„Gdy widziałam ten głupkowaty uśmieszek, to rzygać mi się chciało. Wstyd, że ktoś taki będzie naszym prezydentem”.
„Nagle mama wybucha: – Wszędzie te Ukrainki. Pewnie chłopa szukają. Byłam w szoku. Matka jest dyrektorką szkoły. Chodziła na marsze KOD-u. Za Tuska dałaby sobie rękę pokroić, a tu nagle taki szowinistyczny komentarz”.
Znasz to uczucie, gdy bliska ci osoba opowiada o swoim wyborze politycznym, a ty nie jesteś w stanie pojąć, jak to możliwe? Nie chodzi o zwykłe zdziwienie, ale złość, która nieoczekiwanie przeradza się w tobie w agresję. Masz ochotę wykrzyczeć, że wszystko, co mówi, to bzdury. Może nawet to robisz.
Nienawiść rodzi się w zderzeniu z tym, czym nie chcesz lub nie możesz być. Według C.G. Junga, każdy z nas nosi w sobie cień. Oznacza to, że posiadamy cechy, pragnienia i emocje, które są dla nas nieakceptowalne. Tłumimy je i wypieramy, bo nie chcemy, by były naszą częścią lub są nieakceptowalne w naszej społeczności. Cień dochodzi do głosu, gdy pojawiają się emocje – zazdrość lub strach. To on utrwala nasz światopogląd i sprawia, że emocje wobec opozycyjnych partii są tak silne. Autorka dotarła do tych, którzy na terapiach opowiadają, jak cień rządzi ich politycznymi emocjami, rujnuje życie rodzinne, samoocenę i szanse na karierę. To on sprawia, że coraz częściej zamiast osoby o innych poglądach widzimy wroga.
W 2025 roku doszliśmy do przełomowego momentu, gdy o naszych wyborach politycznych nie decydują nasza zamożność, miejsce zamieszkania czy wykształcenie. Wyścig o fotel prezydencki nie był zderzeniem dwóch wizji Polski. Podział na Polskę liberalną solidarną, proeuropejską, antyeuropejską nie ma dziś znaczenia. To, co ustawia dziś debatę publiczną, to przemysł nienawiści. Zwycięstwo w tej bitwie mierzone jest w skali obrzydzenia przeciwnika. A tym przeciwnikiem bywa rodzic, mąż, sąsiad lub kolega z pracy.
Po lekturze każdy z nas będzie musiał spojrzeć w głąb siebie i odpowiedzieć na kilka niewygodnych pytań.
Uważam, że tematy poruszone w tej książce są bardzo dobre i trafne. Idealnie pokazują jak bardzo Polacy są podzieleni i jak ciężko jest między sobą współpracować.
Wiemy, że za polaryzację i emocje odpowiadają trudności w komunikacji i brak zrozumienia innych. Autorka udowadnia, że wiele zależy też od poznania samego siebie, własnych obaw i motywacji. Dobre, szczególnie w częściach typowo reportażowych w tym w wywiadach. Nieco słabiej wypadają rozmowy z terapeutką interpretująca opisywane wydarzenia oraz nakładającą na nie siatkę pojęciową C.G. Junga.
NIENAWIDZĘ ICH! TO POLACY MÓWIĄ NA TERAPIACH. REPORTAŻ Z PODZIELONEGO KRAJU Karoliny Olejak to książka, która boli, bo pokazuje to co niewygodne. Bo dotyka czegoś bardzo bliskiego. Autorka zagląda tam, gdzie zwykle nie chcemy patrzeć. Do gabinetów terapeutycznych. Do rodzinnych kuchni. Do małżeństw. Do relacji matek z córkami, ojców z synami, przyjaciół, którzy nagle nie potrafią już ze sobą rozmawiać. Bo przecież znamy to, prawda? Ten obiad u rodziny. Tę litanię narzekań. To jedno zdanie, po którym zaciska się gardło. Ten moment, kiedy myślisz: „Jak ktoś tak bliski może myśleć coś takiego?” Olejak nie pisze tej książki po to, by dolewać oliwy do ognia. Nie po to, by wskazać winnych. Nie po to, by jeszcze mocniej podzielić świat na „naszych” i „ich”. Ona pyta: Co tak naprawdę dzieje się z nami, kiedy zaczynamy nienawidzić? Jednym z najciekawszych tropów w reportażu jest Jungowska koncepcja cienia. Cień to wszystko to, czym nie chcemy być. Cechy, emocje, pragnienia i lęki, których w sobie nie akceptujemy. Wypieramy je. Ukrywamy. A potem widzimy je w innych. I wtedy pojawia się złość. Obrzydzenie. Pogarda. Agresja. Czasem cień społeczny różni się od tego rodzinnego. Ktoś deklaruje liberalność, ale w domu nie potrafi zaakceptować homoseksualności bliskiej osoby. Ktoś mówi o tradycji, ale sam nie chce żyć w świecie, w którym kobieta nie ma własnych pieniędzy, głosu i sprawczości. To właśnie w tych pęknięciach książka Olejak jest najmocniejsza. Pokazuje, że polityczne konflikty nie są tylko o partiach, programach i wyborach. Są o lęku. O tożsamości. O wstydzie. O potrzebie przynależności. O tym, że czasem łatwiej zobaczyć w drugim człowieku zagrożenie niż człowieka. Autorka oddaje głos osobom, które na terapii próbują zrozumieć własną złość. I to jest w tej książce bardzo biblioterapeutyczne. Bo ona nie daje prostego ukojenia. Raczej zaprasza do niewygodnego spotkania z samym sobą. Z pytaniem: Kogo ja tak naprawdę nienawidzę? I co ta nienawiść mówi o mnie? To reportaż o podzielonej Polsce, ale też o podzielonym człowieku. O nas wszystkich, którzy chcemy zdrowia, bezpieczeństwa, szczęścia i dobrej przyszłości dla dzieci, a jednocześnie tak łatwo przestajemy słyszeć drugą stronę. Nie jest to książka łatwa. Nie jest wygodna. Ale jest potrzebna. Bo może zanim znów powiemy: „oni są głupi”, „oni są źli”, „oni niszczą kraj”, warto zapytać siebie: Czego tak bardzo się boję? Co tak naprawdę myślę? Czy tego chcę dla moich bliskich? Polecam tę książkę osobom, które interesują się psychologią społeczną, emocjami, terapią, relacjami rodzinnymi i mechanizmami polaryzacji. To lektura dla tych, którzy chcą nie tylko rozumieć świat, ale też własne reakcje na ten świat. A może właśnie od tego zaczyna się rozmowa. Nie od przekonania kogoś do swoich racji. Tylko od próby zobaczenia człowieka po drugiej stronie stołu. Ta książka uczy zrozumienia, a tylko wtedy będziemy mogli wygrać z cieniem.
Przyznam szczerze, że jeszcze kilka lat temu uznałbym większość tych historii za mocno podkoloryzowanych i przejaskrawionych, ale znam bądź czytałem w internecie sporo osób mających podobne światopoglądy lub sposób argumentacji. Głęboki podział polityczny jest więc faktem i można spotkać dużo osób mających płytki sposób myślenia.
Mam jednak problem z samą książką ze względu na zastosowanie w niej tak zwanej „pop-psychologii”. Autorka opisuje konkretne sytuacje z życia prawicowców, lewicowców i liberałów, a następnie są one analizowane w krótkich wypowiedziach przez psycholog bądź poprzez zastosowanie siatki pojęciowej Carla Gustava Junga. Według mnie przekonania są częściej wynikiem podatności na manipulacje medialne i na proste schematy myślowe, niż rezultatem uwarunkowań psychicznych.
Trudno mi się też zgodzić z tezą autorki o tym, że prawica przejęła mainstream, lecz wygodniej jej pozycjonować siebie dalej jako ofiarę elit. Otóż wciąż artyści i ludzie mediów to głównie lewicowcy i liberałowie, a prawicowe media mają choćby problem z reklamodawcami obawiającymi się różnych politycznych reperkusji.
Lektura tej książki może nie jest stratą czasu, tym niemniej nie jest też jakąś wielce twórczą analizą podziałów politycznych w Polsce.
nic odkrywczego ta książka nie wniosła. przywołane przykłady były moim zdaniem przerysowane, karykaturalne i popadające miejscami w śmieszność a okraszanie ich jungowską pschychoanalizą na odległość to chyba najgorszy element. nie sądziłem, że może istnieć dog whistle dla symetrystów. a jednak...
Nie wiem, po co pisać książkę, jak nie ma się nic odkrywczego do powiedzenia. Rozmowy, które autorka rzekomo odbyła z przedstawicielami prawicy, sprawiają wrażenie swoją stereotypowością, że odbyły się tylko w głowie autorki…