Wstrząsająca opowieść o przetrwaniu, godności i nadziei rodzącej się ze skrajnego osamotnienia.
Młode małżeństwo z przedwcześnie narodzonymi bliźniętami ucieka ze wschodniej Kordyliery przed zarazą niszczącą pamięć. Ich emigracyjna wędrówka, naznaczona śmiercią dzieci, kończy się w przygranicznej osadzie Mezquite – świecie rządzonym przez korupcję, bojówkarzy i przemytników. Właśnie tutaj na nielegalnym cmentarzu zwanym Trzecim krajem odnajdują spokój nie tylko zmarli, ale także ich rodziny wspierane przez niezwykłą kobietę −Visitación Salazar. To ona sprawi, że pogrążona w żałobie po stracie synów Angustias odnajdzie nowy cel w życiu, zrozumie, kim jest, i nauczy się walczyć o godne życie dla tych, którzy sami nie mogą lub nie potrafią stawić czoła brutalnej rzeczywistości.
Ta historia mogłaby wydarzyć się wszędzie, gdzie konflikty zbrojne, pandemia czy skrajnie trudna sytuacja gospodarcza zmuszają ludzi do poszukiwania lepszych warunków życia. Trzeci kraj to miejsce na mapie między krajem pochodzenia a krajem docelowym, w którym migranci utknęli na dłuższy czas, a niektórzy na zawsze. To także metafora ich stanu umysłu, odrębnej, indywidualnej tożsamości wyrastającej z poczucia zawieszenia między tym, co znane i bezpowrotnie utracone, a tym, co nowe i na ogół skrajnie różne od wyobrażonej „ziemi obiecanej”.
„Nie obchodziło ich prawo, bo czas zapisał na ich splamionych rtęcią dziąsłach swoje własne prawa. Wraz ze śliną ich usta odpluwały gorzkie i grubiańskie słowa.”
Po takim świecie przychodzi wędrować narratorce tego upadłego świata. Wraz z mężem tracącym pamięć w skutek zarazy, wyrusza w podróż, by znaleźć bezpieczne miejsce dla siebie i swojego potomstwa. Fabuła, choć pozornie prosta, ma charakter drogi i inicjacji. Angustias, po śmierci bliźniąt, wyrusza w podróż, która jest jednocześnie fizyczna i egzystencjalna. Tutaj relacje międzyludzkie ulegają rozpadowi równolegle do rozpadu świata społecznego.
Powieść „Trzeci kraj” przeczytałam jak coś, co nie tyle się „czyta”, co przechodzi przez ciało. Nie bez znaczenia jest pochodzenie samej autorki. Karina Sainz Borgo pochodzi z Wenezueli, kraju dotkniętego kryzysem politycznym, gospodarczym i humanitarnym. Choć „Trzeci kraj” nie jest reportażem, to wyraźnie rezonuje z doświadczeniem migracji z Ameryki Łacińskiej, rozpadu państwowości czy przemocy na terenach przygranicznych. Bo tytułowy trzeci kraj okazuje się bezpieczniejszy niż „pierwszy kraj” pełen przemocy i przymusi migracji.
Mamy tutaj silnie zarysowane kobiecie postaci. Angustias to postać milcząca, wewnętrzna, zbudowana z bólu i determinacji. Z kolei Visitación Salazar, która prowadzi cmentarz, na którym narratorka będzie pomagać, stanowi kontrapunkt jako żywiołowa, niemal mityczna, ucieleśniająca energię przetrwania. Ich relacja tworzy oś powieści, napięcie między ciszą a ekspresją, żałobą a działaniem.
Istotnym elementem powieści jest język, to surowe cielsko, a jednocześnie silnie zmetaforyzowany. Tutaj słowa miewają rytm lamentu lub modlitwy, powracającej, pulsującej, ciężkiej od znaczeń. Autorka nie boi się brutalności języka. Słowa są „grubiańskie”, „gorzkie”, „odpluwane” Ale też tam, gdzie zawodzą słowa, zaczyna mówić ziemia, ciało, pamięć.
„Trzeci kraj” to literatura wymagająca emocjonalnie i intelektualnie. Nie daje ukojenia, nie oferuje łatwej nadziei. Zostawia czytelnika w stanie zawieszenia pomiędzy bólem a czułością, rozpaczą a godnością. Autorka kreśli świat, w którym język gnije, relacje się rozpadają, a jedynym trwałym aktem pozostaje troska o zmarłych. Tutaj granice nie dzielą krain, granice tutaj czuje się fizycznie.
Uwierzycie, że autorka naprawdę poznała kobietę, która niosła swoje zmarłe dzieci w pudełku?
W Kolumbii żyje kobieta, która założyła cmentarz dla tych, którym odmawia się prawa do godnego pochówku. W latach 90tych, po tym jak władze zakazały jej grzebania zmarłych, kupiła ziemię i zaczęła robić to na własnych zasadach.
Ta kobieta to Sonia Bermúdez i stała się inspiracją dla Kariny Sainz Borgo do napisania niezwykłej powieści jaką jest “Trzeci kraj”. Powieści o kraju pogrążonym w chaosie, przemocy i zarazie. O świecie w rozpadzie. I o granicach, które są wielkim tematem tej powieści. Granicach fizycznych, granicach między dobrem a złem, między życiem a śm*ercią.
Angustias Romero wraz z mężem i niedawno urodzonymi bliźniętami ucieka ze wschodniej Kordyliery przed zarazą niszczącą pamięć. Podczas kilkusetkilometrowej wędrówki dzieci um*erają, a Angustias wkłada je do pudełek po butach i wędruje z nimi tak długo, aż nie znajdzie odpowiedniego miejsca. Od różnych ludzi dowiaduje się o Visitacion Salazar - kobiecie, która zajmuje się pochówkami na nielegalnym cmentarzu na pograniczu zwanym Trzecim Krajem.
Mamy tu konflikt jak z “Antygony” i symbolizującą go Visitacion. W jej działaniach ścierają się prawa boskie i moralne z prawami ludzkimi. Jej przekonanie o tym, że każdy zasługuje na szacunek i odpowiedni pochówek po śmierci kłóci się z przemocową władzą, która chciałaby pozbyć się tej niewygody. Ten konflikt ukazuje zacieranie się wcześniej wspomnianych granic, bo Visitacion balansuje na krawędzi w eskalującym kryzysie i w wegetującej społeczności, która dosłownie nieco odżywa tylko wtedy kiedy ktoś umiera.
Ogromnie polecam “Trzeci kraj” Waszej uwadze ze względu na wrażenie, jakie robi. Bo to historia, która wchodzi pod skórę, a żywe obrazy pozostają w głowie na długo. Karina Sainz Borgo nie potrzebuje zbyt wielu słów by wzbudzić dyskomfort i emocjonalny dygot. Jest dokładna i wie kiedy porazić prostotą a kiedy dosadną metaforą.
Un style tortueux (possiblement desservi par la traduction ?), qui freine par moments la lecture malgré une belle architecture narrative. Mais la puissance du propos l’emporte : l’autrice raconte une sororité violente et sans fard, née dans le chaos d’une région en crise.