Al-Andalus to jednocześnie koniec i początek Hiszpanii. Najgorętszy region Półwyspu Iberyjskiego, gdzie w cieniu drzew oliwnych, w zapachu cytrusów i w rytmie flamenco splatają się wpływy arabskie i europejskie.
Siedemnaście reporterskich historii prowadzi nas przez region widziany od środka: zaglądamy do domów wykutych w skałach, degustujemy wina z Malagi, idziemy krok w krok za procesją świętych figur, by zboczyć na lokalną fiestę, a potem trafić do miasta, które było kiedyś „Hollywood Europy”. Są też na tej trasie miejsca ukryte w cieniu: wiec ultraprawicowej partii VOX, ulice jednej z najbiedniejszych dzielnic Sewilli czy zakład grabarza zajmującego się pochówkiem imigrantów, którzy dotarli do Hiszpanii nielegalnie, pokazują złożoność andaluzyjskiej rzeczywistości.
Agnieszka Zielińska przedstawia Andaluzję pełną kontrastów – miejsce, gdzie różnorodność nie dzieli, lecz buduje, a prażące słońce odbija się od śnieżnych górskich szczytów. To opowieść o ludziach żyjących na styku kultur, codziennie odnajdujących się w rzeczywistości utkanej z pozornych sprzeczności.
Świetny reportaż. Bardzo mi się podoba, że autorka przede wszystkim oddaje głos bohaterom swojej książki. Wielu nowych rzeczy się dowiedziałam, niektóre były mi już znane. Z chęcią przeczytałabym nawet więcej 😊
Ciekawy zbiór wychodzący poza turystyczny obraz i dający wgląd w problemy społeczne współczesnej Andaluzji. Trochę wstawek historycznych, ale przede wszystkim dużo rozmów z mieszkańcami. Trochę brakuje motywu przewodniego a brak połączenia pozwala na czytanie poszczególnych rozdziałów w dowolnej kolejności.
Bardzo dobry reportaż, choć momentami czułam się jakbym oglądała Dzień dobry TVN. Dużym plusem książki jest jej idealna objętość. Większość reportaży jest za długa i zbyt rozwleczona, a tutaj rozdziały i tematy zostały dobrane w punkt. Większość informacji znałam, ale było też kilka nowych. Andaluzja, jak każdy region Hiszpanii, jest fascynująca i magiczna!
Absolutnie godny polecenia wszystkim osobom, które chcą poznać Andaluzję z nieoczywistej strony. Poznałam wiele faktów, o których nie miałam pojęcia. Ten region nieustannie mnie zaskakuje, mimo tego, że odkrywam go dzielnie już od ponad roku. Reportaż opowiada wiele historii wziętych prosto z życia mieszkańców tego wyjątkowego i różnorodnego regionu Hiszpanii.
Przy niektórych fragmentach śmiałam się, przy innych płakałam. Bo Andaluzja jest dla mnie właśnie tym. Słodko-gorzkim początkiem nowej życiowej przygody. Mrzonką, która jest raz za razem nieco obdzierana ze słodkiej otoczki. Gdyż to wspólnota niepozbawiona problemów życia codziennego. Wiele jest tu zagwozdek i absurdów, które nam się nie śniły. Nie jest to w żadnym razie ziemia obiecana, a właśnie taki obraz miałam w mojej głowie (mimo, że przecież wiedziałam że nie może być tak kolorowo) kiedy przez kilka poprzednich lat marzyłam i planowałam moją przeprowadzkę tutaj. Czy kocham to miejsce? Pewnie tak, czuję się tu już jak w domu. Niemniej jednak to, że coś kochamy nie oznacza, że akceptujemy wszystko i patrzymy zawsze przez różowe okulary.
Smutno mi nieco, że moja wyidealizowana andaluzyjska bajka traci na uroku i powszednieje w biegu codzienności. Tak czy inaczej, nie żałuję mojej decyzji o zamieszkaniu tutaj, gdyż jest to najbardziej autentyczny region tego państwa, jak dla mnie to tu bije serce Hiszpanii. I cząstka mnie już na zawsze pozostanie w Andaluzji, to bez wątpienia. Czas tylko pokaże czy zostanie tu i reszta. ¡Mañana vamos a ver, guapa, no pasa nada!
Świetny reportaż, z różnorodnym i ciekawym doborem tematów. Każda z historii mnie wciągnęła, jednocześnie pozwoliła mi lepiej zrozumieć historię i kulturę Andaluzji oraz współczesne problemy tego regionu.
Książka wpadła mi w ręce w Empiku na kilka dni przed wycieczką po Andaluzji. Wspaniałe się złożyło, bo prawie zdążyłam porzucić swój zwyczaj czytania reportaży/non fiction o miejscach, do których się wybieram. A tutaj było o tyle super, że reportaż jest o całym regionie co idealnie pasowało do mojego wyjazdowego combo Cordoba -> Sevilla -> Granada.
Bardzo przypadł mi do gustu format. Każdy rozdział zabiera nas w inne miejsce i podejmuje temat, który jest dla niego szczególnie istotny. Przez to, emocjonalny ton kolejnych rozdziałów zmienia się od beztroskiego i radosnego po znacznie bardziej poważny i przytłaczający. Historia Feria de Abril, dla przykładu, jest tutaj jednym z lżejszych tematów, które niespodziewanie sąsiadują z dużo poważniejszymi kwestiami jak dynamiki wielokulturowego społeczeństwa.
Nie chcę udawać, że po lekturze zjadłam wszystkie rozumy i uzyskałam pełen obraz regionu. Natomiast jestem już po wyjeździe i muszę przyznać, że był on w jakiś sposób pełniejszy i bardziej świadomy. Wydaje mi się, że autorce udało się poruszyć te najbardziej fundamentalne kwestie, które są tkanką tożsamości Andaluzji. I chyba najlepszym świadectwem tego, jak wiele wyniosłam z tej książki, były wszystkie te momenty, kiedy oglądając coś w muzeum czy na mieście, nagle miałam w głowie: „Aha, ja o tym czytałam ☝️🤓”. Czy to podczas wieczoru flamenco, czy wtedy, gdy w Granadzie zupełnie przypadkiem trafiliśmy na lokalne święto i ogromną procesję z jeszcze ogromniejszą figurą Maryjki, oraz na starszą panią rozpłakaną na tenże widok.
In conclusion, przeczytajcie książkę jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć o tym pięknym regionie. Albo najlepiej się tam po prostu wybierzcie. Ale najpierw kupcie książkę.
Bardzo dobry reportaż - jako osoba mieszkająca w Maladze doceniam, że nie jest to kolejny zbiór nakierowanych pod turystów oczywistości, tylko zróżnicowany zbiór historii, ludzi i miejsc, pokazujący jak skomplikowanym i zróżnicowanym miejscem jest Andaluzja. Stylistycznie czasem zalatuje językiem z telewizji śniadaniowej (nawet bezwiednie niektóre fragmenty odczytywałem w głowie głosem dziennikarzy), ale to jedyna wada. Bardzo mnie wciągnęło, nawet zaznaczyłem kilka nieznanych mi dotąd punktów na mojej pełnej pinezek mapie Andaluzji.
DNF w połowie. Historie słodko pierdzące, opowiadające jak to Andaluzja jest najlepszym miejscem na świecie a wszyscy są dla siebie mili. Może trafiła na niewłaściwy okres w moim życiu ale podczas lektury tak mocno przewracałam oczami, że aż mnie rozbolała głowa.
Ciekawa pozycja dla osób całkowicie niezaznajomionych z Andaluzją. Dla osób posiadających już jakąś wiedzę i doświadczenie hiszpańskich zwyczajów może się to okazać zbyt powierzchowna książka