Powieść z motywem enemies to lovers autorki Ideal!
Poppy Wesley od dawna marzyła o wyprowadzce do akademika i rozpoczęciu studenckiego życia. W końcu będzie mogła spotkać chłopaka, w którym podkochiwała się od dzieciństwa i jednocześnie najlepszego przyjaciela swojego brata – Cole’a Parkera.
Życie nie może okazać się lepsze!
Na tym idealnym obrazku pojawia się jednak rysa, a jest nią Saint Sinclair. Chłopak od dawna ma konflikt z jej bratem i Poppy doskonale wie, dlaczego. Natomiast dopiero teraz zrozumie, co to naprawdę oznacza. W dodatku Saint to wredny, zadufany w sobie syn senatora. I, co gorsza, szybko zdobywa popularność na kampusie.
Natomiast jedyne, na co może liczyć ze strony Poppy, to czysta pogarda. Na szczęście ta nienawiść jest obustronna, więc przynajmniej w tej kwestii się dogadali.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
początek był naprawdę obiecujący, ale później zrobiło się nudno. jest to po prostu typowy romans, który nie ma w sobie szczególnie niczego specjalnego. główna bohaterka niestety jest irytującą postacią, i swoją drogą dlaczego ona jest na studiach i PISZE PAMIĘTNIK? parokrotnie udowodniła również, jak głupia ona jest. w przypadku tej pozycji nie czułem również dosłownie ŻADNEGO napięcia między bohaterami. kiedy mamy do czynienia ze slow-burnem, który tutaj występuje, powinniśmy stopniowo budować napięcie romantyczne między bohaterami, żeby później doprowadzić ich do miłości. jako że przeczytałem już sporo pozycji, oczekuję już raczej też czegoś więcej niż popularne kiedyś motywy na booktoku. plusem tej pozycji jest saint, który z początku wydaje się być arogancki i wyrachowany, aczkolwiek z biegiem czasu ukazuje swoją troskę wobec bliskich. zapoznam się z kolejnymi tomami, jednakże odczuwam wobec tej powieści ogromny zawód, zwłaszcza że zakończenie też jest jednym z bardzo typowych, jakie dało się wymyśleć.
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją The Lost Way autorstwa Kingi Macowicz. Było to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki, na które czekałam naprawdę długo. Wiele razy słyszałam pozytywne opinie zarówno o samej autorce, jak i jej książkach, dlatego bardzo ucieszyłam się, gdy otrzymałam możliwość przeczytania tej historii w ramach współpracy.
I muszę przyznać, że było to pierwsze spotkanie z twórczością Kingi Macowicz, ale z pewnością nie ostatnie.
Poznajemy tutaj Poppy Wesley, która rozpoczyna wymarzone studenckie życie. Dziewczyna od dawna czekała na ten moment, a dodatkowo perspektywa częstszego kontaktu z Cole’em - najlepszym przyjacielem jej brata i chłopakiem, do którego od lat coś czuje sprawia, że przyszłość wydaje się wręcz idealna.
Sytuacja komplikuje się jednak, gdy na jej drodze ponownie pojawia się Saint Sinclair. Chłopak od dawna pozostaje skonfliktowany z jej bratem, a Poppy doskonale wie, że najlepiej trzymać się od niego z daleka. Problem w tym, że los najwyraźniej ma wobec nich zupełnie inne plany. Wzajemna niechęć, cięte riposty i napięcie między bohaterami sprawiają, że ich relacja od samego początku jest niezwykle burzliwa.
Jeśli chodzi o bohaterów, uważam, że zostali naprawdę dobrze wykreowani. Podobało mi się to, że nie są stworzeni według jednego schematu - każdy z nich ma w sobie coś charakterystycznego i wyróżnia się na tle pozostałych. Momentami miałam jednak wrażenie, że niektóre dialogi były do siebie bardzo podobne, przez co czasami zacierały się różnice między poszczególnymi postaciami. Dotyczyło to głównie takich mniej istotnych rozmów, które nie wnosiły wiele do fabuły i miały raczej podtrzymywać tempo historii. Były to jednak pojedyncze sytuacje, bo przez większość książki bohaterowie faktycznie mieli własny charakter i dało się ich od siebie odróżnić.
Jeśli natomiast chodzi o relacje, tutaj mam nieco mieszane uczucia. Nie ukrywam, że nie stałam się fanką ani relacji Poppy i Sainta, ani Poppy i Cole'a. Na początku byłam przekonana, że kibicuję temu drugiemu, jednak z czasem doszłam do wniosku, że żaden z tych bohaterów nie przekonuje mnie w pełni. Oczywiście są to młodzi ludzie i mają prawo zachowywać się niedojrzale, jednak momentami ta niedojrzałość zwyczajnie mi przeszkadzała.
Największym problemem okazała się dla mnie relacja Poppy i Sainta. Nie poczułam tej płynnej przemiany od nienawiści do czegoś więcej. Miałam wrażenie, że bohaterowie przez większość czasu nadal się nie lubią, a pewne wydarzenia sprawiają jedynie, że zaczynają się wzajemnie tolerować. Nawet kiedy fabuła wyraźnie sugerowała, że między nimi rodzi się bliższa więź, ja po prostu tego nie odczuwałam. Z tego powodu równie dobrze mogłabym zaakceptować zakończenie, w którym Poppy zostałaby sama albo z kimś zupełnie innym. Nie zmienia to jednak faktu, że jestem ciekawa jej dalszych losów i tego, jak autorka rozwinie tę historię. Mam też ogromną nadzieję, że w następnym tomie poczuję chemię między bohaterami.
Jeżeli chodzi o samą fabułę, to uważam, że pomysł był ciekawy. Szczególnie zainteresował mnie wątek pamiętnika, ponieważ nie trafiam na niego zbyt często. Historia potrafiła mnie zaciekawić i były momenty, które naprawdę czytałam z dużym zaangażowaniem. Jednocześnie muszę przyznać, że wiele wydarzeń było dość przewidywalnych. Miałam wrażenie, że autorka momentami korzysta ze znanych schematów charakterystycznych dla romansów akademickich. Studia, bractwa, imprezy, bohaterowie zmuszeni do współpracy mimo wzajemnej niechęci - są to motywy bardzo popularne i jednocześnie trudne do przedstawienia w sposób, który całkowicie wyróżniłby się na tle innych książek. Nie jest to jednak wada, która znacząco wpłynęła na mój odbiór historii. Mimo przewidywalności wciąż czytałam ją z zainteresowaniem i dobrze się przy niej bawiłam. Duża w tym zasługa stylu autorki, który jest lekki, przystępny i bardzo przyjemny w odbiorze. To jedna z tych książek, które świetnie sprawdzają się jako wieczorna lektura po szkole czy pracy.
Muszę jednak wspomnieć o jednej rzeczy, która momentami mnie irytowała, a mianowicie o powtórzeniach. Nie zaznaczałam konkretnych fragmentów, więc nie jestem w stanie wskazać dokładnych przykładów, ale zdarzały się sytuacje, w których pewne sformułowania lub informacje były powielane.
Bardzo spodobała mi się więź między główną bohaterką a jej przyjaciółką, Harper. Naprawdę przyjemnie czytało mi się o ich interakcjach, a ich dialogi były jednymi z tych elementów, które najbardziej mnie angażowały. Przy końcówce zostałam jednak totalnie zaskoczona naprawdę szalonym plot twistem związanym właśnie z Harper. Szczerze mówiąc, to chyba bardziej on sprawił, że chcę przeczytać drugi tom, niż sam wątek Sainta.
Mimo kilku uwag uważam, że było to udane pierwsze spotkanie z twórczością Kingi Macowicz. Choć relacja głównych bohaterów nie do końca mnie przekonała, to jestem na tyle zainteresowana historią, że z dużym prawdopodobieństwem sięgnę po drugi tom. Jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów.
🩷 Dziewiętnastoletnia Poppy Wesley przeprowadza się wraz z przyjaciółką do akademika na studia. Na tej samej uczelni studiuje również Cole – najlepszy przyjaciel jej brata, w którym Poppy od lat jest zakochana. Dziewczyna jest zachwycona wizją bliższego kontaktu z chłopakiem, w końcu wcześniej rzadko się widywali. Niespodziewanie jednak po latach do miasta powraca Saint Sinclair, wróg rodzeństwa. Poppy nie przypuszcza, że los ponownie skrzyżuje ich drogi.
🐱 The Lost Way to najnowsza książka Kingi, której szczerze nie mogłam się doczekać. Jej styl pisania od dawna jest mi dobrze znany i śmiało mówię, że go uwielbiam. Fabuła nie była zawiła, dzięki czemu przyjemnie się przez nią płynęło. Akcja była prosta, lecz wciągająca. Skrywana tajemnica z przeszłości zostawiała po sobie napięcie oraz potęgowała moje zaciekawienie, dzięki czemu nie odrywałam się od czytania.
🩷 Większość osób pewnie stwierdzi, że Poppy Wesley to bohaterka, którą albo się kocha, albo nienawidzi. Ja jestem gdzieś pośrodku. Od razu ją polubiłam mimo, że początkowo delikatnie irytowała mnie swoją dziecinnością. W każdym razie jej riposty, czy poczucie humoru nieraz mnie rozbawiły.
🐱 Saint Sinclair to bohater, który niesamowicie intrygował mnie swoją tajemniczością i zachowaniem, chciałam poznać powód jego nienawiści. Z pozoru jest zwykłym bezczelnym chłopakiem, jednak gdy pozna się go bliżej widać jak troskliwy i uroczy potrafi być w stosunku do bliskich.
🩷 Relacja Poppy i Sainta od początku była pełna wzajemnej niechęci. Brakowało mi w niej jednak bardziej opisanych scen i większej ilości chemii pomiędzy bohaterami, wiem, że to slow burn, jednak ja nie do końca czułam to napięcie, które powinno towarzyszyć mi podczas jej rozwoju. Jednocześnie miała w sobie ona coś, co mnie do niej przyciągało. Byłam ciekawa jej rozwoju, niektóre momenty potrafiły wzbudzić ekscytację i motylki w brzuchu 🤭
🐱 Kinga bardzo dobrze wykreowała bohaterów – każdy z nich wyróżniał się czymś innym. Cole był postacią, która nie zdobyła mojego uznania (team Saint). Z jednej strony pokazywał zainteresowanie Poppy, z drugiej zaś bardziej bał się jej brata – swojego najlepszego przyjaciela – przez co nie próbował walczyć o uczucia i zainteresowanie dziewczyny. Ryan był z kolei bardzo opiekuńczy, mimo że z pewnością chciał dobrze dla swojej siostry to bardziej uwidaczniała się chęć kontroli nad jej życiem. Harper, najlepsza przyjaciółka Poppy i jednocześnie jej totalne przeciwieństwo. Energiczna, otwarta i zawsze znajdująca się w centrum wydarzeń.
🩷 Pod koniec emocje zdecydowanie wzrosły. Zachowanie Poppy się zmieniło, zachowywała się bardziej dojrzale. Samo zakończenie pozostawiło we mnie pewnego rodzaju pustkę i sporo pytań. Z pewnością tylko zwiększyło chęć sięgnięcia po kolejny tom.
🩷🐱 TLW to świetna książka dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z czytaniem oraz dla tych, którzy nie oczekują od książek zbyt wiele. To lekka i humorystyczna książka, którą czyta się szybko i przyjemnie. Idealna na chwilę relaksu i oderwanie się od codzienności.
🩷 Na koniec chciałabym jeszcze raz bardzo podziękować Kindze oraz wydawnictwu za możliwość recenzowania The Lost Way 🥹 𝑴𝒂𝒅𝒆𝒍𝒊𝒏𝒆 ❤️
Zacznę od tego, że przed “The Lost Way“ czytałam książkę, która spowodowała, że cieżko sięgało się po książkę Kingi. Ale kiedy przeczytałam z 10 stron, tak przyjemnie mi się czytało, bo fabuła była tak ciekawa. Historia jest cudowna. Uwielbiam tą książkę!
Jest to pierwsza książka tej autorki i mogę stwierdzić, że styl pisania bardzo mi się spodobał - jest komfortowy. Wszystko cudownie napisane i szybko mi się ją czytało, nie odczuwałam, że rozdziały mają po 20 stron. Książka, którą wcześniej czytałam miała rozdziały po 3 do 5 stron, więc myślałam, że ciężko będzie się przestawić.
Nasza Poppy Wesley jest zakochana w Cole’u Parkerze od szóstej klasy. Gdy okazuje się, że studiuje tam, gdzie on, myśli uda jej się stworzyć z nim coś głębszego niż przyjaźń, bo Cole jest przyjacielem starszego brata. Zapisuje wszystko w swoim pamiętniku, aż nagle pamiętnik dostaje się w ręce Sainta Sinclaira. Poppy próbuje odzyskać swoją własność, tak żeby nikt się nie dowiedział o jej sekretach. Musi z Saintem, który jest wrogiem jej brata zawrzeć układ.
Saint jest synem senatora i jest wredny dla rodzeństwa Wesley. Uprzykrza im życie przez pewną sprawę z przeszłości. Ale to jedynie maska. Dla swojej siostry Abby jest miły i czuły.
Spodobał mi się motyw koła politologów, a dokładniej wyborów na przewodniczącego. Mówię o tym, dlatego że dzięki tej sytuacji Saint zaadoptował kotka, Cheetosa. Słodki mały i rudy kotek, tak samo nieznośny jak Poppy.
Zakończenie jest mocne, sekrety wychodzą na jaw. Harper - zła przyjaciółka. Ryan - okropny brat. A Saint: „on wyjechał” … Mimo, że miałam spoiler co do zakończenia i tak, niespodziewałam się innych rzeczy.
Jeszcze dodam, że liczyłam na to, że oni w końcu będą razem, ale przez tego Cole’a, Saint wyjedzi, bo się wkurzy i będzie zazdrosny.
PS jeśli lubisz książki z motywem enemies to lovers, to polecam!
This entire review has been hidden because of spoilers.
Ogólnie to cała historia jest mega spoko, wciąga. Jedyne co mi się nie podoba to to, że czasami bohaterka zachowuje się jak 5 letnie dziecko. Końcówka zryła mi łeb.
Jest mi naprawdę przykro, bo ostatnio bardzo polubiłam się z twórczością Kingi i myślałam, że to też mi się spodoba. Niestety podczas czytania ani razu nie towarzyszyły mi pozytywne emocje. ://
Myślę, że największym problemem, który aż tak zaważył na mojej ocenie, była Poppy, czyli główna bohaterka. Totalnie się z nią nie polubiłam, według mnie była strasznie głupia i za każdym razem jak coś mówiła to miałam ochotę odłożyć tę książkę i do niej nie wracać. Przez nią nie byłam w stanie w żaden sposób czerpać przyjemności z czytania, bo CAŁY CZAS mnie irytowała. Jej niektóre zachowania były po prostu dziwne i mam wrażenie, że na każdym kroku próbowała być „inna”. Domyślam się, że miała być wykreowana na śmieszną, ale no ja mam w takim razie zdecydowanie inny humor.😭
„The lost way” po prostu nie wpasowało się w mój gust. Przez to, że czytam dużo książek, to też zaczynam więcej od nich wymagać. Ta historia była zbyt oczywista i typowa. Zabrakło mi tutaj też wątku romantycznego I JA WIEM, że to jest slow burn i enemies to lovers i naprawdę doceniam, że z wrogów nie stali się lovers po 200 stronach, ale ta książka ma 500 stron, a oni ani razu się nawet nie przytulili. NIC. Nie było czuć nawet żadnego napięcia.
Chciałabym dać szansę następnym częściom, bo z tego co słyszałam ma być to chyba trylogia, ale no zobaczymy.
Hejka! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją patronacką „The Lost Way” od Kingi Macowicz.
Na samym początku chciałabym podziękować Kindze za to, że mogłam zostać patronką jej książki. Wciąż jest to dla mnie nierealne. Dziękuję za wszystko! Kocham Cię. 🤍
[współpraca reklamowa | patronat medialny]
Poppy od zawsze marzyła o studiach i życiu w akademiku, głównie dlatego, że w końcu będzie blisko Cole’a - swojej wieloletniej sympatii i najlepszego przyjaciela brata. Wszystko się komplikuje, gdy na jej drodze staje Saint Sinclair, arogancki syn senatora i wróg jej brata. Oboje od początku nie mogą na siebie patrzeć, a ich wzajemna niechęć tylko się pogłębia.
Pióro Kingi jest mi już dobrze znane, bo miałam okazję czytać jej wcześniejsze książki. Niezmiennie potrafi natychmiast wciągnąć czytelnika w fabułę. Przysięgam, że jak tylko dostałam PDF-a, przeczytałam go jeszcze tego samego dnia. Byłam mega ciekawa, co tym razem Kinga wymyśliła. Przez całą książkę żyłam w niepewności, w jakim kierunku pójdzie zakończenie tej części. To, jak Kinga cały czas trzymała mnie w napięciu, jest nie do opisania. Mamy tutaj pewne tajemnice, których rozwiązanie totalnie rozwaliło mi głowę. Autentycznie podczas czytania przeżywałam tyle emocji, że aż ciężko ubrać je w słowa. Musicie koniecznie sięgnąć po „The Lost Way”, wtedy zrozumiecie, co mam na myśli. Przeczytałam naprawdę sporo książek i jeszcze nie miałam okazji spotkać się z tak oryginalnym pomysłem na fabułę. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy. Swoją drogą, w tej powieści jest tyle zabawnych tekstów, że wielokrotnie siedziałam i śmiałam się sama do siebie. To idealna lektura, która na chwilę pozwala zapomnieć o wszystkim, co dzieje się dookoła - przynajmniej mi bardzo w tym pomogła. Uwielbiam klimat studiów i całego studenckiego życia. A zakończenie? Kinga… ja potrzebuję drugiego tomu na WCZORAJ. Totalnie nie przypuszczałam, że wszystko pójdzie w tym kierunku i mimo że minęło już kilka miesięcy, odkąd poznałam finał tego tomu, wciąż nie mogę przestać o nim myśleć.
Poppy jest bohaterką z niezwykłym temperamentem. Już od pierwszego rozdziału wiedziałam, że na pewno ją polubię. Nie jest typową wyidealizowaną bohaterką - wręcz przeciwnie. Jest zwyczajną dziewczyną, która jest niezwykle sprytna. W każdej sytuacji potrafi znaleźć rozwiązanie i wykorzystać je na swoją korzyść. Uwielbiam wszystkie jej docinki w stronę innych osób (a szczególnie w stronę jednego bruneta). Wybierając się na studia, planowała zbliżyć się do swojego crusha z dzieciństwa. Jednak jedna osoba lekko pokrzyżowała jej plany… Co do samej Poppy, to przez niektóre jej cringowe teksty jestem pewna, że bym się z nią dogadała. W jej postaci odnalazłam też kilka cech charakteru, które razem dzielimy.
Saint Sinclair od początku bardzo mnie zaintrygował. Jest tajemniczy i ciężko go rozgryźć. Na początku możecie być do niego uprzedzeni, ale gwarantuję, że z czasem zdecydowanie będziecie Team Saint. Mimo że często był arogancki i sarkastyczny, naprawdę go polubiłam i z ogromną ciekawością poznawałam jego postać. Wiele razy udowodnił, że nie jest taki zły, jak może się wydawać. Może wyglądać na osobę, która dzięki wpływom rodziców ma wszystko podane na tacy, ale stara się pokazać, że wcale tak nie jest i na wszystko pracuje sam. I pamiętajcie - Team Saint na zawsze!
Znajomość Poppy i Sainta nie zapowiadała się najlepiej. Oboje darzyli się szczerą nienawiścią, przez co nie chcieli spędzać ze sobą czasu. Problem w tym, że robili to dosyć często. Poppy, żeby odzyskać swoją własność, nieraz była na jego zawołanie, co niesamowicie ją frustrowało. Z czasem jednak odnaleźli jakąś nić porozumienia i wspólne chwile nie wydawały się już aż tak okropne. Mimo wzajemnej niechęci pomagali sobie dla wspólnych korzyści. Ale jeśli myślicie, że szybko zaczęli się uwielbiać, to cóż… powodzenia.
Jeśli jesteście fanami motywu enemies to lovers, to w tej książce został on przedstawiony GENIALNIE. Nie ma tutaj czegoś takiego, że po stu stronach bohaterowie nagle się kochają. Przez całą fabułę między nimi czuć ogromne napięcie i naprawdę widać, że darzą się nienawiścią. Swoją drogą, jest to slow burn i jeden z lepszych, jakie czytałam. Poppy i Saint tworzą bardzo interesujący duet. Nie nastawiajcie się na to, że szybko zaczną się dogadywać. Oboje mają silne charaktery, a ich kłótnie były serio świetne.
Jeśli lubicie Robloxa i rude kotki, to bierzcie Cheetosy i koniecznie przeczytajcie „The Lost Way”. Gwarantuję Wam, że tej książki po prostu nie da się nie pokochać!
Poppy Wesley od dziecka marzy o wyprowadzce do akademika i rozpoczęciu dorosłego życia. Studenckie życie równało się z czymś jeszcze. Z szansą na interakcje między nią a Colem Parkerem – chłopakiem, o którym marzy od dziecka. Brzmi idealnie prawda? Jednak jej idealny plan nie przewidział jednego. Sainta Sinclair’a. Największego wroga Poppy i jej rodziny. Kogoś, z kim łączy ją tajemnicza przeszłość. A z jego powrotem pojawia się pytanie jak wiele tym razem namiesza.
Poppy Wesley to bohaterka, przy której myślę, że czułabym się komfortowo. Jej ulubioną rozrywką jest spanie i tłuste jedzenie. I jest z tego, jak najbardziej dumna. Zazwyczaj woli spędzić czas w swoich czterech ścianach, a jeszcze lepiej, jakby w jej pobliżu znajdowały się serowe chrupki. Wykłady spędza na graniu w robloxa, ale mimo wszystko widzi siebie w przyszłości na miejscu prezydenta. W rozmowach z nią często gości sarkazm, przez co wiem, że byśmy się dogadały. Czasem palnęła czymś żenującym, ale to jest jakby okej. Z pewnością nie mogę jej odebrać tego, że skubana jest sprytna. A w tym jednym pamiętnym momencie naprawdę mi zaimponowała.
Cole Parker to bohater, o którym słyszymy już od pierwszego rozdziału. Zostaje nam on przedstawiony w samych superlatywach przez zakochaną w nim po uszy Poppy. Kiedy już rzeczywiście go poznajemy wypadł dla mnie przeciętnie. Był okej taki wiecie raczej miły chłopak, ale jakoś nie wzbudził we mnie większych emocji. Co nie znaczy, że go nie lubię!
I tutaj muszę przyznać, że obawiałam się o ten wątek dwóch chłopaków i szczerze myślałam, że raczej mi się nie spodoba, ale miło się zaskoczyłam. Uważam, że Kinga naprawdę świetnie to poprowadziła.
Saint Sinclair szczyci się popularnością. Jego ojciec jest senatorem, a w dodatku Saint zwyczajnie swoją osobą zyskuje dużo uwagi. Chłopak z niewiadomych przyczyn wraca do miasta, czym wzbudza ciekawość wielu osób. Z tego, co się słyszy to raczej ma nie najlepszą reputację. Jednak nie zmienia to faktu, że ma chłopak powodzenie u kobiet. Kiedy go poznajemy wiemy, że łączy go przeszłość z Poppy i jej rodziną. Ten wątek jest intrygujący jednak jego postać sama w sobie tak już jest. Od początku miałam silną potrzebę go poznać.
A jeśli już mówimy o Poppy i Saincie, to nie spodziewałam się, że aż tak polubię ich duet. Zaczynając od samego pomysłu na „przywrócenie” ich kontaktu, czyli znalezienie się pamiętnika Poppy w posiadaniu Sainta. No uwielbiam! Chłopak oczywiście wykorzystuje to dla swoich korzyści. Widać w nich tę niechęć do siebie. Ciągłe skakanie sobie do gardeł jeszcze bardziej mnie w tym utwierdzało. Jednak jakimś cudem bardzo często znajdywali się w swoim towarzystwie. Podobało mi się, że ta ich nienawiść było faktycznie czuć, a nie, że po kliku rozdziałach było już cudownie. Tak naprawdę to dopiero pod koniec książki można było zauważyć w nich jakąś zmianę. I o mój boże. Uwielbiam to! W końcu też możemy poznać Sainta z innej strony i w starciu naszych kandydatów… jestem team Saint 🤭
Bardzo spodobało mi się wykreowanie bohaterów. Każdym dostał swoją osobowość, przez co w, choć w najmniejszym stopniu mogłabym cię o nich powiedzieć.
W książce pojawia się wątek dołączenia do wymarzonego Theta Star. Ciągnie się on przez większość książki jednak przez cały czas jest on poprowadzony w angażujący sposób.
Jest to moja pierwsza styczność z piórem Kingi i muszę przyznać, że na pewno nieostatnia! Styl pisania autorki jest naprawdę przyjemny, a przez książkę po prostu mi się płynęło. Uwielbiam dynamikę tej książki. Nie da się na niej nudzić. Tutaj akcja ciągle trwa w najlepsze. Jeśli szukacie lekkiej, ale wkręcającej książki to zdecydowanie polecam sięgnąć po ten tytuł! Naprawdę nie sądziłam, że tak książka aż tak bardzo mi się spodoba! Co prawda ostatnie strony pozwoliły mi przewidzieć zakończenie jednak w dalszym ciągu mam wiele pytań i z niecierpliwością czekam na kolejny tom!
THE LOST WAY – KINGA MACOWICZ 💓💓💓💓/ 🏀🏀🏀🏀🏀 [ współpraca reklamowa ]
Hejka kochani, od ostatniej recenzji trochę minęło, więc dziś przychodzę do was z moją opinią na temat ,,The Lost Way”, czyli najnowszej książki od Kingi Macowicz. Muszę się przyznać, że losy Poppy już wcześniej mnie zaintrygowały, dlatego przed wydaniem przeczytałam wszystkie rozdziały na wattpadzie i głównie one zachęciły mnie, by dalej poznać tę historię. Z twórczością Kingi spotkałam się już wcześniej, a dokładnie, gdy zostałam recenzetką ,,Golden Coast”, jednak ,The Lost Way” to zdecydowanie co innego. Dla mnie jest to luźna młodzieżówka, z humorem, ale jednocześnie intrygującym wątkiem, czyli relacją Poppy i Sainta. 🏀💓🏀💓 Zacznijmy jednak od bohaterów. Poppy Wesley to główna postać, którą osobiście uważam za specyficzna, lecz ja ją naprawdę polubiłam. Może nie zawsze rozumiałam jej poczucie humoru, ale cieszę się, że nie została przedstawiona jako kolejna idealna bohaterka. Zresztą czytając książkę, widzimy różnice między dziewczynami z Theta Stars, które jedzą zdrowo, są piękne itp., a Poppy, która jest sobą i to mi się podoba najbardziej. Pomimo nowego otoczenia i ogólnie wszystkiego nie zmienia się i ja naprawdę doceniam wykreowanie takiej bohaterki. W dzisiejszych czasach gdzie wszyscy chcą dopasować się do otoczenia, zapominają o tym, kim naprawdę są. Pamiętajcie, bądźcie sobą :). Jednak teraz przejdźmy tym razem do głównego bohatera, czyli Sainta Sinclairna. Od razu się przyznam, należę do jego teamu, szczególnie po poznaniu prawdy na ostatnich stronach książki. To jest niesamowite, ale w trakcie czytania bez problemu kreowałam jego postać w swojej głowie. Dla mnie jest on intrygującą i ciągle tajemniczą postacią, którą ja chcę poznawać. Chcę wiedzieć więcej, o tym, co czuje, myśli itp. Podczas czytania poznajemy różne strony Sainta i moją ulubioną zdecydowanie jest ta, kiedy jest on przy Abby ( nie zdradzę, kim jest ta postać, gdyż dla mnie był to jeden z mini plot twistów). Uwielbiam ten moment i potrzebuje ich więcej w kolejnej części. Natomiast jeśli chodzi o Ryana, czyli brata Poppy, który odgrywa ważną rolę w całej historii, to niestety nie zdobył mojej sympatii. To nie jest tak, że go nienawidzę, ale po prostu nie przepadam za nim. Nie znoszę, gdy ktoś próbuje na każdym kroku kontrolować kogoś, a to niestety chłopak robił młodszej siostrze. 🏀💓🏀💓O bohaterach trochę już napisałam więc czas przejść dalej, czyli do fabuły. Czasem brakowało mi trochę dynamiki i czegoś WOW, co nie oznacza, że nie było wcale takich momentów. Bo były i wiele z nich zaskoczyło mnie. Zakończenie TLW to jest coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Nie miałam konkretnego scenariusza na to, ale to, czego się dowiedziałam, pozostawiło mnie w totalnym szoku i zdecydowanie sięgnę po kolejny tom, bo MUSZĘ się dowiedzieć co stanie się dalej z losami Poppy i Sainta. Styl pisania Kingi mi jak najbardziej pasuje, choć jedyne co mi lekko przeszkadzało to zbyt duża ilość przekleństw itp. Miałam wrażenie, że nie w każdym w momencie one były potrzebne ;) 🏀💓🏀💓,,The Lost Way” to historia, która ma coś w sobie, ale czuję, że kolejny tom, będzie czymś jeszcze lepszym i ciekawszym. Jeśli jesteście po przeczytaniu TLW dajcie znać, czy jesteście team Saint czy team Cole haha. Na zakończenie chciałabym bardzo podziękować Kindze za to, że mogę być recenzetką TLW:) Buziaczki – Weronika 😘😘
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Kingi i muszę przyznać, że żałuję, iż sięgnęłam po jej książki dopiero teraz. Ta historia całkowicie mnie wciągnęła i utwierdziła w przekonaniu, że na pewno poznam więcej jej powieści.
𝐏𝐨𝐩𝐩𝐲 𝐖𝐞𝐬𝐥𝐞𝐲 rozpoczyna nowy etap życia na uniwersytecie. To bohaterka, której nie sposób nie polubić, jest pełna energii, ciepła i uroku. Jej zainteresowania to polityka, jedzenie, filmy i seriale oraz najlepszy przyjaciel jej brata, 𝐂𝐨𝐥𝐞 𝐏𝐚𝐫𝐤𝐞𝐫, w którym podkochuje się od lat. Wszystko komplikuje się jednak, gdy na jej drodze pojawia się
𝐒𝐚𝐢𝐧𝐭 𝐒𝐢𝐧𝐜𝐥𝐚𝐢𝐫. Czyli najpopularniejszy chłopak na kampusie. Kiedy przez przypadek w jego ręce trafia pamiętnik Poppy, a wraz z nim jej największy sekret, wydarzenia zaczynają nabierać tempa. Od pierwszych stron można wyczuć, że tych dwoje łączy coś więcej niż tylko spotkanie na studiach.
Od samego początku pokochałam Poppy. To jedna z tych bohaterek, którym kibicuje się całym sercem. Jej optymizm, autentyczność i sposób patrzenia na świat sprawiały, że z przyjemnością śledziłam każdy kolejny rozdział. Równie mocno urzekła mnie jej relacja z Harper. Mimo że dziewczyny bardzo się od siebie różnią, ich przyjaźń wydawała się szczera i niezwykle wartościowa.
Mam ogromną słabość do historii osadzonych w uniwersyteckim klimacie. Bractwa studenckie, wielkie imprezy, czerwone kubeczki, rywalizacja i wszelkiego rodzaju kampusowe dramaty tworzą atmosferę, którą po prostu uwielbiam. Tutaj ten klimat został oddany znakomicie i sprawił, że jeszcze bardziej zaangażowałam się w tę opowieść.
Choć od początku kibicowałam Poppy, dość szybko zaczęłam dostrzegać, że jej relacja z Colem nie jest tak idealna, jak mogłoby się wydawać. Drobne zachowania i pozornie nieistotne sytuacje stopniowo zmieniały moje postrzeganie tej postaci. Zupełnie odwrotnie było w przypadku Sainta. Początkowo nie wzbudził mojej sympatii, ale z każdą kolejną stroną coraz bardziej przekonywałam się do niego. Jego gesty, troska i sposób, w jaki traktował Poppy, sprawiły, że ostatecznie bez wahania dołączyłam do Team Saint.
A zakończenie? Kompletnie mnie zaskoczyło. Choć udało mi się przewidzieć jeden z wątków, kolejne odkrycia wprawiły mnie w niemałe osłupienie. Ilość tajemnic, które wyszły na jaw, oraz liczne zwroty akcji sprawiły, że ostatnie strony czytałam z zapartym tchem. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak z niecierpliwością czekać na kolejny tom.
Na koniec muszę wspomnieć o stylu autorki. To jeden z tych przypadków, kiedy podczas czytania ma się wrażenie oglądania filmu. Historia płynie niezwykle lekko, a strony znikają w ekspresowym tempie. Ostatnie sto pięćdziesiąt stron pochłonęłam w środku nocy, nie mogąc oderwać się od lektury. Myślę, że to najlepszy dowód na to, jak bardzo ta książka mnie oczarowała.
Styl pisania autorki jest mi bardzo dobrze znany i naprawdę lubię do niego wracać. Każda historia nasuwa nowe wnioski i jest lekcja dla czytelników. Książki Kingi czyta się z lekkością i uważam, że potrafi zatrzymać czytelnika do końca.
Uwielbiam poczucie humoru autorki i to jak przenosi je na swoich bohaterów, w tym wypadku Poppy. Bohaterka, która swoją osobowością sprawiła, że ta książka stała się jeszcze bardziej ciekawsza.
Jest to pierwszy tom, a z racji że jednym z głównych motywów to slow burn to ciężko tu mówić o ich relacji. Sięgamy trochę do ich przeszłości i poznajemy ich od innej strony. Ich relacje można opisać słowami “krok w przód, dwa kroki w tył”, ale wierzę, że w drugim tomie będzie się działo więcej!
Dodatkowym urozmaiceniem jest fakt, że bohaterka staje przed wyborem między chłopakiem, który podoba jej się od lat, a swoim wrogiem. Mimo, że na początku mocno kibicowałam temu pierwszemu to szybko się na nim zawiodłam i teraz zdecydowanie #TeamSaint !!!
𝙋𝙤𝙥𝙥𝙮 - KOCHAM JĄ. Bohaterka, którą od początku wzbudziła we mnie empatię i jej teksty ciągle wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Jej osobowość znacznie się różni od tych ”typowych”, nie boi się powiedzieć czegoś na głos nawet jeśli czasami nie powinna. ( łamie stereotypy, bo ma przyjaciół 😭 )
𝙎𝙖𝙞𝙣𝙩 - Nasz główny bohater do którego mam dość mieszane uczucia, od początku denerwowały mnie jego toksyczne teksty i zachowania niestosowne do Poppy. Zakończenie znacznie zmieniło moje spojrzenie na jego postać, ale wciąż uważam, że czasami powiedział za wiele.
𝘾𝙤𝙡𝙚 - Na początku pokładałam spore nadzieje właśnie w nim, ale szybko się zawiodłam. Uroczy w stosunku do Poppy, lecz brakowało mu tego „czegoś” i nie umiał o nią zawalczyć.
Zakończenie to coś czego się nie spodziewałam, myślałam, że będzie dość przewidywalne, a jednak tym razem okazało się inaczej, przez co jeszcze bardziej nie mogę się doczekać drugiego tomu.
Podsumowując kolejne arcydzieło spod pióra Kingi! Polecam każdemu i nie mogę się doczekać drugiego tomu! 🩷
Boże, ja potrzebuję drugiego tomu na już!!!! Co to za zakończenie?! Mam ochotę zwinąć się w kłębek i wyć. Historia Poppy i Sainta jest przecudowna. Tu jest takie enemies to lovers jakiego dawno nie czytałam. A do tego slow burn, który trwa cała książkę. Poppy w końcu wyjeżdża na wymarzone studia. Ma nadzieję,że w ich trakcie uda jej się w końcu poderwać, przyjaciela brata, do którego wzdycha już od kilku lat. Ale już na pierwszej imprezie, okazuje się,że ten studencki czas, wcale nie będzie takie fajny, gdyż do miasta powraca Saint, wróg je brata, chłopak którego nienawidzi, ale z którym ma też wspólny sekret. Nienawiść jest odwzajemniona, ale czy na pewno? Już od pierwszego chwil widać tą energie między nimi. Każda rozmowa kończy się sprzeczką i dogryzkami. Ale jak na osoby, które nie pałaja do siebie sympatią l, spędzają ze sobą dużo czasu. Jednym z powodów jest to, że Saint zabiera dziewczynie pamiętnik, gdzie opisana jest jej obsesja na temat Cole'a i szantażuje ją ujawnieniem go jeżeli nie będzie wykonywać jego poleceń. I mimo, że Poppy z początku, stara się walczyć i jest wściekła, no to w jakiej sytuacji się znalazał, z czasem sama z siebie chce spędzać czas z chłopakiem. Cole jak dla mnie okazał się taka pizdą, bojąca się reakcji przyjaciela na to,że spędza czas z jego siostrą. Za tą Saint, to zdecydowanie mój nowy, ksiązkowy mąż. Praktycznie do końca książki, nie wiem co to za tajemnica łączy tych dwoje. A zakończenie, łamie serce na miliony kawałeczków. Kiedy dowiadujemy się, czemu Saint tak bardzo nienawidzi Rayana i Poppy. Kiedy wychodzi na jak czyje to wina. Ta zdrada mega boli, aż sama odczułam ten ból. Mam nadzieję,że drugi tom, pojawi się jak najszybciej, bo ja muszę wiedzieć, jak to się dalej potoczy i czy oni sobie wszystko wyjaśnią
Jeżeli lubicie wątek „enemies to lovers”, to ta książka będzie zdecydowanie dla Was!
Autorka świetnie poprowadziła ten motyw, dzięki czemu jako czytelnicy od samego początku będziecie wciągnięci w fabułę. Akcja rozwija się w naprawdę dobrym tempie, a podczas czytania trudno jest odłożyć książkę.
Kinga, tworząc główną bohaterkę, zadbała o każdy, nawet najmniejszy szczegół. Czytając perspektywę Poppy, nie będziecie się nudzić ani przez moment, bo jest zabawna i po prostu bardzo ciekawa.
Ogólnie bohaterowie zostali świetnie wykreowani, więc z pewnością skradną Wasze serca. Każdy z nich ma swój nietuzinkowy charakter, co dodaje historii jeszcze więcej emocji. Relacja między głównymi bohaterami została przedstawiona bardzo wiarygodnie, a ich wypowiedzi potrafią wywołać uśmiech na twarzy. Nudy zdecydowanie nie będzie.😅
Uważam, że jest to w 100% idealna książka na zastój czytelniczy lub moment, gdy po prostu brakuje wam chęci do czytania. Akcja rozgrywa się w wielu ciekawych miejscach, a pozostali bohaterowie świetnie dopełniają całą historię i sprawiają, że lektura jest po prostu dobrze dopełniona.
Muszę też wspomnieć o stylu pisania Kingi. Jest lekki i przyjemny, dzięki czemu książkę czyta się z ogromną łatwością, a emocje towarzyszą czytelnikowi od pierwszej strony.
„The Lost Way” to historia z jednym z moich ulubionych motywów, czyli enemies to lovers. Już od pierwszych stron między Poppy i Saintem czuć napięcie, wzajemne docinki i niechęć, które z czasem zaczynają przeradzać się w coś znacznie więcej. Najbardziej spodobało mi się stopniowe rozwijanie relacji między bohaterami. Choć początkowo ich wzajemna niechęć wydaje się bardzo wyraźna, z czasem odkrywamy kolejne warstwy ich charakterów i motywacji. Saint okazał się postacią znacznie bardziej złożoną, niż można przypuszczać na początku historii. Niestety nie wszystko trafiło w mój gust. Momentami fabuła była dość przewidywalna, a niektóre wątki rozwijały się zbyt szybko, przez co nie potrafiłam w pełni zaangażować się emocjonalnie w historię. Mimo to książkę czytało mi się przyjemnie i myślę, że fani romansów akademickich oraz motywu enemies to lovers mogą znaleźć tutaj coś dla siebie. To niezobowiązująca lektura na kilka wieczorów, która dostarcza romantycznych emocji i kampusowego klimatu. 💞💓
Jest do druga książka od tej autorki jaką czytałam i muszę przyznać, że bardziej mi się ona spodobała.
Co do głównych bohaterów. Poppy momentami mnie irytowała a jej zachowania były poprostu dziecinne. Była ona raczej wykreowana na osobę, która nie boi się komuś powiedzieć co o nim myśli. Czy ją polubiłam?? Raczej nie, ale nie mogę też powiedzieć, że jej nie lubię.
Saint od początku okazywał wobec Poppy nie chęć. Z resztą..z wzajemnością. Chłopak niespodziewanie ponownie pojawia się w życiu dziewczyny. Na pierwszy rzut oka może on wyglądać na arogancką osobę. W końcu jego zachowanie wobec Poppy na to wskazuje. Jednak gdy bliżej się go pozna można zauważyć, że chłopak bardzo troszczy się o bliskich. Chociaż dla mnie momentami jego zachowanie również było irytujące.
Styl pisania autorki podobał mi się. Samą książkę czytało się przyjemnie.
Relacja bohaterów była bardzo burzliwa. Bohaterowie co chwilę sobie dogryzali. Jednak były też te momenty gdzie potrafili całkiem dobrze się dogadać.
Z pewnością sięgnę po kolejny tom ponieważ po tym zakończeniu jesteś bardzo ciekawa co wydarzy się dalej.
Szczerze z początku zapowiadało się całkiem nieźle ale im dalej w las tym gorzej. Sposób pisania nie zachwyca jest raczej na miarę 13 letniej dziewczynki z Wattpada tak samo jak i postać głównej bohaterki. Przysięgam że w ostatnim czasie nic mnie nie irytowało bardziej niż Poppy. Czasem lepiej jest porzucić typowy schemat postaci która na siłę ma być śmieszna i inna niż wszyscy, bo psuje to cały klimat historii którą swoją drogą też jest równie przewidywalna co główna postać. Dało by się z tego wykrzesać coś więcej ale niestety trzeba nad tym popracować. Jak ktoś ma mniej niż 15 lat to będzie zadowolony z pewnością bo chyba tylko do takich osób ta książka może być skierowana.
„On by za mną poszedł, Harper.” oh god, kocham tą książkę, naprawdę nie wiem czemu się tak ociągałam z przeczytaniem jej, uwielbiam przekomarzanie się ich i to jak rozwija się ich relacja, mimo że niby dalej za sobą nie przepadają zachowują się w stosunku do siebie w totalnie inny sposób niż wcześniej, a te zakończenie? No przepraszam bardzo ale moja głowa nie spodziewała się tylu informacji w jednym rozdziale, kopara mi opadła. Podsumowując potrzebuję 2 tom na wczoraj
DNF 90%, końcówka książki była cringowa i nie do przełknięcia. Większość książki nawet spoko, bo oni serio byli enemies, i było to sensownie wytłumaczone, dlaczego się nie lubią. Z plusów jest to slow burn (co bardzo lubię). Ogólnie nawet git książka, lepsza od Ideal, ale gorsze od Imperfect (powieści tej autorki jakby co)