Jedyne, czego możesz być pewien, to własny strach.
Najnowszy horror Justyny Jelińskiej.
Grupa żądnych sensacji youtuberów wyrusza na kolejną wyprawę urbexową. Ich celem jest Zofiówka – opuszczony zakład dla nerwowo chorych w Otwocku – miejsce owiane mroczną legendą, w którym wyczuwalna obecność ciemnych sił splata się satanistycznymi obrzędami. Zło czai się wszędzie.
Z pozoru rutynowy urbex błyskawicznie wymyka się spod kontroli. Gdy jeden z członków grupy znika bez śladu, a pozostali zaczynają doświadczać niewytłumaczalnych zjawisk, zaciera się granica między przygodą a koszmarem.
„Zofiówka. Przebudzenie zła” Justyny Jedlińskiej to thriller grozy, który od pierwszych stron buduje niepokojącą atmosferę i nie pozwala czytelnikowi odetchnąć aż do samego finału. Autorka umiejętnie wykorzystuje motyw opuszczonego szpitala psychiatrycznego, nadając mu niemal własny charakter. Zofiówka staje się tu czymś więcej niż tłem wydarzeń. To miejsce żyje własnym mrokiem, skrywa tajemnice i wywołuje autentyczny dreszcz.
Dużym atutem powieści jest połączenie współczesnego motywu urbeksu i internetowych twórców z klasycznym horrorem opartym na narastającym napięciu. Bohaterowie nie są jedynie obserwatorami wydarzeń. Z każdą kolejną stroną coraz głębiej zanurzają się w koszmar, a czytelnik razem z nimi zaczyna kwestionować granicę między rzeczywistością a tym, co nadprzyrodzone.
Justyna Jedlińska świetnie operuje klimatem. Nie epatuje tanimi straszakami, lecz stopniowo buduje poczucie zagrożenia, dzięki czemu napięcie rośnie z rozdziału na rozdział. Szczególnie działa na wyobraźnię świadomość, że Zofiówka jest miejscem, które istnieje naprawdę. To sprawia, że historia wydaje się jeszcze bardziej sugestywna i zostaje z czytelnikiem na długo po zakończeniu lektury.
To książka dla miłośników mrocznych powieści, którzy cenią klimat, tajemnice oraz dobrze poprowadzoną fabułę. „Zofiówka. Przebudzenie zła” wciąga, intryguje i skutecznie przypomina, że największy lęk rodzi się tam, gdzie kończą się racjonalne wyjaśnienia. To bardzo udany, klimatyczny horror, który z pewnością przypadnie do gustu fanom opuszczonych miejsc i historii z dreszczykiem. Polecam 🔥
Tytuł „Zofiówka” od razu skojarzył mi się z kopalnią Zofiówka na Śląsku. Dopiero opis uświadomił mi, że chodzi o opuszczony szpital psychiatryczny w Otwocku. Już sam ten pomysł zachęcił mnie do sięgnięcia po książkę, bo lubię, gdy fikcyjna historia czerpie inspirację z prawdziwych miejsc.
Książka zabiera czytelnika do mrocznego świata urbeksu, tajemnic i zjawisk paranormalnych. Klimat opuszczonego miejsca został przedstawiony w sposób, który dobrze buduje napięcie i sprawia, że z każdą kolejną stroną chce się dowiedzieć, co wydarzy się dalej. Historia jest dynamiczna, dzięki czemu czyta się ją szybko i bez znużenia.
Nie była to jednak książka, która wywołała u mnie ogromne emocje czy na długo zostanie w pamięci. Po prostu dobrze spędziłam z nią czas. Fabuła była interesująca, bohaterowie spełniali swoją rolę, a całość okazała się przyjemną lekturą na kilka wieczorów. Nie doszukiwałam się w niej głębszych znaczeń – potraktowałam ją jako rozrywkę i pod tym względem mnie nie zawiodła.
Jeśli lubicie horrory osadzone w prawdziwych miejscach, z nutą tajemnicy i nadprzyrodzonych zjawisk, myślę, że warto dać tej książce szansę. Mnie podobała się i nie żałuję czasu spędzonego z tą historią.
Jakoś do połowy książki bawiłam się naprawdę dobrze i byłam ciekawa dalszej historii. Niestety ostatnie 100 stron trochę mnie zbiło z tropu, a ostatnie 50 troszkę przemęczyłam. Chyba po prostu liczyłam na inne zakończenie, a to jest takie „nie moje” 🙁. Mimo wszystko, autorka używa bardzo przyjemnego języka, potrafi oddać na papier mocne i obrzydliwe obrazy.
Nie no, nie... Mam wrażenie, że autorka wiedzę czerpała wyłącznie z filmów na YouTube. W dodatku zabrakło pomysłu na zakończenie... Myślałam, że chociaż za zakończenie będę mogła dać przynajmniej gwiazdkę więcej.