongsu.
a melhor parte é ter recebido esse livro como um presente de uma pessoa tão especial. que nós, humanos, continuemos essa rede de amor e justiça, refletindo sobre aquilo que nos move, tal qual nosso querido dom quixote (e do nosso querido don giho). ♡
"Quando virei escritor, comecei a sentir medo. Ou talvez, por ser medroso, tenha virado escritor. Agora entendeu? Escritor não é alguém que muda o mundo. É um covarde que se esconde atrás do livro".
Kontynuuję swoją przygodę z azjatyckimi comfy readami i tym razem trafiłam na "Wypożyczalni zagubionych marzeń". I ponownie, czytam książkę, która bardzo polega na relacjach bohaterów. Jednak nie narzekam.
Powieść Kim Ho-yeon sprawia, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Postać pana Dona była niesamowita. Trochę sprzeczna ze sobą, burzliwa, ciągle się zmieniająca. Momentami traci wiarę w swoje zdolności i rezygnuje z marzeń, żeby w następnym momencie dzięki bliskim dać sobie jeszcze jedną szansę. Jest to pocieszające. Jego osoba przyciągnęła również tylu ludzi do siebie. Wpłynęła na życie głównej bohaterki i nie tylko.
Wszystko to dzieje się wokół słynnej powieści, Don Kichot. To miłość pana Dona do niej wszystko rozpoczyna, żeby potem przerzucić się na główną bohaterkę. I również jej pozwolić rozwinąć skrzydła.
Bardzo satysfakcjonująca lektura, pozostawiająca czytelnika z chęcią do spełniania swoich marzeń.
uma obra extremamente inspiradora, proporcionando reflexões a respeito do sentimento de fracasso, sonhos q foram interrompidos e a coragem q se tem ao tentar de novo, apesar de tudo, mostrando como a vida nunca é preto no branco!
Sama bym po nią nie sięgnęła, przeczytana na klub książki. Sam koncept kręcący się wokół Don Kichota trochę mnie żenował i nie do końca pociągał, historia dość przyjemna ale ciężko mi w nią „uwierzyć”. Końcówka ciągnęła się i irytowała. Plus za brak sztampowego (jak na ten gatunek) zakończenia
Nie lubię narracji, w której zamiast pokazywać co się dzieje, to autor tylko to opisuje. Było tego tu pełno. Fabuła całkiem fajna i może gdyby nie ten styl, to bardziej by mi się spodobała.