Są takie dni, kiedy świat kończy się między kęsem kanapki a trzaskiem zamykanych drzwi.
I nagle wszystko, co było "na zawsze”, okazuje się "już nieaktualne”.
Maria właśnie zaliczyła spektakularny życiowy zwrot akcji. Nie ma instrukcji obsługi nagłego rozstania ani planu B na życie. Za to ma talent do pakowania emocji w za duże bluzy, kompulsywnego sprzątania w chwilach kryzysu i udawania, że wszystko jest pod kontrolą, nawet jeżeli świat się wali. Gdy jej mąż postanawia „poszukać siebie” gdzie indziej (powodzenia!), ona musi znaleźć… przynajmniej pilota do własnego życia. Na szczęście ma też rodzinę, która, zamiast głaskać po głowie, potrafi rzucić mięsem, a nawet przemeblować życie (i przy okazji mieszkanie), przyjaciółki specjalizujące się w gaszeniu pożarów, całkiem niezły instynkt przetrwania (choć czasem działa dopiero po drugiej kawie) i wrażliwe serce, które wciąż ma ochotę się zakochać.
To historia o tym, że nawet jeśli ktoś nagle znika z twojej życiowej układanki, to czasem robi miejsce na coś nowego – czego może nie planowałaś, ale naprawdę potrzebowałaś.
Ta historia może trafić do wielu osób, dlatego że nie opowiada wyłącznie o rozstaniu Marii z mężem. Tak naprawdę mówi o czymś znacznie szerszym: o chwili, gdy życie nagle przestaje wyglądać tak jak sobie wyobrażaliśmy. Zgodzicie się ze mną, że każdy, no może większości z nas prędzej czy później doświadcza, doświadczyła sytuacji, która burzy jego poczucie bezpieczeństwa. Dla jednych będzie to rozpad związku, dla innych utrata pracy, śmierć bliskiej osoby, zawód ze strony przyjaciela albo po prostu moment, w którym trzeba zacząć wszystko od nowa. W takich chwilach pojawiają się podobne pytania: „Co dalej?”, „Czy dam sobie radę?”, „Kim jestem, kiedy znika to, na czym budowałam swoje życie?”. Wiem, jak to jest, bo sama tego doświadczyłam, i to niejeden raz. Nauczyło mnie to mniej więcej jednego! Zawsze jest wyjście! Często niepasujące nam, ale to zawsze wyjście, alternatywa. Maria (którą za chwilę poznacie) przechodzi właśnie taką drogę. Musi nauczyć się żyć inaczej niż dotychczas. Odkrywa, że nie może uzależniać własnego szczęścia od drugiej osoby i że warto zawalczyć o siebie. To doświadczenie jest bardzo uniwersalne, bo każdy z nas w pewnym momencie życia szuka własnej siły, próbuje odbudować pewność siebie albo na nowo określić swoje miejsce w świecie. Książka przypomina też jak ważni są ludzie wokół nas. Rodzina, przyjaciele czy znajomi często stają się wsparciem wtedy, gdy sami nie mamy już siły. Właśnie dlatego łatwo odnaleźć w tej historii kawałek własnego życia, nawet jeśli nasze doświadczenia są zupełnie inne niż doświadczenia bohaterki. Sama widziałam moje decyzje podjęte lata temu i co? Jedne okazały się strzałem w dziesiątkę, inne trochę mniej, ale wnioski wyciągnięte z tych decyzji uczą najbardziej. „Całym światem ty” Moniki Pryśko to historia, która pokazuje, że czasem jedno wydarzenie potrafi wywrócić życie do góry nogami. Brzmi poważnie? Owszem, ale według mnie autorka nie stworzyła przygnębiającej opowieści o cierpieniu. Wręcz przeciwnie. To książka pełna życia, codzienności, humoru i sytuacji, które wydają się zaskakująco znajome. Maria nie jest bohaterką idealną. Gdy dopada ją kryzys, chowa emocje pod za dużymi bluzami, rzuca się w wir sprzątania i próbuje przekonać wszystkich, że ma wszystko pod kontrolą. Tyle że życie szybko pokazuje jej, że czasem trzeba pozwolić sobie na słabość, żeby później odzyskać siłę. Autorka pokazuje, że odbudowywanie siebie po życiowym kryzysie nie jest prostą drogą. Czasem robi się krok do przodu, czasem dwa kroki w tył. Najważniejsze jednak, że zawsze można ruszyć dalej. Nie poddawaj się, przyj z całych sił naprzód. Dziś rezultatu, wyjścia z tego nie zobaczysz, za tydzień też nie, ale pewne jest to, że w końcu będzie widoczny. Ile razy było tak, że Wy albo ktoś z bliskich po „katastrofie” mówił, że to koniec ich życia, że już więcej nic ciekawego was/ich nie spotka? Nic bardziej mylnego, PONIEWAŻ dzisiejsza historia to również opowieść o nowych początkach. O tym, że koniec pewnego etapu nie musi oznaczać końca wszystkiego. Wręcz przeciwnie. Niekiedy właśnie wtedy pojawiają się szanse, których wcześniej nie byliśmy w stanie dostrzec. „Całym światem ty” to książka, którą czyta się bardzo szybko. Z jednej strony porusza trudne tematy związane z rozstaniem, samotnością i szukaniem swojego miejsca na nowo, z drugiej nie brakuje w niej ciepła, ironii i momentów wywołujących uśmiech. Zwracam również uwagę na audiobook. Powieść została nagrana w interpretacji Anety Todorczuk, której spokojny i naturalny sposób czytania dobrze współgra z emocjonalnym charakterem tej historii. To świetna propozycja dla osób, które lubią słuchać książek podczas spacerów, jazdy samochodem czy wykonywania codziennych obowiązków. Dzięki lektorce łatwo wczuć się w przeżycia Marii i jeszcze mocniej zanurzyć się w jej świecie. To całkiem inne emocje niż te, które powstają, gdy czytamy książkę w papierze.
Za dużo religijności i w ogóle ta książka jest o kompletnie czymś innym niż sądziłam że będzie. Chciałam jakieś takie emocje dotyczące rozstania, takie poczucie że całe swoje życie uzależniało się od drugiego człowieka, a jak go zabrakło to nagle się okazuje że nie żyliśmy za bardzo dla siebie i teraz jakiś kryzys egzystencjalny, coś w ten deseń. A tu już po 1/5 to wszystko jest w sumie git, a nawet pojawia się typ który obstawiam że będzie zaraz obiektem uczuć naszej bohaterki. Nie wiem, bo zostawiam w cholerę. Lanie wody. I nie wiem czy autorka ma dzieci, ale główna bohaterka to ma ale jakby nie miała. W ogóle to dziecko w jej życiu nie uczestniczy, tylko jest takim pretekstem do jakiś zabiegów fabularnych i do pokazania że „jak ten niedobry facet mógł dziecko zostawić”. Kończę na 150 stronie według ebooka
Wydarzenia, które zmieniają na zawsze nasze życie, często zdarzają się nagle, bez uprzedzenia...
Maria Rosa przeżyła taki moment między jednym a drugim gryzem kanapki z ogórkiem kiszonym. Była szczęśliwą żoną, razem z mężem prowadzili firmę fotograficzną. Jeden gryz i słyszy: "Odchodzę"... Michał Król zostawia żonę. Przestaje odbierać telefon i usuwa się z jej życia. Maria myśli na początku, że to nieśmieszny żart, że mężczyzna zaraz wróci i powie: "Mam cię!". Ale nie wraca i to wcale nie jest najgorsze...
Maria spotyka właścicielkę mieszkania i dowiaduje się, że ma dwa tygodnie na zapłacenie czynszu za zaległe pół roku! Odbiera list, a tam wiadomość, że raty za sprzęt fotograficzny nie są spłacane. Na koncie oszczędnościowym Jaśnie Król zostawił zawrotne 48 zł, za to zabrał niemal cały sprzęt i wszystkie wartościowe przedmioty...
Zostawił za to to, co dla Marii najcenniejsze - córeczkę Irenkę. To moja ulubiona postać. Przede wszystkim dlatego, że sama mam córkę w tym samym wieku. Wiele jej powiedzonek i zachowań nie jest mi obcych, bo znam je w Amelkowym wydaniu.
"Całym światem Ty" to książka przede wszystkim o kobietach i relacjach między kobietami. Maria ma wokół siebie prawdziwą armię wsparcia - przyjaciółki Kaśkę i Adę, mamę Helenę, córeczkę Irenkę i babcię Irkę. Wszystkie razem i każda z osobna pomagają jej wstać z kolan, nie oceniają, kiedy trzeba wysłuchają, a kiedy trzeba pozwolą jej na chwilę przestrzeni i oddechu. Każdej z nas życzę takich kobiet w swoim otoczeniu.
Jest to również historia o odnajdywaniu siebie, swojej pasji i celu w życiu. Zaufaniu, że dam radę, i podążaniu za marzeniami. Uwielbiam scenę z budowaniem chmur. Po pierwsze Marysia pokazuje, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Upewnia się też, jak wielu ludzi ma wokół siebie i na ilu może polegać. Podwijają rękawy, słuchają jej poleceń i wspierają w chwili zwątpienia.
Koniec jednej relacji stał się pretekstem do zbudowania innej, ważniejszej - z samą sobą. Maria zobaczyła, na ile ją stać, poznała swoją siłę. Mimo wielu sytuacji, które mogłyby ją załamać, szła dalej. Dla siebie i córki.
Jest to jedna z tych książek, która trafiła do mojego serca i zagości tam na dłużej. Mam nadzieję, że pozna ją jak najwięcej osób. Mam do niej kilka "ale". Wiem, że Maria ten upadek miała złagodzony, bo większość jej problemów tak naprawdę rozwiązywała się sama. Z drugiej strony mam świadomość, że to też był wybór. Jej bliscy zdecydowali się jej pomóc, a ona tę pomoc zdecydowała się przyjąć. Czasem to wymaga schowania dumy do kieszeni. Staramy się poradzić sobie sami za wszelką cenę, nie umiemy prosić o pomoc i nie umiemy jej przyjmować. Mimo kryzysowych sytuacji mówimy, że damy sobie radę sami.
Pod pretekstem kolejnej historii o rozpadzie związku i nowym początku możemy odnaleźć coś więcej. To, co każda z nas wyciągnie z tej historii, zależy tylko od nas samych.
Moniko, dziękuję Ci za stworzenie tak wyjątkowej opowieści ❤️.
Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z wydawnictwem Muza Story.
Świat Marii legł w gruzach. Z dnia na dzień zostawił ją mąż. Z długami. Bez słowa wyjaśnienia. Po prostu wyszedł i „radź sobie sama”. Nawet nie zainteresował się córeczką. Maria po początkowym kryzysie i totalnej rezygnacji zdecydowała, że stanie na nogi. Poradzi sobie. I spowrotem odnajdzie szczęście.
Jeśli szukacie książki, która jest idealna pod każdym względem - oto ona! To jak idealnie i lekko się ją czyta jest nie do opisania. Od samego początku dostajemy prosto w twarz - rozstanie Marii i Michała. Nie ma kluczenia wokół, rysowania historii. Jest prosto z mostu. Później jest równie intensywnie. Ciagle coś się dzieje, nie ma chwili odpoczynku. Jest to powieść obyczajowa, ale miałam wrażenie, że akcja pędzi i nie chce się zatrzymać. Kartki same uciekają pod palcami i tylko zdrowy rozsądek nie pozwala czytać dalej i zarywać nocy. A chciałoby się…
Maria, główna bohaterka jest szalenie sympatyczną kobietą. I ma wokół siebie same anioły. Dwie przyjaciółki, które są skrajnie różne. Rodziców, którzy są wyrozumiali i którzy zrobią dla niej wszystko. Fantastyczną córeczkę i najlepszą na świecie babcie. I poznaje Tomasza. Mężczyznę, który wywróci jej życie do góry nogami. Mamy tutaj pełny przekrój pokoleniowy. Każda z postaci ma swój charakter, każdy jest oryginalny. Babcia Irena skradła moje serce. Zawsze wiedziała co powiedzieć, zawsze była wsparciem dla Marii.
Żaden upadek nie jest straszny, gdy ma się wokół siebie ludzi o dobrych sercach. Książka pięknie pokazuje, że nawet, gdy wydaje nam się, że nasze życie się rozpadło i nic nie jest w stanie go skleić - można się podnieść. Ze wsparciem, z nadzieją, powoli, ale z przytupem. I dzięki temu Maria przechodzi niesamowitą przemianę. Z osoby, która wylewa morze łez pod prysznicem staje się silną, niezależną i pewną siebie kobietą.
To była świetna książka. Chciałabym, aby każdy ją przeczytał. Naprawdę robi dużo w głowie, daje do myślenia i jest po prostu fantastyczną rozrywką.
Współpraca barterowa z @muzastory @wydawnictwomuza
„Całym światem ty” to przyjemna powieść obyczajowa, w której łatwo odnaleźć prawdziwe ludzkie emocje.
Podkreślę jeszcze, że wcześniej nie znałam autorki, więc było to mój pierwszy raz z twórczością Pani Moniki.
Czytając historię Marii, czułam jej absolutne zagubienie, smutek, który momentami wręcz paraliżował, ale też tę cichą nadzieję, pojawiającą się gdzieś pomiędzy codziennością a próbą poukładania życia na nowo. Niekiedy miałam wrażenie, że bohaterka jest naiwna, niezorganizowana i trochę zbyt nieodpowiedzialna, ale każdy z nas w kryzysowych momentach reaguje inaczej — nie każdy ma też przywilej przeżywania smutku bez stresu o to, co będzie dalej.
Podczas lektury można dostrzec, jak ważne są relacje z bliskimi. Bohaterka, mimo ogromnej tragedii, jaka ją spotkała, i ciosu, jaki zadał jej z pozoru najbliższy człowiek, cały czas może liczyć na wsparcie rodziców, najbliższych przyjaciółek oraz swojej ukochanej babci. Co więcej — gdyby nie oni, myślę, że czytalibyśmy smutną, krótką historię o załamanej kobiecie, która jest po prostu nijaka. To właśnie drugoplanowi bohaterowie i ich wyraziste charaktery są jednym z największych atutów tej książki.
Bardzo podobały mi się wstawki z perspektywy właśnie tych drugoplanowych postaci.
Mam nadzieję, że ta książka to taki wstęp, a kontynuacją będą historie pozostałych kobiet wspomnianych w książce - Kasi , Ady, Babci Irenki , Haliny i Krystyny . Ja tu widzę potencjał na całą Sage o Kobietach z Trójmiasta.
Osoby, które już czytały tę powieść, zapewne zgodzą się ze mną, że w okolicach 480. strony autorka robi nam emocjonalnego fikołka. Ja osobiście zaczęłam wręcz krzyczeć na książkę: „tak się nie robi!” — co samo w sobie powinno być doskonałą rekomendacją ;)
Miałam przyjemność przeczytać tę książkę w ramach naboru recenzenckiego wydawnictwa Muza — za co jestem ogromnie wdzięczna! Dziękuję Wydawnictwu za przesłanie mi egzemplarza tej książki do przeczytania. ❤️
Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że to kolejna opowieść o kobiecie, której życie nagle rozpada się na kawałki. Maria zostaje postawiona przed faktem dokonanym: małżeństwo, które było dla niej czymś stałym i bezpiecznym, przestaje istnieć. I choć brzmi to jak punkt wyjścia do bardzo ciężkiej, przygnębiającej historii, Monika Pryśko prowadzi tę opowieść z dużą lekkością, humorem i wyczuciem.
Bardzo podobało mi się to, że autorka nie robi z Marii bohaterki idealnej. To nie jest kobieta, która po jednym wieczorze płaczu wstaje rano odmieniona, silna i gotowa podbijać świat. Ona się gubi, złości, zaprzecza, czasem nie wie, co dalej. Bo przecież w życiu rzadko wszystko układa się według pięknego planu. Czasem trzeba najpierw trochę się posypać, żeby potem powoli zacząć składać siebie od nowa.
Dużą siłą tej powieści jest humor. Nie taki wymuszony, dopisany na siłę, tylko wynikający z codzienności, z charakterów postaci, z rozmów i absurdów życia. Dzięki temu nawet trudne tematy, jak rozstanie, samotność, lęk o przyszłość, samotne macierzyństwo nie przytłaczają.
Bardzo ważne są tu też relacje Marii z innymi. Kobieta ma wokół siebie ludzi, którzy nie zawsze rozwiązują za nią problemy, ale dają jej coś równie ważnego: obecność. Książka daje nadzieję na to, że nawet kiedy wszystko się wali, człowiek nie zawsze musi dźwigać to sam.
Dla mnie dodatkowym, bardzo osobistym plusem było miejsce akcji. Gdańsk jest moim rodzinnym miastem, więc czytanie historii osadzonej właśnie tam miało dla mnie szczególny urok. Fajnie było patrzeć na znane ulice, miejsca i klimat miasta oczami kogoś innego.
Całym światem Ty to powieść zabawna, ciepła, momentami frustrująca (ten mąż!!!!), ale przede wszystkim bardzo ludzka. O końcach, które bolą. O początkach, które wcale nie wyglądają jak wielka życiowa rewolucja, tylko jak małe kroki robione dzień po dniu. O tym, że czasem trzeba stracić grunt pod nogami, żeby w końcu zobaczyć, na czym naprawdę chce się stać.
Maria właśnie dowiedziała się, że jej mąż dusi się w związku i postanowił się wyprowadzić. Kobieta nic z tego nie rozumie, ale jak to? Przecież nic na to nie wskazywało. Jest przecież jeszcze Irenka, ich trzyletnia córka. Czy Maria pozbiera się po tym wszystkim?
Maria z portalu plotkarskiego dowiaduje się, że jej mąż związał się ze znaną influencerką i na dodatek ponownie zostanie ojcem. W tych trudnych chwilach kobieta może liczyć na swoje przyjaciółki, które są dla niej grupą wsparcia. Jest też Tomasz, który kilka razy ratuje ją z opresji, a teraz coraz częściej pojawia się w jej życiu. Jednak czy Maria jest gotowa na nową relację?
"Całym światem ty" to spokojna historia o kobiecie, której wszystko się wali i to spektakularnie. Los nie szczędzi Marii. Myślała, że ma rodzinę, stabilizację i bezpieczeństwo, a okazało się, że było to tylko złudzenie. Michał od dłuższego czasu musiał okłamywać żonę prowadząc podwójne życie. Jednak Maria jest kobietą silną i nie tak łatwo ją złamać. Oczywiście wszystko bardzo przeżywa, a my towarzyszymy jej w tych rozterkach. Znamy jej myśli, jej emocje. Widzimy, że mimo otaczających ją bliskich czuje się samotna i pogubiona. Są też bohaterowie drugoplanowi, którzy potrafią nieźle namieszać. Chociażby Helena, która planując zemstę nie myśli o konsekwencjach i o tym, kto tak naprawdę ucierpi na jej działaniach. To ciekawa historia o tym, że niczego tak naprawdę nie możemy być pewni, a jedna chwila może wywrócić nasze poukładane życie do góry nogami. Polecam, miło spędzicie czas z tą książką.
💔 Maria Rosa ma 35 lat i poukładane życie. Wspaniały mąż, satysfakcjonująca praca u jego boku i wymarzona córeczka. Do czasu aż pewnego dnia, Michał oznajmia, że się dusi w małżeństwie. Wychodzi z domu i nie wraca. Życie Marii legło w gruzach - zostaje bez pracy, środków do życia, a na dodatek okazuje się, że Michał nie płacił czynszu od poł roku. Na szczęście ma wspierającą rodzinę i dwie przyjaciółki, które stoją za nią murem.
💔 Czy Marii uda się odbudować na nowo życie? Czy da sobie szanse na nowy początek?
💔 „Całym światem ty” Moniki Pryśko to wnikliwa powieść z barwnymi, dopracowanymi postaciami. Czyta się bardzo dobrze, choć nie ma typowego podziału na rozdziały. Okraszona barwnym humorem oraz ironią, co wprowadza lekkość w tak trudny temat. Rozterki głównej bohaterki są przedstawione w mistrzowski sposób z ogromnym wyczuciem, lecz miałam wrażenie, że jej problemy zbyt szybko i łatwo się rozwiązują. Jest to historia, która dodaje otuchy, że zawsze można ułożyć swoje życie na nowo. Traktuje też o odnajdywaniu siebie, stawianiu granic, budowaniu niezależności i poczucia własnej wartości. Moim zdaniem czegoś brakło w tej historii – epilogu, swoistego domknięcia albo zamknięcia pewnych spraw? Uważam też, że mało było w tym Irenki – w końcu zniknięcie rodzica ma na dziecko ogromny wpływ. Duży plus za skrupulatnie osadzoną powieść w Trójmieście, tak dobrze, że można wręcz wyobrazić sobie sceny z książki.
💔 Dobra lektura, bohaterowie i humor na pewno was zachwycą!
Z pozoru to historia o zwyczajnych ludziach i wydarzeniach, które mogłyby przytrafić się każdej z nas. Monika Pryśko w „Całym światem ty” tworzy bohaterów, których bez trudu odnajdujemy wśród własnych znajomych, i właśnie w tym tkwi siła tej powieści.
Marysia, młoda mama i porzucona żona, próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, otoczona wsparciem bliskich. Choć fabuła momentami bywa przewidywalna, jest to przyjemna, ciepła historia miłosna – idealna na wakacyjną lekturę.
DNF Ciężko było mi przebrnąć już przez sam początek książki (rzadko mi się to zdarza). Nie wystawiam gwiazdek, bo nie chce zaniżać opini książce, której ostatecznie nie przeczytałam. Niestety lektura zwyczajnie mnie nudziła, nie podobały mi się też częste nawiązania religijne. Możliwe że książka jest dobra, a zwyczajnie nie wpasowała się w mój gust.