W świecie cyfrowych zagrożeń śmierć nadchodzi z najmniej oczekiwanej strony. Posłuchaj uważnie. Ten akord może być ostatnim, co usłyszysz.
Niemiecki antykwariusz odnajduje w Żarach zaginiony utwór barokowego mistrza Georga Philippa Telemanna. Niedługo potem jego zwłoki zostają znalezione w warszawskim hotelu. Śledztwo podejmują Ewa Dzik i Zygmunt Friszer.
Wkrótce Europą wstrząsa przerażający zamach. Terroryści dysponują czymś znacznie potężniejszym i bardziej wyrafinowanym niż bomby.
Tymczasem Karol Koppel, genialny programista, uświadamia sobie straszną prawdę: źródłem siły terrorystów jest jego własny kod. Czy zdoła odkryć, w czyje ręce trafił, zanim sam stanie się celem?
Na wstępie muszę przyznać, że „Akord" spodobał mi bardziej niż pierwszy tom i szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że autor dobrze rozwinie tę serię. Już wcześniej podobało mi się połączenie technologii, sensacji i thrilleru, ale tutaj wszystko wydaje się bardziej dopracowane. Tak jak pisałem w recenzji „Algorytmu” brakowało mi rozwinięcie wątku z techonologią i AI. Jestem zadowolony, bo tutaj było tego więcej,.Fabuła jest ciekawsza, napięcie lepiej budowane, a całość szybciej wciąga w historię. Największe wrażenie zrobił na mnie klimat nieustannego zagrożenia i motyw związany z muzyką oraz ukrytym kodem. Dzięki temu książka wyróżnia się na tle innych thrillerów technologicznych i ma własny charakter. Autor bardzo dobrze balansuje akcję z tematami dotyczącymi sztucznej inteligencji, manipulacji informacją i cyberbezpieczeństwa. Nie ma tutaj przesytu technicznymi szczegółami, wszystko jest podane w sposób przystępny i po prostu interesujący. Fajne było też to, że akcja działa się w różnych miastach na świecie. Mam też wrażenie, że bohaterowie wypadają tutaj lepiej niż w pierwszym tomie. Są bardziej wyraziści, a ich relacje i decyzje budzą większe emocje. Pojawiają się tez nowe postacie. Do tego dochodzi naprawdę dobre tempo. Książka praktycznie cały czas trzyma w napięciu i regularnie podrzuca nowe informacje, przez co trudno było mi ją odłożyć. Bardzo lubię, kiedy kolejny tom serii nie tylko utrzymuje poziom, ale faktycznie rozwija pomysły z poprzedniej części i daje jeszcze więcej emocji. Miałem zawahania jak to wypadnie, ale było naprawdę w porządku. Teraz czekam na ostatni tom.
Dałam szansę autorowi i żałuję. Książka z opisu zapowiadała się naprawdę dobrze, natomiast to, co otrzymałam w środku zawiodło bardzo. Fabuła momentami nie trzymała się logiki. Przede wszystkim jednak książka była nudna. Mimo prostego języka bardzo ciężko mi było sięgać po nią w kolejne dni. 1,5/5
Niedawno nadrabiałem zaległości i pisałem o „Algorytmie” – pierwszej części trylogii „AI-agent. Mroczne kody” autorstwa tajemniczego W.P. Rdzanka. Zgodnie z zapowiedziami, w maju na księgarskie półki wjechała druga część zatytułowana „Akord”, a na wielki finał przyjdzie nam poczekać zaledwie do sierpnia. Przyznam, że takie tempo wydawnicze w przypadku debiutanta na rynku literackim jest po prostu oszałamiające i cholernie zaskakujące.
O co tak naprawdę chodzi w tej historii?
Choć „Akord” to bezpośrednia kontynuacja „Algorytmu”, książka została skonstruowana tak sprytnie, że spokojnie mogłaby funkcjonować jako samodzielny byt. Punktem wyjścia jest niecodzienne odkrycie: niemiecki antykwariusz odnajduje w Żarach zaginiony, nieznany dotąd utwór barokowego mistrza Georga Philippa Telemanna. Sielanka nie trwa jednak długo – chwilę później zwłoki mężczyzny zostają znalezione w jednym z warszawskich hoteli.
Śledztwo w sprawie morderstwa przejmuje podkomisarz Ewa Dzik. Sprawą błyskawicznie interesuje się jednak ABW, które deleguje na miejsce kapitana Zygmunta Fiszera – asa od cyberbezpieczeństwa. Fiszer początkowo czuje się jak ryba bez wody, bo klasyczne morderstwo w pokoju hotelowym nijak ma się do jego wirtualnej działki, niemniej rutynowo zabezpiecza elektronikę zabitego Niemca.
Zanim śledczy zdołają złapać jakikolwiek konkretny trop, nad Europą dochodzi do serii katastrof lotniczych. Pięć maszyn transportowych, które wystartowały z belgijskiego Liège, rozbija się we Francji, Niemczech i nad Morzem Północnym. Rdzanek rezygnuje z tradycyjnych materiałów wybuchowych i stawia na nowoczesną broń cyfrową: wirusa, który infekuje i całkowicie blokuje systemy sterowania samolotami.
Odpowiedzialność za zamachy bierze na siebie enigmatyczna organizacja „Dzień Wolności”. W swoim manifeście określają się jako „ostatni bastion społeczeństwa i układ odpornościowy planety, który uruchomił się, by zwalczyć chorobę”. Tą chorobą są według nich zaawansowane prace nad sztuczną inteligencją, a terroryści żądają natychmiastowego i nieodwracalnego zatrzymania wszelkich projektów związanych z GenAI.
Fiszer prosi o pomoc genialnego programistę Karola Koppela, by ten prześwietlił złośliwe oprogramowanie znalezione na telefonie zamordowanego antykwariusza. Koppel przeżywa absolutny wstrząs – z przerażeniem odkrywa, że źródłem potęgi terrorystów jest jego własne, dawne dzieło. Zrozumienie tego faktu uruchamia morderczy wyścig z czasem. Koppel musi dowiedzieć się, jak jego kod sprzed lat wpadł w niepowołane ręce, i w tym celu rusza na lodowatą Alaskę. W międzyczasie Dzik i Fiszer wpadają na trop narzędzia zbrodni, które uśmierciło Niemca oraz dwoje nastolatków w metrze. Tym biologicznym, zabójczym narzędziem okazuje się... zaginiony utwór Telemanna, zagrany w odpowiednim, „śmiertelnym” tempie.
Moje wrażenia: Czy „Akord” przebija „Algorytm”? Zdecydowanie tak!
W.P. Rdzanek ma niebywały dar do tworzenia historii dynamicznych, nowoczesnych i piekielnie aktualnych. Autor doskonale wyczuwa lęki współczesnego społeczeństwa przed technologią i przekuwa je w opowieść, od której nie sposób się oderwać.
Autorowi udała się rzecz niezwykle rzadka: wplótł motyw klasycznej muzyki barokowej w realia cyfrowego terroryzmu w sposób absolutnie przekonujący. Połączenie XVIII-wiecznej partytury z hakerskim atakiem mogłoby brzmieć jak szalona, przekombinowana improwizacja, a jednak w „Akordzie” to po prostu żre. Zrobiło to na mnie takie wrażenie, że po odłożeniu książki od razu zacząłem wertować sieć, by sprawdzić, kim naprawdę był Telemann i ile jego dzieł faktycznie zaginęło w mrokach dziejów. Dla mnie to najlepszy znak jakości – dobra powieść to taka, która zmusza cię do szukania głębiej.
Rdzanek świetnie buduje napięcie. Nie jest ono tanie, bo płynie z wielu niezależnych źródeł. Autor tka skomplikowaną sieć interesów, politycznych gier i technologicznych zawiłości, a mnogość wątków z czasem idealnie wskakuje na swoje miejsce.
W przypadku „Algorytmu” moim głównym zarzutem było nierówne rozłożenie akcentów na poszczególnych bohaterów. W „Akordzie” ten problem znika. Być może autor wyciągnął wnioski, a być może ta pędząca na złamanie karku akcja tak mocno wciągnęła mnie od pierwszych stron, że po prostu przestałem zwracać uwagę na drobniejsze potknięcia. Nie mogę się doczekać, żeby poznać finał tej historii.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Po lekturze „Algorytmu” byłam bardzo ciekawa, w jakim kierunku pójdzie dalsza część tej historii. „Akord” nie tylko spełnił moje oczekiwania, ale sprawił, że jeszcze mocniej zaangażowałam się w wykreowany przez autora świat.
To jedna z tych książek, które czyta się z dużą przyjemnością, bo od pierwszych stron wciągają atmosferą niepewności i nie pozwalają zwolnić tempa. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki W.P. Rdzanek łączy nowoczesne technologie z pozornie odległymi tematami. Wszystko brzmi wiarygodnie, a jednocześnie potrafi zaskoczyć oryginalnością.
Szczególnie doceniam to, że autor nie stawia wyłącznie na akcję. W tle pojawiają się pytania o rozwój technologii, granice ludzkiej odpowiedzialności i konsekwencje decyzji podejmowanych wiele lat wcześniej. Dzięki temu książka zostaje w głowie również po przeczytaniu ostatniej strony.
„Akord” czytało mi się jeszcze lepiej niż pierwszy tom. Historia jest dopracowana, płynna i angażująca, a kolejne rozdziały skutecznie zachęcają do dalszego czytania. To thriller, który dostarcza rozrywki, ale jednocześnie potrafi zaciekawić tematami wykraczającymi poza samą fabułę.
Bardzo dobrze bawiłam się zarówno przy pierwszym, jak i drugim tomie trylogii. Jeśli finał utrzyma ten poziom, zapowiada się naprawdę mocne zakończenie całej serii. Ja z pewnością będę czekać na kolejną część i już teraz jestem ciekawa, czym autor zaskoczy swoich czytelników tym razem.
„Akord” to tom drugi serii z Wydawnictwa Rebis dotyczącej sztucznej inteligencji, cyfrowych zagrożeń, mrocznych kodów. Co rzadko się zdarza, moim zdaniem, tom drugi zdecydowanie lepszy niż tom pierwszy. Dlatego czekam na tom trzeci i zobaczę, który będzie moim ulubionym. Zaczęło się bardzo dobrze, bo prolog jest po prostu świetny, taki trochę mój, bo autor przemycał jakieś smaczki historyczne, i w ogóle uważam że ta strona tej książki jest najlepsza. Lubię czytać coś, o czym niewiele wiem, mogę dzięki temu poszerzyć swoją wiedzę, a to naprawdę lektura godna uwagi. Zwłoki, śledztwo, zaginiony utwór barokowego mistrza, a do tego wszystkiego terroryści, zamach, tajemnicze kody i świat programistów. Brzmi dobrze, prawda? To było absolutnie ciekawe, wciągające, momentami przerażające. Ten tom trzyma poziom, pozwala wyobrazić sobie co może się stać gdy sztuczna inteligencja stanie sie naszym przeciwnikiem. Nie bójcie się tej lektury, sięgajcie i dajcie znać jak podoba się Wam. Cieszę się, że mogłam trochę zagłębić się w takie tematy, bo przyznam szczerze, że jestem zielona.
Drugi tom serii AI-Gent Mroczne Kody bierze z zaskoczenia nie tylko odbiegającą od swojego poprzednika fabułą, ale również nieco odmiennym klimatem. Mniej sensacyjny (ale wciąż jednak zachowany w konwencji szybkiej i wybuchowej akcji) wydźwięk „Akordu” tym razem ustąpił miejsca na rzecz głęboko kryminalnemu i tajemniczemu światu uknutemu w dźwiękach muzyki i wysoce enigmatycznych algorytmów komputerowych. Jestem zupełnym laikiem w kwestii nowoczesnych technologii, informatycznych niuansów, a darkweb wraz ze swoimi sekretami stanowi dla mnie kompletną zagadkę. Z zainteresowaniem i niemałą obawą obserwuję jednak wpływy sztucznej inteligencji na otaczającą nas codzienność, tym samym wydarzenia zaprezentowane przez autora wprowadzają zarówno w poczucie niepokoju, jak i zadumy nad wpływem rozwoju cyfryzacji i jej coraz większej dominacji w dziejach ludzkości.
W „Akordzie” sztuczna inteligencja nie tylko jawi, się jako narzędzie wspomagające działania rządowe, policyjne i szpiegowskie, ale wychodzi na prowadzenie w sferach wykraczających poza granice bezpiecznego użytkowania. Tam gdzie zderzają się pojęcia programowania i broni letalnej, od razu wiadomo, że żarty zeszły na bok. Zaczynamy z impetem - na jaw wychodzi śmi3rć niemieckiego antykwariusza, który odnalazł zaginiony utwór barokowego mistrza kompozycji. Dziwnym zbiegiem okoliczności okazuje się, iż w Europie dochodzi do nieodgadnionych i brut4lnych zgonów, które łączone są z zagadnieniem aktu terroryzmu. Tym razem zabójcy nie dysponują jednak bronią palną, ale zupełnie inną, trudną do namierzenia i zrozumienia potęgą unicestwiania.
W. P. Rdzanek przedłożył nam niebezpiecznie dobrą powieść, w której poruszył wiele wątków nawiązując poniekąd do „Algorytmu”, jednocześnie pozwalając na to, by służyła nawet jako stand-alone dla niewtajemniczonych z serią czytelników. Już niebawem premiera ostatniego tomu trylogii, na którą czekam z niemałą dozą ekscytacji.