What do you think?


Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan
Latem 2021 roku, gdy po dwudziestu latach obecności Amerykanie opuszczają Afganistan, Jagoda Grondecka jest na miejscu. Relacjonuje zbrojny marsz talibów na Kabul i ich powrót do władzy, panikę wśród mieszkańców, ucieczki żołnierzy afgańskiej armii i rozpad struktur republiki. Rozmawia z talibami, zagląda do opuszczonej bazy Bagram, gdzie porzucony sprzęt przypomina o nagłym odwrocie Amerykanów. Śledzi dramatyczne próby ewakuacji cywilów i tłumy usiłujące dostać się na lotnisko. Na prośbę polskiego rządu pomaga zorganizować ewakuację ponad setki Afgańczyków współpracujących z polskim wojskiem.
Czujnie obserwuje pierwsze miesiące nowych-starych rządów i codzienne życie z perspektywy ulic, szkół, domów i posterunków. Szczególną uwagę poświęca sytuacji kobiet, rozmawia z uczennicami i nauczycielkami, które mimo ryzyka próbują stawiać opór, gdy ogranicza się ich dostęp do edukacji, z demonstrantkami, które odważnie wykrzykują: "Chleba, pracy, wolności!"; odwiedza szariacki sąd, by przekonać się, ile warte jest zeznanie kobiety.
Tłem jej reporterskiej relacji jest analiza upadku afgańskiej republiki: korupcja elit, bezkarność watażków z Sojuszu Północnego, nocne naloty wojsk specjalnych na domniemanych wrogów reżimu. Właśnie tak zaczyna się historia powrotu talibów do władzy.
Czujnie obserwuje pierwsze miesiące nowych-starych rządów i codzienne życie z perspektywy ulic, szkół, domów i posterunków. Szczególną uwagę poświęca sytuacji kobiet, rozmawia z uczennicami i nauczycielkami, które mimo ryzyka próbują stawiać opór, gdy ogranicza się ich dostęp do edukacji, z demonstrantkami, które odważnie wykrzykują: "Chleba, pracy, wolności!"; odwiedza szariacki sąd, by przekonać się, ile warte jest zeznanie kobiety.
Tłem jej reporterskiej relacji jest analiza upadku afgańskiej republiki: korupcja elit, bezkarność watażków z Sojuszu Północnego, nocne naloty wojsk specjalnych na domniemanych wrogów reżimu. Właśnie tak zaczyna się historia powrotu talibów do władzy.
344 pages, Hardcover
First published May 20, 2026
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 20 of 20 reviews
June 20, 2026
Ten reportaż to powrót prawdziwego dziennikarstwa. Jagoda Grondecka robi to na co wszyscy dziennikarscy samce alfa nigdy by się nie zdobyli. Parafrazując klasyka - mówi jak jest. Ale bez sensacyjnej otoczki i bez wpychania nam górnolotnych wniosków do gardła. Klasa!
September 26, 2026
Pięć ⭐️ to za mało!
Po pierwsze, Jagoda Grondecka jest najodważniejsza na świecie i jak dorosnę chcę być nią. Po drugie, gatunek literacki o nazwie „reportaż” został wymyślony po to, żeby powstawały takie książki.
Pamiętam dobrze napięcie, które czuć było również w Polsce (przynajmniej w mojej bańce), kiedy Talibowie zdobyli Kabul w 2021 roku i odbywała się w panice wielka ewakuacja wszystkich osób związanych z amerykańską administracją, obcokrajowców z krajów NATO i Afgańczyków, którzy współpracowali z obcymi rządami. Ja śledziłam te wydarzenia właśnie przez media społecznościowe Grondeckiej i umierałam z nerwów, a jednocześnie, ponieważ już wcześniej znałam jej pracę dziennikarską i wiedziałam, że jest merytoryczna i profesjonalna w swoim fachu, byłam pewna, że dociera do mnie przekaz rzetelny i skupiony na faktach. Dlatego od pierwszych zapowiedzi „Emiratu” wiedziałam, że przeczytam tę książkę i że na pewno nie będę tego żałować.
Reportaż Grondeckiej to pogłębiona relacja z tamtych wydarzeń, a także rzut okiem w przeszłość i przyszłość kraju. Ukazuje przesłanki, które umożliwiły Talibom powrót do władzy, ale też jak wygląda życie w Afganistanie pod ich rządami. Autorka wraca w nim do najlepszych dziennikarskich tradycji.
Przede wszystkim oddaje głos samym zainteresowanym, czyli Afgankom i Afgańczykom. Robi to zupełnie świadomie, co podkreśla w książce. Nie interesuje jej przekaz mądrych głów, które z daleka analizowały sytuację, chce pokazać rzeczywistość oczami tych, których świat przez geopolityczne tarcia jest od dziesięcioleci poddawany nieustannym wstrząsom. Co równie ważne, pokazuje perspektywę osób mieszkających w różnych regionach kraju, w miastach i maleńkich wioskach, sympatyzujących z różnymi obozami władzy, dzięki czemu tworzy obraz niezwykle zniuansowany, w którym widać dążenie do prawdy, a nie chęć powtarzania zachodniej propagandy. I nie chodzi tu o żadne ocieplanie wizerunku Talibów, czy usprawiedliwianie. Reporterka punktuje wszystkie zbrodnie czy ograniczenia wolności, które z Emiratem się wiążą, szczególnie dla połowy społeczeństwa, która miała nieszczęście urodzić się kobietami. Pokazuje jak religijny ekstremizm cofa powoli kraj do wieków ciemnych. Jednocześnie wskazuje obszary, w których Talibowie jednak idą na ustępstwa, żeby stać się partnerem dla świata zachodniego, a wielu ludziom pod ich rządami po prostu żyje się teraz lepiej. I nie chodzi o to, że władza przestała sprzyjać tylko mieszkańcom miast i najbogatszym kastom, że powszechna korupcja została ukrócona, że chociaż prawo szariatu jest bezwzględne, sądy religijne wydają często wyroki bardziej sprawiedliwe niż wcześniej cywilne (choćby w kwestii rozwodów). To co wybrzmiewa najmocniej, to fakt, że pierwszy raz od dekad w kraju nie toczy się żadna wojna. Dla wielu bohaterek i bohaterów reportażu pokój to stan, którego doświadczają po raz pierwszy w życiu.
A jeśli chodzi o Zachód - cóż, chyba sobie zasłużył na całe rozgoryczenie, zawód i niechęć, które wywołuje. Stany Zjednoczone są tu rozliczone ze swojego okrucieństwa i nieudolności, a zarzuty padają pod adresem każdej kolejnej amerykańskiej administracji.
Jest to książka mądra i uczciwa, która bardzo dużo uczy czytelniczkę o świecie i pozwala zrewidować przekonania. Jednak nie za to doceniam tę książkę najbardziej.
„Emirat to my” byłby kolejnym reportażem, o kolejnym arabskim przewrocie, gdyby nie Jagoda Grondecka. Jest ona w tej książce nieustraszona, jeździ w niebezpieczne miejsca, ryzykuje własnym życiem, nie boi się pyskować facetom z bronią, pozostaje wierna swoim poglądom i broni słusznej sprawy, a kiedy trzema zamienia się w aktywistkę i dźwiga ciężar odpowiedzialności za ludzkie życia. To wszystko opisane jest z niesamowitym nerwem i energią. Chociaż rozmawiałam z autorką dwa miesiące temu, kiedy podpisywała mi mój egzemplarz, czytając nie przestawałam się o nią bać. Zupełnie irracjonalne nerwy, bo przecież napisała książkę, a ja widziałam ją całą i zdrową. Wyobrażam sobie, że na podstawie „Emiratu” mógłby powstać najlepszy polski serial Netflixa, współczesna wersja „Alei snajperów”, ale z napięciem jak w „Homeland”. Oglądałabym jak zahipnotyzowana.
I na koniec - przeczytałam komentarze, w którym Grondecką chłopcy wyzywają od lewaczek (wiadomo) i jadą po niej, bo walczyła o ewakuację swojego kota.
Pomijam fakt, że nie wiem jak we współczesnym świecie ludzie mogą nie rozumieć jak ważna relacja wytwarza się między właścicielem i zwierzęciem domowym. I to wcale nie musi oznaczać, że nadajemy pupilowi status człowieka, choć przecież dla większości z nas to jest członek rodziny, ale codzienna obecność, troska, przywiązanie to podstawy głębokiej więzi, której nie da się przekreślić w sekundę. To są oczywistości.
Ale ta niezłomność reporterki, żeby transporter znalazł się na pokładzie samolotu, ta scena, kiedy ludzie podawali go sobie ponad głowami, były bardzo poruszające. Kiedy wiedziała już, że na pewno nie uratuje wszystkich ludzi potrzebujących pomocy, że niektórych zostawia na pastwę losu, to musiało być naprawdę okropne uczucie i walka o to, żeby ocalić chociaż to stworzenie, z którym związała swój los, to przejaw prawdziwego człowieczeństwa i wrażliwości, jakiej życzę wszystkim. Dla mnie to piękne.
Po pierwsze, Jagoda Grondecka jest najodważniejsza na świecie i jak dorosnę chcę być nią. Po drugie, gatunek literacki o nazwie „reportaż” został wymyślony po to, żeby powstawały takie książki.
Pamiętam dobrze napięcie, które czuć było również w Polsce (przynajmniej w mojej bańce), kiedy Talibowie zdobyli Kabul w 2021 roku i odbywała się w panice wielka ewakuacja wszystkich osób związanych z amerykańską administracją, obcokrajowców z krajów NATO i Afgańczyków, którzy współpracowali z obcymi rządami. Ja śledziłam te wydarzenia właśnie przez media społecznościowe Grondeckiej i umierałam z nerwów, a jednocześnie, ponieważ już wcześniej znałam jej pracę dziennikarską i wiedziałam, że jest merytoryczna i profesjonalna w swoim fachu, byłam pewna, że dociera do mnie przekaz rzetelny i skupiony na faktach. Dlatego od pierwszych zapowiedzi „Emiratu” wiedziałam, że przeczytam tę książkę i że na pewno nie będę tego żałować.
Reportaż Grondeckiej to pogłębiona relacja z tamtych wydarzeń, a także rzut okiem w przeszłość i przyszłość kraju. Ukazuje przesłanki, które umożliwiły Talibom powrót do władzy, ale też jak wygląda życie w Afganistanie pod ich rządami. Autorka wraca w nim do najlepszych dziennikarskich tradycji.
Przede wszystkim oddaje głos samym zainteresowanym, czyli Afgankom i Afgańczykom. Robi to zupełnie świadomie, co podkreśla w książce. Nie interesuje jej przekaz mądrych głów, które z daleka analizowały sytuację, chce pokazać rzeczywistość oczami tych, których świat przez geopolityczne tarcia jest od dziesięcioleci poddawany nieustannym wstrząsom. Co równie ważne, pokazuje perspektywę osób mieszkających w różnych regionach kraju, w miastach i maleńkich wioskach, sympatyzujących z różnymi obozami władzy, dzięki czemu tworzy obraz niezwykle zniuansowany, w którym widać dążenie do prawdy, a nie chęć powtarzania zachodniej propagandy. I nie chodzi tu o żadne ocieplanie wizerunku Talibów, czy usprawiedliwianie. Reporterka punktuje wszystkie zbrodnie czy ograniczenia wolności, które z Emiratem się wiążą, szczególnie dla połowy społeczeństwa, która miała nieszczęście urodzić się kobietami. Pokazuje jak religijny ekstremizm cofa powoli kraj do wieków ciemnych. Jednocześnie wskazuje obszary, w których Talibowie jednak idą na ustępstwa, żeby stać się partnerem dla świata zachodniego, a wielu ludziom pod ich rządami po prostu żyje się teraz lepiej. I nie chodzi o to, że władza przestała sprzyjać tylko mieszkańcom miast i najbogatszym kastom, że powszechna korupcja została ukrócona, że chociaż prawo szariatu jest bezwzględne, sądy religijne wydają często wyroki bardziej sprawiedliwe niż wcześniej cywilne (choćby w kwestii rozwodów). To co wybrzmiewa najmocniej, to fakt, że pierwszy raz od dekad w kraju nie toczy się żadna wojna. Dla wielu bohaterek i bohaterów reportażu pokój to stan, którego doświadczają po raz pierwszy w życiu.
A jeśli chodzi o Zachód - cóż, chyba sobie zasłużył na całe rozgoryczenie, zawód i niechęć, które wywołuje. Stany Zjednoczone są tu rozliczone ze swojego okrucieństwa i nieudolności, a zarzuty padają pod adresem każdej kolejnej amerykańskiej administracji.
Jest to książka mądra i uczciwa, która bardzo dużo uczy czytelniczkę o świecie i pozwala zrewidować przekonania. Jednak nie za to doceniam tę książkę najbardziej.
„Emirat to my” byłby kolejnym reportażem, o kolejnym arabskim przewrocie, gdyby nie Jagoda Grondecka. Jest ona w tej książce nieustraszona, jeździ w niebezpieczne miejsca, ryzykuje własnym życiem, nie boi się pyskować facetom z bronią, pozostaje wierna swoim poglądom i broni słusznej sprawy, a kiedy trzema zamienia się w aktywistkę i dźwiga ciężar odpowiedzialności za ludzkie życia. To wszystko opisane jest z niesamowitym nerwem i energią. Chociaż rozmawiałam z autorką dwa miesiące temu, kiedy podpisywała mi mój egzemplarz, czytając nie przestawałam się o nią bać. Zupełnie irracjonalne nerwy, bo przecież napisała książkę, a ja widziałam ją całą i zdrową. Wyobrażam sobie, że na podstawie „Emiratu” mógłby powstać najlepszy polski serial Netflixa, współczesna wersja „Alei snajperów”, ale z napięciem jak w „Homeland”. Oglądałabym jak zahipnotyzowana.
I na koniec - przeczytałam komentarze, w którym Grondecką chłopcy wyzywają od lewaczek (wiadomo) i jadą po niej, bo walczyła o ewakuację swojego kota.
Pomijam fakt, że nie wiem jak we współczesnym świecie ludzie mogą nie rozumieć jak ważna relacja wytwarza się między właścicielem i zwierzęciem domowym. I to wcale nie musi oznaczać, że nadajemy pupilowi status człowieka, choć przecież dla większości z nas to jest członek rodziny, ale codzienna obecność, troska, przywiązanie to podstawy głębokiej więzi, której nie da się przekreślić w sekundę. To są oczywistości.
Ale ta niezłomność reporterki, żeby transporter znalazł się na pokładzie samolotu, ta scena, kiedy ludzie podawali go sobie ponad głowami, były bardzo poruszające. Kiedy wiedziała już, że na pewno nie uratuje wszystkich ludzi potrzebujących pomocy, że niektórych zostawia na pastwę losu, to musiało być naprawdę okropne uczucie i walka o to, żeby ocalić chociaż to stworzenie, z którym związała swój los, to przejaw prawdziwego człowieczeństwa i wrażliwości, jakiej życzę wszystkim. Dla mnie to piękne.
August 15, 2026
Wspaniałe jest to uczucie, gdy kupujesz reportaż polskiej autorki i dostajesz w zamian nie górnolotne frazesy Polskiej Szkoły Reportażu™️, a prawdziwe reporterskie mięsko.
May 24, 2026
#współpracarecenzencka
Od wielu lat jestem wielką fanką pracy pani Jagody. Nie ukrywam, że idealnie pokazuje, jak powinna wygląda praca zagranicznego korespondenta. Gdy okazało się, iż będzie wydawała książkę o Afganistanie… Wiedziałam, że muszę ją mieć.
„Emirat to my” jest ciężką przeprawą przez doświadczony i cierpiący kraj jakim okazuje się Afganistan. Na każdym kroku nie mogłam pojąć, jak pozwalamy na takie rzeczy w XXI wieku. Dowiadujemy się m.in. o słynnej ewakuacji ludzi w 2021 roku. Później o zakazach dla kobiet. Poznajemy życie zwykłych ludzi na prowincji, którzy nie są często świadomi problemów w stolicy. Poznajemy historię talibów - niektórzy z nich w 2022 roku pierwszy raz widzieli na oczy niektóre rzeczy.
Który rozdział mnie najbardziej uderzył? Zdecydowanie ten o kobietach, które z dnia na dzień tracą swoje prawa. A wyjście do szkoły może być równe z utratą życia.
Uważam, że to obowiązkowa lektura do spojrzenia, jaki jest świat poza Europą. Może niektórzy by chociaż trochę docenili, co mają we własnym domu.
Od wielu lat jestem wielką fanką pracy pani Jagody. Nie ukrywam, że idealnie pokazuje, jak powinna wygląda praca zagranicznego korespondenta. Gdy okazało się, iż będzie wydawała książkę o Afganistanie… Wiedziałam, że muszę ją mieć.
„Emirat to my” jest ciężką przeprawą przez doświadczony i cierpiący kraj jakim okazuje się Afganistan. Na każdym kroku nie mogłam pojąć, jak pozwalamy na takie rzeczy w XXI wieku. Dowiadujemy się m.in. o słynnej ewakuacji ludzi w 2021 roku. Później o zakazach dla kobiet. Poznajemy życie zwykłych ludzi na prowincji, którzy nie są często świadomi problemów w stolicy. Poznajemy historię talibów - niektórzy z nich w 2022 roku pierwszy raz widzieli na oczy niektóre rzeczy.
Który rozdział mnie najbardziej uderzył? Zdecydowanie ten o kobietach, które z dnia na dzień tracą swoje prawa. A wyjście do szkoły może być równe z utratą życia.
Uważam, że to obowiązkowa lektura do spojrzenia, jaki jest świat poza Europą. Może niektórzy by chociaż trochę docenili, co mają we własnym domu.
June 7, 2026
Chyba tak się powinno pisać reportaże - ważny kawałek świata, o którym mało wiemy; odważna i nieukrywająca zaangażowania autorka, która faktycznie była na miejscu i dobrze rozumie opisywany świat; ważne tematy, które spychamy na co dzień w papce socmediowej. Czy tradycja to wolność czy opresja? Religia pęta czy daje drogowskaz w świecie dramatów i nieustannych zmian? Czy zadowolony z siebie Zachód naprawdę ma jedyną receptę na życie? Nadzieję daję, że są jeszcze na świecie ludzie, którzy realnie starają się zrozumieć i wytłumaczyć innym swój kawałek świata, a jednocześnie nie kreować się na zbawców i gwiazdy rocka.
September 5, 2026
Nie ukrywam, że podobnie jak większość obecnych tu czytelników, autorkę znam stąd, że w 2021 roku z przejęciem śledziłam jej relację z Afganistanu po ewakuacji wojsk amerykańskich. Zarówno wtedy, jak i tutaj J. Grondecka podeszła do tematu bardzo profesjonalnie.
Zdecydowanie największą zaletę tego reportażu stanowi to, w jak zniuansowany sposób ukazano tutaj sytuację w tym kraju jeszcze za czasów rządu Islamskiej Republiki. Zachodnie media przyzwyczaiły nas to jednoznacznej wizji, w której mamy do czynienia z “dobrymi” Amerykanami, którzy próbują jakoś ten kraj doprowadzić do przysłowiowej kupy, i z jednoznacznie “złymi” Talibami, którzy z hasłami radykalnego islamu na ustach idą zaprowadzać prawo szariatu w jego najbardziej dosłownej i surowej formie. Bynajmniej, autorka nie wybiela tutaj Talibów. Dużo zostało tutaj poświęcone losom kobiet i dziewcząt, zwłaszcza tych wykształconych i pragnących zdobyć wykształcenie, w które zmiana władzy w 2021 roku uderzyła chyba najmocniej. Jednocześnie jednak pani Grondecka pokazuje wyraźnie, jak wiele zaniedbań ze strony Amerykanów i sił Zachodu (min.: opieranie swojej władzy o bojówki, które szybko, mówiąc wprost, rozbestwiły się i zaczęły terroryzować ludność cywilną; o korupcji na każdym szczeblu władzy nie wspominając) doprowadziło do tego, że zwłaszcza pasztuńska większość kraju początkowo przyjęła ich powrót do władzy neutralnie albo wręcz pozytywnie - nawet jeśli potem sytuacja rozwinęła się tak, jak doskonale wszyscy wiemy.
Wiele osób zarzuca autorce ckliwość lub brak profesjonalizmu w opisywanej na łamach tej książki sytuacji z kotką Lilly, że autorka ma więcej empatii do zwierząt niż do ludzi etc. Jakkolwiek ten fragment uważam za jeden z gorzej napisanych, to muszę przyznać, że jestem w stanie zrozumieć emocje J. Grondeckiej w tamtej sytuacji - zwłaszcza, że ona sama zwraca uwagę na to, że wyłączyła emocje przy okazji sytuacji dotyczących afgańskich współpracowników, przyjaciół, czy po prostu zwykłych ludzi, których tragedii była świadkiem. Może nie jestem korespondentką wojenną, ale z doświadczenia wiem, że często tak bywa, że kiedy nie chcemy kraść komuś przestrzeni na jego tragedię i płacz, i je w sobie dusimy w kontaktach z ludźmi, to potem mogą one z nas wyjść w innych sytuacjach, w tym w tych dotyczących zwierząt.
Natomiast czymś, do czego trochę bym się tutaj tak realnie przyczepiła, jest redakcja. Zdarzały się tutaj powtórzenia, akapity blisko siebie niepotrzebnie zaczynały się podobnych sformułowań, przez co momentami donosiłam wrażenie, że tekst był sprawdzany trochę na szybko. Nie raz wybijało mnie to z rytmu, stąd ostatecznie zdecydowałam się dać tej książce 4/5, a nie 5/5 gwiazdek.
Zdecydowanie największą zaletę tego reportażu stanowi to, w jak zniuansowany sposób ukazano tutaj sytuację w tym kraju jeszcze za czasów rządu Islamskiej Republiki. Zachodnie media przyzwyczaiły nas to jednoznacznej wizji, w której mamy do czynienia z “dobrymi” Amerykanami, którzy próbują jakoś ten kraj doprowadzić do przysłowiowej kupy, i z jednoznacznie “złymi” Talibami, którzy z hasłami radykalnego islamu na ustach idą zaprowadzać prawo szariatu w jego najbardziej dosłownej i surowej formie. Bynajmniej, autorka nie wybiela tutaj Talibów. Dużo zostało tutaj poświęcone losom kobiet i dziewcząt, zwłaszcza tych wykształconych i pragnących zdobyć wykształcenie, w które zmiana władzy w 2021 roku uderzyła chyba najmocniej. Jednocześnie jednak pani Grondecka pokazuje wyraźnie, jak wiele zaniedbań ze strony Amerykanów i sił Zachodu (min.: opieranie swojej władzy o bojówki, które szybko, mówiąc wprost, rozbestwiły się i zaczęły terroryzować ludność cywilną; o korupcji na każdym szczeblu władzy nie wspominając) doprowadziło do tego, że zwłaszcza pasztuńska większość kraju początkowo przyjęła ich powrót do władzy neutralnie albo wręcz pozytywnie - nawet jeśli potem sytuacja rozwinęła się tak, jak doskonale wszyscy wiemy.
Wiele osób zarzuca autorce ckliwość lub brak profesjonalizmu w opisywanej na łamach tej książki sytuacji z kotką Lilly, że autorka ma więcej empatii do zwierząt niż do ludzi etc. Jakkolwiek ten fragment uważam za jeden z gorzej napisanych, to muszę przyznać, że jestem w stanie zrozumieć emocje J. Grondeckiej w tamtej sytuacji - zwłaszcza, że ona sama zwraca uwagę na to, że wyłączyła emocje przy okazji sytuacji dotyczących afgańskich współpracowników, przyjaciół, czy po prostu zwykłych ludzi, których tragedii była świadkiem. Może nie jestem korespondentką wojenną, ale z doświadczenia wiem, że często tak bywa, że kiedy nie chcemy kraść komuś przestrzeni na jego tragedię i płacz, i je w sobie dusimy w kontaktach z ludźmi, to potem mogą one z nas wyjść w innych sytuacjach, w tym w tych dotyczących zwierząt.
Natomiast czymś, do czego trochę bym się tutaj tak realnie przyczepiła, jest redakcja. Zdarzały się tutaj powtórzenia, akapity blisko siebie niepotrzebnie zaczynały się podobnych sformułowań, przez co momentami donosiłam wrażenie, że tekst był sprawdzany trochę na szybko. Nie raz wybijało mnie to z rytmu, stąd ostatecznie zdecydowałam się dać tej książce 4/5, a nie 5/5 gwiazdek.
August 24, 2026
„Emirat to my. Jak talibowie odbijali Afganistan” to reportaż, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Bardzo podziwiam autorkę za odwagę, profesjonalizm i determinację. Relacjonowała wydarzenia z Afganistanu z samego centrum dramatycznych wydarzeń, a jednocześnie nie ograniczyła się do opisu działań militarnych. Pokazuje nadużycia talibów, ich wpływ na codzienne życie mieszkańców oraz konsekwencje przejęcia przez nich władzy dla całego społeczeństwa. Równie interesująco ukazuje stosunek Afgańczyków m.in. do żołnierzy amerykańskich - daleki od prostych ocen.
Szczególnie poruszające są fragmenty poświęcone kobietom, ich walce o edukację, pracę i podstawowe prawa człowieka. Obok kwestii militarnych autorka wiele miejsca poświęca także sprawom społecznym: edukacji, opiece zdrowotnej, funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości czy przestrzeganiu praw człowieka. To właśnie te historie najmocniej pokazują, jak wygląda codzienność pod rządami talibów.
Z ogromnym szacunkiem myślę również o tym, co autorka zrobiła podczas ewakuacji Afgańczyków współpracujących z polskim wojskiem. To wykracza poza rolę reporterki. Chylę przed nią czoła za zaangażowanie i odwagę, dzięki którym wielu ludzi otrzymało szansę na bezpieczne życie.
Muszę przyznać, że w kilku momentach mieszały mi się nazwiska i zależności między poszczególnymi osobami. Wynikało to jednak przede wszystkim z tego, że autorka bardzo rzetelnie i szczegółowo opisuje wydarzenia, a afgańskie nazwiska i realia nie należą do najłatwiejszych. To jednak drobiazg wobec wartości tej książki. Dowiedziałam się z niej naprawdę wiele. Dzięki rozmowom z Afgańczykami i Afgankami autorka dociera do ich emocji, lęków, nadziei i codziennych doświadczeń. Bardzo polecam!
Szczególnie poruszające są fragmenty poświęcone kobietom, ich walce o edukację, pracę i podstawowe prawa człowieka. Obok kwestii militarnych autorka wiele miejsca poświęca także sprawom społecznym: edukacji, opiece zdrowotnej, funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości czy przestrzeganiu praw człowieka. To właśnie te historie najmocniej pokazują, jak wygląda codzienność pod rządami talibów.
Z ogromnym szacunkiem myślę również o tym, co autorka zrobiła podczas ewakuacji Afgańczyków współpracujących z polskim wojskiem. To wykracza poza rolę reporterki. Chylę przed nią czoła za zaangażowanie i odwagę, dzięki którym wielu ludzi otrzymało szansę na bezpieczne życie.
Muszę przyznać, że w kilku momentach mieszały mi się nazwiska i zależności między poszczególnymi osobami. Wynikało to jednak przede wszystkim z tego, że autorka bardzo rzetelnie i szczegółowo opisuje wydarzenia, a afgańskie nazwiska i realia nie należą do najłatwiejszych. To jednak drobiazg wobec wartości tej książki. Dowiedziałam się z niej naprawdę wiele. Dzięki rozmowom z Afgańczykami i Afgankami autorka dociera do ich emocji, lęków, nadziei i codziennych doświadczeń. Bardzo polecam!
September 3, 2026
Świetny, pełen konkretów i "mięsa" reportaż, ukazujący sytuację w Afganistanie po 2021 roku - w szczególności, iż po krótkiej chwili wzmożonego zainteresowania związanego z ewakuacją wojsk sojuszniczych, do Polski dociera bardzo niewiele informacji odnośnie tego, jak faktycznie wygląda życie w kraju rządzonym przez talibów. Doceniam, że autorka nie brnie w dokładne opisy wydarzeń historycznych i choć w kilku momentach przypomina najważniejsze fakty, daty i nazwiska, to jednak nie pozwala, aby przyćmiły one główną treść książki. A ta koncentruje się w szczególności na przedstawieniu przeżyć swoich rozmówców (choć i swoich własnych), prezentując szeroką paletę ich poglądów oraz doświadczeń, które zmusiły ich do takich, a nie innych wyborów. Sam dobór rozmówców też uważam za bardzo ciekawy, może w niektórych momentach kontrowersyjny (np. członek ISKP), jednak rzucający światło na ich sposób myślenia i motywacje. Niemniej, dla osób, które wcześniej nie miały jakiejkolwiek styczności z historią polityczną Afganistanu, reportaż ten może być trudny w odbiorze (właśnie ze względu na skupienie się raczej na wydarzeniach współczesnych i minimalny zarys zwłaszcza tego, co działo się w XX wieku), stąd też przed lekturą doradzałabym sięgnięcie po pozycję, która przynajmniej w prosty sposób wyjaśni zawiłości afgańskiej polityki i relacji społecznych, które miały kluczowy wpływ na kształtowanie sytuacji wewnętrznej państwa na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.
August 5, 2026
obserwuje pracę dziennikarską Jagody Grondeckiej od paru lat, więc wiedziałam, jakiego poziomu spodziewać się po tym reportażu. w żadnym stopniu nie jestem ekspertką od tematu, chociaż starałam się śledzić go na bieżąco, więc cieszy mnie to, że autorka przeplata niezbędne fakty i wydarzenia z rozmowami i opiniami mieszkańców Afganistanu, które są najciekawszym elementem reportażu. pokazują one całe spektrum poglądów i emocji dotyczących zarówno działalności USA, jak i polityki prowadzonej przez rząd, talibów, reakcje świata. i chociaż obecność autorki jest wyczuwalna, bo była uczestniczką tych wydarzeń, to jest to zawsze jasno i wyraźnie zaznaczone. przed lekturą polecałabym przeczytanie jakiegoś zwięzłego artykułu albo chociaż notki na wikipedii, bo reportaż trochę wrzuca czytelnika w wir wydarzeń i jeśli ktoś jest całkowicie zielony w temacie, to może się czuć zagubiony pod ciężarem informacji.
August 15, 2026
Aż złapałem się za głowę, gdy dotarłem do momentu książki, w którym autorka pisze, że w czasie ewakuacji z Kabulu w 2021 roku zaprzątała głowę dyplomatom i pilotowi samolotu... kotem, którego nie chciano brać na pokład. Po tej opowieści trudno traktować autorkę poważnie. Zresztą w ogóle nie bardzo rozumiem tego dążenia do przetransportowania do Polski Afgańczyków "pomagających Polsce", zupełnie jakby cała ta wojna miała cokolwiek wspólnego z polskimi interesami....
Z drugiej strony można też znaleźć w tej książce ciekawe wątki, mianowicie nadal w Polsce zbyt mało mówi się o błędach popełnionych przez Stany Zjednoczone i ich koalicjantów, a także o wychodzących coraz częściej na jaw zbrodni popełnionych przez wojska okupacyjne. Warto było w sumie więcej napisać o tej drugiej sprawie.
Książka jest więc niejednoznaczna do oceny. Irytuje progresywizm i feminizm autorki, ale zarazem jest tu dużo raczej niepopularnych z punktu widzenia mediów wniosków z interwencji USA w Afganistanie.
Z drugiej strony można też znaleźć w tej książce ciekawe wątki, mianowicie nadal w Polsce zbyt mało mówi się o błędach popełnionych przez Stany Zjednoczone i ich koalicjantów, a także o wychodzących coraz częściej na jaw zbrodni popełnionych przez wojska okupacyjne. Warto było w sumie więcej napisać o tej drugiej sprawie.
Książka jest więc niejednoznaczna do oceny. Irytuje progresywizm i feminizm autorki, ale zarazem jest tu dużo raczej niepopularnych z punktu widzenia mediów wniosków z interwencji USA w Afganistanie.
September 2, 2026
Ta książka powinna być dowodem na to, że warto wysyłać reporterów za granicę, że korespondenci są nam totalnie potrzebni
Doceniam reportaże, które nie są suchym przedstawieniem faktów. Lubię współodczuwać, a czasami niezgadzać się z autorem, szczególnie, kiedy tematyka jest tak trudna i niejednoznacza.
Pomimo że parę aspektów, które pojawiają się w tej książce, było dla mnie oczywistych, to nauczyłam się też sporo nowych rzeczy i moje postrzeganie Afaganistanu zmieniło się na pewnych płaszczyznach.
Jest wiele przykrych momentów, na tyle ciężkich, że musiałam odłożyć książkę na bok - może dlatego czytanie jej zajęło mi ponad miesiąc. Jednak ostatecznie zostawiła we mnie poczucie nadzei
Doceniam reportaże, które nie są suchym przedstawieniem faktów. Lubię współodczuwać, a czasami niezgadzać się z autorem, szczególnie, kiedy tematyka jest tak trudna i niejednoznacza.
Pomimo że parę aspektów, które pojawiają się w tej książce, było dla mnie oczywistych, to nauczyłam się też sporo nowych rzeczy i moje postrzeganie Afaganistanu zmieniło się na pewnych płaszczyznach.
Jest wiele przykrych momentów, na tyle ciężkich, że musiałam odłożyć książkę na bok - może dlatego czytanie jej zajęło mi ponad miesiąc. Jednak ostatecznie zostawiła we mnie poczucie nadzei
June 28, 2026
Lepiej coś już wiedzieć nt Afganistanu, bo pomimo krótkiego wstępu i częstych powrotów do przeszłości można się zgubić w mnogości nazw, nazwisk i dat. Nadal ekstra, dużo się dowiedziałam i było tu wiele bardzo ciekawych spostrzeżeń - mam o czym dalej myśleć i o czym czytać!
PS Jagoda zawsze wydawała się bardzo cool na Insta i z tej książki też takie wrażenie wynoszę ❤️ Wybłaganie, żeby po proteście zostać przeniesioną do innej celi, żeby tam w spokoju zapalić szluga. Iconic.
PS Jagoda zawsze wydawała się bardzo cool na Insta i z tej książki też takie wrażenie wynoszę ❤️ Wybłaganie, żeby po proteście zostać przeniesioną do innej celi, żeby tam w spokoju zapalić szluga. Iconic.
September 8, 2026
Świetny reportaż, który wciągnął mnie w świat Afganistanu. Mimo,że poruszane są trudne tematy, czyta się lekko, ale zdecydowanie pozostawia za sobą wiele refleksji.
Warto zaznaczyć, że piszę to z perspektywy osoby, która o Afganistanie miała wiedzę podstawową. Autorka opisuje tu swój pobyt po wyjezdzie ameryńskiego wojska. Musiałam doczytywać, aby w pełni zrozumieć niektóre konsteksty historyczne. Piszę to informacyjnie, osobiście wole takie lektury,niż przeładowane fakatmi historycznymi.
Warto zaznaczyć, że piszę to z perspektywy osoby, która o Afganistanie miała wiedzę podstawową. Autorka opisuje tu swój pobyt po wyjezdzie ameryńskiego wojska. Musiałam doczytywać, aby w pełni zrozumieć niektóre konsteksty historyczne. Piszę to informacyjnie, osobiście wole takie lektury,niż przeładowane fakatmi historycznymi.
September 6, 2026
Świetnie napisana, wciągająca. Książka nie porusza wielu społecznych tematów, skupia się raczej na kwestiach politycznych i historycznych, co nie znaczy, że nie pojawiają się tam prawdziwi ludzie z krwi i kości. Liczę na więcej książek autorki. Polecam posłuchać wywiadów z nią. Bardzo odważna kobieta👏🏻
June 12, 2026
Niestety, dla mnie rozczarowanie, a czekałam na nią 😭
July 5, 2026
Wyśmienity reportaż. Autorka bardzo zręcznie wplata swoje osobiste przeżycia i emocje w społeczno-polityczną opowieść o Afganistanie.
July 12, 2026
Świetny reportaż łączący realia współczesnego Afganistanu i wspomnienia jego stanu za czasów wojny jak i przed nią. Zdecydowanie moja perspektywa na sprawę się zmieniła po tej lekturze.
August 5, 2026
Głowa mnie boli od tego co tam sie dzieje
August 10, 2026
Świetny reportaż. Autorka ma ogromną wiedzę, ale nie przytłacza nią czytelnika i wielokrotnie pokazuje, że świat nie jest czarno-bialy.
July 15, 2026
Absolutna rewelacja i rzetelne dziennikarstwo. Autorka oddaje głos mieszkańcom o różnych poglądach i zachowuje neutralność. Fantastycznie się czytało!
Displaying 1 - 20 of 20 reviews















