Do Sasina, malowniczej nadbałtyckiej wsi, w związku z wyrokiem sądowym trafiają sfrustrowana pisarka Roma Nowacka, amator trawki, krewka fryzjerka i zakręcony nerd z uroczym psem o nienachalnej urodzie. Mają towarzyszyć grupie ekscentrycznych seniorów przebywających na turnusie wypoczynkowym. Wkrótce okazuje się, że łączy ich więcej, niż się spodziewali. Z pobliskiej latarni Stilo spada kobieta. To samobójstwo, wypadek, a może morderstwo? Czy z tym zdarzeniem ma związek ktoś z miejscowej elity? I jak ma się do tego sprawa powstającej nieopodal elektrowni atomowej? Roma i jej przyjaciele wszczynają śledztwo. Co nie spotyka się z aprobatą zgorzkniałej komisarz Gertrudy Florek...
Świetna lektura na weekend. Autorce udało się połączyć dwa skrajne światy: staruszków spędzających wakacje na luksusowym turnusie rehabilitacyjnym z młodymi ludźmi odpracowującymi w tymże ośrodku karę za drobne przestępstwa. Jakby takie zestawienie nie wystarczyło, to pojawia się trup, na życie jednej z pensjonariuszek ktoś dybie, a prowadząca śledztwo komisarz (jedna nogą już na emeryturze) prowadzi terapeutyczny dziennik z zapiskami ze śledztwa. Zgrabnie napisana komedia kryminalna, która podobno ma otworzyć nowy cykl. Jeśli ktoś kocha Czwartkowy Klub Zbrodni, to niech uważa, bo ksiażka p. Matyszczak jest o niebo lepsza!
Gatunek cosy crime to - w założeniu - rozrywka idealna: lekki kryminał z mocno zarysowanym tłem obyczajowym, humorem i bez flaków na wierzchu. Kiedyś takie powieści pisała Joanna Chmielewska, której "Lesiem" czy książką "Wszystko czerwone" zaczytywałam się z dużą uciechą. Umówmy się, Marta Matyszczak drugą Chmielewską nie jest, nie wiem nawet, czy w ogóle chciałaby, ale spędziłam z jej kryminałem w miarę przyjemne godziny.
Czworo ludzi z wyrokami sądowymi (za specyficzne przestępstwa), trafia do Sasina, nadbałtyciej mieściny, by w ramach kary towarzyszyć grupie seniorów przebywających na turnusie wypoczynkowym. Przestępcy - średnia wieku może 25 lat, seniorzy - jakieś 70. Różne priorytety, różne podejście do życia i różne oczekiwania względem wspólnego czasu. Dodajmy - nikt się z niego zbytnio nie cieszy... Gromadka młodych jest malownicza: muzyk z tajemniczym tobołkiem, fryzjerka o lepkich rączkach, krewka pisarka i dealer z umysłem ameby. Staruszkowie nie są lepsi - były policjant (nawyków się nie pozbędziesz!), jego ukochana z problemami z pamięcią i reszta zgrai wpychająca nosy wszędzie. Do tego dorzućmy urzędującą tam policjantkę na terapii (Gertruda Florek i jej niewyparzony język to największy atut tej powieści), miejscowych powiązanych różnymi uczuciami oraz widmo przyszłej elektrowni jądrowej. No i jest trup! I kolejny! A na jedną osobę ewidentnie ktoś czyha! I w sumie prawie wszyscy są podejrzani... Autorka mocno skupia się na tle obyczajowym i to jest plus. Tyle że bywa tak drobiazgowo, że przez pół książki gubiłam się w bohaterach i nie mogłam zapamiętać, kto jest kim. Później było lepiej, więc uznaję lekturę za przyzwoitą weekendową rozrywkę. Szczególne uznanie za poruszenie wątku porzucania zwierząt i bohaterów, którzy się temu ostro i spektakularnie sprzeciwiają. Jak na mój gust, można było wątek rozwinąć bardziej!
W wielkim skrócie to lekki kryminał z dużą dawką humoru, który bardziej stawia na atmosferę i relacje między bohaterami niż na jakiekolwiek napięcie. Fabuła koncentruje się wokół zagadkowej śmierci (która naprawdę jest zagadkowa aż do samego końca), która wywraca spokojną codzienność do góry nogami i wciąga bohaterów w prywatne śledztwo pełne nieporozumień, ironicznych dialogów i lokalnych tajemnic. Sama intryga kryminalna jest prowadzona sprawnie, ale największą siłą tej książki są charakterystyczne postacie oraz sposób, w jaki autorka pokazuje małomiasteczkowy świat - trochę plotkarski, trochę absurdalny, ale jednocześnie bardzo swojski. Klimat powieści przypomina połączenie klasycznego kryminału z typową polską obyczajową komedią. Nie znajdziemy tu ciężaru brutalnych thrillerów ani przesadnego dramatyzmu; zamiast tego pojawia się ciepły humor, lekka satyra na ludzkie przywary i przyjemne poczucie, że czyta się historię stworzoną bardziej dla rozrywki niż dla samego szokowania nas. Autorka dobrze buduje tempo - książkę czyta się szybko, a kolejne tropy i zabawne sytuacje sprawiają, że łatwo wciągnąć się w tę historię. To jedna z tych powieści, które najlepiej sprawdzają się jako niezobowiązująca, odprężająca lektura na wieczór, szczególnie dla osób lubiących kryminały w stylu cosy crime (bardzo mi się podoba nazwa kocykowy kryminał), gdzie liczy się atmosfera, humor i sympatyczni bohaterowie równie mocno jak sama zagadka.
•współpraca• ⭐️⭐️⭐️ Rzadko czytam cosy crime, bo zwyczajnie dotychczas nie trafiłam na coś godnego uwagi. Tutaj natomiast nowe dla mnie nazwisko autorki i całkiem pozytywne zaskoczenie. Grupka 4 recydywistów skazanych za w sumie całkiem błahe przewinienia trafia na turnus rehabilitacyjny dla seniorów, by opieką nad nimi się zresocjalizować. Wkrótce zawiązuje się grupka 8 osób, których przygody śledzimy. A jest dużo do śledzenia, bo książka zaczyna się trupem, w trakcie mamy do czynienia z licznymi usiłowaniami zabójstwa i kolejnymi zwrotami akcji.
Czułam się trochę, jakbym czytała Agatę Christie - wartka akcja, dużo postaci, dużo zwrotów akcji, do tego zmienny styl pisania. Część relacji poznajemy z dziennika prowadzącej śledztwo policjantki. Każda z postaci jest całkiem charakterystyczna i wielu da się lubić, natomiast trzeba zdawać sobie sprawę, że wiele tutaj akcji raczej niemożliwych do realizacji na żywo, a sporo z nich świadczyłoby wręcz o ułomności osób zajmujących się śledztwem.
Na podstawie tej książki powstałaby całkiem przyjemna ekranizacja!
Trup, trawka i seniorzy nad Bałtykiem… Jest taki gatunek książek, po który zawsze sięgam z przyjemnością. Komedie kryminalne bo o nich mowa, to taki fabularny mix: trochę tajemnicy, trochę humoru, sympatyczni bohaterowie z bagażem własnych problemów i morderstwem w ładnej scenerii. Cosy crime w swojej najczystszej postaci. Marta Matyszczak w debiutanckim tomie serii Wakacje z mordercą serwuje dokładnie to - i robi to z wdziękiem, który sprawia, że Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo czyta się lekko i przyjemnie. Zacznijmy od miejsca, bo miejsce tu ma znaczenie. Sasino - malownicza nadbałtycka miejscowość, latarnia Stilo, morze w tle, seniorzy na turnusie wypoczynkowym i do tego ekipa skazańców, którzy znaleźli się tu z wyroku sądowego i mają resocjalizować się przez pomoc staruszkom. Już samo to zestawienie brzmi jak coś, co może wybuchnąć. I rzeczywiście - Matyszczak nie nudzi przy obsadzaniu ról. Roma Nowacka, sfrustrowana pisarka po przejściach; amator trawki z własną filozofią życiową; krewka fryzjerka, która energię ma za troje i zakręcony nerd z psem o nienachalnej urodzie. Każde z nich trafiło do Sasina za karę, jednak z innym bagażem i stosunkiem do całej sytuacji. I każde ma coś do ukrycia… Ich podopieczni również nie nalezą do osób nudnych. Były milicjant, Maryla, którą wiecznie nosi i cała grupa seniorów, którzy wiedzą najlepiej i nie zawahają się wtrącić swojego do ogólnego rozgardiaszu. Moim zdaniem to świetny punkt wyjścia, który od razu buduje potencjał zarówno dla kryminalnej intrygi, jak i dla komedii charakterów. A Matyszczak z tego potencjału korzysta w pełni. Uczciwie trzeba powiedzieć: książka startuje spokojnie. Pierwsze rozdziały to raczej budowanie atmosfery i wzajemne poznawanie się bohaterów niż rwąca akcja. Ktoś nastawiony na natychmiastowy skok w głęboką fabułę może poczuć lekką niecierpliwość. Ale - i to ważne ale - ta powolność ma sens. Autorka poświęca czas na to, żeby czytelnik naprawdę zaznajomił się z bohaterami, zanim ich historia nabierze tempa. I kiedy akcja w końcu się zagęszcza, kiedy wątki zaczynają się splatać, a żart i trup zaczynają ścielić się równomiernie, ta inwestycja w powolny początek procentuje. Finał jest bardziej zwarty i sprawniejszy niż wstęp - ale nie byłoby to możliwe bez tej rozgrzewki na początku. Trudno przy Jeśli dziś sobota... nie pomyśleć o Czwartkowym Klubie Zbrodni Richarda Osmana. Seniorzy rozwiązujący zagadki kryminalne, humor wynikający z zestawienia powagi śmierci z codzienną krzątaniną, ciepło bohaterów, którzy mają za sobą długie życie i wiedzą, co znaczy strata - te elementy są wspólne. Ale Matyszczak nie kopiuje, nie kłania się przesadnie w stronę brytyjskiego pierwowzoru. Sasino to nie angielska prowincja, a cała historia ma swój własny rytm i własny, wyraźnie polski charakter. Skojarzenie jest naturalnym punktem odniesienia, nie zarzutem. I myślę, że czytelnicy, którzy pokochali Osmana, tę książkę również polubią - choć są to ostatecznie dwa odrębne głosy. Jest jednak rzecz, która lekko mi przeszkadzała. Marta Matyszczak prowadzi narrację z wielu perspektyw - każdy z głównych bohaterów ma swój głos, swoje rozdziały, swój punkt widzenia. Zamysł jest zrozumiały: pokazać pełniejszy obraz, dać każdej postaci przestrzeń. W praktyce jednak te perspektywy mnożą się w tempie, które niekiedy zamiast pogłębiać - rozmywa. Wątki poboczne nakładają się na siebie, główna linia fabularna chwilami gubi ostrość, a czytelnik zamiast z zaciekawieniem śledzić kolejny wątek, może poczuć, że za chwilę będzie ich za dużo do utrzymania naraz w głowie. Dla kogoś, kto woli narrację skupioną wokół jednego bohatera i jego perspektywy, to może być wyraźnie odczuwalny zgrzyt. Nie jest to jednak wada, która niszczy przyjemność lektury - to raczej kwestia stylistycznego wyboru autorki, z którym można się mniej lub bardziej zgadzać. Przy odpowiednim nastawieniu przymknięcie na to oka jest całkowicie bezbolesne. Podsumowując: Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo to książka, która robi to, co do cosy crime należy: bawi, wzrusza, trzyma w lekkiej niepewności co do rozwiązania i zostawia z sympatią do bohaterów, którzy - pomimo wszystkich swoich wad i sekretów - są po prostu ludzcy. Sasino jest miejscem, do którego chce się wrócić, ekipa jest na tyle niejednorodna, że każdy znajdzie kogoś bliskiego sercu, a komisarz Gertruda Florek ze swoją zgorzkniałością i bezkompromisowością jest idealnym Strażnikiem Teksasu a raczej Sasina :D Ja czytając bawiłam się świetnie, więc i Wam polecam. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu W.A.B. #współpracarecenzencka #współpracabarterowa #współpracareklamowa