W życiu ekipy z Cleveland nadchodzi czas wielkich zmian. Koniec szkoły, nowe zasady w hotelu, niespodziewane znajomości i informacje, które potrafią wywrócić codzienność do góry nogami. Tylko Dominick Slammer wydaje się mieć wszystko, czego mu trzeba do szczęścia. Aż do chwili, gdy przypadkowo spotyka swoją matkę.
Demony przeszłości burzą jego spokój, a on sam musi zmierzyć się z nimi bez wsparcia cioci Lindy. Czy poradzi sobie z własnymi słabościami? Czy przyjaciele staną po jego stronie? I czy jego związek przetrwa tę próbę?
Czas zrozumieć, że największą przeszkodą na drodze do szczęścia jesteśmy czasem my sami.
Bardzo ciężko jest mi pisać tę recenzję, ponieważ jestem wielką fanką twórczości Zocharett, nie mówię tylko to tej książkowej ale też internetowej. Oglądam ją od sztućcowych romansów a jej poprzednie książki bardzo mi się podobały. Dałam „Genevieve..” 5/5 a „Benjamin…” dostał 4/5. Trafiłam na nie akurat w czasie zapierdolu przedmaturalnego więc były idealną pozycją na odstresowanie i uspokojenie się przez egzaminami. Dlatego również bardzo czekałam na tę pozycję i od kilku dni sprawdzałam czy eBook jest już dostępny.
Niestety „Dominicka…” czytało mi się bardzo ciężko i nie chodzi mi absolutnie o styl pisania czy techniczne sprawy, ponieważ te jak zawsze są na dobrym poziomie a przez książkę się płynie.
To co uważam jest problematyczne w tej części to zachowania bohaterów a w szczególności Bena i Dominicka.
Kilka dni temu zobaczyłam na tik toku jak pewna osoba po przeczytaniu Benjamina (przepraszam ale niestety nie pamiętam kto jest twórcą filmiku) mówiła, że najlepszym dla chłopaków było by rozstanie bo są w stosunku do siebie niesamowicie toksyczni. Z początku byłam zdziwiona bo po lekturze 1 i 2 części byłam wielką fanką ich relacji ale niestety po czasie zauważyłam, że w tym komentarzu było dużo prawdy.
Największy problem mam z postacią Benjamina, ponieważ moim zdaniem jest niesamowicie toksyczny. Absolutnie nie uważam, że jest taki intencjonalnie bo oczywiście na jego zachowania składają się traumy z przeszłości, których nie przepracował. Problem natomiast pojawia się w momencie, w którym to on nawet nie podejmuje próby ich przepracowania. Jest to już 2 część gdzie obserwujemy ich związek i oczywiście w każdej relacji są lepsze momenty i gorsze (absolutnie nie uważam też, że Dominick jest święty ale do tego przejdę później). Widzimy natomiast jak Ben ciągle unika konfrontacji i ucieka zamiast zwyczajnie porozmawiać. Ja rozumiem, że biorąc pod uwagę jego doświadczenia z dzieciństwa to jest dla niego podwójnie trudna rzecz ale w tej sytuacji oburza mnie to, że w tym środowisku nikt nie zwraca mu uwagi żeby chociaż pomyślał o terapii. Najbardziej chyba dotknęły mnie 2 sceny, w których to uważam, że zachowanie Bena było okropne i nikt mu nigdy tego nie wytknął
1) rozmowa w łazience Ben-> „musimy się rozstać, nie pasujemy do siebie” Dom-> „to się dopasujemy” Ben-> „ty nie potrafisz” Smutno mi się to czytało, ponieważ zdrowy związek nie polega na tym, że jedna strona stale dopasowuje się do drugiej. Ben także powinien nad sobą pracować i skorzystać z pomocy specjalisty bo jest to już 3 książka i widzimy, że on nie potrafi sam przepracować swoich traum.
2) Ben jest zły, że Dominick nie powiedział mu o planach wobec Sally. Rozumiem, że w tej sytuacji może być zły bo jest to ważny aspekt życia, który jego partner przed nim zataił ale znowu wracamy do początku, czyli uciekającego Benjamina. Dominick w tej scenie chciał z nim o tym pogadać ale później bo sam potrzebuje czasu żeby to przetrawić. Niestety ale moje myśli po tej scenie były „not everything is about you Benjamin”. Uważam, że ta scena jest kolejnym dowodem na to, że Ben nie jest w stanie sam poradzić sobie ze swoimi traumami, ponieważ stale unika konfrontacji i od niej ucieka, zakładając od razu, że Dom go nie kocha bo nie powiedział mu o tym od razu.
Podsumowując postać Benjamina jest mi przykro, że w tej części nie padła żadna sugestia aby skorzystał z pomocy specjalisty, ponieważ widać wyraźnie, że sam nie potrafi przepracować swojej przeszłości. Nie jest to oczywiście niczym złym i nie próbuję w tej recenzji zrobić z niego najgorszego człowieka na świecie a jedynie zwrócić uwagę na to, że pomoc specjalisty jest w jego przypadku konieczna ze względu na jego doświadczenia z przeszłości. Sama miałam ogromny problem, aby komunikować moim najbliższym swoje potrzeby i uczucia, ponieważ miałam wewnętrzny lęk przed tym, że wszyscy mnie zostawią i dopiero po 2 latach wizyt u psychologa jestem w stanie powiedzieć, że była to dobra decyzja, ponieważ wreszcie nauczyłam się, że komunikowanie swoich potrzeb jest ważne w zdrowych relacjach. Może i Ben jest tylko literkami na papierze ale życzę mu, aby w kolejnej części znalazł taką pomoc.
W przypadku postaci Dominicka na jego zachowanie również składa się wiele traum z przeszłości, które w tej części znowu do niego wracają. Jest porywczy i też ma problemy z wyrażaniem swoich uczuć. Ale w przeciwieństwie do Bena on podejmuje realne kroki aby tę sytuację zmienić. Już w poprzedniej części Louis proponuje mu terapię a w tej dodatkowo przyjaciele zachęcają go, aby chodził tam częściej niż raz w tygodniu. Nie uważam, że Dominick jest w relacji chłopaków absolutnie bez winy ale po nim widzę, że się stara i próbuje coś zmienić w swoim zachowaniu. Skutki może odczujemy dopiero w kolejnej części ale sam fakt tego, że zdecydował się na pomoc psychologiczną jest wyrazem tego, że uświadomił sobie, że sam sobie nie poradzi a to już uważam, że jest duży krok w stronę poprawy jego zachowania.
Szybko podsumowując postać Doma uważam, że on również jest winny temu, że ich relacja jest toksyczna ale pociesza mnie to, że widać jego starania, które nie są jedynie słowami, że się zmieni.
Na koniec jeszcze mam kilka przemyśleń dotyczących całej grupy hotelowej. Uważam, że są to w pewnych momentach naprawdę słabi przyjaciele. Rozumiem, że każdy z nich przechodził przez ciężki okres w życiu ale nie sądzę, że jest to dobre usprawiedliwieni dla ich zachowania. Obwiniają oni bowiem Dominicka za każdą rzecz jaka się wydarzy w związku chłopaków. Wszyscy zauważają, że Ben potrzebuje czasu i przestrzeni aby mówić o swoich uczuciach ale jednocześnie nikt mu nie zasugerował, że może jemu też przydało by się kilka wizyt u psychologa, aby przepracować swoje traumy i nauczyć się komunikować swoje potrzeby. Po kłótni nikt z przyjaciół nie zadaje pytania „co się stało” tylko „Dominick co znowu spieprzyłeś”. Jest to przykre, ponieważ nie każde zło tego świata jest jego winą a w ich przypadku wina leży po obu stronach.
Podsumowując całość w dalszym ciągu doceniam twórczość Zocharett i bardzo bym nie chciała, aby ktoś odebrał tę recenzję jako hejt na książkę czy samą autorkę. W dalszym ciągu w sobotę będę czekać na recenzje kolejnych książek oraz nowe pozycje, które opublikuje autorka. Oczywiście przeczytam kolejną część, ponieważ pomimo moich problemów z tą pozycją to zżyłam się w jakiś dziwny sposób z tymi postaciami i uważam, że należy im się domknięcie ich historii, które zaplanowała dla nich autorka.
10/10 książka, ale nie polecam. Kamila stworzyła kolejne cudo. Ile ja płakałam na tej książce, to aż się szkoda przyznać. Ta historia jest tak głęboka emocjonalnie, wiele się zmienia w życiu bohaterów. Dominick Slammer, they will never make me hate you.
czytając to, czułam się, jakbym oglądała turecką telenowelę, w której bohaterowie mają po piętnaście lat i są niestabilni emocjonalnie — jak bardzo lubię zocharett i jej twórczość internetową tak książki do mnie nie przemawiają
Strasznie trudno mi jest ocenić te książkę. Tak jak bardzo kocham twórczość Kamili to tutaj nie wiem co mam powiedzieć. Raczej nie ocenię jej gwiazdkowo, ale będzie dłuższa recenzja
Książka jest przyjemna, bardzo szybko się ją czyta, łatwo da się rozróżnić, który z bohaterów aktualnie jest naszym narratorem, chociaż przyznaję, że gdy zaczynałam czytać obawiałam się tego zabiegu, i tego ze ciężko będzie się odnaleźć w tym, który bohater aktualnie do nas "mówi". Występują tu różne mniejsze nieścisłości w fabule, nie podoba mi się relacja Genevieve i Jona, mam także wrażenie ze wszystko idzie za szybko i dziwnie skaczemy w czasie, ale nie wpływa to bardzo negatywnie na moj odbiór książki i jej ogólną treść.
Cieszę się że rozwiązanie sytuacji rodzinnej Doma i Ronnie było ukazane w sposób realistyczny, a uzależnienie od alkoholu i narkotyków nie było przedstawione jako problem, który szybko i magicznie znika, nie niosąc za sobą żadnych konsekwencji, jak ma to miejsce w innych tekstach kultury.
Chetnie zagłębiła bym się w postać burmistrza i dynamikę jego relacji z Dominickiem. Wydaję mi się że byłby to ciekawy temat.
W odróżnieniu do innych renenzji, ja zdecydowanie polecam tę książkę, zagłębienie się w życie Dominicka i jego spojrzenie na świat było nam bardzo potrzebne dla lepszego zrozumienia serii, chociaż przyznaję że czasami sama traciłam do niego cierpliwość i miałam ochotę zamknąć go w ośrodku, zmuszając do terapii.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Po przeczytaniu drugiej części trochę się obawiałam, że będziemy tutaj mieć tendencję spadkową, ale z ulgą przyznaję, że bawiłam się znacznie lepiej niż przy Benjaminie. Odchodzimy już od jakichś pseudo-kryminalnych zagadek, a zamiast tego stawiamy na relacje i personalne dylematy bohaterów. O wiele lepiej się to czyta. Ogromny plus za skupienie się na relacjach rodzinnych, szczególnie jeśli chodzi o Dominicka i jego rodzeństwo. Wiem, że Kamila po prostu lubi pisać takie wątki i naprawdę czuć to przy czytaniu.
Bardzo się rozczarowałam. Mam wrażenie, że ta część została napisana w ogromnym pośpiechu i zabrakło czasu na dopracowanie zarówno fabuły, jak i bohaterów.
Największym problemem jest dla mnie nadmierna ekspozycja. Autorka nieustannie tłumaczy i streszcza wydarzenia, zamiast pozwolić czytelnikowi je przeżyć. Co gorsza, akcja pędzi do przodu w takim tempie, że kolejne ważne wątki są jedynie zarysowane i mamy totalny nadmiar dramatów, kłótni i kryzysów. Jest to bardzo nierealistyczne. Ciągle dzieje się coś nowego, ale nic nie wybrzmiewa odpowiednio mocno, przez co wydarzenia tracą emocjonalny ciężar i szybko się o nich zapomina. To trzecia część serii, a mimo to miałam wrażenie, że książka próbuje jednocześnie przypominać wszystko, co było wcześniej, i gnać z nową fabułą, przez co cierpi zarówno tempo, jak i głębia historii.
Zupełnie nie kupiłam również głównego wątku romantycznego. Ben i Dominick są wobec siebie zwyczajnie okropni. Większość ich konfliktów wynika z braku komunikacji, czego osobiście bardzo nie lubię, a do tego często po prostu się obrażają lub ranią nawzajem. Zamiast kibicować ich relacji, przewracałam oczami.
Ben ewidentnie potrzebuje profesjonalnej pomocy i aż dziwi mnie, że temat jego terapii nie istnieje. Z kolei wrogość Dominicka wydaje się pozbawiona przekonującego uzasadnienia. Jest niemiły niemal przez cały czas, trudno go polubić i trudno zrozumieć jego zachowanie. Jedyną osobą, na której wydaje się naprawdę mu zależeć, jest jego siostra, ale nawet tę relację wyraża w sposób, który bardziej odpycha niż wzrusza.
Ostatecznie zabrakło mi dobrze rozwiniętych wątków, wiarygodnych bohaterów i emocji. Przez większość lektury przewracałam oczami zamiast angażować się w historię. Ta część utwierdziła mnie w przekonaniu, że seria zmierza w złą stronę i raczej nie sięgnę po kolejne tomy. Niestety, ode mnie tylko jedna gwiazdka, a szkoda bo pierwszą i drugą częścią byłam zachwycona
• Niewykorzystany potencjał perspektywy Gen. Jako osoba, która naprawdę dużo przeszła, mogła dostać znacznie ciekawsze poprowadzenie. Dodam też, że kompletnie nie wierzę w jej związek z Jonem. Moim zdaniem Gen spokojnie mogła pozostać bez chłopaka, jej postać tylko by na tym zyskała.
• Jeśli chodzi o Doma, to w poprzednich częściach go lubiłam, bawiły mnie te wszystkie dramy i jego zachowanie. Jednakże to już trzeci tom, a ja nie widzę zbytniego rozwoju jego charakteru. Nie potrafi przyjąć do wiadomości perspektywy innych osób, każdą sugestię odbiera jak atak i nie umie ugryźć się w język.
A tak poza tym ta seria ma mnóstwo triggerów i z jakiegoś powodu bohaterowie zachowują się jakby książka była kierowana do 12 (włącznie z bardzo moralizatorskim tonem).
Jak przy pierwszym tomie dużo się mówiło o reprezentacji osób z chorobami skóry, tak tu ten temat jest właściwie zapomniany
I czy pamięta ktoś jeszcze, że na początku to był kryminał młodziezowy przez dwa poprzednie tomy? Tutaj praktycznie nie ma fabuły
daje 3⭐️, chociaż chyba powinnam dać 2. ale nie chcę być taka niemiła.
mój największy problem do tej książki to totalny downgrade w stosunku do poprzednich części. do prostego, zbyt prostego stylu pisania już się przyzwyczaiłam, do cringowych sformułowań też, nawet do dwuwymiarowych postaci (akurat to w tej części na plus - Dominick stał się mniej dwuwymiarowy, ale równocześnie zastanawia mnie, dlaczego tylko on ma w swojej postaci jakiś niuans).
to, co w tym tomie mnie kompletnie zdziwiło (negatywnie), to ilość jakichś dziwnych stereotypów, które pojawiają się zarówno w dialogach, jak i w narracji. chodzi mi głównie o rzeczy związane z byciem gejem i z ciążą Tiny. czasami mam wrażenie, że taki żart ze stereotypu ma być jakimś comic relief, ale mi to po prostu wydaje się kompletnie zbędne i naprawdę dziwnie się to czyta, bo we mnie wzbudza to dokładnie odwrotne emocje od tych, o które Kamili chyba chodziło. tego kompletnie nie było w poprzednich częściach, albo może ja tego nie zauważyłam, ale dla mnie jest to naprawdę nieznośne.
kolejna rzecz to ciąża Tiny. ten temat został potraktowany tak, jak w fanfikach z wattpada parę lat temu, kiedy bohaterowie już się zeszli, więc trzeba było z dupy wyciągnąć coś interesującego i ktoś zachodził w przypadkową ciążę. tak jest tutaj - nie mamy żadnych przemyśleń Tiny ani Stana na ten temat (może poza tym, że bardzo się kochają, więc nie mogą się doczekać swojego bąbelka). wiem, że Tina i Stan to postaci jednak drugoplanowe, ale skoro z nimi związana jest tak ważna i potencjalnie emocjonalna część fabuły, to dlaczego nie można opisać tego, jak to przeżywają? bo nie, losowa ucieczka Tiny kompletnie mnie nie przekonuje.
cały wątek Paige. ogólnie polubiłam ją jako postać i kompletnie mi nie przeszkadza, jest jakoś ciekawa przez swoją nowość i inność. ale serio, czy ta książka musi dążyć do tego, żeby wszyscy byli ze sobą w związkach? to kolejna rzecz totalnie jak z fanfika, gdzie na siłę tworzy się nowe shipy, żeby każdy miał parę.
i kolejna nowość, ta część jest ekstremalnie przewidywalna. pamiętam, że jak Tina zniknęła, pomyślałam sobie „nie no, niemożliwe że jest w ciąży”. guess what, była w ciąży. to się już robi tak oklepane, że nie mam co powiedzieć. szkoda, bo co by nie gadać, pierwszy i częściowo drugi tom miały w sobie jakieś niespodziewane momenty, dzięki którym były interesujące. i nie chodzi mi o to, że ta część jest niby „bardziej emocjonalna”, bo nie jest. jest bardziej odtwórcza i czyta się ją, jakby autorka nie miała już pomysłu, gdzie to dalej pociągnąć.
na plus śmierć Kim. reakcja Ronnie wydawała mi się realistyczna, Dominika mniej. a bardziej jej uzasadnienie. ten chłopak popłakałby się tylko dlatego, że jest sfrustrowany i bezsilny. no ale już, ogólnie spoko wątek.
i to już nie zarzut, ale tak mnie bawiło ciągłe podkreślanie, że każdy napój jest bezalkoholowy. wiem, że to ma sens fabularnie, ale brzmiało, jakby ktoś z browarem w ręku chciał przekonać swoje dziecko, że to sok jabłkowy.
Każda część podoba mi się coraz bardziej, chociaż to książki, które w teorii nie powinny wpisywać się w mój gust (bardzo nie lubię found family). Nie wiem, może czuję się związana z bohaterami przez ich traumatyczne doświadczenia, o których słucham w audio 🫣
czy ta ksiazka tak naprawde zasluguje na 5 gwiazdek? no ogólnie to chyba nie bo mamy tu praktycznie powtorke z poprzednich czesci i bohaterowie wymyslaja sobie problemy doslownie z dupy (nie wszystkie ofc ale some of them) ale jak zwykle bawilam sie przednio i bylam invested w chuj wiec to jest jakby okay
gdyby benjamin był dziewczyną, ta książka wylądowałaby na odcinku u zocharett i nie szczędziłaby jej krytyki.
mogłabym się rozpisać tutaj na wiele akapitów o tym co jest nie tak, ale po co, skoro jest tu pełno ocen typu “dałabym słabszą, ale lubię zocharett więc nie dam”.
no cóż, pozostaje mi życzyć kamili jedynie tego, żeby znalazła sobie trochę dojrzalsze i bardziej krytyczne grono odbiorców, bo z tym jak wszyscy podchodzą do tej książki nie wróżę jej niestety rozwoju w pisaniu.
Coś tu za pięknie, aż się boję co się stanie w ostatniej części. Dodatkowo, głupia ja, myślała, że po przeczytaniu dwóch pierwszych tomów, już nic mnie nie ruszy. To był błąd. Poproszę teraz 50 opakowań meliski, bo tyle ile ja nerwów tu straciłam to się w pale nie mieści. Pani Kamilo ja poproszę tą kolejną część na jutro, inaczej bardzo się pogniewamy. Pozdrawiam.
4,75 ⭐️ jejku tak cudownie spędziłam czas z tą książką! Chyba mój ulubiony tom 🫶🏻 przywiązałam się już do bohaterów i ich losy poruszają mnie do łez a jednocześnie jestem szczęśliwa jak im się układa, potrzebuje kolejny tom na już! 🩷