Przeszłość nigdy nie odpuszcza, a nienawidzić potrafią nie tylko żywi.
W zapomnianej mieścinie na Podkarpaciu ukrył się Szwed – wielki, ponury mechanik, który kocha stare samochody. W przeszłości zrobił zbyt wiele złych rzeczy, by mieć nadzieję na spokojne życie, i czuje, że prędzej czy później ktoś go odnajdzie, by dokonać zemsty.
Gdy w miasteczku pojawiają się obcy, a w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć kolejne osoby, atmosfera się zagęszcza: wrogowie domagają się zapłaty, stare winy wracają, a wokół Szweda i jego pasierbicy Tamary dzieją się rzeczy, których nie sposób wyjaśnić. Mówi się nawet o tym, że ludzie widują zjawy.
To mroczna historia o winie i karze, o miłości na całe życie i trudnym uczuciu do dziecka, które nie chce być kochane. O żałobie i obietnicach, których nie wolno łamać. Nawet po śmierci.
Polski pisarz i dziennikarz. Autor książek z cyklu Jakub Mortka, publikował między innymi dla "Pulsu Biznesu", "Polityki" czy "Nowej Fantastyki".
W 2013 oraz w 2014 nominowany do Nagrody Wielkiego Kalibru, w 2015 został jej laureatem za powieść Przejęcie. W 2019 roku laureat nagrody "Złoty Pocisk" w kategorii najlepszy kryminał 2018 roku, którą otrzymał za książkę Żmijowisko.
Kiedyś bardzo lubiłam twórczość Wojciecha Chmielarza, szczególnie serię z komisarzem Jakubem Mortką. Później jakoś straciłam zainteresowanie kolejnymi pozycjami, aż do teraz. Opasłe tomiszcze (ponad 600 stron), intrygujący opis - obiecywałam sobie sporo. W dodatku informacja, że autor skręca w stronę grozy, mocno mnie zainteresowała. Czy Chmielarz jest polskim Stephenem Kingiem? Zdecydowanie nie.
Przenosimy się do Pasła, miasta położonego w przecięciu dwóch górskich dolin. Z tej racji zmrok zapada tam szybciej, a i mrok w sercach i duszach mieszkańców znajduje żyzny grunt. Jest tam bogacz, który wszystkich, włącznie z policją, trzyma w kieszeni. Szemrane interesy przynoszą krocie. Syn szychy czuje się bezkarnie. Nie jest to metropolia, ale można się tu zaszyć. Ukrywa się Szwed, góra mięśni i skomplikowana przeszłość, taki bandzior o gołębim sercu, chociaż tego serca tylko odrobina. Przeszłość ma trudną, jak każdy wielki i milczący facet. Opiekuje się mocno niesforną maturzystką i dźwiga wór problemów, które w pewnym momencie komplikują wszystko.
Powieść zaczyna się jak kryminał. Gangsterzy, dawni i obecni, trup, żądny zemsty ojciec. W trakcie też bywa ciekawie - dzieciństwo i młodość Szweda to naprawdę dobry wątek. Przemoc w rodzinie, relacje rodzinne w ogóle, szkoła, przyjaźń na śmierć i życie. Jakbym czytała dawnego Chmielarza. Tylko że to powieść grozy. I moim zdaniem - niezbyt dobra powieść grozy. Gdy jeszcze nie przekraczamy tej granicy, rzeczywiście jest intrygująco. Nie wiemy, czy to, co się dzieje, dzieje się naprawdę. Te niedopowiedzenia budują napięcie. Później jednak idziemy w dosłowność i robi się groteskowo. Światy żywych i martwych przenikają się, ale wcale nie jest strasznie. To, co serwuje autor, jest tak przerysowane, że autentyczne trupy nie robią wrażenia. Rozwiązanie zagadki mocno mnie rozczarowało.
Na początku wspomniałam S. Kinga, bo to porównanie pojawia się na okładce. No nie, nie porównujmy.
Kręcę nosem, ale są tu dwa zasadnicze plusy. Po pierwsze - wątek psa. Wzruszyłam się. Po drugie - mimo że historia rozłazi się w szwach, to naprawdę mnie wciągnęła, bo zupełnie nie wiedziałam, do jakiego finału zmierza. Chcecie - czytajcie.
3.5/5, bo Wojciech Chmielarz pisze jak zwykle bardzo dobrze. Tyle że to nie powinien być horror, bo tam gdzie autor wprowadza do fabuły elementy nadnaturalne - przez większą część książki czyni to zresztą bardzo oszczędnie - robi się mniej przekonująco, zaś w finale miejscami nazbyt absurdalnie.
Czy przeszłość naprawdę da się zostawić za sobą… czy ona zawsze znajdzie drogę powrotną?
„Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” Wojciecha Chmielarza to książka, w której autor od pierwszych stron nie próbuje nas straszyć tanimi chwytami. On stworzył historię, która powoli wchodzi pod skórę. Dosłownie jak chłód listopadowego wieczoru. Jak uczucie, że ktoś stoi za naszymi plecami, choć przecież nikogo tam nie ma.
Wojciech Chmielarz zabiera nas do Pasła - małej miejscowości na Podkarpaciu, gdzie wszyscy coś ukrywają, a cisza bywa bardziej niepokojąca niż krzyk. I właśnie ten klimat zrobił na mnie największe wrażenie. Opuszczone drogi, ciemne lasy, stare krzywdy, ludzie żyjący obok siebie, ale tak naprawdę potwornie samotni. Autor stworzył miejsce, które wydaje się realne do bólu. Takie, do którego nie chciałabym trafić po zmroku.
Głównym bohaterem jest Szwed - mężczyzna z przeszłością, której nie sposób wymazać. Mechanik, outsider, człowiek zmęczony życiem i własnymi decyzjami. I właśnie w takich bohaterach Chmielarz jest najlepszy. Nie tworzy postaci idealnych. Każdy tutaj jest w jakiś sposób pęknięty. Każdy nosi w sobie żal, winę albo gniew. Nawet Tamara, która momentami irytowała mnie swoim zachowaniem, wydawała się po prostu zagubioną dziewczyną próbującą poradzić sobie z bólem.
Najbardziej podobało mi się jednak to, że ta książka nie jest klasycznym horrorem. Jeśli ktoś nastawia się wyłącznie na paranormalne sceny i ciągłe poczucie grozy, może się zdziwić. Bo tutaj prawdziwy horror siedzi w ludziach. W niedopowiedzeniach. W traumach, które zamiast przepracowane - zostały zamiecione pod dywan. Autor świetnie pokazuje, jak łatwo człowiek potrafi zgubić samego siebie, kiedy przez lata karmi się poczuciem winy, żalem albo nienawiścią.
Bardzo podobało mi się przeplatanie teraźniejszości z przeszłością. Dzięki temu stopniowo odkrywamy, kim naprawdę jest Szwed i dlaczego znalazł się właśnie w Paśle. Te fragmenty miały momentami wręcz sensacyjny klimat i sprawiały, że trudno było odłożyć książkę choćby na chwilę. A im dalej w fabułę, tym atmosfera robiła się cięższa i bardziej duszna.
Muszę jednak przyznać, że początek był dla mnie dość spokojny. Chmielarz daje czytelnikowi czas na poznanie bohaterów i wejście w ten świat. Nie rzuca od razu w wir akcji. Ale kiedy historia zaczyna nabierać tempa robi się naprawdę intensywnie. Szczególnie końcówka, która skręca mocniej w stronę grozy i paranormalnych wydarzeń. I choć niektóre rozwiązania były dla mnie trochę bardziej sensacyjne niż przerażające, to całość nadal pozostaje bardzo spójna.
To książka o ludziach, którzy pozwolili, by ich własne demony rosły latami. O żałobie, niespełnionych obietnicach i emocjach, które zamiast wypowiedziane - zostały stłumione. I chyba właśnie dlatego ta historia tak bardzo mi się spodobała. Bo mimo całej tej grozy, duchów i mroku, najbardziej przerażające okazuje się to, do czego zdolny jest człowiek.
Ocena: 8/10 - „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” to mroczna, gęsta i bardzo emocjonalna opowieść, w której klimat gra pierwsze skrzypce. Nie jest to horror nastawiony na straszenie, ale historia, która powoli oplata czytelnika niepokojem i zostawia z refleksją długo po zakończeniu.
Wojciech Chmielarz stworzył ideale połączenie dopracowanego thrillera psychologicznego z porażającym horrorem, który mimo sporej objętości, pochłania się w zawrotnym tempie, bo lektura przemienia się w prawdziwy, obezwładniający trans. "Tam, gdzie zmrok zapada szybciej" już od pierwszych stron robi piorunujące wrażenie na czytającym, wciąga do swego świata, pożera niczym mroczna pułapka i otumania do tego stopnia, iż granice między rzeczywistością a fantazją zacierają się błyskawicznie.
Mglisty, mroczny, odurzający klimat to najważniejsza cecha porywającej opowieści i w tym wypadku autor spisał się nienagannie. Wojciech Chmielarz stopniowo odkrywa kolejne elementy mrocznej układanki nie z tej rzeczywistości. Rozpoczyna delikatnie, po to, by po chwili z przytupem zatrząść całym światem i pozostawić czytelnika w totalnym oszołomieniu i poczuciu zagrożenia. "Tam, gdzie zmrok zapada szybciej" jest powieścią nieodkładalną, która zachwyci wszystkich fanów mroczniejszych klimatów i mocnych wrażeń.
Akcja dzieje się w na dwóch płaszczyznach czasowych, gdyż czytelnikom zostały udostępnione wspomnienia Szweda. Stopniowo poznajemy genezę wydarzeń, obserwujemy, jak młody chłopak, będący świadkiem regularnej przemocy wobec matki ze strony pijącego ojca, dokonujący wielu złych czynów, umożliwiających wyrwanie się z koła wyśmiewania i biedy, ostatecznie staje się zamkniętym w sobie, ponurym mężczyzną, próbującym stawić czoła wyzwaniu, jakim jest samodzielna opieka nad nastoletnią pasierbicą. Gdy przeszłość i wyrządzone zło postanawiają o sobie przypomnieć, oboje będą w ogromnym, na dodatek niemożliwym do racjonalnego wyjaśnienia niebezpieczeństwie!
Mistrzowsko nakreślona, gęsta, tajemnicza, mącąca w głowie atmosfera, wielowymiarowi, skrupulatnie naszkicowani, przemawiający bohaterowie, trudna i ważna, silnie angażująca tematyka, a wszystko to dopieszczone wspaniałym piórem, które umiejętnie zaciera granice między prawdą, mrocznymi wyobrażeniami, a zjawiskami nie z tego świata! Ta wyjątkowo przeszywająca historia doprowadzi was na skraj szaleństwa i gwarantuję, że zafunduje wam to czyste spełnienie. Polecam!
Chmielarz sprawił, że jego nowa powieść jest, jak wilgoć niby niepozornie się pojawia i stopniowo przenika człowieka od stóp do głów. Start jest niby banalny, bo człowiek ucieka przed przeszłością, ale z każdym kolejnym rozdziałem jest mroczniej, wchodzimy w strefy metafizyczne, a w tle jest nieunikniona kara po winie.
Główny bohater Szwed znakomicie wpisuje się w mglistą i klaustrofobiczną atmosferę powieści, gdzie niby wszystko jest wiadomo, ale nikt nie mówi wszystkiego i tak niedopowiedzenia piętrzą się nieustannie. Bohater przytłoczony tkwi w swoich wspomnieniach, i bliżej mu do przenikającego cienia niż człowieka żyjącego pełnią życia. W ty wszystkim Szwed jest bardzo niejednoznaczny i nawet moja ocena go nie była łatwa, bo trudno go potępiać, a jeszcze trudniej kibicować.
Najmocniej dla mnie wypada konwencja książki, bo początkowo wszystko ładnie racjonalnie się spina poprzez ludzkie emocje, jednak z czasem na powierzchnie wypływa coś więcej, coś co nie mieści się w racjonalnych ramach. Sam autor zadbał o to, by nie wszystko było czarno białe, a odpowiedzi nie były jednoznaczne, co tylko spotęgowało to napięcie między histerycznymi emocjami, a „czymś więcej”. Chmielarz bardzo bezpośrednio pokazuje, że przeszłość może prześladować i to bardzo dosłownie.
Mocnym wątkiem jest relacja Tamary i Szweda, bo i tutaj nie ma nic klasycznego, to jak opowieść o dwóch samotnościach, które nieustannie się rozmijają. Sporo tutaj grania ciszą, niedopowiedzeniami i bólem, który mimo prób nie potrafi znaleźć drogi ujścia.
Historia jest daleka od literatury komfortowej, tutaj jakby nie ma nadziei, tutaj widać, że konsekwencje nie zawsze są równoznaczne ze sprawiedliwością, a odkupienie często przychodzi za późno. Uwikłanie w dziwne sprawy za życie może nie dać nawet ucieczki po śmierci. Książka absolutnie przygnębiająca i nienadająca się dla każdego, bo wymaga cierpliwości i przygotowania na ciężkie emocjonalne brzemię.
No przyznam szczerze, że była to zupełnie nowa i inna odsłona pióra Wojciecha Chmielarza. Dla mnie na pewno bardziej mroczna i tajemnicza. Niemniej jednak, jestem absolutnie na tak. Lubię się z literaturą grozy, zwłaszcza taką. Ta pozycja spodobała mi się już od pierwszej strony, pisarz opisuje miejsce, w którym noc staje się nigdy nie kończyć, w którym dzień jest długi i sprawia, że mamy ciarki na plecach. To opowieść o miejscu, w którym nie panują żadne zasady, a zło panoszy się i zbiera żniwo. Przyznam szczerze, że autor ma talenty do obrazowego opisywania takich właśnie przerażających miejsc, bo ja siedząc na kanapie we własnym domu wcale nie czułam się bezpiecznie. Miałam też wrażenie, że chce pomóc i ostrzyc głównych bohaterów, co przecież było niemożliwe. W każdym razie mocno wczułam się w lekturę, a jej klimat jeszcze długo się za mną ciągnął. Nie ma tutaj granic pomiędzy światem żywych i zmarłych, pomiędzy fikcją, a rzeczywistością, tutaj zdarzyć się może wszystko, a zakończenie, sprawiło, że moja wyobraźnia szalała na najwyższych obrotach. To opowieść o tajemnicach i kłamstwach, o zdradzie i ponurej sprawie sprzed lat, o relacjach i o tym jak trudno utrzymać je w dobrych stosunkach, o długach i śmierci. „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” to jedna z tych lektur, którą rewelacyjnie oglądałoby się na dużym ekranie i która sprawi, że noc przyjdzie do Was szybciej, jest trochę jak czarny płaszcz który otuli Wasze serce i sprawi że wkradnie się do niego niepokój. Gwarantuję, że największe emocje staną się Waszym przyjacielem.
#wojciechchmielarz znany jest z tego, że potrafi zbudować w powieści odpowiedni klimat. Często gęsty i mroczny, momentami niewygodnie ugniatający. Nie raz gdy sięgamy po jego nowe ,,dziecko" mam gamę uczuć, autor wie jak poruszyć w czytelniku całą paletę strun. Więc biorę w rękę książkę i sama sobie zadaję pytanie co tym razem dotknie mnie najmocniej?
Tym razem sięgnął po rzeczy nie z tego świata, a jednocześnie tak bardzo z tego. Motorem napędowym jest złość, a jak wiemy to ona chyba lepiej niż miłość góry przenosi.
Szwed ukrył się w małym miasteczku, ale gdy zaczynają ginąć ludzie, a wszystko zdaje się dotykać jego przeszłości, wie, że musi wrócić do gry.
To najdłuższy tytuł u Chmielarza i największa cegła w jego dorobku. Jednak czyta się ją jakby była grubości broszury, zbyt szybko. Kiedy ją skończyłam, to spojrzałam na ostatnią stronę i pomyślałam to już? Zapomniałam o upływającym czasie, czytałam... czytałam... Więc tak, znów to zrobił. Ukradł mój czas i kompletnie tego nie żałuję. Udało mu się stworzyć świat w jaki weszłam i w jaki uwierzyłam.
Książka w większości ma ciekawą fabułę i fragmentami nawet bardzo wciąga, ale jak autor poszedł w kierunku świata nadprzyrodzonego, to zrobiło się bardzo słabo. Słaby język, wiele kwestii potraktowanych bardzo płytko, inne z kolei przemilczane (nie wiadomo skąd się wzięły). Nie jestem pierwszym czytelnikiem, któremu narzucają się nawiązania do S. Kinga, ale nie obrażajmy mistrzostwa Kinga. Niestety wyszło to bardzo amatorsko 🤷♂️ Lepiej wrócić do serii z Jakubem Mortką lub w podobnych klimatach.
Czytając miałam nadzieję że zakończenie będzie zaskakujące A tymczasem było największym rozczarowaniem Są ciekawe momenty - dzieciństwo / dojrzewanie Szweda, wątek Brzozowskiego Ale całość „fantasy” jest tak słaba że aż brakuje słów …. Do końca liczyłam że to się jakoś poskleja
W pewnym momencie poczułem się jakbym czytal naszego rodzimego Kinga, jakiegoś takiego naszego Outsidera, i tylko czekałem na pojawienie się Holly Gibney....
Ciekawa historia, ciekawe postaci, chciałam, żeby była jeszcze dłuższa, ale przez drobne potknięcia oraz końcową część, która kompletnie mi nie pasowała do całośc,i 3 to maks.