Autorka The Clique powraca z historią z motywem strangers to lovers!
Dziewiętnastoletnia Cadence Hill postanawia odciąć się od toksycznych rodziców oraz byłego chłopaka. Rzuca studia w Nowym Jorku i mimo sprzeciwu bliskich wraca do rodzinnego miasteczka Wildermoor w stanie Vermont.
Dziewczyna pragnie zacząć od nowa i zostawić za sobą traumatyczną przeszłość. Szybko odnawia znajomość z Maeve Bennett, przyjaciółką z dzieciństwa, która niemal od razu ostrzega ją przed Hardinem Withersem – motocyklistą, niecieszącym się w miasteczku zbyt dobrą opinią.
Choć Cadie bierze sobie słowa Mae do serca, wszystko komplikuje się w chwili, gdy po raz pierwszy spotyka Hardina. Pewnej jesiennej nocy niebezpiecznie przystojny chłopak zatrzymuje się przy niej i proponuje podwózkę, a ona – wbrew rozsądkowi – wsiada na jego motocykl.
Czy Withers naprawdę jest tak zły, jak twierdzą wszyscy wokół?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Skończyłam czytać i włączyła się we mnie totalna jesieniara… KOCHAM TO! Znowu utwierdziłam się w przekonaniu że kocham twórczość Marty. Ta książka była jak ciepły kocyk, na pewno zrobię reread na jesień 🤎🤎🤎
jeśli szukacie książki, która przeniesie was do jesieni do idealnie trafiliście. uwielbiam tą historię i wykreowanie bohaterów, a motyw found family… hardin ma całe moje serce, tak jak cała ta książka. kocham twórczość Marty i ponownie przepadłam dla jej nowej historii!!
Twórczość autorki jest mi znana, ale bardziej z tej ciemniejszej i odważniejszej strony, dlatego też byłam niezwykle ciekawa jak radzi sobie ona w takich lekkich historiach i powiem wam, że było naprawdę fajnie, a ja bawiłam się przednio. Choć nie dałam książce maksymalnej oceny, bo jak to ja doszukuję si problemów tam gdzie ich nie ma, ale jakbym czytała tę książkę mając dziesięć lat mniej to z pewnością oceniłabym ją wyżej, bo w tamtym czasie takie książki właśnie chciałam czytać. Komedia romantyczna w tonie new adult, z trudnymi tematami i szukaniem właściwej drogi.
Cadence przed laty opuściła rodzinne miasto i wraz z rodzicami zaczęła życie w Nowym Jorku. To miało być życie jak z bajki, ale ta bajka zamieniła się dla niej w koszmar, który postanowiła w końcu przerwać. Rzuca studia, rzuca chłopaka, odcina się od tamtego życia i toksycznych rodziców, którzy nie dają się przekonać argumentom dziewczyny, która w akcie desperacji opuszcza wielkie miasto i wraca do Wildermoor. Cadence chce zacząć od nowa, szuka pracy, odnawia dawne kontakty i nawiązuje nowe relacje, w tym z Hardinem, który nie cieszy się dobrą opinią, ale zyskuje przy bliższym poznaniu. Pomiędzy tą dwójką bardzo szybko zaczyna się coś dziać, a co najważniejsza dla Cadence, wbrew wszystkiemu i wszystkim, przy nim czuje się bezpiecznie.
Jak wspomniałam na samym początku, gdybym tą książkę czytała mając naście, czy dwadzieścia kilka lat, ocena z pewnością mogłaby być najwyższa z możliwych. Bo to tego typu historia, przy której człowiek dobrze spędza czas, trochę się pośmieje, trochę zdenerwuje, zobaczy w bohaterach jakąś nutkę powiązania z samym sobą, ale też popatrzy na to, że warto walczyć o siebie, o swoje marzenia i swoje zdanie, a każda przeszoda jest do przejścia. Historia prosta, lekka, niosąca ze sobą ogromną dawkę pozytywnego myślenia, wartości i optymizmu. Dla młodszych czytelników, czyli jak sugeruje okładkowy wiek, czyli 16+ to moim zdaniem lektura idealna.
Jako, że jednak jestem już trochę starsza i trzydziestka mi nie straszna, i z wieloma wcześniej wymienionymi aspektami się zgadzam, to jednak ta obecna ja czuje tutaj spory niedosyt. Po pierwsze zabrakło mi tutaj większej ilości czasu poświęconego na relacji Cadence z rodzicami, ten wątek choć niby obecny przez cały czas trwania historii, był bardzo powierzchowny, i zabrakło mi w nim konkretów czy kluczowych informacji by ogarnąć o co z tą rodzinką chodzi. Kolejna rzecz, choć lubię od czasu do czasu sięgnąć po lekką lekturę, to jakość wydaje mi się, że wszystko co się tutaj zadziało, było zbyt lekkie, za proste, nawet solidnej dramy nam autorka tutaj nie dała, bo choć pojawiły cię ciekawe elementy, trudne tematy, czy jakieś zalążki dramaturgii, to jednak ten impuls został zgaszony w zarodku. Choć bardzo wiele kwestii można określić jako realistyczne, to jednak moim zdaniem fabuła jest ciut za bardzo podkoloryzowana i przesłodzona.
Powiedziałabym, że to literatura młodzieżowa, czy dla młodych dorosłych, którzy potrzebują porządnego kopa, żeby zacząć żyć po swojemu. To lekka, przyjemna, zabawna i romantyczna historia, przy której można przepaść, która czyta się sama, a człowiek nie zwraca uwagi na mijający czas. Ja przeczytałam ją za jednym zamachem, bo naprawdę mocno się wkręciłam w tą opowieść i nie potrafiłam się od niej oderwać, nawet pomimo tego, że czasami czułam frustrację, że jakiś wątek nie został szerzej rozbudowany.
Okładka jak i tytuł sugerują, że to jesienna historia i po części tak jest, ale książkę można czytać niezależnie od pory roku, bo to tylko jakieś tam tło. Powieść przyjemna, wartościowa, optymistyczna i zdecydowanie warta przeczytania. W szczególności polecam ją fanom lekkich komedii romantycznych, czy fanom powieści z motywem new adult, czy strangers to lovers.
⤷ 𝐿𝑒𝑡𝑡𝑒𝑟𝑠 𝑓𝑟𝑜𝑚 𝑂𝑐𝑡𝑜𝑏𝑒𝑟 to pierwsza książka 𝑀𝑎𝑟𝑡𝑦, przeznaczona dla czytelników 16+, którą miałam okazję przeczytać. Szczerze mówiąc, sama nie wiem, jak to się stało, że dopiero teraz sięgnęłam po książki autorki dla młodzież czytelników, ale jedno jest pewne - po tej lekturze mam ogromną ochotę nadrobić jej wcześniejsze historie.
⤷ Podchodziłam do tej historii z niemałymi oczekiwaniami. Z jednej strony bardzo chciałam, żeby mi się spodobała, a z drugiej dodatkowo zachęcały mnie liczne opinie i cytaty patronek, które przedstawiały ją w niezwykle pozytywnym świetle. Na szczęście mogę powiedzieć, że moje oczekiwania zostały nie tylko spełnione, ale wręcz przekroczone.
⤷ Nie muszę chyba po raz kolejny rozpisywać się o piórze autorki, bo (𝑚𝑎𝑚 𝑛𝑎𝑑𝑧𝑖𝑒𝑗𝑒̨), że doskonale wiecie, jak bardzo je uwielbiam. 𝑀𝑎𝑟𝑡𝑎 𝐩𝐢𝐬𝐳𝐞 𝐥𝐞𝐤𝐤𝐨, 𝐧𝐚𝐭𝐮𝐫𝐚𝐥𝐧𝐢𝐞 𝐢 𝐧𝐢𝐞𝐳𝐰𝐲𝐤𝐥𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐣𝐞𝐦𝐧𝐢𝐞. Jej styl sprawia, że przez historię płynie się bez najmniejszego wysiłku, a kolejne strony znikają w zawrotnym tempie. Jednocześnie nie oznacza to, że brakuje tu emocji - wręcz przeciwnie. Autorka świetnie oddaje uczucia swoich bohaterów, pozwalając czytelnikowi zrozumieć ich rozterki, lęki i pragnienia. Dzięki temu bardzo łatwo zaangażować się w ich historię i przeżywać wszystko razem z nimi.
⤷ Największe oczekiwania miałam jednak wobec bohaterów i ich relacji. To właśnie oni mieli zdecydować o tym, czy ta książka zostanie ze mną na dłużej. Na szczęście ani trochę mnie nie zawiedli.
⤷ 𝐶𝑎𝑑𝑒𝑛𝑐𝑒 to bohaterka, którą bardzo szybko 𝑝𝑜𝑙𝑢𝑏𝑖ł𝑎𝑚. To dziewczyna, która w końcu postanawia zawalczyć o siebie i zacząć podejmować własne decyzje. Choć na pierwszy rzut oka może wydawać się spokojna, wycofana i nieco nieśmiała, szybko pokazuje, że potrafi mieć własne zdanie i nie boi się go bronić. Jej życie nie było tak idealne, jak mogłoby się wydawać innym, dlatego szczególnie cieszyło mnie obserwowanie, jak stopniowo odzyskuje kontrolę nad własnym losem. Moment, w którym postawiła się Aidenowi? Absolutnie uwielbiałam tę scenę. Byłam z niej niesamowicie dumna i kibicowałam jej z całego serca.
⤷ 𝐻𝑎𝑟𝑑𝑖𝑛 natomiast skradł moje serce niemal od pierwszego pojawienia się na kartach powieści. To typ bohatera, który wnosi do historii mnóstwo energii, ciepła i pozytywnego nastawienia. Jest jak promień słońca rozświetlający nawet najbardziej pochmurny dzień. Choć nie cieszy się najlepszą opinią i wiele osób ocenia go przez pryzmat plotek czy pozorów, wystarczy poznać go bliżej, by odkryć, jak wiele kryje się pod powierzchnią. Bardzo podobało mi się to, że autorka nie stworzyła go jednowymiarowym. 𝐻𝑎𝑟𝑑𝑖𝑛 𝐦𝐚 𝐬𝐰𝐨𝐣𝐞 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦𝐲, 𝐬ł𝐚𝐛𝐨𝐬́𝐜𝐢 𝐢 𝐝𝐨𝐬́𝐰𝐢𝐚𝐝𝐜𝐳𝐞𝐧𝐢𝐚, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞 𝐮𝐤𝐬𝐳𝐭𝐚ł𝐭𝐨𝐰𝐚l𝐲 𝐠𝐨 𝐭𝐚𝐤𝐢𝐦, 𝐣𝐚𝐤𝐢𝐦 𝐣𝐞𝐬𝐭. A jego relacja z ojcem i jego wpływ na życie dodatkowo nadają tej postaci głębi. Przyznam też, że jego tata zdobył moją ogromną sympatię.
⤷ 𝑅𝑒𝑙𝑎𝑐𝑗𝑎 𝐻𝑎𝑟𝑑𝑖𝑛𝑎 𝑖 𝐶𝑎𝑑𝑒𝑛𝑐𝑒 𝑏𝑦ł𝑎 𝑑𝑜𝑘ł𝑎𝑑𝑛𝑖𝑒 𝑡𝑦𝑚, 𝑐𝑧𝑒𝑔𝑜 𝑝𝑜𝑡𝑟𝑧𝑒𝑏𝑜𝑤𝑎ł𝑎𝑚. Rozwijała się w naturalny sposób, bez zbędnego pośpiechu, dzięki czemu każda wspólna chwila miała znaczenie. Uwielbiałam obserwować, jak stopniowo stają się dla siebie coraz ważniejsi. Ich historia była pełna czułości i troski, ale jednocześnie nie popadała w przesadną słodycz. Najbardziej urzekło mnie to, jak bardzo zależało im na sobie nawzajem. Niezależnie od sytuacji zawsze mieli na uwadze dobro drugiej osoby. Pięknie pokazano również to, jak obecność drugiego człowieka może nas zmieniać i motywować do stawania się lepszą wersją siebie.
⤷ Ogromnym atutem tej książki jest również paczka przyjaciół otaczających głównych bohaterów. To grupa osób, które wspierają się bez względu na wszystko, potrafią stanąć za sobą murem i są obecne zarówno w tych najlepszych, jak i najtrudniejszych momentach. Ich relacje były autentyczne i bardzo ciepłe, a sceny z ich udziałem często wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Takie przyjaźnie to coś naprawdę wyjątkowego i właśnie dlatego tak dobrze czytało mi się o tej grupie.
⤷ Nie sposób nie wspomnieć również o klimacie tej historii. Jesień wręcz wylewa się z każdej strony tej książki. Spadające liście, chłodniejsze wieczory, przygotowania do Halloween i charakterystyczna atmosfera października tworzą niezwykle przytulne tło dla całej opowieści. 𝑀𝑎𝑟𝑡𝑎 doskonale oddała ten wyjątkowy klimat, dzięki czemu podczas czytania można niemal poczuć zapach jesiennego powietrza i zanurzyć się w tej magicznej atmosferze.
⤷ 𝐿𝑒𝑡𝑡𝑒𝑟𝑠 𝑓𝑟𝑜𝑚 𝑂𝑐𝑡𝑜𝑏𝑒𝑟 okazało się dla mnie historią, która dała mi dokładnie to, czego oczekiwałam, a nawet znacznie więcej. Zakochałam się nie tylko w głównych bohaterach, ale także w postaciach drugoplanowych, klimacie i całym charakterze tej opowieści. To ciepła, emocjonalna i pełna uroku historia, która zostawia po sobie mnóstwo pozytywnych emocji. Po tym, co autorka zafundowała mi w tej książce, jestem pewna, że sięgnę po jej wcześniejsze powieści. Jeśli są choć w połowie tak dobre jak 𝐿𝑒𝑡𝑡𝑒𝑟𝑠 𝑓𝑟𝑜𝑚 𝑂𝑐𝑡𝑜𝑏𝑒𝑟, czeka mnie naprawdę świetna przygoda. ❤️🎃
„Znalazłam rodzinę. Prawdziwą. Taką, której nie defniują nazwiska ani więzy krwi, tylko obecność, lojalność i to ciche, niewypowiedziane „jestem”, nieznikające przy pierwszej trudności.”
nie wiem, nie wiem, mam taki kłębek myśli w głowie.. kompletnie nie wiem jak mam ocenić tą historię
z jednej strony klimat, który był CUDOWNY, dosłownie wspaniały!! dawno nie czytałam takiej stricte jesiennej książki, w której autorka przedstawiłaby ten klimat AŻ TAK DOBRZE
natomiast z drugiej mamy bohaterów i wątek romantyczny, którego niestety totalnie nie kupiłam.. 😭 mówię to z przykrością bo spodziewałam się nowego książkowego ulubieńca, a niestety wyszło jak wyszło 🤓
jak Cadie już od początku powieści wydała mi się naprawdę sympatyczną i ciepłą osobą, tak Hardina pomimo OGROMNYCH CHĘCI nie potrafiłam polubić
To jest jedna z tych książek, które otulą was jak jesienny koc. Cozy, ciepła, z cudownym klimatem. To jak Marcie udało oddać się jesienny klimat w tej książce, zasługuje na brawa. Małe miasteczko, festyn, przygotowania do Halloween, jesienne dekoracje, mieszkańcy, którzy znają się na wzajem, a sąsiedzi są dla siebie niemal jak rodzina. Do tego wszechobecna atmosfera święta, zapachy świeżych wypieków i kawy. Czytając miałam wrażenie, że sama znajduje się w takim miasteczku 🥹
No i bohaterowie... Cadence Hill to ta bohaterka, która skradnie wasze serca. Mimo młodego wieku, dziewczyna przeszła już swoje w życiu. Musiała zmierzyć się z trudną relacją z rodzicami, którzy pewnego dnia postanowili wywieźć ją do Nowego Yorku. Dodatkowo tkwiła w toksycznym związku. Przynajmniej do momentu, gdy pewnego dnia postanowiła się "zbuntować". Rzuciła studia na Brown i postanowiła wrócić do Wildermoor - małego miasteczka, w którym spędziła dzieciństwo, i które zawsze było jej DOMEM. Tam już pierwszej nocy spotyka Hardina - bad boya na motorze, który bierze udział w nielegalnych walkach i który ma być problemem.
Cudownie było czytać o rodzącej się relacji między Hardinem a Cadie. Ona skrzywdzona, wystraszona dziewczyna, która chciała tylko wrócić do domu. On z pozoru bad boy, który chce jak najszybciej wyjechać z małego miasteczka, a jednak wobec Cadie okazuje uczucia, o jakie inni by go nie posądzali. Ich uczucia rozkwitały na każdej stronie. To jak Hardin się starał, jak każdy nawet mały gest, sprawiał że dziewczyna czuła się przy nim bezpiecznie. Jaki był wobec niej opiekuńczy, delikatny, zadbał nawet o wystrój domku dla gości, w którym dziewczyna tymczasowo zamieszkała.
Nie sposób tu nie wspomnieć również o relacji Hardina z ojcem, która stanowiła wyraźny kontrast do relacji między Cadence a jej rodzicami. Mitchell to ten typ ojca, który potrafi na spokojnie porozmawiać z synem, jest zabawny, wyluzowany i przede wszystkim wyrozumiały. To jak przekomarzali się nawzajem... No i Pani Mei Lin. Cudowna sąsiadka, która przez lata dbała o ogród w rodzinnym domu Hill a na koniec obdarowała ją najpiękniejszym prezentem ✨😍
Wiecie, że jestem 𝐨𝐠𝐫𝐨𝐦𝐧𝐚̨ 𝐣𝐞𝐬𝐢𝐞𝐧𝐢𝐚𝐫𝐚̨ i kocham wszystko, co związane z tą porą roku (pomijając deszcz i wiatr, okej?). Gdy zobaczyłam wattpadową zapowiedź 𝑳𝒆𝒕𝒕𝒆𝒓𝒔 𝒇𝒓𝒐𝒎 𝑶𝒄𝒕𝒐𝒃𝒆𝒓, wiedziałam, że koniecznie muszę pozna�� tę historię. Zaczęłam ją czytać i naprawdę mnie ona 𝐳𝐚𝐢𝐧𝐭𝐫𝐲𝐠𝐨𝐰𝐚ł𝐚. Natomiast jeśli chodzi o inne młodzieżówki Marty, 𝑫𝒂𝒚𝒍𝒊𝒈𝒉𝒕 dalej czeka na mojej półce (żałosne, i know…), ale na szczęście 𝑴𝒐𝒐𝒏𝒍𝒊𝒈𝒉𝒕 szybko trafiło w moje ręce i właśnie dzięki tej lekturze tak bardzo 𝐩𝐨𝐥𝐮𝐛𝐢ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐳 𝐣𝐞𝐣 𝐩𝐢𝐨́𝐫𝐞𝐦. Przez książki Kulczyny się dosłownie płynie i ani na chwilę 𝐧𝐢𝐞 𝐦𝐨𝐳̇𝐧𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐨𝐝𝐞𝐫𝐰𝐚𝐜́ 𝐨𝐝 𝐜𝐳𝐲𝐭𝐚𝐧𝐢𝐚. Autorka wprowadza czytelnika w 𝐜𝐢𝐞𝐤𝐚𝐰𝐲 𝐢 𝐤𝐥𝐢𝐦𝐚𝐭𝐲𝐜𝐳𝐧𝐲 𝐬́𝐰𝐢𝐚𝐭, do którego ciężko się nie przywiązać. Fabuła 𝑳𝑭𝑶 jak i bohaterowie zostali świetnie wykreowani, a do tego historia ta wywołała we mnie 𝐦𝐧𝐨́𝐬𝐭𝐰𝐨 𝐞𝐦𝐨𝐜𝐣𝐢! Marta zahipnotyzowała moją duszę, a dzisiaj mogę z radością was przywitać w 𝐫𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐢 𝐩𝐚𝐭𝐫𝐨𝐧𝐚𝐜𝐤𝐢𝐞𝐣, co jest dla mnie niesamowitą szansą, za którą jestem 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐨𝐠𝐫𝐨𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐝𝐳𝐢𝐞̨𝐜𝐳𝐧𝐚! Dziękuję bardzo, Marta, za zaufanie. ❤️🩹
𝐏𝐨𝐰𝐫𝐨́𝐭 𝐝𝐨 𝐫𝐨𝐝𝐳𝐢𝐧𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐦𝐢𝐚𝐬𝐭𝐞𝐜𝐳𝐤𝐚 Wildermoor to naprawdę spore wydarzenie dla 𝐂𝐚𝐝𝐞𝐧𝐜𝐞 𝐇𝐢𝐥𝐥. Rzuca studia, zostawia swoje nowojorskie życie i mimo dezaprobaty rodziny wraca na stare śmieci, aby 𝐨𝐝𝐳𝐲𝐬𝐤𝐚𝐜́ 𝐬𝐩𝐨𝐤𝐨́𝐣 𝐢 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐝𝐞 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐢𝐦 𝐬𝐢𝐞𝐛𝐢𝐞. Odcina się od rodziców oraz byłego chłopaka, aby 𝐳𝐚𝐜𝐳𝐚̨𝐜́ 𝐬𝐰𝐨𝐣𝐞 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐞 𝐧𝐚 𝐧𝐨𝐰𝐨. Dziewczyna nie chce wracać myślami do trudnej przeszłości, więc postanawia 𝐬𝐤𝐮𝐩𝐢𝐜́ 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐧𝐚 𝐭𝐞𝐫𝐚𝐳́𝐧𝐢𝐞𝐣𝐬𝐳𝐨𝐬́𝐜𝐢 oraz rzeczach, które dopiero ją czekają. W pełni to rozumiem i szanuję, bo 𝐬𝐚𝐦𝐚 𝐳̇𝐲𝐣𝐞̨ 𝐳 𝐭𝐚𝐤𝐢𝐦 𝐩𝐨𝐝𝐞𝐣𝐬́𝐜𝐢𝐞𝐦. Ważnym aspektem tej drogi było 𝐨𝐝𝐧𝐨𝐰𝐢𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐤𝐨𝐧𝐭𝐚𝐤𝐭𝐮 𝐳 𝐌𝐚𝐞𝐯𝐞 𝐁𝐞𝐧𝐧𝐞𝐭𝐭, która kiedyś była jej 𝐧𝐚𝐣𝐥𝐞𝐩𝐬𝐳𝐚̨ 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐣𝐚𝐜𝐢𝐨́ł𝐤𝐚̨, lecz przez przeprowadzkę i namieszanie matki Hill ich relacja uległa zakończeniu. Dziewczyny ewidentnie 𝐩𝐨𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐨𝐰𝐚ł𝐲 𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐜𝐨𝐦𝐞𝐛𝐚𝐜𝐤𝐮, a fakt, że ich przyjaźń z każdym dniem 𝐬𝐭𝐚𝐣𝐞 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐜𝐨𝐫𝐚𝐳 𝐬𝐢𝐥𝐧𝐢𝐞𝐣𝐬𝐳𝐚, idealnie to udowadnia. Nastolatki wymieniają się historiami z życia, co sprowadza rozmowę na temat 𝐇𝐚𝐫𝐝𝐢𝐧𝐚 𝐖𝐢𝐭𝐡𝐞𝐫𝐬𝐚, przed którym Mae ostrzega swoją przyjaciółkę. Wszystko byłoby super, gdyby nie ten jeden moment, w którym Cadence spotyka chłopaka, a nawet przystaje na jego 𝐩𝐫𝐨𝐩𝐨𝐳𝐲𝐜𝐣𝐞̨ 𝐩𝐨𝐝𝐰𝐨́𝐳𝐤𝐢. Kto wie, może Hardin wcale nie jest taki zły, jak go malują? 😌
𝐂𝐚𝐝𝐞𝐧𝐜𝐞 to dziewczyna, która została 𝐩𝐨𝐳𝐨𝐬𝐭𝐚𝐰𝐢𝐨𝐧𝐚 𝐬𝐚𝐦𝐞𝐣 𝐬𝐨𝐛𝐢𝐞. Jak już wspomniałam wcześniej, odcięła się od toksycznych rodziców, którzy zamiast pomóc i wesprzeć ją w nowej sytuacji, wypieli się na własną córkę, a nawet zaczęli 𝐬𝐚𝐛𝐨𝐭𝐨𝐰𝐚𝐜́ 𝐣𝐞𝐣 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐞, żeby zmusić ją do powrotu. Musiała pokonać naprawdę wiele przeszkód, aby w końcu stanąć na nogi, za co 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐨𝐠𝐫𝐨𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐚̨ 𝐩𝐨𝐝𝐳𝐢𝐰𝐢𝐚𝐦. Musiała mieć w sobie wiele siły, aby sobie ze wszystkim poradzić, a w późniejszym etapie 𝐳𝐚𝐰𝐚𝐥𝐜𝐳𝐲𝐜́ 𝐨 𝐬𝐢𝐞𝐛𝐢𝐞 i wygarnąć, komu trzeba. Na szczęście miała wokół siebie 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐣𝐚𝐜𝐢𝐨́ł, 𝐰𝐬𝐩𝐚𝐧𝐢𝐚ł𝐚̨ 𝐬𝐚̨𝐬𝐢𝐚𝐝𝐤𝐞̨ 𝐨𝐫𝐚𝐳 𝐭𝐚𝐭𝐞̨ 𝐇𝐚𝐫𝐝𝐢𝐧𝐚, którzy okazali się niesamowitym wsparciem. Gdyby nie oni, wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. 𝐅𝐨𝐮𝐧𝐝 𝐟𝐚𝐦𝐢𝐥𝐲 tej książki całkowicie 𝐨𝐜𝐳𝐚𝐫𝐨𝐰𝐚ł𝐨 𝐦𝐨𝐣𝐞 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐞. Wspaniali ludzie, którzy na każdym kroku byli u boku Cadence, aby jej 𝐩𝐨𝐦𝐨́𝐜 oraz oczywiście 𝐫𝐨𝐳𝐬́𝐦𝐢𝐞𝐬𝐳𝐲𝐜́ (zresztą mnie również i to niejednokrotnie). Przyjechała zupełnie sama, spodziewając się pozostania w takiej sytuacji, a jednak życie pokazało jej, że 𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐨𝐥𝐧𝐨 𝐦𝐲𝐬́𝐥𝐞𝐜́ 𝐧𝐞𝐠𝐚𝐭𝐲𝐰𝐧𝐢𝐞 oraz że 𝐩𝐨𝐭𝐫𝐚𝐟𝐢 𝐧𝐚𝐬 𝐧𝐢𝐞𝐳́𝐥𝐞 𝐳𝐚𝐬𝐤𝐨𝐜𝐳𝐲𝐜́. Oczywiście sporą częścią tej książki są przyjaźnie, więc nie mogę delikatnie nie rozwinąć tematu 𝐌𝐚𝐞𝐯𝐞, która zdobyła moje serducho swoim świetnym charakterem i byciem 𝐰𝐬𝐩𝐚𝐧𝐢𝐚ł𝐚̨ 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐣𝐚𝐜𝐢𝐨́ł𝐤𝐚̨ dla naszej ukochanej głównej bohaterki. Duet ten stale wywoływał 𝐮𝐬́𝐦𝐢𝐞𝐜𝐡 𝐧𝐚 𝐦𝐨𝐣𝐞𝐣 𝐭𝐰𝐚𝐫𝐳𝐲! Tych samych określeń mogę użyć wobec naszego 𝐇𝐚𝐫𝐝𝐢𝐧𝐚, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞𝐠𝐨 𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐧𝐢𝐞 𝐤𝐨𝐜𝐡𝐚𝐜́. Uwielbiam takich czubków, którzy stale rozśmieszają oraz sprawiają, że pisk i rozczulone serce to zwykła, lecz jednocześnie niezwykle ujmująca codzienność. 𝐏𝐫𝐳𝐞𝐩𝐚𝐝ł 𝐝𝐥𝐚 𝐂𝐚𝐝𝐞𝐧𝐜𝐞 𝐨𝐝 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐰𝐞𝐣𝐫𝐳𝐞𝐧𝐢𝐚, co wielokrotnie doprowadziło mnie do skakania z emocji, ogromnych uśmiechów na twarzy przez jego 𝑙𝑜𝑠𝑒𝑟 𝑏𝑒ℎ𝑎𝑣𝑖𝑜𝑢𝑟 oraz oczywiście 𝐞𝐤𝐬𝐜𝐲𝐭𝐚𝐜𝐣𝐢 𝐤𝐚𝐳̇𝐝𝐲𝐦 𝐰𝐲𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚𝐧𝐲𝐦, 𝐮𝐫𝐨𝐜𝐳𝐲𝐦 𝐬ł𝐨𝐰𝐞𝐦. Moją pierwszą i chyba najlepiej opisującą go myślą było „𝐻𝑒’𝑠 𝑠𝑜 𝑝𝑎𝑡ℎ𝑒𝑡𝑖𝑐… 𝐼 𝑙𝑜𝑣𝑒 𝑖𝑡.” 😭💞
𝐋𝐞𝐭𝐭𝐞𝐫𝐬 𝐟𝐫𝐨𝐦 𝐎𝐜𝐭𝐨𝐛𝐞𝐫 sprawiło, że poczułam się 𝐳𝐫𝐨𝐳𝐮𝐦𝐢𝐚𝐧𝐚 𝐢 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐭𝐮𝐥𝐨𝐧𝐚. To idealny plasterek na złamane serce i 𝐬́𝐰𝐢𝐚𝐭𝐞ł𝐤𝐨 𝐰 𝐭𝐮𝐧𝐞𝐥𝐮 𝐧𝐚 𝐥𝐞𝐩𝐬𝐳𝐞 𝐣𝐮𝐭𝐫𝐨. Jestem pewna, że historia ta urzeknie was, tak bardzo jak mnie! 💗 Choć jest to pozycja 𝐢𝐝𝐞𝐚𝐥𝐧𝐚 𝐧𝐚 𝐣𝐞𝐬𝐢𝐞𝐧́, można przeczytać ją w jakąkolwiek porę roku, a i tak 𝐛𝐞̨𝐝𝐳𝐢𝐞𝐜𝐢𝐞 𝐛𝐚𝐰𝐢𝐜́ 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐰𝐬𝐩𝐚𝐧𝐢𝐚𝐥𝐞. Uwierzcie mi, bo mówię to jako osoba, która woli poczekać dziewięć miesięcy na przeczytanie np. typowo zimowej historii, bo nie wyrobiłam się w poprzednią zimę. Yeah… Czytajcie 𝑳𝑭𝑶!! 🤎🍂
Zacznę od tego, że z historią Cadence i Hardina zapoznałam się już od pierwszych rozdziałów na Wattpadzie i od samego początku wiedziałam, że będzie to jedna z moich ulubionych książek Marty.
Klimat panujący w Wildermoor jest niepowtarzalny i bardzo charakterystyczny. Zawsze ciekawiło mnie, jak wygląda życie w takim miasteczku podczas jesieni i Halloween (takiego prawdziwego, bo każdy wie, jak to wygląda u nas w Polsce ) i zdecydowanie spełniło ono moje oczekiwania.
Uważam, że relacja Hardina i Cadence była idealnie wyważona i rozwijała się w odpowiednim tempie. Motyw ex chłopaka również świetnie tutaj pasował, KOCHAM takie wątki. Ich historia była pełna emocji, ale nic nie było przesadzone ani wymuszone.
Co mogę powiedzieć? Kocham wszystkie książki spod pióra Marty, więc nie było szans, żeby ta mi się nie spodobała. Jednak Letters na pewno zajmie wyjątkowe miejsce w moim sercu obok „Moonlight” (moja obsesja na jego punkcie wcale się nie skończyła, to tylko chwilowa przerwa xddd).
Każdy rozdział wciągał mnie coraz bardziej i sprawiał, że nie chciałam odkładać książki. Cadence i Hardin to bohaterowie, których naprawdę da się polubić, a ich historia zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony. 🍂🤎
„Letters from October” to kolejna młodzieżówka Marty, która skradła całe moje serce. Jestem niezaprzeczalnie zakochana zarówno w całym klimacie tej historii, jak i w bohaterach, nie tylko tych pierwszoplanowych.
Ogromna polecajka ode mnie! Wyczekuję kolejnych młodzieżówek, bo wiem, że będzie warto.
Skończyłam „Letters from october” i nie jestem w stanie opisać słowami jak bardzo uwielbiam tą historię. Moja miłość do Cadie i Hardina urosła jeszcze bardziej. Była to najprzyjemniejsza młodzieżówka jaką przeczytałam i będę do niej wracać 🥹❤️🩹
nie mogę też nie wspomnieć to tym że się popłakałam na ostatniej scenie z słodka panią Mei Lin, kocham tą kobietę!
╰┈➤ 𝐂𝐚𝐝𝐞𝐧𝐜𝐞 ucieka z wielkiego miasta i wraca do Wildermoore, swojego rodzinnego domu. Jak się okazuje, kiedy wyjechała z miasteczka, rodzice zmusili ją do zerwania kontaktu z najlepszą przyjaciółką. Po powrocie postanawia jednak odbudować tę relację. A przyjaciółka ostrzega ją przed pewnym chłopakiem…
╰┈➤ 𝐇𝐚𝐫𝐝𝐢𝐧 to właśnie przed nim wszyscy ostrzegają Cadie. Jeździ motocyklem, bierze udział w walkach, ma swoją paczkę znajomych i sprawia wrażenie osoby bardzo pewnej siebie.
𝐊𝐢𝐞𝐝𝐲 𝐩𝐫𝐨𝐩𝐨𝐧𝐮𝐣𝐞 𝐂𝐚𝐝𝐞𝐧𝐜𝐞 𝐩𝐨𝐝𝐰ó𝐳𝐤ę 𝐬𝐰𝐨𝐢𝐦 𝐦𝐨𝐭𝐨𝐜𝐲𝐤𝐥𝐞𝐦, dziewczyna ostatecznie się zgadza i właśnie wtedy zaczyna się ich historia. Hardin pomaga jej ogarnąć dom, wspiera ją i coraz częściej pojawia się w jej życiu. Oczywiście nie może być zbyt pięknie - rodzice Cadence nie popierają jej decyzji o powrocie do miasteczka. W końcu stawiają ją pod ścianą, informując, że sprzedają dom i będzie musiała się wyprowadzić. Wtedy z pomocą przychodzi Hardin, proponując jej zamieszkanie w swoim domku gościnnym.
╰┈➤ 𝐑𝐞𝐥𝐚𝐜𝐣𝐚 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫ó𝐰 𝐨𝐩𝐢𝐞𝐫𝐚 𝐬𝐢ę 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐝𝐞 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐢𝐦 𝐧𝐚 𝐝𝐫𝐨𝐛𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐠𝐞𝐬𝐭𝐚𝐜𝐡, które Hardin kieruje w stronę dziewczyny. Jednak oprócz wątku romantycznego równie pięknie została tutaj przedstawiona przyjaźń. To właśnie relacje między przyjaciółmi skradły moje serce. Są gotowi zrobić dla siebie naprawdę wiele i widać, jak silna więź ich łączy.
𝐃𝐨 𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐢𝐞𝐠𝐨 𝐨𝐤𝐚𝐳𝐮𝐣𝐞 𝐬𝐢ę, ż𝐞 𝐂𝐚𝐝𝐞𝐧𝐜𝐞 𝐦𝐢𝐚ł𝐚 𝐣𝐞𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞 𝐣𝐞𝐝𝐞𝐧 𝐩𝐨𝐰ó𝐝, 𝐛𝐲 𝐮𝐜𝐢𝐞𝐜 𝐳 𝐍𝐨𝐰𝐞𝐠𝐨 𝐉𝐨𝐫𝐤𝐮. Był nim pewien chłopak z jej przeszłości, który mimo upływu czasu nie pozwala o sobie zapomnieć.
╰┈➤ 𝐍𝐢𝐞 𝐬𝐩𝐨𝐬ó𝐛 𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐬𝐩𝐨𝐦𝐧𝐢𝐞ń 𝐭𝐮𝐭𝐚𝐣 𝐨 𝐩𝐚𝐧𝐢 𝐌𝐞𝐢 𝐋𝐢𝐧, która skradła moje serce już na samym początku. Natomiast prezent który podarowała Cadie, był najpiękniejszym jaki dziewczyna mogła dostać
╰┈➤ 𝐒𝐭𝐲𝐥 𝐩𝐢𝐬𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐌𝐚𝐫𝐭𝐲 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐜𝐮𝐝𝐨𝐰𝐧𝐲. Autorka świetnie oddała klimat małego miasteczka, jesieni panującej wokół, Halloween oraz wszystkich wydarzeń odbywających się w Wildermoore. Bardzo łatwo można poczuć atmosferę tego miejsca i po prostu się w niej zanurzyć. A kiedy już usiądzie się do tej książki, naprawdę trudno się od niej oderwać.