Pełna nostalgii nowa powieść Magdaleny Witkiewicz!
Powrót do miejsca, w którym trzy dekady wcześniej przeżyła najważniejsze lato swojego życia, może przynieść ukojenie lub otworzyć stare, niezagojone mimo upływu czasu rany.
Monika ma niecałe pięćdziesiąt lat, gdy sypiące się małżeństwo i wypalenie zawodowe sprawiają, że robi coś, na co nie pozwoliła sobie od bardzo dawna – pakuje się i jedzie nad morze. Wiedziona wspomnieniami, dociera do Brzozówki, w której w latach 90. jako nastolatka spędzała wakacje z rodziną: apodyktyczną matką, wycofanym ojcem i złośliwym młodszym bratem. Właśnie tam poznała Marcina. Tam też widziała go po raz ostatni.
Było to lato, które odmieniło los wszystkich, tylko Monika uległa i poszła drogą wyznaczoną przez matkę. Jej życie, mimo że pełne sukcesów i poukładane, wydaje się teraz niepełne. Czy spotkanie z miłością sprzed lat sprawi, że zacznie znowu żałować najważniejszych życiowych decyzji? Czy może wręcz przeciwnie – uświadomi sobie, że jest bardziej podobna do swojej matki, niż chciałaby przyznać? Czy można iść do przodu, gdy przypływ przynosi fale wspomnień i bardzo chcemy dać się im ponieść?
Magdalena Witkiewicz – a writer. Graduated from Gdańsk University, Gdansk Foundation for Management Development and Executive Master of Business Administration (MBA) in Gdańsk.. She has worked as a marketing analyst and marketing specialist. Until recently, she has owned a marketing company.
In 2013 she published four bestsellers: (Zamek z piasku, Szkoła żon, Ballada o ciotce Matyldzie, Lilka i spółka), three of which granice.pl vortal warded in a contest for the best books of spring and summer A Vietnamese publishing house has bought the rights to ”Szkoła Żon” book and this novel will be translated and published in Asia in 2014 Magdalena Witkiewicz has also represented Poland at the International Festival of Literature for Children in Lithuania. She conducts writing workshops for teenagers. In her novels she mentions the most important problems of nowadays women. Thanks to her books, women find the faith for dreams to come true. All you should do is to take your fate into your hands and help it a bit.
Na ile sami jesteśmy kowalami własnego losu, a w jakim stopniu pozwalamy innym decydować o tym, co dla nas dobre? I czy dajemy się wtłoczyć w czyjeś oczekiwania z wygody, a może ze strachu przed samodzielnym podejmowaniem decyzji? Te pytania nasuwają się automatycznie podczas lektury „Na fali wspomnień” Magdaleny Witkiewicz i tylko od nas zależy, czy odpowiemy sobie na nie szczerze.
Monice, głównej bohaterce powieści, żonie, matce dorosłej córki i przede wszystkim właścicielce dużej, osiągającej sukcesy firmy, zajęło kilkadziesiąt lat, by odważyć się spojrzeć na swoje życie przez filtr własnych oczekiwań. Dopiero wtedy dostrzegła, że choć pozornie ma wszystko, to brakuje jej w życiu najważniejszego - jej samej. Czuje dojmującą pustkę i ma wrażenie, że we własnym życiu żyje gdzieś obok, definiowana jedynie przez swoją efektywność i niezawodność.
Wiedziona potrzebą ucieczki od przytłaczającej codzienności, wraca tam, gdzie trzydzieści lat temu była najszczęśliwsza, do nadmorskiej Brzozówki. To tu ponownie spotyka Marcina, swoją dawną, wakacyjną miłość. I okazuje się, że wystarczy usiąść na tym samym murku co przed laty, z papierową torebką frytek, by natychmiast wróciły dawne zapachy, emocje i wspomnienie dziewczyny, która wierzyła, że świat stoi przed nią otworem.
Dzięki pierwszoosobowej narracji, toczącej się w dwóch liniach czasowych, angażujemy się w romantyczne spotkanie po latach, ale cofamy się też do klimatycznych lat dziewięćdziesiątych – czasu przemian, które jednych przytłaczały, a innych porywały swoimi możliwościami. Rodzina Moniki jest niczym lustro, w którym może przejrzeć się wiele żyjących w tamtym okresie osób. A jej matka jest jedną z tych, którzy nie boją się ryzyka i już mają plan, jak wykorzystać nadarzające się możliwości. Jasno sprecyzowany plan na życie ma również wobec swojej córki…
To bardzo dojrzała powieść o życiowych wyborach, których konsekwencji nigdy nie znamy, które kierują nas na obraną drogę, zostawiając czasami z myślą: „a co by było, gdybyśmy skręcili w drugą stronę?”. Znalazłam w niej wiele życiowych mądrości i impuls do rozmyślań nad własnymi wyborami. Uśmiech nostalgii budziła we mnie młodzieńcza fascynacja Moniki i Marcina, a trudna relacja apodyktycznej matki z poddającą się biernie córką wręcz napawała złością.
Z tej pachnącej morzem opowieści płynie jednak niezwykle piękna lekcja. Że czasami trzeba fizycznie i emocjonalnie wrócić do przeszłości, by wreszcie móc ruszyć naprzód. Czasami trzeba też domknąć to, co przed laty zostało nagle urwane, by w pełni docenić teraźniejszość i przewartościować swoje priorytety.
Ta powieść ma w sobie powiew lata, pierwszej miłości, ale i głęboką mądrość, która przypomina, że prawdziwe szczęście odnajdziemy dopiero wtedy, gdy odważymy się wziąć ster we własne ręce i po prostu być sobą.
Żałuję, ale rozczarowała mnie ta powieść. A wszystko wskazywało, że będzie zupełnie inaczej...
Bohaterka w moim wieku, temat przeszłości, która ma wpływ na to, co później, nostalgiczne przywołanie lat młodości - wszystko dla mnie! Dodatkowo wspomnienie filmu "Dirty Dancing", ach, ileż emocji mi to włączyło! Dlaczego więc nie zagrało? Po kolei.
By łatwiej wytłumaczyć rozczarowanie, parę słów o fabule. Monika ma około pięćdziesięciu lat, ustabilizowane życie, rodzinę, firmę i sprawę, która przez 30 lat czeka na domknięcie. Wspomnienie pomaturalnych wakacji i znajomości z Marcinem, nagle odzywa się z siłą, której nie można zagłuszyć. Bo to były ważne wakacje. Chwilę przed wejściem na drogę, która miała określić dalsze życie. Czas, gdy świat jeszcze stał otworem i marzenia można było spełniać. Spotkanie z chłopakiem ze smażalni, pierwsze uczucie, silne emocje. I cięcie. Czy powrót do przeszłości jest możliwy? Czy 30 lat to może być tylko mgnienie, chwilka, nieistotny wycinek czasu? No właśnie.
To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Witkiewicz. Kiedyś czytałam sporo powieści tej autorki i zawsze dawały mi relaks, wzruszenie i naprawdę dobry czas. Wzięłam więc tę powieść "w ciemno" i czytałam z coraz większym zadziwieniem.
Nie wierzę w żadne słowa i emocje w utworze. Bohaterowie są papierowi, relacje rodzinne stereotypowe. Dialogi to nie dialogi, a wygłaszanie mądrości w stylu Paulo Coelho, złote myśli, dorabianie głębi tam, gdzie naprawdę nie było takiej potrzeby. Rozumiem, że jedno spotkanie może zmienić życie, że ktoś, kogo znamy chwilę, może zająć sporo miejsca w naszym sercu. Ale aż taka nieistotność upływu 30 lat wydaje mi się naciągana. Dodatkowo nagłe objawienia, przypominanie sobie szczegółów z przeszłości, układanie dawnych klocków-wydarzeń z niemożliwymi raczej do zapamiętania szczegółami, upiorna matka, której działania są totalnie przesadzone - no nie, nie kupuję tego.
Jest plus: na fali przypomnienia z przyjemnością po raz chyba trzydziesty obejrzałam "Dirty Dancing".
Czy zastanawialiście się, co by było, gdybyście kiedyś podjęli inne decyzje? Przed takim dokonanym faktem staje Monika - kobieta przed pięćdziesiątką, której małżeństwo zmierza ku końcowi, a wypalenie zawodowe daje impuls do spakowania się i wyjazdu nad morze. To w Brzozówce w latach 90-tych spędziła lato z rodziną: apodyktyczną matką, wycofanym ojcem i złośliwym młodszym bratem. Tam poznała Marcina. Jednak matka wybrała dla niej inną drogę. Czy po latach będzie żałować podjętych wówczas decyzji?
Powrót do miejsca, które mocno zmieniło nasze życie, może dać nam ukojenie, przynieść ulgę, ale też otworzyć niezagojone rany. A wtedy będziemy znowu żałować życiowych decyzji. Czas bowiem nie zawsze zaciera to, co boli, za czym tęsknimy.
Przyjrzymy się trudnej relacji matka-córka. Autorka przedstawiła obraz kobiety, która spełniała oczekiwania i marzenia matki. Większość matek wybierając dla (za) nas drogę, chce dla nas najlepiej albo wydaje się im, że tak będzie lepiej. I nagle po latach budzimy się jakby z letargu. "Buty", w które weszliśmy, już na nas nie pasują... Czy Monika, mając też córkę, nie powiela schematu swojej matki? Historia ta przypomina, że to nasze życie, nie naszych matek. Chociaż bardzo je kochamy, powinniśmy żyć po swojemu, podążając własną ścieżką.
Jednak to miłość będzie odgrywać w tej książce pierwsze skrzypce - uczucie nastoletnie, jak i to po latach, z noszonymi w sercu żalami. Czy można iść do przodu, kiedy wspomnienia tak mocno nas trzymają i karzą skonfrontować się z nimi? Czy możliwe jest wybaczenie samemu sobie?
Magdalena Witkiewicz oparła fabułę powieści na fundamentach sentymentu i nostalgii. Początkowo unoszeni jesteśmy łagodną falą, by w miarę rozwoju akcji zostać porwanymi w głębiny emocji. Wraz z bohaterami oddamy się wspomnieniom, odkryjemy również sporo sekretów. Mimo trudnych tematów książka nie przytłacza, niesie sporo optymizmu i nadziei.
"Na fali wspomnień" to ciepła, nostalgiczna powieść o powrotach do miejsca i tego co było, o walce i tworzeniu przyszłości na własnych zasadach. Czasem warto dać się ponieść fali wspomnień... I nawet jeśli lektura w tym momencie do Was nie trafi, dajcie jej szansę za jakiś czas, za kilka lat. Będziecie bogatsi o nowe doświadczenia, które staną się niejako łącznikiem z bohaterami tej historii.
Na fali wspomnień i to historia mocno refleksyjna zarówno dla nas, czytelników, jak i dla bohaterki powieści.
Autorka skupia się na przemyśleniach po latach, często zastanawiamy się co by było gdyby ale na co nam gdybanie, jeśli niczego nie zmieni?
Przeszłość jest przeszłością, pięknym wspomnieniem trwającym w naszym umyśle i czasem też sercu ale mamy tu i teraz, budujemy też przyszłość i od nas zależy, jak będzie wyglądać.
Monika jest kobietą sukcesu, ma dorosłą córkę, męża, świetnie prosperujący, dochodowy biznes i matkę, która kontroluje wszystko i wszystkich.
Kobieta zostaje przytłoczona takik życiem, zastanawia się, czy to był wybór jej czy jej matki. Postanawia wrócić do miejsca, gdzie zostawiła swoje serce, gdzie znalazła pierwszą miłość i te letnie dni pełne zapachu morza i ryb. Gdzie była młoda, odważna i buntownicza.
Spotyka tam jego, Marcina. Przez to ich wspólna przeszłość przywołuje prawdziwą falę wspomnień obydwojga. Monika dowiaduje się, co naprawdę się stało trzydzieści lat temu, dlaczego życie potoczyło się tak a nie inaczej.
Okazuje się, że ktoś interweniował, ktoś wybrał z nią jej ścieżkę życiową.
Jednak czy to naprawdę była tak bardzo zła decyzja?
Co mi się podobało, to uświadomienie sobie naszej bohaterki, że warto zwolnić, świat się nie zawali jeśli weźmie urlop czy poświęci czas rodzinie. Firma nie ucierpi, gdy powierzymy część obowiązków kompetentnym pracownikom. Ale życie, życie nam ucieknie jeśli będziemy gonić tylko za jednym.
Czy warto ryzykować wszystko dla jednego zrywu serca? Czy może lepiej jest mieć ciche wsparcie i spokój, kiedy sami jesteśmy chaosem?
Nie podobało mi się natomiast to, że Monika dopuściła się tego, czego się dopuściła na swoim samotnym wyjeździe i o niczym nie powiedziała mężowi jednocześnie będąc zazdrosną o jego telefony i smsy, które o niczym jeszcze nie świadczyły przecież.
Minusem jest także to, że niektóre zdania się powtarzały kilkakrotnie, zupełnie niepotrzebnie bo już za pierwszym razem trafiały do mnie i skłaniały do refleksji.
Uważam także, że zdecydowanie jest to lektura dla dojrzałych czytelników, którzy już trochę mają za sobą i zrozumieją sens.
Ta książka była dla mnie prawdziwym comfort place. To niezwykle ciepła opowieść o tym, jak bardzo z perspektywy czasu zmienia się nasze spojrzenie na świat. Jako młode dziewczyny wierzymy, że strach to tylko wymówka dla stojących na brzegu, a czułość jest dla mięczaków. Po pięćdziesiątce, bogatsi o doświadczenia, wiemy już jednak, że można rzucić się na głęboką wodę i nie dopłynąć do brzegu.
Główna bohaterka, Monika, spędzała niegdyś ostatnie wakacje przed studiami w Brzozówce. Na początku lat 90. nie było tam wielkich hoteli, eleganckich apartamentów czy designerskich kawiarni. Mieszkała z rodziną w domku numer 8 w zwykłym ośrodku turystycznym. To tam poznała Marcina, chłopaka ze smażalni ryb, i tam widziała go po raz ostatni. Wraca w to miejsce po trzydziestu latach, by zamknąć niedokończone sprawy. Spotkanie z dawną miłością po trzech dekadach to zderzenie dwóch dojrzałych osób, których losy potoczyły się zupełnie inaczej, niż planowały. Przeszłość skrywa też tajemnice – a jak opowiedzieć całe życie komuś, kto miał być naszą przyszłością?
Autorka stawia ważne pytania o siłę dawnych relacji i bilans życiowych zysków oraz strat. Czy powrót do wakacyjnego romansu ma jeszcze rację bytu? Monika mierzy się też z trudną relacją z apodyktyczną matką, przez którą zawsze czuła się niewystarczająca. Matka przelewała na nią własne, niepodjęte kiedyś decyzje, zapominając, że fala cudzych oczekiwań może nieść dziecko w złym kierunku i wywołać spóźniony bunt. Teraz bohaterka musi ocenić, czy sama nie popełnia tych samych błędów wobec własnej córki.
Wizyta w Brzozówce uczy nas, że czasem potrzebujemy odcięcia się od maili, telefonów i miejskiego pędu, by zresetować głowę. Czasem żyjemy wspomnieniami, wracając do miejsc i ludzi, którzy w naszej pamięci urośli do rangi ideału, podczas gdy najtrudniejsze i najważniejsze jest docenienie tego, co mamy teraz. Witkiewicz pięknie pokazuje, że małe zmiany mogą sprawić, że na nowo staniemy się dla siebie interesujący. To mądra refleksja nad tym, że „najważniejsze są relacje. I że najtrudniej to zrozumieć wtedy, kiedy wszystko wokół woła, żeby biec szybciej”.
W ramach odskoczni od pędu ostatnich tygodni w pracy sięgnęłam po książkę Magdaleny Witkiewicz „Na fali wspomnień”. Będąc po pięćdziesiątce, niekiedy zaczynasz zastanawiać się, jak potoczyłoby się twoje życie, gdybyś dawno temu podjęła inną decyzję. Myślisz też o tym, czy miejsce, w którym jesteś, i ludzie, którymi się otaczasz, dają ci poczucie szczęścia. Zaczynasz odczuwać potrzebę zwolnienia i zastanawiasz się, czy tempo życia skoncentrowanego wokół pracy rzeczywiście musi być tak zawrotne. I jeszcze jedno – po pięćdziesiątce podświadomie chcesz sprawdzić, czy On wciąż tam jest, po tych 30 latach. Jakie wnioski wyciągnęła w takim razie Monika? „Na fali wspomnień” skupia się na przemyśleniach Moniki – zarówno tych współczesnych, jak i sprzed 30 lat. Bohaterka wraca do własnych wspomnień i próbuje odkryć niektóre fragmenty swojej przeszłości na nowo. Znajdziecie tutaj wiele refleksji o uczuciach, życiowych celach i pasjach, a także o wyborach, które nie zawsze okazują się naszymi wyborami. Będziecie mogli również prześledzić relacje rodzinne Moniki i razem z nią spojrzeć na jej drogę z perspektywy dojrzałej kobiety. Cała książka jest przyjemną lekturą, którą czyta się szybko i lekko. Jedynym elementem, którego chwilami było dla mnie nieco za dużo, były powtarzające się przemyślenia bohaterki. Oczywiście zostało to napisane celowo, aby z poszczególnych refleksji wyłonił się pełniejszy obraz jej historii, jednak momentami dało się odczuć pewną powtarzalność tych rozważań. Czy uznałabym to za wadę tej książki? Niekoniecznie. Myślę, że mój odbiór tej historii byłby nieco inny, gdybym miała więcej lat na karku – wówczas łatwiej byłoby mi wejść w buty głównej bohaterki. Tak czy inaczej, „Na fali wspomnień” to książka, której warto poświęcić swój czas
Zawsze z niecierpliwością czekam na nową książkę Pani Magdaleny Witkiewicz. Akurat w tym przypadku zapomniałam o premierze, nie czytałam opisów, recenzji, tak więc nie miałam żadnego nastawienia i oczekiwań. Spotykamy się z historią Moniki, dojrzałej kobiety , matki, żony, która stanęła na życiowym zakręcie i nie bardzo wiedziała, w którą stronę dalej pójść. Książka pełna emocji, wchodzimy głęboko w relacje między bohaterami. Bardzo ciekawy wątek dotyczący relacji pomiędzy córką a matką, tej trudnej i nie zawsze doskonałej relacji. Jestem wdzięczna za koniec powieści, że Autorka nie poszła łatwiznę i nie zdecydowała się na banalne zakończenie.
„Na fali wspomnień” to piękna, nostalgiczna opowieść o życiowych wyborach, których konsekwencje nosimy przez lata. Magdalena Witkiewicz po raz kolejny stworzyła historię pełną emocji, wzruszeń i refleksji. Bardzo poruszył mnie wątek powrotu do miejsca, w którym wszystko się zaczęło – pierwsza miłość, rodzinne relacje i marzenia, które z czasem zeszły na dalszy plan.
Autorka świetnie oddaje klimat wakacji nad polskim morzem i wspomnień z lat 90., które wracają z niezwykłą siłą. To książka o tym, że czasem trzeba spojrzeć wstecz, by odnaleźć drogę do siebie. Ciepła, mądra i niezwykle prawdziwa. Czytałam z ogromną przyjemnością.
Piękne i mądre cytaty. Slow burn ale wiele uczy i pozwala się zatrzymać i zastanowić nad życiem. Czasami to co mamy przy sobie, na stałe. Rzeczy które są takie zwykłe i czasami nudne okazują się tym gdzie tkwi szczęście i spokój.