Te zdania przez lata uchodziły za niewinne zasady wychowawcze. Oznaczały dyscyplinę, porządek. W rzeczywistości były narzędziem uciszania emocji i odbierania głosu całym pokoleniom.
W swojej poruszającej książce Ewa Koza oddaje głos tym, którym odebrano go najwcześniej. Jej rozmówcy odsłaniają to, co przez lata skrywała fasada beztroskiego dzieciństwa i mitycznej rodzinnej sielanki. Za nią kryją się: strach, samotność, emocjonalne zaniedbanie i przemoc – często ubrana w słowo „szacunek”.
Osiem wstrząsających historii. Osiem mrocznych dróg dorastania. Bicie kablem, ręką, słowem. Upokorzenia pod szkolną tablicą, gdzie wstyd staje się publicznym spektaklem. Parentyfikacja, kiedy dziecko musi stać się dorosłym, zanim zdąży być dzieckiem.
Zamykająca książkę rozmowa z psychotraumatolożką Mają Pisarek pomaga zrozumieć, jak doświadczenia z dzieciństwa rezonują w naszym dzisiejszym życiu. Ich skutkami są brak umiejętności stawiania granic, strach przed bliskością czy trudności z budowaniem zdrowych relacji.
Tytuł jest mylący, bo książka nie jest o milenialsach, a o poprzednim pokoleniu. Mimo że nie ma jakiejś dużej przepaści w sposobie wychowania to jednak spodziewałam się książki o 30sto a nie 50cio latkach. Trochę też powierzchowne podejście - kilka rozmów z osobami podsumowane rozmową z psychoterapeutką.
Bez oceny zostawiam treść książki. Trudno ocenić czyjeś doświadczenia. Na plus, że książka w formie wywiadu. Natomiast tytuł książki wprowadza w błąd. To nie jest o milenialsach. Nie wiem czym kierowała się autorka decydując się na nazwanie > 50 letnich osób pokoleniem M, ale z pewnością popełniła błąd.
„Dobrze wychowani. Jak wytresowano milenialsów” autorstwa Ewy Kozy to książka, która trafia w bardzo czuły punkt — i robi to bez zbędnych upiększeń. To reportaż trudny, momentami bolesny, ale jednocześnie niezwykle potrzebny i, co ważne, autentyczny w swoim przekazie.
Ewa Koza oddaje głos ludziom wychowanym w rzeczywistości, w której emocje były problemem, a posłuszeństwo wartością nadrzędną. Historie, które przytacza, są wstrząsające, ale jednocześnie zaskakująco znajome. W wielu z nich można odnaleźć elementy własnego dzieciństwa — zdania, gesty, sytuacje, które przez lata uchodziły za „normalne”, a dopiero dziś zaczynają być nazywane po imieniu. To właśnie sprawia, że książka działa tak mocno — nie jako coś odległego, lecz jako doświadczenie bliskie i często osobiste.
Koza nie moralizuje i nie narzuca jednej interpretacji. Pozwala swoim bohaterom mówić, a ich relacje — o przemocy fizycznej, psychicznej, o samotności czy parentyfikacji — budują obraz pokolenia wychowanego w cieniu lęku i braku zrozumienia. To nie są historie jednostkowe, lecz fragment większego zjawiska, które przez lata było bagatelizowane lub usprawiedliwiane „dobrym wychowaniem”.
Dużym atutem książki jest jej konstrukcja. Reportażowa forma sprawia, że czyta się ją bardzo płynnie, mimo ciężaru tematu. Każda historia ma swoją dynamikę i emocjonalny ciężar, a całość spina rozmowa z psychotraumatolożką, która pomaga uporządkować to, co wcześniej wybrzmiało w relacjach bohaterów. Ten fragment daje pewien oddech i jednocześnie pozwala spojrzeć na całość z szerszej perspektywy.
To, co szczególnie wyróżnia tę książkę, to jej „oczyszczający” charakter. Dla wielu czytelników może być czymś więcej niż tylko lekturą — raczej momentem konfrontacji z własnymi doświadczeniami. Uświadamia, że pewne mechanizmy były powszechne, że nie było się w nich odosobnionym, i że można je zrozumieć, a może nawet przepracować.
To bardzo dobra, potrzebna książka, która nie daje łatwych odpowiedzi, ale stawia ważne pytania. Ewy Kozy nie czyta się lekko w sensie emocjonalnym, ale czyta się ją z dużym zaangażowaniem. To reportaż, który zostaje w głowie i skłania do refleksji nad tym, czym naprawdę było „dobre wychowanie” i "szacunek".
Bardzo trudny i bolesny temat, przemoc wobec dzieci jest zawsze czymś niesamowicie okrutnym, zwłaszcza jeśli jest ona zadawana przez najbliższych. Jednak jest to wywiad rzeka, trochę chaotyczny i no nie złapał mnie tak mocno za serce jakby mógł. Szanuję ogromnie odwagę ludzi który są w stanie opowiadać o swoich traumach i poszerzać świadomość społeczeństwa na temat przemocy i mechanizmów osób z takich środowisk. Niestety tytuł wprowadza w błąd, bo książka nie opowiada historii milenialsów, to nie te czasy.
Ważny i ciekawy temat, ale miałam nadzieję na większy reportaż, jakieś przemyślenia, objaśnienia a cała książka miała raczej formę wywiadu. Najciekawszy ostatni rozdział z psychologiem. Szkoda też że tytuł mówi o milenialsach, a rozmowy są z osobami 50+
Tak jak przypuszczałam, warto było sięgnąć po ten reportaż mimo negatywnych opinii, które w moim mniemaniu wynikają z niezrozumienia tematu. Bo jak można zarzucać książce, że nie wszystkie rodziny tak wyglądały, skoro mówimy o reportażu o przemocy? Wiadomo, że autorka nie przeprowadzała wywiadów z osobami, które tej przemocy nie doświadczyły i miały dobre dzieciństwo. Żeby jednak być bardziej skrupulatnym, mamy tu przecież historię jednego pana, który opowiada, że jego rodzice byli w porządku, a przemocy doświadczył ze strony rówieśników. Nie uważam więc, że przedstawiona została tylko jedna strona, chociaż mogłaby być, bo temat jest jasny i klarowny już po spojrzeniu na okładkę. Książka bardzo rozjaśniła mi, jak wyglądała przemoc w szkołach, i uważam, że każdy, kto twierdzi, że kiedyś było lepiej, powinien przeczytać reportaż i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy na pewno nadal tak uważa.
2 gwiazdki za dobre chęci, bo temat trudny, a po relacjach ofiar wnioskuję, że podczas wywiadów czuły się dobrze i bezpiecznie.
Podkreślam, że dałam radę przesłuchać tylko 3 historie - zrezygnowałam, bo podtytuł obiecuje historie millenialsów, a są to historie pokolenia X.
Ale to nie jedyny powód. Nie jest to w mojej ocenie żaden reportaż, tylko wywiad rzeka. I to rzeka, która płynie jak chce. Rozmowy są chaotyczne i po każdej z 3 historii miałam poczucie, że nie wiem czego właśnie wysłuchałam i co to do mojego życia wniosło.
Nie chcę odradzać, bo takie historie powinny być nagłaśniane, ofiary powinny dostać głos, a o przemocy psychicznej, fizycznej i seksualnej powinno się trąbić po to, by im zapobiegać.
Jednocześnie nie mam czym zachęcić, bo uważam ją za zwyczajnie kiepską książkę.
Hmm... zastanawia mnie, czemu są takie niskie oceny? Czy przez to, że ta książka jest „trudna” do czytania, bo przedstawia różnego rodzaju traumy? Czy może jest bardziej odpowiednia dla osób, które też przeżyły te same lub podobne traumy z dzieciństwa? A może wręcz na odwrót?
I rzeczywiście są tam też historie pokolenia X. Jedynie chyba Maria jest milenialsem, ale może źle pamiętam. Zresztą większość tych osób jest na pograniczu pokolenia X i milenialsów. Myślę też, że można ich nazwać xennialsami, co nie brzmi tak dobrze marketingowo jak milenialsi ;). Uważam jednak, że wychowanie i traumy mamy podobne lub wspólne.
Jako milenialsowi, (niestety) łatwo było mi się utożsamić z historiami ludzi z tej książki.
Tytuł tej książki jest bardzo mylący. Spodziewałam się analizy tego, jak wychowanie pokolenia X czy millenialsów wpłynęło na ich dorosłe życie i dlaczego kolejne pokolenia wychowują dzieci inaczej.
Zamiast tego otrzymujemy głównie historie osób wychowanych w skrajnie dysfunkcyjnych rodzinach. To ważne i poruszające opowieści, ale nie są one charakterystyczne dla żadnego konkretnego pokolenia. Takie doświadczenia mogą dotyczyć ludzi w każdym wieku – ich źródłem jest środowisko, a nie przynależność do danej generacji.
Zabrakło mi perspektywy zwykłych rodzin i analizy codziennych metod wychowawczych, które dziś oceniamy inaczej niż kiedyś. To właśnie na takie odpowiedzi liczyłam po tytule. Niestety, książka nie spełniła moich oczekiwań.
treść takich książek moim zdaniem nie powinna podlegać ocenie, dlatego też w tym przypadku trzy gwiazdki odnoszą się tylko do sposobu, w jaki ten reportaż został napisany... odkładając na bok mylący tytuł - książka jest o późnym pokoleniu X - bowiem moi rodzice będący już milenialsami zostali "wychowani" w taki sam sposób (nie zmienia to faktu, że takie wprowadzanie w błąd czytelnika nie powinno mieć miejsca)
lubię wywiady i sądzę, że nie z samą formą jest problem, tylko ze sposobem jej realizacji.. moim zdaniem po każdym wywiadzie powinno pojawić się choć krótkie 'podsumowanie' spektrum danego przypadku okiem specjalisty, tj. opinia psychologiczna, która zwróciłaby uwagę na mechanizmy psychiczne
podpisuję się pod większością opinii - to nie jest książka o dorastaniu milenialsów, doświadczenia i okoliczności, w jakich wychowywane były osoby, które w niej się wypowiadają, są z całkowicie innej rzeczywistości niż ta, w której dorastali ludzie mojego pokolenia. uznaję to za winę wydawnictwa, które chciało się podpiąć pod trend rozbierania na czynniki pierwsze milenialskich traum.
same rozmowy wydają się dobrze przeprowadzone, można z nich wyczuć, że rozmówcy ufali autorce. to już dojrzali, samoświadomi ludzie, którzy przeszli przez własne piekła i nie można w żaden sposób tego oceniać. na duży plus włączenie opinii psychologa.
Mocne. Bardzo mocne i przykre, jak wyglądają realia. Musiałam sobie tę książkę dawkować, bo przekazywane informacje były zbyt znajome, bolesne i po prostu frustracja jaka we nie narastała była za duża.
To nieprawdopodobne w ilu domach dochodziło do różnorakiej przemocy, zastraszania oraz ile członków rodzin nie czuło się bezpiecznie tam, gdzie powinno być bezgranicznie spokojnie.
Przykro mi było słuchać tej książki, lecz pokazała mi wiele zachowań ludzi, na które teraz będę na pewno bardziej wyczulona. Musimy pamiętać, że każdy z nas jest człowiekiem i każdy z nas żyje po raz pierwszy. Bądźmy wszyscy dla siebie wyrozumiali, bo nikt nie wie, co tak naprawdę przeżyła druga osoba.
Przykro, bo temat istotny, a został potraktowany jako argument do wcześniej postawionej tezy. To nawet nie jest o milenialsach, a o pokoleniu X. I trochę to tak, jakby ktoś zebrał najgorsze patologie i udowadniał, że to była norma. Nie twierdzę, że wtedy było idealnie, daleko mi do tego, ale to nie jest tak, ze każdy przechodził gehennę. Wolałabym, żeby ten temat został potraktowany na poważnie, a tu niestety nie wyszło. Nie wybrzmiało to, co sugerował opis.
Książka prezentuje trudne doświadczenia kilku osób z pokolenia milenialsów, a ostatni rozdział, będący rozmową z psychotraumatolożką, podsumowuje to, czego się dowiadujemy. Historie są naprawdę poruszające. Niby człowiek wiedział, jak wyglądało dawniej wychowywanie dzieci twardą ręką, ale mimo wszystko mógł poczuć ból wylewający się z tych wspomnień. Książka pokazuje, jaki wpływ na dorosłe życie, na tworzenie relacji, na decyzje o posiadaniu potomstwa mają traumy z dzieciństwa.
Sam jestem millenialsem z rocznika 90 i… no właśnie! Książka choć mocna, nie opowiada o millenialsach. Ci urodzili się między 81 a 96 rokiem. Tutaj mamy opowieści ludzi z lat 70…
Część z opisanych sytuacji oczywiście spokojnie mogła mieć miejsce i w latach 90-tych (i zapewniam - niestety - że miała), ale nie jest to w żaden sposób opis realiów tamtych lat, a jedynie wywiad ze straumatyzowanymi ludzmi.
1. To nie jest o milenialsach, tylko o pokoleniu lat 70tych. 2. Przerażające, traumatyczne historie. Wysłuchałam 1,5 rozdziału i nie będę kontynuować, bo nie mam na to zasobów emocjonalnych. Nauczycielka, która każe się dzieciom rozbierać pod tablicą WTF... Nie oceniam samej książki, bo tylko zaczęłam audiobooka, zostawiam komentarz, bo tytuł jest bardzo mylący.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Nie wiem jak to ocenić, ponieważ są tutaj prawdziwe historie prawdziwych ludzi - Niesamowicie tragiczne, chociaż książka dobra. Mimo wszystko nie było to do końca tym na co liczyłam… mamy tutaj przykłady historii ludzi ze skrajnie dysfunkcyjnych rodzin, sytuacji, które dzieją się w domach do dziś, a nie ogólne wytłumaczenie wychowania pokolenia X czy millenials. Zostawiam bez oceny.
4.5 ⭐️ Bardzo ważna, dla mnie osobista, mimo że nie jestem milenialsem. Zmagam się z traumą pokoleniową, „prezentem” przekazywanym z ojca na syna/ matki na córkę, ponieważ „Żeby wychować dziecko trzeba je poniżyć”.
Wbrew tytułowi, nie jest to książka o milenialsach. Nie dowiemy się też nic o charakterystyce pokoleń, a zapoznamy z trudnymi historiami o przemocy, zwłaszcza tej doświadczanej w dzieciństwie przez osoby z przełomu pokoleń.
nie oceniam, bo historie sa przerazajace. oprocz mylacego tytulu, mysle ze ksiazka jest bardzo subiektywna- szczegolnie w ostatnim rozdziale, autorka przedstawia jeden konkretny sposob postepowania, ktory miałby byc rozwiazaniem wszystkich problemow
mój błąd, że mam złe skojarzenie z okresem w którym urodzili się millenialsi, ale ogólnie ciężko ocenić taką książkę, gdzie mamy trudną perspektywę osób, jednak w sumie bez większej puenty
Nie wiem czy to o milenialsach czy raczej o osobach urodzonych w latach 70 tych 80 tych kiedy inne sposoby wychowania były norma. Dobrze że świat się zmienił!