Jump to ratings and reviews
Rate this book

Trylogia Ambicji #2

Ballada o pocałunku śmierci

Rate this book
Śmierć nie przyszła po Ernesha. Ona otworzyła drzwi, które powinny pozostać zamknięte.

Mortum – kraina umarłych – zaczyna przenikać do świata żywych i szeptem wzywa kolejne dusze. Pogrążona w głębokiej żałobie Adaliah przyjmuje władzę, jednak korona jej ciąży, a obłęd powoli ją pożera.

Donovan wędruje po Ismore, zadręczając się zagadkami swojej przeszłości i tożsamości. Nie przeczuwa, że prawda, którą odkryje, może przesądzić o losie wszystkich istot. Żywych czy martwych.

Elfy i czarodzieje od wieków żyją we wzajemnej nienawiści. Zabójstwo Ernesha stało się pretekstem, którego obie strony potrzebowały, by uwolnić gniew.

Wojna jest nieunikniona. I pochłonie znacznie więcej niż jedną niewinną duszę.

Bo Śmierć się budzi.

A jej pocałunek nie zabija od razu. Najpierw zaprasza do tańca, którego nie można przerwać.

592 pages, Hardcover

First published June 17, 2026

Loading...
Loading...

About the author

Klaudia Wyrobek

2 books4 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
8 (72%)
4 stars
1 (9%)
3 stars
0 (0%)
2 stars
1 (9%)
1 star
1 (9%)
Displaying 1 - 7 of 7 reviews
Profile Image for Koszejka.
6 reviews8 followers
June 27, 2026
„Ballada o pocałunku śmierci”? More like „Ballada egdelordów i shock value”

UWAGA MOŻLIWE SPOILERY

Na początku chciałabym przyznać, że moja recenzja pierwszego temu nie była tak merytoryczna jak tego chciałam. Przyznaje, że przepełniał mnie gniew przez to jak scena gw*łtu została przedstawiona w historii. Dlatego też postawiłam dać autorce jeszcze jedną szanse, gdy zapowiedziała drugi tom. Otóż jestem tutaj…i nie mam słów.

Słowem wstępu chce przyznać bare minimum order za dodanie odpowiednich oznaczeń w liście trigger warning. Jednakże ten order muszę odebrać za mapę. Kopiuj wklej czaszki i powtarzalność „Obozowiska zmarłych” powoduje, że mapa jest niepotrzebna a tym bardziej nieczytelna. W tym przypadku jest tylko dekoracją i jej brak niczego by nam nie odbierał. Uważam, że mapa została stworzona w celu jakiejś checkliście „Co potrzebne jest do napisania fantasy”. Daje mi to energie jak w starych „point and click” grach, gdzie się wybierało do jakiej lokalizacji chcesz się teleportować, patrz np. Reksio lub Różowa Pantera.

Chce zacząć od pozytywów. Zauważalne jest, że autorka wyrobiła pióro i nie zalewa nas stronami ekspozycji… tylko może zajmuje połowę strony, ale ok. Czuć mniej tego „debiutanckiego pióra” i życzę jej dalszych postępów. Elementy artystyczne są ładne, dobrze, że nie zostało użyte AI (bare minimum w dzisiejszych czasach). Ktoś inny mógłby również dać jako pozytyw ładną okładkę i barwione brzegi, ale dla mnie nie jest to konieczne i stanowi jedynie element dekoracyjny, nie będący ważny dla samej treści książki.

No i koniec. Przechodzimy do negatywów.

Ta książka zalicza się do dark fantasy, którą czytam bardzo namiętnie. Nie mam zatem problemu z brutalnością, krwią czy okrucieństwem a wręcz przeciwnie, uważam, że todobre elementy budują atmosferę świata. Problem pojawia się wtedy, gdy mrok, smutek i depresja staje się jedynym co tu mamy. Kiedy mamy scenę po scenie, w której dominuje ciągłe cierpienie, smutek, krew i flaki, efekt zaczyna działać odwrotnie. Zamiast wzmocnić przeżywane emocje staje się… mdłe i przewidywalne. Przykład: „oooo znaleźli ciała w okropnym stanie ktoś musiał ich wymordować” *Przewijam kilka stron dalej* „ooo… znowu flaki na ścianie i smutek. Okay and?”.

Najlepsze historie z kategorii dark fantasy rozumieją, że ciemność potrzebuje kontrastu. Potrzebuje postaci, które mimo wszystko co się odwaliło nadal zachowują człowieczeństwo, nadzieję lub moralny kręgosłup, albo istnieją momenty które mogłyby nadać taki trochę „hopecore”.
To sprawia, że wszelakie tragedie jakie się wydarzą mają impakt a tym bardziej możliwe zwycięstwa. Krew flaki i zgnilizna tracą na znaczeniu, kiedy nie ma żadnego światła. And before somone will cry „Ale ty kochasz Pieśń Lodu i Ognia co się czepiasz babo?!” Here is a thing. Nawet podczas czytania całej sagi były momenty, na których się śmiałam, uśmiechałam się albo robiłam zwyczajne „Awww”. To jest możliwe do wykonania i nadal móc potem przypisać swoją książkę do kategorii dark fantasy.

Inna mała rzecz… za każdym razem, kiedy w książce widziałam słowo „Śmierć” albo całe zdania o tańczeniu z śmiercią, całowanie śmierci, bycie śmiercią itd. to popijałam drineczka lub otwierałam paczkę papierosów. Teraz nie mam ani alko i ani fajek.

Podobał mi się sam pomysł na stworzenie osobnych języków dla każdego królestwa i to, że autorka tłumaczy je w przypisach. Problem w tym, że bohaterowie nawet rozmawiając z własnymi rodakami mówią praktycznie cały czas „językiem wspólnym”, tylko co jakiś czas rzucą jakieś słowo w swoim ojczystym języku. Dla mnie to było trochę nielogiczne. Skoro gadają między sobą, to czemu nie używają po prostu swojego języka? Przez to te obce słówka bardziej wyglądały jak dodatek dla klimatu niż coś, co faktycznie wynika z realiów świata. To tak jakbym gadała z przyjaciółką na co dzień tak: „Hey Aga how was your day today?” A ona mi odpowiedziała „Hujowo. And how was yours?”

Następna rzecz. Postacie pobocznie ehem… mam na myśli NPC. Maybe thats just my problem, ale tak jak w pierwszym tomie postacie poboczne tutaj stanowią jedynie podporę, przydupasa lub moralniaka głównych bohaterów. Wydaje mi się, że autorka skupiła się na doszliwowaniu głównych bohaterów a tamci inni albo mają być źli albo chodzącymi NPC. Postacie poboczne przyjmują rolę kochanków, mentorów, przyjacieli, złych lub męczenników i nic, poza tym. Pełnią jedną z roli, głębi w nich trudno odnaleźć.

Mam też wrażenie, że autorka trochę boi się, że czytelnik sam wyrobi sobie opinię o bohaterach. Zamiast zostawić ich czyny do własnej interpretacji, co chwilę pojawia się jakaś postać, która tłumaczy, że "ej, ale ty wcale nie jesteś taki zły".

Najbardziej widać to po scenie, w której pijak hultaj Donovan wyrzyna całą wioskę leśnych istot. Jasne, na początku go zaatakowali, ale później zabija też tych, którzy uciekają i praktycznie wybija całą osadę. Kilka rozdziałów później oszczędza jednego olbrzyma, a zaraz potem jego przyjaciółka wygłasza monolog o tym, że przecież nie jest potworem, bo darował komuś życie.

„-Oszczędziłeś mu życie” „-Słucham?” „- Mogliśmy go zabić ty jednak pozwoliłeś mu żyć i oddałeś mu wolność. Nocami, gdy nikt nie słucha powtarzasz sobie, że jesteś potworem. Pozwalasz by nienawiść zakrywała to co w tobie dobre. Wystarczyło, że opuściłeś Carmine i uwolniłeś się od osób, które pozwalały ci wierzyć w te oszczerstwa być dostrzegł coś poza gniewem. Być może to pierwszy krok ku wierze ze jesteś godny czegoś więcej niż pogardy od świata i samego siebie”

No nie. To tak nie działa. To, że raz kogoś oszczędził, nie sprawia nagle, że mam zapomnieć o całej masakrze, którą zrobił chwilę wcześniej. Miałam wrażenie, jakby autorka na siłę próbowała mi wmówić, że ten bohater jest lepszy, niż wynika z jego czynów. I właśnie przez takie momenty postacie drugoplanowe wypadają nawet i gorzej od NPC-ów. Ich rola sprowadza się do usprawiedliwiania głównych bohaterów i tłumaczenia czytelnikowi, co powinien o nich myśleć. Taka sama sytuacja zaszła w pierwszym tomie, gdy Ernesh wysyła bandę dzikich bestii na miasto czarodziejów i ma zdziwienie, że umierają cywile itd. I wtedy też jego koleżanka NPC mówi:

„-Ofiary są konieczne.” „-Ale giną niewinni! Nie chcę być potworem jak mój ojciec.”
„-Nie staniesz się potworem.” Jasne jasnowidzko, ale wolałabym sama ocenić, ale ok.

No i dochodzimy do sceny gw*łtu w tym tomie, z którą mam chyba największy problem w całej książce. I NIE, NIE CHODZI O TO, ŻE TAKI TEMAT W OGÓLE SIĘ POJAWIA. Gw*łt może być elementem historii i nigdy nie miałam z tym problemu, jeśli był faktycznie uzasadniony. Tutaj miałam wrażenie, że został wrzucony tylko po to, żeby czytelnik pomyślał: "o kurwa, ale huj z niego". Dosłownie tyle.

Ofiarą znowu jest główna bohaterka, a sprawcą postać, o której wiemy od początku, że jest kompletnym skurwielem. Ta scena nie mówi o nim absolutnie nic nowego. Nie sprawia, że jest bardziej przerażający, bo już wcześniej był. Nie wnosi też nic do bohaterki, bo ona już od dłuższego czasu jest kompletnie rozbita psychicznie i fizycznie. Really, po co było dokładać jej jeszcze to? Odniosłam wrażenie, że autorka chciała po prostu jeszcze mocniej przywalić czytelnikowi po emocjach, ale wyszło bardziej na tani szok niż dobrą scenę.

Najgorsze jest to, że ta scena wyskakuje praktycznie z dupy. Nie czułam, żeby fabuła do niej prowadziła. Nagle się dzieje pod koniec normalnego rozdziału, ma cię zszokować i tyle. I właśnie dlatego tak mnie wkurzyła.

Największy problem z używaniem gw*łtu jako shock value jest taki, że sprowadza jedną z najgorszych zbrodni, jakiej może doświadczyć człowiek, do roli NARZĘDZIA do wywołania reakcji u czytelnika. Zamiast traktować ten temat z odpowiednią powagą, robi się z niego kolejny sposób na pokazanie, że "EJ patrzcie, jaki ten świat jest mroczny". A to są dwie zupełnie różne rzeczy.

Co ciekawe, to nie jest tak, że denerwuje mnie każda scena gw*łtu w książkach. Wręcz przeciwnie. Czytałam książki, w których takie sceny albo wzmianki o nich się pojawiały i ani razu mnie to nie irytowało, bo było widać, że autor/autorka miał/a konkretny cel. Czasem to pokazywało brutalne realia świata, czasem konsekwencje wojny, czasem to, jak przemoc wpływa na ofiarę i ludzi wokół niej. You know the drill. To były trudne sceny, ale miały sens i nie sprawiały wrażenia wrzuconych tylko po to, żeby czytelnik był w giga szoku.

Tutaj niestety miałam zupełnie odwrotne odczucia. Zamiast ważnego elementu historii dostałam scenę, która wyglądała jak kolejna próba przebicia poprzednich okrucieństw co się wcześniej wydarzyły. A kiedy zaczyna się używać gw*łtu tylko po to, żeby podkręcić mrok historii albo zaszokować odbiorcę, to dla mnie jest to po prostu słabe pisanie. SORRY MEMORY ALE TO MOJA OPINIA!

Dodatkowo zwróciłam uwagę na jeszcze jedną rzecz. To trochę dziwne, że spośród trójki głównych bohaterów to właśnie jedyna kobieta pada ofiarą gwałtu. Dwaj męscy bohaterowie również przechodzą przez piekło, są torturowani, walczą o życie i są ofiarami okrutnych ludzi, ale wobec nich autorka nie sięga po przemoc seksualną w tym tomie. I żeby nie było pamiętam, że w pierwszym tomie brat głównej bohaterki również doświadcza przemocy seksualnej w postaci molestowania.

Nie twierdzę, że mężczyźni też koniecznie MUSZĄ paść ofiarą gw*łtu, ABSOLUTNIE NIE O TO CHODZI. Bardziej zastanawia mnie, dlaczego to właśnie ten rodzaj przemocy został zarezerwowany wyłącznie dla głównej bohaterki. W połączeniu z tym, jak nagle ta scena się pojawia i jak za cholerę niewiele wnosi do fabuły, tylko utwierdziło mnie to w przekonaniu, że chodziło przede wszystkim o wywołanie szoku i jeszcze mocniejsze dołożenie cierpienia jedynej kobiecej protagonistce.

Na koniec nie mogłam też pozbyć się skojarzeń z Pieśnią Lodu i Ognia. Sama inspiracja broń boże absolutnie nie jest niczym złym większość autorów czymś się inspiruje przecież, co nie? Problem pojawia się wtedy, gdy tych podobieństw zaczyna być po prostu za dużo.

Mamy rasę bardzo przypominającą Dzieci Lasu z tą samą nazwą btw, głównego antagonistę sprowadzającego wieczną zimę niczym Inni i ich Król Nocy, a na koniec w finałowej walce pojawia się główna bohaterka fruwająca na smoku i wydająca komendy. Każda z tych rzeczy osobno zapewne by mi nie przeszkadzała, ale zebrane razem w kupkę sprawiło, że przez chwilę miałam przed oczami ASOIAF zamiast ten świat.

Nie twierdzę, że to plagiat, bo to byłoby zwyczajnie nieuczciwe. Bardziej miałam wrażenie, że autorka momentami za mocno opierała się na pomysłach, które są już bardzo mocno kojarzone z twórczością Martina. Zamiast pomyśleć: „ale fajny motyw UWU”, częściej łapałam się na tym, że myślałam: „kurde czekaj, przecież ja już gdzieś to widziałam”. I to niestety wybijało mnie z lektury.

1.5/5*
POZDROWIENIA DLA AGATY ZA SŁUCHANE MOIM RANTÓW MIMO BYCIA NA WAKACJACH Z MĘŻEM! LOVE YA GIRL SEE YOU SOON


Profile Image for Kikiś.
194 reviews1 follower
June 30, 2026
𝓟𝓸𝓼𝓽 𝓟𝓪𝓽𝓻𝓸𝓷𝓪𝓬𝓴𝓲

ᴏᴄᴇɴᴀ: ∞ ∞ ∞ ∞ ∞ ∞ ∞

𝐎𝐠𝐫𝐚𝐧𝐢𝐜𝐳𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐢𝐞𝐤𝐨𝐰𝐞: 𝟏𝟖+

[wspolpraca reklamowa]

Śmierć otworzyła sobie wrota, a zmarli zaczynają przenikać do świata żywych.

Adaliah musi stawić czoła nadchodzącej wojnie i przyjąć koronę - niestety sama. Nie podda się jednak, dopóki nie dokona zemsty i nie odzyska brata.

,,𝐙𝐰𝐚̨ 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐀𝐝𝐚𝐥𝐢𝐚𝐡. 𝐂𝐨́𝐫𝐤𝐚 𝐌𝐫𝐨𝐤𝐮, 𝐃𝐳𝐢𝐞𝐜𝐤𝐨 𝐊𝐬𝐢𝐞̨𝐳̇𝐲𝐜𝐚.
𝐈 𝐣𝐞𝐬𝐭𝐞𝐦 𝐦𝐚𝐫𝐭𝐰𝐚."

Miejcie się na baczności, Córka Mroku idzie po was.

Klaudia ma w swoich książkach coś tak hipnotyzującego i pociągającego, że nie potrafię się im oprzeć. Czytając je zanurzam się
w mroczny świat fantasy, gdzie ogranicza mnie tylko wyobraźnia. Wczuwam się w klimat i staję do walki razem z elfami przeciwko wrogowi. Planuję strategię. Odczuwam ból głównych bohaterów i przeżywam wszystko razem z nimi. Właśnie dla takich historii czytam.

W drugim tomie trylogii dostajemy jeszcze więcej akcji niż w pierwszym. Definitywnie widać tutaj masę pracy, aby książka wciągała od samego początku. Bohaterowie szykują się na wojnę i jednocześnie eksplorują Mortum - krainę umarłych. Dowiadują się coraz to nowszych rzeczy na swój temat i odkrywają swój potencjał. Mamy masę plot twistów, które momentami wywracają wszystko do góry nogami. Sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć. Jak wysokie mają ambicję. Niektórych największym pragnieniem jest zemsta. Za wszelką cenę.

.,,𝐁𝐲ł𝐚𝐦 𝐠𝐨𝐭𝐨𝐰𝐚 𝐩𝐨𝐝𝐚𝐫𝐨𝐰𝐚𝐜́ 𝐜𝐳𝐚𝐫𝐨𝐝𝐳𝐢𝐞𝐣𝐨́𝐰 𝐒́𝐦𝐢𝐞𝐫𝐜𝐢, 𝐚𝐛𝐲 𝐭𝐚 𝐩𝐨𝐫𝐰𝐚ł𝐚 𝐢𝐜𝐡 𝐝𝐨 𝐭𝐚𝐧́𝐜𝐚. 𝐂𝐡𝐜𝐢𝐚ł𝐚𝐦 𝐩𝐚𝐭𝐫𝐳𝐞𝐜́, 𝐣𝐚𝐤 𝐦𝐮𝐬𝐤𝐚 𝐢𝐜𝐡 𝐮𝐬𝐭𝐚. 𝐊𝐢𝐞𝐝𝐲 𝐳ł𝐨𝐳̇𝐲
𝐩𝐨𝐜𝐚ł𝐮𝐧𝐤𝐢 𝐧𝐚 𝐝𝐮𝐬𝐳𝐚𝐜𝐡, 𝐣𝐚 𝐰 𝐠𝐞𝐬́𝐜𝐢𝐞 𝐭𝐫𝐢𝐮𝐦𝐟𝐮 𝐰𝐲𝐩𝐢𝐣𝐞̨ 𝐤𝐫𝐞𝐰 𝐩𝐨𝐥𝐞𝐠ł𝐲𝐜𝐡."

Klaudia nie zapomina również o relacjach między bohaterami. Dostajemy dużo momentów naszej Adaliah i Donovana, którzy są nietypowym wątkiem romantycznym w tej historii.
Ale jak potoczy się dalej ich relacja? Czy mogą sobie ufać?
Definitywnie każdy zada sobie te pytania po skończeniu tej części.

Nie zapomnijmy również o innych bohaterach takich jak Dena, którzy niektórych mogą zaskoczyć… Jednak aby nie spojlerować zasieję tylko ziarenko ciekawości.

Zarówno Adaliah jak i Donovan to postacie głęboko złożone i skomplikowane. Każde z nich niesie na barkach ciężki bagaż emocjonalny i swoje traumy. Czytając ich perspektywy chcielibyśmy im pomóc. Zabrać od nich trochę tego cierpienia, którym obdarzyła ich Klaudia. Są to bohaterowie do których mocno się przywiązałam i odczuwałam ich ból. Wielokrotnie płakałam.

,,- 𝐉𝐚𝐤𝐢 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐳𝐚𝐭𝐞𝐦 𝐭𝐰𝐨́𝐣 𝐜𝐞𝐥?
- 𝐎𝐝𝐧𝐚𝐥𝐞𝐳𝐢𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐚𝐦𝐞𝐠𝐨 𝐬𝐢𝐞𝐛𝐢𝐞 - 𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚ł𝐞𝐦 𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞𝐫𝐳𝐞."

Kocham te historie za emocje, które we mnie wyzwalają.
A no i w tej części SMOK mentioned, więc moja smocza dusza została zaspokojona. Mroczna fantastyka to coś dla czego przepadłam i potrzebuję jej jeszcze więcej. Ten klimat, niesamowicie wykreowana kraina (w sumie to nie jedna), wojna, planowanie sojuszy, krew i śmierć - niepowtarzalne przeżycie. Czytajcie Balladę!

Klaudia kiedy trzeci tom???


Profile Image for rosilabeth.
39 reviews3 followers
Review of advance copy
June 18, 2026
Na samym początku wielkie gratulacje dla autorki z okazji premiery!

Dla pierwszego tomu trylogii Ambicji przepadłam bezgranicznie, więc nic dziwnego, że drugiego wyczekiwałam z utęsknieniem. Gdy na profilu wydawnictwa zobaczyłam zapowiedź, a potem spojrzałam na datę, prawie się popłakałam — lepszego prezentu urodzinowego nie mogłam sobie wyobrazić. Ale ten post nie jest o mnie, więc przejdźmy już do konkretów.

Ja do tej książki miałam tak naprawdę jeden zarzut, ale jeśli znacie mnie od dłuższego czasu (i to nie z tego profilu) to zapewne wiecie też, że sama piszę własne fantasy — i kiedy uświadomiłam sobie, że zrobiłam to samo u siebie, od razu mój argument poszedł do kosza. O co chodzi? O cierpienie Adaliah i stałe podkreślanie, jak bardzo chciałaby oddać się Śmierci i jej tańcu. Mniej więcej w 1/3 historii przeszło mi przez myśl, że "dobrze, dotarło do mnie już", a później właśnie przyszło to spojrzenie od strony mnie jako autorki. Czy wciąż uważam to za wadę? Otóż nie. Myślę, że to właśnie świetnie oddaje realia. Te pragnienia są stałe, powracające, doprowadzają do szału — i ogromny plus dla Klaudii za to, że dobrze to oddała.

Akcja jest wartka i dynamiczna, ja przez ten tekst dosłownie płynęłam. Chłonęłam go całą sobą i zwyczajnie nie potrafiłam się oderwać. Czuć progres między oba tomami, bo jeśli dobrze pamiętam, to początkowo ciężko było mi się wkręcić w świat przedstawiony w "Balladzie o koronie krwi i zdrady" — a tutaj przepadłam już od pierwszych stron.

Średnio już niestety pamiętam, kto przy pierwszym tomie zwrócił moją największą uwagę, ale teraz moje serce najbardziej zagarnął dla siebie Ernesh — o pani, uwielbiam tego elfa. Jego troskliwość o najbliższych oraz jego skomplikowaną i całkiem intymną relację z Adaliah. Doomed siblings mój ulubiony motyw <3

Adaliah to zdecydowanie moja ulubiona książkowa żona. Jest postać w tym tomie jest świetnym przykładem "female rage" i kobiety posiadającej cechy typowego męskiego złoczyńcy. Jej determinacja w poszukiwaniu sojuszników? Moce, które zdobywa na kartach historii? Ostatnia scena, kiedy wreszcie akceptuje to, kim jest w rzeczywistości? Trzy raz na tak, kocham, kocham, kocham.

Co się tyczy Donovana, delikatnie rozczarowałam się tym, jaka wyglądała prawda na jego temat, ale nie uważam tego za minus — zwyczajnie miałam w głowie inne rozwiązanie i zasmuciło mnie to, że nie trafiłam. Za to to, jak bardzo zaczął się przejmować Adaliah, być o nią zazdrosny, jednocześnie sprawiając wrażenie, że jeszcze do niego nie dotarło, co właściwie do niej czuje >>>

Moja ostateczna ocena tego tomu to 4.5/5 ☆. Już przebieram nogami na samą myśl, jaki może być finał historii, a wam serdecznie polecam, jeśli szukacie krwawej historii pełnej emocji i dynamiczności!
This entire review has been hidden because of spoilers.
Profile Image for niko_labooks.
48 reviews2 followers
June 23, 2026
Nie będę ukrywać — po pierwszym tomie miałam wobec tej książki ogromne oczekiwania. Trylogia Ambicji była moim pierwszym spotkaniem z dark fantasy i totalnie nie spodziewałam się, że aż tak odnajdę się w tym gatunku. Tym bardziej cieszy mnie to, że „Ballada o pocałunku śmierci” ani trochę mnie nie zawiodła. To książka mroczniejsza, bardziej emocjonalna i pokazująca, jak wysoką cenę mogą mieć podejmowane decyzje.

Od samego początku czuć, że nad Ismore zbierają się ciemne chmury. Mortum coraz mocniej przenika do świata żywych, napięcie nieustannie rośnie, a perspektywa wojny staje się coraz bardziej realna.

Bardzo podobało mi się rozwinięcie wątku Mortum. Kraina umarłych od początku była jednym z najbardziej intrygujących elementów tej historii i cieszę się, że w tym tomie mogłam poznać ją znacznie lepiej. Im więcej odkrywałam na jej temat, tym bardziej chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej.

Jednak największe wrażenie ponownie zrobili na mnie bohaterowie. Bardzo podobało mi się to, co Klaudia zrobiła z wątkiem Ernesha. Jego losy w Mortum śledziłam z ogromnym zainteresowaniem i za każdym razem chciałam wiedzieć więcej. Z kolei historia Adaliah wielokrotnie łamała mi serce. Jej żałoba po śmierci brata, poczucie zagubienia i konieczność udźwignięcia odpowiedzialności, której nigdy nie miała dźwigać sama, zostały przedstawione w niezwykle poruszający sposób.

Bardzo się też cieszę, że w tym tomie dostaliśmy więcej momentów Adaliah i Donovana. Ich wspólne sceny były jednymi z moich ulubionych. Również sam wątek Donovana i tajemnic związanych z jego przeszłością był bardzo ciekawy.

Nie będę ukrywać — końcówka dostarczyła mi naprawdę wielu emocji. Im bliżej ostatniej strony byłam, tym bardziej nie chciałam rozstawać się z tą historią. Teraz pozostaje mi już tylko niecierpliwie czekać na kolejny tom.

Podsumowując „Ballada o pocałunku śmierci” to świetna kontynuacja, która rozwija wszystko to, za co polubiłam pierwszy tom. Mroczna, emocjonująca i wciągająca historia, która tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że Ambicja jest trylogią, którą zdecydowanie warto poznać. Jeśli pierwszy tom Was zachwycił, po drugim nie będziecie w stanie zebrać szczęki z podłogi.
Profile Image for Eve.
24 reviews
July 11, 2026
Nawet nie wiem od czego zacząć.

Pochłonęłam tą część tak jak ona pochłonęła mnie. Adaliah okazała się bliższa mojemu sercu niż się tego spodziewałam, czułam jakbym walczyła wraz z nią przy każdym rozdziale gdy mrok docierał do jej duszy, zwłaszcza że nie jeden raz sama miałam wrażenie, źe przez ten mrok zostanę pochłonięta. Jej walka z życiem i brak nadzieji, brak powodu do życia ściskał za moje serce.
“Moja droga”
Ich relacja jest tak delikatna i łatwa do złamania, że nie zdziwiło mnie zakończenie. Spodziewałam się, że nie zaufa mu, ale nadal delikatnie to zabolało. Donovan został sam z mętlikiem w głowie i przeraża mnie co wyniknie z tego w trzeciej części.

Druga część zdecydowanie przebiła pierwszą i mam nadzieję, że trzecia okaże się równa emocjom które przeżywałam przy tej
This entire review has been hidden because of spoilers.
Profile Image for Hardcover Haven.
73 reviews1 follower
Review of advance copy received from Publisher
June 23, 2026
Ballada o Pocałunku Śmierci to drugi tom debiutanckiej serii, przy której nadal trudno mi uwierzyć, że mówimy o debiucie. Po pierwszym tomie byłam już naprawdę zachwycona i pamiętam, że ciągle miałam w głowie myśl: jak to możliwe, że to pierwsza wydana książka autorki? Tamta część wysoko zawiesiła poprzeczkę, więc trochę bałam się, czy kontynuacja udźwignie moje oczekiwania, a okazało się, że nie tylko je udźwignęła, ale jeszcze stanowczo przewyższyła.

Od początku zachwycił mnie świat. Autorka zadbała o każdy, nawet najmniejszy szczegół. Mamy do czynienia z całą masą najróżniejszych ras i nie tylko tymi znanymi, ale też takimi, które wymyśliła całkowicie od zera. Stworzyła dla nich nawet własny język. Poza tym to jest dark fantasy, a ja nie ukrywam, że mam ogromną słabość do brutalnych walk i lejącej się krwi.

Już w pierwszym tomie ujęła mnie cudowna więź między rodzeństwem, a tutaj tę relację widać jeszcze bardziej i to jak wiele są gotowi dla siebie poświęcić.

Mamy też wątek enemies to lovers, ale taki trochę mniej standardowy. Adaliah i Donovan prędzej rzucą się sobie do gardeł i wydrapią oczy, zanim w ogóle przyznają się przed sobą, że cokolwiek do siebie czują, a ich uczucie zrodziło się w potwornym bólu i mroku.

Jednak tym za co przede wszystkim pokochałam te książki, są emocje. Czytając po prostu czuć, że Klaudia włożyła w tę historię całe swoje serce. Zrobiła dosłownie wszystko, żebyśmy jako czytelnicy przeżywali to samo, co czują bohaterowie na przestrzeni tych wszystkich stron. To niesamowite, jak ta książka potrafi przeczołgać emocjonalnie i miała wiele momentów, w których te emocje mnie przygniotły.

Każdy z bohaterów jest tutaj w jakiś sposób pokrzywdzony przez los. Wszyscy zmagają się traumami i krzywdami, które zgotowało im życie. Przez to w książce jest mnóstwo scen, które czyta się naprawdę ciężko i które momentami mocno siadają na psychice. To zdecydowanie nie jest pozycja, którą można wziąć sobie do ręki w wolny wieczór na totalnym luzie, żeby po prostu się zrelaksować i odciąć od rzeczywistości, bo są poruszane naprawdę ciężkie tematy.
Zakończenie było absolutnie wspaniałe - takie, przy którym człowiek nagle prostuje się na kanapie, czyta szybciej, a jednocześnie boi się przewrócić następną stronę. Miałam ciarki i poczucie, że wszystko prowadziło właśnie do tego momentu. Dawno finał książki nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia.

Kocham tę historię całym sercem i wprost nie mogę się doczekać trzeciego tomu. Mam tylko cichą nadzieję, że ci bohaterowie otrzymają na koniec chociaż odrobinę zasłużonego szczęścia w tym swoim brutalnym, przepełnionym cierpieniem świecie
10/5⭐

współpraca patronacka @wydawnictwo_kdw @klaudia.pisarkafantasy
Profile Image for Maria.
4 reviews
July 13, 2026
♾️/5⭐️

Klątwa drugiego tomu nie dosięgnęła tej trylogii. W tomie znalazło się wiele akcji, poszukiwanie samego siebie, czy też dwa różne światy - żywych i umarłych.

Książki Klaudii są wciągające i na swój sposób uzależniające. Nie sposób odciągnąć się od fabuły, która z każdą linijką pochłania coraz bardziej w swoim mrocznym świecie fantasy. Książka pozostawiła niedosyt fabularny, z którym wyczekiwać będę następnej części👻
Displaying 1 - 7 of 7 reviews