Nie każda więź powinna łączyć światy żywych i umarłych.
Florka Kuna, techniczka weterynarii i adeptka nekromancji, w końcu odnajduje swojego famulusa – i szybko przekonuje się, że los potrafi mieć przewrotne poczucie humoru. Bo choć Jafar wygląda niegroźnie, jego zdolności przekraczają wszelkie granice na tym świecie... i poza nim.
W lecznicy doktor Izabeli Pokot pojawiają się nowi pracownicy, a wraz z nimi kolejne wyzwania: od zatrutych kolokolo, przez zaniedbane peteu, po skrzydlatego araleza, którego krew ma bardzo pomocne właściwości. Jednak nawet najbardziej niezwykłe przypadki bledną, gdy w okolicy zaczyna grasować tajemnicza bestia atakująca magiczne stworzenia.
A kiedy granice zostają przekroczone, nie zawsze da się je z powrotem zamknąć.
Autorka nominowanej do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla powieści Bóg Maszyna. Studiowała twórcze pisanie na Uniwersytecie Łódzkim i szlifowała warsztat ponad dwie dekady, by móc kiedyś podzielić się owocami swojej wyobraźni. Zagubiona w fantastycznych światach, czy to z książek, filmów, gier fabularnych, czy też własnych. Z zawodu technik weterynarii, nie wyobraża sobie życia bez tworzenia, herbaty i co najmniej trzech gatunków zwierząt w domu.
Cieszę się, że to już koniec. Czy naprawdę trzeba ze wszystkich właścicieli zwierząt zrobić nieodpowiedzialnych głupków? No oczywiście oprócz głównej bohaterki i jej rodziny/przyjaciół. Czy nie można było dać więcej przykładów tych odpowiedzialnych i troskliwych opiekunów? 3⭐
To już ostatni tom cyklu “Necrovet” choć na wstępie muszę przyznać, że po jego przeczytaniu totalnie tego nie zauważyłem. I jest to bardzo pozytywne odczucie, bo gdzieś pozostaje ziarenko nadziei, że jeszcze kiedyś powstaną kolejne historie z tego uniwersum. A piąta część odkryła kolejne perypetie ekipy z lecznicy weterynaryjno-nekromantycznej w Zrębkach.
Autorka ponownie opowiedziała historię wielu nietypowych stworzeń, z których jedne potrafiły rozbawić lub wzruszyć, a jeszcze inne wręcz doprowadzić do wściekłości. Ta część raz jeszcze została w całości poświęcona zwierzętom i żadne wątki poboczne nie dominują nad główną linią fabularną. Na koniec czwartej części Florka wyraźnie powiedziała o planach co do dalszego swojego rozwoju i już od początku powieści widać, że wzięła swoją decyzję na poważnie. Jej wątek wszedł na kolejny poziom i z każdym rozdziałem ewoluuował.
To była piękna przygoda, która trawała przez wszystkie pięć części. Z tego cyklu bije pasja oraz miłość do zwierząt i autorka z ogromnym uczuciem podeszła do tematu opieki nad zwierzętami. Opowiadając nawet historię zmyślonych zwierzaków udało jej się podkreślić z jak dużą odpowiedzialnością więże się posiadanie jakiegokolwiek pupila.
W Hodowli istot chimerycznych z serii Necrovet Joanny W. Gajzler wracamy do lecznicy weterynaryjnej specjalizującej się w leczeniu zwierząt magicznych.
Niestety każdą kolejną odsłonę serii czyta mi się coraz gorzej. Pierwsze tomy czytałam z większą przyjemnością.
Pomysł na cykl był ciekawy - pokazanie realiów pracy weterynarzy ze stworzeniami fantastycznymi. Mam jednak wrażenie, że formuła się wyczerpała. W każdym kolejnym tomie jest w zasadzie to samo. Kolejne zwierzęta potrzebujące pomocy, kolejne zagrożenie w tle, które udaje się pokonać. Niby dostajemy coraz większy wgląd w pracę nekromantek i w zaświaty, ale jest tego za mało.
Okładka, jak zawsze, piękna.
PS Autorka zdecydowanie nadużywa słowa zachichotać.
Tego mi było trzeba. Mało Bastiana i jego relacji romantycznej z Florka (ten wątek dla mnie średni odkąd się pojawił), a dużo rozwinięcia magii Florki (szczególnie że jej famulusem został słodki króliczek 🤍)
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jeden z najlepszych tomów Necroveta, idealny na pożegnanie się ze Zrębkami i lecznicą weterynaryjną-nekromantyczną. Mamy tutaj idealnie wyważoną ilość przytulności otoczenia i magicznych zwierzątek, którą równoważą poszukiwania famulusa, leczenie trudnych przypadków i rozwiązywanie zagadki tajemniczego drapieżnika. Było zabawnie, gdy trzeba było i poważnie, kiedy było to niezbędne. Jak zwykle, czułam się miło otulona historią, która angażowała mnie od początku, do samego końca.
Laur zwierzątka książki wędruje na puchatą głowę Jafara i pierzasty łebek Pierzyna. Jak zwykle, we własnej kategorii, egzystuje Chojrak, najodważniejszy pies.
Będę tęsknić za Zrębkami i wypatrywać kolejnych książek z tego magicznego świata!
3,5 mega dobrze się bawiłam, świetna rozrywka, fajnie wrócić do tego świata, który jest dla mnie naprawdę bardzo komfortowy, myślę, że to idealne zakończenie serii (bo to chyba ostatni tom?), bardzo podobało mi się, że w kontraście do poprzednich tomów było pokazane, że czasami jedyny sposób, żeby pomóc zwierzęciu to po prostu mu ulżyć, było to bardzo przykre, ale realne oczywiście jebać babę z trytytką 🙂
Kolejna, bardzo dobrze napisana powieść z serii o nadzwyczajnej klinice weterynaryjno-nekromantycznej. Autorka ma talent do opowiadania historii w sposób lekki i niewymuszony, co sprawia, że nawet spokojniejsze fragmenty czyta się z zainteresowaniem. Historia wciąga od początku do końca, skutecznie umila czas i sprawia, że z przyjemnością wraca się do tego nietuzinkowego świata.
Bardzo lubię tę serię, ale cieszę się też, że już się skończyła. Super by bylo jakby było więcej historii z tego świata, ale może już z innymi postaciami. Florka momentami mnie irytowała, byla zbyt dobra i idealna, zdecydowanie za dużo chichotała. Książka, jak i cała seria jest bardzo cozy, taka otulająca.
Aż ciężko uwierzyć, że znalazł się ktoś tak głupi, aby zrobić tę akcję z trytytką, ale jest to tak powalone, że nikt by tego nie wymyślił nawet do książki fantasy.
Uwielbiam tę serię! Absolutnie mój comfort read, pewnie z racji tego że sama jestem technikiem, ale po prostu bawię się przy tym super. Naprawdę polecam
Seria z cyklu "nic się nie dzieje ale dokładnie dlatego czytasz". Cieszę się że autorka nie wprowadzała niepotrzebnych postaci ludzkich bo zdecydowanie najlepiej wychodzi jej pisanie o zwierzątkach. Czasem zabawne przygody, czasem smutne, czasem straszne, zupełnie jak w życiu.
Przy przesłuchałam całego audiobooka w jeden dzień i specjalnie poszłam na spacer a po powrocie rozłożyłam puzzle tylko po to żeby móc to zrobić? Tak. Czy naprawdę nie lubię tomów 3 i 4? Również tak. Tutaj zdecydowanie wracamy do poziomu pierwszych 2 tomów i dare I say? Bylo jeszcze lepiej. Sposób w jaki czytana była postać Jafara was a choice i ja bym zdecydowanie takiego nie podjęła. Wątek romantyczny dalej nie jest zbyt dobry, ale autorka chyba widziała wszystkie zarzuty i wzięła je do serca co jest super. Widziałam gdzies też, że to nie koniec tego uniwersum, co mnie w sumie całkiem cieszy (o ile Florka i Bastian już nie będą głównymi bohaterami)
3.5🌟 Jest lepsza niż poprzednia część. Ale nadal jest to tylko poprawna pozycja. Florka nareszcie nie panikuje za każdym razem ale nadal relacja z faunem wydaje się nieistniejąca. Więcej uczucia widziałam w relacji Florka / królik niż z jej chłopakiem.
Nie wiem jak poukładać sobie samą fabułę tej części - niby się coś działo ale czy tworzyło to sensowną całość? Nie sądzę ?
Dobrze że ta seria już się skończyła, nie dlatego że mnie wkurzała / rozczarowała (chociaż to też) ale dlatego, że jestem ciekawa czy autorka napisze coś innego.
Z każdym kolejnym tomem, widoczna tendencja spadkowa. Ten był strasznie nudny. Niby działo się dużo, ale wszystko było potraktowane po macoszemu. Florka, taka miłośniczka i obrończyni zwierząt, jednakże tylko do momentu, w którym znalazła swojego magicznego podopiecznego. Odkąd się pojawił, Tapczan i Puchacz poszli w zapomnienie. Zachowanie, które byłoby krytykowane w tej serii zostało tutaj idealnie pokazane u głównej bohaterki. (zastąpienie "starego" zwierzaka "nowym) Możemy podziękować tylko i wyłącznie za brak żenujących seksualnych żarcików Florki i Bastiana.
Hodowla istot chimerycznych to piąty tom serii Necrovet autorstwa Joanny W. Gajzler. Wydana została przez Wydawnictwo SQN Imaginatio. Jest to seria, która skradła moje serce swoim ciepłem oraz miłością do zwierząt, która wylewa się z każdej strony. Niezaprzeczalnie stała się moją komfortową książką, dlatego z ogromną przyjemnością sięgnęłam po kolejną książkę z serii.
W piątym tomie Florka rozwija się w zakresie magii i to już tak na wstępie. Od razu na dzień dobry w pierwszej scenie czytelnik może przeczytać opis rytuału prowadzącego do stworzenia famulusa – zwierzęcego chowańca, który ma pomóc w rozwoju magicznych zdolności. Gdyby jednak wokół tego miała się skupić cała fabuła książki, nie byłby to Necrovet. I chociaż jest to wydarzenie zdecydowanie skupiające wstępną uwagę czytelników, dzieje się o wiele, wiele więcej.
Oczywiście autorka zasypuje czytelników mnogością magicznych stworzeń, którym należy pomóc w gabinecie weterynaryjnym prowadzonym przez nekromantkę. Pomiędzy wizytami kolejnych zwierzaków – czy to magicznych, czy bardziej przyziemnych – autorka rozsiewa pierwsze znaki, że dzieje się coś większego. To jest coś, za co bardzo sobie cenię tę serię. W gruncie rzeczy to historie mocno oparte na codzienności techniczki weterynarii. Z tą różnicą, że pacjenci bywają bardzo nietypowi.
Ten tom dużo wyraźniej niż poprzednie podejmuje temat zaniedbań zwierząt i tego, jak bezmyślnie ludzie przygarniają i dbają o swoje pupile. Autorka opisała kilka takich sytuacji, które wydają się bardzo absurdalne, a jednocześnie nie mam problemu, by w nie uwierzyć. Najbardziej jednak zszokował mnie komentarz drobnym drukiem przy jednej z sytuacji, że jest inspirowana prawdziwym zdarzeniem. I chociaż wszystkie te zdarzenia w książce dotyczą stworzeń magicznych, to bardzo jasne jest, jaką lekcję próbowała przekazać nimi autorka.
Ten tom wprowadza nowych bohaterów, ale również napomina o tych znanych ze wcześniejszych tomów – niektórzy z nich nawet się pojawiają. Zapewnia to ciągłość, którą należy docenić. Nowe ręce do pracy w przychodni wcale jednak nie oznaczają spokoju, wręcz przeciwnie, zdaje się, że pracownicy nie mają chwili, by odsapnąć. Do tego dochodzą przemyślenia na temat swoich ról w pracy oraz tego, w czym jest się dobrym i w czym powinno się doskonalić. Ciekawie było obserwować ten wątek poboczny w wykonaniu Bastiana. Był niezwykle realistyczny przy jego głębokim zastanawianiu się, gdy odpowiedź znajdowała się na wyciągnięcie ręki.
Autorka ma niezwykły talent nie tylko do rozsiewania okruszków do finałowych wydarzeń w całej książce, ale również do budowania klamr fabularnych w swoich powieściach. Przynosi to mnóstwo satysfakcji dla czytelnika, ale również sprawia, że cała książka jest spójna. Widać po niej wyraźnie, że wszystko jest tam dokładnie zaplanowane, choć pozornie wydaje się, że jest to chaos życia codziennego rządzony przypadkami. Dzięki takim zabiegom jestem w stanie w pełni docenić kunszt pisarski autorki i ciekawi mnie, czym jeszcze może czytelnika zaskoczyć w swoich przyszłych książkach.
Chociaż uwielbiam powracać do Zrębek i zaczytywać się w losach Florki i Bastiana, tak jednocześnie cieszę się, że autorka postanowiła zakończyć serię. Necrovet przez swoją specyfikę mógłby się ciągnąć bez końca, a przynajmniej jeszcze przez kilkanaście książek. Pozornie nie byłoby w tym nic złego, przecież tak ciepłą pozycję aż chce się czytać. Ale uważam, że każda historia zasługuje na swój godny koniec i opowieść wysnuta w tomie piątym stanowi idealną wręcz kropkę nad i dla całej serii. Nie zatrzaskuje bramy, zostawia uchyloną furtkę w sposób, który działa najlepiej.
Czytacie serie z polecenia? Ja jadąc na swoje pierwsze targi książki dostałam polecenie, że warto poczytać Necroveta, a że autorka podpisywała tam książki to przy okazji poszłam po autograf do wszystkich wtedy dostępnych części. Pierwsze dwie części zaciekawiły mnie dosyć umiarkowanie - historia młodej techniczki weterynaryjnej Florki, która trafia do lecznicy prowadzonej przez nekromantkę, ale nie jest to stereotypowa nekromancja. Mimo to ludziom kojarzy się to z wskrzeszaniem, dlatego często wytykana jest palcami. A właśnie - żyjemy w trochę magicznym świecie, więc są tam też magiczne zwierzęta i to historie o nich i o weterynarii niezwykłych istot. Jest inny technik, faun Bastian, z którym Florka nawiązuje relacje, jest jakiś motyw przewodni tomu, ale to lekka lektura i człowiek nie ma parcia czytać kolejnych tomów od razu, a raczej gdzieś tak w wolnej chwili. Dlatego między 2, a 3 tomem bez problemu urządziłam sobie dłuższą przerwę. Ale 3 i 4 tom już mi się bardziej wkręciły, bo główna bohaterka sama zaczęła się interesować magią, nekromancją, weszły zaświaty i w jeden tydzień obie części weszły. I akurat wtedy na mailu informacja o naborze recenzenckim na ostatni, piąty tom [współpraca reklamowa z wydawnictwem], więc się zgłosiłam, bo uznałam, że będzie idealnie przeczytać i od razu i opisać moje odczucia co do całej serii.
"Necrovet. Hodowla istot chimerycznych" była dla mnie jakimś takim połączeniem tych odczuć, które miałam w 1-2 tomie z tymi z 3-4 tomu. Bo z jednej strony zabrakło mi w tym tomie rozwoju postaci pobocznych i relacji głównej bohaterki z nimi, więc nie mogłam się wciągnąć w wątki międzyludzkie mimo, że pojawiły się dwie nowe postacie, a niektóre wątki zostały ledwo liźnięte, a z drugiej skupiamy się natomiast na ogromnej liczbie różnych zwierząt i przypadków w lecznicy oraz na chowańcu Florki, Jafarze - kojarzy mi się to właśnie z tymi moimi początkami z serią. Z drugiej jednak strony dostajemy kontynuację wątku magii, nekromancji i zaświatów, który jest wyjątkowo ciekawy i mnie wciągnął - dopóki nie skończyłam książki nie miałam tego poczucia, że mi czegoś brakuje, bo byłam kompletnie zaabsorbowana i dopiero jak zamknęłam ostatnią stronę miałam takie "och, to już, a człowiek na wrażenie, że to nie jest ostatni tom". I z takimi odczuciami zostawiam serię - że nie jest to może lektura, która wciągnęła mnie bez reszty i nie będę o niej myśleć za często, ale nie jest to też seria, którą bym sprzedała, bo już przeczytana i do niej nie wrócę. Przyjemna historia z odrobiną poruszanych poważnych tematów, liźniętych to tu, to tam, w towarzystwie magicznych zwierząt - tych bardziej i mniej uroczych.
Macie jakieś swoje ulubione serie? Ja tak i każdego kolejnego tomu zawsze wypatruję w zapowiedziach wydawnictw, nie mogę się go doczekać. Jedną z nich jest Necrovet. Już nie pamiętam jak ta przygoda się zaczęła, ale wiem, że jest to jedna z tych serii, której zakończenie pozostawia mnie z kacem czytelniczym...
Autorka postanowiła, że piąty tom będzie tym ostatnim jeśli chodzi o przygody weterynaryjno-nekromantyczne, ale zdecydowanie przygotowała dla bohaterów po raz kolejny sporo rozterek, także tych niemal egzystencjalnych. Każde z nich poszukiwało swojego miejsca, choć wydawało im się, że dążą do tylko zawodowego punktu w swoim życiu, w którym będą się spełniać. I tak Florka biegała za famulusem, a Bastian zastanawiał się w czym jest dobry i czym mógłby w przychodni zabłysnąć.
Oczywiście nie zabrakło wielu pacjentów, tych magicznych, a nawet historii pewnego ptaka i trytytki opartej na faktach. Pojawiły się też smoki i... pewien królik, który po całości mnie rozczulił. Bo wiecie, inaczej się patrzy na takie opowieści, kiedy samemu ma się w domu zwierzaki i są one członkami rodziny.
I tak oto dobrnęliśmy do końca, nad którym rozpaczam, ale uważam też, że Gajzler zakończyła w idealnym momencie, pokazując nam, że każdy ma gorsze i lepsze dni w swoim życiu, a z każdej sytuacji można znaleźć wyjście i się spełniać w czymś, co kiedyś wydawałoby się okropne. Florka jest bohaterką, którą polubiłam od początku za jej podejście do zwierząt, ale też za to, że brnie do przodu mimo trudności i tutaj też pokazała swój upór w dążeniu do celu i mam nadzieję, że będzie miała swoje "żyli długo i szczęśliwie".
Tymczasem zaświaty, odchodzenie dusz, żegnanie zwierzaków wywołało we mnie całą lawinę łez, a Jafar, który naprawdę przypomina mi mojego królika, spowodował kolejny potok łez. A przecież o to chodzi w tej całej zabawie z czytaniem, żeby emocje nas na różne sposoby odurzały. Czy to wzruszenie, radość, smutek... Gajzler, no robisz to dobrze!
I w ten sposób to koniec tej przygody, choć dopiero co pojawili się nowi bohaterowie i chciałoby się więcej tych magicznych zwierzaków poznać.
No po prostu będę cholernie tęsknić!
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN.
„Necrovet. Hodowla istot chimerycznych” Joanny W. Gajzler to finał, który zdaje się funkcjonować bardziej jako miękkie domknięcie klimatycznej tej cosy-fantasy baśni niż wyraźne zakończenie fabuły. To cykl książek utkanych z ciepła, melancholii i nieco zbyt znajomych schematów. Gajzler po raz kolejny zaprasza do Zrębek, miejsca, gdzie weterynaria spotyka nekromancję, a czułość wobec istot (żywych i tych „pomiędzy”) bywa ważniejsza niż spektakularna akcja. Najmocniejszą stroną powieści pozostaje bez wątpienia atmosfera: przytulna, momentami wręcz kojąca, choć podszyta świadomością kruchości życia i wyzwań dorosłości. Autorka z wyczuciem balansuje między humorem a powagą, a historie kolejnych pacjentów; od egzotycznych po tragiczne - przypominają, że odpowiedzialność za zwierzę nigdy nie jest baśniowa. Równocześnie jednak w tej części szczególnie wyraźnie widać zmęczenie formuły. Struktura oparta na epizodycznych przypadkach znów dominuje nad narracją, przez co główne wątki, poszukiwania famulusa przez Florkę czy zagrożenie ze strony tajemniczej bestii - nie wybrzmiewają z należytą siłą. Brakuje jednego wyraźnego rdzenia fabularnego, a zakończenie, choć emocjonalne, pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Jak na zamknięcie cyklu, jest ono zaskakująco powściągliwe, miejscami wręcz niedookreślone i otwarte na spin-off czy pojedyncze opowiadania, które mogłoby być w przyszłości uzupełnieniami wydarzeń w Zrębkach. Florka jako bohaterka dojrzewa i to jej przemiana stanowi najciekawszy element całości, jednak relacje; zwłaszcza te bardziej osobiste, wydają się potraktowane po macoszemu. Czytelnik zostaje więc z poczuciem niedosytu: świat wciąż żyje, bohaterowie mają potencjał, a historia… nagle milknie. „Hodowla istot chimerycznych” to jednocześnie piękne pożegnanie i nieco rozczarowujące domknięcie. Książka, która otul, a nie uderza intensywnym finałem idealnie wpisuje się w nurt cosy-fantasy i chyba nie ma nic podobnego od polskich autorów literatury fantasy. I choć trudno się z nią rozstać bo faktycznie czuć niedosyt to trudno też oprzeć się wrażeniu, że finał serii powinien się wydarzyć właśnie w tym tomie.