Tytuł można by rzec, samograj. Marvel Zombies nie muszę przedstawiać, zresztą Ultrona też nie. Takie połączenie mogło być odżywcze. Niestety jest równie nieświeże jak gnijące tu truposze.
Świat po zmianach z Secret Wars, tzw. Świat Bitewny pozostający pod rządami Dooma, jako wszechwładnego hegemona. I pas ziemi niczyjej poza murem, gdzie przebywają największe mendy tego świata, a są tu zsyłani na de facto śmierć. Bo tu króluje Ultron w Perfekcji, gdzieś tam jest jeszcze Anihilus, ale tu mamy jeszcze całą hordę nieumarłych z nieświeżym Magneto na czele w tzw. Martwych Ziemiach.
Jeszcze jeszcze jedno stronnictwo, którym przewodzi m.in. Vision, którzy wyłapują skazanych na śmierć przez Dooma, a którzy błąkają się po tych przeklętych krainach. Osiedle "Zbawienie" oferuje niskie ceny najmu, tyle że otoczone jest istotami pragnącymi zjeść mózgi wynajmujących. Albo ich zdezintegrować. Ultron też w końcu ma swoje za uszami. Hmm. Za stykami.
Tyle, że fabularnie ten tie-in jest głupi. Ultron nienawidzi tych tzw. Nieperfekcyjnych, czyli gromi trupy, ale jest w stanie z nimi się zbratać i ruszyć na tych dobrych... W dodatku z nie wiadomo jakiej paki na scenie pojawia się Hank Pym z wieku XIX i to on ma być wybawieniem tych ludzi. Z nowoczesną technologią, której naukowiec dopiero widzi na oczy. I w ciągu dób ma to ogarnąć. Jasne... To przynajmniej będzie krwawo. I jest. Tyle i tylko tyle.
Całość na dodatek wygląda wcale nieźle. Zombiaki wyglądają "słodko", czyli tak jak powinny. Drażniły mnie niekiedy sceny walk na całe strony, bo to czysty chaos, ale całkiem niezły. Także mimo wad lubię ten tytuł nawet jeżeli te vs. w tytule jest tu dodane dla czystej zmyły.