Po nieoczekiwanej śmierci ojca, Marco przyjeżdża do Needville, by wesprzeć matkę w trudnych chwilach. Jest przekonany, że to kwestia kilku tygodni, po których wróci do życia budowanego przez dziesięć lat w wielkim mieście.
Kiedy jednak Różane Ranczo odwiedzi pewna bojowa i wrogo nastawiona dziewczyna, mężczyzna postawi sobie za punkt honoru , by ją okiełznać i… zdobyć.
Ponownie poczuje wyjątkową atmosferę panującą w jego rodzinnej wsi i na nowo zasmakuje pracy na farmie, którą niegdyś tak bardzo kochał.
Wówczas w jego głowie zrodzą się wątpliwości: przeżyć przygodę z turystką i wrócić do miasta czy osiąść na stałe we wsi i zatrzymać w magicznym Teksasie kolejną paniusię?
⤷ 𝑁𝑖𝑒 𝑀𝑜𝑗𝑒 𝑀𝑖𝑒𝑗𝑠𝑐𝑒 to książka, która totalnie kupiła mnie już od pierwszych stron. Spodziewałam się lekkiego romansu osadzonego w klimacie rancza i małego miasteczka, a dostałam coś znacznie więcej - historię o powrotach, odnajdywaniu siebie, rodzinnych więziach i uczuciach, które pojawiają się wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy.
⤷ 𝐒𝐭𝐲𝐥 𝐚𝐮𝐭𝐨𝐫𝐤𝐢 𝐳𝐧𝐚𝐦 𝐧𝐢𝐞 𝐨𝐝 𝐝𝐳𝐢𝐬́ 𝐢 𝐫𝐨́𝐰𝐧𝐢𝐞 𝐝ł𝐮𝐠𝐨 𝐠𝐨 𝐮𝐰𝐢𝐞𝐥𝐛𝐢𝐚𝐦. Książkę czyta się lekko i bardzo szybko, a strony dosłownie same uciekają. Opisy nie są przesadnie długie, dialogi wypadają naturalnie, a emocje bohaterów zostały świetnie oddane. To jedna z tych historii, przy których można się naprawdę odprężyć i na kilka godzin całkowicie odpłynąć do wykreowanego świata.
⤷ Bardzo polubiłam głównych bohaterów. 𝑀𝑎𝑟𝑐𝑜 mogliśmy już trochę poznać w poprzednich tomach, jednak tutaj pokazuje nam się z zupełnie innej strony. Wraz z rozwojem fabuły widać, jak bardzo zaczyna się zmieniać. Powrót do rodzinnego domu, wspomnienia związane z farmą i ponowne odkrywanie tego miejsca sprawiają, że zaczyna zastanawiać się, czego tak naprawdę chce od życia. Ta przemiana została pokazana w bardzo naturalny i autentyczny sposób, dzięki czemu jeszcze łatwiej było mi się z nim zżyć.
⤷ 𝐿𝑖𝑙𝑖𝑡ℎ natomiast to dziewczyna, która po ukończeniu studiów wyrusza w samotną podróż po Teksasie. Pokochałam ją praktycznie od pierwszej strony. Jest w niej coś niezwykle przyciągającego i autentycznego. Od samego początku widać, że potrzebuje chwili wytchnienia i ucieczki od codzienności. Jej życie nie było łatwe, dlatego tym bardziej kibicowałam jej podczas całej historii.
⤷ 𝐂𝐡𝐞𝐦𝐢𝐚 𝐦𝐢𝐞̨𝐝𝐳𝐲 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐚𝐦𝐢 𝐭𝐨 𝐤𝐨𝐥𝐞𝐣𝐧𝐲 𝐨𝐠𝐫𝐨𝐦𝐧𝐲 𝐚𝐭𝐮𝐭 𝐭𝐞𝐣 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐢. Relacja 𝑀𝑎𝑟𝑐𝑜 i 𝐿𝑖𝑙𝑖𝑡ℎ od początku pełna jest napięcia, przekomarzanek i emocji. Ich dialogi czytało się świetnie - były dynamiczne, zabawne i bardzo naturalne. To właśnie takie relacje lubię najbardziej.
⤷ 𝐎𝐠𝐫𝐨𝐦𝐧𝐲𝐦 𝐩𝐥𝐮𝐬𝐞𝐦 𝐭𝐞𝐣 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐢 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐫𝐨́𝐰𝐧𝐢𝐞𝐳̇ 𝐤𝐥𝐢𝐦𝐚𝐭. Needville i Różane Ranczo mają w sobie coś niezwykle ciepłego i magicznego. Autorka świetnie oddała atmosferę małej miejscowości, w której każdy się zna, życie płynie wolniej, a człowiek zaczyna dostrzegać rzeczy, które wcześniej ignorował.
⤷ 𝐂𝐨 𝐰𝐚𝐳̇𝐧𝐞, 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐚 𝐧𝐢𝐞 𝐨𝐩𝐢𝐞𝐫𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐰𝐲ł𝐚̨𝐜𝐳𝐧𝐢𝐞 𝐧𝐚 𝐫𝐨𝐦𝐚𝐧𝐬𝐢𝐞. W tle pojawia się również motyw straty i radzenia sobie z żałobą. Ten wątek został przedstawiony subtelnie, ale jednocześnie bardzo emocjonalnie. Pokazuje, że czasami dopiero trudne wydarzenia zmuszają nas do zatrzymania się i zastanowienia nad własnym życiem. Dzięki temu historia zyskuje więcej głębi i nie jest jedynie lekką, przewidywalną opowieścią romantyczną.
⤷ 𝐁𝐚𝐫𝐝𝐳𝐨 𝐝𝐨𝐜𝐞𝐧𝐢𝐚𝐦 𝐭𝐞𝐳̇ 𝐬𝐩𝐨𝐬𝐨́𝐛, 𝐰 𝐣𝐚𝐤𝐢 𝐚𝐮𝐭𝐨𝐫𝐤𝐚 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐝𝐬𝐭𝐚𝐰𝐢ł𝐚 𝐦𝐨𝐭𝐲𝐰 𝐰𝐲𝐛𝐨𝐫𝐮 𝐦𝐢𝐞̨𝐝𝐳𝐲 𝐰𝐢𝐞𝐥𝐤𝐢𝐦 𝐦𝐢𝐚𝐬𝐭𝐞𝐦 𝐚 𝐬𝐩𝐨𝐤𝐨𝐣𝐧𝐲𝐦 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐞𝐦 𝐧𝐚 𝐰𝐬𝐢. 𝑀𝑎𝑟𝑐𝑜 przez lata budował swoje życie gdzie indziej, miał konkretny plan na przyszłość, ale pobyt w Needville uświadamia mu, że szczęście może wyglądać zupełnie inaczej, niż wcześniej zakładał.
⤷ 𝑁𝑖𝑒 𝑀𝑜𝑗𝑒 𝑀𝑖𝑒𝑗𝑠𝑐𝑒 to kolejna cudowna książka spod pióra 𝑂𝑙𝑖. Byłam jej niesamowicie ciekawa, a kiedy już zaczęłam czytać - przepadłam bez pamięci. To ciepła, emocjonalna i niezwykle klimatyczna historia, którą z całego serca mogę polecić fanom romansów z motywem small town, rancza i odnajdywania siebie.
Jeżeli nie lubicie instant love to raczej się z nią nie polubicie, ale mi to akurat nie przeszkadzało i naprawdę dobrze się bawiłam. Jest to jak dla mnie chyba najlepsza część tej serii👀
EDIT (dłuższa recenzja)
★★★★★★★★☆☆
[ współpraca reklamowa ]
"Nie moje miejsce" to trzecia część serii Mężczyzn Teksasu i z czystym sercem mogę powiedzieć, że podobała mi się najbardziej.
Marco wraca na ranczo po długiej przerwie, by pomóc matce po śmierci ojca, a tam zastaje Lilith, która wyrywała się z wielkiego miasta, żeby odetchnąć i znaleźć swoje miejsce na ziemi. Ich początki były lekko burzliwe i podobała mi się ta pełna napięcia relacja między nimi.
Zabierając się za tą historię trzeba mieć na uwadze, że slow burn to to nie jest. Mi jednak, w tym przypadku, te szybko rozwijające się emocje kompletnie nie przeszkadzały, a przez to, że wszystko toczyło się naprawdę płynnie, wkręciłam się na całego i nie miałam poczucie, że coś toczy się za szybko (no może pomijając to, że książka tak szybko się skończyła, a chciałam więcej😭)
Cały klimat Teksasu i życia na ranczu na całego mnie pochłonął i bawiłam się przez to świetnie. Jak to u Oli nie była to jedynie lekka i przyjemna historia w otulajacym klimacie, ale wplotła w to masę uczuć, rodzinnych więzi, poszukiwania samego siebie i oczywiście masę zwrotów akcji, które tylko dodawały więcej emocji i chemii między bohaterami.
Fajnym smaczkiem w tej książce jest dylamet Marco i Lilith co do zostania na ranczu, a przeniesieniem się z powrotem do dużego miasta. W ich przypadku nie było to takie oczywiste, a ich myśli co do tego były naprawdę dobrze oddane.
Cała trylogia ma swoje lepsze i trochę słabsze momenty, jednak bawiłam się i wspominam ją wyśmienicie. Styl pisania autorki jest niezwykle lekki, a przy tym intrygujący, więc czyta się ją szybko, przyjemnie i mogę ja wam polecić z całego serca🩷
“Nie moje miejsce” to trzeci tom serii “Mężczyźni Teksasu”, którą, jeśli czytaliście już moje poprzednie recenzje, to na pewno wiecie, że pokochałam. Jest to mój pierwszy romans z kowbojami i naprawdę jestem bardzo zadowolona. To było moje pierwsze spotkanie z takim klimatem i zrobiło na mnie świetne wrażenie. Dlatego mam ogromną nadzieję, iż dostaniemy kolejną historię w tym uniwersum.
Historia opowiada o Marco, który przyjeżdża do Needville, by po śmierci ojca wesprzeć swoją mamę. Jest przekonany, że zostanie tam tylko na kilka tygodni, a potem wróci do miasta, w którym budował swoje życie przez ostatnie dziesięć lat. Z kowboja stał się typowym miastowym.
W tym samym czasie Różane Ranczo odwiedza dziewczyna, która postawiła sobie za cel zwiedzenie całego Teksasu. Chyba jednak nie zaskoczę was, gdy powiem, że Marco postanawia ją okiełznać i zdobyć, a jej plany ciutkę się zmieniają…
Mężczyzna ponownie wraca do swojej rodzinnej miejscowości i na nowo zakochuje się w pracy na ranczu oraz całym jego klimacie. W jego głowie pojawiają się jednak wątpliwości. Czy powinien przeżyć krótką przygodę z turystką i wrócić do miasta, czy może spróbować zatrzymać tę kolejną miastową paniusię na stałe w magicznym Teksasie?
Jest to seria, po którą można sięgać w dowolnej kolejności, ponieważ każdy tom opowiada o innych bohaterach. Aczkolwiek osobiście polecam wam czytać ją od pierwszego do trzeciego tomu, ponieważ sięgając nie po kolei, natkniecie się na spoilery. Ja osobiście je lubię, więc dla mnie nie jest to problem, ale wiem, że wiele osób ich nie lubi, dlatego od razu chciałam was przed tym ostrzec.
Czytałam już wiele książek tej autorki i zawsze ciężko jest mi wybrać moją ulubioną. Aczkolwiek ta seria spodobała mi się tak bardzo, że na pewno będzie jedną z moich ulubionych.
Jeśli czytaliście już książki A.P. Mist, to uwaga, bo możecie się zdziwić. Uważam, że jest to jedna z jej spokojniejszych historii. Oczywiście nie brakuje tutaj dramatów, ciężkich tematów, bólu i łez, jednak relacja między bohaterami rozwija się dużo spokojniej i płynniej, choć jednocześnie bardzo szybko. Zazwyczaj powiedziałabym, że nie jest to do końca w moim klimacie, ale u tej autorki po prostu uwielbiam wszystko.
Tutaj główni bohaterowie bardzo szybko się w sobie zakochują, ale nie myślcie, że przez to ta historia będzie nudna. Zamiast ogromnej ilości dramatów dostajemy romans, który naprawdę chwyta za serce i sprawia, że nie chce się odkładać tej książki. Przez cały czas miałam ochotę czytać dalej.
Bardzo polubiłam tutaj głównych bohaterów. Marco, którego mogliśmy już poznać w poprzednich tomach, od pierwszych stron wzbudził moją sympatię. Jest po prostu opiekuńczy, a ja uwielbiam właśnie takich bohaterów, którzy nie wstydzą się pomagać innym i być dla nich wsparciem.
Na początku poznajemy go jako typowego miastowego. Przez bardzo długi czas mieszkał w mieście, najpierw studiował, a później rozwijał swoją karierę. Bardzo podobało mi się jednak to, jak autorka pokazała jego przemianę. Powrót na rodzinne ranczo i związane z nim wspomnienia zaczynają go zmieniać, a on sam coraz częściej zastanawia się, czy życie w mieście i praca, którą wykonuje, na pewno są tym, czego naprawdę chce. Jest po prostu zwykłym, naturalnym człowiekiem. Nie jest idealny, ma swoje wady, ale jednocześnie jest niesamowicie kochany.
Lillith natomiast, jak już wspomniałam, wyruszyła w samotną podróż po Teksasie. Ją również bardzo polubiłam, choć ciężko jest mi powiedzieć, dlaczego. Być może przez to, jak przekomarzała się z Marco, a być może dlatego, że nie została wykreowana ani na zbyt zadziorną, ani przesadnie słodką, ani na typową paniusię z miasta. Po prostu wydawała mi się bardzo normalna.
I to jest właśnie ogromny plus książek tej autorki. Tworzy bohaterów, którzy są zwykłymi ludźmi. Nie są ani idealni, ani źli, po prostu prawdziwi.
Jeśli chodzi o relację między bohaterami, to jest ona dynamiczna, zabawna, pełna przekomarzanek, ale również romantycznych i gorących scen z naprawdę świetną chemią. Po prostu bohaterowie są do siebie cudownie dopasowani.
Dodatkowo dochodzi tutaj motyw kuli śnieżnej z antykwariatu. To, jak pozycja postaci w tej kuli zmieniała się w zależności od tego, co działo się między bohaterami, oraz cały kontekst tego magicznego Teksasu, były naprawdę świetnym dodatkiem. Wszystko bardzo fajnie się ze sobą łączyło. Ich relacja również została poprowadzona w naprawdę przemyślany sposób. Była zaskakująco spokojna, a jednocześnie momentami wybuchowa. Po prostu idealnie wyważona, przez co cały czas chciało się czytać więcej.
Styl pisania autorki kocham. Jest po prostu świetnie wyważony, jeśli chodzi o opisy, dialogi są naturalne, a w tych książkach nie brakuje humoru. Zawsze, niezależnie od tego, co się dzieje, jest gwarancja, że chociaż trochę się pośmiejecie, trochę popłaczecie, ale również doświadczycie ogromnego rozczulenia ze względu na to, jakie piękne relacje tworzy autorka.
Oczywiście nie zabrakło tutaj klimatu Teksasu, który również został przepięknie opisany i jest naprawdę ogromnym atutem tej historii. Czytając, naprawdę czuć, że to małe miasteczko w Teksasie, gdzie praktycznie każdy się zna. Jedni się lubią bardziej, inni mniej, ale większość bohaterów po prostu sobie pomaga i wspiera się niczym jedna wielka rodzina.
Jest to seria, do której na pewno jeszcze nieraz wrócę. Mam też nadzieję, że nie będą to ostatnie książki z kowbojami spod pióra tej autorki.
Podsumowując, ja osobiście z całego serca mogę wam polecić tę historię. Oczywiście weźcie pod uwagę, że znajdziecie tutaj motyw instant love, który nie jest ulubionym motywem wielu czytelniczek i czytelników. Aczkolwiek jest on napisany tak dobrze, że uważam, iż naprawdę warto dać mu szansę.
Jeśli już czytaliście tę historię, koniecznie dajcie znać, jakie są wasze wrażenia. A jeśli jeszcze nie, to zdecydowanie zachęcam was do sięgnięcia po nią.
Książka "Nie moje miejsce" jest trzecim tomem serii "Mężczyźni z Teksasu". Chociaż każda z historii opowiada o innych parach bohaterów to i tak najlepiej czytać je w odpowiedniej kolejności. W książce znajdziemy niesamowicie przestawiony małomiasteczkowy klimat, a także motyw powrotu po latach oraz hate - love. Stylistyka i język jakim posługuje się pisarka jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się niesamowicie szybko, ja pochłonęłam ją w jeden wieczór i już od pierwszych stron zostałam wciągnięta do świata bohaterów. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, dobrze poprowadzona i chociaż w pewnych momentach jest dość przewidywalna to nie odebrało mi to radości z czytania. Akcja powieści jest dość dynamiczna, cały czas coś się dzieje i nie ma tutaj nawet chwili na nudę. Natomiast bohaterowie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowi, zostali w ciekawy, barwny i niejednoznaczny sposób wykreowani. To postaci, które mają swoje wady i zalety, borykają się z różnymi mniejszymi bądź większymi problemami, zdarza się im popełniać błędy czy postępować pod wpływem chwili dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w niektórych przypadkach podzielając podobne troski i dylematy moralne. Historia została przedstawiona z perspektywy Marco i Lilith co pozwoliło mi lepiej ich poznać, dowiedzieć się co czują, myślą, z czym się zmagają każdego dnia, stopniowo mogłam także dowiedzieć się co ich ukształtowało, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Mężczyznę mogłam już troszkę poznać we wcześniejszych częściach tego cyklu i już wtedy jego postać mnie zaciekawiła. Zaskarbił on sobie moją sympatię, chociaż nie ukrywam, że były chwile kiedy lekko denerwowało mnie jego zachowanie. Natomiast Lilith od początku jakoś do mnie trafiła i z całych sił jej kibicowałam. Relacja bohaterów została w świetny sposób zaprezentowana. Od początku dało się wyczuć pomiędzy nimi wyraźną chemię, a ich potyczki słowne wielokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Wszystko pomiędzy tą dwójką toczyło się tutaj swoim rytmem pozwalając Czytelnikowi skupić się na gestach, słowach i odczuciach towarzyszących głównym postaciom, co bardzo mi się podobało. Istotni są tutaj również bohaterowie drugoplanowi, którzy wprowadzają do życia Marco i Lilith sporo zamieszania, dostarczając zarówno im samym jak i Czytelnikowi wielu skrajnych emocji i wrażeń. Cieszę się, że mogłam również ponownie na kartach tej powieści spotkać bohaterów poprzednich dwóch tomów, których szczerze polubiłam. Autorka w interesujący sposób kreśli portrety psychologiczne poszczególnych postaci, do tego nie boi się poruszać trudnych tematów czy ukazywać skomplikowanych relacji rodzinnych. Szczególnie mowa o końcowych stronach powieści, które zdecydowanie dodały nuty dramatyzmu tej opowieści i wystawiły na próbę dopiero kiełkującą relację. "Nie moje miejsce" to emocjonująca, miejscami poruszająca historia o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, trudnych decyzjach, pokonywaniu przeciwności losu i miłości, która pojawia się niespodziewanie. To idealna lektura na jeden wieczór! Miło spędziłam czas z tą książką i czekam już na kolejne tytuły spod pióra autorki. Polecam!
Finałowy tom cyklu "Mężczyźni Teksasu", znajomość poprzednich tomów nie jest konieczna by cieszyć się lekturą, ale jakieś tam spojlery się pojawiają, więc ja też zachęcam do poznania serii po kolei. To kolejny romans kowbojski w wykonaniu autorki, tym razem historia jest bardziej romantyczna i urocza, a mniej dramatyczna.
Po nieoczekiwanej śmierci ojca, Marco wraca w rodzinne strony by wesprzeć matkę w trudnych dla niej chwilach. Nie planuje dłuższego pobytu, jednak sprawy na miejscu nie są takie jak przypuszczał. Na dodatek na Różane Ranczo przybywa kolejna miastowa, która szuka siebie, ucieka od starego życia, i która wzbudza zainteresowanie Marco. Ich relacja miała być tylko wakacyjnym, chwilowym romansem, ale wkrótce uczucia zaczynają wymykać się spod kontroli, a para stanie przed decyzją co dalej, czy Różane Ranczo po raz kolejny zaczaruje los dwojga ludzi i czy Teksas po raz kolejny stanie się świadkiem walki o miłość?
Oczywiście wiecie, że uwielbiam twórczość tej pani, tak wiec to, że czytam jej kolejną książkę nikogo nie powinno dziwić, tak samo jak to, że nie czytam jej pierwszy raz, bo czytałam ją już niegdyś na wattpadzie. Ten tom chyba podobał mi się najmniej, ale mimo to uważam go za bardzo dobry. Ta historia jest raczej prosta i przyjemna. Jeśli ktoś czytał poprzednie części to mniej więcej będzie mógł przewidzieć przebieg wydarzeń, ale autorka zrobiła nam tutaj psikusa, bo ten tom w moim odczuciu jest najspokojniejszy i najmniej emocjonujący. To przede wszystkim romans, wchodzący trochę w komedię romantyczną, oczywiście pojawia się też motyw kowbojski, pojawiają się różnice między bohaterami, jakiś agegap, oraz jak na Mistową przystało trudne tematy, ale tutaj były one ograniczone do minimum.
Książka przyjemna, romantyczna, urocza ale i z pazurem czy spicy scenami. To lektura, która czyta się sama, więc przeczytanie jej za jednym zamachem nie jest żadnym wyczynem. Ja bawiłam się przy niej przednio, jak zawsze zatraciłam się w fabule i śledziłam losy bohaterów, którym tym razem autorka oszczędziła mocnych wrażeń, choć i tak starała się im coś niecoś utrudniać życie. Historię poznajemy z perspektyw głównych bohaterów, a oprócz tego w miedzy czasie spotykamy się z bohaterami poznanymi w poprzednich częściach tej serii.
To lektura przyjemna, lekka i raczej prosta. To książka dla fanów słodkich i uroczych romansów, gdzie poziom dramatyzmu jest raczej niski, to też coś co spodoba się fanom dynamicznych czy szybkich powieści, bo tutaj to tempo akcji jest raczej szybkie, ale jest porządek, wątki są w miarę szeroko rozwinięte, i wszystko fajnie ze sobą współgra. Mi oczywiście się podobało, choć jak wspominałam to nie jest mój ulubiony tom tej serii. Choć ta seria się skończyła, to teraz wypatruję serii poświęconej teksańskim kobietom. Ze swojej strony polecam i zachęcam do lektury.
których usilnie próbowałyśmy uciec. Z tą myślą i ogromną tęsknotą sięgnęłam po „Nie moje miejsce”, wyczekiwany, trzeci tom kowbojskiej sagi „Mężczyźni Teksasu”. Moje oczekiwania były ogromne i choć otrzymałam historię pełną ciepła, nie ustrzegła się ona drobnych potknięć. To urocze, pachnące sianem pożegnanie z serią, które choć nie skradło mojego serca bezpowrotnie, zapewniło mi kilka przyjemnych, nostalgicznych momentów. Akcja powieści przenosi nas do malowniczego Needville, a sercem wydarzeń staje się rodzinne Różane Ranczo. Poznajemy tu Marco, mężczyznę, który przed laty zamienił zapach końskiej grzywy na blask wielkiego miasta. Jego poukładany świat rozpada się, gdy nagła śmierć ojca zmusza go do powrotu na prowincję. Marco wierzy, że to krótki przystanek, jednak los stawia na jego drodze Lilith, zranioną przez życie, dumną dziewczynę szukającą schronienia przed bolesną przeszłością. Ich przypadkowe spotkanie staje się iskrą zapalną do emocjonalnej rewolucji, która zmusi oboje do przewartościowania dotychczasowych wyborów. Najsilniejszą stroną powieści jest sensoryczna, wręcz malarska kreacja bohaterów i ich emocji. Marco, pod maską arogancji, skrywa głęboki ból, co czyni go postacią bardzo ludzką.Z kolei Lilith zachwyca szorstkością, pod którą kryje się krucha dziewczyna pragnąca miłości. Dynamika między nimi, oparta na motywie przyciągania i odpychania, początkowo elektryzuje, a autorka pięknie porusza tu temat żałoby.Niestety, w połowie książki tempo akcji wyraźnie zwalnia, a fabuła wpada w lekkie przestoje, kręcąc się wokół tych samych nieporozumień i przeciąganych dialogów.Porównując tę powieść do poprzednich tomów serii, muszę przyznać, że ma ona znacznie łagodniejszą energię.Zamiast dramatycznych zwrotów akcji, historia Marco i Lilith skupia się na cichym ukojeniu i powolnym budowaniu zaufania. To klasyczny, rasowy przedstawiciel gatunku small-town romance, który atmosferą mocno przypomina mi ciepłe, emocjonalne powieści Elsie Silver czy Devney Perry. Jeśli z zapartym tchem śledziłyście losy bohaterów z miasteczka Chestnut Springs, z pewnością odnajdziecie ten sam magnetyczny, kowbojski urok również w Needville.
Ostatecznie moja przygoda z tą historią pozostawiła we mnie mieszane, choć ciepłe uczucia. Otulający klimat, piękne opisy natury i motyw uzdrawiania duszy po stracie zachwycają, jednak zachowanie bohaterów bywało momentami frustrujące. To idealna, niezobowiązująca pozycja na leniwy wieczór pod kocykiem dla każdej niepoprawnej romantyczki.
Niestety, ale „Nie moje miejsce” okazało się dla mnie sporym rozczarowaniem choć była nadzieja na fajną historie.
Nie chce krytykować wątku instant love, bo sama jestem zwolenniczką slow burn no a szybka miłość może mieć swoich zwolenników jednak ilość błędów w tej historii sprawiła, że nic nie było w stanie mnie do niej przekonać. Poniżej znajdzie się troche spojlerów przed czym wyraźnie ostrzegam jeśli planujecie sięgnąć po tę historie.
Brak chronologii i poprawnych linii czasowych czego przykładem jest scena w grudniu, w okolicy świat gdy pada informacja, że do porodu zostały trzy miesiące. Marco i Lilith poznali się w wakacje, informacje o potwiedzonej, trzytygodniowej ciąży poznajemy po wybudzeniu się Marco ze śpiączki. Licząc bardzo luźno oscylujemy wokół września/października, więc do grudnia nie upłynie pół roku by poród odbył się za trzy miesiące…
Z początku również obserwujemy, że Lilith jest bardzo ostrożna i wycofana, z czasem dowiadujemy się co ją spotkało przed przyjazdem a mimo to dalej czytamy, że zaledwie po krótkiej chwili zgodziła się bez problemu na s*eks chociaż z poprzednim chłopakiem była kilka miesięcy i chciała czekać… Był zalążek by fajnie poprowadzić motyw budowania zaufania i przezwyciężania lęków, ale niestety główna bohaterka bez problemu przechodzi nad tym do porządku dziennego, podczas gdy wcześniej kuliła się od określonego dotyku.
Wątek czarów i uroków byłby czymś bardzo ciekawem, jednak przez błędy i dziury fabularne nie można tego zupełnie naprawić. Nie przekonały mnie niestety również przekomarzanki pary głównych bohaterów bo ile można o demonie i pannicy z miasta czytać. To by brzmiało ok powiedzane raz, dwa razy no maksymalnie trzy, ale potem traci swój urok. Niestety ale dla mnie bardzo dużo zabrakło tej historii…
This entire review has been hidden because of spoilers.
NIE MOJE MIEJSCE. Mężczyzni Teksasu tom 3 @a.p.mist @wydawnictwo_blackrose
Czy zdarzyło Wam się zatęsknić za miejscem, które kiedyś chcieliście jak najszybciej opuścić?
Ta książka uświadomiła mi, jak bardzo lubię historie o powrotach. Powrotach do miejsc, które kiedyś były całym światem, do ludzi, których zostawiliśmy za sobą, i do marzeń, o których z biegiem lat zdążyliśmy zapomnieć.
Marco wraca do Needville po śmierci ojca z przekonaniem, że to tylko krótki przystanek. Los ma jednak wobec niego zupełnie inne plany. Wraz z kolejnymi rozdziałami obserwowałam jego wewnętrzną walkę między życiem, które zbudował w mieście, a tym, które zostawił wiele lat wcześniej na rodzinnym ranczu.
Najbardziej poruszyło mnie to, jak autorka pokazała, że czasem gonimy za czymś wielkim, nie zauważając, że szczęście od dawna czeka tuż obok. W tej historii nie chodzi tylko o romans. To opowieść o rodzinie, stracie, tęsknocie i odnajdywaniu siebie na nowo. Relacja głównych bohaterów rozwija się naturalnie, pełna jest emocji, drobnych spięć i momentów, które wywołują uśmiech. Nie brakowało też chwil, kiedy miałam ochotę potrząsnąć bohaterami i powiedzieć: „Przecież to widać!”.
A klimat?
Cudowny.
Ranczo, małe miasteczko, ludzie, którzy się znają i wspierają wszystko to sprawiło, że czytając, czułam się tak, jakbym sama spędzała wieczory na werandzie z widokiem na teksańskie zachody słońca.
NIE MOJE MIEJSCE to historia, która pokazuje, że czasem trzeba zgubić drogę, żeby odnaleźć tę właściwą. I że nie zawsze miejsce, do którego wracamy, jest tym samym miejscem, które kiedyś opuściliśmy.
”Tam, gdzie kłótnie są intensywne, miłość jest jeszcze intensywniejsza. Milczenie zabija uczucia."
Są takie książki, które otwierasz z myślą „przeczytam tylko kilka stron", a chwilę później orientujesz się, że jesteś już całkowicie w środku tej historii. „Nie moje miejsce" A.P. Mist właśnie do takich należało.
„Nie moje miejsce” to historia, która funduje czytelnikowi prawdziwy emocjonalny rollercoaster. ❤️🔥 Są momenty pełne ciepła i humoru, ale też takie, które potrafią mocno ścisnąć za serce.
Marco wraca do rodzinnego Needville, przekonany, że jego pobyt na ranczu będzie tylko krótkim przystankiem. Los ma jednak zupełnie inne plany. Na jego drodze pojawia się Lilith – silna, charakterna kobieta, z którą zdecydowanie nie będzie mu łatwo.
😏 Ich relacja pełna jest napięcia, przekomarzanek i chemii, którą czuć niemal od pierwszych stron. Uwielbiam teksański klimat tej książki – ranczo, konie, małe miasteczko i życie z dala od wielkomiejskiego zgiełku. 🐎🤎 Ale przede wszystkim podobało mi się przesłanie, że czasami miejsce, którego wcale nie planowaliśmy, może okazać się właśnie tym, którego potrzebowaliśmy.
To lekki, emocjonalny romans z charakterem, który czyta się naprawdę szybko. Jeśli lubicie romanse z kowbojskim klimatem, wyrazistych bohaterów i sporą dawkę emocji, zdecydowanie warto po niego sięgnąć.
Jeżeli lubicie romanse z kowbojskim klimatem, ranczem, wyrazistymi bohaterami, chemią między nimi i historiami o odnajdywaniu własnego miejsca, zdecydowanie warto dać tej książce szansę. 🤎
Tym razem nie tylko turystka z miasta, Lilith, ale również jej kochaś, Marco, muszą zdecydować, czy związać swą przyszłość z teksańskim miasteczkiem Needville.
Marco co prawda tutaj się urodził, ale po dłuższej nieobecności przyjeżdżając na pogrzeb ojca, nie planował osiąść w Needville na stałe. Czy w ich decyzji przeważy czar Texasu i kowbojskiego stylu życia? Na pewno istotną rolę odegrają znajomości i przyjaźnie z ludźmi, których losy i przymioty w dużym stopniu poznaliśmy w poprzednich tomach serii.
Natomiast historia miłosna Lilith i Marco pozbawiona jest turbulencji, jakie były udziałem ich powieściowych poprzedników. Jest romantycznie choć bardzo seksownie, a czasami również wesoło. Pogodny finał teksaskiej trylogii, nieźle przeczytany przez lektorów audiobooka.