What do you think?


Codex Minor
Rok 1219 od Narodzenia Pańskiego obfity był w plony, ale i sowicie podlany krwią waleczników. To właśnie wówczas, w delcie Nilu, zaczyna się nasza opowieść, a to za przyczyną rycerza Hermanna von Radenberg und Wachau i jego giermka Zdeslava z rodu Tešov. Ci bowiem, za podszeptem Złego, odnajdują drogę do prastarej świątyni i prowokują tym samym ciąg wydarzeń, który da światu największy istniejący manuskrypt – Codex Gigas. Po drodze odmieniają żywoty wielu ludzi i jednego kota.
„Codex Minor” to opowieść o dojrzewaniu w świecie, w którym przemoc jest chlebem powszednim, a godność domeną możnych. To historia o chłopcach i ich mistrzach, księgach oraz twórcach. I o marzeniu nieśmiertelności, które zawsze ma swą cenę.
„Codex Minor” to opowieść o dojrzewaniu w świecie, w którym przemoc jest chlebem powszednim, a godność domeną możnych. To historia o chłopcach i ich mistrzach, księgach oraz twórcach. I o marzeniu nieśmiertelności, które zawsze ma swą cenę.
314 pages, Paperback
Published March 25, 2026
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 13 of 13 reviews
August 9, 2026
Zajebista. Autorka mnie nie zawiodła. Takiego poziomu oczekuję od polskich autorów. Może w książce pióro wzięło się z gnojowicy, ale Karo swoje wykuła ze złota i ogromnego researchu.
April 2, 2026
To dobra książka jest, czego się spodziewałam po porzednich książkach Karo. Problem pojawia się w mojej głowie, kiedy próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie dla kogo jest ta książka - bo tak naprawdę nie wiem komu się spodoba! Z nią jest tak, że albo wam jej dziwność kliknie, albo nie. Bo prawda jest taka, że książka jest dopracowana w każdym calu - i językowo i koncepcyjnie. Moce nadprzyrodzone rodem z Egiptu, symbolizm znaków zodiaku, dynamika postaci na poziomie pan - sługa, brudne i naturalistyczne opisy, czeskie wstawki, życie w klasztorze i grzechy mnichów - te wszystkie elementy składają się na powieść o skrybie i pisaniu księgi. Analiza sposobu pisania, papieru, skupienia się na sztuce, czasem w zamknięciu, brudzie i smrodzie - czy to chwyci każdego za serducho? Na pewno nie, ale jeśli chwyci to człowiek zauważy, jak dobra jest to książka. Jeśli miałabym ją wsadzić w jakieś ramy to wsadziłabym ją między literaturę piękną.
Zarówno specyficzna forma stylu w jakim pisana jest książka "Codex Minor" [współpraca reklamowa z wydawnictwem Spisek Pisarzy] , jak i sama fabuła są owocem całkiem sporego researchu na tematy średniowieczne i to czuć. Wiadomo, że wątki ponadnaturalne, postacie czy ich relacje nie są w pełni historyczne, ale nie zmienia to faktu, że Codex Gigas istnieje, wyrwane jest w niej kilka stron, a opisywany rysunek diabła naprawdę w niej istnieje. Tak, że po przeczytaniu książki naprawdę warto sobie chociaż tę księgę wygooglować i pójść śladami wskazówek z posłowia, żeby zobaczyć chociaż część researchu wykonanego przez Karo. Nie będzie to najłatwiejsza dla was lektura, ale na pewno interesująca!
Zarówno specyficzna forma stylu w jakim pisana jest książka "Codex Minor" [współpraca reklamowa z wydawnictwem Spisek Pisarzy] , jak i sama fabuła są owocem całkiem sporego researchu na tematy średniowieczne i to czuć. Wiadomo, że wątki ponadnaturalne, postacie czy ich relacje nie są w pełni historyczne, ale nie zmienia to faktu, że Codex Gigas istnieje, wyrwane jest w niej kilka stron, a opisywany rysunek diabła naprawdę w niej istnieje. Tak, że po przeczytaniu książki naprawdę warto sobie chociaż tę księgę wygooglować i pójść śladami wskazówek z posłowia, żeby zobaczyć chociaż część researchu wykonanego przez Karo. Nie będzie to najłatwiejsza dla was lektura, ale na pewno interesująca!
March 30, 2026
To historia, która może nie wciągnąć każdego, jest dość specyficzna w swojej formie i języku, ale to właśnie jest coś, co urzekło mnie tutaj najbardziej. W dobie historii pisanych potocznym, dość prostym językiem, takie opowieści z bogatym, dawnym językiem z wplecionym słownictwem z innego języka czy też łaciny, to coś co dodaje wyniosłego, poetyckiego charakteru historii. To coś, co chce się czytać, gdyż samym językiem ta historia wciąga czytelnika do swojego świata. To nie jest opowieść pełna akcji, ona intryguje czymś innym. To historia bazująca na realiach, z prawdziwymi postaciami przeplatanych z fikcją. Barwna w swej szarości. Trudna, acz warta zagłębienia. Mam wrażenie, że to jedna z lepszych książek jakie przeczytałam póki co w tym roku.
June 12, 2026
4,3 króweczki
Mega mi się podobało, bęcki dla iluminatora, mega duży plus dla języka, research i całość hiatorii
Mega mi się podobało, bęcki dla iluminatora, mega duży plus dla języka, research i całość hiatorii
April 4, 2026
Kiedy człowiek myśli, że w fantastyce raczej nie znajdzie już nic nowego - bo choć kocha znajome motywy, to wszystkie zdają się być już wykorzystane - nagle pojawia się Karo M. Nowak i mówi: „Tak? Patrz teraz!”. I właśnie tak powstał Codex Minor, fantastyczna opowieść o skrybie… ale czy tylko?
Okazuje się, że pod płaszczem historii o księgach i średniowiecznych skryptoriach kryje się wielowarstwowa, mroczna opowieść o władzy, wyzysku i cenie ludzkiej godności. To historia o pasji tworzenia, marzeniu o nieśmiertelności ale także o tym, jak łatwo złamać człowieka, gdy znajduje się w niewłaściwym miejscu hierarchii społecznej.
Autorka zabiera nas do roku pańskiego 1219, do świata, w którym przemoc jest codziennością, a status społeczny decyduje o wszystkim - o prawie do głosu, o wolności, a nawet o życiu. Punktem wyjścia fabuły jest wyprawa rycerza Hermanna von Radenberg und Wachau i jego giermka Zdeslava, którzy w poszukiwaniu nieśmiertelności trafiają do prastarej świątyni w delcie Nilu, a ich decyzja staje się iskrą zapalną dla wydarzeń prowadzących do powstania legendarnego manuskryptu Codex Gigas.
To, co szczególnie mnie uderzyło podczas lektury, to sposób, w jaki autorka pokazuje społeczne mechanizmy wyzysku. W świecie przedstawionym nierówność nie jest anomalią - jest normą, czymś sankcjonowanym przez prawo, religię i pieniądz.
Możni tego świata nie zastanawiają się nad moralnością swoich czynów, bo ich pozycja daje im poczucie naturalnej wyższości. Zdeslav jest wręcz modelowym przedstawicielem szlachty: zadufany w sobie, przekonany o własnej wyjątkowości, gotowy wymusić wszystko, czego zapragnie - siłą lub złotem.
To postać, która w mniej sprawnych rękach mogłaby się stać karykaturą złego pana. Tymczasem jest czymś gorszym: jest wiarygodna. Przekonany o własnej wyższości nad każdym nisko urodzonym, stosujący złoto tam, gdzie perswazja zawodzi, zadufany, okrutny, chciwy i egoistyczny - ale też normalny w realiach, które opisuje autorka. Właśnie ta normalność boli najbardziej. Zdeslav nie jest wyjątkowym potworem. Jest wzorcowym przedstawicielem swojej klasy, a świat wokół niego bez mrugnięcia okiem to potwierdza. Wyzysk jest tu chlebem powszednim, a godność domeną możnych.
Postać Skryby jest do niego niezwykle jaskrawym kontrastem - tragiczna, pełna ufności i dobroci. Człowiek pogodny, oddany swojej pracy, który wierzy w sens tego, co robi. I może właśnie dlatego tak bardzo boli obserwowanie, jak świat go doświadcza. Bo wokół niego nie brakuje ludzi okrutnych, głupich lub po prostu egoistycznych. Im lepsze serce ma bohater, tym więcej ciosów w nie trafia, autorka zna tę zasadę i bezlitośnie z niej korzysta…
Ta historia nie próbuje być wygodna dla czytelnika. Jej mrok i smutek przegryzają duszę na wskroś. Karo M. Nowak pisze o pasji i oddaniu pracy, o przyjaźni i zdradzie, o sprycie i zwątpieniu. Wplata w historię pytania o nieśmiertelność - w jej różnych wymiarach, bo przecież manuskrypt, rękopis, słowo zapisane na pergaminie to jedna z form życia wiecznego, o jakiej marzył człowiek długo przed epoką druku.
Książka jest wielowarstwowa, co należy traktować jako zaletę, ale też uczciwe ostrzeżenie: to nie jest lekka przygodówka z historycznym tłem.
To o czym przy recenzji Codex Minor trzeba bezapelacyjnie wspomnieć jest ogromny research, który popełniła autorka. Widać, ile czasu poświęciła, by dopracować nawet drobne detale: realistyczne przedstawienie pracy skryby, życia klasztornego, realiów epoki oraz procesu powstawania manuskryptów buduje niezwykle wiarygodny świat.
Ale równie istotna jest warstwa językowa. Stylizacja na dawne czasy została przeprowadzona konsekwentnie i z wyczuciem - autorka korzysta z archaizmów i dawnych konstrukcji językowych, ale robi to w sposób, który nie utrudnia odbioru tekstu. Wręcz przeciwnie - nadaje mu autentyczności i charakteru. To wymagające rzemiosło. Łatwo taką stylizację przesadzić i sprawić, że tekst staje się ciężki, sztuczny, trudny w odbiorze. Tu tego nie ma. Jest smak epoki, jest koloryt, jest patyna, a jednocześnie tekst płynie. To rzadka umiejętność i naprawdę warto ją docenić, bo u Karo od pierwszej do ostatniej strony czuć, że pióro ani na moment się nie omsknęło.
Podsumowując: „Codex Minor” Karo M. Nowak jest jak zadra, jak szept, który wraca w najmniej spodziewanych momentach. Mrok tej historii przenika głęboko. Smutek nie znika wraz z finałem. I nie można nie docenić tego, jak niezwykle dopracowana i przemyślana jest to opowieść.
Choć Codex Minor osadzony jest w świecie, w którym pojawiają się elementy nadnaturalne, nie jest to historia oparta wyłącznie na magii czy spektakularnych wydarzeniach. To raczej opowieść o ludziach i ich wyborach. O przyjaźni i zdradzie. O pasji i zwątpieniu. O tym, jak wiele jesteśmy gotowi poświęcić w drodze do celu…
Jestem zachwycona tą książką, choć nie jest to zachwyt lekki ani beztroski. To raczej podziw zmieszany z ciężarem emocji, które zostają w człowieku jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony.
Jeśli ktoś szuka historii mrocznej, dojrzałej, dopracowanej językowo i opartej na solidnych fundamentach historycznych, zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
To nie jest historia, obok której można przejść obojętnie.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję
Wydawnictwu Spisek Pisarzy
#współpracarecenznecka
#współpracabarterowa
#współracareklamowa
Okazuje się, że pod płaszczem historii o księgach i średniowiecznych skryptoriach kryje się wielowarstwowa, mroczna opowieść o władzy, wyzysku i cenie ludzkiej godności. To historia o pasji tworzenia, marzeniu o nieśmiertelności ale także o tym, jak łatwo złamać człowieka, gdy znajduje się w niewłaściwym miejscu hierarchii społecznej.
Autorka zabiera nas do roku pańskiego 1219, do świata, w którym przemoc jest codziennością, a status społeczny decyduje o wszystkim - o prawie do głosu, o wolności, a nawet o życiu. Punktem wyjścia fabuły jest wyprawa rycerza Hermanna von Radenberg und Wachau i jego giermka Zdeslava, którzy w poszukiwaniu nieśmiertelności trafiają do prastarej świątyni w delcie Nilu, a ich decyzja staje się iskrą zapalną dla wydarzeń prowadzących do powstania legendarnego manuskryptu Codex Gigas.
To, co szczególnie mnie uderzyło podczas lektury, to sposób, w jaki autorka pokazuje społeczne mechanizmy wyzysku. W świecie przedstawionym nierówność nie jest anomalią - jest normą, czymś sankcjonowanym przez prawo, religię i pieniądz.
Możni tego świata nie zastanawiają się nad moralnością swoich czynów, bo ich pozycja daje im poczucie naturalnej wyższości. Zdeslav jest wręcz modelowym przedstawicielem szlachty: zadufany w sobie, przekonany o własnej wyjątkowości, gotowy wymusić wszystko, czego zapragnie - siłą lub złotem.
To postać, która w mniej sprawnych rękach mogłaby się stać karykaturą złego pana. Tymczasem jest czymś gorszym: jest wiarygodna. Przekonany o własnej wyższości nad każdym nisko urodzonym, stosujący złoto tam, gdzie perswazja zawodzi, zadufany, okrutny, chciwy i egoistyczny - ale też normalny w realiach, które opisuje autorka. Właśnie ta normalność boli najbardziej. Zdeslav nie jest wyjątkowym potworem. Jest wzorcowym przedstawicielem swojej klasy, a świat wokół niego bez mrugnięcia okiem to potwierdza. Wyzysk jest tu chlebem powszednim, a godność domeną możnych.
Postać Skryby jest do niego niezwykle jaskrawym kontrastem - tragiczna, pełna ufności i dobroci. Człowiek pogodny, oddany swojej pracy, który wierzy w sens tego, co robi. I może właśnie dlatego tak bardzo boli obserwowanie, jak świat go doświadcza. Bo wokół niego nie brakuje ludzi okrutnych, głupich lub po prostu egoistycznych. Im lepsze serce ma bohater, tym więcej ciosów w nie trafia, autorka zna tę zasadę i bezlitośnie z niej korzysta…
Ta historia nie próbuje być wygodna dla czytelnika. Jej mrok i smutek przegryzają duszę na wskroś. Karo M. Nowak pisze o pasji i oddaniu pracy, o przyjaźni i zdradzie, o sprycie i zwątpieniu. Wplata w historię pytania o nieśmiertelność - w jej różnych wymiarach, bo przecież manuskrypt, rękopis, słowo zapisane na pergaminie to jedna z form życia wiecznego, o jakiej marzył człowiek długo przed epoką druku.
Książka jest wielowarstwowa, co należy traktować jako zaletę, ale też uczciwe ostrzeżenie: to nie jest lekka przygodówka z historycznym tłem.
To o czym przy recenzji Codex Minor trzeba bezapelacyjnie wspomnieć jest ogromny research, który popełniła autorka. Widać, ile czasu poświęciła, by dopracować nawet drobne detale: realistyczne przedstawienie pracy skryby, życia klasztornego, realiów epoki oraz procesu powstawania manuskryptów buduje niezwykle wiarygodny świat.
Ale równie istotna jest warstwa językowa. Stylizacja na dawne czasy została przeprowadzona konsekwentnie i z wyczuciem - autorka korzysta z archaizmów i dawnych konstrukcji językowych, ale robi to w sposób, który nie utrudnia odbioru tekstu. Wręcz przeciwnie - nadaje mu autentyczności i charakteru. To wymagające rzemiosło. Łatwo taką stylizację przesadzić i sprawić, że tekst staje się ciężki, sztuczny, trudny w odbiorze. Tu tego nie ma. Jest smak epoki, jest koloryt, jest patyna, a jednocześnie tekst płynie. To rzadka umiejętność i naprawdę warto ją docenić, bo u Karo od pierwszej do ostatniej strony czuć, że pióro ani na moment się nie omsknęło.
Podsumowując: „Codex Minor” Karo M. Nowak jest jak zadra, jak szept, który wraca w najmniej spodziewanych momentach. Mrok tej historii przenika głęboko. Smutek nie znika wraz z finałem. I nie można nie docenić tego, jak niezwykle dopracowana i przemyślana jest to opowieść.
Choć Codex Minor osadzony jest w świecie, w którym pojawiają się elementy nadnaturalne, nie jest to historia oparta wyłącznie na magii czy spektakularnych wydarzeniach. To raczej opowieść o ludziach i ich wyborach. O przyjaźni i zdradzie. O pasji i zwątpieniu. O tym, jak wiele jesteśmy gotowi poświęcić w drodze do celu…
Jestem zachwycona tą książką, choć nie jest to zachwyt lekki ani beztroski. To raczej podziw zmieszany z ciężarem emocji, które zostają w człowieku jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony.
Jeśli ktoś szuka historii mrocznej, dojrzałej, dopracowanej językowo i opartej na solidnych fundamentach historycznych, zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
To nie jest historia, obok której można przejść obojętnie.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję
Wydawnictwu Spisek Pisarzy
#współpracarecenznecka
#współpracabarterowa
#współracareklamowa
August 22, 2026
Pierwsze wrażenie? Bardzo (bardzo) dobre
Już od pierwszych stron czuć ten klimat. Egipt, krucjata, średniowieczne Czechy. Błoto, krew i nieustający gorąc. Śmierć nagła, można by rzec, że niepotrzebna. Archaiczny język jawi się jako ten zazwyczaj nieprzyjemny i trudny w odbiorze - tu jest wręcz odwrotnie. Autorka wplotła go w tę historię na tyle sprawnie, że czujemy ten wiek w jakim rozgrywa się akcja. A jednocześnie czyta się to zaskakująco lekko, przyjemnie i szybko. Czytając, zapisałem sobie taką notatkę na znaczniku: „Mam wrażenie, że tu każde zdanie jest potrzebne, nie ma zbędnych wypełniaczy.” I to było świetne uczucie, bo wiedziałem, że nie tracę czasu, tylko czytam o konkretach.
“To ne śmiertsi ty się lękaj. Ty bój się takiego życia. Ty bój się, że nigdy nie będziesz żyć.”
Średniowieczne Czechy i mitologia egipska?
W tym przypadku jak najbardziej! Połączenie nieoczywiste ale działające. Książka jest naprawdę dopracowana, jest tu tyle smaczków i łacińskich sentencji, że aż łzy radości lały mi się po twarzy, a uśmiech z twarzy nie chciał zejść. Miał na to też wpływ humor (o którym zostałem poinformowany, że mnie zaskoczy) i dokładnie to zrobił. Nie spodziewałem się, że książka o pisaniu księgi tak mnie momentami rozbawi. Raz nawet prawie wylałem herbatę XD
Bohaterowie cudownie prawdziwi
Jak ja się polubiłem z Ondrą, to jest niebywałe. To jak bardzo mu kibicowałem. A ta przyjaźń z Mikešem to mi serducho złamała. Zamiast nieustannej akcji dostajemy niezwykle ciekawy i rozbudowany portret psychologiczny postaci. To dzięki temu poczułem do nich taką sympatię. Widzimy relację między panem a chłopem. Ślepą lojalność i miłość z czasem zastępuje beznamiętność i strach. Ondrę spotykają okrutne kary, jest dehumanizowany, chłostany, musi wypełniać niemożliwe wręcz zadania. Karo M. Nowak ukazuje nam brutalność średniowiecza i kompletnie wypaczoną - z naszej perspektywy - mentalność.
Powiem krótko - ja chcę więcej
Mimo, że historia oscyluje w granicach 300 stron, naprawdę się do niej przywiązałem. Aż żal było to kończyć. Książka nie jest sztucznie wydłużona, przekazuje nam dokładnie to, co przekazać miała. Dostałem książkę w ramach współpracy recenzenckiej i pragnę zaznaczyć, że w żaden sposób nie wpłynęło to na charakter recenzji. Jak zresztą możecie zobaczyć po innych postach - lubię narzekać na książki, wytykać błędy. Tu jednak naprawdę nie mam żadnych zarzutów, co tylko świadczy o tym, jak dopracowana jest to lektura. Jedyne co tak naprawdę przychodzi mi do głowy to to, że chciałbym aby ta książka była po prostu dłuższa, bo z chęcią poczytałbym więcej.
Codex Minor jest dla was, jeśli:
• szukasz postaci z krwi i kości
• szanujesz realistyczne przedstawienie średniowiecza
• poszukujesz krótkiej i konkretnej historii
• lubisz archaiczny język, który jest jednocześnie zaskakująco przystępny
• liczysz na dawkę humoru przeplatanego z powagą
• pragniesz czegoś nowego, nieszablonowego
„Babka Pavína mawiała, że z wojny się nie wraca. Że każdy, kto wyruszy, umiera. Nawet jeśli jego ciało powróci nienaruszone, to ducha w nim już nie ma.
Już od pierwszych stron czuć ten klimat. Egipt, krucjata, średniowieczne Czechy. Błoto, krew i nieustający gorąc. Śmierć nagła, można by rzec, że niepotrzebna. Archaiczny język jawi się jako ten zazwyczaj nieprzyjemny i trudny w odbiorze - tu jest wręcz odwrotnie. Autorka wplotła go w tę historię na tyle sprawnie, że czujemy ten wiek w jakim rozgrywa się akcja. A jednocześnie czyta się to zaskakująco lekko, przyjemnie i szybko. Czytając, zapisałem sobie taką notatkę na znaczniku: „Mam wrażenie, że tu każde zdanie jest potrzebne, nie ma zbędnych wypełniaczy.” I to było świetne uczucie, bo wiedziałem, że nie tracę czasu, tylko czytam o konkretach.
“To ne śmiertsi ty się lękaj. Ty bój się takiego życia. Ty bój się, że nigdy nie będziesz żyć.”
Średniowieczne Czechy i mitologia egipska?
W tym przypadku jak najbardziej! Połączenie nieoczywiste ale działające. Książka jest naprawdę dopracowana, jest tu tyle smaczków i łacińskich sentencji, że aż łzy radości lały mi się po twarzy, a uśmiech z twarzy nie chciał zejść. Miał na to też wpływ humor (o którym zostałem poinformowany, że mnie zaskoczy) i dokładnie to zrobił. Nie spodziewałem się, że książka o pisaniu księgi tak mnie momentami rozbawi. Raz nawet prawie wylałem herbatę XD
Bohaterowie cudownie prawdziwi
Jak ja się polubiłem z Ondrą, to jest niebywałe. To jak bardzo mu kibicowałem. A ta przyjaźń z Mikešem to mi serducho złamała. Zamiast nieustannej akcji dostajemy niezwykle ciekawy i rozbudowany portret psychologiczny postaci. To dzięki temu poczułem do nich taką sympatię. Widzimy relację między panem a chłopem. Ślepą lojalność i miłość z czasem zastępuje beznamiętność i strach. Ondrę spotykają okrutne kary, jest dehumanizowany, chłostany, musi wypełniać niemożliwe wręcz zadania. Karo M. Nowak ukazuje nam brutalność średniowiecza i kompletnie wypaczoną - z naszej perspektywy - mentalność.
Powiem krótko - ja chcę więcej
Mimo, że historia oscyluje w granicach 300 stron, naprawdę się do niej przywiązałem. Aż żal było to kończyć. Książka nie jest sztucznie wydłużona, przekazuje nam dokładnie to, co przekazać miała. Dostałem książkę w ramach współpracy recenzenckiej i pragnę zaznaczyć, że w żaden sposób nie wpłynęło to na charakter recenzji. Jak zresztą możecie zobaczyć po innych postach - lubię narzekać na książki, wytykać błędy. Tu jednak naprawdę nie mam żadnych zarzutów, co tylko świadczy o tym, jak dopracowana jest to lektura. Jedyne co tak naprawdę przychodzi mi do głowy to to, że chciałbym aby ta książka była po prostu dłuższa, bo z chęcią poczytałbym więcej.
Codex Minor jest dla was, jeśli:
• szukasz postaci z krwi i kości
• szanujesz realistyczne przedstawienie średniowiecza
• poszukujesz krótkiej i konkretnej historii
• lubisz archaiczny język, który jest jednocześnie zaskakująco przystępny
• liczysz na dawkę humoru przeplatanego z powagą
• pragniesz czegoś nowego, nieszablonowego
„Babka Pavína mawiała, że z wojny się nie wraca. Że każdy, kto wyruszy, umiera. Nawet jeśli jego ciało powróci nienaruszone, to ducha w nim już nie ma.
April 28, 2026
Jeśli ktoś sięga po Codex Minor z nadzieją na powtórkę emocji znanych z „Gejniołków”, warto od razu ostudzić oczekiwania — to zupełnie inna literacka przestrzeń. Ta powieść nie tylko nie idzie tą samą ścieżką, ale wręcz ustawia się na jej przeciwległym biegunie, podobnie jak wcześniej zrobiło to „Korpo”. I właśnie w tej odwadze zmiany tkwi jej największa siła.
Na pierwszy plan wysuwa się język — element, który u Karo już wcześniej był zauważalny, ale tutaj osiąga poziom niemal kunsztu. Stylizowana narracja, przeplatana czeskimi wstawkami, mogłaby stanowić barierę, zwłaszcza dla czytelników niespecjalnie przepadających za tego typu zabiegami. A jednak autorka prowadzi tekst w taki sposób, że adaptacja do tej formy następuje zaskakująco szybko. Może nie od pierwszego zdania, ale zdecydowanie szybciej niż można by się spodziewać. Co więcej — mimo odejścia od współczesnej „korpogadki”, książkę czyta się płynnie i z wyraźnym zaangażowaniem.
Fabuła przenosi nas do XIII-wiecznych Czech i koncentruje się wokół powstania legendarnego Codex Gigas — księgi owianej tajemnicą i symboliką. To historia nasycona znaczeniami, gęsta od metafor i kontrastów, gdzie brutalność epoki zderza się z jej osobliwym pięknem. Autorka z imponującą dbałością oddaje realia średniowiecza — na tyle przekonująco, że można odnieść wrażenie, iż nie tyle je rekonstruuje, co relacjonuje z pierwszej ręki.
Szczególne wrażenie robi sposób, w jaki Karo splata różne porządki duchowe. Sacrum i profanum współistnieją tu w nieustannym napięciu, a chrześcijańska symbolika przenika się z motywami zaczerpniętymi z wierzeń egipskich. Postać Ammut to jeden z tych elementów, które zapadają w pamięć — nie tylko jako ciekawostka, ale jako pełnoprawny składnik świata przedstawionego.
Nie jest to jednak powieść dla każdego. Tempo narracji jest wyważone, momentami wręcz kontemplacyjne. Akcja nie pędzi — raczej płynie, meandrując między różnymi punktami w czasie. Struktura nielinearna, z przeskokami między teraźniejszością a niedaleką przeszłością, wymaga od czytelnika uwagi i cierpliwości. To książka, którą się „wchłania”, a nie „połyka”.
Na szczęście bohaterowie stanowią solidny fundament tej opowieści. Każda postać ma wyraźnie zarysowaną motywację, indywidualny charakter i własną drogę — co w przypadku tej autorki nie jest zaskoczeniem, a raczej potwierdzeniem jej warsztatu.
Podsumowując — Codex Minor nie jest tytułem uniwersalnym ani łatwym w odbiorze. Nie każdemu przypadnie do gustu jej tempo, struktura czy styl. Ale to książka ambitna, dopracowana i przede wszystkim odważna. Pokazuje, że Karo M. Nowak nie zamyka się w jednym schemacie, lecz eksploruje nowe formy, epoki i narracje z imponującą konsekwencją. Warto po nią sięgnąć choćby po to, by zobaczyć, jak szerokie spektrum możliwości kryje się w jej pisarstwie.
Na pierwszy plan wysuwa się język — element, który u Karo już wcześniej był zauważalny, ale tutaj osiąga poziom niemal kunsztu. Stylizowana narracja, przeplatana czeskimi wstawkami, mogłaby stanowić barierę, zwłaszcza dla czytelników niespecjalnie przepadających za tego typu zabiegami. A jednak autorka prowadzi tekst w taki sposób, że adaptacja do tej formy następuje zaskakująco szybko. Może nie od pierwszego zdania, ale zdecydowanie szybciej niż można by się spodziewać. Co więcej — mimo odejścia od współczesnej „korpogadki”, książkę czyta się płynnie i z wyraźnym zaangażowaniem.
Fabuła przenosi nas do XIII-wiecznych Czech i koncentruje się wokół powstania legendarnego Codex Gigas — księgi owianej tajemnicą i symboliką. To historia nasycona znaczeniami, gęsta od metafor i kontrastów, gdzie brutalność epoki zderza się z jej osobliwym pięknem. Autorka z imponującą dbałością oddaje realia średniowiecza — na tyle przekonująco, że można odnieść wrażenie, iż nie tyle je rekonstruuje, co relacjonuje z pierwszej ręki.
Szczególne wrażenie robi sposób, w jaki Karo splata różne porządki duchowe. Sacrum i profanum współistnieją tu w nieustannym napięciu, a chrześcijańska symbolika przenika się z motywami zaczerpniętymi z wierzeń egipskich. Postać Ammut to jeden z tych elementów, które zapadają w pamięć — nie tylko jako ciekawostka, ale jako pełnoprawny składnik świata przedstawionego.
Nie jest to jednak powieść dla każdego. Tempo narracji jest wyważone, momentami wręcz kontemplacyjne. Akcja nie pędzi — raczej płynie, meandrując między różnymi punktami w czasie. Struktura nielinearna, z przeskokami między teraźniejszością a niedaleką przeszłością, wymaga od czytelnika uwagi i cierpliwości. To książka, którą się „wchłania”, a nie „połyka”.
Na szczęście bohaterowie stanowią solidny fundament tej opowieści. Każda postać ma wyraźnie zarysowaną motywację, indywidualny charakter i własną drogę — co w przypadku tej autorki nie jest zaskoczeniem, a raczej potwierdzeniem jej warsztatu.
Podsumowując — Codex Minor nie jest tytułem uniwersalnym ani łatwym w odbiorze. Nie każdemu przypadnie do gustu jej tempo, struktura czy styl. Ale to książka ambitna, dopracowana i przede wszystkim odważna. Pokazuje, że Karo M. Nowak nie zamyka się w jednym schemacie, lecz eksploruje nowe formy, epoki i narracje z imponującą konsekwencją. Warto po nią sięgnąć choćby po to, by zobaczyć, jak szerokie spektrum możliwości kryje się w jej pisarstwie.
April 3, 2026
„Codex Minor” Karo M. Nowak to pozycja, która wymyka się współczesnym standardom literatury popularnej, stając w kontrze do dynamicznych, lecz często powierzchownych opowieści. To dzieło, które celebruje cierpliwość, rzemiosło i przede wszystkim - samo słowo. Autorka stworzyła książkę, która jest niemal tak gęsta i dopracowana, jak manuskrypty, o których traktuje, przenosząc nas w świat średniowiecznego brudu, mistycyzmu i trudnej do udźwignięcia odpowiedzialności.
Tym, co uderza od pierwszej strony, jest niespotykany kunszt językowy. Karo M. Nowak nie pisze „po prostu”, tylko tka materię literacką z niezwykłą precyzją, łącząc staropolską stylizację z elementami łaciny oraz czeskimi wtrętami. Ta lingwistyczna mozaika sprawia, że narracja płynie w specyficznym, niemal rytualnym tempie. Nie jest to lektura lekka; wymaga od czytelnika skupienia i pewnego rodzaju erudycji, gdyż brak tu klasycznych przypisów, co zmusza do intuicyjnego odczytywania znaczeń lub samodzielnych poszukiwań. To zabieg odważny, ale niezwykle satysfakcjonujący - autorka traktuje swojego odbiorcę jak partnera, a nie jedynie biernego widza.
Mocną stroną powieści jest bez wątpienia tytaniczna praca badawcza. Research historyczny i merytoryczny przebija z każdego opisu - od zapachu pergaminu, przez trudy życia w klasztornych murach, aż po naturalistycznie odmalowaną codzienność, która bywa fizycznie wręcz namacalna, duszna i cyniczna. Wprowadzenie wątków nadnaturalnych, w tym intrygującej obecności egipskich bóstw czy symboliki zodiakalnej, nadaje całości onirycznego, niemal surrealistycznego charakteru. To fascynujące połączenie surowego realizmu z metafizyką sprawia, że „Codex Minor” nabiera cech literatury pięknej.
Jeśli miałabym wskazać słabsze strony, to paradoksalnie jest nią ta sama cecha, która stanowi o sile książki - jej specyficzność. Brak gwałtownych zwrotów akcji i skupienie na wewnętrznym procesie tworzenia oraz dojrzewania bohaterów sprawia, że nie każdemu ta historia „kliknie”. Postacie, choć psychologicznie złożone i ewolujące - jak chociażby przejmująco ufny Ondra czy uwikłany w przeznaczenie Zdeslav - nie zawsze budzą oczywistą sympatię. Są raczej postaciami, którym przyglądamy się z dystansem, niczym demoniczna Ammut ważąca ludzkie serca. Ich relacje, oparte na hierarchii pan-sługa, są surowe i momentami bolesne w odbiorze.
Moim zdaniem „Codex Minor” to literatura dla literackich smakoszy i „średniowiecznych freaków”. To książka, która nie krzyczy o uwagę, ale kiedy już się w nią wsiąknie, nie pozwala o sobie zapomnieć. Autorka udowodniła, że opowieść o skrybie może być bardziej emocjonująca niż niejedna powieść sensacyjna, o ile zostanie podana w tak wybitnej formie. To hołd dla tradycji pisarstwa, w którym każda postawiona kropka ma znaczenie.
Tym, co uderza od pierwszej strony, jest niespotykany kunszt językowy. Karo M. Nowak nie pisze „po prostu”, tylko tka materię literacką z niezwykłą precyzją, łącząc staropolską stylizację z elementami łaciny oraz czeskimi wtrętami. Ta lingwistyczna mozaika sprawia, że narracja płynie w specyficznym, niemal rytualnym tempie. Nie jest to lektura lekka; wymaga od czytelnika skupienia i pewnego rodzaju erudycji, gdyż brak tu klasycznych przypisów, co zmusza do intuicyjnego odczytywania znaczeń lub samodzielnych poszukiwań. To zabieg odważny, ale niezwykle satysfakcjonujący - autorka traktuje swojego odbiorcę jak partnera, a nie jedynie biernego widza.
Mocną stroną powieści jest bez wątpienia tytaniczna praca badawcza. Research historyczny i merytoryczny przebija z każdego opisu - od zapachu pergaminu, przez trudy życia w klasztornych murach, aż po naturalistycznie odmalowaną codzienność, która bywa fizycznie wręcz namacalna, duszna i cyniczna. Wprowadzenie wątków nadnaturalnych, w tym intrygującej obecności egipskich bóstw czy symboliki zodiakalnej, nadaje całości onirycznego, niemal surrealistycznego charakteru. To fascynujące połączenie surowego realizmu z metafizyką sprawia, że „Codex Minor” nabiera cech literatury pięknej.
Jeśli miałabym wskazać słabsze strony, to paradoksalnie jest nią ta sama cecha, która stanowi o sile książki - jej specyficzność. Brak gwałtownych zwrotów akcji i skupienie na wewnętrznym procesie tworzenia oraz dojrzewania bohaterów sprawia, że nie każdemu ta historia „kliknie”. Postacie, choć psychologicznie złożone i ewolujące - jak chociażby przejmująco ufny Ondra czy uwikłany w przeznaczenie Zdeslav - nie zawsze budzą oczywistą sympatię. Są raczej postaciami, którym przyglądamy się z dystansem, niczym demoniczna Ammut ważąca ludzkie serca. Ich relacje, oparte na hierarchii pan-sługa, są surowe i momentami bolesne w odbiorze.
Moim zdaniem „Codex Minor” to literatura dla literackich smakoszy i „średniowiecznych freaków”. To książka, która nie krzyczy o uwagę, ale kiedy już się w nią wsiąknie, nie pozwala o sobie zapomnieć. Autorka udowodniła, że opowieść o skrybie może być bardziej emocjonująca niż niejedna powieść sensacyjna, o ile zostanie podana w tak wybitnej formie. To hołd dla tradycji pisarstwa, w którym każda postawiona kropka ma znaczenie.
June 29, 2026
Głównym bohaterem „Codex Minor” jest Ondra – zwykły czeski chłop żyjący w XII wieku, któremu się poszczęściło (choć tu można by dyskutować) i został skrybą oraz mnichem na usługach swego pana i władcy Zdeslava. Ondra, czy też Herman, bo takie imię przyjmuje jako mnich, ma szalenie trudne zadanie – spisanie księgi zwanej Codex Gigas, która jest kluczem do nieśmiertelności. To zadanie trudne, a wplątana w nie jest pewna egipska bogini, którą poznajemy na samym początku tej historii.
Świat średniowieczny przedstawiony jest w książce tak przekonująco jak tylko się da. Język, obyczaje i relacje między różnymi warstwami społecznymi doskonale odzwierciedlają, jak to się drzewiej żyło. Miejscami nie da się nie parsknąć śmiechem, bo niektóre teksty przypominały te rodem z filmów „Goście, goście” i początkowo można odnieść wrażenie, że powieść zachowa lekki ton. Jednak szybko okazuje się, że „Codex Minor” komedią nie jest, bo w jego centrum mamy relację pan-sługa, która lekka wcale nie jest, szczególnie dla tego drugiego. Językowo nie jest to lektura najłatwiejsza, bo stylizowana na mowę średniowieczną ze wstawkami z czeskiego i łaciny, ale to właśnie język jest ogromną zaletą powieści i czynnikiem, który pozwala na podróż czytelnika w czasie. Akcja może nie jest najmocniejszą stroną książki, ale trzeba przyznać, że nadrabia ona klimatem i rzadko spotykaną tak trafnie odzwierciedloną atmosferą średniowiecza. To powieść, która wprowadza świeży powiew do polskiej fantastyki i myślę, że spodoba się fanom gatunku, którzy również doceniają wątki historyczne, mitologiczne czy ezoteryczne.
Warto wspomnieć, że autorka zainspirowała się prawdziwym manuskryptem o tytule „Codex Gigas”, spisanym w czeskim klasztorze w XIII wieku, który zawiera teksty biblijne, historyczne i medyczne. Jego autor oskarżany jest o zawiązanie paktu z diabłem, który miał pomóc mu w szybszym ukończeniu księgi, a w ramach podziękowania mnich umieścił w niej jego wizerunek. Oparcie tego typu powieści na faktach i legendach zawsze dodaje smaku, przynamniej w mojej ocenie. Teraz marzy mi się wycieczka do szwedzkiej Biblioteki Królewskiej i zobaczenie księgi na własne oczy.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorce.
Świat średniowieczny przedstawiony jest w książce tak przekonująco jak tylko się da. Język, obyczaje i relacje między różnymi warstwami społecznymi doskonale odzwierciedlają, jak to się drzewiej żyło. Miejscami nie da się nie parsknąć śmiechem, bo niektóre teksty przypominały te rodem z filmów „Goście, goście” i początkowo można odnieść wrażenie, że powieść zachowa lekki ton. Jednak szybko okazuje się, że „Codex Minor” komedią nie jest, bo w jego centrum mamy relację pan-sługa, która lekka wcale nie jest, szczególnie dla tego drugiego. Językowo nie jest to lektura najłatwiejsza, bo stylizowana na mowę średniowieczną ze wstawkami z czeskiego i łaciny, ale to właśnie język jest ogromną zaletą powieści i czynnikiem, który pozwala na podróż czytelnika w czasie. Akcja może nie jest najmocniejszą stroną książki, ale trzeba przyznać, że nadrabia ona klimatem i rzadko spotykaną tak trafnie odzwierciedloną atmosferą średniowiecza. To powieść, która wprowadza świeży powiew do polskiej fantastyki i myślę, że spodoba się fanom gatunku, którzy również doceniają wątki historyczne, mitologiczne czy ezoteryczne.
Warto wspomnieć, że autorka zainspirowała się prawdziwym manuskryptem o tytule „Codex Gigas”, spisanym w czeskim klasztorze w XIII wieku, który zawiera teksty biblijne, historyczne i medyczne. Jego autor oskarżany jest o zawiązanie paktu z diabłem, który miał pomóc mu w szybszym ukończeniu księgi, a w ramach podziękowania mnich umieścił w niej jego wizerunek. Oparcie tego typu powieści na faktach i legendach zawsze dodaje smaku, przynamniej w mojej ocenie. Teraz marzy mi się wycieczka do szwedzkiej Biblioteki Królewskiej i zobaczenie księgi na własne oczy.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorce.
July 14, 2026
Jak zacząć recenzję książki, która zostawia w sercu taką pustkę? Jestem autentycznie zdołowana, że moja przygoda z tą niezwykłą średniowieczną opowieścią i jej wspaniałym mnichem już się skończyła. Choć celowo czytałam wolno, by jak najdłużej delektować się kunsztem pisarskim Karo, nadszedł czas rozstania. Jest to książka na najwyższym poziomie, dopracowana w każdym szczególe. Autorka podjęła się trudnego i mało popularnego tematu, a efekt końcowy zachwyca. Ciężko mi wręcz wyobrazić sobie, ile książek i opracowań musiała przeczytać, by tak wiernie oddać te realia. Średniowiecze to niełatwa epoka – wiem to doskonale, bo sama ją studiowałam.
A skąd w ogóle zdobyłam tę książkę? Wszystko zaczęło się od mojego komentarza na Instagramie u Karo, w którym wspomniałam, że uwielbiam średniowiecze. I tak właśnie narodziła się nasza znajomość.
Z powieści dowiecie się bardzo dużo o tamtych czasach – o obyczajach, traktowaniu ludzi, sztuce pisania ksiąg czy życiu klasztornym. Niezliczoną ilość razy przeklinałam pewnego osobnika, którego szczerze nienawidziłam. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak można tak źle traktować ludzi niższego stanu. Oczywiście teoretycznie o tym wiedziałam, ale zostało to napisane w tak uderzający sposób, że człowiek natychmiast uświadamia sobie, w jak cudownych czasach żyjemy w porównaniu z XIII wiekiem.
O czym jest ta książka? O szalonym Zdeslavie, który ma jeden główny cel w życiu. Musi stworzyć księgę wszystkich ksiąg, by stać się nieśmiertelnym. Potrzebuje do tego skryby – i to właśnie o losach tego mnicha jest ta opowieść. W historii przeplata się tyle ciekawych, niesamowitych wątków, że nie chcę zdradzać ani słowa więcej. Musicie sami po nią sięgnąć.
Język powieści jest piękny i niezwykle dopracowany – zachwycam się nim do tej pory. W tekście znajdziemy łacinę, staropolszczyznę oraz język czeski (akcja dzieje się w Czechach). Coś wspaniałego, prawdziwa perełka językowa! Co ja poradzę, że mam totalnego hopla na tym punkcie? Redaktorzy i korektorzy spisali się na medal. No i oczywiście okładka! Hieronim Bosch i jego „Piekło” – czy cokolwiek innego pasowałoby tutaj lepiej? To jeden z moich ulubionych malarzy.
Gorąco polecam. Oddałam serce tej książce i z niecierpliwością czekam na kolejne.
A skąd w ogóle zdobyłam tę książkę? Wszystko zaczęło się od mojego komentarza na Instagramie u Karo, w którym wspomniałam, że uwielbiam średniowiecze. I tak właśnie narodziła się nasza znajomość.
Z powieści dowiecie się bardzo dużo o tamtych czasach – o obyczajach, traktowaniu ludzi, sztuce pisania ksiąg czy życiu klasztornym. Niezliczoną ilość razy przeklinałam pewnego osobnika, którego szczerze nienawidziłam. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak można tak źle traktować ludzi niższego stanu. Oczywiście teoretycznie o tym wiedziałam, ale zostało to napisane w tak uderzający sposób, że człowiek natychmiast uświadamia sobie, w jak cudownych czasach żyjemy w porównaniu z XIII wiekiem.
O czym jest ta książka? O szalonym Zdeslavie, który ma jeden główny cel w życiu. Musi stworzyć księgę wszystkich ksiąg, by stać się nieśmiertelnym. Potrzebuje do tego skryby – i to właśnie o losach tego mnicha jest ta opowieść. W historii przeplata się tyle ciekawych, niesamowitych wątków, że nie chcę zdradzać ani słowa więcej. Musicie sami po nią sięgnąć.
Język powieści jest piękny i niezwykle dopracowany – zachwycam się nim do tej pory. W tekście znajdziemy łacinę, staropolszczyznę oraz język czeski (akcja dzieje się w Czechach). Coś wspaniałego, prawdziwa perełka językowa! Co ja poradzę, że mam totalnego hopla na tym punkcie? Redaktorzy i korektorzy spisali się na medal. No i oczywiście okładka! Hieronim Bosch i jego „Piekło” – czy cokolwiek innego pasowałoby tutaj lepiej? To jeden z moich ulubionych malarzy.
Gorąco polecam. Oddałam serce tej książce i z niecierpliwością czekam na kolejne.
June 16, 2026
W delcie Nilu rycerz Hermann von Radenberg z Wachau wraz ze swoim giermkiem Zdeslavem zawzięcie szukają Formuły nieśmiertelności. Choć trafiają na prastarą egipską świątynię oraz przyczyniają się do powstania zbioru wiedzy świata – Codexu Gigas – odkrywają, że oszukanie śmierci wiąże się z przerażającą ceną.
Traficie do pełnego nierówności średniowiecza, do zimnych komnat pana i jeszcze zimniejszych korytarzy klasztoru, powędrujecie przez lasy pełne zbójców, i wraz z Ondrą przeżyjecie zachwyt nad panem, który dostrzegł potencjał chłopa, aż do momentu, gdy spod pańskiej maski wyłoni się prawdziwe oblicze władzy. Nie jest to jednak książka, której akcja polega na szybkich i pustych zwrotach akcji. Autorka z pieczołowitością dba o zarysowanie psychiki bohaterów, odsłaniając ich myśli i pragnienia, dzięki czemu nie są to tylko puste archetypy postaci, ale wspaniale zakreśleni bohaterowie z jasnymi motywacjami. Język wchodzi na inny poziom, sprawiając, że niemal czuć zapach atramentu czy razów spadających na plecy Ondry. Jednocześnie nie przytłacza formą i mimo stylizacji pozostaje przystępny. Taka forma to świetny sprawdzian warsztatu i językowej biegłości. Karo jednak udowadnia, że dla niej to żadne wyzwanie. Pełnia warsztatu pojawia się jednak przy prowadzeniu dwóch równoległych historii panów i ich poddanych, a więc opowieści o hierarchii i zależności. Karo pokazuje, jak bezgraniczne uwielbienie docenionego chłopa powoli pęka, jak z lojalności rodzi się zwątpienie, a z podziwu potrzeba rozliczenia, może nawet odwrócenia ról. Świetnym, bo nieoczywistym, połączeniem jest kombinacja dusznej egipskiej mitologii z chłodnym błotem średniowiecza.
A to wszystko jest zaprawione realnym Codexem Gigas, największym średniowiecznym manuskrypcie, słynącym z legendy o napisaniu go przez mnicha w jeden dzień przy pomocy szatana.
Książkę otrzymałam bezpośrednio od autorki, a jako że cenię sobie szczere współprace, w końcu z czystym sercem mogę polecić naprawdę dobrą fantastykę, która wciąż może zaskoczyć.
Zapraszam na mojego Instagrama, gdzie regularnie postuję recenzje książek (https://www.instagram.com/rybamaglos/).
Traficie do pełnego nierówności średniowiecza, do zimnych komnat pana i jeszcze zimniejszych korytarzy klasztoru, powędrujecie przez lasy pełne zbójców, i wraz z Ondrą przeżyjecie zachwyt nad panem, który dostrzegł potencjał chłopa, aż do momentu, gdy spod pańskiej maski wyłoni się prawdziwe oblicze władzy. Nie jest to jednak książka, której akcja polega na szybkich i pustych zwrotach akcji. Autorka z pieczołowitością dba o zarysowanie psychiki bohaterów, odsłaniając ich myśli i pragnienia, dzięki czemu nie są to tylko puste archetypy postaci, ale wspaniale zakreśleni bohaterowie z jasnymi motywacjami. Język wchodzi na inny poziom, sprawiając, że niemal czuć zapach atramentu czy razów spadających na plecy Ondry. Jednocześnie nie przytłacza formą i mimo stylizacji pozostaje przystępny. Taka forma to świetny sprawdzian warsztatu i językowej biegłości. Karo jednak udowadnia, że dla niej to żadne wyzwanie. Pełnia warsztatu pojawia się jednak przy prowadzeniu dwóch równoległych historii panów i ich poddanych, a więc opowieści o hierarchii i zależności. Karo pokazuje, jak bezgraniczne uwielbienie docenionego chłopa powoli pęka, jak z lojalności rodzi się zwątpienie, a z podziwu potrzeba rozliczenia, może nawet odwrócenia ról. Świetnym, bo nieoczywistym, połączeniem jest kombinacja dusznej egipskiej mitologii z chłodnym błotem średniowiecza.
A to wszystko jest zaprawione realnym Codexem Gigas, największym średniowiecznym manuskrypcie, słynącym z legendy o napisaniu go przez mnicha w jeden dzień przy pomocy szatana.
Książkę otrzymałam bezpośrednio od autorki, a jako że cenię sobie szczere współprace, w końcu z czystym sercem mogę polecić naprawdę dobrą fantastykę, która wciąż może zaskoczyć.
Zapraszam na mojego Instagrama, gdzie regularnie postuję recenzje książek (https://www.instagram.com/rybamaglos/).
July 24, 2026
„Codex Minor” jest powieścią fantasy, jednak bardzo nietypową. Autorka funduje swoim czytelnikom literacką podróż do XIII wieku. W książce legenda splata się z historią. Karo stworzyła świat w którym średniowieczny mrok staje się równie ważnym bohaterem co inne postacie. Twórczyni stworzyła dzieło wymagające od czytelnika uwagi, ale odwdzięczające się niezwykłą atmosferą i dojrzałą opowieścią o człowieczeństwie, historii, wiedzy, problemach tamtych czasów i cenie, jaką płaci się za nieśmiertelność. Język, język i jeszcze raz język. Powtórzę to jeszcze raz, język.
Lubie książki wymagające. Niełatwe. Trudne w odbiorze.
Zdarza Wam się czytać książkę na głos? Tak, żeby łatwiej zrozumieć? Wejść w świat przedstawiony w powieści? Tak właśnie miałem na samym początku tej historii. Dlaczego? Ponieważ jest to książka inna niż wszystkie. Napisana językiem dziś już czesto zapomnianym, nieużywanym.
Ogromnie doceniam. Chcę o tym głośno powiedzieć. Ogromnie doceniam pracę jaką wykonała autorka. Research zrobiony do tej powieści był ogromny. Książka wciąga i uzależnia. Historia zostaje w głowie. Uczy, ja nie miałem pojęcia, że istniało/istnieje Codex Minor 🫣
Polecam serdecznie, każdemu kto potrzebuje literatury wybitnej, ponieważ uważana za powieść historyczna/fantasy, dla mnie jej bliżej do literatury pięknej 💁♂️
Lubie książki wymagające. Niełatwe. Trudne w odbiorze.
Zdarza Wam się czytać książkę na głos? Tak, żeby łatwiej zrozumieć? Wejść w świat przedstawiony w powieści? Tak właśnie miałem na samym początku tej historii. Dlaczego? Ponieważ jest to książka inna niż wszystkie. Napisana językiem dziś już czesto zapomnianym, nieużywanym.
Ogromnie doceniam. Chcę o tym głośno powiedzieć. Ogromnie doceniam pracę jaką wykonała autorka. Research zrobiony do tej powieści był ogromny. Książka wciąga i uzależnia. Historia zostaje w głowie. Uczy, ja nie miałem pojęcia, że istniało/istnieje Codex Minor 🫣
Polecam serdecznie, każdemu kto potrzebuje literatury wybitnej, ponieważ uważana za powieść historyczna/fantasy, dla mnie jej bliżej do literatury pięknej 💁♂️
May 9, 2026
Książkę wygrałam, siadłam do niej i... przepadłam.
Historia Ondry, chłopa z talentem do odtwarzania zapamiętanych liter, który, wyniesiony ponad swój stan został skrybą i mnichem, Hermanem, wciągnęła mnie od pierwszych stron. Akcja dzieje się w XIII wiecznych Czechach. Język jest wyważony, zachowuje klimat epoki ale nie przeszkadza w czytaniu. A nawet pomaga! Strasznie spodobało mi się słowo "krom", którego będzie mi brakować.
Chociaż domyśliłam się ku jakiemu końcowi zmierza książka nie odebrało mi to nic z lektury. Z zaciekawieniem śledziłam losy Ondry i Zdeslava, narzędzia i władcy, zesłanego od Boga stanu rzeczy i odwrócenia go do góry nogami.
Autorka zrobiła kawał porządnej roboty jeśli chodzi o research na temat epoki ( a przynajmniej tak się czułam, czytając!) i ten XIII wiek sam w sobie był bohaterem. Wszystkie zmysły odhaczone, mogłam w pełni zanurzyć się w tamtych realiach.
Sama historia o nieśmiertelności, tej dosłownej i tej metaforycznej, o tym jaki ślad zostawiamy po sobie, odciskamy w świecie i innych, chociaż prosta, była bardzo skuteczna. Pewnie każdy z nas kiedyś się zastanawiał jak długo inni będą go pamiętać. Pewnie każdy z nas marzył, żeby to życie nigdy się nie skończyło...
Historia Ondry, chłopa z talentem do odtwarzania zapamiętanych liter, który, wyniesiony ponad swój stan został skrybą i mnichem, Hermanem, wciągnęła mnie od pierwszych stron. Akcja dzieje się w XIII wiecznych Czechach. Język jest wyważony, zachowuje klimat epoki ale nie przeszkadza w czytaniu. A nawet pomaga! Strasznie spodobało mi się słowo "krom", którego będzie mi brakować.
Chociaż domyśliłam się ku jakiemu końcowi zmierza książka nie odebrało mi to nic z lektury. Z zaciekawieniem śledziłam losy Ondry i Zdeslava, narzędzia i władcy, zesłanego od Boga stanu rzeczy i odwrócenia go do góry nogami.
Autorka zrobiła kawał porządnej roboty jeśli chodzi o research na temat epoki ( a przynajmniej tak się czułam, czytając!) i ten XIII wiek sam w sobie był bohaterem. Wszystkie zmysły odhaczone, mogłam w pełni zanurzyć się w tamtych realiach.
Sama historia o nieśmiertelności, tej dosłownej i tej metaforycznej, o tym jaki ślad zostawiamy po sobie, odciskamy w świecie i innych, chociaż prosta, była bardzo skuteczna. Pewnie każdy z nas kiedyś się zastanawiał jak długo inni będą go pamiętać. Pewnie każdy z nas marzył, żeby to życie nigdy się nie skończyło...
Displaying 1 - 13 of 13 reviews












