Powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, autorki bestsellerowych serii Cukiernia Pod Amorem oraz Podróż do miasta świateł! Zupełnie nowi bohaterowie, całkiem nowe perypetie, ten sam kunszt literacki, ta sama dbałość o realia historyczne.
Litwa, rok 1733. Na stosie ginie młoda dziewczyna oskarżona o czary. Przed śmiercią rzuca klątwę na winnych swojej krzywdy. Odtąd pech nie przestanie im towarzyszyć… Tymczasem w kraju zaczyna się gorący czas: śmierć króla Augusta II i wolna elekcja. Dwa przeciwne obozy zjeżdżają do Warszawy, by wybrać następcę. W tym barwnym okresie historycznym toczą się losy dwóch bohaterek: skromnej Zofii i namiętnej Cecylii. Która z nich skradnie serce zuchwałego infamisa?
Absolutne szaleństwo - jest środek nocy, a powieść niecnie pożarta! Jaka to była uczta, w całości, bez marudzenia - WSZYSTKO idealne: fabuła, bohaterowie, kontekst historyczny i język. Opowieść perfekcyjnie dopracowana pod każdym względem i nie pozostaje mi nic innego jak ukłonić się przed autorką i czekać cierpliwie na kontynuację. Coś pięknego!
Początek jest mega dobry. Mamy scenę, w której pewna kobieta oskarżona o bycie czarownicą zostaje skazana na spalenia na stosie. Bardzo się podoba katowi, który zamierza ją uratować. Jak to się potoczy, możecie sami sprawdzić, ale szczerzę mówiąc, NIE WARTO. Ten wątek porzucamy na rzecz dwóch innych bohaterek. Obie są strasznie irytujące - w sumie wszystkie postacie są irytujące - jedna z nich to nimfomanka, to jej jedyna cecha, a druga to Zofia, która skreśla kogoś za coś, co prawdę powiedziawszy, zrobił ktoś inny. Nie ponosimy winy za czyny innych ludzi! Jak mamy kibicować komuś, kto przestaje darzyć pozytywnym uczuciem kogoś, kto nie zrobił czegoś złego? (więcej info w książce). Strasznie źle ją napisano, postacie są płaskie, nijakie, brakuje fabuły - rzeczy dzieją się randomowo. Bardzo boli mnie niewykorzystany potencjał - to mogłoby być takie super, gdyby tylko skupiono się na wątku kata i czarownicy zamiast na dwóch niewartych wspomnienia kobietach. Na koniec dodam jeszcze, że zastanawia mnie, czy nie popełniono błędu rzeczowego - "Na miasto spadały bomby" str. 437. Niestety, jak chciałam sprawdzić, kiedy postały pierwsze bomby, to pokazywały mi się tylko informacje o bombach atomowych.
Chyba za bardzo chcę, żeby książki Małgorzaty Gutowskiej – Adamczyk mi się podobały. To już trzecia jej powieść i w sumie jestem bardziej rozczarowana niż oczarowana. Na Litwie w roku 1733 na stosie zostaje spalona młoda dziewczyna. Została oskarżona o czary. Tuż przed śmiercią rzuca klątwę na tych, którzy skazali ją na śmierć. W kraju natomiast zaczyna się kolejna wolna elekcja po śmierci króla Augusta II. Szlachta musi wybrać kolejnego króla Polski. Wysokie notowania zbiera Stanisław Leszczyński, ale Moskwa się na to nie zgadza i wysuwa kandydaturę Augusta III. W tym wszystkim dwie kobiety chcą zdobyć serce infamisa. Której się to uda? Pierwsze rozczarowanie, jakie poczułam było przy scenie z czarownicą. Miała być rzucona klątwa, ale nikt tego nie słyszał. Na dodatek w żaden sposób nie zostało wyjaśnione, za co została skazana kobieta. Kolejne rozczarowanie to postać kata. Po co nam on? Do czego prowadzi jego wątek? Odnoszę wrażenie, że wątek miłosny, jakim kuszono mnie w opisie jest wyolbrzymiony. Już po pięćdziesięciu stronach wiadomo, kogo wybierze infamis. Plusem jest z pewnością język – stylizowany na ten, jakiego używano w XVIII wieku. Lubię takie zabiegi. Dodają powieściom dodatkowego klimatu, chociaż początkowo trudno się przystosować. Tło historyczne i oddanie jego realiów to też atut powieści. Konfederacja na rzecz króla Stanisława Leszczyńskiego oraz ukazanie szlachty, jako przekupnego tłumu, który pójdzie za tym, kto da więcej monet w danym momencie. Mówiono o tym na lekcji historii, ale właśnie podczas czytania takich książek uderza to najbardziej, że z powodu pazerności i braku stabilnego wojska Polska zniknęła na 123 lata z map świata. Czytałam szybko i byłam ciekawa, co dalej. Ale to nie było takie zaciekawienie, że ciągle myślałam o tej książce. Zaciekawienie pojawiało się dopiero, gdy wracałam do czytania. Sięgnę po drugi tom, bo jestem ciekawa jak dalej potoczą się losy postaci, ale nie jest to fenomenalna powieść historyczna. "Gdy pewne słowa wypowiesz, śiwat nagle staje się odmienny. Są słowa, które we mgle, w powietrzu się rozpływają, nikomu szkody nie czyniąc, są też inne, cięższe, potężniejsze, te niczym wystrzelona z krócicy kula ból zadają, zmieniają ludzkie uczucia, a czasem i zabić potrafią." ~ Małgorzata Gutowska - Adamczyk, Klątwa, s. 326, Warszawa 2015.
Tak czułam, że to nie moja bajka. Korzystając z okazji, że jest na legimi i to w wersji audiobooka zdecydowałam przesłuchać. Postanowiłam jej nie oceniać bo uważam, że po prostu jeszcze do niej nie dojrzałam, a bardziej nie poczułam tego "czegoś". Założę się że 10-20 lat może zapałam chęcią zmiany i wtedy to byłaby strzałka w dziesiątkę. Książka nie jest zła, uważam że ma wszystko czego potrzeba i nie ma sensu jej źle oceniać, tylko dlatego że na ten moment nie trafia w mój gust. Cieszę się, że spróbowałam i wiem że kiedyś takie książki mnie zaintrygują :)
Książka bardzo mi się podobała, uwielbiam jedną z głównych postaci kobiecych - Zofię oraz męskich - Kacpra. Świetna kreacja bohaterów, którym kibicuje się przez całą książkę. Klimat oraz tło historyczne występujące w tej pozycji bardzo przypominał mi moją ukochaną trylogię Sienkiewicza:)(tak wiem, że niewielu osobom się ona podoba:)). W książce mamy sporo akcji, intryg oraz typowych zachowań charakterystycznych dla polskiej szlachty w czasach gdzie liberum veto oraz zajazdy jako forma rozwiązań sąsiedzkich sporów były na porządku dziennym :). Gorąco polecam :).
Wspaniała powieść historyczna, która toczy się w XVIII w, trochę przypomina mi "Potop" Autorka w bardzo przyjemny sposób wplotła w powieść wiele trudnych zawirowań historycznych zwianych z elekcją Stanisława Leszczyńskiego, wykreowała ciekawych bohaterów i wszystko to okrasiła przyjemnym i niedrażniącym czytelnika wątkiem romansowym.
Przypomina telenowelę z czasów historycznych. Często się dłużyła, wątki się powtarzały, natomiast klątwa jakby mi umknęła, nie pasowała do wszystkiego i była nieco wymuszona.
This entire review has been hidden because of spoilers.
O pani Małgorzacie Gutowskiej-Adamczyk słyszałam już jakiś czas temu. Jednak ze mną jest tak, że często nie po drodze mi do polskich pisarzy, ale to nazwisko głęboko zapadło mi w pamięć i cały czas się czaję na serię Cukiernia pod Amorem, a teraz po lekturze pierwszego tomu serii Fortuna i namiętność, koniecznie muszę po nią sięgnąć.
W Klątwie przenosimy się do czasów XVIII-wiecznej Litwy. Cała historia rozpoczyna się od osądzenia pewnej dziewczyny za bycie czarownicą. Przed swoją śmiercią przeklina ona wszystkie osoby, które ją uśmierciły i od tego wydarzenia nic nie idzie po ich myśli.
Gdy zaczęłam czytać tę książkę to moja pierwsza myśl była: "Matko w co ja się wpakowałam? Przecież ja tego nie przeczytam!". Opis bardzo mnie do siebie przekonał, bo spodziewałam się trochę więcej magii, zlotów czarownic itp. a dostałam powieść obyczajową osadzoną w baroku. Teraz pewnie się zapytacie dlaczego łapałam się za głowę. Jedno słowo, a właściwie tytuł Potop! Tak bardzo nienawidziłam tej powieści, że nadal mam ochotę ją spalić jak zrobili to z tą czarownicą i odrzuca mnie od takich książek. Przeraziło mnie słownictwo i to, że polegnę, jednak nie poddałam się i czytałam, czytałam, czytałam, aż nie wiedziałam, kiedy dotarłam do ostatniej strony.
Powieść jednym słowem jest genialna i bardzo cieszę się, że wybrałam sobie ją na pierwsze spotkanie z twórczością Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Autorka świetnie odzwierciedliła tamte czasy, to jak ludzie się wysławiali, jakie między nimi panowały relacje i mogłabym tutaj wymieniać i wymieniać. W całej książce podobała mi się ta dbałość o szczegóły historyczne, czytając ją czuło się ten czas i zdenerwowanie spowodowane sejmikami i wyborem nowego króla.
Wśród tych zawirowań historycznych mamy też przedstawione życie bohaterów. No i tutaj największą uwagę zwróciłam na dwie postaci żeńskie Cecylię, która jest moją ulubienicą oraz Zofię. Zacznę od mojej ulubienicy. Cecylia to dziewczyna, która pragnie przygód, wrażeń, chce bywać na salonach i takie panny jak ona się kocha bądź nienawidzi. Zofia jest jej kompletnym przeciwieństwem. Po pierwsze jest młodą wdową, ma dzieci, stąpa twardo po ziemi i jak trzeba tupnąć to tupnie. Na początku jej w ogóle nie doceniałam, bo wydała mi się taka cicha, nieporadna i wystraszona w stosunku do mężczyzn. Dopiero później, gdy przyszło co do czego to poczułam respekt wobec niej. Jednak przy czytaniu losów Cecylii dużo lepiej się bawiłam i za każdym razem czekałam za rozwój wydarzeń.
Znienawidzoną przeze mnie postacią był Strasz. Już jak widziałam jego imię to aż mnie skręcało. Strasz to jest taka męda społeczna, która knuje, podjudza, kłamie, aby się komuś podlizać, a co za tym idzie, mieć jakieś profity. Nienawidzę dziada i jakbym mogła to spaliłabym go na stosie, a gdy coś nie szło po jego myśli to bardzo się z tego powodu cieszyłam.
Jakie są minusy tej książki? Dla mnie to na pewno imiona, nazwisko i nazewnictwo. Jestem przyzwyczajona do literatury współczesnej i do tego zagranicznej, więc ciężko jest tam znaleźć kasztelanów, miecznikowe itd. Poza tym zawsze mam problem z zapamiętywaniem imion bohaterów, a przy nazwiskach Jandźiwiłł czy Hadziewicz najzwyczajniej się gubiłam. I co chwilę musiałam sobie uzmysławiać, kto jest kim. Fajnie by było, gdyby na początku lub końcu książki był spis bohaterów, bo bardzo by to ułatwiło czytanie.
Drugim małym minusem było dla mnie wydarzenia polityczne. Jest to dla mnie zarówno plus jak i minus. Plus, bo to pokazuje dokładność i przygotowanie autorki do książki, a minus dlatego, że czasami mnie to nudziło. Nie lubię polityki i zazwyczaj była ona wrzucona wtedy, gdy mi było spieszno do poznania dalszych losów Cecylii i Zosi.
Koniec końców, powieść bardzo mi się spodobała. Moje początkowe przerażenie, że nie dam rady przeczytać tej książki było bezpodstawne i gdyby Potop był napisany w taki sposób, to prawdopodobnie byłaby to moja ulubiona lektura w szkole. Nadal jestem w szoku, że współczesny autor może napisać tak dobrą książkę osadzoną w XVII wieku. I już żałuję, że kolejna część, czyli Zemsta będzie dopiero w 2016 roku.
Po tej lekturze jestem pełna sprzecznych emocji. Pewnie gdyby nie pierwsze 100 stron powieści i moja specyficzna miłość do Kmicica i Zagłoby wykreowanych przez Henryka Sienkiewicza, moja ocena dla książki Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk byłaby wyższa. Niemniej nie zawiodłam się na tej lekturze i z pewnością sięgnę po drugi tom tej dylogii. http://inna-perspektywa.blogspot.com/...