Rodzinna wyprawa do Włoch, malownicza Garda i... fatum.
Wszystko miało być idealne: jeziora jak z pocztówki, górskie szlaki, zabytki i sielska atmosfera. Zamiast tego rodzina Sarneckich wpada w wir kolejnych katastrof i nieporozumień. Piękno przyrody miesza się z chaosem, każdy dzień niesie nowe zawirowania: burze emocji, groteskowe starcia z włoską rzeczywistością i nieustanny taniec z losem, który bawi się bohaterami, nie tracąc poczucia humoru.
Fatalista Tadeusz zmaga się z absurdalnymi efektami działań firmy ubezpieczeniowej, Joanna z trudem znosi brak kontroli nad sytuacją, a jednocześnie stara się zdalnie wywiązać z obowiązków zawodowych. Ich córka Tosia myślami jest już na praktykach studenckich w Akwarium Gdyńskim, a nastoletni syn Kostek nie odkleja wzroku od smartfona (o ile akurat nie domaga się jedzenia). Tylko pies Wafel zachowuje w rodzinnym szaleństwie względny rozsądek.
Ciepła, przewrotnie zabawna i pełna włoskiego temperamentu tragikomedia o mocy rodzinnych więzi, sile spokoju oraz o tym, że to, co trudne, często najmocniej zapada w pamięć i w serce.
"Wakacje po włosku" autorstwa Katarzyny Kieleckiej (Wydawnictwo Dobre Strony)
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
Joanna wraz z mężem Tadeuszem oraz dwójką dzieci - Antoniną i Konstantynem - wybrała się na wakacje do Włoch. Pech chciał, że podczas jednego z kolejnych przystanków w drodze przez Austrię samochód odmówił posłuszeństwa, a rodzinę czekała przygoda wypełniona od góry do dołu Prawem Murphy’ego. Wszystko, co mogło pójść źle, poszło źle. Historia oparta jest na prawdziwych wydarzeniach z życia autorki.
Spodziewałem się mnóstwa włoskiego klimatu i z wypiekami na twarzy czekałem, aż w końcu będę mógł przeczytać tę książkę. Pierwsze wrażenie nie było jednak takie, jakiego oczekiwałem - klimat nie buchnął mi w twarz już w pierwszym rozdziale. Z czasem jednak historia zyskiwała coraz więcej mojego uznania. Autorka świetnie budowała włoską atmosferę poprzez opisy zróżnicowanego ukształtowania terenu, palącego słońca oraz liczne włoskie wstawki tłumaczone w przypisach. Uwielbiam taki zabieg. Północne Włochy nie są regionem, który zazwyczaj kojarzy się ze stereotypowym obrazem tego kraju, niemniej miejsce akcji miało tutaj duże znaczenie, co zdecydowanie zaliczam na plus.
Cały mezalians intryguje. Siadałem do lektury bez przeczytania blurbu, dlatego byłem niemało zaskoczony, że fabuła opiera się wyłącznie na tej drogowej awarii. To skromna, kameralna historia z ograniczoną liczbą wątków i bohaterów. W zasadzie przez większość czasu śledzimy losy tej jednej polskiej rodziny podczas nieco ponad tygodnia wydarzeń. Mimo to zdążyłem zżyć się z całą czwórką bohaterów. Szczególnie Tosia zaskarbiła sobie moją sympatię, ponieważ w niektórych aspektach bardzo się z nią utożsamiałem.
Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że mimo wielu wspomnianych wyżej zalet książka momentami bardzo mi się dłużyła. Jak na stosunkowo niewielką objętość - około 320 stron - czytałem ją przez blisko dziesięć dni, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Oczywiście mogły mieć na to wpływ zakończenie roku szkolnego w pracy oraz ogromne upały utrudniające skupienie. Przy „Wakacjach po włosku” spędziłem dobry czas, ale nie jest to lektura, która w szczególny sposób wpłynie na moje życie czy pozostanie ze mną na długo. Tym większym rozczarowaniem było określanie jej mianem „komedii”, co moim zdaniem jest sporym nadużyciem. Nie przypominam sobie ani jednego fragmentu, który wywołałby choćby uśmiech na mojej twarzy.
Nowa książka Katarzyny Kieleckiej jest ciepła, przyjemna, pogodna i dosyć swobodna, dzięki czemu idealnie sprawdzi się jako wakacyjna lektura na plażę lub letni wieczór. Czuć w niej ogromną sympatię do rodzinnych relacji i codziennych problemów, które potrafią zarówno irytować, jak i zbliżać ludzi do siebie. To właśnie ten aspekt uważam za największą zaletę powieści. Jeśli kiedyś będę miał żonę i dzieci, chciałbym, aby nasze relacje wyglądały właśnie w taki sposób. Polecam tę książkę wszystkim, którzy szukają lekkiej, niezobowiązującej historii na kilka spokojnych wieczorów
Są takie książki, które bierzesz do ręki z myślą: „przeczytam kilka rozdziałów”, a potem orientujesz się, że właśnie kończysz ostatnie strony i zastanawiasz się, kiedy właściwie minął ten czas. Dla mnie właśnie takie okazały się „Wakacje po włosku” autorstwa Katarzyna Kielecka. Rodzina Sarneckich wyjeżdża do Włoch z planem na idealny urlop. Wiecie – słońce, piękne widoki, pyszne jedzenie, chwila oddechu od codzienności i to charakterystyczne włoskie dolce vita. Wszystko zapowiada się jak pocztówka z wakacji. Do czasu. Tuż przed końcem wyjazdu psuje się samochód i od tego momentu zaczyna się prawdziwa lawina problemów. Ubezpieczyciel zawodzi, organizacja okazuje się bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać, pojawiają się kolejne przeszkody, które skutecznie wystawiają cierpliwość bohaterów na próbę. A przecież trzeba jeszcze wrócić do Polski, dopilnować terminów i jakoś nie stracić resztek dobrego humoru. Brzmi jak przepis na katastrofę? Trochę tak. Ale właśnie w tym tkwi urok tej historii. Autorka pokazuje coś bardzo prawdziwego – że wakacje nie zawsze wyglądają jak zdjęcia z Instagrama. Czasem to seria nieprzewidzianych sytuacji, zmęczenie, frustracja i poczucie, że wszechświat postanowił zrobić sobie z nas żart. A mimo to – albo właśnie dlatego – mogą stać się wspomnieniem, do którego wraca się później z uśmiechem. Bardzo podobało mi się to, jak została pokazana rodzina Sarneckich. Nie są idealni, nie reagują książkowo poprawnie, czasem się irytują, czasem mają dość – ale jednocześnie czuć między nimi bliskość i zwykłą codzienną relację. To właśnie dzięki temu ich przygody wypadają tak autentycznie. Ogromnym atutem tej książki jest również styl autorki. Pisze lekko, swobodnie, z humorem i wyczuciem. Opisy są bardzo obrazowe – podczas czytania niemal czułam gorące powietrze, widziałam włoskie uliczki i słyszałam ten charakterystyczny wakacyjny gwar. Dialogi wypadają naturalnie, a humor nie jest wymuszony – pojawia się dokładnie tam, gdzie trzeba. Szczególnie ujęło mnie to, że – jak zdradziła autorka – wiele opisanych wydarzeń zostało zainspirowanych jej własnymi doświadczeniami z wakacji we Włoszech. I naprawdę to czuć. Ta historia ma w sobie coś bardzo życiowego – nieprzewidywalność, absurd codziennych sytuacji i ten moment, kiedy pozostaje już tylko śmiać się z własnego pecha. To książka o podróży, ale nie tylko tej dosłownej. To też opowieść o cierpliwości, o rodzinie, o tym, że nie wszystko da się kontrolować i że czasem najlepsze wspomnienia rodzą się właśnie wtedy, kiedy nic nie idzie zgodnie z planem. No i nie mogę nie wspomnieć o jednym bohaterze… Wafel zdecydowanie kradnie całe show. 🐾 Jeśli szukacie lekkiej, ciepłej historii na lato, która poprawia humor, daje wakacyjny klimat i jednocześnie pokazuje, że nawet najbardziej pechowy wyjazd może stać się świetną opowieścią – „Wakacje po włosku” zdecydowanie warto zabrać ze sobą na urlop.
Przecież ja wiedziałam, że tak to się skończy, jak sięgnę po kolejną powieść Kasi Kieleckiej. Podczas lektury co rusz przychodziły mi do głowy myśli w stylu: "Mój borze szumiący, przecież to wszystko NIE MIAŁO PRAWA PRZYDARZYĆ SIĘ jednej rodzinie!". A jednak, ostatecznie jestem w stanie w to uwierzyć, chociaż wciąż zadziwia mnie fakt, że nikt tam nie zginął. Byłaby to wtedy tragikomedia kryminalna, bez dwóch zdań. Od razu napomknę jednak, że jeśli ktoś nastawia się na miniprzewodnik po włoskiej ziemi ze szczegółowymi opisami przyrody lub zabytków, to nie jest to taki rodzaj publikacji. Owszem, znajdziecie trochę informacji o miejscach, które odwiedzali bohaterowie, jednak głównym wątkiem fabuły są perypetie rodziny w walce z systemem firmy ubezpieczeniowej z piekła rodem.
Rodzina Sarneckich, Tadeusz i Joanna wraz z dziećmi: Antoniną i Kostkiem, ma w planie spędzić cudowny wakacyjny czas na włoskiej ziemi. Pozwiedzać, odpocząć, zrelaksować się. Normalne marzenia o wypoczynku, prawda? Wprawdzie Kostek potwornie marudzi, bo wolałby w tym czasie szaleć z kolegami, a Tosia już myśli o zbliżających się praktykach studenckich w Akwarium Gdyńskim, ale ogólnie pobyt w pięknych okolicznościach przyrody rysuje się bardzo optymistycznie. Sytuacja ulega diametralnej zmianie, kiedy podczas jednej z wycieczek Sarneckim psuje się samochód. Systematycznie podlewana marudzeniem Kostka atmosfera robi się jeszcze bardziej nerwowa, kiedy okazuje się, że uszkodzenie nie jest drobne, a firma ubezpieczeniowa, w której w ostatniej chwili przed wyjazdem wykupił polisę Tadeusz, nie do końca spełnia ich oczekiwania. Do tego dochodzi warsztat samochodowy, który pracuje w stylu "maniana", a wisienką na torcie są próby uzyskania od ubezpieczyciela samochodu zastępczego. Uważacie, że to prosta sprawa? Nic bardziej mylnego. Przekonuje się o tym Tadeusz, któremu przyszło prowadzić tę nierówną walkę. Reszta rodziny dostaje rykoszetem, a chyba najbardziej stabilny emocjonalnie w tej sytuacji pozostaje pies Wafel.
Chociaż Kasia zmieniła personalia bohaterów, niewiele to dało w moim przypadku, ponieważ czytając i tak miałam przed oczami członków jej rodziny i ich prawdziwego psa Leona :D I powiem Wam jeszcze, że za żadne skarby świata nie chciałabym się znaleźć na miejscu rodziny Sarneckich. W moim przypadku NA PEWNO ktoś zostałby skrócony o głowę... ;-)
Wspomnę jeszcze o absolutnie cudnym wydaniu. Rzadko zwracam większą uwagę na wygląd książki, bo ważniejsza jest dla mnie jej zawartość, ale tym razem zachwyciły mnie malowane brzegi i drobne rysunki psa porządkujące tekst. I jeszcze jedna niespodzianka tam na Was czeka. Po raz pierwszy spotkałam się z tym, że można ożywić obraz z książki. Sprawdźcie koniecznie, o co chodzi. Ja sprawdziłam i uważam, że pomysł jest wprost genialny.
Polecam, sięgnijcie koniecznie, jeśli chcecie spędzić czas z pełną humoru lekturą.
✨️Kto i za co pokocha? Co to były za wakacje? Wszystko, co mogło pójść nie tak, to poszło.
Ta książka przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy lubią lekkie i zabawne obyczajówki z wakacyjnym klimatem. I brązowe labradory!
Jeśli jesteś osobą, która lubi w życiu mieć poczucie kontroli nad wszystkim co dzieje się wokół niej, to ta powieść wyrzuci Cię poza strefę komfortu. Ja wielokrotnie tworzyłam w głowie scenariusze, co zrobiłabym na miejscu bohaterów. Czyli jaki jest wniosek? Ta lektura angażuje, wciąga i budzi emocje! A do tego dodaj klimatyczne Włochy, jezioro Garda i malownicze widoki. Chociaż szkoda mi było rodziny Sarneckich, bo w całym tym zamieszaniu, w tych zawirowaniach i nieszczęściach, które ją spotkały, nie mogła w pełni cieszyć się miejscem, w którym się znalazła.
Pokochasz za tempo akcji i przyjemny humor - może nie jest to książka, przy której zrywa się boki, ale na pewno od samego początku do końca utrzymuje czytelnika w dobrym humorze i dba o to, aby uśmiech nie schodził z jego twarzy.
✨️Czy ja pokochałam? Bardzo polubiłam. To ciepła i rodzinna tragikomedia, która ma w sobie mnóstwo autentyczności. Jestem w stanie uwierzyć, że to, co wydarzyło się Sarneckim, mogło przytrafić się każdemu (poza tym autorka wspomina o tym, że inspiracją do napisania książki były włoskie wakacje, na które udała się wraz z najbliższymi). Jestem też najlepszym przykładem na to, jak miska olejowa urwana w Golfie IV na progu zwalniającym w małym norweskim miasteczku, może pokrzyżować wakacyjne plany, więc no, ekhm...
"Włoskie wakacje" to barwna i dynamiczna historia, która wprowadza w wakacyjno-urlopowy nastrój i trochę puszcza oko, ostrzegając, że nawet jeśli coś jest zaplanowane na tip-top, to i tak może się koncertowo wyłożyć.
✨️Czy polecam? Jasne, że tak! To ciepła (bo rodzinna), zabawna (bo pełna nieprzewidzianych zwrotów akcji), wakacyjna (bo urlopy coraz bliżej, więc warto przeczytać) historia, przy której na pewno spędzisz miło czas (w przeciwieństwie do jej bohaterów, bo z tym bywało różnie).
✨️O czym jest? Tadeusz, Joanna, Tosia i Kostek, czyli rodzina Sarneckich i ich wierny czworonóg Wafel, wybierają się na wakacje do gorącej Italii. Po przybyciu na miejsce wszystko sukcesywnie się sypie, a dokładniej, to posypały się hamulce w ich aucie. Od tej chwili zaczyna się walka z firmą ubezpieczeniową, walka z samym sobą, walka z roszczeniowym nastolatkiem i panikującą nastolatką, która jeśli trzeba, potrafi wziąć sprawy we własne ręce. Czy włoskie wakacje zakończą się happy endem i upragnionym wypoczynkiem, czy do końca będzie to gonitwa z czasem?
Rodzina Sarneckich spędza wakacje w malowniczych Włoszech. To miał być piękny czas, jednak nad rodziną zawisa prawdziwe fatum ⚡️
Bo co jeszcze może się wydarzyć, gdy w ciasnym tunelu samochód nagle sygnalizuje niski poziom płynu hamulcowego? 🚗
Od tego momentu każdy dzień staje się dla Sarneckich nie lada wyzwaniem. Tadeusz desperacko walczy z ubezpieczycielem, Aśka mimo trudnej sytuacji próbuje wywiązać się ze swoich zawodowych obowiązków, pisząc wierszyki dla dzieci. Tośka martwi się, czy zdąży wrócić na czas na studenckie praktyki w Gdańsku, a Kostek marzy już tylko o tym, aby znaleźć się z powrotem w Łodzi. Jest jeszcze Wafel. Pies, który dodaje całej historii uroku 🐶
Muszę przyznać, że raczej nie sięgam po takie książki i w sumie nie wiem dlaczego! Ta historia okazała się ciepłą, pełną humoru i zawirowań tragikomedią, która mnie bardzo urzekła. Pokazała, jak trudne chwile potrafią zjednoczyć rodzinę, nawet jeśli na pokładzie znajduje się marudzący nastolatek. Podczas lektury czułam niezwykły spokój, mimo tych wszystkich problemów, z którymi mierzyli się bohaterowie 😌
Na końcu niektórych rozdziałów znajdują się kody QR, dzięki nim można zobaczyć krótkie filmiki, pokazujące miejsca, które autorka ma na myśli. Świetne rozwiązanie, które pozwala nam na jeszcze lepsze zobrazowanie tej historii. Warto również podkreślić, jak ta książka jest pięknie wydana! Te barwione brzegi, ta okładka i wnętrze! Ach! Książka cieszy oko 🤩
Autorka świetnie opisała klimat Włoch i rodzinnych wakacji. To historia bardzo życiowa, pokazująca, że nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, ale z odpowiednimi ludźmi u boku można wszystko przetrwać ✨
Rodzina Sarneckich jest wspaniała! Nie są idealni i właśnie dlatego wydają się tak prawdziwi. Czasem powiedzą coś nie tak, czasem działają sobie na nerwy i mają siebie dość. Jednak wiedzą, że mogą na siebie liczyć ❤️
Styl autorki jest lekki i pełen humoru. To idealna pozycja na urlop, albo letni dzień. To po prostu historia o życiu, bez żadnego wyidealizowania i w tym tkwi cały urok ✨
WAKACJE PO WŁOSKU @katarzynakielecka_pisarka @wydawnictwodobrestrony
Wakacje po włosku to historia, która pokazuje, że idealne wakacje istnieją chyba tylko w katalogach biur podróży. Tutaj wszystko wymyka się spod kontroli, a kolejne problemy pojawiają się szybciej, niż bohaterowie zdążą rozwiązać poprzednie. Mimo tego czytałam tę książkę z uśmiechem, bo wiele sytuacji było tak życiowych i zabawnych, że trudno było się nie śmiać.
Bardzo polubiłam rodzinę Sarneckich. Każde z nich jest inne, każde przeżywa ten wyjazd po swojemu, a mimo ciągłych problemów widać, jak bardzo są ze sobą związani. Chyba najbardziej rozbawiał mnie fakt, że momentami najbardziej rozsądny z całej ekipy wydawał się pies Wafel. To nie jest książka pełna wielkich zwrotów akcji. Dla mnie była raczej opowieścią o tym, że nie wszystko musi być idealne, żeby zostało pięknym wspomnieniem. Czasem właśnie te najbardziej nieudane wyjazdy wspomina się po latach najczęściej i z największym uśmiechem.
To historia, która przypomina, że warto czasem odpuścić, nie przejmować się wszystkim i po prostu cieszyć chwilą, nawet jeśli los ma wobec nas zupełnie inne plany. To była ciepła, zabawna i bardzo życiowa historia, po której miałam ochotę spakować walizkę i sama ruszyć nad Gardę.
Miały być wymarzone włoskie wakacje. Słońce, Jezioro Garda i błogi odpoczynek. A wyszedł... totalny chaos. 😅🇮🇹
To właśnie pokazuje „Wakacje po włosku”– że życie potrafi zaskoczyć nawet wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy chwili wytchnienia.
Rodzina Sarneckich szybko przekonuje się, że nawet najpiękniejsze miejsce nie gwarantuje spokojnego wypoczynku. Awarie, biurokracja, włoskie podejście „domani”, mnóstwo nieprzewidzianych sytuacji i oczywiście uroczy pies Wafel sprawiają, że tych wakacji nie da się zapomnieć. 🐕❤️
Katarzyna Kielecka z lekkością łączy humor ze wzruszeniem, a bohaterów kreuje tak, że szybko zaczyna się im kibicować i przeżywać z nimi każdą kolejną przygodę.
To była dla mnie dokładnie taka lektura, jakiej szukałam na lato – ciepła, pełna humoru i dająca chwilę oddechu. Choć bohaterowie raz po raz wpadają w tarapaty, przez całą historię przebija optymizm i przypomnienie, że najważniejsze są osoby, z którymi przeżywamy nawet najbardziej zwariowane chwile.
✨ To książka, która przypomina, że idealne wakacje wcale nie muszą być idealne. Czasem to właśnie największy chaos zostawia po sobie najpiękniejsze wspomnienia.
Przyjemna książka obyczajowa. Cieszę się, że udało mi się ją przeczytać jeszcze u schyłku sierpnia, bo to właśnie na sierpień przypada czas akcji.
Aż trudno uwierzyć, ilu przygód można doświadczyć podczas jednej podróży! Choć współczułam całej rodzinie tego niefarta związanego z awarią samochodu, to również sporo się uśmiechałam, ponieważ sposób opisania perypetii rodziny Sarneckich był pełen humoru. Bohaterowie są barwni. Każdy z nich ma inne oczekiwania od wakacji, jednak problemy spajają ich jako rodzinę i jest to opisane w wiarygodny, nieprzerysowany sposób.
Przystępny styl i nieskomplikowany język sprawiają, że książka jest lekka w odbiorze i nadaje się na niezobowiązującą, letnią lekturę.
3,7 Hihihihi... tipicamente italiano ! :D. Jeśli wybieramy się na vacanza italiana, trzeba się z takimi urokami liczyć. Trzeba jednak przyznać że opis powyższych przez autorkę jest pełen humoru i ogromnych pokładów nadziei i dobrych fluidów. A już scena odczyniania uroku... bezcenna.