Science fiction retro: przyszłość z przeszłości, wprost z Lemowych powieści kosmicznych z lat 50-tych XX wieku. Behemot V, stary frachtowiec kursujący między planetami Układu Słonecznego zbacza z trasy w trakcie burzy słonecznej. Tam, w mrocznej pustce kosmicznych bezdroży natyka się na Astromancera: mityczny wytwór bezosobowego chaosu, który pozwala przekraczać naturalne granice rozumu i postępu. I między członkami załogi Behemota zaczyna się pojedynek na intrygi, podstępy i paranoje… Opowiadanie pochodzi z tomu „Król Bólu”.
Jacek Dukaj is one of Poland’s most interesting contemporary prose writers, whose books are always eagerly anticipated events. Dukaj studied philosophy at the Jagiellonian University. He successfully debuted at the age of 16 with a short story Złota Galera (Golden Galley). He is known for the complexity of his books, and it is often said that a single short story of Dukaj contains more ideas than many other writers put into their books in their lifetime. Popular themes in his works include the technological singularity, nanotechnology and virtual reality, and because of this his books often can be classified as hard science fiction.
Krótkie ale wcale nie takie proste science-fiction. Statek kosmiczny nagle zmienia kurs ,nikt z załogi sobie nie ufa ,natrafiają na coś starożytnego na statek o którym mówią plotki że może tam być skarb czy inna cenna wiedza. Czy ktokolwiek prerzyje,czy wszyscy oszaleją. Książka w stylu Dukaja pełna filozoficznych rozkmin i ciężkich słów.
Oko potwora Jacka Dukaja to bardzo przyjemny ukłon w stronę klasycznego retro sci-fi, który kupił mnie klimatem gęstej, kosmicznej izolacji.
Forma dziennika pokładowego lekarza i niepokojąca atmosfera na statku tworzą świetne tło dla opowieści. Dukaj sprawnie rzuca nas w sam środek narastającego chaosu. Szpieg na pokładzie, tajemniczy wirus i kurs skorygowany na nieznany, mitologiczny wręcz punkt w kosmosie. Największą siłą tego utworu nie jest jednak sama akcja, lecz jego filozoficzna podszewka. Autor trafnie punktuje granice ludzkiego poznania i postępu. Pokazuje naszą natrętną skłonność do układania nieznanego w znane nam wzorce tytułowe „oko potwora” staje się tu trafną metaforą tego, jak sami tworzymy zagrożenia z rzeczy, których po prostu nie rozumiemy.
Słabiej wypada sama realizacja. Narracja bywa chaotyczna, mocno rwana i miejscami po prostu toporna językowo. Zamiast płynnej lektury dostajemy stylizowany szum informacyjny, przez który momentami trzeba się przedzierać na siłę, a satysfakcjonujące spięcie wątków następuje dopiero na ostatnich stronach.
To poprawny, gęsty od pomysłów tekst, który idealnie nadaje się na jeden duszny wieczór. Ma świetny, staroszkolny klimat i daje do myślenia, jednak jako całokształt pozostawia pewien niedosyt i nie serwuje fabularnego trzęsienia ziemi. Ciekawa przygoda dla fanów gatunku, ale bez rewelacji.
Najmocniej została we mnie nie sama fabuła, lecz rytm… Liczy, liczy, liczy. Jakby po zetknięciu z otchłanią człowiekowi zostawał już tylko ostatni odruch rozumu: mierzyć, porządkować, powtarzać. Postacie nie są tu do analizy psychologicznej, tylko do pokazania, jak my jako gatunek reagujemy na coś większego od nas, z całą pychą, bezradnością, potrzebą kontroli i lękiem. To książka, która nie tyle się kończy, ile zostawia tykanie w głowie. Tik tak. Tik tak. Tik tak… Zdecydowanie jest to pozycja wymagająca od czytelnika cierpliwości i uwagi. Sam czytałem ją kilka razy dłużej, niż wskazywał deklarowany czas w aplikacji. I może właśnie o to w tym chodzi… Żeby za niczym nie gonić. Żeby najzwyczajniej w świecie się zatrzymać i pomyśleć. Nad sobą, nad otoczeniem i nad tym, co my, jako ludzkość, możemy zrobić, żeby nie dać się porwać falom chaosu i obłędu.
Z "Oka potwora" nie dowiedziałem się, czy istnieje granica poznania. Została za to skutecznie przetestowana moja granica tolerancji dla retrofuturyzmu w wydaniu Jacka Dukaja.
Jeżeli na podstawie tej książki w końcu powstanie gra, to lektura "Oka potwora" skutecznie zniechęciła mnie do jej ogrania. Pozostaje mieć nadzieję, że łatwiej będzie oddać wykreowany świat w formie gry, niż przebić się przez konstrukcje językowe książki.
Przechodząc przez kolejne rozdziały, czułem się tak, jakbym sam utknął wewnątrz Astromancera - im dłużej czytałem, tym mniej rozumiałem.
Udana nowela ze świetnym otwarciem, ale niejasnym domnknieciem. Zasadniczo historia jest prosta, lecz im dalej w las, tym więcej efekciarstwa, które dałoby się obciąć. Niemniej jest tu świetny klimat, ciekawa rozkminka o idealizmie subiektywnym i transcendentalnym - szkoda, że dygresyjna.
Pierwsza moja książka Dukaja aby sprawdzić czy chociaż dorównuje mistrzowi Lemowi. No i po tej produkcji nie widzę powodu dla którego miałbym ich porównywać, mocno do tyłu. Ta pozycja jest strasznie przekombinowana, nie rozumiałem w sumie o czym i do czego zmierza, wielokrotnie traciłem zainteresowanie - strasznie mnie znudziła ale z uwagi na to, że jest krótka dotrwałem do końca. Po prostu uznam to za słabą pierwszą randkę z potencjałem na drugą i dam jeszcze szansę autorowi z innym tytułem, ale muszę trochę ochłonąć.
Złapałem "Oko ...", bo myślałem, że to coś nowego - dopiero później zorientowałem się, że to opowiadanie z "Króla Bólu", ale że tego ostatniego nie czytałem, to w sumie nie ma problemu ;)
Generalnie typowy Dukaj - czyli łatwo nie jest, bo ten autor się z czytelnikiem nie pieści. Dość ciężka narracja, która nie do końca wiadomo gdzie zmierza, zero wyjaśnień - pospekuluj sobie i wykmiń. Ale no guarantee ;) To wbrew pozorom nie jest trywialny, bo Dukaj to dla mnie literacki fotograf - "maluje" krótkimi, urywanymi zdaniami ("migawkami"), oszędnie dawkując opisy i (w przeciwieństwie do np. impresjonistów) nie budując namacalnego kontekstu (emocjonalnego). Efektem bywa mind-f_ck na zasadzie "co właściwie artysta chciał przez to powiedzieć" ...
Sama historia raczej prosta (mimo wszystko) i w pewnym sensie klimatyczna. W pewnym sensie, tzn. imersji za wiele tu nie ma, ale wsiąkasz w atmosferę deep space, poczucie odosobnienia i "inność" scenerii. O kreacji bohaterów nie ma co mówić - p. Jacek ma na to tak wywalone, że nawet nie wymyślił ich imion i nazwisk (określają siebie za pomocą funkcji/zawodów - co np. wygląda zabawnie w kontekście "Pasażera"). Dla mnie najtrudniejsze było odtwarzanie ich motywów (ale nie chcę spoilować za dużo).
Ogólnie - "Oko ..." męczy, ale intryguje. Ktoś mi powiedział, że jest ciekawy, jak wyglądałby odbiór przy powtórnej lekturze - zgadzam się, że wnioski mogłyby nie być oczywiste.
Książka dla koneserów - oni mogą dodać 1/1.2 gwiazdki do finalnej oceny. Miłośnicy akcji i space operas, raczej 1 gwiazdkę odjąć.
Tak jak w praktycznie każdej książce Dukaja mam wrażenie, że mówi mi ona bardzo wiele rzeczy których tylko część mogę pojąć i tak jak po każdej lekturze od tego autora, chciałabym z nim o tym pogadać. Bardzo podobały mi się tutaj opisy, szczególnie moment ucieczki od Astromancera, bardzo wyraźnie mogę sobie wyobrazić Doktora w kombinezonie zawieszonego między mrugającymi do niego ekranami. Mimo to o wiele bardziej podobała mi się "linia oporu" ale to może dlatego, że ją bardziej rozumiałam. Zdecydowanie jest to książka którą chciałabym jeszcze raz kiedyś przeczytać i zobaczyć jak ją wtedy odbiorę, bo ona w sumie jest jak takie oko potwora, w zależności od patrzącego inne symetrie tworzą ci się w głowie(nawiązanie), albo nie mam wystarczającego warsztatu do zrozumienia przekazu więc go sama odrysowujeXD. Podobało mi się również że nie znamy imion bohaterów, możemy się posługiwać tylko: Doktorem, Pasażerem, Elektrykiem itd. nie rozumiem do czego konkretnie to służyło, dehumanizacji? skupieniu na środowisku bohaterów i przesłaniu a nie im samym? a może poprostu fajny klimat dawało? da się to czytać z niewiedzą ale znowu ciekawie by było poznać zamysł autora. Była to jedna z niewielu książek w których musiałam kilka razy sprawdzić definicje słowa, dzięki za poszerzenie zasobu słownictwa. Podsumowując: opowiadanie mega sigma, ale albo czytałam lepsze od tego autora, albo potrzebuje poradnika jak je rozumieć
Rzeczywiście bardzo czuć tutaj Lemowski styl i wydaje mi się, że Dukaj idealnie go zrekonstruował, co jest nie lada wyzwaniem. Jednak, trochę sobie przecząc, uważam, że jest dla mnie odrobinę za mało Lema w tym Lemie. Może zabrakło mi trochę głębszej refleksji. Mimo to była to świetna przygoda, warta przeczytania także ze względu na to, jak jeden autor jest w stanie zrekonstruować styl drugiego z naprawdę sporym powodzeniem.
You can really feel Lem’s style here, and I think Dukaj reconstructed it almost perfectly, which in my opinion is a challenge. At the same time, somewhat paradoxically, I can also say that there is maybe a little too little Lem in this Lem. Perhaps I was missing a bit more of that deeper reflection. Still, it was a great reading experience and definitely worth reading, also because it shows how one author can reconstruct another author’s style with genuinely impressive success.
Nie odważę się ocenić na skali, ponieważ czuję, że nie do końca byłem z tą książką. W formie audiobooka przeciurknęła mi gdzieś obok świadomości, tylko co jakiś czas znów łapiąc uwagę. Zbyt trudna na audio albo ja zbyt rozkojarzony, by tego typu rzecz w audio przyjąć. Chętnie wrócę do tekstu.
Na pewno jednak czuć tu retro fantastyką. I nie, nie jest to Lem, jest to nadal Dukaj, ale pięknie w stronę Lema puszcza oko, choćby przez wszędobylskie biblioteki, notatki robione ołówkiem. I podobnie jak Lem, przełączył mi jedną zapadkę w mózgu. Lem zrobił fikołlka mojej perspektywie, pisząc, że "statek przekroczył ten dystans, kiedy odległość od planety zmienia się w wysokość nad nią", podczas gdy Dukaj - w Oku Potwora - uświadamiając, że w nieważkości zawsze się stoi, nie ma nieważkiego leżenia.
Filozoficzne, bardzo lemowskie SF z pytaniem o granice poznania. Czy graniczą zrozumienia nie jest wyznaczana tylko przez rozumiejącego? Dokąd prowadzi postęp? Jaka jest pojemność ludzkiego intelektu? Wszystko w scenografii katastrofy na komicznych rubieżach... Dobre, to to!
Ciekawy język i sposób narracji. Uczucie napięcia i paranoi aż wylewa się z książki. Niestety przemiana głównego bohatera i przeskoki fabularne są tak wielkie że czuję duży niedosyt
Książka w świetny sposób wprowadza nas w tajemniczy świat kosmosu, gdzie nie wiadomo, co jest Twoim największym wrogiem: wszechświat, człowiek, a może maszyny? Dukaj kreuje skomplikowany świat scifi, jest tu dużo technicznego języka, ale również szaleństwo naszych bohaterów. psychologiczy aspekt powieści sprawia, że nie wiemy, komu możemy ufać, sami stajemy się podejrzliwi i idziemy w to szaleństwo z naszymi postaciami. Historia, choć krótka, wymaga uwagi od czytelnika jak prawdziwe, dobre scifi. Dukaj nie tylko bawi się konwencjami gatunku, ale także prowokuje do refleksji nad fundamentalnymi pytaniami o naturę człowieka i przyszłość ludzkości. To książka, która na długo pozostaje w pamięci i zachęca do ponownego przeczytania, by odkryć nowe znaczenia i detale.