Wszyscy się zestarzejemy. A przynajmniej ten, kto dożyje starości.
Każdy ma w swojej rodzinie starsze osoby, które wymagają opieki. Kochamy naszych bliskich, ale niejednokrotnie bardzo ciężko jest nam zrozumieć, czy też przyjąć do wiadomości, że ich energia słabnie, zdrowie podupada, umysł nie pracuje już tak sprawnie, jak kiedyś i nie zawsze bliscy będą dla nas kochani, czy wyrozumiali, ponieważ sami nie za bardzo potrafią poradzić sobie z postępującym niedołężnieniem. I często zdarza się wówczas, że opieka nad nimi wymaga od nas sporej dawki cierpliwości. Pozwala zrozumieć, jak nasi bliscy przeżywają własne starzenie się, czym jest dla nich starość, czym może się stać, jak się z nią oswoić, jak na nią przygotować i jak pomóc starzejącym się osobom
Mam z tą książką problem - brakuje mi w niej jakiegoś wstępu lub posłowia. Przez to nie wiem, czy te wszystkie historie (które mają być reportażami o starości) są prawdziwe. Bo są tu zwierzenia w pierwszej osobie, w trzeciej osobie, są listy. Nie wiem czy to są prawdziwe listy, czy to jednak trochę fabularyzowana prawda. Słownictwo te jest tu dość jednolite, co każe mi podejrzewać, że autorka bardzo podrasowała te historie. Jednak sama tematyka i postawienie w centrum opowieści osób starszych, po 60-tce (a zwykle zdecydowanie starszych) jest nietypowym zabiegiem w literaturze. Daje nam to wgląd na punkt widzenia osób, które już prawdopodobnie przeżyły większość swojego życia. Które już wiedzą co jest dla nich ważne, a co mniej. Nie jest to niczym odkrywczym (ważna jest miłość, zaangażowanie w pasję i relacje z innymi, nie miłosne). Jednak mimo braku odkrywczości jest to na tyle odmienne od innych lektur, że mnie to zapadło głęboko w myśli. Ostatnim rozdziałem jest wywiad z psycholożką na oddziale geriatrii - into jest rozmowa pełna ważnych informacji.
Lodówkę (Polska vs. Hiszpania) czytałam trzy razy. Najpierw sobie, dwa dni później współpasażerom w drodze na Mazury (w tym dwojgu dziesięciolatkom) i przyjaciółce na pomoście nad jeziorem, gdzie mimowolnym słuchaczem stał się kolega łowiący ryby. Deszcz sprawił, że dokończyłam pod dachem, na tarasie, dla jeszcze większego audytorium. Zapamiętam na długo.
Czytała korektorka, słuchali: trenerka umiejętności miękkich/marketingowczyni, czwartoklasiści, właścicielka firmy dostarczającej narzędzia do komunikacji niewerbalnej, muzyk NOSPR-u, pani z Akademii Muzycznej w Katowicach.
Boicie się starości? Ja owszem. Przeraża mnie to, że kiedyś mogę stać się schorowaną, samotną staruszką. Z moimi dziadkami i prababcią starość obchodzi się stosunkowo łagodnie. Nie mam w najbliższym otoczeniu osób, które ze względu na swój wiek są niedołężne i wymagają opieki. Rzeczywistość wielu starszych osób jest jednak zgoła inna. Iza Klementowska w swoich reportażach o starości przedstawia różne oblicza jesieni życia. Autorka ukazała historie zarówno wywołujące uśmiech na twarzy, jak i te bardzo przygnębiające. Zachowała odpowiednie proporcje, aby nie przytłoczyć odbiorcy. Środek ciężkości został zachowany dzięki balansowaniu między opowieściami o osobach samotnych, jak i małżeństwach, o osobach schorowanych i wymagających opieki, jak i traktujących czas emerytury jako okazji do przeżycia drugiej młodości. Bardzo bałam się tej książki. Spodziewałam się, że mnie przytłoczy i zdołuje. Cieszę się, że zdecydowałam się sięgnąć po tę lekturę bo pozwoliła mi ona oswoić starość. Pokazała, że jesień życia nie musi być jednowymiarowa. Jednocześnie uświadamia, że nic nie jest dane raz na zawsze i rzeczywistość może zmieniać się bardzo powoli, ale również wywrócić do góry nogami z dnia na dzień. Jest to bardzo ważna i wartościowa książka. Traktuje o tym co czeka nas wszystkich - każdy z nas zmierzy się ze starością czy to własną czy bliskich. Warto mieć to na uwadze i traktować starszych ludzi z szacunkiem, na który zasługuje każdy człowiek.
„Ani jednego artykułu o starości, ani jednej wskazówki, jak poradzić sobie z własnym starzeniem się, ani jednego słowa, co zrobić z czasem, który pozostał. Wszędzie tylko troska o dobre samopoczucie, płaskie brzuchy, krągłe pupy, kuse sukienki, splecione nagie ciała i próby rozwiązania zagadki: „Jak wspólnie przeżyć orgazm?”. - Mamo, już obie dla świata jesteśmy niewidoczne. - Nie dla wszystkich. Niektórzy jeszcze na nas napadają.”.
W „Minutach” Iza Klementowska przedstawia różne oblicza starości. Mamy tutaj bohaterów samotnych, cierpiących z powodu zbyt dużej ilości wolnego czasu, którego nie mają czym zapełnić. Przytłacza ich cisza panująca wśród 4 ścian, brak uwagi i zrozumienia u najbliższych. Inni czują, że już nie są częścią tego biegnącego żwawym rytmem świata, bo brakuje im sił. Niektórzy walczyli, aby móc odejść na własnych zasadach, kiedy ból i cierpienie były już nie do zniesienia. Dla jeszcze innych starość to czas na nową miłość, spełnianie marzeń, realizację planów, odkładanych od wielu lat na później. O takiej jesieni życia zazwyczaj marzymy, jeśli już pozwolimy wybiec naszym myślom w bliżej nieokreśloną przyszłość. Łatwo odnaleźć się w opisanych historiach, bo lęk o zdrowie nasze i naszych bliskich jest chyba jedną z tych najbardziej oczywistych i powszechnych naszych obaw. Poruszyły mnie słowa, że raka można wyleczyć, ale ze starości już się nie wychodzi…
Czas pędzi jak szalony, niemalże przecieka przez palce, mam wrażenie, że z biegiem lat gna coraz szybciej i szybciej… Nie da się go zatrzymać, a każda mijająca chwila sprawia, że zaczynam zastanawiać się nad tym co było i nie wróci, również nad tym co może być, jeśli będzie mi to dane, nad starością… tylko kiedy ona się zaczyna? Dla niektórych wcześniej, dla innych później i czy można przejść obok niej obojętnie? Pamiętam wiele rozmów jakie przeprowadziłam z dziadkami o ich sędziwych wieku, ale również z młodymi ludźmi, którzy bardzo często boją się starości. Bo czy może piękna? Czy głównie kojarzy nam się z samotnością, cierpieniem, bólem, stratą i pustką? Tyle ile ludzi tyle spojrzeń na ten temat, choć to właśnie te myśli przepełnione smutkiem głównie się pojawiają. Usłyszeliście kiedyś od starszej osoby, że czuje się niepotrzebna, że minuty trwają całe wieki, że jej po prostu ciężko i trudno, że tak bardzo tęskni za tymi, których już nie ma? Słyszałam te słowa wielokrotnie, łzy pojawiały się w moich oczach i myślałam wtedy, przecież życie ma się jedno, trzeba z niego korzystać do ostatniej chwili, do ostatniej godziny i dnia… ale czasem to właśnie to wyczekiwanie sprawia ból…
MINUTY to zbiór reportaży właśnie o starości. Autorka przedstawia czytelnikowi myśli ludzi w podeszłym wieku, to z czym się zmagają, co im sprawia trudności, opisuje niekiedy ich życie, które teraz wspominają z tęsknotą, to życie kiedy byli sprawni, kiedy sami mogli o wszystkim decydować, kiedy nie musieli prosić innych o pomoc. To przejmujące historie, który sprawiły, że momentami cichutko pochlipywałam… ale warto pamiętać, że starość może być dobra…. Nie zapominajcie nigdy o starszych osobach, nie traktujcie ich jak powietrze, pójdzie z nimi na spacer, pooglądajcie wspólnie stare zdjęcia, pozwólcie im powspominać, znajdziecie czas dla nich chociażby na krótką rozmowę, na to aby im powiedzieć po prostu „dziękuję”.
To książka, która zmusza do wielu refleksji, momentami jest trudna, ale warta poznania…
I znów fikcyjnie o starości. Niby temat arcyważny, ale nie na tyle, aby potraktować go z uwagą, powagą, wnikliwością. Ot większość to historyjki z kolorowych pism dla pań (raczej tych tańszych niż droższych). Takie quasi-reportaże można sobie pisać w domku, z marszu, z głowy, z części ciała poniżej pleców. Czytelnik niczego się z nich nie dowiaduje, czego nie wiedziałby wcześniej. No chyba, że całkowicie jest pozbawiony wyobraźni, a starszego człowieka widział jedynie w gablocie muzealnej i to tylko przez chwilę, więc nie zdążył dokładnie się przyjrzeć. Na koniec, jak zwykle w takich wypadkach, gwóźdź programu, czyli rozmowa z psychologiem (a nie, przepraszam, tutaj nie z psychologiem, a psycholożką, więc jakaś nowość jest) o "oczywistych oczywistościach". To tak dla podniesienia (oczywiście w swoim mniemaniu) wartości owego przekazu. Cóż poza tym? Ot trochę lewackiej ideologii wstawionej tu i ówdzie bez wyraźnej potrzeby czy sensu. No ale bez tego pewnie by nie wydali, a jeszcze, nie daj Boże, obraziliby się śmiertelnie.
Ponoć o starości się we współczesnych czasach nie mówi, starość jest spychana z pola widzenia do niebytu. To nieprawda. O starości, w taki sposób, w jaki przedstawiła go Iza Klementowska mówi się bardzo dużo. Dla nieprzekonanych: służę konkretnymi tytułami prasy kolorowej dla pań. A poważnie, o starości się nie mówi tak, jak na to zasługuje. Wszystko powierzchownie, trochę przykładzików smutnych, ale nie za wiele, więcej pozytywnych w rodzaju: "wesołe jest życie staruszka". Zero wniosków, zero materiału źródłowego. I już. Zapomina się szybciej niż się czyta. Tak zresztą zaczyna wyglądać coraz więcej polskich "reportaży". A we mnie coraz mniej chęci, by po nie sięgać.
"Minutes" was the book I was looking for for several years, I finally caught up in a legimi subscription.
This book blew up a lot of emotions in me. First of all, I found some stories similar to people I know now, secondly, it horrified me how people can be awful and others unbelievably sensitive. It touched me a lot and made me realize that most of us don't think about who we will be when we get "old," and what will change in our lives and our loved ones. As well as showed me how important it is to learn that the future is closer than further away and we need to be able to deal with it and become understanding to ourselves and our loved ones.
Pretensjonalna. Choć potrzebna. Czasem rozbrzmiewająca fałszem, jak wymyślone listy "od czytelników" Znalezione na losowym portalu... To mogła być dobra książka na ważny temat. Zabrakło redakcji? Refleksji nad warsztatem? Wyszedł worek przeróżnych opowieści: o rozgoryczeniu, osamotnieniu, ale i odnalezieniu się na emeryturze. O różnych typach dojrzałych związków. Różnych możliwościach: angielskiej i polskiej emerytury. Chyba najbardziej wiarygodny jest rozdział o eutanazji, choć i tu brak komentarza od autorskiego nie pozwala do końca zaufać opowieści. Problemem "Minut" Jest nawał przeróżnych narracji. Kto je spina? Czy można temu głosowi zaufać? Ja "Minutom" jakoś nie wierzę. I nie lubię za ciągoty do efekciarstwa.
Różne życia, różne historie, trochę jak telenowela w latach '90 na dwójce. W zamyśle tekst ma nas chyba uwrażliwić na nieuniknioną a spychaną w niebyt starość, ale o ile czytało się szybko (potoczysty, ładny styl) to mam wrażenie, że wywietrzeje mi to z głowy równie szybko. Chyba po prostu żadnych odkryć, bezradna akceptacja, trochę inspiracji jak docenić drobne przyjemności lub codzienne gesty, za którymi kiedyś w starczej niemocy możemy tęsknić. Liczę, że do tego czasu świat się zmieni i powstaną staruszkowe komuny dla podstarzałych bezdzietnych lambadziar. Z kotkami i pieskami.
Zbiór historii na temat jesieni życia oczami seniorów oraz osób z ich najbliższego otoczenia. Krótkie opowieści albo fragmenty z życia kobiet i mężczyzn, samotnych, małżeństw, osób owdowiałych, przewlekle chorych oraz powoli podupadających na zdrowiu. Fragmenty o aktywnym życiu na emeryturze, wyjazdach zagranicznych, sporcie i spełnianiu marzeń, na które wcześniej nie było czasu są były budujące i inspirujące. Rozdział o eutanazji z kolei bardzo mocno mnie z kolei poruszył.
Moja ocena byłaby wyższa gdybyśmy mieli potwierdzenie realności bohaterów występujących w książce. Nie wiem czy postaci są prawdziwe. Nic oprócz gołej małej anegdoty nic o nich nie wiemy, to troszkę mało reportażowe :) temat bardzo dla mnie ciekawy więc trochę żałuję czemu tak dziwnie opowiedziany.
Reportaże o starości, które zmuszają do refleksji. O starości nikt nie myśli, natomiast zawsze wiadomo że kiedyś nadejdzie. Przedstawione historię są różnorodne, bardzo emocjonujące, i pokazujące że starość nie musi oznaczać koniec wszystkiego.
polecam każdemu przeczytać. otwiera oczy na realia bycia seniorem. niby każdy wie, że życie na emeryturze jest ciężkie i męczące ale dopóki nie przeczytałam tej książki to nie byłam w pełni tego świadoma. i zadzwońcie do swojej babci i dziadka
Obowiązkowo. Starość nikogo raczej nie ominie, warto trochę ją oswoić. Dużo miałabym do napisania o tej książce, ale specjalnie tego nie zrobię: trzeba ją po prostu przeczytać.
W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że autorce brakuje pomysłu na tematy. Im dalej w las tym bardziej rozmywało mi się o czym jest dany reportaż, ale mimo tego dużo się dowiedziałam.