Będąc kobietą, która wysiaduje wybieram książki zabijające czas, najczęściej schematyczne romanse. Jedną z takich jest Manhattan mistake, typowy romans biurowy. Bedąc w NY Niemka Lena ulega urokowi nieznajomego mężczyny poznanego w hotelowym barze. Jedna noc a rano już go nie było. Już w Niemczech przychodzi oferta pracy w NY. Szybka decyzja: wyjazd, nowa praca, nowe życie, nowy początek. Dobry plan, tylko szef okazuje się tym nieznajomym. Najpierw próbuje zachować dystans, potem okazuje się że wzajemny urok wciąż działa. A potem wszystko się komplikuje, kiedy pojawiają się kłopoty on wznosi mur, odsuwa Lenę. To wina wychowania i trudnych doświadczeń. Jak było do przewidzenia historia zakończy się happy endem. Wytrwałam do końca dzięki bohaterce, która nie jest młodziutką i głupiutką sekretareczką wylewającą kawę na szefa. Lena jest ceniona specjalistką, świetną na swoim stanowisku. Kiedy trzeba ratować siebie, szefa, firmę nie czeka biernie, aż on wszystko załatwi, tylko jest partnerką przy organizacji działań. W sumie można ją zaliczyć do tych "do przeczytania" Tylko przekładowi momentami brakuje uważnej redakcji i korekty. Jak wygląda "popruty makijaż", ktoś wie?