Ludzie chętnie wydają wyroki, nie znając pełnego obrazu sytuacji.
Po nagłym wyjeździe Grace w codzienność June i Damiena wkrada się pustka. Oboje uciekają w alkohol, próbując zagłuszyć to, czego nie potrafią nazwać.
W tym samym czasie Josephine Byers próbuje utrzymać na powierzchni resztki własnego świata. Odkąd jej brat Archie został skazany, wszystko się posypało: straciła rodzinny dom, tonie w długach, a pod opieką ma dwóch młodszych braci. Choć pracuje na dwie zmiany, przyjmuje kolejną ofertę. Zastępuje Grace w siłowni, mimo że to oznacza wejście do miejsca pełnego niechęci i niedopowiedzeń, gdzie June otwarcie okazuje jej niechęć, a Damien traktuje jak obcą, jakby w przeszłości nie mieli ze sobą nic wspólnego.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy pod domem Josephine pojawia się James Vanderbilt – syn człowieka odpowiedzialnego za wyrok na Archiem. Proponuje jej układ: jeśli dziewczyna chce, by jego ojciec cofnął fałszywe oskarżenia, musi zostać jego tymczasową partnerką. Josephine brzydzi się tą propozycją, ale wie, że to jedyna szansa, by oczyścić imię brata i ściągnąć go z powrotem do domu. Wchodzi więc w świat wpływów i pozorów. Nie przewiduje tylko jednego – że wraz z tym układem powrócą sprawy, które latami spychała w najciemniejsze zakamarki umysłu.
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
Monika Rutka - z wykształcenia logistyk, pracuje w wytwórni muzycznej, a po godzinach spełnia się w aktorstwie i pisarstwie. Przygodę z pisaniem zaczęła w 2010 roku na ostatnich kartkach zeszytu do matematyki, jednak dopiero w 2021 roku zdecydowała się podejść do tego na poważnie i opublikować swoją twórczość na Wattpadzie. W sieci zaistniała pod pseudonimem „poskladana” dzięki krótkim, pouczającym filmom w aplikacji TikTok. Spark jest jej debiutancką powieścią, zainspirowaną tym, co widziała, usłyszała i przeżyła
4 / 5⭐️ Podchodziłam do tej książki z ogromną ekscytacją. Motyw fake dating jest jednym z moich ulubionych mimo, że nieczęsto sięgam po powieści, w których on występuje. Byłam rownież bardzo ciekawa postaci Jamesa, który zaintrygował mnie już w poprzednim tomie… nie będę udawać, że nie mogłam się doczekać, aż go poznam.
W historię wkręciłam się od samego początku. Nie przeszkadzała mi nawet długość rozdziałów, ponieważ płynęłam przez kolejne strony, całkowicie w nie pochłonięta. Znając twórczość autorki spodziewałam się narastającego napięcia, uczucia niepewności podczas lektury i przede wszystkim… ogromu bólu. Miałam rację, ponieważ książka faktycznie porusza trudne tematy i dotyka wielu problemów dotyczących niesprawiedliwości świata. Seria Pozorów przede wszystkim kojarzy mi się z historią dla kobiet, która głośno wyraża to, jak musimy radzić sobie w męskim świecie i jak nierównym miejscem on jest. Naprawdę polubiłam parę głównych bohaterów. Josephine skradła moje serce i szybko stała się jedną z moich ulubionych kobiecych bohaterek Moniki. Pokochałam jej charyzmę oraz energię. Wspomniałam już o Jamesie i słuchajcie… uwielbiam go. Jest on postacią bardzo intrygującą. Z jednej strony ułożony i skryty, ale z drugiej bardzo troskliwy. Ponownie śmiało mogę przyznać, że stał się jedną z moich ulubionych postaci. Jeśli chodzi o sam wątek udawanego związku… chyba liczyłam jednak na więcej fragmentów, kiedy faktycznie bohaterowie będą musieli udawać, że się kochają. Nie jestem fanką tego, że James często wyjeżdżał, przez co jego kontakt z Josephine był dość ograniczony. Jestem jednak bardzo zadowolona z faktu, że ich relacja rozwijała się powoli - slow burn to jeden z moich ulubionych motywów.
To, co jeszcze podobało mi się podczas lektury, to fakt, że w książce pojawia się Damien - główny bohater dwóch poprzednich części. Jego historia została tu naprawdę ciekawie, ale jednocześnie nienachalnie kontynuowana.
Nie zostało mi już nic innego, jak przyznanie, że po naprawdę intensywnym zakończeniu tej części i wielu emocjach, wywołanych podczas czytania, nie mogę doczekać się jej kontynuacji.
ta książka to zdecydowanie jedna z lepszych jakie kiedykolwiek przeczytałam. to ile emocji na raz czułam… uwielbiam wykreowanie Josephine oraz fakt jak bardzo kocha swoich braci, choć czasem powoduje to, że zatraca w tym wszystkim siebie. uwielbiam jej relacje z Damienem, która ma całe moje serce. James to tajemniczy bohater i liczę, że w następnym tomie trochę bardziej odkryjemy jego postać i wiele rzeczy, które w sobie skrywa. jednak i tak zdobył moja sympatię. liczba zwrotów akcji cały czas mnie zaskakiwała, a ja ani na moment nie mogłam oderwać się od tej historii. chyba odkryłam, że tęskniłam za piórem Moniki. nie mogę się doczekać jej kolejnych premier, a szczególnie czwartego tomu z tej serii. czytajcie „Dług Josephine”, zdecydowanie nie pożałujecie ani chwili u boku tej lektury.
w jednej książce monika rutka nawiązała do jemenu (moja maturalna nisza), 67 (nie jestem pewna czy intencjonalnie), pokoju własnego, pretty woman, grey's anatomy, dziwych losów jane eyre, zbrodni i kary, groteski (ponownie matura, give me a break) zmierzchu, silver springs, kate bush, troszkę do igrzysk śmierci (psycholog ma na nazwisko everdeen), wielkiego gatsby, we found love, a dodatkowo nagle był tutaj chase shaw (jego bff logan też, ale go mam trochę w dupie)
bardzo przeciętna, głębokie i poruszające przemyślenia josephine są dość infantylne, ale to nic, wrócę na kolejną część i na każdą inną książkę moniki rutki, bo ją z jakiegoś powodu kocham
bardzo mi przeszkadzała scena, w której w końcu przeczytali te adnotowane przez drugą osobę książki - scena, która miała taki potencjał, a jednak tak słabo została wykonana 🥲 ich rozmowa brzmiała jakby odpowiadali na pytania na ustnej maturze (z angielskiego albo personalny follow up na polskim)
ps. to pierwsza książka od kilku miesięcy, którą mogłam przeczytać w pełni bez ciężaru tego, że powinnam się uczyć do matury 🫶🏼 missed this so much
pps. wielbię okładkę, cała seria jest prześlicznie wydana
ej no szczerze strasznie mi się nie chciało czytać tej części, bo minęło już tak dużo czasu odkąd ta seria się zaczęła i trochę straciłam te emocje, ale to było super i czytało się naprawdę wspaniale.
podchodziłam sceptycznie, ale im więcej czasu czytałam tym bardziej się wkręcałam i angażowałam. podoba mi się powolność tej książki, mam wrażenie, że jest ogromnie emocjonalna i intymna, zwłaszcza przy relacji głównych bohaterów.
bardzo lubię duo josephine i damiena, oni są naprawdę cudni i bardzo mnie wzruszali, zwłaszcza jak był moment "wiedziałam, że miałeś do mnie słabość". bardzo też mi się podobał wątek, że josephine opiekuje się młodszymi braćmi i to na jej barkach spoczywa zbieranie wszystkiego do kupy. bardzo ładnie zostało to napisane, kojarzyło mi się to bardzo z shameless, które uwielbiam i z fioną.
james też był genialny!! kocham go i ląduje bardzo wysoko w rankingu książkowych mężów od rutki
My fucking god nigdy nie wyjdę z podziwu jak Monika jest w stanie mną zmanipulować i pochłonąć mój umysł na tyle że nie jestem w stanie myśleć o niczym innym jak jej książki. ARCYDZIEŁO!! Mój mózg ma laga muszę to przetrawić….
⤷ 𝐆𝐝𝐲 𝐳𝐚𝐜𝐳𝐲𝐧𝐚ł𝐚𝐦 𝐬𝐞𝐫𝐢𝐞̨ 𝑃𝑜𝑧𝑜𝑟𝑜́𝑤, 𝐦𝐢𝐚ł𝐚𝐦 𝐧𝐚𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐰𝐲𝐬𝐨𝐤𝐢𝐞 𝐨𝐜𝐳𝐞𝐤𝐢𝐰𝐚𝐧𝐢𝐚. Wszędzie widziałam zachwyty i byłam przekonana, że totalnie przepadnę już od pierwszych stron. Ostatecznie pierwszy tom mnie nie zawiódł, ale też nie wywołał aż takiego efektu wow, jakiego się spodziewałam. Po prostu oczekiwałam czegoś więcej.
⤷ 𝐃𝐥𝐚𝐭𝐞𝐠𝐨, 𝐬𝐢𝐞̨𝐠𝐚𝐣𝐚̨𝐜 𝐩𝐨 𝐝𝐫𝐮𝐠𝐢 𝐭𝐨𝐦, 𝐩𝐨𝐝𝐞𝐬𝐳ł𝐚𝐦 𝐝𝐨 𝐧𝐢𝐞𝐠𝐨 𝐣𝐮𝐳̇ 𝐭𝐫𝐨𝐜𝐡𝐞̨ 𝐬𝐩𝐨𝐤𝐨𝐣𝐧𝐢𝐞𝐣. Wiedziałam mniej więcej, czego mogę się spodziewać i chyba właśnie dzięki temu bawiłam się przy nim dużo lepiej. Historia bardziej mnie wciągnęła, a ja zaczęłam coraz bardziej rozumieć fenomen tej serii.
⤷ Do tego tomu podchodziłam bez żadnych oczekiwań. Byłam po prostu ciekawa, jak dalej potoczy się ta historia - i szczerze? 𝐽𝑎𝑘 𝑛𝑎 𝑟𝑎𝑧𝑖𝑒 𝑡𝑜 𝑤ł𝑎𝑠́𝑛𝑖𝑒 𝑡𝑒𝑛 𝑡𝑜𝑚 𝑜𝑘𝑎𝑧𝑎ł 𝑠𝑖𝑒̨ 𝑛𝑎𝑗𝑙𝑒𝑝𝑠𝑧𝑦.
⤷ Sam początek nie był idealny, bo potrzebowałam chwili, żeby wkręcić się w historię i bohaterów. Ale kiedy już to nastąpiło - totalnie przepadłam. Z każdą kolejną stroną byłam coraz bardziej zaangażowana i coraz bardziej ciekawa tego, co wydarzy się dalej.
⤷ 𝐎𝐠𝐫𝐨𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐩𝐨𝐝𝐨𝐛𝐚ł𝐚 𝐦𝐢 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐜𝐚ł𝐚 𝐢𝐧𝐭𝐫𝐲𝐠𝐚 𝐳𝐰𝐢𝐚̨𝐳𝐚𝐧𝐚 𝐳 𝐽𝑎𝑚𝑒𝑠𝑒𝑚. Naprawdę świetnie było obserwować, jak wszystko się rozwija. A 𝐅𝐚𝐤𝐞 𝐃𝐚𝐭𝐢𝐧𝐠? Ja jestem absolutną fanką tego motywu i tutaj został on zrobiony naprawdę dobrze. Nic nie działo się na siłę ani za szybko. 𝑅𝑒𝑙𝑎𝑐𝑗𝑎 𝐽𝑜𝑠𝑒𝑝ℎ𝑖𝑛𝑒 𝑖 𝐽𝑎𝑚𝑒𝑠𝑎 𝑟𝑜𝑧𝑤𝑖𝑗𝑎ł𝑎 𝑠𝑖𝑒̨ 𝑛𝑎𝑡𝑢𝑟𝑎𝑙𝑛𝑖𝑒, 𝑑𝑧𝑖𝑒̨𝑘𝑖 𝑐𝑧𝑒𝑚𝑢 𝑏𝑦ł𝑎 𝑝𝑜 𝑝𝑟𝑜𝑠𝑡𝑢 𝑤𝑖𝑎𝑟𝑦𝑔𝑜𝑑𝑛𝑎. Ich zaczepki, rozmowy, drobne gesty i chemia między nimi sprawiały, że non stop uśmiechałam się do książki jak głupia. Oni razem byli po prostu genialni.
⤷ 𝐓𝐚 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐚 𝐰𝐲𝐰𝐨ł𝐚ł𝐚 𝐰𝐞 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐧𝐚𝐩𝐫𝐚𝐰𝐝𝐞̨ 𝐦𝐧𝐨́𝐬𝐭𝐰𝐨 𝐞𝐦𝐨𝐜𝐣𝐢. Były momenty, przy których miałam motyle w brzuchu i ogromny uśmiech na twarzy, ale były też takie, które autentycznie bolały. Nie zabrakło łez i trudniejszych scen, które mocno we mnie uderzyły.
⤷ Bardzo doceniam też to, jak realistycznie zostały pokazane cięższe tematy. To nie była historia stworzona tylko po to, żeby wzruszać czy dostarczać romantycznych emocji. Momentami była po prostu brutalnie prawdziwa.
⤷ 𝐍𝐨 𝐢 𝐭𝐚 𝐤𝐨𝐧́𝐜𝐨́𝐰𝐤𝐚 - 𝐣𝐚 𝐧𝐚𝐰𝐞𝐭 𝐧𝐢𝐞 𝐜𝐡𝐜𝐞̨ 𝐨 𝐧𝐢𝐞𝐣 𝐦𝐨́𝐰𝐢𝐜́. Potrzebuję kolejnego tomu natychmiast, bo po takim zakończeniu nie da się po prostu spokojnie funkcjonować.
po pierwsze jakie to było G E N I A L N E, po drugie rutka czy ty sie dobrze czułaś pisząc to??? a po trzecie GDZIE JEST CZWARTY TOM?! PO TYM CO TU SIĘ STAŁO POTRZEBUJE GO BARDZIEJ NIŻ TLENU.
nie mogłam się przekonać do nowej bohaterki ale bardzo mnie wciągnęła pod koniec. trochę mnie irytowało że przedłużane jest wszystko i w sumie nic się takiego tu nie wydarzyło
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją 3 tomu serii pozorów!!
Wow. Nie wiem, jak to się dzieje, ale zawsze kiedy czytam książki Moniki, czuję bardzo dużo emocji. Czuję, że coś we mnie się porusza, często niespodziewanie. Historia Grace była trochę inna niż historia Josephine, ale łączy je to, że obie opowiadają o kobietach — o pozorach i o świecie zbudowanym na złudzeniach.
Ta seria pokazuje problemy, które mogą być fikcyjne w fabule, ale są boleśnie prawdziwe w naszym świecie. Podczas czytania „Długu” miałam wrażenie, że jednocześnie czytam coś nowego, ale też dziwnie znajomego.
Josephine daje mi trochę vibe Grace Carrington. Gdyby nie wychowywała się w takiej rodzinie i takim otoczeniu, to myślę, że mogłaby żyć podobnie — jakby pochodziła z Edynburga i od początku miała inne warunki.
Ten temat był mi też bliski, bo przypomniał mi pewne sytuacje z mojego otoczenia. Czytając tę książkę, poczułam, że mam w pewnym sensie dobre życie i że powinnam je bardziej doceniać.
Szczerze, brakuje mi trochę słów, bo każda książka Moniki zostawia po sobie jakąś cząstkę. Trylogia The Chain jest strasznie sentymentalna. „The Wave” pokazuje mi, że nie każda miłość przetrwa. Trylogia Nadziei daje ciepło i spokój, a Trylogia Pozorów pokazuje, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje — że czasami sami nakładamy sobie coś w głowie i przestajemy wiedzieć, kim właściwie jesteśmy.
Josephine jest dla mnie zupełnie innym typem silnej kobiety. Musiała wziąć na siebie odpowiedzialność za całą rodzinę, w tym młodszych braci. Nigdy nie mogła myśleć tylko o sobie, bo jej priorytetem było to, żeby oni mieli co jeść i mogli żyć lepiej niż ona.
Wątek z Archerem niezmiernie mnie poruszył, bo pokazuje też, że niezależnie, jak dana osoba jest nam potrzebna do przetrwania, i jak bardzo ją kochamy, to potrafi swoją traumą i swoim doświadczeniem zniszczyć, złamać drugą osobę. I było to tak przykre czytać o tym. Josephine, która po prostu nie potrafiła go odrzucić od siebie, bo był on elementem jej życia i bez niego czuła się niekompletna, mimo tego, że potrafiła go nienawidzić, to i tak go kochała.
Jej relacja z Jamesem pokazuje, że tak bardzo musiała polegać sama na sobie, że trudno jej było uwierzyć, że ktoś może po ludzku chcieć jej pomóc. Wszystko w jej doświadczeniu mówiło, że nic nie jest bezinteresowne.
Może dlatego ta relacja była mi tak bliska — bo pokazuje, że czasem warto jednak wpuścić kogoś do swojego świata i pozwolić sobie na emocje. Josephine je wypierała, a ja mam wrażenie, że czasem robię podobnie, więc dobrze ją rozumiałam.
Przechodząc do lżejszej części — wątku romantycznego — nie spodziewałam się, że aż tak polubię Jamesa. Myślałam, że nikt nie przebije mojego Damiena, James był dla mnie praktycznie nową postacią, znaną tylko z kilku zdań z poprzednich tomów.
Byłam w szoku, jak dojrzały i ogarnięty potrafi być. Mój ulubiony moment, kiedy mówi, że dla miłości byłby w stanie zrobić wszystko. Wydaje mi się, że wtedy też Josephine zaczęła dostrzegać, że nie każdy bogaty i „idealny” człowiek jest taki, jakim go pokazują media czy plotki. To wszystko często jest grą pozorów — teatrem, w którym każdy coś odgrywa.
Napięcie między nimi… po prostu wow.
Trochę boję się, jak zostanie poprowadzony wątek rodzinny w kolejnej książce, bo Monika jak zwykle zostawia czytelnika na cliffhangerze. Ostatnie linijki dosłownie mnie zmiażdżyły. Szczególnie informacja o Chase Shaw i jego ważnej roli — kompletnie się tego nie spodziewałam.
Ta książka zostawia człowieka z chaosem w głowie. Wywołuje gniew, rozpacz, współczucie i emocje, których nawet trudno nazwać. Czuć, jakby zostawiała kawałek siebie w czytelniku — taki, który boli, ale jednocześnie nie pozwala o niej zapomnieć.
Od jakiegoś czasu próbuję napisać coś o tej historii, ale wcześniej nie byłam w stanie — była zbyt intensywna. Nawet jeśli czytałam ją spokojnie, to i tak zostawała ze mną na długo. Nadal o niej myślę, mimo że minął już tydzień od przeczytania.
Boję się kolejnej części i tego, czy będzie równie emocjonalna, realistyczna i bolesna.
Ta historia pokazuje też, że nigdy nie wiemy, z czym mierzą się inni — niezależnie od statusu czy tego, jak wygląda ich życie na zewnątrz. Każdy ma swój bagaż doświadczeń.
I może to jest najważniejsze przesłanie: żebyśmy byli dla siebie bardziej życzliwi. Odważni, ale też uważni na innych i na siebie.
Wasza Pat 🎀
This entire review has been hidden because of spoilers.
Josephine po tym jak jej brat, Archie, został skazany, zostaje praktycznie sama z ogromnymi problemami. Musi opiekować się młodszymi braćmi, mierzyć się z długami i próbować poskładać życie, które rozsypało się z dnia na dzień. Kiedy na jej drodze pojawia się James, syn człowieka odpowiedzialnego za tragedię jej rodziny, dziewczyna staje przed bardzo trudnym wyborem. Propozycja, którą od niego dostaje, może pomóc oczyścić imię Archiego, ale jednocześnie zmusza ją do wejścia w świat pełen tajemnic, niedopowiedzeń i skomplikowanych emocji. To początek historii, która od pierwszych stron wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać.
Muszę przyznać, że książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Spodziewałam się ciekawej historii romantycznej, ale dostałam coś znacznie więcej. To opowieść pełna emocji, trudnych wyborów i bohaterów, których los naprawdę nie jest obojętny czytelnikowi. Już od początku mocno zaangażowałam się w historię Josephine i bardzo chciałam dowiedzieć się, jak potoczą się jej dalsze losy. Monia stworzyła postać, która jest niezwykle silna. Josephine nie jest idealna, popełnia błędy i czasami wątpi w swoje decyzje. Jej determinacja i gotowość do walki o rodzinę budzą ogromny szacunek.
Bardzo spodobał mi się również wątek relacji między Josephine a Jamesem. To nie jest typowa historia, w której bohaterowie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Ich znajomość rozwija się stopniowo, a uczucia pojawiają się naturalnie. Między nimi od samego początku można wyczuć napięcie i chemię, co sprawia, że ich wspólne sceny czyta się z ogromną przyjemnością. Szczególnie podobało mi się to, że ich relacja opiera się nie tylko na romantycznych uczuciach, ale również na wzajemnym poznawaniu siebie i przełamywaniu własnych uprzedzeń.
Ogromnym plusem tej książki są emocje. Podczas czytania naprawdę można przeżywać wszystko razem z bohaterami. Były momenty wzruszające, takie, które wywoływały uśmiech, ale też sceny pełne napięcia. Niektóre wydarzenia sprawiały, że trudno było odłożyć książkę choćby na chwilę. Bardzo lubię historie, które potrafią wywołać w czytelniku różne uczucia i tutaj zdecydowanie tak było. Losy bohaterów nie są łatwe, dlatego tym bardziej kibicowałam im w walce o szczęście.
Duże wrażenie zrobił na mnie również motyw rodziny. Relacje Josephine z młodszymi braćmi zostały przedstawione w bardzo ciepły i poruszający sposób. Widać, jak wiele dziewczyna jest w stanie poświęcić dla swoich bliskich i jak ważne jest dla niej ich dobro. To właśnie ten wątek sprawił, że historia nabrała jeszcze więcej sensu. Nie jest to tylko romans, ale także opowieść o odpowiedzialności, poświęceniu i sile rodzinnych więzi. Bardzo lubię, gdy autorzy pokazują takie wartości.
Na uwagę zasługują także pozostali bohaterowie. Każdy z nich ma własny charakter i wnosi coś istotnego do fabuły. Nie są jedynie tłem dla głównych postaci, ale mają swoje historie, problemy i motywacje. Dzięki temu świat przedstawiony wydaje się bardziej realistyczny i dopracowany. Szczególnie podobało mi się, że nie wszystko jest czarne albo białe, a wiele sytuacji można interpretować na różne sposoby. To sprawia, że książka jest jeszcze bardziej interesująca.
Bardzo przypadł mi do gustu również styl pisania . Książkę czyta się lekko i szybko, a strony dosłownie znikają jedna po drugiej. Monia potrafi budować napięcie i wzbudzać ciekawość, dzięki czemu cały czas chce się poznawać dalszy ciąg historii. To jedna z tych książek, przy których łatwo stracić poczucie czasu.
Podobało mi się także to, że historia nie jest przewidywalna. Kilka razy wydawało mi się, że wiem, jak potoczą się wydarzenia, a chwilę później fabuła skręcała w zupełnie innym kierunku. Takie momenty sprawiały, że jeszcze bardziej angażowałam się w książkę. Tajemnice stopniowo wychodzą na jaw, a kolejne odkrycia tylko zwiększają zainteresowanie historią.
Historia Josephine i Jamesa na długo zostaje w pamięci, a bohaterom naprawdę trudno nie kibicować. To książka, która dostarcza wielu emocji i sprawia, że po przeczytaniu ostatniej strony ma się ochotę pozostać w tym świecie jeszcze trochę dłużej. Zdecydowanie polecam ją wszystkim osobom, które lubią poruszające historie o miłości, rodzinie, lojalności i walce o lepsze jutro.
"-Czasem duszenie w sobie bólu wyniszcza bardziej niż łzy - mówię cicho. - Nie wszystko da się unieść w ciszy."
josephine byers jest dla tych, którzy, nie zważając na własne cierpienie, zrobią wszystko dla dobra innych. jest też dla tych, którzy ciągle przybierają maski i cierpią w ciszy, bo wierzą, że najlepiej poradzą sobie sami. bardzo ważnym momentem tej książki jest wyrzucenie przez jo wszystkiego, co leży jej na sercu. wszystkiego co ukrywała, ponieważ nie chciała obarczać innych niesionym przez siebie ciężarem. ten moment uświadamia, że każdy zasługuje na osoby, które będą przy nas trwały nawet w trudnych chwilach. które odbiorą od nas trochę tego ciężaru i będą go nieść razem z nami. będą wspierać nas podczas każdej zmiany i dzięki nim może uda nam się przestać uciekać i zacząć naprawdę żyć. jo od samego początku zagarnęła dla siebie część mojego serca. jest kobietą, która musiała w życiu przyjąć wiele ról. opiekuńczej starszej siostry, głowy rodziny, osoby rozwiązującej każdą sytuację - i to okazało się być dla niej komfortowe. posiadanie wszystkiego pod kontrolą i przeświadczenie, że to ona poradzi sobie z każdym bałaganem dawało jej poczucie bezpieczeństwa. dlatego, gdy james wkroczył do jej zamkniętej bańki i zaczął przestawiać pionki, josie sie to nie spodobało. ciężko jest wytłumaczyć osobie, która całe życie pracowała na to co ma i obeszła się bez żadnej pomocy, to, że chce się jej pomóc bez oczekiwania niczego w zamian. mimo wszystko uwielbiam relacje jamesa i josie. jak przeczytałam, że ta dwójka poznaje się lepiej przez czytanie swoich ulubionych książek i adnotacji - przepadłam. dawno nie czerpałam takiej przyjemności z czytania o dwójce ludzi, którzy po prostu poszukują swojego miejsca w świecie. można by było powiedzieć, że mają wszystko zaplanowane i wiedzą gdzie prowadzi ich życie, ale moim zdaniem ich relacja sama z siebie mówi o tym, ile jeszcze ta dwójka ma do odkrycia.
"-Jeśli przyciskam cię do ściany, rozwalasz ścianę. Jeśli czujesz, że ze mną przegrywasz, zmieniasz zasady gry. Zawsze masz wyjście inne od tego, które ci daję. Musisz się tylko odważyć z niego skorzystać."
czytanie znowu o damienie - to jak powrót do domu. podoba mi się to, że pozory są napisane właśnie w ten sposób. że monia otwiera nowe drzwi, ale nadal nie zamyka starych i dzięki temu możemy się dowiedzieć jak mają się losy innych bohaterów. kocham też to, że ta książka jest prawie w całości opowiedziana ze strony josephine. możemy jej oczami poznać tych bohaterów, których dotychczas poznaliśmy tylko ze strony grace i damiena. mam też wrażanie, że im dłużej czytam tą serię, tym coraz mniej wiem. wyjaśnień jest co prawda coraz więcej, ale nowe pytania pojawiają się w mojej głowie z każdą kolejną stroną. i szczerze mi się to podoba, że monia tak buduje napięcie, że dużo spraw nie ma jeszcze swojego domknięcia.
chcę tu jeszcze zrobić odnośnik, bo jak logan powiedział, że on i chase "są jednością" to znowu myślami wróciłam do tego czasu, gdy czytałam the chain i coraz bardziej zakochiwałam się w twórczości moni.
"W każdym razie gdyby obok krwiożerczych wampirów, które świecą się w słońcu jak posypane brokatem, postawić życie Chase’a, niewiele by się różniły. Dlatego je też regularnie posypujeMY brokatem."
This entire review has been hidden because of spoilers.
Dług Josephine to trzecia część serii Pozorów autorstwa Moniki Rutki, opowiadająca o dwójce bohaterów, którzy pojawili się przelotnie w poprzednich częściach: Josephine Bayers oraz James Vanderbilt. Pochodzą oni z dwóch różnych światów, mimo to wchodzą w pewien tajemniczy układ.
James proponuje Josephine pomoc w wydostaniu jej brata z więzienia, choć sam również ma w tym własny interes. Układ, można by rzec, nie jest trudny - muszą udawać zakochanych. Udawać przed elitą, przed wpływowymi osobami, przed ojcem Jamesa, a najbardziej, co jest dla nich najtrudniejsze, przed SAMYMI SOBĄ. Motywem książki jest slow burn, choć wciąga od samego początku. Idealnie został opisany ich wzajemny brak zaufania na początku znajomości. W książce pojawia się ironiczny humor, które idealnie odwzorowuje postacie i ich charaktery. Każda ich rozmowa wywoływała we mnie dreszcz emocji, ponieważ osobiście uwielbiam takie ironiczne poczucie humoru.
Dla Josephine udawanie związku jest bardzo trudne. W swoim życiu trzyma się zasady, że nie sprzeda samej siebie za pieniądze, jednakże w tym momencie stawia rodzinę ponad siebie. Ta bohaterka przeżyła wiele w swoim życiu. Jest to dobra dziewczyna ze złego domu. Z rodziny, w której musiała walczyć o siebie, swoich braci i nie wiedziała, jak będzie wyglądać jej kolejny dzień. Czy będzie musiała zakrywać podkładem kolejny siniak, czy obejdzie się bez przemocy. Nie zasypiała z uśmiechem na twarzy. Zasypiała z przerażeniem i z bólem. W każdym rozdziale poznajemy ją bardziej, odkrywamy jej ból, strach, przeszłość i jak na nią wpłynęła. To kobieta, która poświęciła całą siebie i swoją przyszłość dla dobra swoich braci. Żeby oni osiągnęli coś, czego ona nie mogła. A przecież ona też zasługiwała na szczęście...
Zaś James Vanderbilt urodził się w zupełnie innej rzeczywistości. Dobry dom, wpływowa rodzina, pieniądze, wiele możliwości i wykształcenie. Ale to nie jest takie idealne, jak wygląda. Bo nawet za najpiękniejszą sceną kryje się kurtyna odsłaniająca prawdziwe oblicza... Bohater ten zachwycił mnie swoją dżentelmeńską klasą i myśleniem strategicznym. Od początku relacji bohaterowie mieli ustalone warunki jak ma wyglądać ich układ. Pomimo to James, posiadając duży majątek, złamał zasady umowy (dla dobra Josephine). Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają, a te dwie postacie swoimi charakterami i emocjami przez całą powieść stworzyły coś pięknego.
Cała seria Pozorów jest opowiadaniem o bólu i ciężkim losie kobiet w otaczającym nas świecie. Na co dzień słyszymy o przerażających historiach, których doświadcza wiele kobiet. Usłyszeć to jedno, przeczytać to drugie, a przeżyć to trzecie.
James w swoim życiu kieruje się zasadami, które od początku do końca kontroluje. Ale Josephine go złamała. Złamała jego zasady i jego samego. Pytanie, które zadaje sobie po przeczytaniu tej książki... czy to złamanie jest tylko rysą, czy został złamany cały mur- czyli serce Jamesa Vanderbilta? Czy relacja, która miała być tylko układem, nie zmieniła się w coś więcej?
PS. Fani Chasa Shawa również znajdą tutaj coś dla siebie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Muszę przyznać, że naprawdę uwielbiam tę serię 😭✨ Monika ma niesamowity talent do tworzenia historii, które nie tylko wciągają, ale przede wszystkim zostają w głowie i emocjonalnie rozwalają człowieka.
Hmm… ale może teraz trochę o książce?🤔 Trzeci tom Serii Pozorów nie jest już o historii Grace i Damiena, a tym raz poznajemy nowych bohaterów, inne perspektywy, relacje i kompletnie nową historię, która już od samego początku ma w sobie dużo emocji. W centrum tej części znajdują się Josephine i James — dwójka ludzi pochodzących z całkowicie różnych światów
A jacy są bohaterowie? 🥀 𝓙𝓸𝓼𝓮𝓹𝓱𝓲𝓷𝓮 To bohaterka, która naprawdę dużo przeszła 😭🥀 Cały czas walczy — o rodzinę, o przetrwanie i o to, żeby całkowicie się nie rozsypać. Przytłoczona długami, stratą domu i ogromną odpowiedzialnością za swoich bliskich, podejmuje decyzje, które momentami aż bolą 💔 I właśnie dlatego tak łatwo było mi ją zrozumieć. Josephine nie jest silna w ten „idealny”, książkowy sposób ✨ Jest silna jak ktoś, kto każdego dnia zmusza się, żeby po prostu wstać i iść dalej mimo zmęczenia, bólu i chaosu, który nosi w sobie. Nieidealna. Zagubiona. Przytłoczona życiem… a jednocześnie niesamowicie prawdziwa i autentyczna.
🤍 𝓙𝓪𝓶𝓮𝓼 Oj… James to zdecydowanie typ bohatera, który skrywa więcej, niż pokazuje 😮💨 Momentami wydawał się chłodny i zdystansowany, ale dało się wyczuć, że pod tym wszystkim kryje się dużo emocji i wewnętrznego chaosu. Ale im lepiej go poznajemy, tym bardziej widać, że pod tą opanowaną maską kryje się ktoś dużo bardziej skomplikowany. I serio… momentami był takim gentlemanem, że moje serce totalnie miękło. Ten sposób, w jaki troszczył się o Josephine, jak zwracał uwagę na najmniejsze szczegóły i próbował dawać jej poczucie bezpieczeństwa… ahhh 😩✨ To nie jest bohater idealny — ma swoje błędy, momentami bywa zagubiony i nie zawsze potrafi poradzić sobie z własnymi emocjami.
Ich historia zaczyna się od układu, który z początku wydaje się jedynie sposobem na rozwiązanie problemów 💭 Ale im dalej w tę relację, tym bardziej wszystko zaczyna się komplikować, bo między nimi pojawia się napięcie, emocje i coś, czego żadne z nich chyba nie planowało…
Ale muszę być szczera… mimo że historia Josephine i Jamesa naprawdę mnie wciągnęła, to nadal trochę bardziej kocham Grace i Damiena 🤍
Uwielbiam książki Moniki za to, że nigdy nie dają łatwych odpowiedzi. To nie jest zwykły romans – to surowa lekcja przetrwania w świecie pełnym wewnętrznego chaosu i straty. 🖤 Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi ubrać najtrudniejsze emocje w słowa, które zostają pod skórą jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony.
Podsumowując: Emocje i prawda, która boli i pozory, które tylko pogłębiają otaczający bohaterów chaos. Ta książka to totalny must-read. Na kiedy kolejny tom? Na wczoraj, inaczej nie ręczę za siebie! 🖤
Gdy zaczynałam czytać pierwszą część serii „Pozorów”, nie spodziewałam się, że tak bardzo dla niej przepadnę oraz tak bardzo polubię styl pisania autorki. Oprócz tego cały zamysł na fabułę oraz kreacja bohaterów sprawiły, że nie mogę się oderwać od czytania, a po zakończeniu książki nie umiem przestać o niej myśleć i analizować tego, co przeczytałam.
Myślałam, że historia Josephine i Jamesa będzie mniej bolesna i spokojniejsza, ale jak bardzo się myliłam. Nie spodziewałam się, że podczas czytania będzie towarzyszyło mi tak wiele emocji, również tych skrajnych. Nie obyło się też bez łez, ale przy książkach Moniki to już standard i powinnam się do tego przyzwyczaić.Nie mogę przestać się zachwycać tym, jak wiele emocji potrafi we mnie wywołać ta seria.
Problemy poruszane w tej historii są opisane w sposób realistyczny, co sprawia, że jeszcze bardziej mnie to uderzyło, ponieważ gdzieś z tyłu głowy mam świadomość, że to nie jest tylko fikcja i naprawdę w realnym życiu wiele kobiet mierzy się z tym, co zostało opisane na kartkach tej pozycji. To po prostu boli, bo wszystko jest strasznie niesprawiedliwe i nikt na coś takiego nie zasługuje.
Josephine to bohaterka, która zaimponowała mi swoją siłą oraz determinacją. Oprócz tego była w stanie poświęcić wiele na rzecz innych osób, również tych, które na to nie zasłużyły, i przez każdą taką sytuację traciła jakąś część siebie, a to bolało. Ze wszystkim musiała mierzyć się sama. Poświęcała siebie dla braci, bo chciała, by mieli lepszą przyszłość niż ona sama. Nie mówiła o tym, co trudne, i nie chciała pomocy innych osób, nawet wtedy, kiedy nie miała siły, ponieważ pracowała w kilku miejscach i wiedziała, że musi dać sobie radę.
James to bohater, który mnie zaintrygował i chciałam poznać go jeszcze lepiej, ponieważ miałam podejrzenia, że wiele ukrywało – i tak właśnie było. Poznawanie go krok po kroku było naprawdę satysfakcjonujące. Polubiłam go od samego początku i z każdą kolejną stroną zyskiwał moją sympatię jeszcze bardziej. To, ile był w stanie zrobić dla ważnych dla siebie osób, było naprawdę rozczulające.
Fake dating i slow burn w tej historii całkowicie mnie w sobie rozkochały. To było tak genialnie napisane, że przy każdym, nawet najmniejszym geście, uśmiechałam się jak głupia i miałam motyle w brzuchu. Wszystko działo się w odpowiednim tempie, bez zbędnego przyspieszania czy sztuczności. Wszystko rozwijało się naturalnie. Jestem zachwycona tym, jak genialnie została opisana relacja Josephine i Jamesa. Oni razem byli po prostu genialni. Ich zaczepki i nie tylko sprawiły, że zakochałam się w nich jeszcze bardziej.
Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że poznanie przeszłości głównej bohaterki tak bardzo mnie zaboli i sprawi, że będę płakać. Ona na to wszystko nie zasługiwała. Była w tym wszystkim sama, bo osoby, które miały ją kochać bezwarunkowo, okazały się tymi, które skrzywdziły ją najbardziej. I mimo wszystko nadal miała w sobie wiele dobra oraz nadziei, nawet wobec osób, które na to wszystko nie zasługiwały. Przeczytanie, co działo się dalej u Damiena po odejściu Grace, bolało. Było mi niezwykle przykro, bo wiele się zmieniło i to wcale nie na lepsze. To wszystko odbiło się na osobach, które ją znały, i było mi bardzo smutno oraz żal tych osób. Nie brakowało pytań, co by było, gdyby wszystko potoczyło się inaczej.
Zakończenie książki… udam, że ono nie istnieje. Nadal nie mogę zrozumieć, co tam się wydarzyło. Kto kończy książkę w takim momencie? Ja potrzebuję kontynuacji – najlepiej już teraz. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej serii, to naprawdę warto to zmienić. Te książki są tego warte. Jestem przekonana, że spodobają wam się tak bardzo, jak mnie.
Współpraca reklamowa Dług Josephine” to trzecia część serii, która moim zdaniem jest jedną z najlepszych, jakie czytałam. Monika przedstawia kobiety nieidealne, poranione, silne na swój własny sposób. To niesamowicie bolesna, a jednocześnie piękna seria, która już zawsze będzie miała specjalne miejsce w moim sercu. Każda z tych historii zostawia po sobie coś więcej niż tylko wspomnienie fabuły zostawia emocje, refleksje i bohaterów, do których trudno się nie przywiązać. To książki, które nie tylko się czyta, ale też przeżywa, a po zakończeniu zostają w głowie na długo.
Ta część opowiada o innych bohaterach niż dwie poprzednie. Na początku trochę się tego obawiałam, ponieważ po zakończeniu drugiego tomu chciałam jak najszybciej poznać dalsze losy wcześniejszych postaci. Muszę jednak przyznać, że autorka świetnie poradziła sobie z wprowadzeniem nowych bohaterów. Co więcej, w tej części również w pewnym stopniu poznajemy dalsze losy postaci z poprzednich tomów, co bardzo mnie ucieszyło.
Monika Rutka po raz kolejny udowodniła, że potrafi pisać tak, by czytelnik czuł wszystko od radości, przez złość, aż po wzruszenie. Jej historie nie są obojętne, zostają w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony
Jak na typową książkę Moniki przystało, nie mogło być spokojnie. To, ile rzeczy się tutaj działo, jest wręcz nie do opisania. Josephine i jej historia szybko skradły moje serce, a emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania, sprawiły, że nie mogłam oderwać się od
Josephine jest kompletnie inną postacią kobiecą niż Grace. To bohaterka, która od razu wyróżnia się charakterem i nie daje się łatwo zaszufladkować.
James również bardzo przypadł mi do gustu. Na pierwszy rzut oka wydaje się pewny siebie i opanowany, ale z czasem pokazuje swoją bardziej wrażliwą stronę, co sprawia, że staje się jeszcze bardziej interesującą postacią. To wlansie on zaproponował zakład, jest on synem człowieka odpowiedzialnego za tragedię jej rodziny, oferuje układ, który budzi w niej odrazę, ale jednocześnie daje nadzieję.
Motyw układu jest tutaj bardzo dobrze poprowadzony — muszą udawać zakochanych. Udawać przed elitą, przed wpływowymi osobami, przed ojcem Jamesa, a najbardziej — co jest dla nich najtrudniejsze — przed samymi sobą. Kocham motyw slow burn, a tutaj został on poprowadzony naprawdę świetnie. Relacja Josephine i Jamesa rozwija się stopniowo, bez pośpiechu, dzięki czemu każda rozmowa, spojrzenie czy drobny gest mają znaczenie. Między bohaterami od samego początku czuć chemię, ale autorka nie idzie na skróty, pozwalając uczuciom rozwijać się w naturalnym tempie.
Nie nastawiałam się jakoś mocno na tę książkę, ze względu na to, że nie miałam okazji poznać wcześniejszych tomów, więc raczej wychodziłam z założenia, że jak mi się spodoba to dobrze, a jak nie to trudno. Na początku ciężko było mi się wkręcić w te historie, styl pisania mi totalnie nie siadł, jeśli chodzi o pióro Moniki, zresztą pierwszy raz się z nim spotykam, jednak im dalej szłam w las, tym bardziej sobie uświadamiałam, że na już potrzebuję kolejny tom i przede wszystkim, chcę poznać poprzednie tomy.
Historia ma w sobie bardzo wiele bólu i przede wszystkim nie każdy jeszcze opowiedział o sobie, przykładem jest Josephine, mimo iż to książka jest o niej, brakowało mi jej w niej. Kolejny raz sięgnęłam po książkę, w której mamy bardzo silną główną bohaterkę, która za każdym razem uważa, że ze wszystkim poradzi sobie sama, a kiedy ktoś wyciąga pomocną dłoń, czuję się gorsza.
Mamy również tutaj Jamesa z pozoru jest chłodno nastawiony do swojej partnerki, w końcu musieli wejść w pewien układ. Brakowało mi przede wszystkim jego perspektywy, z jego słów łatwo było wywnioskować, że on również chciałby coś o sobie powiedzieć i cholera, chciałbym móc wejść do jego głową i zobaczyć, o czym tak mocno myśli, czasami miałam wrażenie, że przed Josephine nie jest prawdziwy człowiek, a robot stworzony, do tego, żeby zrealizować swój plan od A do Z i na tym zakończyć.
W tej książce również uświadamiamy sobie, że ZAWSZE rozmowa jest bardzo dobrym rozwiązaniem każdego problemu, każdy z bohaterów próbuje wszystko przed każdym ukryć i mierzyć się ze swoimi demonami, ale kiedy rozplątują im się języki, nagle widzimy problem, który każdy bagatelizuje.
Jestem niesamowicie ciekawa, jak się zakończy historia Josephine i Jamesa, Chryste jeszcze nigdy za nikogo tak nie trzymałam kciuków, jak za tę dwójkę, mimo iż od początku niezbyt chciałam ich widzieć razem…
Pojawia się natomiast jeszcze jedna osoba, która sprawia, że mam ochotę udusić ją gołymi rękoma i jest nią Archie, to co on zrobił… Jestem pod wielkim wrażeniem, że Josephine dalej staje za nim murem, mam nadzieję, że on w końcu pęknie i zacznie ona dostrzegać w końcu siebie. Mam ogromną nadzieję, że Hilda jej w tym pomoże.
Szczerze, nawet nie wiem, jak się zabrać za to. Długi czas zwlekałam ze skończeniem 3 tomu i w końcu to nastąpiło. Panicznie bałam się kończyć ,,Dług Josephine”, bo wiedziałam, że nie czeka mnie nic szczęśliwego.
,,Dlug Josephine. W kajdanach lojalności” to historia pełna agresji, przemocy, okrucieństwa i ogromnego cierpienia. Od najmłodszych lat Josephine musiała zmagać się z przemocą domową zarówno ze strony matki, jak i ojca, a w późniejszym czasie także od starszego brata, który poniekąd powinien być jej największym oparciem. Dziewczyna po aresztowaniu Archibalda musiała przejąć opiekę nad dwójką młodszych braci. Wszystko stanęło na jej głowie, a sama musiała poświęcać się, pracując w trzech pracach. Zmagając się z depresją, ciągłym stresem i brakiem czasu, Josephine świetnie sobie radziła, ale czy napewno? Z odsieczą przyszedł James Vanderbilt, który zaproponował jej układ - udawany związek za niewinność jej brata. Dla Josephine odpowiedź sama się nasunęła. Mimo że brat był jej katem, postanowiła go uratować i pozostać lojalna, nie wiedząc jednak, jakie zamiary ma Archie.
Od pojawienia się blondwlosego mężczyzny życie Aarona, Charliego i Josephine zostało odmienione. Dziewczyna coraz częściej spędzała z chłopakami czas, nie musząc pracować w tylu miejscach na raz.
Podczas czytania powieści dowiadujemy się najmroczniejszych zakątków życia, z którymi Josephine musiała się mierzyć. Niestety, jak można wywnioskować, nie były one najłatwiejsze do przebrnięcia. Z każdym kolejnym rozdziałem łzy ciekły mi samoistnie. Każda kolejna strona poruszała problemy wręcz boleśnie prawdziwe. Bo tak naprawdę wielu z nas codziennie staje przed lustrem, zastanawiając się w jaką grę pozorów dziś zagra.
To historia, która momentami wręcz przytłacza emocjonalnie, ale jednocześnie nie pozwala się od siebie oderwać. Rurka pokazuje, jak ogromny wpływ na człowieka mają trauma i lojalność wobec rodziny. Zdecydowanie nie jest to lekka pozycja, ale z pewnością zostanie ze mną na długo.
Kocham to, w jaki sposób Monika przedstawia kobiety - nieidealne, poranione, silne na swój własny sposób. To niesamowicie bolesna i piękna seria, która już zawsze będzie miała specjalne miejsce w moim sercu.
W tym tomie poznajemy Josephine, dziewczynę która walczy o przetrwanie, nie tylko własne, ale i swoich młodszych braci. Przytłoczona długami, stratą domu i niesprawiedliwym wyrokiem skazującym jej brata Archiego, podejmuje desperackie decyzje. Kiedy pojawia się szansa na oczyszczenie jego imienia, Josephine zostaje postawiona przed moralnym dylematem. James Vanderbilt, syn człowieka odpowiedzialnego za tragedię jej rodziny, oferuje układ, który budzi w niej odrazę, ale jednocześnie daje nadzieję. Wchodząc w świat manipulacji, wpływów i pozorów, dziewczyna musi zmierzyć się nie tylko z wrogością otoczenia, ale także z własną przeszłością.
Postać Josephine absolutnie mnie rozbiła. Z jednej strony silna, zdeterminowana, gotowa zrobić wszystko dla rodziny. Z drugiej krucha, pełna niewypowiedzianego bólu i traum, które przez lata spychała w cień. Jest to zdecydowanie moja ulubiona damska postać stworzona przez Monikę.
A motyw układu z Jamesem? Niby znany, ale tutaj podany w sposób dużo bardziej emocjonalny i cięższy. To nie jest romantyzowanie relacji to gra pozorów, napięcia i niewygodnych emocji. Uwielbiam vibe tej pary i mam nadzieję że w czwartym tomie ich relacja się rozwinie.
Nie mogę też nie wspomnieć o June i Damienie. Pustka po Grace jest w nich wręcz namacalna. Autorka świetnie pokazuje, jak różnie ludzie radzą sobie ze stratą i jak często wybierają najgorsze możliwe drogi.
To historia o tym, jak łatwo oceniać innych bez znajomości całej prawdy i jak trudne bywa życie z sekretami, które powoli rozbijają człowieka od środka. Josephine, niczym porcelana z ukrytymi pęknięciami, pokazuje, że to, co niewidoczne na pierwszy rzut oka, często niesie największy ciężar.
Podsumowując, trzeci tom serii „Pozorów” to emocjonalna, pełna napięcia opowieść o walce, poświęceniu i granicach, które człowiek jest w stanie przekroczyć dla tych, których kocha.
Ta książka okazała się dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem. Sięgając po nią, liczyłam na ciekawy romans, jednak otrzymałam historię znacznie bardziej wielowymiarową. To opowieść o uczuciach, odpowiedzialności, trudnych decyzjach i walce o to, co w życiu najważniejsze. Już od pierwszych stron mocno zaangażowałam się w losy Josephine i z ogromnym zainteresowaniem śledziłam jej dalszą drogę.
Główna bohaterka została przedstawiona w bardzo autentyczny sposób. Josephine jest silna i odważna, ale jednocześnie niepozbawiona wad. Popełnia błędy, ma chwile zwątpienia i mierzy się z wieloma przeciwnościami. To właśnie jej naturalność sprawia, że łatwo ją polubić i jej kibicować.
♟️Dużym atutem książki jest relacja Josephine i Jamesa. Ich uczucie rozwija się stopniowo i naturalnie, dzięki czemu wszystko wydaje się wiarygodne. Od początku wyczuwalne jest między nimi napięcie. Podobało mi się, że ich relacja opiera się nie tylko na romantycznym uczuciu, ale też na zaufaniu i poznawaniu swoich prawdziwych charakterów.
Relacje Josephine z młodszymi braćmi zostały przedstawione bardzo ciepło i poruszająco. Widać, jak wiele jest w stanie poświęcić dla swoich bliskich. Dzięki temu książka staje się czymś więcej niż romansem, pokazując siłę rodzinnych więzi i odpowiedzialność.
♟️Na pochwałę zasługują również bohaterowie drugoplanowi. Każdy z nich wnosi do historii coś istotnego i ma własny charakter oraz motywacje. Dzięki temu fabuła wydaje się bardziej realistyczna, a świat przedstawiony wiarygodny. Podobało mi się także, że autorka unika prostych podziałów na dobro i zło. pozostawiając miejsce na różne interpretacje zachowań bohaterów.
Styl autorki jest lekki i przyjemny, dzięki czemu książkę czyta się szybko. Napięcie i tajemnice sprawiają, że ciekawość nie znika do końca.
Dużym plusem jest też nieprzewidywalna fabuła, autorka kilka razy skutecznie mnie zaskoczyła, a zwroty akcji utrzymywały zainteresowanie.
Z każdą przeczytaną stroną nazwa serii „Pozory” doprowadza mnie do coraz większego jej zrozumienia. Bohaterowie, z pozoru szczęśliwi i silni, tak naprawdę dźwigają na barkach potworne ciężary.
Motyw fake datingu był moim zdaniem najlepszym wyborem dla tej historii. Wypadł bardzo wiarygodnie przez tempo, w jakim rozwijała się relacja bohaterów, oraz sposób, w jaki to robili.
Bardzo fajne było to, że bohaterowie nie byli płytcy – jak niestety bywa w niektórych książkach – ale mieli naprawdę głębokie przemyślenia i system wartości, którym się kierowali. James to największy dżentelmen, o jakim czytałam; w jego relacji z Josephine zdecydowanie widać, że potrafi traktować kobiety z szacunkiem.
Wszystkie zwroty akcji i prawdziwe oblicza bohaterów były niezwykle ciekawe i nieprzewidywalne. Dodawały historii dynamizmu, przez co w ogóle się nie nudziła i cały czas chciało się przewracać strony, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej.
To kolejna historia Moniki Rutki, która uświadamia, jak ciężkie bywa życie kobiet w społeczeństwie. Mimo widocznego przekroczenia granic u kobiety przez mężczyznę, nikt nie reaguje. To, że jakaś para jest po ślubie, wcale nie oznacza, że mężczyzna może wykorzystywać kobietę, jak mu się podoba. To wciąż jest gwałt. Jeśli jesteście świadkami takiej sytuacji, proszę, reagujcie i pomagajcie.
Polecam tą historię każdemu, ponieważ ma naprawdę wiele do zaoferowania i skłania do refleksji.