Weronika Stanos po burzliwym związku z londyńskim gangsterem ucieka do Stanów Zjednoczonych. Niestety ciągną się za nią wciąż niespłacone długi oraz mroczna przeszłość. Aby pozbyć się wierzytelności, dorabia – po godzinach pracy w biurze – jako tancerka w klubie go-go. Pewnego dnia zostaje wytypowana do prywatnego pokazu, podczas którego ma szansę na spory zarobek, musi jednak spełnić każdą, nawet najbardziej wyrafinowaną zachciankę swojego tajemniczego klienta. Weronika wierzy, że los się wreszcie do niej uśmiechnął, ale trwa to tylko przez chwilę, bo szef zgarnia prawie cały jej utarg. Co gorsza, następnego dnia dziewczyna dowiaduje się, że filia firmy, w której pracuje, zostanie zamknięta, a ona straci główne źródło dochodu. Gdy więc przypadkiem odkrywa, że jej klientem jest William Fuller, prezes ogromnej firmy deweloperskiej, który jednocześnie odpowiada za likwidację jej miejsca pracy, nie waha się i podczas kolejnego pokazu dla niego ucieka się do szantażu, żądając, aby ją zatrudnił. Liczy na jakiekolwiek stanowisko, byleby odbić się od dna, tymczasem Fuller ma dla niej inne, znacznie ambitniejsze plany...
Byłam mega ciekawa tej książki, nawet nie dlatego że to książka autorstwa Monika, ale bo historia, która skupia się na na Weronice, którą za sprawą tak jakby pierwszego tomu można uznać za tą złą siostrę, która dopiero na samym końcu postanowiła się zrehabilitować. To intensywny i gorący romans biurowy, który czyta się sam i dostarcza wielu wrażeń. Historia dotyczy kolejnej siostry Stanos, ale można ją czytać bez znajomości książki "Mąż, którego nie chciałam", bo to całkowicie odrębna historia, choć można dostrzec nawiązania.
Weronika po burzliwych czasach spędzonych w Londynie ucieka do USA. Wiele spraw jednak ciągnie się za nią. Kobieta musi spłacić długi, a przez to zmuszona jest dorabiać po godzinach. Pracuje jako tancerka w klubie go-go. Pewnego dnia zostaje wytypowana do prywatnego pokazu, podczas którego może wiele zarobić, ale musi być gotowa na wszystko. Los jednak po raz kolejny podsyła jej kłody pod nogi, szef nie wypłaca jej pieniędzy, a na dodatek traci swoją stałą pracę. Przyparta do muru i mająca świadomość kim był jej ostatni klient, decyduje się na szaleńczą akcję, która ku jej zaskoczeniu kończy się sukcesem. William jednak ma swoje plany odnośnie Weroniki, które nie polegają tylko na zatrudnieniu jej na stanowisku asystentki.
Co to była za historia. Monika jak zwykle tutaj poszalała i zaserwowała mi emocjonalny rollercoaster. Książka zaczęła się z delikatnym ale jednak hukiem, bo w zasadzie wchodzimy już do konkretnej akcji, która już na starcie podnosi nam ciśnienie. Odrobinę później mamy mały dramat, a życie naszej bohaterki po raz kolejny zaczyna się sypać, ale ta się nie poddaje i wpada na nieco szalony ale i odważny plan, który zmienia wszystko. Następnie rozpoczyna się nam dynamiczny, intensywny i mega gorący romans biurowy, pomiędzy bohaterami iskrzy na potęgę, może się wam nawet wydawać, że strony parzą, a człowiekowi robi się bardzo gorąco. Oczywiście pojawiają się też elementy urocze, romantyczne jak i mała dawka dramatyzmu, choć jak dla mnie, mogło być mocniej i bardziej efektywnie, a potencjał na dobrą dramę był.
Autorka zastosowała tutaj fajne motywy, począwszy od tego klasycznego romansu biurowego, poprzez klub go-go, świat elit, do tego mamy również wątek muzyczny i taneczny. Dostajemy też tematykę poświęconą waśniom rodzinnym, trudnej przeszłości i demonów z nią związanych. Na pozór naszą parę różni wszystko, więc i mamy tutaj motyw związany z przeciwieństwami i różnicami, również tymi klasowymi, jednocześnie im bardziej zagłębiamy się w historię, zaczynamy też dostrzegać wiele wspólnych cech.
Fabuła była ciekawa i szybka, ale to już norma w wykonaniu autorki. Choć pojawił się tutaj wiele ciekawych motywów, a historia mega mocno przypadła mi do gustu, to jednak czuję spory niedosyt. Część wątków według mnie była zbyt ogólna. Troszkę zabrakło mi tutaj głębszego wejścia w przeszłość Weroniki, która mocno mnie zainteresowała, o której co chwilę dowiadujemy się czegoś nowego, szokującego, ale nie jest to za bardzo rozbudowane, a szkoda. Część historii była dość mocno przewidywalna, choć nie powiem, że to wada, bo pomimo tej przewidywalności i tak autorce udawało się mnie zaskakiwać, gdy mieszała, a tym samym kierowała fabułę w inną stronę. W sumie najbardziej zaskoczyła mnie końcówka, bo choć była nieco ekscytująca, to mam wrażenie, że urwana, przez co nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana.
Historia mimo wszystko mi się podobała. Była ekscytująca, ciekawa, czytało się ją bardzo dobrze i mega szybko. Jak zawsze książkę Moniki przeczytałam za jednym zamachem totalnie oddając się fabule, która na zmianę mnie bawiła lub podnosiła ciśnienie. To książka dla fanów szybkich i intensywnych historii, coś dla fanów erotyków i romansów biurowych. Ze swojej strony polecam i zachęcam do poznania losów sióstr Stanos.
„Tam, gdzie w grę wchodzą uczucia kończy się zabawa w romans”.
,,Znów wpakowałam się w problemy. Jak zawsze. Ja po prostu nie umiałam inaczej. Musiałam namącić. Spokój nie był mi pisany".
Jak to jest wykonywać pracę , której się nie znosi i na dodatek okłamywać swoich najmłodszych? Na pewno szalenie trudno jest spojrzeć sobie w oczy bez poczucia winy. Weronika Stanos uciekła do Nowego Jorku po traumatycznych doświadczeniach z byłym partnerem - Dylanem. Nadal jednak jego widmo wisi nad młodą kobietą i nie pozwala jej odetchnąć. Sytuacja w której obecnie jest Greczynka można opisać bardzo enigmatycznie jako trudną . Klub go-go i biuro zajmujące się nieruchomościami nie stanowią w żadnej mierze spełnienia jej marzeń. Jej los zostaje odmieniony dzięki pewnemu zamożnemu klientowi. Wykorzystując to , czego przypadkiem się o nim dowiaduje Werka ucieka się do szantażu i zdobywa intratną posadę. A stamtąd już prosta droga do gorącego biurowego romansu. Pytanie czy ta relacja stanie się czymś więcej?
William Fuller zdaje się posiada wszystko, co przeciętny człowiek uznaje za definicję szczęścia- dobrze prosperującą firmę , pieniądze i powodzenie. A jednak nie jest zadowolony z miejsca w jakim obecnie jest. W dodatku skrywa sekrety i marzenia o których świat zupełnie nie ma pojęcia. Jak zwykle przy książkach Moniki bywa tak i tym razem szybko wsiąknęłam w opowieść o najstarszej z sióstr Stanos. Tym razem jednak poza tym ,że zyskałam kolejną lubianą postać męską (zwłaszcza po tym jak zrozumiałam, co ukrywa mężczyzna) o tyle jego ukochanej z jej dziecinnym zachowaniem i dramatami a sufitu po prostu nie mogłam znieść, ani tym bardziej- polubić. . Autorka ma lekkie pióro i potrafi budować napięcie, a relacja między bohaterami, choć momentami trudna do zaakceptowania, budzi ciekawość. To jeden z tych romansów, w których granica między fascynacją a irytacją jest naprawdę cienka. Największym plusem książki jest zdecydowanie dynamika wydarzeń. Dużo się dzieje, nie ma miejsca na nudę, a kolejne rozdziały aż proszą się o „jeszcze jeden”. Wątek tajemnic Williama dodaje historii głębi i sprawia, że jego postać jest znacznie bardziej wielowymiarowa niż mogłoby się wydawać na początku. Niestety Weronika… to bohaterka, która mnie zwyczajnie zmęczyła. Jej decyzje często wydają się impulsywne, a zachowanie — niedojrzałe i pełne niepotrzebnych dramatów. Rozumiem, że ma za sobą trudną przeszłość i to w pewien sposób tłumaczy jej działania, ale momentami było tego po prostu za dużo. Zamiast współczucia czułam raczej frustrację. Relacja między bohaterami opiera się na napięciu, niedopowiedzeniach i emocjonalnych zawirowaniach, chociaż momentami miałam wrażenie, że część z tych "konfliktów" można było rozwiązać szczerą rozmową. „Szef, którego nie chciałam” to historia o ucieczce przed przeszłością, o podejmowaniu złych decyzji i ponoszeniu ich konsekwencji, ale też o tym, że czasem uczucia pojawiają się tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy. Bardzo mi się podobała ,serdecznie polecam w oczekiwaniu na kolejną część tej serii.