Powiew świeżości w romansach. Nowe uniwersum, które przyprawia o dreszcze od pierwszych rozdziałów!
Opowieść zanurzona w dźwiękach fortepianu.
Retelling baśni Piękna i Bestia osadzony w mrocznym świecie rywalizacji, presji i zemsty, w której trudno się rozsmakować.
Po tragicznej śmierci rodziców Beatrice Spencer podąża śladami matki, rozpoczynając naukę w renomowanym konserwatorium muzycznym w Szwajcarii. Dwa lata pełne pasji, sukcesów i muzycznej harmonii stają się dla niej bezpieczną przystanią. Jednak gdy jej nauczycielka fortepianu niespodziewanie rezygnuje z posady, a jej miejsce zajmuje młody profesor Samael Graves, nic już nie będzie takie samo.
Dziewczyna nie przewiduje, że w dniu, w którym poda mężczyźnie dłoń na powitanie, sprzeda swoją duszę samemu diabłu.
To nie będzie zwykła lekcja fortepianu - to gra, w której stawką będzie ona sama.
Beatrice, po śmierci mamy, idzie w jej ślady. Zapisała się do muzycznej akademii w Szwajcarii. W okresie trwania jej nauki, nauczycielka fortepianu nagle rezygnuje ze swojej pozycji. Na jej miejsce trafia młody profesor, Samael Graves, który jest dość wymagający. Beatrice jeszcze nie wie, że Samael nie pojawił się tam przypadkiem.
Podchodziłam do tej pozycji bez żadnych oczekiwań, i jejku, jakie to było ŚWIETNE. Styl pisania autorki jest bardzo lekki i przyjemny, przez co łatwo wkręciłam się w historię. Trochę fakty mi się mieszały, ale nie zabrakło mi zabawy, czytając tę historię.
Charakter Samaela na początku był gwałtowny. Mimo to, że z początku miał powody, by nienawidzić Beatrice, to w miarę przemijającego czasu, gdy poznawał ja coraz lepiej, powoli zmieniał się w postać nad wyraz troskliwą i opiekuńczą.
Relacja między głównymi bohaterami jest skomplikowana, tajemnicza i bardzo emocjonująca. Rozwija się bardzo powoli, przez co ja, jako czytelnik, jeszcze bardziej chciałam wiedzieć, jak się potoczy dalej ich związek.
Od razu polubiłam klimat. Było kilka elementów baśniowych z „Pięknej i Bestii”, które autorka zachowała w historii. Akademia była przedstawiona bardzo starannie, tak samo jak muzyka, która była jedną z ważniejszych rzeczy. Do tego w tle mamy jakąś tajemnicę, która daje nam jeszcze więcej mrocznego nastroju.
Zakończenie było wielkim zaskoczeniem i w ogóle się tego nie spodziewałam. Mam tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Z
⤷ 𝑁𝑜𝑘𝑡𝑢𝑟𝑛 𝑡𝑜 𝑘𝑠𝑖𝑎̨𝑧̇𝑘𝑎, 𝑑𝑜 𝑘𝑡𝑜́𝑟𝑒𝑗 𝑝𝑜𝑑𝑐ℎ𝑜𝑑𝑧𝑖ł𝑎𝑚 𝑧 𝑐𝑎ł𝑘𝑜𝑤𝑖𝑐𝑖𝑒 𝑐𝑧𝑦𝑠𝑡𝑎̨ 𝑔ł𝑜𝑤𝑎̨ - nie miałam wobec niej większych oczekiwań, ale byłam szczerze ciekawa historii, jaką ma do zaoferowania. Liczyłam na interesujących bohaterów i opowieść, która mnie wciągnie. Niestety, finalnie okazało się to sporym rozczarowaniem.
⤷ 𝐁𝐲l𝐨 𝐭𝐨 𝐦𝐨𝐣𝐞 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐞 𝐬𝐩𝐨𝐭𝐤𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐳 𝐭𝐰𝐨́𝐫𝐜𝐳𝐨𝐬́𝐜𝐢𝐚̨ 𝐚𝐮𝐭𝐨𝐫𝐤𝐢 𝐢 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐨 𝐰𝐬𝐤𝐚𝐳𝐮𝐣𝐞 𝐧𝐚 𝐭𝐨, 𝐳̇𝐞 𝐫𝐚𝐜𝐳𝐞𝐣 𝐨𝐬𝐭𝐚𝐭𝐧𝐢𝐞. Ta historia kompletnie do mnie nie trafiła i już od pierwszych rozdziałów czułam, że coś tutaj zwyczajnie nie działa.
⤷ 𝑆𝑎𝑚 𝑝𝑜𝑚𝑦𝑠ł 𝑛𝑎 𝑓𝑎𝑏𝑢ł𝑒̨ 𝑤𝑦𝑑𝑎𝑤𝑎ł 𝑠𝑖𝑒̨ 𝑛𝑎𝑝𝑟𝑎𝑤𝑑𝑒̨ 𝑐𝑖𝑒𝑘𝑎𝑤𝑦 𝑖 𝑚𝑖𝑎ł 𝑝𝑜𝑡𝑒𝑛𝑐𝑗𝑎ł, jednak wykonanie 𝑝𝑜𝑧𝑜𝑠𝑡𝑎𝑤𝑖𝑎 𝑤𝑖𝑒𝑙𝑒 𝑑𝑜 𝑧̇𝑦𝑐𝑧𝑒𝑛𝑖𝑎. Wydarzenia następowały po sobie bardzo chaotycznie, często bez odpowiedniego rozwinięcia czy logicznego połączenia. Miałam wrażenie, że książka nie daje czytelnikowi chwili na złapanie oddechu i zrozumienie tego, co właściwie się dzieje. Fabuła pędziła do przodu, ale zamiast budować napięcie czy zaangażowanie, wywoływała u mnie jedynie zagubienie i frustrację.
⤷ 𝐃𝐮𝐳̇𝐲𝐦 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦𝐞𝐦 𝐛𝐲𝐥𝐢 𝐝𝐥𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐫𝐨́𝐰𝐧𝐢𝐞𝐳̇ 𝑏𝑜ℎ𝑎𝑡𝑒𝑟𝑜𝑤𝑖𝑒. Ich kreacja wypadła bardzo płytko - brakowało mi w nich autentyczności oraz spójności. Często mówili jedno, myśleli drugie, a robili jeszcze coś zupełnie innego. Ich zachowania wydawały się nielogiczne, przez co trudno było mi zrozumieć ich motywacje czy w jakikolwiek sposób się z nimi zżyć. Relacje między postaciami również były dla mnie niezwykle niezręczne i momentami wręcz sztuczne.
⤷ 𝑆𝑎𝑚𝑎𝑒𝑙 𝑠𝑧𝑐𝑧𝑒𝑔𝑜́𝑙𝑛𝑖𝑒 𝑑𝑧𝑖𝑎ł𝑎ł 𝑚𝑖 𝑛𝑎 𝑛𝑒𝑟𝑤𝑦. Kiedy poznawaliśmy jego myśli, wydawał się zupełnie inną osobą niż wtedy, gdy przebywał z główną bohaterką. Ta niespójność była tak duża, że momentami zastanawiałam się, czy autorce faktycznie zależało na konsekwentnym prowadzeniu tej postaci. Jego zachowanie wobec 𝐵𝑒𝑎𝑡𝑟𝑖𝑐𝑒 często było po prostu irytujące i bardzo trudno było mi dostrzec w nim cokolwiek, co mogłoby wzbudzić sympatię.
⤷ 𝑆𝑎𝑚𝑎 𝐵𝑒𝑎𝑡𝑟𝑖𝑐𝑒 𝑟𝑜́𝑤𝑛𝑖𝑒𝑧̇ 𝑛𝑖𝑒 𝑝𝑟𝑧𝑦𝑝𝑎𝑑ł𝑎 𝑚𝑖 𝑑𝑜 𝑔𝑢𝑠𝑡𝑢. Jej decyzje były dla mnie niezrozumiałe, a zachowanie momentami po prostu dziwne. Sprawiała wrażenie osoby, która sama nie wie, czego chce, a mimo to nieustannie pakowała się w kolejne sytuacje, które zamiast budzić emocje, wywoływały jedynie zniecierpliwienie.
⤷ 𝐍𝐚𝐣𝐰𝐢𝐞̨𝐤𝐬𝐳𝐲𝐦 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦𝐞𝐦 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐚𝐤 𝐭𝐨, 𝐳̇𝐞 𝐤𝐨𝐦𝐩𝐥𝐞𝐭𝐧𝐢𝐞 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐨𝐜𝐳𝐮ł𝐚𝐦 𝐭𝐞𝐣 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐢. Nie było tutaj ani emocji, ani napięcia, ani ciekawości tego, co wydarzy się dalej. Z każdą kolejną stroną czułam coraz większą irytację, aż ostatecznie po przeczytaniu połowy książki zdecydowałam się ją odłożyć. Zamiast intrygi dostałam chaos i bohaterów, z którymi nie potrafiłam się połączyć.
O tej książce usłyszałam w momencie, gdy dostałam propozycję jej recenzowania. Opis naprawdę mnie zaciekawił. Byłam pozytywnie nastawiona na tę pozycję. Niestety cały mój entuzjazm bardzo szybko opadł i nie ukrywam, że się zawiodłam, bo myślałam, że będzie wręcz przeciwnie.
Mój największy problem to styl pisania autorki, z którym niestety się nie polubiłam. Trudno było mi się również wkręcić w fabułę. Na pewno na plus zasługuje fakt, że rozdziały były dość krótkie, przez co mimo że książka nie bardzo przypadła mi do gustu, czytało mi się ją szybko.
Nie mogę też nie wspomnieć, że wątek muzyki był naprawdę świetnie poprowadzony i grał ogromną rolę w tej historii, przez co widać, że autorka wiedziała, o czym pisze.
Myślałam, że ta historia wzbudzi we mnie wiele emocji, że będę czuła niepokój, że będę z ciekawością przewracała kolejne strony, jednak tak się nie stało. W pewnym momencie losy Beatrice i Samaela były mi po prostu obojętne.
Jeśli chodzi o bohaterów, to niestety nie polubiłam się z nimi. Wydawali mi się bez wyrazu –mówili i myśleli jedno, a robili drugie, przez co nie byli konsekwentni w tym, co robili, co strasznie mnie irytowało. Samael częściej mnie denerwował swoim zachowaniem, ponieważ chciał się zemścić na głównej bohaterce, a ja odnosiłam wrażenie, że już nawet nie w połowie książki przestał się na tym skupiać. Za każdym razem, gdy sam zbliżał się do Beatrice, traktował ją dobrze tylko po to, by później traktować ją naprawdę źle.
Beatrice była dla mnie nijaka. Nie polubiłam jej, bo nie miałam szansy poznać jej lepiej. Nie rozumiałam, dlaczego pchała się tam, gdzie dobrze wiedziała, że to nie jest dla niej dobre.
Relacja tej dwójki kompletnie mnie nie przekonała – wydawała mi się strasznie wymuszona i sztuczna. Nie poczułam żadnego napięcia ani niczego pomiędzy nimi.
Zakończenie, mimo że było naprawdę zaskakujące, sprawiło, że nie jestem pewna, czy sięgnę po kontynuację. Niestety nie mogę wam jej polecić, ale jak zawsze uważam, że najlepiej wyrobić sobie własne zdanie na jej temat, bo to, co mi się nie spodobało, wam akurat może się podobać.
To pierwszy raz, kiedy miałam okazję mieć styczność z twórczością autorki i na pewno nie będzie to ostatni raz. Styl pisania autorki idealnie wpasował się w moje gusta, lekkie pióro i tajemniczy klimat towarzyszący przez całą lekturę to coś, co zawsze cenię w powieściach. Nie będę jednak ukrywać, że momentami gubiłam się trochę w fabule właśnie przez tę tajemniczość 🙈 Czułam się chwilami, jakbym chodziła we mgle i na ślepo starała się odnaleźć drogę.
W trakcie czytania historii można wręcz poczuć klimat muzyki, jakby wydobywała się ze stron książki. Tutaj należą się duże brawa dla autorki, ponieważ wyraźnie widać jej starania w przedstawieniu tego elementu, podobnie jak w opisach wykreowanego świata. Czułam się tak, jakbym stała tuż obok bohaterów.
Samael niestety nie przypadł do mojego gustu. Jego postać wręcz mnie odpychała i momentami powodowała ból głowy 😏 Niestety tak się dzieje, kiedy czytelnikowi od początku wpaja się, że dana osoba powinna nienawidzić tej drugiej. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że z biegiem czasu odnosiłam wrażenie, iż bohater całkowicie zapomniał o swoim postanowieniu. Był wobec niej miły i troskliwy, co zaprzeczało idei jego postaci. Rozumiem zamysł autorki, że mężczyzna, poznając dziewczynę, postanowił wycofać się ze swojego planu, ale można było to przedstawić w bardziej przekonujący sposób.
Beatrice odebrałam dość nijako, jej postaci po prostu zabrakło charakteru. Wchodziła tam, gdzie nie powinna, będąc w pełni świadomą możliwych konsekwencji. A szkoda, bo jej historia zapowiadała się naprawdę ciekawie. To samo tyczy się relacji głównych bohaterów, nie byłam w stanie zrozumieć, co ich do siebie przyciąga. Nie poczułam żadnej chemii, co sprawiło, że w połowie książki zaczęłam powoli tracić zainteresowanie.
Jedynym ratunkiem okazało się częściowe wyjawienie prawdy z życia mężczyzny. Końcówka była intrygująca i całkiem interesująca. Szkoda tylko, że większość książki nie została poprowadzona w podobny sposób. Dodatkowo momentami odnosiłam wrażenie, że niektóre sceny się powtarzają, zmieniają się jedynie ich okoliczności. Skakanie po fabule i szybkie tempo historii również utrudniały mi odbiór tej opowieści. Mam nadzieję, że w kolejnej części te niedociągnięcia zostaną poprawione i dowiemy się więcej o życiu bohaterów.
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiego romansu. Nie wiem jak Wy, ale ja podczas czytania zawsze mam w głowie konkretne obrazy historii. Tutaj widziałam ciemne korytarze, unoszący się kurz, dźwięk fortepianu odbijający się od ścian i ten mroczny klimat uczelni muzycznej, który idealnie budował całą atmosferę.
Poznajemy Beatrice studentkę konserwatorium muzycznego. Los zdecydowanie jej nie oszczędzał od najmłodszych lat, ale jednego nie można jej odebrać, ogromnego talentu. Trafia do miejsca, które miało być spełnieniem marzeń, a zamiast tego staje się początkiem historii pełnej napięcia, bólu i niedopowiedzeń.
Na jej drodze staje Samael, wykładowca tej akademii. Mężczyzna chłodny, mroczny i od samego początku wyraźnie nastawiony przeciwko niej. Od pierwszych stron czuć, że za jego zachowaniem kryje się coś więcej. Jakiś ból, niewyjaśniona przeszłość i powód, którego osoby, które oczywiście siedzą i starają sie rozkminiać plot twisty mogą się jedynie domyślać.
Fundament ich relacji zbudowany jest na niechęci, napięciu i emocjach, które z każdą stroną tylko się pogłębiają. W pewnym momencie granica między kontrolą, obsesją, gniewem a uczuciami zaczyna się zacierać. Typowe? Oczywiście. Ale czy wciąga? Oczywiście, że tak.
Chcę wspomnieć jeszcze o klimacie historii, tak jak w pierwszym napisałam, autorka oddaje mega klimat. Widać, że zna się na muzyce, która gra tutaj pierwsze skrzypce. (A może powinnam napisać pierwszy fortepian?😆).
Pióro autorki znam jeszcze z Watta, ale kojarzyłam je z zupełnie innej strony. „Nokturn” to powieść, która diametralnie różni się od tych słodkich romansów dostępnych na tej platformie. Jest mroczniej, to zdecydowanie.
A zakończenie? Takie, że od razu polecicie szukać dalszej części książki 😂
Beatrice to przyszła pianistka, która w pełni poświęca się nauce. Jedna z jej nauczycielek odchodzi, a na jej miejsce pojawia się nowy nauczyciel. Nikt nie wie skąd ani dlaczego. Jego lodowe spojrzenie potrafi przyprawić o dreszcze, ale nikt nie zna prawdziwych zamiarów. Nawet on sam przekona się jak bardzo zdradliwe jest serce.
Nie wiem czemu, ale uwielbiam historie o pianistach. Ten rodzaj ma w sobie coś niezwykłego co przyciąga.
Tutaj już od pierwszych stron możemy poczuć zaangażowanie i ciężką pracę, jaką wkłada w swoją naukę gry naszą główna bohaterka. To niesie piękny przekaz o tym, że i my musimy się poświęcać dla marzeń, celów i spełnień.
Beatrice - silna, wytrwała, ale przy tym nieśmiała i skryta. Dość solidna mieszanka, która z czasem sprawiała, że czułam się zmieszana.
Samael - nasz profesor diabeł, choć nie taki straszny jak go malują. Fajna postać, potrafił otworzyć się przed Beatrice i to było piękne.
Sama fabuła była ciekawa. Autorka tak stworzyła tę historię że pochłania się ją praktycznie na raz. I mimo, że nie jestem fanką opisów myślę że tu autorka mogła poświęcić im trochę więcej czasu. Początkowo tempo jest okej, ale z czasem nabiera zbyt dużego pędu. Akcja momentami potrafiła trochę skakać, a przez to szybkie tempo nie do końca mogłam wczuć się w bohaterów. Pragnęłam poznać ich bliżej, mocniej i tego mi zabrakło. Więcej autorko, więcej!
Liczne powtórzenia też można by zlikwidować. Niektóre sytuacje się powtarzały, zmieniały się tylko okoliczności. To nie było złe, ale uważam, że gdyby autorka poświęciła jej odrobinę więcej czasu stworzyła by z tego jeszcze lepszą historię.
Mamy age gap, mamy zakazaną relację i tajemnicę, czyli to co kochamy najbardziej. Książka ma kilka niedociągnięć, ale są to rzeczy na które można przymknąć oko. Jeśli szukacie czegoś z czym spędzicie miły wieczór, to „Nokturn” z pewnością jest taką książką.
Kiedyś myślałam, że motyw grumpy i sunshine jest bardzo nużący, szczególnie kiedy to mężczyzna staje za określeniem „grumpy”, jednak po przeczytaniu tej książki zmieniłam zdanie. Co prawda nasz nauczyciel nie jest mężczyzną, który idealnie wpasowuje się w to określenie, ponieważ jego charakter zasługuje na o wiele lepszy, a zarazem gorszy epitet. Ciężko jednak stwierdzić, czy powinno się go kochać czy nienawidzić. Ale czy dwie, tak bardzo skrajne emocje, mogą ze sobą współistnieć?
Co trzeba przyznać, książka jest niesamowicie lekka w odbiorze. Na początku, co prawda ciężko było się odnaleźć w bardzo rozbudowanych zdaniach, ale wymagało to po prostu odrobiny więcej skupienia. Kartki i strony same przelatywały w mgnieniu oka i to dosłownie. Parę razy mrugniecie i skończycie lekturę uwierzcie!
Kończąc tę historię jedyne co pojawiło się w mojej głowie to pytanie „ale jak to, to już koniec?”. Absolutnie nie spodziewałam się, że zakończenie sprawi we mnie tak przeraźliwy niedosyt. A przez całą lekturę w głowie pojawiało mi się jedno pytanie - dotyczące nieposkromionej zemsty. Kiedy, jak, dlaczego? Ale spokojnie, dowiecie się sami… W dosyć druzgocący sposób.
Jeśli, tak samo jak ja, kochacie motywy love-hate i age gap - spodoba Wam się ta książka. A na sam koniec dorzucę, że właśnie dla takich romansów, między profesorem a studentką, czytam książki.
Guys, zero oczekiwań, a jakie pozytywne zaskoczenie! Fajny pomysł na fabułę, ulubione motywy, muzyka, która nie była wyłącznie tłem, a odgrywa ważną rolę (I love it) i bohaterowie, których naprawdę da się polubić. Minusik za szybko akcję, przez którą zamiast powoli płynąć z postaciami, to leciałam chyba odrzutowcem. Mimo wszystko to serio dobry debiut!