Świat milknie pod śniegiem, mróz ścina krew w żyłach, a pod nieskazitelną warstwą bieli kryją się najmroczniejsze sekrety.
Kiedy w zimowym lesie zostaje odnalezione ciało młodej kobiety, Anita Bauer – ambitna technik kryminalistyki, dla której to jedna z pierwszych poważnych spraw – szybko zaczyna wątpić w oficjalną wersję wydarzeń.
W tym samym czasie Maciej Wajda – doświadczony psychotraumatolog – angażuje się w niepokojącą historię mężczyzny cierpiącego na poważną lukę w pamięci. Gdy tajemniczy pacjent zaczyna podejrzewać, że w czasie, którego nie potrafi sobie przypomnieć, mógł dopuścić się zbrodni, Wajda musi zmierzyć się nie tylko z cudzymi wspomnieniami, ale również z własną przeszłością.
Dwie historie. Jedna tajemnica.
I lód, w którym zamknięta jest prawda.
Mroczny, nasycony skandynawskim klimatem kryminał o winie, odpowiedzialności i granicach ludzkiego umysłu.
Bo czasem najgorszy nie jest ten, kto zabił. Lecz ten, kto pamięta.
Dziennikarka prasowa i telewizyjna, przez wiele lat pracowała dla cenionych stacji i magazynów, gdzie przygotowywała reportaże, teksty psychologiczne i rozmowy. Autorka programów reportażowych i talk-show, a także recenzentka scenariuszy filmowych.
Wytrawna słuchaczka, amatorka dobrego kina i niezłomna idealistka, która niczym magnes przyciąga przygody. W swojej twórczości inspiruje się psychologią oraz historiami z życia, które zostawiły w niej emocjonalny ślad. Prywatnie nieidealna mama dwóch urwisów.
Na ogół unikam polskich kryminałów, ale muszę przyznać, że ten jest całkiem przyzwoity i nie aż tak oklepany. Jeśli będzie jakaś kontynuacja, to po nią sięgnę.
Nie będę o tej historii może wspominać po miesiącach i nie miałam wielkiej reakcji „wow”, ale wykreowana tajemnica była całkiem ciekawa i faktycznie interesowało mnie, o co w tym chodzi, mimo że pierwotnie wszystko było oparte o dość banalny motyw. Temat fugi dysocjacyjnej był dla mnie czymś nowym, więc też dobrze było odkryć coś ciekawego. Bohaterowie też całkiem sympatyczni, ale swoboda samodzielnego działania Anity budzi dość mocne wątpliwości. Szczególnie, że uchodzi jej to płazem. Ot takie omijanie procedur i zdradzanie tajemnic śledztwa osobie związanej ze sprawą dla potrzeby popychania fabuły do przodu. Szczęście sprzyja tu Anicie aż za bardzo. To, że inni policjanci ignorują teorie głównej bohaterki można zrzucić i na wieloletnie doświadczenie i świadomość, że nie wszystko jest takie jak się wydaje, a z drugiej brzmi jednak na robienie z nich głupków, którzy podchodzą do wszystkiego dość powierzchniowo i wolą szybko zrobić swoje i odpocząć w domu. Ja jednak lubię jak zespół ze sobą współpracuje, a nie stanowi głupkowate tło, które niby działa we wspólnej sprawie, ale na dwóch innych frontach.
Zakładam, że to nie jest opinia autorki i może jestem jednak trochę staroświecka, ale pozwolę się nie zgodzić z myślą psychologa, że pewna bohaterka ma potrzebę iść do łóżka z innymi, ale swojego męża kocha “najczystszą z miłości”.
Autorka wydaje mi się kreować podwaliny pod przyszły romans, oby to jednak nie był trójkąt. Aha, i scena z wyborem i rozmyślaniem nad lodówką nie była super potrzebna.
Izabela Janiszewska to jedna z nielicznych polskich autorek, po których powieści sięgam właściwie „w ciemno”. Każda jej nowa książka automatycznie trafia na moją listę lektur obowiązkowych, ponieważ dotychczas żadna mnie nie zawiodła — choć muszę uczciwie przyznać, że nie wszystkie były w pełni satysfakcjonujące. Niektóre zostawały w pamięci na długo, inne kończyły się poczuciem lekkiego niedosytu, ale wspólny mianownik pozostawał niezmienny: dobrze skonstruowana intryga i wyczuwalny literacki warsztat. Na każdą nową powieść Izabeli Janiszewskiej czekam z dużą niecierpliwością, dlatego nie mogłam odmówić sobie lektury jej najnowszego thrillera „Zamknięte w lodzie”.
Świat milknie pod śniegiem, mróz ścina krew w żyłach, a pod nieskazitelną warstwą bieli kryją się najmroczniejsze sekrety. Kiedy w zimowym lesie zostaje odnalezione ciało młodej kobiety, Anita Bauer – ambitna technik kryminalistyki, dla której to jedna z pierwszych poważnych spraw – szybko zaczyna wątpić w oficjalną wersję wydarzeń. W tym samym czasie Maciej Wajda – doświadczony psychotraumatolog – angażuje się w niepokojącą historię mężczyzny cierpiącego na poważną lukę w pamięci. Gdy tajemniczy pacjent zaczyna podejrzewać, że w czasie, którego nie potrafi sobie przypomnieć, mógł dopuścić się zbrodni, Wajda musi zmierzyć się nie tylko z cudzymi wspomnieniami, ale również z własną przeszłością. Dwie historie. Jedna tajemnica. I lód, w którym zamknięta jest prawda.
„Zamknięte w lodzie” to thriller, którego tytuł oraz zapowiedź skandynawskiego klimatu zapowiadają mroczną, emocjonalnie chłodną historię pełną niedopowiedzeń — idealną dla autorki. Opowieść od pierwszych stron wciąga czytelnika w gęstą, przejmującą atmosferę, przeszytą chłodem i niepokojem. Obiecuje napięcie oraz stopniowe odkrywanie prawdy ukrytej pod warstwą pozornej ciszy — i w dużej mierze spełnia tę obietnicę. Powieść konsekwentnie buduje poczucie chłodu — nie tylko w sensie dosłownym, ale przede wszystkim emocjonalnym. Izabela Janiszewska ponownie sięga po motywy traumy, pamięci i niepewności, tworząc historię, w której nic nie jest jednoznaczne, a każda odpowiedź rodzi kolejne pytania. To świat, w którym granica między prawdą a złudzeniem nieustannie się przesuwa, zmuszając czytelnika do ciągłego reinterpretowania poznanych faktów. Najmocniejszą stroną powieści jest konstrukcja narracji. Dwie równoległe linie fabularne — śledztwo Anity Bauer oraz psychologiczna historia Macieja Wajdy i jego pacjenta — stopniowo się przenikają, budując napięcie w sposób przemyślany i kontrolowany. Autorka nie spieszy się z ujawnianiem kluczowych informacji, co działa na korzyść historii: czytelnik pozostaje w stanie nieustannego napięcia, próbując samodzielnie łączyć fakty i przewidywać rozwój wydarzeń. Na szczególne uznanie zasługuje warstwa psychologiczna. Motyw pamięci — jej zawodności oraz wpływu na poczucie winy i tożsamość — został przedstawiony w sposób pogłębiony i wiarygodny. Nie jest to jedynie element napędzający fabułę, ale także punkt wyjścia do refleksji nad naturą ludzkiej psychiki. Historia pacjenta Wajdy wywołuje wyraźny dyskomfort — i to w najlepszym możliwym znaczeniu, ponieważ takie emocje powinien wzbudzać dobrze skonstruowany thriller psychologiczny.
Nie sposób pominąć także klimatu powieści. Skandynawska surowość, zimno i poczucie izolacji nie pełnią tu roli jedynie tła — stają się integralnym elementem narracji. Śnieg i lód funkcjonują jako sugestywna metafora wyparcia, zamrożonych emocji oraz prawdy, która uparcie nie chce wydostać się na powierzchnię. Ten chłód przenika nie tylko przestrzeń, ale i bohaterów, wpływając na ich decyzje oraz sposób postrzegania rzeczywistości. Nie wszystkie elementy są jednak równie dopracowane. Momentami można odczuć pewną przewidywalność niektórych zwrotów akcji, zwłaszcza jeśli zna się wcześniejszą twórczość autorki lub dobrze orientuje się w konwencji gatunku. Zdarzają się również fragmenty, w których tempo narracji wyraźnie zwalnia, co może chwilowo osłabić intensywność odbioru. Mimo to całość utrzymuje solidny poziom, a finał skutecznie rekompensuje wcześniejsze spowolnienia, pozostawiając czytelnika z poczuciem satysfakcji i lekkiego niepokoju. „Zamknięte w lodzie” to kolejna emocjonująca i wielowymiarowa opowieść Izabeli Janiszewskiej. Lektura wciąga stopniowo, ale konsekwentnie — z każdą kolejną stroną coraz trudniej się od niej oderwać. Na szczególne wyróżnienie zasługują klimat, psychologiczna głębia oraz umiejętność budowania niepewności, którą autorka opanowała do perfekcji. Nie jest to thriller oparty wyłącznie na dynamicznych zwrotach akcji — znacznie większe znaczenie mają tu atmosfera, napięcie wynikające z niedopowiedzeń oraz proces stopniowego odkrywania prawdy. To właśnie te elementy sprawiają, że historia pozostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury, rezonując i skłaniając do dalszych przemyśleń. Choć nie wszystko wypada idealnie, całościowo jest to bardzo satysfakcjonująca i dopracowana powieść. Kolejna bardzo dobra pozycja w dorobku autorki, potwierdzająca jej wyrazisty styl oraz umiejętność tworzenia historii jednocześnie angażujących i niepokojących.
Śnieg tłumi wszystkie dźwięki. Mróz wciska się pod skórę, a biel kłamie najpiękniej ze wszystkich kolorów. Pod jej powierzchnią coś gnije – i powoli zaczyna wypływać.
Kiedy w zimowym lesie znajduje się ciało młodej kobiety, świat wydaje się domagać prostego wyjaśnienia. Anita Bauer, ambitna technik kryminalistyki, szybko wyczuwa, że oficjalna wersja jest zbyt wygodna, zbyt schludna. Jakby ktoś chciał, żeby śledztwo zamarzło razem z dowodami. Z drugiej strony Maciej Wajda – doświadczony psychotraumatolog – spotyka pacjenta, który patrzy mu prosto w oczy i mówi: „Chyba zabiłem. Tyle że nie pamiętam kogo ani dlaczego”.
Dwie zupełnie różne ścieżki. Jedna zagadka. I lód, który trzyma prawdę w uścisku tak mocnym, że pęka dopiero wtedy, gdy ktoś odważy się wystarczająco głęboko w niego wejść.
Janiszewska buduje napięcie jak skandynawski mróz – powoli, bezlitośnie, bez tanich sztuczek. Nie ma tu gonitwy za efektami. Jest za to żmudna, brudna robota operacyjna przeplatana seansami, podczas których granica między pacjentem a terapeutą zaczyna się niebezpiecznie zacierać. Anita drąży ślady materialne. Maciej drąży umysł. Oboje ryzykują, że to, co znajdą, zmieni ich na zawsze.
Największa siła tej książki leży w tym, jak autorka rozgrywa temat pamięci i winy. Bo czasem największym potworem nie jest ten, kto zabił. Lecz ten, kto pamięta… albo ten, kto desperacko próbuje nie pamiętać.
Bohaterowie są wyraziści, z krwi i kości – nie idealni, nie czarno-biali, po prostu ludzcy. Anita z jej ambicją i wątpliwościami, Maciej z własnymi demonami przeszłości. Obserwujemy, jak sprawa wciąga ich coraz głębiej, aż przestają być tylko obserwatorami. Stają się częścią lodu.
„Zamknięte w lodzie” to bardzo dobrze skrojony, inteligentny thriller psychologiczny z prawdziwym kryminalnym szkieletem. Znakomity research czuć na każdej stronie – od pracy techników kryminalistyki po mechanizmy traumy i dysocjacji. Nic tu nie jest przypadkowe, a zakończenie… cóż, zaskakuje, ale nie zdradza się za wcześnie. Janiszewska szanuje inteligencję czytelnika i zostawia po sobie ten specyficzny niepokój, który jeszcze długo siedzi w kościach.
Jeśli lubicie mroczne, klimatyczne thrillery, gdzie psychologia jest równie ważna co dowody, a zima jest niemal bohaterem trzecioplanowym – ta książka jest dla Was!
Izabela Janiszewska nie wydaje książek często. Ale gdy już to robi, przypomina, dlaczego warto na nią czekać!🔥
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @czwartastronakryminalu, a Autorce za wyśmienity thriller (współpraca reklamowa) 🩷.
Q: Co wolicie dostać – książkę papierową czy bon na zakupy w księgarni?
Thriller, który od pierwszych stron otula chłodem nie tylko zimowej scenerii, ale także ludzkiej psychiki. Autorka buduje napięcie z niezwykłą subtelnością, bez tanich chwytów i przesadnej brutalności. Zamiast tego dostajemy historię pełną ciszy, niedopowiedzeń i rosnącego poczucia, że pod powierzchnią kryje się coś znacznie mroczniejszego niż początkowo się wydaje.
Najmocniejszym elementem jest psychologiczna warstwa związana z pamięcią i mechanizmami obronnymi ludzkiego umysłu. Motyw luki we wspomnieniach nie służy tutaj wyłącznie budowaniu zagadki kryminalnej. Staje się ona osią całej historii. Autorka pokazuje, jak nasz umysł potrafi chronić człowieka przed tym, czego nie jest gotowy udźwignąć. Czasem te najgroźniejsze rzeczy nie zawsze chowają się w śladach na ciele.
Zimowy krajobraz nie jest jedynie tłem dla śledztwa. Staje się częścią opowieści, potęgując uczucie izolacji i chłodu. Autorka świetnie wykorzystuje kontrast między sterylną precyzją pracy kryminalistycznej a chaosem ludzkich emocji. Śledztwo prowadzone jest wielotorowo, ale ani przez moment nie traci spójności. Każdy trop wydaje się prowadzić w innym kierunku, a atmosfera narastającej paranoi sprawia, że z czasem zaczyna się podejrzewać niemal wszystkich.
„Zamknięte w lodzie” to kryminał, który działa bardziej na psychikę niż na potrzebę sensacji. To historia o tym, jak łatwo można zagubić granicę między prawdą a tym, co umysł pozwala pamiętać. Autorka stworzyła opowieść chłodną, inteligentną i niezwykle angażującą emocjonalnie. Taką, która zostawia po sobie nie tylko satysfakcję z rozwiązanej zagadki, ale też niepokój, który długo nie pozwala o sobie zapomnieć.
Zaletą tej opowieści jest cała historia bohaterów, jest spójna, wciągająca. Pojęcie fugi dysocjacyjnej bardzo mnie zaciekawiło. Główna wadą za to jest to, że Anita nie pracuje! Jest technikiem policyjnym a jeździ sobie wszędzie, wtrąca się w śledztwo i zdradza postronnej osobie tajemnice tego śledztwa. Po drugie dlaczego ludzie nie odbierają i nie oddzwaniają!? Chyba tylko po to, żeby akcja szła do przodu.
Szczerze? Zazwyczaj strasznie nudzą mnie kryminały z policjantami i całym tym „proceduralnym” klimatem, więc do tej książki podchodziłam raczej ostrożnie. A potem nagle… bach, przeczytane praktycznie na raz 📖
Chętnie przeczytałabym kolejną część tylko dla samych bohaterów ✨
Dzięki tej fabule i głosowi Kosiora przebiegłam 7 km, a ja nienawidzę biegać i nigdy praktycznie nie biegałam. Niech to mówi coś na temat tego, jak książka wciąga!