Autorka The Clique powraca z historią z motywem strangers to lovers!
Dziewiętnastoletnia Cadence Hill postanawia odciąć się od toksycznych rodziców oraz byłego chłopaka. Rzuca studia w Nowym Jorku i mimo sprzeciwu bliskich wraca do rodzinnego miasteczka Wildermoor w stanie Vermont.
Dziewczyna pragnie zacząć od nowa i zostawić za sobą traumatyczną przeszłość. Szybko odnawia znajomość z Maeve Bennett, przyjaciółką z dzieciństwa, która niemal od razu ostrzega ją przed Hardinem Withersem – motocyklistą, niecieszącym się w miasteczku zbyt dobrą opinią.
Choć Cadie bierze sobie słowa Mae do serca, wszystko komplikuje się w chwili, gdy po raz pierwszy spotyka Hardina. Pewnej jesiennej nocy niebezpiecznie przystojny chłopak zatrzymuje się przy niej i proponuje podwózkę, a ona – wbrew rozsądkowi – wsiada na jego motocykl.
Czy Withers naprawdę jest tak zły, jak twierdzą wszyscy wokół?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Skończyłam czytać i włączyła się we mnie totalna jesieniara… KOCHAM TO! Znowu utwierdziłam się w przekonaniu że kocham twórczość Marty. Ta książka była jak ciepły kocyk, na pewno zrobię reread na jesień 🤎🤎🤎
Na samym początku chciałabym bardzo podziękować wydawnictwu za egzemplarz do recenzji, a Marcie po raz kolejny za szansę.
„Letters from October” to książka, którą miałam okazję poznać już na wattpadzie, i to właśnie tam przepadłam bezpowrotnie dla bohaterów, jak i całego klimatu powieści.
Cadence Hill to młoda dziewczyna, która ucieka z Nowego Jorku do miasteczka, które opuściła lata temu, a które było dla niej prawdziwym domem. To właśnie w Wildermoor zostawiła ludzi, którzy byli dla niej prawdziwą rodziną, a teraz planuje zacząć w nim od nowa. Lecz jej dawne życie będzie się o nią upominać. Co postanowi zrobić Cadence? Zostanie w Wildermoor za wszelką cenę, czy postanowi jednak wrócić do Nowego Jorku?
Hardin Withers to młody chłopak, który wręcz dusi się w tym małym miasteczku. Jego marzeniem jest ucieczka do dużego miasta z perspektywami na życie. Hardin uchodzi za niebezpiecznego chłopaka, od którego najlepiej trzymać się z daleka. Ale prawda jest taka, że ma wielkie serce i dla bliskich jest w stanie zrobić wszystko. O czym z czasem nasza Cadence się przekona. Bo to właśnie ta dziewczyna swoim przyjazdem zawróciła mu w głowie.
Jedną z najlepszych rzeczy w całej książce była relacja głównych bohaterów, którą autorka poprowadziła w cudowny sposób. Cadence od razu wpadła w oko Hardinowi, lecz ona nie była gotowa na żadną nową relację, ponieważ chciała na razie uporządkować swoje życie od nowa. Hardin od samego początku to szanował i był dla Cadie największym wsparciem. Wspierał ją i pokazywał jej, czym tak naprawdę może być życie. Dziewczyna dzięki niemu pokochała się na nowo i zaczęła być nową wersją siebie. Ich uczucia rodziły się z każdym dniem i nie słabły nawet na moment. Ta dwójka odnalazła się w idealnym momencie.
To, o czym muszę jeszcze wspomnieć, to poboczni bohaterowie. Wiadomo, niektórych pokochałam, a innych wręcz przeciwnie. Ale wiem, że bez nich ta książka nie byłaby taka sama. Styl pisania autorki jak zawsze był niezawodny. Przez całą historię wręcz płynęłam, a tego mi było trzeba, zważając na to, że walczyłam z zastojem czytelniczym. Zanim się obejrzałam, przewracałam już ostatnią stronę.
Kolejna historia stworzona przez Martę, która na dobre zakorzeniła się w moim sercu. Cadie i Hardin na długo zostaną w mojej pamięci i wiem, że wrócę do nich nie raz pewnego jesiennego wieczoru. 🥹🤎 𝐝𝐨 𝐧𝐚𝐬𝐭𝐞̨𝐩𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐊𝐚𝐫𝐨𝐥𝐤𝐚 ♥
jeśli szukacie książki, która przeniesie was do jesieni do idealnie trafiliście. uwielbiam tą historię i wykreowanie bohaterów, a motyw found family… hardin ma całe moje serce, tak jak cała ta książka. kocham twórczość Marty i ponownie przepadłam dla jej nowej historii!!
Twórczość autorki jest mi znana, ale bardziej z tej ciemniejszej i odważniejszej strony, dlatego też byłam niezwykle ciekawa jak radzi sobie ona w takich lekkich historiach i powiem wam, że było naprawdę fajnie, a ja bawiłam się przednio. Choć nie dałam książce maksymalnej oceny, bo jak to ja doszukuję si problemów tam gdzie ich nie ma, ale jakbym czytała tę książkę mając dziesięć lat mniej to z pewnością oceniłabym ją wyżej, bo w tamtym czasie takie książki właśnie chciałam czytać. Komedia romantyczna w tonie new adult, z trudnymi tematami i szukaniem właściwej drogi.
Cadence przed laty opuściła rodzinne miasto i wraz z rodzicami zaczęła życie w Nowym Jorku. To miało być życie jak z bajki, ale ta bajka zamieniła się dla niej w koszmar, który postanowiła w końcu przerwać. Rzuca studia, rzuca chłopaka, odcina się od tamtego życia i toksycznych rodziców, którzy nie dają się przekonać argumentom dziewczyny, która w akcie desperacji opuszcza wielkie miasto i wraca do Wildermoor. Cadence chce zacząć od nowa, szuka pracy, odnawia dawne kontakty i nawiązuje nowe relacje, w tym z Hardinem, który nie cieszy się dobrą opinią, ale zyskuje przy bliższym poznaniu. Pomiędzy tą dwójką bardzo szybko zaczyna się coś dziać, a co najważniejsza dla Cadence, wbrew wszystkiemu i wszystkim, przy nim czuje się bezpiecznie.
Jak wspomniałam na samym początku, gdybym tą książkę czytała mając naście, czy dwadzieścia kilka lat, ocena z pewnością mogłaby być najwyższa z możliwych. Bo to tego typu historia, przy której człowiek dobrze spędza czas, trochę się pośmieje, trochę zdenerwuje, zobaczy w bohaterach jakąś nutkę powiązania z samym sobą, ale też popatrzy na to, że warto walczyć o siebie, o swoje marzenia i swoje zdanie, a każda przeszoda jest do przejścia. Historia prosta, lekka, niosąca ze sobą ogromną dawkę pozytywnego myślenia, wartości i optymizmu. Dla młodszych czytelników, czyli jak sugeruje okładkowy wiek, czyli 16+ to moim zdaniem lektura idealna.
Jako, że jednak jestem już trochę starsza i trzydziestka mi nie straszna, i z wieloma wcześniej wymienionymi aspektami się zgadzam, to jednak ta obecna ja czuje tutaj spory niedosyt. Po pierwsze zabrakło mi tutaj większej ilości czasu poświęconego na relacji Cadence z rodzicami, ten wątek choć niby obecny przez cały czas trwania historii, był bardzo powierzchowny, i zabrakło mi w nim konkretów czy kluczowych informacji by ogarnąć o co z tą rodzinką chodzi. Kolejna rzecz, choć lubię od czasu do czasu sięgnąć po lekką lekturę, to jakość wydaje mi się, że wszystko co się tutaj zadziało, było zbyt lekkie, za proste, nawet solidnej dramy nam autorka tutaj nie dała, bo choć pojawiły cię ciekawe elementy, trudne tematy, czy jakieś zalążki dramaturgii, to jednak ten impuls został zgaszony w zarodku. Choć bardzo wiele kwestii można określić jako realistyczne, to jednak moim zdaniem fabuła jest ciut za bardzo podkoloryzowana i przesłodzona.
Powiedziałabym, że to literatura młodzieżowa, czy dla młodych dorosłych, którzy potrzebują porządnego kopa, żeby zacząć żyć po swojemu. To lekka, przyjemna, zabawna i romantyczna historia, przy której można przepaść, która czyta się sama, a człowiek nie zwraca uwagi na mijający czas. Ja przeczytałam ją za jednym zamachem, bo naprawdę mocno się wkręciłam w tą opowieść i nie potrafiłam się od niej oderwać, nawet pomimo tego, że czasami czułam frustrację, że jakiś wątek nie został szerzej rozbudowany.
Okładka jak i tytuł sugerują, że to jesienna historia i po części tak jest, ale książkę można czytać niezależnie od pory roku, bo to tylko jakieś tam tło. Powieść przyjemna, wartościowa, optymistyczna i zdecydowanie warta przeczytania. W szczególności polecam ją fanom lekkich komedii romantycznych, czy fanom powieści z motywem new adult, czy strangers to lovers.
⤷ 𝐿𝑒𝑡𝑡𝑒𝑟𝑠 𝑓𝑟𝑜𝑚 𝑂𝑐𝑡𝑜𝑏𝑒𝑟 to pierwsza książka 𝑀𝑎𝑟𝑡𝑦, przeznaczona dla czytelników 16+, którą miałam okazję przeczytać. Szczerze mówiąc, sama nie wiem, jak to się stało, że dopiero teraz sięgnęłam po książki autorki dla młodzież czytelników, ale jedno jest pewne - po tej lekturze mam ogromną ochotę nadrobić jej wcześniejsze historie.
⤷ Podchodziłam do tej historii z niemałymi oczekiwaniami. Z jednej strony bardzo chciałam, żeby mi się spodobała, a z drugiej dodatkowo zachęcały mnie liczne opinie i cytaty patronek, które przedstawiały ją w niezwykle pozytywnym świetle. Na szczęście mogę powiedzieć, że moje oczekiwania zostały nie tylko spełnione, ale wręcz przekroczone.
⤷ Nie muszę chyba po raz kolejny rozpisywać się o piórze autorki, bo (𝑚𝑎𝑚 𝑛𝑎𝑑𝑧𝑖𝑒𝑗𝑒̨), że doskonale wiecie, jak bardzo je uwielbiam. 𝑀𝑎𝑟𝑡𝑎 𝐩𝐢𝐬𝐳𝐞 𝐥𝐞𝐤𝐤𝐨, 𝐧𝐚𝐭𝐮𝐫𝐚𝐥𝐧𝐢𝐞 𝐢 𝐧𝐢𝐞𝐳𝐰𝐲𝐤𝐥𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐲𝐣𝐞𝐦𝐧𝐢𝐞. Jej styl sprawia, że przez historię płynie się bez najmniejszego wysiłku, a kolejne strony znikają w zawrotnym tempie. Jednocześnie nie oznacza to, że brakuje tu emocji - wręcz przeciwnie. Autorka świetnie oddaje uczucia swoich bohaterów, pozwalając czytelnikowi zrozumieć ich rozterki, lęki i pragnienia. Dzięki temu bardzo łatwo zaangażować się w ich historię i przeżywać wszystko razem z nimi.
⤷ Największe oczekiwania miałam jednak wobec bohaterów i ich relacji. To właśnie oni mieli zdecydować o tym, czy ta książka zostanie ze mną na dłużej. Na szczęście ani trochę mnie nie zawiedli.
⤷ 𝐶𝑎𝑑𝑒𝑛𝑐𝑒 to bohaterka, którą bardzo szybko 𝑝𝑜𝑙𝑢𝑏𝑖ł𝑎𝑚. To dziewczyna, która w końcu postanawia zawalczyć o siebie i zacząć podejmować własne decyzje. Choć na pierwszy rzut oka może wydawać się spokojna, wycofana i nieco nieśmiała, szybko pokazuje, że potrafi mieć własne zdanie i nie boi się go bronić. Jej życie nie było tak idealne, jak mogłoby się wydawać innym, dlatego szczególnie cieszyło mnie obserwowanie, jak stopniowo odzyskuje kontrolę nad własnym losem. Moment, w którym postawiła się Aidenowi? Absolutnie uwielbiałam tę scenę. Byłam z niej niesamowicie dumna i kibicowałam jej z całego serca.
⤷ 𝐻𝑎𝑟𝑑𝑖𝑛 natomiast skradł moje serce niemal od pierwszego pojawienia się na kartach powieści. To typ bohatera, który wnosi do historii mnóstwo energii, ciepła i pozytywnego nastawienia. Jest jak promień słońca rozświetlający nawet najbardziej pochmurny dzień. Choć nie cieszy się najlepszą opinią i wiele osób ocenia go przez pryzmat plotek czy pozorów, wystarczy poznać go bliżej, by odkryć, jak wiele kryje się pod powierzchnią. Bardzo podobało mi się to, że autorka nie stworzyła go jednowymiarowym. 𝐻𝑎𝑟𝑑𝑖𝑛 𝐦𝐚 𝐬𝐰𝐨𝐣𝐞 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦𝐲, 𝐬ł𝐚𝐛𝐨𝐬́𝐜𝐢 𝐢 𝐝𝐨𝐬́𝐰𝐢𝐚𝐝𝐜𝐳𝐞𝐧𝐢𝐚, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞 𝐮𝐤𝐬𝐳𝐭𝐚ł𝐭𝐨𝐰𝐚l𝐲 𝐠𝐨 𝐭𝐚𝐤𝐢𝐦, 𝐣𝐚𝐤𝐢𝐦 𝐣𝐞𝐬𝐭. A jego relacja z ojcem i jego wpływ na życie dodatkowo nadają tej postaci głębi. Przyznam też, że jego tata zdobył moją ogromną sympatię.
⤷ 𝑅𝑒𝑙𝑎𝑐𝑗𝑎 𝐻𝑎𝑟𝑑𝑖𝑛𝑎 𝑖 𝐶𝑎𝑑𝑒𝑛𝑐𝑒 𝑏𝑦ł𝑎 𝑑𝑜𝑘ł𝑎𝑑𝑛𝑖𝑒 𝑡𝑦𝑚, 𝑐𝑧𝑒𝑔𝑜 𝑝𝑜𝑡𝑟𝑧𝑒𝑏𝑜𝑤𝑎ł𝑎𝑚. Rozwijała się w naturalny sposób, bez zbędnego pośpiechu, dzięki czemu każda wspólna chwila miała znaczenie. Uwielbiałam obserwować, jak stopniowo stają się dla siebie coraz ważniejsi. Ich historia była pełna czułości i troski, ale jednocześnie nie popadała w przesadną słodycz. Najbardziej urzekło mnie to, jak bardzo zależało im na sobie nawzajem. Niezależnie od sytuacji zawsze mieli na uwadze dobro drugiej osoby. Pięknie pokazano również to, jak obecność drugiego człowieka może nas zmieniać i motywować do stawania się lepszą wersją siebie.
⤷ Ogromnym atutem tej książki jest również paczka przyjaciół otaczających głównych bohaterów. To grupa osób, które wspierają się bez względu na wszystko, potrafią stanąć za sobą murem i są obecne zarówno w tych najlepszych, jak i najtrudniejszych momentach. Ich relacje były autentyczne i bardzo ciepłe, a sceny z ich udziałem często wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Takie przyjaźnie to coś naprawdę wyjątkowego i właśnie dlatego tak dobrze czytało mi się o tej grupie.
⤷ Nie sposób nie wspomnieć również o klimacie tej historii. Jesień wręcz wylewa się z każdej strony tej książki. Spadające liście, chłodniejsze wieczory, przygotowania do Halloween i charakterystyczna atmosfera października tworzą niezwykle przytulne tło dla całej opowieści. 𝑀𝑎𝑟𝑡𝑎 doskonale oddała ten wyjątkowy klimat, dzięki czemu podczas czytania można niemal poczuć zapach jesiennego powietrza i zanurzyć się w tej magicznej atmosferze.
⤷ 𝐿𝑒𝑡𝑡𝑒𝑟𝑠 𝑓𝑟𝑜𝑚 𝑂𝑐𝑡𝑜𝑏𝑒𝑟 okazało się dla mnie historią, która dała mi dokładnie to, czego oczekiwałam, a nawet znacznie więcej. Zakochałam się nie tylko w głównych bohaterach, ale także w postaciach drugoplanowych, klimacie i całym charakterze tej opowieści. To ciepła, emocjonalna i pełna uroku historia, która zostawia po sobie mnóstwo pozytywnych emocji. Po tym, co autorka zafundowała mi w tej książce, jestem pewna, że sięgnę po jej wcześniejsze powieści. Jeśli są choć w połowie tak dobre jak 𝐿𝑒𝑡𝑡𝑒𝑟𝑠 𝑓𝑟𝑜𝑚 𝑂𝑐𝑡𝑜𝑏𝑒𝑟, czeka mnie naprawdę świetna przygoda. ❤️🎃
„Znalazłam rodzinę. Prawdziwą. Taką, której nie defniują nazwiska ani więzy krwi, tylko obecność, lojalność i to ciche, niewypowiedziane „jestem”, nieznikające przy pierwszej trudności.”
nie wiem, nie wiem, mam taki kłębek myśli w głowie.. kompletnie nie wiem jak mam ocenić tą historię
z jednej strony klimat, który był CUDOWNY, dosłownie wspaniały!! dawno nie czytałam takiej stricte jesiennej książki, w której autorka przedstawiłaby ten klimat AŻ TAK DOBRZE
natomiast z drugiej mamy bohaterów i wątek romantyczny, którego niestety totalnie nie kupiłam.. 😭 mówię to z przykrością bo spodziewałam się nowego książkowego ulubieńca, a niestety wyszło jak wyszło 🤓
jak Cadie już od początku powieści wydała mi się naprawdę sympatyczną i ciepłą osobą, tak Hardina pomimo OGROMNYCH CHĘCI nie potrafiłam polubić
Cadence Hill odważyła się zawalczyć o swoje dobro. Zostawiła za sobą nowojorskie życie, rodziców, byłego chłopaka i wszystko, od czego planowała się odciąć. Powrót do rodzinnego Wildermoor miał być jej szansą na rozpoczęcie nowego etapu. Wraz z powrotem do miasta odnawia stare kontakty ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa. Maeve na wstępie zdążyła poinformować Cadence, co pozmieniało się w miasteczku, ale też, kogo lepiej w nim unikać. Według niej Hardin Withers to jedna z takich osób. I choć Cadence wzięła sobie jej radę do serca to nie była gotowa na to, co przyszykowała dla niej pewna jesienna noc. Hardin proponujący podwózkę kontra zdrowy rozsądek każący nie zwracać na niego uwagi. Tak naprawdę od początku jest na przegranej pozycji, bo jej nie w pełni trzeźwy umysł przystaje na jego propozycję. Jednak czy to miało być jednorazowe spotkanie? I czy Withers naprawdę jest taki straszny jak o nim mówią?
Zaczynając tę książkę byłam jej naprawdę ciekawa. Kilka rozdziałów znałam już z wattpada jednak wiadomo, że w dalszym ciągu pozostawało pytanie jak potoczą się dalsze losy Cadence i Hardina.
Od razu mogę powiedzieć, że uwielbiam styl Marty. Książkę czytało mi się niesamowicie przyjemnie, bo przez nią się dosłownie płynęło. I to w takim stopniu, że nawet nie zdążyłam zauważyć, a już ją kończyłam.
Cadence to niesamowicie silna bohaterka. Poznajemy ją, kiedy postanawia zawalczyć o swoje dobro odpuszczając Nowy York i wracając do rodzinnego miasta. W swojej decyzji nie otrzymuje wsparcia od nikogo. Ani rodzice, ani już były chłopak nieokazali choć odrobiny empatii bądź zrozumienia. A tak właściwie to postanowili perfidnie sabotować jej decyzję! Dlatego naprawdę ważnym okazało się to, że w tym trudnym momencie miała przy sobie osoby, którym w przeciwieństwie do co poniektórych zależało na jej szczęściu.
Hardin od razu został nam przedstawiony jako groźny chłopak, taki trochę bad boy z którym lepiej nie wchodzić w dyskusje. Jednak równie szybko mogliśmy go poznać z tej prawdziwej strony. Ze strony, w której jest po prostu słodki i troskliwy jednak jeśli sytuacja tego wymaga to jest w stanie zrobić naprawdę wiele. Hardin mimo swojego dobrego serca to również chłopak, który ma w swojej przeszłość bolesną historię.
Relacja Cedie i Hardina rozwija się w bardzo szybki sposób. I choć z początku trochę się o to obawiałam tak po przeczytaniu uważam, że w jakiś szalony sposób to do nich po prostu pasuje i przy odpowiedniej osobie nie istnieje coś takiego, jak ramy czasowe. Uwielbiam tę dwójkę i ich momenty! Szczególnie te, w których nasz postrach Wildermoor w tak otwarty sposób troszczy się o naszą Cadie 🥹
Z dodatkowych rzeczy to kocham wątek found family w tej książce! Zarówno paczki, jaką udało się stworzyć naszym bohaterom, ale też postaciami pobocznymi. Chociażby taki ojciec Hardina. No nie da się nie lubić! Jak tylko o nim myślę, to mam uśmiech na ustach. Tak samo mam z sąsiadka Cadie, która była taka słodka! Ale jeśli mowa o przyjaźni to moją ulubioną jest ta między Cadie a Maeve. Naprawdę życzę każdemu takiej relacji.
Letters from October to książka idealna na jesienny wieczór. Naprawdę nie wierzę, że to mówię… Bo choć sama nie jestem fanką tej pory roku to dzięki klimatowi, jaki towarzyszył tej książce sama zamarzyłam, aby przywitała nas już jesień! Bardzo zachęcam was do sięgnięcia po tę pozycję. A szczególnie właśnie na jesień 🍂
Jeszcze raz dziękuję wydawnictwu za egzemplarz do recenzji 🤎.
❧ Hej, misie! Dzisiaj przychodzę do was z recenzją „Letters from October”. Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że był to mój pierwszy kontakt z twórczością Marty Kulczyny i zdecydowanie się nie zawiodłam.
❧ Kiedy sięgałam po tę książkę, nie oczekiwałam niczego konkretnego. Nie spodziewałam się, że aż tak mnie zachwyci. Nie wiecie nawet, jak bardzo się myliłam. Historia Cadence i Hardina pochłonęła mnie już od pierwszych stron.
❧ Gdy Cadie wraca do rodzinnego miasta, uciekając przed toksyczną rodziną i byłym chłopakiem, wszyscy ostrzegają ją przed chłopakiem owianym złą sławą. Pewnego dnia, kiedy wraca do domu, zatrzymuje się przy niej motocyklista. Jak możecie się domyślić, jest nim Hardin. I właśnie wtedy okazuje się, że chłopak, którego wszyscy oceniają tak surowo, ma zupełnie inne oblicze. Nie chcę zdradzać wam zbyt wiele musicie sami sięgnąć po tę historię, aby dowiedzieć się, co wydarzyło się później. 🤭
❧ Cadence nie miała w życiu łatwo. Toksyczna rodzina i natarczywy były chłopak nie pozwalają jej zaznać spokoju. Po powrocie do miasta odnawia kontakt ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa, Maeve, którą pokochałam od pierwszych stron tak samo jak główną bohaterkę.
❧ Hardin natomiast jest osobą ocenianą przez pryzmat plotek i opinii innych ludzi. W rzeczywistości okazuje się jednak dobrym i troskliwym chłopakiem, który pomaga Cadence odciąć się od rodziny. Pozwala jej zamieszkać w domku gościnnym, wspiera ją i staje w jej obronie. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo dbał o dziewczynę i jak wiele dla niej robił, co nie będę ukrywać było niezwykle urocze.
❧ Ogromnie spodobał mi się również jesienny klimat, który idealnie dopełniał całą historię. Pozytywnie zaskoczył mnie także styl pisania Marty oraz sposób, w jaki wykreowała swoich bohaterów. Tę książkę czytało mi się niesamowicie przyjemnie dosłownie przez nią płynęłam.
❧ Muszę przyznać, że chętnie sięgnę po nią ponownie tej jesieni, mimo że zazwyczaj nie wracam do przeczytanych już historii.
❧ Jeżeli szukacie słodkiej młodzieżówki, przy której poczujecie prawdziwy klimat jesieni, zdecydowanie sięgnijcie po „Letters from October”. Jestem pewna, że pokochacie tę historię tak samo jak ja.
To jest jedna z tych książek, które otulą was jak jesienny koc. Cozy, ciepła, z cudownym klimatem. To jak Marcie udało oddać się jesienny klimat w tej książce, zasługuje na brawa. Małe miasteczko, festyn, przygotowania do Halloween, jesienne dekoracje, mieszkańcy, którzy znają się na wzajem, a sąsiedzi są dla siebie niemal jak rodzina. Do tego wszechobecna atmosfera święta, zapachy świeżych wypieków i kawy. Czytając miałam wrażenie, że sama znajduje się w takim miasteczku 🥹
No i bohaterowie... Cadence Hill to ta bohaterka, która skradnie wasze serca. Mimo młodego wieku, dziewczyna przeszła już swoje w życiu. Musiała zmierzyć się z trudną relacją z rodzicami, którzy pewnego dnia postanowili wywieźć ją do Nowego Yorku. Dodatkowo tkwiła w toksycznym związku. Przynajmniej do momentu, gdy pewnego dnia postanowiła się "zbuntować". Rzuciła studia na Brown i postanowiła wrócić do Wildermoor - małego miasteczka, w którym spędziła dzieciństwo, i które zawsze było jej DOMEM. Tam już pierwszej nocy spotyka Hardina - bad boya na motorze, który bierze udział w nielegalnych walkach i który ma być problemem.
Cudownie było czytać o rodzącej się relacji między Hardinem a Cadie. Ona skrzywdzona, wystraszona dziewczyna, która chciała tylko wrócić do domu. On z pozoru bad boy, który chce jak najszybciej wyjechać z małego miasteczka, a jednak wobec Cadie okazuje uczucia, o jakie inni by go nie posądzali. Ich uczucia rozkwitały na każdej stronie. To jak Hardin się starał, jak każdy nawet mały gest, sprawiał że dziewczyna czuła się przy nim bezpiecznie. Jaki był wobec niej opiekuńczy, delikatny, zadbał nawet o wystrój domku dla gości, w którym dziewczyna tymczasowo zamieszkała.
Nie sposób tu nie wspomnieć również o relacji Hardina z ojcem, która stanowiła wyraźny kontrast do relacji między Cadence a jej rodzicami. Mitchell to ten typ ojca, który potrafi na spokojnie porozmawiać z synem, jest zabawny, wyluzowany i przede wszystkim wyrozumiały. To jak przekomarzali się nawzajem... No i Pani Mei Lin. Cudowna sąsiadka, która przez lata dbała o ogród w rodzinnym domu Hill a na koniec obdarowała ją najpiękniejszym prezentem ✨😍
Chociaż czytałam tę książkę kiedy temperatury były nieznośnie wysokie, to czułam ten jesienny vibe, jaki płynął przez całą fabułę.
Hardin to totalny green flag dla mnie, Cadence z kolei mnie nie porwała swoją osobowością, która była w gruncie rzeczy nieco nijaka.
Ale jej historia to już co innego. Dziewczyna nie miała lekko jeśli chodzi o kontrolę nad swoim życiem, każdy aspekt jej ścieżki kariery był zaplanowany przez rodziców i przyszłego niedoszłego męża.
W końcu po latach do niej dotarło, że to nie jej wybory, że nie chce tak żyć o rzucając wszystko i wszystkich wraca do miasteczka, w którym się wychowała.
A tam czas jakby stanął w miejscu, a już na pewno płynął wolniej. Nieco nowych ludzi i miejsc ale ten sam małomiasteczkowy klimat, Ci sami dawni znajomi i wielkie serca małej społeczności.
No i ON. Hardin. Chłopak na motocyklu, którego oceniano zbyt pochopnie w sumie bez powodu bo nikt nie wspominał nic złego o nim poza słowami typu "nie wiem czy wiesz ale wydaje się niebezpieczny" chociaż nie był tak w ogóle przez cła historię.
Cadence doświadczyła prz3mocy ze strony eks chociaż mamy mało danych na ten temat to coś tam dziewczyna wspomniała a konfrontacja z Austinem nie była taka emocjonująca, jak się spodziewałam.
Pomijając te aspekty, to całkiem przyjemna lektura, lekki romans młodzieżowy, niewymagający dużego zaangażowania ze strony czytelnika, pisany prosto i lekko, z nutką humoru i przekazu.
Tata Hardina i sąsiadka Cadie skradli moje serce, wspaniali ludzie!
Podoba mi się to, że autorka zaznaczyła co jest w życiu najważniejsze i podkreśliła, że dom to nie budynek, to ludzie, którzy go tworzą. Podobno rodziny się nie wybiera ale tu widać wyraźnie, że ta wybrana jest większym wsparciem niż ta biologiczna.
Ważni są ludzie, którymi się otaczami a z nimi tworzymy wspomnienia i więzi na całe życie.
Myślę, że książka czytana jesienią nabrałaby głębszego wymiaru niż z 40 stopniami na oknem ale dałam radę 🤭 Polecam, idealna lektura na jeden wieczór.
⋆ ”- Skoro to twój pierwszy raz... - podjął, przyspieszając kroku, jakby mój ciężar nie stanowił dla niego najmniejszego problemu. - Chcę, żebyś zapamiętała, że Hardin Withers zaniósł cię do parku. A nie tylko do niego zaprowadził. ”
[współpraca reklamowa]
Z piórem Marty znam się doskonale, dlatego gdy 𝐋𝐅𝐎 pojawiło się na Wattpadzie, wiedziałam, że historię Cadence i Hardina pochłonie moja dusza niemal od razu.
Myślę, że mogę śmiało stwierdzić, że dla mnie 𝐋𝐄𝐓𝐓𝐄𝐑𝐒 𝐅𝐑𝐎𝐌 𝐎𝐂𝐓𝐎𝐁𝐄𝐑 jest najlepszą młodzieżówką w wykonaniu autorki. Nie umiem opisać słowami, jak bardzo spodobała mi się ich historia.
𝐂𝐀𝐃𝐄𝐍𝐂𝐄 to dziewczyna, która od pierwszych stron postanawia sprzeciwić się swoim rodzicom i w końcu postawić na swoim. Mimo to dziewczyna po ostatnim związku chce zacząć wszystko od nowa, wracając do miejsca, w którym czuje się bezpiecznie.
𝐇𝐀𝐑𝐃𝐈𝐍... Czy ja muszę tutaj coś więcej mówić? Przepadłam dla tego bohatera po tym, jak pierwszy raz ujrzałam jego imię w książce. A on? On przepadł dla Cadence podczas ich pierwszego spotkania i nie zamierzał się poddać, dopóki jej nie zdobędzie, ale robił to w sposób delikatny, by nie spłoszyć dziewczyny bądź nie sprawić, by czuła się ona przytłoczona.
To, co najbardziej doceniam, to jak bardzo dokładnie, ale i delikatnie Marta opisała drogę, przez którą musieli przejść oboje, by w końcu zaznać wymarzonego spokoju. Historia mamy Hardina roztrzaskała moje serce, a Cadie przeszła równie wiele, dlatego chłopak na nic nie naciskał, co bardzo pochwalam jako czytelniczka.
Relacja Cadie z jej sąsiadką roztapiała moje serce za każdym razem, gdy czytałam ich konwersacje. Pani Mei Lin była dla dziewczyny jak babcia, która wspierała ją we wszystkim. Ale również muszę wspomnieć o tym, jak bardzo relacja Hardina z jego ojcem mnie urzekła.
Bo droga istnieje dopiero wtedy, gdy ktoś odważy się nią przejść. A Cadence Hill w końcu postanowiła posłuchać się swojego serca.
Tak bardzo, jak kocham książki małomiasteczkowe, to jeszcze bardziej kocham książki Marty Kulczyny i ta zdecydowanie w tym momencie jest moją top 1 w jej książkach 😭😭.
Chrystusku, ależ ona była przesłodka! Przysięgam, tak bardzo się wciągnęłam, że im więcej jej czytałam, to zapragnęłam, żeby już u nas była jesień, totalnie czuję ten vibe i o mój boże Hardin jest tak cudowny, że przepadłam dla tego chłopaka, zresztą Cadence też jest wspaniała.
Oboje szukali swojego miejsca na ziemi i znaleźli go w miasteczku Wildermoor! Książki z klimatem Halloween i właśnie małym miasteczkiem, gdzie wszyscy się znają i szanują, zawsze będą miały najlepsze miejsce w moim serduchu!
W tej historii mamy bardzo dużo emocji i przede wszystkim niedomkniętych spraw, z którymi najbardziej musiała się mierzyć Cadie, wiecie, to jest ten moment, w którym nie macie na tyle siły, żeby zmierzyć się z waszymi lękami i potworem, który nigdy nie chce dać wam spokój, więc szukacie najlepszej drogi ucieczki, ale prawda jest taka, że kiedy nie staniecie z nim twarzą w twarz, nigdy się go nie pozbędziecie i tak również było w tym przypadku.
Jeśli szukacie książki, która was ochłodzi, w takie upalne dni to zdecydowanie powinniście sięgnąć po tę pozycję (chociaż momentami jest tam tak gorąco, że musicie uważać, żeby się nie sparzyć) 🤭🤭.
Ja teraz z niecierpliwością czekam na kolejną świetną historię spod pióra Marty.
Miałam duze oczekiwania bo uwielbiam ksiazki Marty jak i jej pióro. Jak zawsze poczułam się jak w domu. Ogromny komfort i spokoj jaki mnie wypełnił gdy czytałam, sprawił, że od razu chcialabym przeczytać te pozycje jeszcze raz. . Uwielbiam tych bohaterow, stworzeni jako ogromne green flagi. Cadence odważna, dzielna i pewna siebie. Bardzo ją polubiłam bo czytajac jej perspektywe zżyłam się z nią. Hardin opiekuńczy, troskliwy, zabierający o serce Cadence. Jednym z największych atutów tej książki była relacja między głównymi bohaterami, którą autorka rozwinęła w niezwykle naturalny i piękny sposób. Hardin od pierwszego spotkania zwrócił uwagę na Cadence, jednak ona nie była jeszcze gotowa otworzyć się na nową znajomość. Najpierw chciała poukładać swoje życie i odnaleźć samą siebie. Hardin doskonale to rozumiał, dlatego nie wywierał na niej presji, lecz stał się dla niej ogromnym wsparciem. Był przy niej w trudnych chwilach, motywował ją i pokazywał, że życie może wyglądać zupełnie inaczej. Dzięki niemu Cadie odzyskała pewność siebie, nauczyła się ponownie kochać samą siebie i odważyła się zacząć nowy rozdział. . Uwielbiam tę książkę. Jestem pewna, że nie raz jeszcze do niej wrócę. I siegnę po każdą kolejną pozycje od Marty [#book #books #bookstan #bookclub #booklover bookblogger bookphoto bookreader read reading książkoholik ksiazkoholikczka książki ksiazkara czytajpolsko czytajmypopolsku ]
Ja już się zakochałam w historii 𝐂𝐚𝐝𝐢𝐞 i 𝐇𝐚𝐫𝐝𝐢𝐧𝐚 na wattpadzie, więc czytanie ich historii ponowie w wersji papierowej wywołało jeszcze więcej emocji niż się spodziewałam.
Dobrze wiecie jak bardzo kocham 𝐌𝐚𝐫𝐭𝐞 i jej książki, a przede wszystkim pióro i pomysły na fabułę - w tym przypadku nie było inaczej. Autorka świetnie opisuję wydarzenia, prostym a zarazem ciekawym stylem pisania, dzięki któremu przez książkę się płynie.
Fabuła być może i nie była bardzo skomplikowana, jednak emocje, uczucia i samopoczucie grały tu największą rolę. Jednak uwierzcie mi, że podczas czytania na pewno się pozytywnie zaskoczycie na wydarzeniach i sytuacjach jakie zaserwowała nam Marta.
Moją ulubioną bohaterką jest zdecydowanie biedna 𝐂𝐚𝐝𝐢𝐞, która jest strasznie poszkodowana w tej historii:( tak cudowna dziewczyna, że na pewno ją pokochacie. Reszta bohaterów jest również świetna i każdy z nich posiada swoją duszę, cechy o których się dowiadujemy - dla mnje to jest super i to uwielbiam, kiedy autor również przedstawia nam więcej o drugoplanowych bohaterach, niż tylko imię i kim są.
Jeśli kochacie jesień i szukacie emocjonalnej historii, 𝐋𝐞𝐭𝐭𝐞𝐫𝐬 𝐅𝐫𝐨𝐦 𝐎𝐜𝐭𝐨𝐛𝐞𝐫 jest idealna propozycja dla Was! Ja już się zakochałam w historii 𝐂𝐚𝐝𝐢𝐞 i 𝐇𝐚𝐫𝐝𝐢𝐧𝐚, czas na Was 🤎🍂
LFO było moim pierwszym spotkaniem z twórczością Marty Kulczyny i zapewne też nie ostatnim. Początek książki naprawdę mnie zaintrygował, a styl pisania autorki jeszcze bardziej mnie zachęcił do czytania, więc wydawało się być naprawdę spoko już od początku. Ogólnie do samego końca tak było, ale mam mały problem co do tej książki: strasznie szybko działa się akcja pomiędzy Cadence a Hardinem. Tak naprawdę praktycznie od razu zachowywali się jakby mieli być parą i trochę mi to przeszkadzało, bo osobiście wolę powolnie rozwijające się relacje, gdzie napięcie jest fajne i długo się czeka na pierwszy pocałunek. Do tego na końcu miałam wrażenie, że w sumie to nic się nie dzieje i trochę mnie już nudziło.
Naprawdę fajna historia, taka przyjemna i bardzo dobrze napisana. Gdyby nie Gosia to raczej bym nie zainteresowała się twórczością tej autorki, ale dobrze wyszło, więc teraz tylko zostaje mi nadrobić słynne Moonlight, bo ciekawi mnie najbardziej!!
już od momentu zapowiedzi byłam zafascynowana pomysłem na tę książkę. Uwielbiam jesień, więc historia dziejąca się w tę porę wydawała się być dla mnie idealna. Niestety, zawiodłam się na tej lekturze :((
O ile klimat był naprawdę świetny, tak cała reszta - słaba i mocno niedociągnięta. W moim odczuciu relacja głównych bohaterów rozwijała się za szybko, przez co była nienaturalna. Ponadto akcja książki bardzo goniła, w skutek czego wątki poboczne zostały mocno spłycone, np. motyw walk, dostaliśmy informacje o zajęciu głównego bohatera oraz opis jeden walki, po czym na następną połowę lektury nic więcej. Bohaterowie poboczni w większości byli bez charakteru, więc bardzo mi się mylili.
Szkoda, bo ta historia miała potencjał, który został zmarnowany :((
Zacznę od tego, że z historią Cadence i Hardina zapoznałam się już od pierwszych rozdziałów na Wattpadzie i od samego początku wiedziałam, że będzie to jedna z moich ulubionych książek Marty.
Klimat panujący w Wildermoor jest niepowtarzalny i bardzo charakterystyczny. Zawsze ciekawiło mnie, jak wygląda życie w takim miasteczku podczas jesieni i Halloween (takiego prawdziwego, bo każdy wie, jak to wygląda u nas w Polsce ) i zdecydowanie spełniło ono moje oczekiwania.
Uważam, że relacja Hardina i Cadence była idealnie wyważona i rozwijała się w odpowiednim tempie. Motyw ex chłopaka również świetnie tutaj pasował, KOCHAM takie wątki. Ich historia była pełna emocji, ale nic nie było przesadzone ani wymuszone.
Co mogę powiedzieć? Kocham wszystkie książki spod pióra Marty, więc nie było szans, żeby ta mi się nie spodobała. Jednak Letters na pewno zajmie wyjątkowe miejsce w moim sercu obok „Moonlight” (moja obsesja na jego punkcie wcale się nie skończyła, to tylko chwilowa przerwa xddd).
Każdy rozdział wciągał mnie coraz bardziej i sprawiał, że nie chciałam odkładać książki. Cadence i Hardin to bohaterowie, których naprawdę da się polubić, a ich historia zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony. 🍂🤎
Miałam dość dużo oczekiwania od niej a jednak jest cudowna książka Idealna do czytania w kilku dni po prostu love this bohaterowie przedstawiają O Motocyklami (Hardin) i Cadiie która rzuca studiować do nowego Jorku wracałam do rodzinnego miasteczka w Wildermoor Cudowna książka, cudowne Bohaterowie Wszystkie młodzieżówki wszystkie na 5/5⭐( daylight i moonlight i LFO) również też
„Letters from October” to kolejna młodzieżówka Marty, która skradła całe moje serce. Jestem niezaprzeczalnie zakochana zarówno w całym klimacie tej historii, jak i w bohaterach, nie tylko tych pierwszoplanowych.
Ogromna polecajka ode mnie! Wyczekuję kolejnych młodzieżówek, bo wiem, że będzie warto.
Skończyłam „Letters from october” i nie jestem w stanie opisać słowami jak bardzo uwielbiam tą historię. Moja miłość do Cadie i Hardina urosła jeszcze bardziej. Była to najprzyjemniejsza młodzieżówka jaką przeczytałam i będę do niej wracać 🥹❤️🩹
nie mogę też nie wspomnieć to tym że się popłakałam na ostatniej scenie z słodka panią Mei Lin, kocham tą kobietę!
Takie 4/5 gwiazdek, trochę podciągnięte. Całe wykreowanie bohaterów, fabuły i klimatu książki było spoko. Książka była wciągająca, 10 minut i byłam 20 stron dalej. Nie była nudna, ale moja ocena jest niższa, ze względu tekstów Hardina po tym jak się przespał z Cadence. Były dla mnie trochę niesmaczne, ale już nie narzekam, bo fabuła wszystko nadrabia. Recenzja na Instagramie już niedługo <33
kolejna młodzieżówka spod pióra Marty i po raz kolejny jestem oczarowana WSZYSTKIM. fabułą, bohaterami, klimatem miasteczka i samej książki, wiedziałam, że się nie zawiodę, ale nie sądziłam, że Letters przebije Moonlight a tak się stało 🤎🍂 kocham to!!
Książka dobrze zbudowana, aleeee wątek Austina jest strasznie źle skonstruowany i niezrozumiały jak dla mnie. Bardzo dużo zbędnych opisów, które niepotrzebnie zwalniają książkę. Reszta jest spoko, jak dla mnie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
╰┈➤ 𝐂𝐚𝐝𝐞𝐧𝐜𝐞 ucieka z wielkiego miasta i wraca do Wildermoore, swojego rodzinnego domu. Jak się okazuje, kiedy wyjechała z miasteczka, rodzice zmusili ją do zerwania kontaktu z najlepszą przyjaciółką. Po powrocie postanawia jednak odbudować tę relację. A przyjaciółka ostrzega ją przed pewnym chłopakiem…
╰┈➤ 𝐇𝐚𝐫𝐝𝐢𝐧 to właśnie przed nim wszyscy ostrzegają Cadie. Jeździ motocyklem, bierze udział w walkach, ma swoją paczkę znajomych i sprawia wrażenie osoby bardzo pewnej siebie.
𝐊𝐢𝐞𝐝𝐲 𝐩𝐫𝐨𝐩𝐨𝐧𝐮𝐣𝐞 𝐂𝐚𝐝𝐞𝐧𝐜𝐞 𝐩𝐨𝐝𝐰ó𝐳𝐤ę 𝐬𝐰𝐨𝐢𝐦 𝐦𝐨𝐭𝐨𝐜𝐲𝐤𝐥𝐞𝐦, dziewczyna ostatecznie się zgadza i właśnie wtedy zaczyna się ich historia. Hardin pomaga jej ogarnąć dom, wspiera ją i coraz częściej pojawia się w jej życiu. Oczywiście nie może być zbyt pięknie - rodzice Cadence nie popierają jej decyzji o powrocie do miasteczka. W końcu stawiają ją pod ścianą, informując, że sprzedają dom i będzie musiała się wyprowadzić. Wtedy z pomocą przychodzi Hardin, proponując jej zamieszkanie w swoim domku gościnnym.
╰┈➤ 𝐑𝐞𝐥𝐚𝐜𝐣𝐚 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫ó𝐰 𝐨𝐩𝐢𝐞𝐫𝐚 𝐬𝐢ę 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐝𝐞 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐢𝐦 𝐧𝐚 𝐝𝐫𝐨𝐛𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐠𝐞𝐬𝐭𝐚𝐜𝐡, które Hardin kieruje w stronę dziewczyny. Jednak oprócz wątku romantycznego równie pięknie została tutaj przedstawiona przyjaźń. To właśnie relacje między przyjaciółmi skradły moje serce. Są gotowi zrobić dla siebie naprawdę wiele i widać, jak silna więź ich łączy.
𝐃𝐨 𝐭𝐞𝐠𝐨 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐢𝐞𝐠𝐨 𝐨𝐤𝐚𝐳𝐮𝐣𝐞 𝐬𝐢ę, ż𝐞 𝐂𝐚𝐝𝐞𝐧𝐜𝐞 𝐦𝐢𝐚ł𝐚 𝐣𝐞𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞 𝐣𝐞𝐝𝐞𝐧 𝐩𝐨𝐰ó𝐝, 𝐛𝐲 𝐮𝐜𝐢𝐞𝐜 𝐳 𝐍𝐨𝐰𝐞𝐠𝐨 𝐉𝐨𝐫𝐤𝐮. Był nim pewien chłopak z jej przeszłości, który mimo upływu czasu nie pozwala o sobie zapomnieć.
╰┈➤ 𝐍𝐢𝐞 𝐬𝐩𝐨𝐬ó𝐛 𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐬𝐩𝐨𝐦𝐧𝐢𝐞ń 𝐭𝐮𝐭𝐚𝐣 𝐨 𝐩𝐚𝐧𝐢 𝐌𝐞𝐢 𝐋𝐢𝐧, która skradła moje serce już na samym początku. Natomiast prezent który podarowała Cadie, był najpiękniejszym jaki dziewczyna mogła dostać
╰┈➤ 𝐒𝐭𝐲𝐥 𝐩𝐢𝐬𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐌𝐚𝐫𝐭𝐲 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐜𝐮𝐝𝐨𝐰𝐧𝐲. Autorka świetnie oddała klimat małego miasteczka, jesieni panującej wokół, Halloween oraz wszystkich wydarzeń odbywających się w Wildermoore. Bardzo łatwo można poczuć atmosferę tego miejsca i po prostu się w niej zanurzyć. A kiedy już usiądzie się do tej książki, naprawdę trudno się od niej oderwać.
niestety nie wiem jak ocenić, więc ocenią na 3,75/5! kurczę.. miałam wysokie oczekiwania i końcówka była przecudowna, ale miałam wrażenie, że ta książka działa się za szybko.