Z jednej strony byli projektanci, którzy chcieli ubierać Polaków jak paryżan. Z drugiej było państwo, które chciało ubierać Polaków zupełnie inaczej. A gdzieś pomiędzy ci Polacy, którzy musieli się jakoś ubrać.
Po latach opowiadają o rozkloszowanych spódnicach z siatek na muchy, kurtkach z demobilu zdobywanych "na ciuchach", białych botkach kupowanych u szewca, ortalionach, nonironach, dżinsach, tetrach i kożuchach, jakby mieli je właśnie na sobie. Opisują kształt guzików przy mankietach, krój kołnierza, deseń podszewki, każdy szczegół. Bo aby te ubrania zdobyć, przemierzyli dziesiątki kilometrów, wystali długie godziny w kolejkach, wyczekiwali w nieskończoność u krawcowych.
Ale to nie jest to sentymentalna opowieść o minionych czasach. To raczej próba zrozumienia, dlaczego w PRL moda miała tak wielkie znaczenie: dla państwa, które traktowało ją propagandowo, i dla ludzi, którzy po wojnie chcieli za pomocą ubrań zachować coś z lepszej przeszłości albo wyróżnić się z szarego tłumu.
A co z tym wszystkim mają wspólnego wielbłądy? Bardzo dużo, bo wszyscy się o nie kłócą.
I was fascinated by fashion when I was a child. I would invite my best friend and we would dress in my mum’s clothes, and I would often rummage through my mum’s closet on my own. I have amazing memory of her and my own clothes to the tiniest detail and I remember many of my mum’s clothes and shoes even more vividly than she does. My mum has lived through the times Aleksandra Boćkowska describes in her book on fashion in PRL (People’s Republic of Poland) “To nie są moje wielbłądy” (“These Are Not My Camels”). She knows all the designers the author mentions, from Jadwiga Grabowska to Barbara Hoff and Jerzy Antkowiak, all the textile and clothes brands (‘zakłady włókiennicze’). She is familiar with those years’ struggles to get clothes and shoes which would be fashionable, good quality, and would make a woman look attractive. She knows well what it means to sew your own outfits, to constantly alter, shorten, lengthen, embroider, etc. She also knows the value of clothes from abroad, bought on trips abroad, on markets in Warsaw where clothes sent from overseas were being sold. Even though I have never seen the miniskirt and the high heeled boots, the gifts my dad brought her from Germany, which my mum wore for her final university exam in Russian, I know well what the looked like.
Boćkowska - like my mum - is a storyteller who turns oftentimes bleak reality into a fairy tale of charismatic personalities, incredible imagination of designers, models, journalists and ordinary people, and of desire. Her book is primarily about the desire to have what was unattainable and to escape - through outstanding clothes and accessories - into a better world, far away from grey Poland. It’s full of anecdotes that reveal Polish complexes and dreams of mythical Paris and that show Polish strong spirit and the make-do attitude to challenges and difficulties. The author’s casual language and the flow with which the book is written was very much to my liking. Highly recommended!
Cóż z tego, że udało się odkopać kilka naprawdę ciekawych historii, jeśli nikt tego chaotycznego ględzenia porządnie nie zredagował? Chyba właśnie ten zmarnowany potencjał boli mnie najbardziej. Ostatnich 100 stron przekartkowałam. Ciężko się przez to brnie.
Bardzo dobra książka o modzie w komunistycznej Polsce i jak polscy producenci tkanin, projektanci, modelki, sklepy i kupujący musieli sobie radzić w siermiężnych czasach gospodarki niedoboru. A każdy chciał wyglądać modnie.
Bardzo ubolewam, ale pomimo arcyciekawego tematu, książka mnie ani nie zaangażowała, ani nie dowiedziałam się z niej zbyt wiele. Myślę, że to wynika z chaotycznego stylu autorki. Mam wrażenie, że przez taki brak uporządkowania, informacje po prostu nie zostawały mi w głowie. Jedynie do przekartkowania.
Temat mody polskiej w czasach PRLu to bardzo interesujący temat. Niestety, książka ta, za dużo takich informacji nie dostarcza. Jest bardzo chaotyczna i w dużej mierze skupia się na wątkach pobocznych - sam ostatni rozdział, o modzie za bardzo nie opowiadał, a to jak skończyły prlowskie domy mody po przemianie systemowej zostało opisane tylko jednym zdaniem. Z książki wynika, że autorka rozmawiała z naprawdę wieloma ważnymi osobami dla mody w PRLu, szkoda tylko, że te spotkania są tak zdawkowo opisane.
Jak nie siedzicie w temacie to można się dużo dowiedzieć, aczkolwiek po pewnym czasie książka staje się nużąca. Odniosłam wręcz wrażenie że tak jest napisana ta książka jakby ktoś pisał licencjat, takie to było wszystko schematycznie napisane, czasem wtrącona jakaś anegdota żeby było zabawnie, ale nie tak „luzem”.
Także pióro autorki nie zachwyciło, ale złe to nie jest. Dowiedziałam się kim jest Grabowska i hoff👍
Z początku bardziej przypomina kronikę towarzyską niż reportaż o modzie. Opisy kto z kim się znał i zadawał nadają pretensjonalny ton, ale w polskiej modzie to chyba problem ponadczasowy. Później robi się ciekawiej, więc mimo wszystko pozycja warta przeczytania.
Nie jestem osobą szczególnie interesującą się modą, dlatego miałam obawy, czy w ogóle jest sens, bym czytała taką książkę. Niepotrzebnie! Bardzo dużo dowiedziałam się o codziennym życiu Polek w tamtych czasach. Jest to kompendium wiedzy dla osób pragnących zgłębić temat polskiej mody – mnie się większość nazwisk mieszała i szybko przestałam kojarzyć, kto, z kim i kiedy, ale mimo to była to dobra lektura.
fantastyczna książka! sporo o tym jak to wszystko wyglądało od kuchni; o normominutach, farbowaniu pieluchowej tetry, trumniakach - tylko siedzieć i wypisywać nazwiska i 'zjawiska', by potem móc je wygooglać.