Magdalena Jaźwińska otwiera przed czytelnikami drzwi swojego domu – domu, w którym tymczasowe schronienie znalazły już setki porzuconych zwierząt. Z właściwym sobie poczuciem humoru i w niepodrabialnym stylu opowiada o ratownictwie, opiece, trudach pożegnań i codziennych perypetiach. Debiutancka książka założycielki Fundacji „Tymczasem u Magdy” to zabawna, wzruszająca, a jednocześnie merytoryczna opowieść o empatii, szacunku dla każdego istnienia, szukaniu własnej drogi i oceanach miłości.
To nie jest książka, która podlega jakiejkolwiek ocenie Kompendium wiedzy - tak (wiadomo że bardziej na zasadzie gdzie zacząć i jak szukać dalej) Kupa emocji - tak. Serducho włożone w każde słowo - yup ! Ale nie uważam żebym mogła oceniać w jakikolwiek sposób Magdę i jej opowieść, bo to jest Magda i jej opowieść - z życia wzięte, wspomnienia, wydarzenia fakty i anegdotki To nie twórczość, a samo żyćko. Prawda o tym jak wygląda robota przy ratowaniu zwierzaków. Ta fajna i ta mniej fajna strona. Żeby każdy wiedział za co potencjalnie by się brał i zrobił to odpowiedzialnie ~ A ja jak zawsze zachęcam do wsparcia chociażby fundacji jesli nie czujecie się na siłach do innej formy wolontariatu ~ ^^
Ta książka poruszyła mnie do granic możliwości. Nie mam zamiaru oceniać jej jak książek, które zazwyczaj czytam, bo nie jest to żadna fikcja a realia, z którymi na co dzień mierzy się autorka. Rzadko piszę recenzje tego co czytam, ale uważam, że jest to pozycja, którą każdy powinien przeczytać. Totalnie poruszająca, ucząca i dająca swego rodzaju nadzieję i motywację do pomocy. Książkę skończyłam ze łzami w oczach. Polecam z czystym sumieniem 🫶Dziękuję Magdzie za wszystko co robi